sobota, 15 sierpnia 2015

Rozanielona Anka, wyjazd i niespodzianki.

Witajcie,
Dziś udało mi się "odbrazić" Jack'a, bo obraził się po tym jak spędziłam noc z Anną. Obiecałam mu, że już nigdy nie będzie musiał spać na kanapie i... podarowałam jeszcze jedną niespodziankę... nieistotne jaką. Anna od rana chodziła po zamku jakby zupełnie nie wiedziała co dzieje się wokół niej z wiecznym uśmiechem i rozmarzonym wzrokiem.
- Wszystko gra? - zapytałam, gdy po raz piąty tego dnia wpadła na mnie w korytarzu.
Westchnęła tylko.
- Kristoff jest mega romantyczny... - odrzekła.
- Eem... i co w związku z tym? - zdziwiłam się.
Uśmiechnęła się i pociągnęła mnie do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, a ona zaczęła krążyć powoli po pokoju i opowiadać:
- Przyszedł do mnie potem... a ja płakałam, a on mnie pocieszył i... oooh... to było cudowne...
- Tak, na pewno. - kiwnęłam głową i wstałam nie chcąc za bardzo słyszeć dalszej części tej opowieści.
Anka jednak posadziła mnie z powrotem i zaczęła szybciej chodzić po pokoju z uśmiechem.
- Ale on jest męski... podniósł mnie...ooh... i zaniósł do łazienki...ooooooh.... i rozebraaahh.... i oooh to było takie aaah...
- Świetnie, Aniu, naprawdę... - zastanowiłam się co właściwie powiedzieć. - ...gratulacje. A teraz wybacz, ale muszę iść...
I wyszłam szybko zanim zdążyła opowiedzieć resztę. Po chwili spotkałam Meridę i Astrid niosące dwie walizki.
- A wy dokąd? - zapytałam zdziwiona.
- Dzisiaj wyjeżdżamy. - uśmiechnęła się Merida. - Nie pamiętasz?
- Ktoś tu za dużo myśli o swoim seksownym mężusiu. - mrugnęła Astrid.
"Co?" - pomyślałam.
- Czekajcie! - pobiegłam za nimi. - Nie możecie tak po prostu wyjechać, Anka na pewno będzie chciała się pożegnać.
- Poczekamy na Was w porcie. - powiedziała Merida biorąc walizkę od Astrid.
Kiwnęłam głową i zawróciłam do pokoju Anny.
- O, jesteś! Nie skończyłam opowia... - zaczęła gdy wpadłam do środka, ale jej przerwałam:
- Merida i Astrid wypływają lada chwila.
Automatycznie oprzytomniała.
- Jak to? Muszę się pożegnać!!
Dogoniłyśmy dziewczyny jeszcze zanim dotarły do portu. Tam pożegnałyśmy się czule po czym weszły na statek i rozpoczęły rejs powrotny.
- Ciekawe kiedy Merida i Flynn....
- Już o tym rozmawiałyśmy. - ucięłam i poklepałam siostrę po ramieniu po czym skierowałyśmy się do zamku.
- Pytałam raczej kiedy będą mieli dziecko. - powiedziała Anna.
Zatrzymałam się i spojrzałam na nią na wpół zaskoczonym i karcącym wzrokiem.
- Żartuję. - zaśmiała się.
Pokręciłam głową i ruszyłyśmy dalej. Wieczorem siostra ni stąd ni zowąd wpadła do mojej komnaty i wydyszała stojąc w drzwiach:
- Kristoffznowumadlamnienie-niespodziankęi...i...niemamczasużebyuśpićLenkę....
Uniosłam brwi. Jack siedzący na łóżku uniósł głowę z zaciekawieniem.
- Zajmieciesiętymprawda...?
I nie czekając na naszą reakcję pobiegła korytarzem.
- Zrozumiałeś coś? - zwróciłam się do męża.
- Oczywiście. - odrzekł. - Kristoff ma dla niej niespodziankę... - poruszył figlarnie brwiami. - ...więc prosi żebym... żebyśmy uśpili Lenę.
- No jasne. - westchnęłam. - Od czego ma się ciocię i wujka.
- To żaden problem. - wzruszył ramionami i podszedł do drzwi. - Idziesz?
Kiwnęłam głową i dołączyłam do niego. Lenka na szczęście szybko usnęła i mogliśmy wrócić do sypialni.



