Hejo,
Dziś rano dowiedziałam się czegoś okropnego, więc rano przyszła do mnie pokojówka i podała list od Hansa, podobno znów wyjechał.
Droga Anno,
Jak wiesz sprowadziłem cię do Hansowia byś została moją żoną i królową dla moich poddanych, chciałbym, aby twoja koronacja odbyła się jeszcze przed ślubem, ale wybór daty pozostawiam tobie, jednak proszę byś podała datę swojej służącej jeszcze dziś by mogli wszystko przygotować. A i jeśli nie podasz dziś daty, ceremonia odbędzie się za dwa dni.
Hans.
PS przepraszam że się nie pożegnałem, ale spieszyło mi się. Buziaczki Kochanie.
Nie no on chyba nie myśli że za nim tęsknie, a poza tym ja mam być królową, przecież to Elsa miała być królową i tylko ona, ja miałam być tylko księżniczką, a nie królową i w dodatku żoną Hansa.
Cały ranek myślałam o tym liście, nie podam daty, ale jeśli jej nie podam to ceremonia odbędzie się za dwa dni, a jeśli podam datę ślubu nie Hans się nie zgodzi. Tak długo nad tym myślałam że zapomniałam zjeść śniadania i obiadu, ale nie miałam na nie ochoty ( jeszcze mnie otrują) więc poszłam do biblioteki. Gdy dotarłam zobaczyłam że na wysokim złoconym krześle z czerwonym obiciem ( to musiał być kolejny tron, a mówiąc szczerze to były w każdym pomieszczeniu) leżała książka, więc ją podniosłam i zaczęłam czytać, tytuł brzmiał " Jak pozbawić czarownicę mocy?" zaczęłam czytać rozdział na którym była otworzona. " Moc wrodzona. Osoba z mocą wrodzoną, otrzymała dar po swoich przodkach, jest ją trudno pozbawić mocy, jest to nie możliwe, jedyny sposób aby osoba utraciła moc wrodzoną, jest by sama się jej wyrzekła, przelewając całą moc na inną osobę, zazwyczaj moc jest przelewana na osoby najbliższe, rodzice, rodzeństwo. Niestety takie przypadki kończą się śmiercią osoby na którą moc została przelana. Osobę z mocą wrodzoną można też zamordować, ale moc ta zniknie ze świata na zawsze."
Czy Hans chce zabić Elsę czy pozbawić ją mocy i zabić mnie,muszę powiadomić Elsę.
Chciałam pobiec do pokoju i napisać list, ale gdy wybiegłam z biblioteki zakręciło mi się w głowie i straciłam przytomność.
- Wasza Wysokość, czy dobrze się czuję?
- Tak, ale strasznie boli mnie głowa.
- Nic, dźwinego. Ma Wasza Wysokość gorączkę.
- Niedobrze mi.- pokojówka podała mi miskę i... no... to zbyt obrzydliwe.- Co mi jest?
- Chyba zatruła się Wasza Wysokość czymś?
- Proszę, podaj mi pergamin i pióro, muszę napisać list.- napisałam list do Elsy żeby jej napisać co odkryłam i ostrzec. A teraz wybaczcie, ale naprawdę źle się czyję i idę spać.
- Anna
sobota, 22 sierpnia 2015
piątek, 21 sierpnia 2015
Gdzie jest to Hansowie?!
Witajcie,
Wczoraj wieczorem dotarliśmy z powrotem do Arendelle. Jak zapewne się domyślacie stan Kristoff'a sięgał już totalnej wścieklizny. Na szczęście w zamku zastaliśmy coś co (być może) miało nas pocieszyć. Jedna z służących przyniosła nam bowiem dwa listy od Anny, jak na nich napisano.
- To pewnie znowu jakieś brednie od Hansa. - warknął Kristoff nawet nie patrząc na listy.
- Lepiej sprawdzić. - Jack wzruszył ramionami, odebrał jeden z listów i zaczął czytać:
Kochany Kristoff'ku Moje Słoneczko!!
- Tego na pewno nie pisał Hans. - mrugnęłam do szwagra.
Jack czytał dalej:
Naprawdę mi przykro i nie chciałam naprawdę musisz mi wybaczyć naprawdę to naprawdę nie moja wina!! To wszystko przez Hansa! Ja po prostu.... no nic złego nie zrobiłam, a on.... przywiązał mnie i.... rozebrał i...
