Witajcie,
Wczoraj Anna chciała zaprosić mnie na jakieś "ploteczki" z dziewczynami, ale powiedziałam jej, że nie mogę. Co było rzeczywiście prawdą, mam za dużo obowiązków, żeby siedzieć w ogrodzie i gadać o nie wiadomo czym. Wiem, że takie odcinanie się od wszystkich nie jest za dobre i Anna mogła pomyśleć, że się na nią obraziłam. Ale cóż mogę poradzić... po pierwsze jestem królową, a po drugie... nie wiem czy nadaję się do "babskich pogaduszek" i obgadywania wszystkiego co się rusza. Z samego rana usiadłam więc w moim gabinecie i zabrałam się do odpisywania na kilka listów. Jack oczywiście nie odstąpił mnie na krok. Siedział na podłodze obok mnie i uśmiechał się za każdym razem gdy westchnęłam, próbując mu uświadomić, że mnie wkurza. Skończyłam pisać po południu i od razu chciał "pożytecznie" wykorzystać ten czas, sięgając do kieszeni i podchodząc do mnie z figlarnym uśmieszkiem.
- Nie, Jack. Powinnam porozmawiać z Anną.
- Ale... - wyjął dłoń z kieszeni i spuścił głowę.
Uśmiechnęłam się i uniosłam mu podbródek.
- Jutro to nadrobimy. - mrugnęłam do niego, pocałowałam go i wyszłam na korytarz zostawiając go stojącego z rumieńcem na twarzy i lekko rozchylonymi ustami.
Chciałam szybko znaleźć Annę. Zatrzymałam się na pierwszym piętrze, bo coś przykuło moją uwagę. Przez okno dostrzegłam Meridę, Astrid i Annę z Leną na rękach siedzące na kocu w ogrodach i śmiejące się wniebogłosy. Widocznie bawiły się świetnie. Beze mnie, po co im ja. Kamienny parapet pokrył się szronem. Mimo, że może nie lubiłam obgadywać i plotkować, zabolało mnie, że jednak beze mnie wyglądają na o wiele szczęśliwsze. No cóż, dobrze. Ważne jest ich szczęście. Wzięłam głęboki oddech i wróciłam do gabinetu zamrażając część dywanu. Byłam zarazem zła i trochę smutna. Musiałam na czymś się wyładować, koniecznie. Na szczęście znalazłam coś (a raczej kogoś) w sam raz do tego. Jack stał dalej na środku gabinetu.
- Zmieniłaś zda.... - zaczął gdy weszłam do środka, ale ja przyciągnęłam go do siebie za sznurki bluzy i pocałowałam mocno.
Dziś rano obudziło mnie pukanie. Wstałam, przetarłam oczy i podeszłam do drzwi.
- Hej, Elso. - odezwała się stojąca na korytarzu Anna.
Zmarszczyłam brwi zastanawiając się, czy w ogóle się obudziłam.
- W czym mogę pomóc? - odparłam. - Świeże ploteczki niestety tylko u Meridy.
- Zaraz, co? - Anna wyglądała na mocno zszokowaną.
- Wczoraj przeżyłaś chyba najlepszą zabawę w swoim życiu.
- Przecież sama powiedziałaś, że nie masz czasu. - Anka tupnęła.
Westchnęłam.
- Po co przyszłaś? - oparłam się o framugę.
- Chciałam... powiedzieć, żebyś się nie obrażała... i żebyśmy się pogodziły.
Nie odpowiedziałam. Po prostu stałam i patrzyłam na wzorki na sukience siostry.
- Chyba przyjdę kiedy indziej. - powiedziała po chwili i odeszła.
Zamknęłam drzwi i westchnęłam znowu.
- Wszystko gra, Śnieżynko? - odezwał się Jack, który najwyraźniej się obudził.
- Tak... - wróciłam do łóżka.
- Przecież widzę, że nie.
Spuściłam wzrok.
- Pokłóciłam się z Anną.
- Ty z Anną? - Jack zrobił niedowierzającą minę. - Elsa i Anna się pokłóciły?
Kiwnęłam głową. Jack chyba zrozumiał, że nie jest mi do śmiechu, bo objął mnie i pocałował w policzek.
- Zobaczysz, nie minie dzień i się pogodzicie. - powiedział.
- Mam nadzieję... - westchnęłam.
- Elsa.
wtorek, 11 sierpnia 2015
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Ploteczki
Hejo,
Postanowiłam że zaproszę naszych gości na herbatkę i ploteczki. Więc zabrałam Lenę i poszłam do ogrodów, tam były już Merida i Astrid.
- A gdzie jest Elsa?- zapytały dziewczyny.
- Nie wiem, od wczoraj się do mnie nie odzywa chyba się na mnie obraziła.
- O to nie możliwe Aniu, nie martw się ona na pewno ma za dużo obowiązków.- powiedziała Merida, ona na pewno o tym wiedziała, przecież miała zostać przyszłą królową.
- A poza tym to ona ma męża.
- A skoro już jesteśmy przy związkach to jak tam twój Merido?- zapytała Astrid.
- Jest super, Flynn jest taki kochany, ale już dwa razy nas naszła ta wstrętna flądra.- chyba Merida była naprawdę bardzo zła, bo zrzuciła przez przypadek filiżankę dla Elsy.
- Co przecież ona go nie kochała.- zauważyłam - przecież cały czas łaziła za Jack' iem.
- No ona chyba sobie upodobała zajętych mężczyzn, a że Flynn nie był zajęty gdy go poznała to uznała że jest nie wart, ale on jest na prawdę kochany i uroczy.- Merida na jednym tchu wypowiedziała swój monolog. Gadałyśmy o ich związku chyba półgodziny, aż w końcu zmieniłyśmy temat.