- Elsa.

piątek, 14 sierpnia 2015

Rekompensta, niespodzianka i histeria i wspomnienia.

Hejo,
Wiecie od Elsy że spędziłam u niej noc, więc postanowiłam zrekompensować to Kristoff' owie.
Rano wstałam z planem na rekompensatę, ale niestety musiałam na razie zapomnieć o jego realizacji, bo pod łóżkiem siedział Jakc i oblizywał papierek po czekoladzie.
- Jack co ty robisz?- zapytałam go tak niespodziewanie że zaczął się drzeć i obudził Elsę.
- Co się dzieje? Jack co ty robisz?
- Byłem głodny i zjadłem czekoladę.- Jack wrócił do łóżka Elsy, a ja poszłam do sypialni i obudziłam Kristoff' a.
- Słoneczko, przepraszam że mnie nie było.- pocałowałam go w czoło.
- Nic się nie stało,  Kwiatuszku.- powiedział i ubrał się.- Idę na śniadanie, idziesz ze mną?
- Nie jestem głodna.- gdy wyszedł, poszukałam jakiejś służącej i poprosiłam żeby popilnowała Lenki, a ja poszłam do sypialni i zaścieliłam łóżko, rzuciłam na łóżko płatki róż i założyłam moją seksowną seledynową koszulę nocną z koronką na dekolcie i poszłam do łazienki.
- Aniu, co tu się dzieje?- zapytał Kristoff, gdy wszedł  do pokoju.
- Mam dla ciebie rekompensatę za tą noc.- wyszłam z łazienki.
- Ooo... taka rekompensata mi się podoba.- powiedział, a co się działo później, już nie musicie wiedzieć.
Gdy szukałam go wieczorem, nie mogłam go nigdzie zaleźć, więc poszłam do gabinetu Elsy, zapukałam.
- Proszę.
- Elso..- nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Aniu, co się stało?- opowiedziałam jej wszytko.
-... a teraz nie mogę go znaleźć.- powiedziałam na koniec.
- Może trzeba go poszukać.
- Szukałam.
- Pomogę ci poszukać jeszcze raz.- i poszłyśmy, szukałyśmy do wieczora, a o ósmej poszłam po Lenę położyłam ją spać i sama poszłam do sypialni i zaczęłam płakać w poduszkę, gdy nagle ktoś mnie podniósł, otworzyłam oczy to był Kristoff.
- Słońce co ty robisz? Gdzie ty byłeś?
- Więc byłem u trolli, a później tu spałem, a teraz chcę coś przypomnieć mojej żonie.
- To znaczy?
- Pamiętasz jak się kąpaliśmy.- wsadził mnie do wanny. A teraz wybaczcie ale wracam do poprzedniej czynności :D


- Anna

czwartek, 13 sierpnia 2015

Siostrzane wygłupy.