...tą część listu lepiej pominę, jak wiecie Ania wszystko opowiada z najmniejszymi szczegółami...
Ale to naprawdę nie jest moja wina! Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz! Kocham Cię najbardziej na świecie!!
Ania
- Zabiję go. - warknął Kristoff i jednym ruchem potargał list.
- Uspokój się, brachu. - odezwał się Jack. - Przeczytajmy drugi list.
I przeczytał:
Kochana Elso, Kristoff'ku i Jack'u!
Hans porwał mnie na swój statek i nie jestem pewna gdzie jesteśmy, ale jest to jakaś kraina, której jest królem i nazywa się Hansowie. Czuję się okropnie, a na dodatek Hans bez mojej zgody ustalił, że zostanę jego żoną i królową Hansowia! Proszę, pomóżcie mi! :(
Ania
ps uściskajcie ode mnie moją biedną Lenkę!
- Hansowie? - jęknęłam. - Nigdy o tym nie słyszałam..
- Nie ważne. - przerwał Kristoff i pociągnął nas do mojego gabinetu. - Wystarczy znaleźć to na mapie.
I rozłożył na biurku jedną z moich wielkich, starych map.
- To może nie być takie proste. - pochyliłam się nad nią. - Jeśli jest to kraina, którą podbił mógł zmienić jej nazwę więc tak jej nie znajdziemy.
Faktycznie, po godzinie wpatrywania się w mapę, nigdzie nie znaleźliśmy na niej Hansowia.
- No dobra. - Kristoff znowu poczerwieniał ze złości. - Przeszukamy wszystkie krainy na Morzu Południowym. Gdzieś musi być to cholerne Hansowie.
- Może ktoś coś o nim słyszał. - dodał Jack.
- Nie mamy na co czekać. - zwinęłam mapę. - Wyruszamy natychmiast.
I nie minęło pół godziny, a byliśmy z powrotem na statku rozpoczynając rejs w poszukiwaniu Hansowia i Anny.
- Elsa.
Wczoraj wieczorem dotarliśmy z powrotem do Arendelle. Jak zapewne się domyślacie stan Kristoff'a sięgał już totalnej wścieklizny. Na szczęście w zamku zastaliśmy coś co (być może) miało nas pocieszyć. Jedna z służących przyniosła nam bowiem dwa listy od Anny, jak na nich napisano.
- To pewnie znowu jakieś brednie od Hansa. - warknął Kristoff nawet nie patrząc na listy.
- Lepiej sprawdzić. - Jack wzruszył ramionami, odebrał jeden z listów i zaczął czytać:
Kochany Kristoff'ku Moje Słoneczko!!
- Tego na pewno nie pisał Hans. - mrugnęłam do szwagra.
Jack czytał dalej:
Naprawdę mi przykro i nie chciałam naprawdę musisz mi wybaczyć naprawdę to naprawdę nie moja wina!! To wszystko przez Hansa! Ja po prostu.... no nic złego nie zrobiłam, a on.... przywiązał mnie i.... rozebrał i...
...tą część listu lepiej pominę, jak wiecie Ania wszystko opowiada z najmniejszymi szczegółami...
Ale to naprawdę nie jest moja wina! Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz! Kocham Cię najbardziej na świecie!!
Ania
- Zabiję go. - warknął Kristoff i jednym ruchem potargał list.
- Uspokój się, brachu. - odezwał się Jack. - Przeczytajmy drugi list.
I przeczytał:
Kochana Elso, Kristoff'ku i Jack'u!
Hans porwał mnie na swój statek i nie jestem pewna gdzie jesteśmy, ale jest to jakaś kraina, której jest królem i nazywa się Hansowie. Czuję się okropnie, a na dodatek Hans bez mojej zgody ustalił, że zostanę jego żoną i królową Hansowia! Proszę, pomóżcie mi! :(
Ania
ps uściskajcie ode mnie moją biedną Lenkę!
- Hansowie? - jęknęłam. - Nigdy o tym nie słyszałam..
- Nie ważne. - przerwał Kristoff i pociągnął nas do mojego gabinetu. - Wystarczy znaleźć to na mapie.
I rozłożył na biurku jedną z moich wielkich, starych map.
- To może nie być takie proste. - pochyliłam się nad nią. - Jeśli jest to kraina, którą podbił mógł zmienić jej nazwę więc tak jej nie znajdziemy.