- No Astrid, a jak Czkawka się przygotowuje się do roli ojca.- Zapytała Merida zmęczona już ciągłą gadką o niej i jej związku z Flynn' em.
- Cudownie, już przygotował pokój chociaż termin mam na luty.
- No to bardzo dobrze.- zauważyła Merida.
- Ja sama urządzałam pokój dla małej.
- Co?! Przecież to nie zdrowe dla dziecka.- powiedziały obie.
- Znaczy to Jack większość nosił, Kristoff też pomagał ale mniej.- i tak temat rozwinęłyśmy, aż znowu go zmieniłyśmy.
- No, a jak małżeństwo Elsy?
- Fantastycznie, ale Jack Cały czas upiera się o dziecko...
- A Elsa co na to?- Zapytały obie.
- ...ona nie chce, mówi że jeszcze nie jest na to gotowa.
- No trudno.- zasmuciła się Astrid.
- Ale ja uważam że jej nie o nią chodzi tylko o Arendelle, przecież jak będzie w ciąży to nie będzie mogła sprawować władzy na jakiś czas.
- No tak, przecież ona i jej słaba psychika.- i tak gadałyśmy do wieczora, a Lena się znudziła i poszła spać.
- Anna
Postanowiłam że zaproszę naszych gości na herbatkę i ploteczki. Więc zabrałam Lenę i poszłam do ogrodów, tam były już Merida i Astrid.
- A gdzie jest Elsa?- zapytały dziewczyny.
- Nie wiem, od wczoraj się do mnie nie odzywa chyba się na mnie obraziła.
- O to nie możliwe Aniu, nie martw się ona na pewno ma za dużo obowiązków.- powiedziała Merida, ona na pewno o tym wiedziała, przecież miała zostać przyszłą królową.
- A poza tym to ona ma męża.
- A skoro już jesteśmy przy związkach to jak tam twój Merido?- zapytała Astrid.
- Jest super, Flynn jest taki kochany, ale już dwa razy nas naszła ta wstrętna flądra.- chyba Merida była naprawdę bardzo zła, bo zrzuciła przez przypadek filiżankę dla Elsy.
- Co przecież ona go nie kochała.- zauważyłam - przecież cały czas łaziła za Jack' iem.
- No ona chyba sobie upodobała zajętych mężczyzn, a że Flynn nie był zajęty gdy go poznała to uznała że jest nie wart, ale on jest na prawdę kochany i uroczy.- Merida na jednym tchu wypowiedziała swój monolog. Gadałyśmy o ich związku chyba półgodziny, aż w końcu zmieniłyśmy temat.
- No Astrid, a jak Czkawka się przygotowuje się do roli ojca.- Zapytała Merida zmęczona już ciągłą gadką o niej i jej związku z Flynn' em.
- Cudownie, już przygotował pokój chociaż termin mam na luty.
- No to bardzo dobrze.- zauważyła Merida.
- Ja sama urządzałam pokój dla małej.
- Co?! Przecież to nie zdrowe dla dziecka.- powiedziały obie.
- Znaczy to Jack większość nosił, Kristoff też pomagał ale mniej.- i tak temat rozwinęłyśmy, aż znowu go zmieniłyśmy.
- No, a jak małżeństwo Elsy?
- Fantastycznie, ale Jack Cały czas upiera się o dziecko...
- A Elsa co na to?- Zapytały obie.
- ...ona nie chce, mówi że jeszcze nie jest na to gotowa.
- No trudno.- zasmuciła się Astrid.
- Ale ja uważam że jej nie o nią chodzi tylko o Arendelle, przecież jak będzie w ciąży to nie będzie mogła sprawować władzy na jakiś czas.
- No tak, przecież ona i jej słaba psychika.- i tak gadałyśmy do wieczora, a Lena się znudziła i poszła spać.
- Anna
niedziela, 9 sierpnia 2015
Odwiedziny przyjaciółek i... obowiązki.
Witajcie,
Jak mówiła Wam już Anka, wczoraj postanowiłam sprawić jej przyjemność i zabrałam ją do miasta. Co nieco mnie zdziwiło, po południu spotkałyśmy Meridę i Astrid, które właśnie przybyły do Arendelle i wybrałyśmy się na mały rejs ich statkiem.
- Co Was tu sprowadza? - zapytałam kiedy wracałyśmy już drogą do zamku.
- Chciałyśmy się oderwać od naszych obowiązków, jednak jesteśmy ja księżniczką, a Astrid przywódczynią... wypożyczyłyśmy jakiś tam statek i jesteśmy. - odrzekła Merida. - Szczególnie Astrid przyda się odpoczynek.
Astrid jest (nie wiem czy pamiętacie) już w którymś miesiącu ciąży, i nawet to widać.
- Wszystko gra? - zapytała Anna troskliwie gładząc ją po brzuchu.
- Tak, jest naprawdę spokojnie. - uśmiechnęła się Astrid.
- To dobrze. - Ania odwzajemniła uśmiech i zaprowadziłyśmy je do pokoi gościnnych.
- Zostaniemy na kilka dni, oczywiście jeśli Wam to nie przeszkadza. - powiedziała Merida stając w drzwiach i opierając się o framugę.
Anka parsknęła śmiechem, a ja powiedziałam:
- Oczywiście, że nie. Rozgośćcie się. Jakbyście czegoś potrzebowały, zaczepcie służącą, albo przyjdźcie do nas.
Dziewczyny kiwnęły głową i weszły do pokoi, a ja i Anna poszłyśmy do Leny. Dzisiejszy dzień spędziłyśmy w królewskich ogrodach razem z Astrid, Meridą i Leną, które oczywiście bardzo, bardzo się nią zachwycały.