Witajcie,
Wczoraj pogodziłyśmy się z Anną i od rana siedziałyśmy w moim łóżku, a Jack z obrażoną miną najpierw patrzył na nas siedząc w kącie sypialni, ale potem chyba się znudził, bo gdzieś poszedł. Około trzynastej przyszły do nas Merida i Astrid.
- A co wy tu robicie? - zaśmiała się Merida wskakując na łóżko. - Czemu nas nie zawołacie?
- A, tak jakoś. - odrzekła Anka.
Astrid usiadła przy niej z uśmiechem.
- Jack wyglądał na bardzo zazdrosnego. - powiedziała spoglądając na mnie.
Kiwnęłam głową.
- Jest zazdrosny dosłownie o wszystko, nie przejmuj się. - odparłam.
W końcu Merida i Astrid poszły chyba do Leny.
- Nie idziesz z nimi? - zapytałam.
- Spędziłam z nimi już dużo czasu. Teraz muszę spędzić czas z Tobą. - odrzekła i uśmiechnęła się słodko.
"Ze mną też już długo siedzisz..." - pomyślałam, ale na głos powiedziałam tylko:
- Chyba się wykąpię.
- Dotrzymam Ci towarzystwa. - mrugnęła do mnie Anna.
- Dobrze.. - odrzekłam próbując rozgryźć co dokładnie miała na myśli, po czym zawołałam Tamarę, aby przygotowała mi kąpiel.
Po pięciu minutach wanna była wypełniona ciepłą wodą i pianą o słodkim, figowym zapachu. "Wygoniłyśmy" Tamarę i zamknęłyśmy się w łazience. Anna (jednak nie wykazała chęci kąpania się ze mną) usiadła na białym krzesełku, a ja rozebrałam się i zanurzyłam się po samą brodę w wodzie.
- Jak myślisz.... - zaczęła Anka. - ... kiedy Merida i Flynn wezmą ślub?
- Wiesz, dopiero zaczęli być razem. - odrzekłam podnosząc się lekko, bo piana wpadła mi prawie do nosa.
- Nie tak znowu dopiero. A poza tym kochają się, Flynn na pewno nie jest Hansem, po co zwlekać?
Pokręciłam głową z uśmiechem. Och, ta Anka. Najlepiej dla niej poznać się rano, w południe pobrać, a wieczorem mieć już dzieci.
- Astrid zna już płeć dziecka? - zmieniłam temat.
- Nie, ale... - zaczęła Anna, ale nagle ktoś zapukał w drzwi łazienki.
- Elsa, jesteś tam? - usłyszałyśmy głos Jack'a.
- Tak, coś się stało? - odrzekłam.
- Ee, nie. - odezwał się Jack po chwili. - Tylko Kristoff szuka Anki od jakichś dwóch godzin. Wiesz może gdzie ona jest?
Anna zakryła twarz ręcznikiem, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- Wiesz... - zaczęłam sama z trudem utrzymując poważny ton. - ... nie jestem pewna.
Anka spadła z krzesła i zaczęła tarzać się po ziemi z ręcznikiem przytkniętym do ust.
- Dobra.. - usłyszałam, że Jack odchodzi i po chwili trzasnęły drzwi na korytarz.
Obie wybuchłyśmy śmiechem. Może to było trochę wredne w stosunku do chłopaków, ale... no cóż, nie zaszkodzi trochę żartów. Po jakiejś godzinie ukradkiem wyszłyśmy z łazienki przebrane jedynie w moje satynowe szlafroki (ja w mój ukochany, niebieski, a Anna w zielony w pomarańczowe wzorki) i wskoczyłyśmy na łóżko, po czym rozpętała się Wielka Wojna na Poduszki, którą brutalnie przerwał Kristoff wpadając do pokoju.
- Anna! Wszędzie Cię szukaliśmy! - zawołał i podniósł Annę.
- Hej, słoneczko. - Ania uśmiechnęła się i pocałowała go. - Przepraszam, że tak zniknęłam, ale chciałam spędzić trochę czasu z Elsą.
- Nie ma sprawy, na pewno świetnie się bawiłyście. A teraz idziemy...
- Nie, nie! - Anna usiadła z powrotem na łóżku. - Chciałam zostać z nią na noc.
Kristoff westchnął, po czym skierował się do drzwi.
- Dobrze, kwiatuszku. Miłej nocy.
- Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko, żebym została... - Anka wyszczerzyła do mnie zęby po chwili.
Uśmiechnęłam się i w odpowiedzi rzuciłam w nią wielką poduszką. Wojna toczyła się aż do osiemnastej kiedy przyszedł Jack.
- Położę się w salonie. - powiedział ponurym tonem biorąc swoje bokserki z szafki.
Pocałowałam go, po czym wyszedł, a my przez większość nocy tańczyłyśmy na łóżku, śpiewałyśmy na cały głos przez balkon i biłyśmy się na poduszki.
- Jestem głodna. - jęknęła Anka około pierwszej w nocy.
- Hm... - pomyślałam chwilę, po czym pociągnęłam siostrę do drzwi.
Wychyliłyśmy się, ale zobaczyłyśmy jedynie totalną ciemność. Wzięłam więc świeczkę, zapaliłam ją i wyszłyśmy po cichu z pokoju. Skierowałyśmy się do kuchni (prawie spadłyśmy ze schodów) i zabrałyśmy chyba pięć tabliczek czekolady. Potem ostrożnie wróciłyśmy do sypialni i zasnęłyśmy chyba dopiero około czwartej, całe w czekoladzie.



- Elsa. 