Faktycznie, po godzinie wpatrywania się w mapę, nigdzie nie znaleźliśmy na niej Hansowia.
- No dobra. - Kristoff znowu poczerwieniał ze złości. - Przeszukamy wszystkie krainy na Morzu Południowym. Gdzieś musi być to cholerne Hansowie.
- Może ktoś coś o nim słyszał. - dodał Jack.
- Nie mamy na co czekać. - zwinęłam mapę. - Wyruszamy natychmiast.
I nie minęło pół godziny, a byliśmy z powrotem na statku rozpoczynając rejs w poszukiwaniu Hansowia i Anny.
- Elsa.
czwartek, 20 sierpnia 2015
No co to ma być?!
Hejo,
Nigdy nie uwierzycie co się stało. Więc zacznę od wczorajszego wieczora. Do mojego pokoju wpadł Hans, tak ten Hans.
- Kochanie, chciałem ci powiedzieć że wróciłem.
- Och, to cudownie, ale idę teraz się wykąpać i spać, więc wyjdź... proszę.- tak kłamałam wcale ta wiadomość nie była cudowna, ale serio szłam się kąpać, a ostatnie słowo wypowiedziałam niechętnie.
Ale Hans wyszedł, a ja wzięłam długą relaksującą kąpiel, oczywiście dalej nie miałam piżamy więc musiała wystarczyć mi bielizna, kiedy byłam ubrana, poszłam do łóżka i nie wiem kiedy zasnęłam, ale to co się stało rano przechodzi ludzkie pojęcie... więc.
Gdy obudziłam się rano nie byłam w swojej sypialni tylko w sypialni Hans, obok oczywiście leżał Hans, a ja nie dość że całkiem... naga to jeszcze związana ( znowu), chciałam zacząć krzyczeć, ale nie mogłam usta miałam zawiązane chustką. Musiałam czekać aż Hans się obudzi i łaskawie mnie rozwiąże, a kiedy to zrobił poszłam do swojej sypialni i wzięłam kąpiel długą i antybakteryjną. Później napisałam list do Kristoff' a o tym co się w nocy stało i żeby mi wybaczył, a później dałam go mojej pokojówce.
Po południu postanowiłam porozmawiać z Hansem.
- Możemy porozmawiać?- zapytałam wchodząc, ale to co ujrzałam było przerażające. Hans w łóżku z jakąś pokojówką ( współczuję jego przyszłej żonie, a nie to przecież najprawdopodobniej ja)
- Tak, wejdź.- wygonił pokojówkę i ubrał się.
- Czy możesz mi wyjaśnić co się stało w nocy?
- No cóż, chciałem cię, więc po ciebie poszedłem, a później... mam mówić ze szczegółami?
- Nie tyle mi wystarczy. Jak w ogóle śmiałeś ściągnąć ze mnie moją piżamę?
- Nie miałaś na sobie piżamy. - uśmiechnął się i wtedy poczułam że BUUUM... bomba we mnie pękła, zaczęłam się drzeć i bić go, a skończyło się tym że znów wylądowałam w jego łóżku naga i skrępowana sznurami.
- Anna
Nigdy nie uwierzycie co się stało. Więc zacznę od wczorajszego wieczora. Do mojego pokoju wpadł Hans, tak ten Hans.
- Kochanie, chciałem ci powiedzieć że wróciłem.
- Och, to cudownie, ale idę teraz się wykąpać i spać, więc wyjdź... proszę.- tak kłamałam wcale ta wiadomość nie była cudowna, ale serio szłam się kąpać, a ostatnie słowo wypowiedziałam niechętnie.
Ale Hans wyszedł, a ja wzięłam długą relaksującą kąpiel, oczywiście dalej nie miałam piżamy więc musiała wystarczyć mi bielizna, kiedy byłam ubrana, poszłam do łóżka i nie wiem kiedy zasnęłam, ale to co się stało rano przechodzi ludzkie pojęcie... więc.
Gdy obudziłam się rano nie byłam w swojej sypialni tylko w sypialni Hans, obok oczywiście leżał Hans, a ja nie dość że całkiem... naga to jeszcze związana ( znowu), chciałam zacząć krzyczeć, ale nie mogłam usta miałam zawiązane chustką. Musiałam czekać aż Hans się obudzi i łaskawie mnie rozwiąże, a kiedy to zrobił poszłam do swojej sypialni i wzięłam kąpiel długą i antybakteryjną. Później napisałam list do Kristoff' a o tym co się w nocy stało i żeby mi wybaczył, a później dałam go mojej pokojówce.