- Ale ona rośnie! - trajkotała Merida.
- Już nie mogę się doczekać, aż sama będę miała takie cudeńko. - dodała Astrid.
Anna spojrzała na mnie wymownie wzrokiem znaczącym zapewne "A ty nie chciałaś mieć dziecka..." Odpowiedziałam jej więc spojrzeniem "Jeszcze nie teraz!". Na to ona prychnęła cicho i wróciła do zabawy z córką.
- Wszystko okej, Elsa? - zapytała Merida widząc, że wpatruję się w siostrę morderczym wzrokiem.
- Em, tak. - odchrząknęłam. - Przykro mi, ale muszę zając się obowiązkami. Miłej zabawy.
I szybkim krokiem, nie patrząc na Annę wróciłam do pałacu. W moim gabinecie zastałam Jack'a, który rozsiadł się w moim fotelu. Na mój widok wstał szybko i podszedł do mnie.
- Cóż za babskie spotkania w krzakach? - zapytał figlarnym tonem.
- Kochana lodóweczko, chyba nie odróżniasz krzaków od trawy. Czyżbyś był zazdrosny? - uśmiechnęłam się i przejechałam dłonią po jego policzku.
Odwzajemnił uśmiech.
- W rzeczy samej. - powiedział. - Te niezrównoważone kobiety chcą mi odebrać żonę.
Zaśmiałam się i pocałowałam go. Nie przerywając pocałunku, sięgnął do kieszeni i... przeszliśmy do sypialni.
- Elsa.
Jak mówiła Wam już Anka, wczoraj postanowiłam sprawić jej przyjemność i zabrałam ją do miasta. Co nieco mnie zdziwiło, po południu spotkałyśmy Meridę i Astrid, które właśnie przybyły do Arendelle i wybrałyśmy się na mały rejs ich statkiem.
- Co Was tu sprowadza? - zapytałam kiedy wracałyśmy już drogą do zamku.
- Chciałyśmy się oderwać od naszych obowiązków, jednak jesteśmy ja księżniczką, a Astrid przywódczynią... wypożyczyłyśmy jakiś tam statek i jesteśmy. - odrzekła Merida. - Szczególnie Astrid przyda się odpoczynek.
Astrid jest (nie wiem czy pamiętacie) już w którymś miesiącu ciąży, i nawet to widać.
- Wszystko gra? - zapytała Anna troskliwie gładząc ją po brzuchu.
- Tak, jest naprawdę spokojnie. - uśmiechnęła się Astrid.
- To dobrze. - Ania odwzajemniła uśmiech i zaprowadziłyśmy je do pokoi gościnnych.
- Zostaniemy na kilka dni, oczywiście jeśli Wam to nie przeszkadza. - powiedziała Merida stając w drzwiach i opierając się o framugę.
Anka parsknęła śmiechem, a ja powiedziałam:
- Oczywiście, że nie. Rozgośćcie się. Jakbyście czegoś potrzebowały, zaczepcie służącą, albo przyjdźcie do nas.
Dziewczyny kiwnęły głową i weszły do pokoi, a ja i Anna poszłyśmy do Leny. Dzisiejszy dzień spędziłyśmy w królewskich ogrodach razem z Astrid, Meridą i Leną, które oczywiście bardzo, bardzo się nią zachwycały.
- Ale ona rośnie! - trajkotała Merida.
- Już nie mogę się doczekać, aż sama będę miała takie cudeńko. - dodała Astrid.
Anna spojrzała na mnie wymownie wzrokiem znaczącym zapewne "A ty nie chciałaś mieć dziecka..." Odpowiedziałam jej więc spojrzeniem "Jeszcze nie teraz!". Na to ona prychnęła cicho i wróciła do zabawy z córką.
- Wszystko okej, Elsa? - zapytała Merida widząc, że wpatruję się w siostrę morderczym wzrokiem.
- Em, tak. - odchrząknęłam. - Przykro mi, ale muszę zając się obowiązkami. Miłej zabawy.
I szybkim krokiem, nie patrząc na Annę wróciłam do pałacu. W moim gabinecie zastałam Jack'a, który rozsiadł się w moim fotelu. Na mój widok wstał szybko i podszedł do mnie.
- Cóż za babskie spotkania w krzakach? - zapytał figlarnym tonem.
- Kochana lodóweczko, chyba nie odróżniasz krzaków od trawy. Czyżbyś był zazdrosny? - uśmiechnęłam się i przejechałam dłonią po jego policzku.
Odwzajemnił uśmiech.
- W rzeczy samej. - powiedział. - Te niezrównoważone kobiety chcą mi odebrać żonę.
Zaśmiałam się i pocałowałam go. Nie przerywając pocałunku, sięgnął do kieszeni i... przeszliśmy do sypialni.
- Elsa.
sobota, 8 sierpnia 2015
Och, nie gniewaj się, Aniu :'(
Hejo,
Jak wiecie od wczoraj jestem nie w humorze. Tak wiem, nie powinnam martwić się decyzją siostry, ale było mi przykro że chce czekać z dzieckiem. Ale ona chyba parzyła na mój zły humor z innej perspektywy.
Dziś rano, obudziła mnie z Lenką na ręku.
- Czy ja nie słyszałam jak płakała?- nie zdarzało mi się nie słyszeć płaczu Leny.
- Nie, ubrałam ją i zaraz zaniosę do Jack' a, a ty masz się ubrać mam dla ciebie niespodziankę.- wyszła, chyba czegoś się nauczyli od ostatniej niespodzianki Kristoff' a dla mnie " Nigdy nie zabieraj matce dziecka, bez jej wiedzy, a szczególnie Annie" :)
Po paru minutach byłam ubrana i uczesana. Założyłam zieloną sukienkę i zieloną pelerynę, ze względu ma wczesną porę było mi chłodno. Do pokoju przyszła Elsa.