środa, 12 sierpnia 2015

Przeprosinkowe śnaidanko do łóżka i zazdrość Jack' a

Hejo,
Jak wiecie trochę się pokłóciłyśmy z Elsą, a ja nie mogłam tego wytrzymać więc myślałam żeby na jakiś czas wziąć Lenkę i pojechać do trolli, ale przecież byłabym wtedy tchórzem. Całą noc myślałam jak by przeprosić Elsę i rano wpadłam na genialny pomysł. Zrobię Elsie śniadanie. Ubrałam się i poszłam do kuchni, zabrałam tacę i zrobiłam Elsie rogale maślane z dżemem i jej ulubioną kawę, po drodze zabrałam jakiś wazon z bukietem tulipanów.Gdy już dotarłam do sypialni Elsy i Jack' a nie pukając weszłam i zobaczyłam że Jack'a nie ma, a Elsa jeszcze spała, więc cichutko podeszłam i poczekałam aż się obudzi, trwało to pięć minut.
- Anna, co ty tu robisz?- zapytała siadając.
- Przeprosinkowe śniadanko- powiedziałam podając jej tacę.- Elsa ja chciałam cię strasznie przeprosić, nie powinnam się wtrącać w sprawy twoje i Jack'a. Wybaczysz mi?
- Aniu, ja się nie gniewam, nie potrafiłabym gniewać się na moją kochaną siostrzyczkę.- powiedziała to z uśmiechem, ale nagle ten uśmiech zrzedł.
- Elsa, czy coś nie tak.
- No. Kto zje do śniadanie, przecież tym nakarmiłabym naszą czwórkę. Chyba że mi pomożesz zjeść to śniadanie?
- Z przyjemnością, Wasza Wysokość.- usiadłam obok niej i razem zjadłyśmy śniadanie z tacy, gdy nagle do pokoju wpadł Jack.
- Dzień dobry, Śnieżynko.- gdy mnie zobaczył trochę się chyba przestraszył.- A co wy tu?
- Jack, gdzie byłeś?- zapytała Elsa.
- Ja... nigdzie. Ale co wy robicie w naszym łóżku?
- Jadłyśmy śniadanie.- powiedziałyśmy równocześnie.
-Jasne... a może wy...
- ... Jack...nawet tego nie mów - i tak siedziałyśmy i gadałyśmy, a Jack w kącie patrzył na mnie z zazdrością.


- Anna

wtorek, 11 sierpnia 2015

Obowiązki, plotki i kłótnie.