Po południu postanowiłam porozmawiać z Hansem.
- Możemy porozmawiać?- zapytałam wchodząc, ale to co ujrzałam było przerażające. Hans w łóżku z jakąś pokojówką ( współczuję jego przyszłej żonie, a nie to przecież najprawdopodobniej ja)
- Tak, wejdź.- wygonił pokojówkę i ubrał się.
- Czy możesz mi wyjaśnić co się stało w nocy?
- No cóż, chciałem cię, więc po ciebie poszedłem, a później... mam mówić ze szczegółami?
- Nie tyle mi wystarczy. Jak w ogóle śmiałeś ściągnąć ze mnie moją piżamę?
- Nie miałaś na sobie piżamy. - uśmiechnął się i wtedy poczułam że BUUUM... bomba we mnie pękła, zaczęłam się drzeć i bić go, a skończyło się tym że znów wylądowałam w jego łóżku naga i skrępowana sznurami.
- Anna
środa, 19 sierpnia 2015
Podróż do Nasturii... na marne.
Witajcie,
Wczoraj po południu ja, Jack, Kristoff, jeden mężczyzna mający sterować i kilku gwardzistów, wsiedliśmy na statek i wyruszyliśmy w stronę Nasturii. Kristoff był już wyjątkowo wkurzony i przez cały czas stał na dziobie i wpatrywał się w horyzont. Jack znalazł sobie rozrywkę w postaci patrzenia przez lunetę, więc ja podeszłam do szwagra i oparłam się o burtę obok niego.
- Jak tam? - zagadnęłam.
- Tęsknię za nią. - odrzekł. - I chcę ją z powrotem.
- Nie tylko ty... - westchnęłam po chwili. - Nie martw się, już niedługo będziesz mógł się do niej przytulić. Uśmiechnął się lekko i zszedł pod pokład. Dziś rano dobiliśmy do brzegu Nasturii.
- Może pójdziemy sami? - zaproponował Jack zerkając krytycznie na dwóch uzbrojonych gwardzistów gotowych do drogi.
- Nie, pójdą z nami na wszelki wypadek. - odrzekłam. - Ale oczywiście chcemy załatwić to pokojowo. Zeszliśmy więc na ląd w towarzystwie żołnierzy i w końcu dotarliśmy do niedużego zamku z szeroką, charakterystyczną wieżą pośrodku. Przez bramy główne wyszedł nam na przeciw odświętnie ubrany starzec opierający się na drewnianej lasce. Rozpoznałam w nim króla Chrystiana, ojca trzynastu książąt Nasturii.
- Wasza Miłość. - skinęłam głową.
Uśmiechnął się ciepło i także lekko się skłonił.
- Przybyliśmy do Pańskiego syna, Hansa. Niestety zrobił coś... - zaczęłam, ale król przerwał mi:
- Hans? Nawet nie chcę o nim słyszeć. Już dawno nie ma go z nami.
Wymieniłam z Kristoff'em i Jack'iem zdziwione spojrznia.
- Jak to?
- Hans wypłynął dawno temu, nie pamiętam nawet kiedy. Doszły mnie słuchy, że podbił jakąś krainę i teraz w niej króluje.
Zaniemówiłam.
- Jest król pewien? - zapytał Kristoff.
Starzec skinął głową.
- Na pewno nie wiadomo gdzie leży ta kraina? - dopytywał Jack.
- Przykro mi, młodzieńcze. - odrzekł mężczyzna. - A tak spytam... dlaczego właściwie go szukacie? Znowu coś przeskrobał?
- Tak. - westchnęłam. - Trudno, dziękujemy.
I od razu ruszyłam z powrotem do portu.
- Co za... - zaczął Kristoff, kiedy dorównali mi kroku. - ...zabiję tego Hansa.
- Chętnie pomogę. - dodał Jack.
- Wrócimy do Arendelle i spróbujemy czegoś się dowiedzieć o tej krainie. - powiedziałam.
Jack i Kristoff zgodnie kiwnęli głowami, po czym weszliśmy na statek i rozpoczęliśmy rejs powrotny.
- Elsa.
