Hejo,
Ostatnio nie pisałam, bo byłam zajęta przygotowaniem niespodzianki dla Jack' a i Elsy. Jak już wiecie oni mieli rocznicę ślubu, więc postanowiłam dać im ten dzień, aby spędzili go tylko we dwoje, a ja zajęłam się królestwem i zaprosiłam naszych przyjaciół, aby świętowali tę rocznicę z nami. I kiedy wczoraj przyjechali Jack i Elsa byli w nie małym zdziwieniu.
- Witajcie, ale co wy tu robicie?- przywitała się Elsa.
- Przyjechaliśmy na waszą pierwszą rocznicę ślubu.- powiedziała Merida.
- I tak jak to było rok temu, panowie idą przygotować się sami, a my idziemy do twojej sypialni przygotować się na wieczorny bal.- powiedziałam i już nas nie było. Wszystkie cztery ubrałyśmy się odświętnie, ja uczesałam i umalowałam Elsę, Astrid i Meridę.
- A co z dziećmi?- zapytałam Astrid trzymając Veronicę.
- Na razie pójdą z nami, ale jak zrobi się późno to pójdziemy je uśpić, a w pokoju Leny przygotowałam łóżeczko dla Veronici.
- To wspaniale.- i wszystkie wyszłyśmy do sali tronowej, która była już ładnie urządzona, był parkiet i stoliki z jedzeniem i piciem.
- Anno, kogo jeszcze zaprosiłaś?- zapytała Elsa.
- Nikogo, będziemy tylko my.
- I po to tyle jedzenia?
- Na całą noc Elso.- poczekałyśmy na panów, a kiedy do nas dołączyli przyniosłam tort i zaczęła się zabawa.
- Anna
sobota, 14 maja 2016
wtorek, 10 maja 2016
Rok...?
Witajcie,
Wczoraj rano obudziła mnie Anna.
- Elso... wiem, że chcesz na pewno odpocząć tylko...eee... chciałam się spytać czy o czymś nie zapomniałaś.
Uniosłam brwi i ziewnęłam.
- Dziewiąty maja. - szepnęła zerkając na śpiącego obok Jack'a.
Uniosłam brwi jeszcze wyżej. Anka trzasnęła się w czoło. Nagle coś wpadło mi do głowy. Ciemny poranek, właściwie prawie noc. Anna. Czekanie. Astrid, Merida. Suknia. Radość, ale i strach. Czekanie. Kaplica. Największa radość życia.
- O... - zakryłam usta dłonią.
Ania kiwnęła głową po czym wyszła. Siedziałam przez chwilę bez ruchu. Rok? Dwanaście miesięcy? Minął już rok? Nie...
Już rok jesteśmy małżeństwem. Po cichu wstałam i zajrzałam do szafy. Suknia wisiała dalej w tym samym miejscu, gdzie powiesiłam ją rok temu. Nadal równie piękna. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Śnieżynko. - usłyszałam nagle głos Jack'a tuż za sobą, podskoczyłam ze strachu.
Objął mnie od tyłu i musnął moją szyję ustami.
- To już naprawdę rok? - zamruczał.
- Chyba tak. - zaśmiałam się.
- To może... - odwróciłam się, a Jack uśmiechnął figlarnie. - ...wybrałabyś się ze mną do pewnego specjalnego miejsca?
Jakiś czas później zawiązał mi oczy i zaprowadził dokądś. Następnie pozwolił mi patrzeć. Staliśmy przed niedużą restauracją. Pamiętam to miejsce.
- Nasza pierwsza randka. - parsknęłam śmiechem.
- Jakże udana. - dodał Jack wyszczerzając do mnie zęby. - Zapytałem cię...
- Czy chcę pójść z tobą w krzaki. - dokończyłam. - A cóż by innego.
Potem zjedliśmy po porcji "świeżej Algidy prosto z drzewa :)" jak za dawnych czasów i cały czas gadaliśmy o...krzakach. Tak czy inaczej... nie mogę uwierzyć, że to już rok. A wy?
- Elsa.
Wczoraj rano obudziła mnie Anna.
- Elso... wiem, że chcesz na pewno odpocząć tylko...eee... chciałam się spytać czy o czymś nie zapomniałaś.
Uniosłam brwi i ziewnęłam.
- Dziewiąty maja. - szepnęła zerkając na śpiącego obok Jack'a.
Uniosłam brwi jeszcze wyżej. Anka trzasnęła się w czoło. Nagle coś wpadło mi do głowy. Ciemny poranek, właściwie prawie noc. Anna. Czekanie. Astrid, Merida. Suknia. Radość, ale i strach. Czekanie. Kaplica. Największa radość życia.
- O... - zakryłam usta dłonią.
Ania kiwnęła głową po czym wyszła. Siedziałam przez chwilę bez ruchu. Rok? Dwanaście miesięcy? Minął już rok? Nie...