- Gotowa?
- Tak, ale na co?
- Niespodzianka.- wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę bram. Poszłyśmy do miasta.
- To co jest tą niespodzianką?- byłam lekko zdziwiona, przecież w mieście nie było nic ciekawego na niespodziankę, a jednak. Poszłyśmy na wieżę zegarową i... Wybiła ósma, a za drewnianych drzwi wyszłyśmy, ale jako drewniane postacie i podeszłyśmy do siebie i się przytuliłyśmy, a następnie z ręki Elsy wyleciały drewniane śnieżynki i ze środkowych drzwi których w starym zegarze nie było wyszedł Olaf.
Przytuliłam Elsę, tak mocno jak potrafiłam.
- Dziękuję to jest piękne, ale nie musiałaś.- chyba się popłakałam.
- Musiałam nie zniosłabym twojego smutku.- nagle zobaczyłam że za plecami Elsy na horyzoncie pojawił się statek i to nie byle jaki, było to statek Meridy.
- Elso, chyba mamy goście.- oświadczyłam zdziwionej siostrze.
- Co?
- Patrz, na horyzoncie.- Elsa odwróciła się do mnie plecami.
- Chodź pójdziemy ją przywitać.- tym razem to ja wzięłam Elsę za rękę i pobiegłyśmy do portu.
- Merida... Merida!!!- krzyczałam do statku który właśnie cumował.
- Hej, zobaczcie kto ze mną przypłynął.- obok Meridy pojawiła się Astrid.
- Hej...
- O może sobie popłyniemy w rejs?- zapytała Merida.
- Super- powiedziałyśmy równocześnie.
I tak resztę dnia spędziłyśmy na pływaniu do okoła całego Arendelle.
- Anna
Jak wiecie od wczoraj jestem nie w humorze. Tak wiem, nie powinnam martwić się decyzją siostry, ale było mi przykro że chce czekać z dzieckiem. Ale ona chyba parzyła na mój zły humor z innej perspektywy.
Dziś rano, obudziła mnie z Lenką na ręku.
- Czy ja nie słyszałam jak płakała?- nie zdarzało mi się nie słyszeć płaczu Leny.
- Nie, ubrałam ją i zaraz zaniosę do Jack' a, a ty masz się ubrać mam dla ciebie niespodziankę.- wyszła, chyba czegoś się nauczyli od ostatniej niespodzianki Kristoff' a dla mnie " Nigdy nie zabieraj matce dziecka, bez jej wiedzy, a szczególnie Annie" :)
Po paru minutach byłam ubrana i uczesana. Założyłam zieloną sukienkę i zieloną pelerynę, ze względu ma wczesną porę było mi chłodno. Do pokoju przyszła Elsa.
- Gotowa?
- Tak, ale na co?
- Niespodzianka.- wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę bram. Poszłyśmy do miasta.
- To co jest tą niespodzianką?- byłam lekko zdziwiona, przecież w mieście nie było nic ciekawego na niespodziankę, a jednak. Poszłyśmy na wieżę zegarową i... Wybiła ósma, a za drewnianych drzwi wyszłyśmy, ale jako drewniane postacie i podeszłyśmy do siebie i się przytuliłyśmy, a następnie z ręki Elsy wyleciały drewniane śnieżynki i ze środkowych drzwi których w starym zegarze nie było wyszedł Olaf.
Przytuliłam Elsę, tak mocno jak potrafiłam.
- Dziękuję to jest piękne, ale nie musiałaś.- chyba się popłakałam.
- Musiałam nie zniosłabym twojego smutku.- nagle zobaczyłam że za plecami Elsy na horyzoncie pojawił się statek i to nie byle jaki, było to statek Meridy.
- Elso, chyba mamy goście.- oświadczyłam zdziwionej siostrze.
- Co?
- Patrz, na horyzoncie.- Elsa odwróciła się do mnie plecami.
- Chodź pójdziemy ją przywitać.- tym razem to ja wzięłam Elsę za rękę i pobiegłyśmy do portu.
- Merida... Merida!!!- krzyczałam do statku który właśnie cumował.
- Hej, zobaczcie kto ze mną przypłynął.- obok Meridy pojawiła się Astrid.
- Hej...
- O może sobie popłyniemy w rejs?- zapytała Merida.
- Super- powiedziałyśmy równocześnie.
I tak resztę dnia spędziłyśmy na pływaniu do okoła całego Arendelle.
- Anna
piątek, 7 sierpnia 2015
Podjęłam decyzję.
Witajcie,
Wczoraj Anka wykręciła niezły numer przebierając się w moją koszulę nocną, biegając po całym zamku i wrzeszcząc, że jest mną i, że jest w ciąży. Ach, ta Anka... Czasami ma naprawdę... zaskakujące pomysły. Na początku śmiałam się z niej (uwierzcie lub nie, ale wyglądała naprawdę słodko w moich ubraniach i makijażu), ale potem wkurzyłam się lekko, bo znowu chcieli mnie przekonać. Mówiłam już przecież... sama muszę zdecydować. Zastanawiałam się naprawdę długo, w końcu dziś podjęłam decyzję. Uznałam, że jest rozsądna i odpowiednia. Po obiedzie poszłam więc do Jack'a.
- Jack. - zaczęłam.
Podskoczył ze strachu i odwrócił się.
- Nie zabijaj mnie, ten pomysł nie był mój, Anka sama...! A w ogóle mówiłem jej, że lepiej nie ruszać...
- Nie zabiję Cię. - podeszłam do niego uśmiechając się lekko.
Odetchnął z ulgą i uśmiechnął się.