Witajcie,
Wczoraj Anna chciała zaprosić mnie na jakieś "ploteczki" z dziewczynami, ale powiedziałam jej, że nie mogę. Co było rzeczywiście prawdą, mam za dużo obowiązków, żeby siedzieć w ogrodzie i gadać o nie wiadomo czym. Wiem, że takie odcinanie się od wszystkich nie jest za dobre i Anna mogła pomyśleć, że się na nią obraziłam. Ale cóż mogę poradzić... po pierwsze jestem królową, a po drugie... nie wiem czy nadaję się do "babskich pogaduszek" i obgadywania wszystkiego co się rusza. Z samego rana usiadłam więc w moim gabinecie i zabrałam się do odpisywania na kilka listów. Jack oczywiście nie odstąpił mnie na krok. Siedział na podłodze obok mnie i uśmiechał się za każdym razem gdy westchnęłam, próbując mu uświadomić, że mnie wkurza. Skończyłam pisać po południu i od razu chciał "pożytecznie" wykorzystać ten czas, sięgając do kieszeni i podchodząc do mnie z figlarnym uśmieszkiem.
- Nie, Jack. Powinnam porozmawiać z Anną.
- Ale... - wyjął dłoń z kieszeni i spuścił głowę.
Uśmiechnęłam się i uniosłam mu podbródek.
- Jutro to nadrobimy. - mrugnęłam do niego, pocałowałam go i wyszłam na korytarz zostawiając go stojącego z rumieńcem na twarzy i lekko rozchylonymi ustami.
Chciałam szybko znaleźć Annę. Zatrzymałam się na pierwszym piętrze, bo coś przykuło moją uwagę. Przez okno dostrzegłam Meridę, Astrid i Annę z Leną na rękach siedzące na kocu w ogrodach i śmiejące się wniebogłosy. Widocznie bawiły się świetnie. Beze mnie, po co im ja. Kamienny parapet pokrył się szronem. Mimo, że może nie lubiłam obgadywać i plotkować, zabolało mnie, że jednak beze mnie wyglądają na o wiele szczęśliwsze. No cóż, dobrze. Ważne jest ich szczęście. Wzięłam głęboki oddech i wróciłam do gabinetu zamrażając część dywanu. Byłam zarazem zła i trochę smutna. Musiałam na czymś się wyładować, koniecznie. Na szczęście znalazłam coś (a raczej kogoś) w sam raz do tego. Jack stał dalej na środku gabinetu.
- Zmieniłaś zda.... - zaczął gdy weszłam do środka, ale ja przyciągnęłam go do siebie za sznurki bluzy i pocałowałam mocno.
Dziś rano obudziło mnie pukanie. Wstałam, przetarłam oczy i podeszłam do drzwi.
- Hej, Elso. - odezwała się stojąca na korytarzu Anna.
Zmarszczyłam brwi zastanawiając się, czy w ogóle się obudziłam.
- W czym mogę pomóc? - odparłam. - Świeże ploteczki niestety tylko u Meridy.
- Zaraz, co? - Anna wyglądała na mocno zszokowaną.
- Wczoraj przeżyłaś chyba najlepszą zabawę w swoim życiu.
- Przecież sama powiedziałaś, że nie masz czasu. - Anka tupnęła.
Westchnęłam.
- Po co przyszłaś? - oparłam się o framugę.
- Chciałam... powiedzieć, żebyś się nie obrażała... i żebyśmy się pogodziły.
Nie odpowiedziałam. Po prostu stałam i patrzyłam na wzorki na sukience siostry.
- Chyba przyjdę kiedy indziej. - powiedziała po chwili i odeszła.
Zamknęłam drzwi i westchnęłam znowu.
- Wszystko gra, Śnieżynko? - odezwał się Jack, który najwyraźniej się obudził.
- Tak... - wróciłam do łóżka.
- Przecież widzę, że nie.
Spuściłam wzrok.
- Pokłóciłam się z Anną.
- Ty z Anną? - Jack zrobił niedowierzającą minę. - Elsa i Anna się pokłóciły?
Kiwnęłam głową. Jack chyba zrozumiał, że nie jest mi do śmiechu, bo objął mnie i pocałował w policzek. 
- Zobaczysz, nie minie dzień i się pogodzicie. - powiedział.
- Mam nadzieję... - westchnęłam.



- Elsa.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Ploteczki

Hejo,
Postanowiłam że zaproszę naszych gości na herbatkę  i ploteczki. Więc zabrałam Lenę i poszłam do ogrodów, tam były już Merida i Astrid.
- A gdzie jest Elsa?- zapytały dziewczyny.
- Nie wiem, od wczoraj się do mnie nie odzywa chyba się na mnie obraziła.
- O to nie możliwe Aniu, nie martw się ona na pewno ma za dużo obowiązków.- powiedziała Merida, ona na pewno o tym wiedziała, przecież miała zostać przyszłą królową.
- A poza tym to ona ma męża.
- A skoro już jesteśmy przy związkach to jak tam twój Merido?- zapytała Astrid.
- Jest super, Flynn jest taki kochany, ale już dwa razy nas naszła ta wstrętna flądra.- chyba Merida była naprawdę bardzo zła, bo zrzuciła przez przypadek filiżankę dla Elsy.
- Co przecież ona go nie kochała.- zauważyłam - przecież cały czas łaziła za Jack' iem.
- No ona chyba sobie upodobała zajętych mężczyzn, a że Flynn nie był zajęty gdy go poznała to uznała że jest nie wart, ale on jest na prawdę kochany i uroczy.- Merida na jednym tchu wypowiedziała swój monolog. Gadałyśmy o ich związku chyba półgodziny, aż w końcu zmieniłyśmy temat.
- No Astrid, a jak Czkawka się przygotowuje się do roli ojca.- Zapytała Merida zmęczona już ciągłą gadką o niej i jej związku z Flynn' em.
- Cudownie, już przygotował pokój chociaż termin mam na luty.
- No to bardzo dobrze.- zauważyła Merida.
- Ja sama urządzałam pokój dla małej.
- Co?! Przecież to nie zdrowe dla dziecka.- powiedziały obie.
- Znaczy to Jack większość nosił, Kristoff też pomagał ale mniej.- i tak temat rozwinęłyśmy, aż znowu go zmieniłyśmy.
- No, a jak małżeństwo Elsy?
- Fantastycznie, ale Jack Cały czas upiera się o dziecko...
- A Elsa co na to?- Zapytały obie.
- ...ona nie chce, mówi że jeszcze nie jest na to gotowa.
- No trudno.- zasmuciła się Astrid.
- Ale ja uważam że jej nie o nią chodzi tylko o Arendelle, przecież jak będzie w ciąży to nie będzie mogła sprawować władzy na jakiś czas.
- No tak, przecież ona i jej słaba psychika.- i tak gadałyśmy do wieczora, a Lena się znudziła i poszła spać.