Wczoraj po południu ja, Jack, Kristoff, jeden mężczyzna mający sterować i kilku gwardzistów, wsiedliśmy na statek i wyruszyliśmy w stronę Nasturii. Kristoff był już wyjątkowo wkurzony i przez cały czas stał na dziobie i wpatrywał się w horyzont. Jack znalazł sobie rozrywkę w postaci patrzenia przez lunetę, więc ja podeszłam do szwagra i oparłam się o burtę obok niego.
- Jak tam? - zagadnęłam.
- Tęsknię za nią. - odrzekł. - I chcę ją z powrotem.
- Nie tylko ty... - westchnęłam po chwili. - Nie martw się, już niedługo będziesz mógł się do niej przytulić. Uśmiechnął się lekko i zszedł pod pokład. Dziś rano dobiliśmy do brzegu Nasturii.
- Może pójdziemy sami? - zaproponował Jack zerkając krytycznie na dwóch uzbrojonych gwardzistów gotowych do drogi.
- Nie, pójdą z nami na wszelki wypadek. - odrzekłam. - Ale oczywiście chcemy załatwić to pokojowo. Zeszliśmy więc na ląd w towarzystwie żołnierzy i w końcu dotarliśmy do niedużego zamku z szeroką, charakterystyczną wieżą pośrodku. Przez bramy główne wyszedł nam na przeciw odświętnie ubrany starzec opierający się na drewnianej lasce. Rozpoznałam w nim króla Chrystiana, ojca trzynastu książąt Nasturii.
- Wasza Miłość. - skinęłam głową.
Uśmiechnął się ciepło i także lekko się skłonił.
- Przybyliśmy do Pańskiego syna, Hansa. Niestety zrobił coś... - zaczęłam, ale król przerwał mi:
- Hans? Nawet nie chcę o nim słyszeć. Już dawno nie ma go z nami.
Wymieniłam z Kristoff'em i Jack'iem zdziwione spojrznia.
- Jak to?
- Hans wypłynął dawno temu, nie pamiętam nawet kiedy. Doszły mnie słuchy, że podbił jakąś krainę i teraz w niej króluje.
Zaniemówiłam.
- Jest król pewien? - zapytał Kristoff.
Starzec skinął głową.
- Na pewno nie wiadomo gdzie leży ta kraina? - dopytywał Jack.
- Przykro mi, młodzieńcze. - odrzekł mężczyzna. - A tak spytam... dlaczego właściwie go szukacie? Znowu coś przeskrobał?
- Tak. - westchnęłam. - Trudno, dziękujemy.
I od razu ruszyłam z powrotem do portu.
- Co za... - zaczął Kristoff, kiedy dorównali mi kroku. - ...zabiję tego Hansa.
- Chętnie pomogę. - dodał Jack.
- Wrócimy do Arendelle i spróbujemy czegoś się dowiedzieć o tej krainie. - powiedziałam.
Jack i Kristoff zgodnie kiwnęli głowami, po czym weszliśmy na statek i rozpoczęliśmy rejs powrotny.
- Elsa.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Witam w Hansowie
Hejo,
Wiecie o tym że porwał mnie Hans, a dziś opowiem wam co u niego robiłam ( nie chciałam nic u niego robić oprócz wyjechania i wymusiłam na nim że muszę do was napisać)
Miałam własną sypialnię, bo na moje szczęście Hans stwierdził że to jeszcze za wcześnie spać razem.
A dziś rano, zrobił coś czego nie zapomnę do końca życia, ale na samo wspomnienie o tym będę rzygać.
- Anno, wstawaj.- Hans wszedł jak gdyby nigdy nic do mojej sypialni ( a ja z powodu braku piżamy byłam w bieliźnie)
- Co znowu?!
- Chcę ci pokazać Hansowie.
- Że co?
- To moje królestwo w którym się znajdujemy.- obeszliśmy całe królestwo, a skończyliśmy w jego sypialnie.- Anno, chciałbym byś została moją żoną i królową Hansowia.
- Że co?- nie ja mam męża, a on sobie nie wiadomo co wyobraża- Ale ja mam męża i dziecko.
- Przecież oni są w Arendelle, a ty tu, a ja mogę być twoim mężem i ze mną możesz mieć dziecko.
- Nie ja nie chcę, kocham Kristoff' a i Lenkę i chce do nich wrócić.
- Wspaniale za dwa dni ślub.- on chyba ogłuchł.