- Podjęłam decyzję. - powiedziałam.
Uniósł brwi i otworzył lekko usta. Po chwili stania bez ruchu i wpatrywania się we mnie, zbliżył się i zamrugał raptownie.
- Co postanowiłaś...? - zapytał pełnym nadziei głosem.
- Myślę, że...
Przybrał wyczekującą minę.
- Myślę, że nie jestem jeszcze gotowa.
Spuścił wzrok i westchnął. Chwyciłam go za rękę.
- Chcę mieć z Tobą dziecko... - spojrzał na mnie. - Ale jeszcze nie teraz. Nie... nie wiem czy dałabym sobie radę.
Przez chwilę wpatrywał się z markotną miną w podłogę, po czym spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
- Dobrze, Śnieżynko.
- Nie obrazisz się? - zapytałam zdziwiona.
Pokręcił głową.
- Mamy jeszcze... bardzo, bardzo dużo czasu... oczywiście najchętniej zrobiłbym to już teraz... ale jeśli Ty uważasz inaczej... - pocałował mnie w czoło. - Twoje zdanie jest najważniejsze.
- Mówisz poważnie? - uniosłam brwi.
Spodziewałam się, że obrazi się na mnie i nigdy już nie odezwie... Ponownie kiwnął głową. Pocałowałam go i szepnęłam:
- Kocham Cię. Cieszę się, że mnie rozumiesz.
Po jakimś czasie uznałam, że powinnam powiedzieć o podjętej decyzji również Annie. Jeśli wierzyć Jack'owi to ona tu najwięcej kombinowała... Zapukałam więc do jej sypialni. Otworzyła drzwi z uśmiechem i obie usiadłyśmy na łóżku.
- Muszę Ci coś powiedzieć. - powiedziałam.
- Mów, mów. - uśmiechnęła się od ucha do ucha. - I pamiętaj, że w wyborze ubranek dla dzidziusia, albo dzidziusiów... - zachichotała. - ...zawsze możesz na mnie liczyć!
Pokręciłam głową i poprawiłam rękawiczki. Ania jak zwykle była pełna optymizmu...
- Aniu... - chwyciłam ją za rękę. - Nie jestem gotowa na dziecko.
- Ha! Wiedziałam! - podskoczyła. - Będę ciocią! Będę ciocią! Będę cio... zaraz, co?
W trybie natychmiastowym zrobiła najsmutniejszą minę jaką ostatnio u niej widziałam i usiadła z powrotem.
- Kiedyś zostanę matką, masz rację. - odparłam. - Ale jeszcze nie teraz.
- No... oczywiście... - zaczęła po chwili Anna. - To... oczywiście Wasza decyzja... szkoda...
- Przykro mi, Aniu. - pogładziłam ją po włosach.
Kiwnęła głową. Chyba będę musiała coś dla niej zrobić, nie pozwolę, żeby przeze mnie była taka smutna.
- Elsa.
Wczoraj Anka wykręciła niezły numer przebierając się w moją koszulę nocną, biegając po całym zamku i wrzeszcząc, że jest mną i, że jest w ciąży. Ach, ta Anka... Czasami ma naprawdę... zaskakujące pomysły. Na początku śmiałam się z niej (uwierzcie lub nie, ale wyglądała naprawdę słodko w moich ubraniach i makijażu), ale potem wkurzyłam się lekko, bo znowu chcieli mnie przekonać. Mówiłam już przecież... sama muszę zdecydować. Zastanawiałam się naprawdę długo, w końcu dziś podjęłam decyzję. Uznałam, że jest rozsądna i odpowiednia. Po obiedzie poszłam więc do Jack'a.
- Jack. - zaczęłam.
Podskoczył ze strachu i odwrócił się.
- Nie zabijaj mnie, ten pomysł nie był mój, Anka sama...! A w ogóle mówiłem jej, że lepiej nie ruszać...
- Nie zabiję Cię. - podeszłam do niego uśmiechając się lekko.
Odetchnął z ulgą i uśmiechnął się.
- Podjęłam decyzję. - powiedziałam.
Uniósł brwi i otworzył lekko usta. Po chwili stania bez ruchu i wpatrywania się we mnie, zbliżył się i zamrugał raptownie.
- Co postanowiłaś...? - zapytał pełnym nadziei głosem.
- Myślę, że...
Przybrał wyczekującą minę.
- Myślę, że nie jestem jeszcze gotowa.
Spuścił wzrok i westchnął. Chwyciłam go za rękę.
- Chcę mieć z Tobą dziecko... - spojrzał na mnie. - Ale jeszcze nie teraz. Nie... nie wiem czy dałabym sobie radę.
Przez chwilę wpatrywał się z markotną miną w podłogę, po czym spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
- Dobrze, Śnieżynko.
- Nie obrazisz się? - zapytałam zdziwiona.
Pokręcił głową.
- Mamy jeszcze... bardzo, bardzo dużo czasu... oczywiście najchętniej zrobiłbym to już teraz... ale jeśli Ty uważasz inaczej... - pocałował mnie w czoło. - Twoje zdanie jest najważniejsze.
- Mówisz poważnie? - uniosłam brwi.
Spodziewałam się, że obrazi się na mnie i nigdy już nie odezwie... Ponownie kiwnął głową. Pocałowałam go i szepnęłam:
- Kocham Cię. Cieszę się, że mnie rozumiesz.
Po jakimś czasie uznałam, że powinnam powiedzieć o podjętej decyzji również Annie. Jeśli wierzyć Jack'owi to ona tu najwięcej kombinowała... Zapukałam więc do jej sypialni. Otworzyła drzwi z uśmiechem i obie usiadłyśmy na łóżku.
- Muszę Ci coś powiedzieć. - powiedziałam.