Już rok jesteśmy małżeństwem. Po cichu wstałam i zajrzałam do szafy. Suknia wisiała dalej w tym samym miejscu, gdzie powiesiłam ją rok temu. Nadal równie piękna. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Śnieżynko. - usłyszałam nagle głos Jack'a tuż za sobą, podskoczyłam ze strachu.
Objął mnie od tyłu i musnął moją szyję ustami.
- To już naprawdę rok? - zamruczał.
- Chyba tak. - zaśmiałam się.
- To może... - odwróciłam się, a Jack uśmiechnął figlarnie. - ...wybrałabyś się ze mną do pewnego specjalnego miejsca?
Jakiś czas później zawiązał mi oczy i zaprowadził dokądś. Następnie pozwolił mi patrzeć. Staliśmy przed niedużą restauracją. Pamiętam to miejsce.
- Nasza pierwsza randka. - parsknęłam śmiechem.
- Jakże udana. - dodał Jack wyszczerzając do mnie zęby. - Zapytałem cię...
- Czy chcę pójść z tobą w krzaki. - dokończyłam. - A cóż by innego.
Potem zjedliśmy po porcji "świeżej Algidy prosto z drzewa :)" jak za dawnych czasów i cały czas gadaliśmy o...krzakach. Tak czy inaczej... nie mogę uwierzyć, że to już rok. A wy?
- Elsa.
sobota, 7 maja 2016
Nareszcie...
Witajcie,
Siedziałam w pokoju przez okropnie długi czas. Najbardziej denerwowało mnie to, że nic nie słyszałam, zupełnie nic. Czy będą walczyć tak do końca świata? Czy Mrok już ich pokonał i zaraz mnie znajdzie? Nie. Nic takiego się nie stało.
Drzwi w końcu uchyliły się powoli. Wstałam od razu gotowa na zupełnie wszystko - atak, ucieczkę, radość, płacz...
Do pokoju wszedł Jack. Był cały i zdrowy. Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem, a ja od razu wiedziałam, że tym razem to naprawdę on. Bez względu na to co miał mi do przekazania podbiegłam do niego i przytuliłam go czule. Odwzajemnił uścisk, po czym pocałował mnie w czubek głowy.
- Pokonaliśmy go. Nie ma już Czarnego Pana. - powiedział.
Uśmiechnęłam się nie wypuszczając go z objęć. Zrobiłam to dopiero po kilku minutach.
- Co teraz? - zapytałam.
- Wracamy do domu. - uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę.
I tak wkrótce wsiedliśmy na sanie Mikołaja i ruszyliśmy do Arendelle. Ciągle ciężko mi uwierzyć, że Mrok po prostu został pokonany, że nigdy już nie wkradnie się w moje sny. Ale pewnie z czasem zdołam przyjąć to do wiadomości i znów cieszyć się wszystkim co mnie otacza.
Nareszcie wszystko wróci do normy.
- Elsa.
Siedziałam w pokoju przez okropnie długi czas. Najbardziej denerwowało mnie to, że nic nie słyszałam, zupełnie nic. Czy będą walczyć tak do końca świata? Czy Mrok już ich pokonał i zaraz mnie znajdzie? Nie. Nic takiego się nie stało.
Drzwi w końcu uchyliły się powoli. Wstałam od razu gotowa na zupełnie wszystko - atak, ucieczkę, radość, płacz...
Do pokoju wszedł Jack. Był cały i zdrowy. Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem, a ja od razu wiedziałam, że tym razem to naprawdę on. Bez względu na to co miał mi do przekazania podbiegłam do niego i przytuliłam go czule. Odwzajemnił uścisk, po czym pocałował mnie w czubek głowy.
- Pokonaliśmy go. Nie ma już Czarnego Pana. - powiedział.
Uśmiechnęłam się nie wypuszczając go z objęć. Zrobiłam to dopiero po kilku minutach.
- Co teraz? - zapytałam.
- Wracamy do domu. - uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę.
I tak wkrótce wsiedliśmy na sanie Mikołaja i ruszyliśmy do Arendelle. Ciągle ciężko mi uwierzyć, że Mrok po prostu został pokonany, że nigdy już nie wkradnie się w moje sny. Ale pewnie z czasem zdołam przyjąć to do wiadomości i znów cieszyć się wszystkim co mnie otacza.
Nareszcie wszystko wróci do normy.
- Elsa.
środa, 4 maja 2016
Obowiązki, obowiązki i zamartwienia
Hejo,
Przepraszam was że nie pisałam, ale znów zajmowałam się królestwem i Leną, ponieważ Kristoff pilnie wyjechał do trolli. Cały dzień zajmowałam się królestwem i Leną, a wieczorami zamartwiałam się o Elsę i Jack' a, siedziałam w ich sypialni i czytałam listy od Elsy, obiecując sobie że odpiszę na następny dzień, ale byłam zbyt zajęta.