- Przecież się nie zgodziłam.
- Ja się wszystkim zajmę, a ty idź do swojej sypialni i tam zaczekaj na służące, które pomogą przymierzyć ci suknię.
- Hans?
- Tak, kochanie.
- Czy ślub może odbyć się za dwa tygodnie.
- Według życzenia.
- Dziękuję.- po tej rozmowie z miłą chęcią poszłam do swojej sypialni i nie myślcie że się zgodziłam na ślub, czekałam na odpowiednią chwilę. Wieczorem ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę.- oby to nie był Hans.
- Wasza Wysokość, Król Hans wyjechał w bardzo ważnej sprawie.
- Dobrze, dziękuję Możesz coś dla mnie zrobić?
- Tak.
- Wyślij proszę ten list do Arendelle.
- Oczywiście, a do kogo.
- Do królowej Elsy.- zabrała list i wyszła. A ja cieszyłam się że Hansa nie ma w królestwie.
- Anna
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Czas odzyskać naszą Anię.
Witajcie,
Wczoraj w nocy obudził mnie trzask drzwi i zaniepokojone krzyki. Usiałam powoli i rozejrzałam się dokoła. Co oni znowu wymyślili?
- Elsa! - Jack podbiegł do mnie.
- Hm. - mruknęłam.
- Stało się coś okropnego!
Zaniepokoił mnie jego ton i od razu oprzytomniałam. Nagle do pokoju wpadł Kristoff. Był ubrany, włosy miał w nieładzie.
- W zamku nigdzie jej nie ma. - wydyszał.
Wstałam. Podłoga pokryła się szronem.
- Co się dzieje? - krzyknęłam. - Kogo nie ma?!
Jack chwycił mnie za ramiona i spojrzał mi w oczy.
- Elso... tylko spokojnie... Anna zniknęła.
Zacisnęłam powieki i poczułam, że wszystko dookoła zamarza. Bez słowa ubrałam się szybko i wybiegłam na korytarz.
- Przeszukaliśmy cały pałac. - zawołał Jack lecąc za mną. - Może po prostu wyszła na spacer?
- Tak, na pewno. - warknęłam. - O czwartej nad ranem.
Wybiegłam z zamku i przeszukałam całą okolicę. Jack chyba zajął się Leną, a Kristoff po chwili dołączył do mnie i ruszyliśmy do miasta.
- A jak coś jej się stało? - jęknął.
Rozumiałam go, kochamy Annę tak samo, ale uważałam, że w tej sytuacji trzeba zachować spokój (na tyle na ile się da), a przede wszystkim zdrowy rozsądek.
- Uspokój się. Musimy przeszukać całe Arendelle, może być wszędzie. - odrzekłam przyspieszając kroku.
Niestety nigdzie w mieście także jej nie było. Stan Kristoff'a z totalnego załamania przeszedł w totalną furię.
- Jeśli ktoś jej coś zrobił... - mówił gdy wracaliśmy bezsilni do zamku. -... posmakuje mojej pięści.
Kiwnęłam tylko głową, choć nigdy nie uznawałam przemocy jako rozwiązanie. W tamtej chwili w mojej głowie była tylko jedna myśl: "Odnaleźć Annę." Kiedy weszliśmy do pałacu, podbiegł do mnie jeden z służących ze zwojem pergaminu w dłoni.
- Wasza Wysokość. - podał mi go. - Przyszedł list.
- Od kogo? - zapytał Kristoff.
- Nie wiadomo. - odrzekł mężczyzna.
Szwagier spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami. Udaliśmy się z listem do pokoju Leny, aby przeczytać go w obecności Jack'a. Jego zawartość była następująca:
Kochana Elso,
U mnie wszystko w porządku. Właściwie - lepiej niż było kiedykolwiek. W końcu odnalazłam to, czego szukałam przez całe życie. Prawdziwą miłość. Najpierw uważałam, że jest nią Kristoff, ale dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo się myliłam. W głębi duszy ciągle nie mogłam przestać myśleć o Hansie, o tym jaki jest cudowny i przystojny. Posłuchałam więc głosu serca i wyjechałam do niego. Teraz żyję razem z moim ukochanym. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz, przecież zawsze chciałaś mojego dobra. Nareszcie mogę być w pełni szczęśliwa.
Anna.
- Co to za brednie! - krzyknął Kristoff i rzucił list na ziemię.