- Mów, mów. - uśmiechnęła się od ucha do ucha. - I pamiętaj, że w wyborze ubranek dla dzidziusia, albo dzidziusiów... - zachichotała. - ...zawsze możesz na mnie liczyć!
Pokręciłam głową i poprawiłam rękawiczki. Ania jak zwykle była pełna optymizmu...
- Aniu... - chwyciłam ją za rękę. - Nie jestem gotowa na dziecko.
- Ha! Wiedziałam! - podskoczyła. - Będę ciocią! Będę ciocią! Będę cio... zaraz, co?
W trybie natychmiastowym zrobiła najsmutniejszą minę jaką ostatnio u niej widziałam i usiadła z powrotem.
- Kiedyś zostanę matką, masz rację. - odparłam. - Ale jeszcze nie teraz.
- No... oczywiście... - zaczęła po chwili Anna. - To... oczywiście Wasza decyzja... szkoda...
- Przykro mi, Aniu. - pogładziłam ją po włosach.
Kiwnęła głową. Chyba będę musiała coś dla niej zrobić, nie pozwolę, żeby przeze mnie była taka smutna.
- Elsa.
czwartek, 6 sierpnia 2015
" Jetem królowa Elsa i jestem w ciąży" :D i przebieranki
Hejo,
Jak wiecie Elsa od jakiegoś czasu poważnie zastanawia się nad dzieckiem. Raz nawet stwierdziła że jak by na to zareagowało całe Arendelle. Więc ja postanowiłam z pomocą Jack' a przekonać ją że wcale nie jest to głupi pomysł.
- Jack! Musisz mi pomóc!- powiedziałam, no dobra ryknęłam na Jack'a.
- Ale w czym?
- Chcesz mieć dziecko z Elsą?- zapytałam, chociaż znałam odpowiedź.
- No pewnie, ale jak mam ci w tym pomóc?
- Załatw mi jakąś kieckę Elsy.
- Po co ci ona?
- Przebiorę się za Elsę w ciąży i będę krzyczeć pod jej pokojem " Jestem królowa Elsa i jestem w ciąży"
- Wiesz że to może być dobry pomysł.- Jack pobiegł do sypialni jego i Elsy i po piętnastu minutach przybiegł z jej kiecką, jakąś blond peruką i kosmetykami Elsy ( były one przydatne, ja mam tylko jakieś różowe cienie i delikatne szminki no i tusz do rzęs, za to Elsa ona to lubi szaleć fioletowe cienie i ciemne szminki)
- Jack?
- Co?
- Ta kiecka nie wypali, ona jest z lodu. Musisz mi przynieść jakąś zrobioną z materiału.
- Ale ona ma tylko tę z koronacji.
- O nie tej nie wezmę ona ją kocha.
- No to co robimy?- ja osobiście nie miałam zielonego pojęcia ( kocham to stwierdzenie, bo zielony to mój ulubiony), ale nagle wpadłam na pomysł.
- A Elsa jest w sypialni.
- Nie, a co?
- Ja tam pójdę i poszperam w jej szafie na pewno coś znajdę.
- Dobra, to choć.- poszliśmy do ich sypialni, a ja weszłam do szafy ( Jack patrzył na mnie podejrzliwie i trochę chyba się obraził, a ja nie wiedziałam dlaczego)
- Nie znalazłam żadnej kiecki z materiału, musi mieć je dobrze schowane... zaraz, chwilka...- zauważyłam jej koszulę nocną i jej szlafrok.- Jack... mam jej koszula nocna i szlafrok...
- O nie ona nawet mnie nie pozwala ruszać szlafroku.
- No to weźmiemy tylko koszulę.- później przebrałam się i poszłam do gabinetu siostry, zapukałam i weszłam.
- " Jestem królowa Elsa i jestem w ciąży"... " Jetem królowa Elsa i..."- Elsa zaczęła się śmiać.
- Czy to moja koszula nocna?
- Tak.
- Aniu?
- Co?
- Czy ty użyłaś moich kosmetyków.
- yyyy...- zaczęłam nerwowo się śmiać. Jack nic nie mówił że nie wolno ruszać jej kosmetyków.-...tak.
- Przecież wam mówiłam że muszę się zastanowić sama, a ta twoja przebieranka nic mi w tym nie pomoże.- powiedziała, ale dalej się uśmiechała.
- A teraz idź się przebrać i... błagam nie krzycz więcej takich rzeczy, jeszcze ktoś usłyszy i znowu zrobią się niemiłe plotki.
- No dobrze.- pożegnałam się z siostrą i poszłam do sypialni, przebrać się i zmyć ten makijaż.
- Anna
Jak wiecie Elsa od jakiegoś czasu poważnie zastanawia się nad dzieckiem. Raz nawet stwierdziła że jak by na to zareagowało całe Arendelle. Więc ja postanowiłam z pomocą Jack' a przekonać ją że wcale nie jest to głupi pomysł.
- Jack! Musisz mi pomóc!- powiedziałam, no dobra ryknęłam na Jack'a.
- Ale w czym?
- Chcesz mieć dziecko z Elsą?- zapytałam, chociaż znałam odpowiedź.
- No pewnie, ale jak mam ci w tym pomóc?
- Załatw mi jakąś kieckę Elsy.
- Po co ci ona?
- Przebiorę się za Elsę w ciąży i będę krzyczeć pod jej pokojem " Jestem królowa Elsa i jestem w ciąży"
- Wiesz że to może być dobry pomysł.- Jack pobiegł do sypialni jego i Elsy i po piętnastu minutach przybiegł z jej kiecką, jakąś blond peruką i kosmetykami Elsy ( były one przydatne, ja mam tylko jakieś różowe cienie i delikatne szminki no i tusz do rzęs, za to Elsa ona to lubi szaleć fioletowe cienie i ciemne szminki)
- Jack?