- Anna

niedziela, 9 sierpnia 2015

Odwiedziny przyjaciółek i... obowiązki.

Witajcie,
Jak mówiła Wam już Anka, wczoraj postanowiłam sprawić jej przyjemność i zabrałam ją do miasta. Co nieco mnie zdziwiło, po południu spotkałyśmy Meridę i Astrid, które właśnie przybyły do Arendelle i wybrałyśmy się na mały rejs ich statkiem.
- Co Was tu sprowadza? - zapytałam kiedy wracałyśmy już drogą do zamku.
- Chciałyśmy się oderwać od naszych obowiązków, jednak jesteśmy ja księżniczką, a Astrid przywódczynią... wypożyczyłyśmy jakiś tam statek i jesteśmy. - odrzekła Merida. - Szczególnie Astrid przyda się odpoczynek.
Astrid jest (nie wiem czy pamiętacie) już w którymś miesiącu ciąży, i nawet to widać.
- Wszystko gra? - zapytała Anna troskliwie gładząc ją po brzuchu.
- Tak, jest naprawdę spokojnie. - uśmiechnęła się Astrid.
- To dobrze. - Ania odwzajemniła uśmiech i zaprowadziłyśmy je do pokoi gościnnych.
- Zostaniemy na kilka dni, oczywiście jeśli Wam to nie przeszkadza. - powiedziała Merida stając w drzwiach i opierając się o framugę.
Anka parsknęła śmiechem, a ja powiedziałam:
- Oczywiście, że nie. Rozgośćcie się. Jakbyście czegoś potrzebowały, zaczepcie służącą, albo przyjdźcie do nas.
Dziewczyny kiwnęły głową i weszły do pokoi, a ja i Anna poszłyśmy do Leny. Dzisiejszy dzień spędziłyśmy w królewskich ogrodach razem z Astrid, Meridą i Leną, które oczywiście bardzo, bardzo się nią zachwycały.
- Ale ona rośnie! - trajkotała Merida.
- Już nie mogę się doczekać, aż sama będę miała takie cudeńko. - dodała Astrid.
Anna spojrzała na mnie wymownie wzrokiem znaczącym zapewne "A ty nie chciałaś mieć dziecka..." Odpowiedziałam jej więc spojrzeniem "Jeszcze nie teraz!". Na to ona prychnęła cicho i wróciła do zabawy z córką.
- Wszystko okej, Elsa? - zapytała Merida widząc, że wpatruję się w siostrę morderczym wzrokiem.
- Em, tak. - odchrząknęłam. - Przykro mi, ale muszę zając się obowiązkami. Miłej zabawy.
I szybkim krokiem, nie patrząc na Annę wróciłam do pałacu. W moim gabinecie zastałam Jack'a, który rozsiadł się w moim fotelu. Na mój widok wstał szybko i podszedł do mnie.
- Cóż za babskie spotkania w krzakach? - zapytał figlarnym tonem.
- Kochana lodóweczko, chyba nie odróżniasz krzaków od trawy. Czyżbyś był zazdrosny? - uśmiechnęłam się i przejechałam dłonią po jego policzku.
Odwzajemnił uśmiech.
- W rzeczy samej. - powiedział. - Te niezrównoważone kobiety chcą mi odebrać żonę.
Zaśmiałam się i pocałowałam go. Nie przerywając pocałunku, sięgnął do kieszeni i... przeszliśmy do sypialni.


- Elsa.