Przewróciłam oczami i podniosłam go.
- To nie prawda, Anna w życiu by tego nie napisała. To nawet nie jej pismo. A poza tym błagam Was, chyba nie wierzycie w ten stek bzdur. - powiedziałam.
- Nie zostawiłaby córeczki. - dodał Jack przytulając Lenkę.
- Wszystko jasne. - powiedziałam wstając i zaczynając krążyć po pokoju. - Hans porwał ją i napisał te bzdury myśląc, że uwierzymy. Natychmiast wyruszamy do Nasturii.
Jack odłożył Lenę do kołyski i podszedł do nas.
- Czas odzyskać naszą Anię.
- Elsa.
Wczoraj w nocy obudził mnie trzask drzwi i zaniepokojone krzyki. Usiałam powoli i rozejrzałam się dokoła. Co oni znowu wymyślili?
- Elsa! - Jack podbiegł do mnie.
- Hm. - mruknęłam.
- Stało się coś okropnego!
Zaniepokoił mnie jego ton i od razu oprzytomniałam. Nagle do pokoju wpadł Kristoff. Był ubrany, włosy miał w nieładzie.
- W zamku nigdzie jej nie ma. - wydyszał.
Wstałam. Podłoga pokryła się szronem.
- Co się dzieje? - krzyknęłam. - Kogo nie ma?!
Jack chwycił mnie za ramiona i spojrzał mi w oczy.
- Elso... tylko spokojnie... Anna zniknęła.
Zacisnęłam powieki i poczułam, że wszystko dookoła zamarza. Bez słowa ubrałam się szybko i wybiegłam na korytarz.
- Przeszukaliśmy cały pałac. - zawołał Jack lecąc za mną. - Może po prostu wyszła na spacer?
- Tak, na pewno. - warknęłam. - O czwartej nad ranem.
Wybiegłam z zamku i przeszukałam całą okolicę. Jack chyba zajął się Leną, a Kristoff po chwili dołączył do mnie i ruszyliśmy do miasta.
- A jak coś jej się stało? - jęknął.
Rozumiałam go, kochamy Annę tak samo, ale uważałam, że w tej sytuacji trzeba zachować spokój (na tyle na ile się da), a przede wszystkim zdrowy rozsądek.
- Uspokój się. Musimy przeszukać całe Arendelle, może być wszędzie. - odrzekłam przyspieszając kroku.
Niestety nigdzie w mieście także jej nie było. Stan Kristoff'a z totalnego załamania przeszedł w totalną furię.
- Jeśli ktoś jej coś zrobił... - mówił gdy wracaliśmy bezsilni do zamku. -... posmakuje mojej pięści.
Kiwnęłam tylko głową, choć nigdy nie uznawałam przemocy jako rozwiązanie. W tamtej chwili w mojej głowie była tylko jedna myśl: "Odnaleźć Annę." Kiedy weszliśmy do pałacu, podbiegł do mnie jeden z służących ze zwojem pergaminu w dłoni.
- Wasza Wysokość. - podał mi go. - Przyszedł list.
- Od kogo? - zapytał Kristoff.
- Nie wiadomo. - odrzekł mężczyzna.
Szwagier spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami. Udaliśmy się z listem do pokoju Leny, aby przeczytać go w obecności Jack'a. Jego zawartość była następująca:
Kochana Elso,
U mnie wszystko w porządku. Właściwie - lepiej niż było kiedykolwiek. W końcu odnalazłam to, czego szukałam przez całe życie. Prawdziwą miłość. Najpierw uważałam, że jest nią Kristoff, ale dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo się myliłam. W głębi duszy ciągle nie mogłam przestać myśleć o Hansie, o tym jaki jest cudowny i przystojny. Posłuchałam więc głosu serca i wyjechałam do niego. Teraz żyję razem z moim ukochanym. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz, przecież zawsze chciałaś mojego dobra. Nareszcie mogę być w pełni szczęśliwa.
Anna.
- Co to za brednie! - krzyknął Kristoff i rzucił list na ziemię.
Przewróciłam oczami i podniosłam go.
- To nie prawda, Anna w życiu by tego nie napisała. To nawet nie jej pismo. A poza tym błagam Was, chyba nie wierzycie w ten stek bzdur. - powiedziałam.
- Nie zostawiłaby córeczki. - dodał Jack przytulając Lenkę.