- Co?
- Ta kiecka nie wypali, ona jest z lodu. Musisz mi przynieść jakąś zrobioną z materiału.
- Ale ona ma tylko tę z koronacji.
- O nie tej nie wezmę ona ją kocha.
- No to co robimy?- ja osobiście nie miałam zielonego pojęcia ( kocham to stwierdzenie, bo zielony to mój ulubiony), ale nagle wpadłam na pomysł.
- A Elsa jest w sypialni.
- Nie, a co?
- Ja tam pójdę i poszperam w jej szafie na pewno coś znajdę.
- Dobra, to choć.- poszliśmy do ich sypialni, a ja weszłam do szafy ( Jack patrzył na mnie podejrzliwie i trochę chyba się obraził, a ja nie wiedziałam dlaczego)
- Nie znalazłam żadnej kiecki z materiału, musi mieć je dobrze schowane... zaraz, chwilka...- zauważyłam jej koszulę nocną i jej szlafrok.- Jack... mam jej koszula nocna i szlafrok...
- O nie ona nawet mnie nie pozwala ruszać szlafroku.
- No to weźmiemy tylko koszulę.- później przebrałam się i poszłam do gabinetu siostry, zapukałam i weszłam.
- " Jestem królowa Elsa i jestem w ciąży"... " Jetem królowa Elsa i..."- Elsa zaczęła się śmiać.
- Czy to moja koszula nocna?
- Tak.
- Aniu?
- Co?
- Czy ty użyłaś moich kosmetyków.
- yyyy...- zaczęłam nerwowo się śmiać. Jack nic nie mówił że nie wolno ruszać jej kosmetyków.-...tak.
- Przecież wam mówiłam że muszę się zastanowić sama, a ta twoja przebieranka nic mi w tym nie pomoże.- powiedziała, ale dalej się uśmiechała.
- A teraz idź się przebrać i... błagam nie krzycz więcej takich rzeczy, jeszcze ktoś usłyszy i znowu zrobią się niemiłe plotki.
- No dobrze.- pożegnałam się z siostrą i poszłam do sypialni, przebrać się i zmyć ten makijaż.
- Anna
środa, 5 sierpnia 2015
Muszę jeszcze poważnie pomyśleć...
Witajcie,
Po ostatniej rozmowie z Anną spojrzałam na bycie w ciąży w nieco lepszym świetle, choć dalej miałam co do tego mieszane uczucia. To ogromna odpowiedzialność, o wiele trudniej byłoby mi zajmować się państwem i obowiązkami królowej, możliwe nawet, że na późniejszy okres ciąży musiałabym oddać stanowisko Jack'owi (co skończyłoby się zapewne nie najlepiej) lub Annie. W dodatku musiałabym powiększyć ilość swoich wizyt u lekarza o jakieś sto procent, a nie oszukujmy się - często mogłoby być to nie za miłe, szczególnie w dziewiątym miesiącu... Tak więc przy tym wszystkim ciąża nie wydaje się mądrą i wygodną decyzją. Jednak spoglądając na to z optymizmem (czyli tak jak widzą to Jack i Anna) zostałabym matką, a to chyba najszczęśliwsze co może zdarzyć się w całym moim życiu. Mam ciągle bardzo mieszane uczucia i myślę, że potrzebuję jeszcze dobrych kilku dni, aby ostatecznie podjąć decyzję.
- Wyobraź sobie... - zaczęła Anka po raz setny gdy przechadzałyśmy się z Leną po ogrodach pałacowych. - Królowa Elsa wydała na świat potomka, następcę tronu! Poddani chyba by oszaleli ze szczęścia!
- Możliwe. - westchnęłam.
- Elso, wcześniej czy później będziesz musiała zdecydować się na dziecko. - dodała siostra po jakimś czasie. - Arendelle potrzebuje...
- Tak, wiem. - ucięłam. - Potrzebuje następcy. Ale dla mnie to nie jest takie proste jak dla Ciebie. Jesteś wręcz stworzona do bycia mamą. Lena ma najlepszych rodziców jakich może mieć. A ja? Nie wiem co by się działo gdybym była w ciąży, a co dopiero miała dziecko. Przecież wiesz ile to czasami może przysporzyć stresu, a jak wszyscy dobrze wiemy u mnie może się to objawić jako...hmm, no nie wiem, może zima stulecia! Kto wie czy będę na tyle silna, żeby urodzić to dziecko? I czy nie zmienię całego Arendelle w kostkę lodu?!
Anna wpatrywała się w ziemię z posępną miną. W końcu powiedziała wracając do wesołego tonu:
- Najważniejsza jest nadzieja. A myśląc tak jak ty, na pewno nic się nie uda.
Przewróciłam oczami. No tak, dla niej wystarczy nadzieja, żeby zajść w ciążę, przetrwać w spokoju i urodzić zdrowe dziecko, a potem należycie się nim zająć.
- Przemyślę to. - powiedziałam i wróciłam do zamku.
Na szczęście Jack nie naprzykrzał mi się aż tak bardzo. Chyba on jedyny rozumie, że samo myślenie o tym to dla mnie duży stres.
- Wszystko gra, Śnieżynko? - zapytał gdy po rozmowie z Anną weszłam do sypialni trzaskając drzwiami.
- Tak... - odetchnęłam i usiadłam na łóżku.
Usiadł obok mnie i objął mnie czule.
- Kocham Cię. - pocałował mnie.
Uśmiechnęłam się. Siedzieliśmy tak przez jakiś czas, a potem oświadczył, że pójdzie się przewietrzyć i zostałam sama. Jednak nie na długo. Po kilku minutach ktoś zapukał w drzwi. Podeszłam, uchyliłam je i ze zdziwieniem zobaczyłam w nich Kristoff'a.
- Wasza sypialnia jest obok... - powiedziałam.
- Tak, wiem. - uśmiechnął się lekko. - Tylko....eee... - podrapał się po głowie. - ... Anka kazała mi powiedzieć Ci, że... no, ten...
- O co chodzi? - zmarszczyłam brwi.
Może Anna się na mnie obraziła i teraz będzie przysyłać męża, żeby przekazywać mi przez niego pełne wyrzutów wiadomości?
- No... ee... Anka kazała przekazać, że to super jest... mieć dziecko i.... w ogóle...
Przewróciłam oczami i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Niech ona zrozumie, że to moja decyzja! Muszę pomyśleć nad tym sama! Pokręciłam głową z rozdrażnieniem i postanowiłam wziąć ciepłą kąpiel, mając nadzieję, że trochę się uspokoję. Na szczęście pomogło... ale i tak potrzebuję czasu. Cza-su. Jeszcze nie wiem co o tym myśleć. I muszę na spokojnie to przemyśleć...
- Elsa.
Po ostatniej rozmowie z Anną spojrzałam na bycie w ciąży w nieco lepszym świetle, choć dalej miałam co do tego mieszane uczucia. To ogromna odpowiedzialność, o wiele trudniej byłoby mi zajmować się państwem i obowiązkami królowej, możliwe nawet, że na późniejszy okres ciąży musiałabym oddać stanowisko Jack'owi (co skończyłoby się zapewne nie najlepiej) lub Annie. W dodatku musiałabym powiększyć ilość swoich wizyt u lekarza o jakieś sto procent, a nie oszukujmy się - często mogłoby być to nie za miłe, szczególnie w dziewiątym miesiącu... Tak więc przy tym wszystkim ciąża nie wydaje się mądrą i wygodną decyzją. Jednak spoglądając na to z optymizmem (czyli tak jak widzą to Jack i Anna) zostałabym matką, a to chyba najszczęśliwsze co może zdarzyć się w całym moim życiu. Mam ciągle bardzo mieszane uczucia i myślę, że potrzebuję jeszcze dobrych kilku dni, aby ostatecznie podjąć decyzję.
- Wyobraź sobie... - zaczęła Anka po raz setny gdy przechadzałyśmy się z Leną po ogrodach pałacowych. - Królowa Elsa wydała na świat potomka, następcę tronu! Poddani chyba by oszaleli ze szczęścia!
- Możliwe. - westchnęłam.
- Elso, wcześniej czy później będziesz musiała zdecydować się na dziecko. - dodała siostra po jakimś czasie. - Arendelle potrzebuje...
- Tak, wiem. - ucięłam. - Potrzebuje następcy. Ale dla mnie to nie jest takie proste jak dla Ciebie. Jesteś wręcz stworzona do bycia mamą. Lena ma najlepszych rodziców jakich może mieć. A ja? Nie wiem co by się działo gdybym była w ciąży, a co dopiero miała dziecko. Przecież wiesz ile to czasami może przysporzyć stresu, a jak wszyscy dobrze wiemy u mnie może się to objawić jako...hmm, no nie wiem, może zima stulecia! Kto wie czy będę na tyle silna, żeby urodzić to dziecko? I czy nie zmienię całego Arendelle w kostkę lodu?!
Anna wpatrywała się w ziemię z posępną miną. W końcu powiedziała wracając do wesołego tonu:
- Najważniejsza jest nadzieja. A myśląc tak jak ty, na pewno nic się nie uda.
Przewróciłam oczami. No tak, dla niej wystarczy nadzieja, żeby zajść w ciążę, przetrwać w spokoju i urodzić zdrowe dziecko, a potem należycie się nim zająć.
- Przemyślę to. - powiedziałam i wróciłam do zamku.
Na szczęście Jack nie naprzykrzał mi się aż tak bardzo. Chyba on jedyny rozumie, że samo myślenie o tym to dla mnie duży stres.
- Wszystko gra, Śnieżynko? - zapytał gdy po rozmowie z Anną weszłam do sypialni trzaskając drzwiami.
- Tak... - odetchnęłam i usiadłam na łóżku.
Usiadł obok mnie i objął mnie czule.
- Kocham Cię. - pocałował mnie.
Uśmiechnęłam się. Siedzieliśmy tak przez jakiś czas, a potem oświadczył, że pójdzie się przewietrzyć i zostałam sama. Jednak nie na długo. Po kilku minutach ktoś zapukał w drzwi. Podeszłam, uchyliłam je i ze zdziwieniem zobaczyłam w nich Kristoff'a.
- Wasza sypialnia jest obok... - powiedziałam.
- Tak, wiem. - uśmiechnął się lekko. - Tylko....eee... - podrapał się po głowie. - ... Anka kazała mi powiedzieć Ci, że... no, ten...
- O co chodzi? - zmarszczyłam brwi.
Może Anna się na mnie obraziła i teraz będzie przysyłać męża, żeby przekazywać mi przez niego pełne wyrzutów wiadomości?
- No... ee... Anka kazała przekazać, że to super jest... mieć dziecko i.... w ogóle...
Przewróciłam oczami i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Niech ona zrozumie, że to moja decyzja! Muszę pomyśleć nad tym sama! Pokręciłam głową z rozdrażnieniem i postanowiłam wziąć ciepłą kąpiel, mając nadzieję, że trochę się uspokoję. Na szczęście pomogło... ale i tak potrzebuję czasu. Cza-su. Jeszcze nie wiem co o tym myśleć. I muszę na spokojnie to przemyśleć...
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)