- Wszystko jasne. - powiedziałam wstając i zaczynając krążyć po pokoju. - Hans porwał ją i napisał te bzdury myśląc, że uwierzymy. Natychmiast wyruszamy do Nasturii.
Jack odłożył Lenę do kołyski i podszedł do nas.
- Czas odzyskać naszą Anię.
- Elsa.
niedziela, 16 sierpnia 2015
To był sen... Nie jednak nie. Elsa ratuj :'(
Hejo,
Gdy rano wstałam byłam skołowana nie leżałam w swoim łóżku, a obok mnie nie było Kristoff' a, zastanawiałam się czy ja w ogóle jestem na zamku.
- Obudziła się, książę.- powiedział zachrypnięty głos.
- Widzę nie jestem ślepy.- powiedział dobrze znany mi głos, a postać wyszła z cienia to był Hans.
- Gdzie ja jestem?- zapytałam, ale ton głosu nie był raczej pytający jak zły.
- Na mym statku. Anno, poznaj Queen Anna.
- Że co, proszę?- nie no teraz to mnie zatkało.
- Nazwałem ją tak po tym jak wybrałaś tego palanta zamiast mnie.- zrobił smutną minę.
- Przecież tobie chodziło tylko o tron Arendelle.- powiedziałam to próbując wstać i dopiero teraz do mnie dotarło że mam skrępowane ręce i nogi.
- Nie, kochanie. Ja chciałem być królem, ale teraz już nim jestem i do szczęścia brakuje mi tylko królowej, więc porwałem cię, a teraz płyniemy do mojego królestwa.
- Nie, ale ja mam męża i dziecko i siostrę przecież dopiero co ją odzyskałam przez całe dzieciństwo jej nie miałam.- chyba zaczęłam płakać.
- Nie martw się napisałaś list...
- Jaki list?- nie teraz było za dużo przecież nie mam sklerozy.
- Napisałaś że ich opuszczasz, bo nie możesz żyć beze mnie.
- Przecież Elsa w to nie uwierzy.- wiedziałam że ona i Kristoff i co najważniejsze Lena będą za mną tęsknić.
- Oj uwierzy.- i nagle dostałam czymś w głowę. Obudziłam się w miękkim łóżku, ale nic nie dostrzegłam, poczułam że obok mnie leży jakiś mężczyzn.
- Kristoff...- wymamrotałam.
- Nie kochanie Hans.
- Anna
Gdy rano wstałam byłam skołowana nie leżałam w swoim łóżku, a obok mnie nie było Kristoff' a, zastanawiałam się czy ja w ogóle jestem na zamku.
- Obudziła się, książę.- powiedział zachrypnięty głos.
- Widzę nie jestem ślepy.- powiedział dobrze znany mi głos, a postać wyszła z cienia to był Hans.
- Gdzie ja jestem?- zapytałam, ale ton głosu nie był raczej pytający jak zły.
- Na mym statku. Anno, poznaj Queen Anna.
- Że co, proszę?- nie no teraz to mnie zatkało.
- Nazwałem ją tak po tym jak wybrałaś tego palanta zamiast mnie.- zrobił smutną minę.
- Przecież tobie chodziło tylko o tron Arendelle.- powiedziałam to próbując wstać i dopiero teraz do mnie dotarło że mam skrępowane ręce i nogi.
- Nie, kochanie. Ja chciałem być królem, ale teraz już nim jestem i do szczęścia brakuje mi tylko królowej, więc porwałem cię, a teraz płyniemy do mojego królestwa.
- Nie, ale ja mam męża i dziecko i siostrę przecież dopiero co ją odzyskałam przez całe dzieciństwo jej nie miałam.- chyba zaczęłam płakać.
- Nie martw się napisałaś list...
- Jaki list?- nie teraz było za dużo przecież nie mam sklerozy.
- Napisałaś że ich opuszczasz, bo nie możesz żyć beze mnie.
- Przecież Elsa w to nie uwierzy.- wiedziałam że ona i Kristoff i co najważniejsze Lena będą za mną tęsknić.
- Oj uwierzy.- i nagle dostałam czymś w głowę. Obudziłam się w miękkim łóżku, ale nic nie dostrzegłam, poczułam że obok mnie leży jakiś mężczyzn.
- Kristoff...- wymamrotałam.
- Nie kochanie Hans.
- Anna
Subskrybuj:
Posty (Atom)