- Księżniczko, ludność chce się z tobą widzieć.- powiedziała służąca wchodząc do mojej sypialni.
- Niech zbiorą się na dziedzincu.- powiedziałam i zaczęłam się ubierać.- Drodzy poddani, wiem tylko tyle że królowa jest bezpieczna i nic jej nie grozi, ale nie jest pewna co z królem, ponieważ nie są ukryci w jednej kryjówce.
Po południu siedziałam prz dokumentach i nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam, wiem że przyszała jedna ze służących i pomogła mi przejść do sypialni.
- Anna
Przepraszam was że nie pisałam, ale znów zajmowałam się królestwem i Leną, ponieważ Kristoff pilnie wyjechał do trolli. Cały dzień zajmowałam się królestwem i Leną, a wieczorami zamartwiałam się o Elsę i Jack' a, siedziałam w ich sypialni i czytałam listy od Elsy, obiecując sobie że odpiszę na następny dzień, ale byłam zbyt zajęta.
- Księżniczko, ludność chce się z tobą widzieć.- powiedziała służąca wchodząc do mojej sypialni.
- Niech zbiorą się na dziedzincu.- powiedziałam i zaczęłam się ubierać.- Drodzy poddani, wiem tylko tyle że królowa jest bezpieczna i nic jej nie grozi, ale nie jest pewna co z królem, ponieważ nie są ukryci w jednej kryjówce.
Po południu siedziałam prz dokumentach i nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam, wiem że przyszała jedna ze służących i pomogła mi przejść do sypialni.
- Anna
poniedziałek, 2 maja 2016
Bezpieczne miejsce...?
Witajcie,
Podbiegłam do drzwi. Stał w nich Jack.
- Elso... - odezwał się słabym głosem i objął mnie.
Odetchnęłam z ulgą i odwzajemniłam uścisk.
- Co z Mrokiem? - zapytałam. - Gdzie wszyscy inni?
- Oni... - zawahał się. - ...nie żyją.
- Co ty mówisz.. - zakryłam usta dłońmi.
Spuścił wzrok i pokręcił głową.
- Mrok jest za silny. Zdołałem uciec w ostatnim momencie. Musimy uciekać.
Chciał znów mnie objąć, ale odsunęłam się lekko.
- Elso, nie wygłupiaj się, nie ma czasu. - odezwał się.
Spojrzałam mu w oczy. Nie, to nie były te same oczy. Nie było w nich wesołych, lodowych iskierek. Nie było w nich miłości.
- Wezmę cię w bezpieczne miejsce. - dotknął mojego brzucha patrząc mi w oczy.
- Nie dotykaj mnie. - odepchnęłam go. - To nie ty... ty....
W tym momencie Jack przestał wyglądać jak Jack. Ogarnęła go czarna mgła i po chwili stał przede mną Czarny Pan.
- Co z nim zrobiłeś?! - krzyknęłam.
Zaśmiał się upiornie. Bez zastanowienia posłałam w jego stronę lodowy strumień. Dosięgnął go, Mrok rozpłynął się w powietrzu. Wiedziałam jednak, że jest o wiele za silny, aby coś takiego mogło go powstrzymać.
- Pokaż się. - wycedziłam. - Po coś tu przylazł?
- Przyszedłem, Elso, aby zabrać cię w bezpieczne miejsce. - usłyszałam jego głos za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam jak uśmiecha się strasznie. Byłam gotowa przymrozić go do podłogi, ale wiedziałam, że się na to nie nabierze.
- Bezpieczne miejsce? - zadrwiłam. - Co może cię obchodzić moje bezpieczeństwo?
- Och, Elso, już to przerabialiśmy, powinnaś była wiedzieć. - machnął ręką ze zniecierpliwieniem. - Chcę dać szansę tobie i twojemu dziecku. Niech rozwija się od początku tak jak powinno. Zadbam aby jego moc...
W tej chwili usłyszeliśmy trzask otwieranych drzwi.
- Zostaw ją w spokoju!! - usłyszałam Jack'a i po chwili rozdzielił mnie i Mroka.
Za nim nabiegli pozostali Strażnicy. Piasek podleciał do mnie szybko i pociągnął mnie za rękę.
- Musisz się ukryć, Piasek cię zaprowadzi. - rzucił do mnie Mikołaj po czym stanął obok Jack'a, tak samo jak Zając Wielkanocny i Wróżka Zębowa.
Piaskowy Ludek zaprowadził mnie kilka poziomów na dół do jednego z pokoi. Pokazał mi abym tu została, po czym odleciał.
- Elsa.
Podbiegłam do drzwi. Stał w nich Jack.
- Elso... - odezwał się słabym głosem i objął mnie.
Odetchnęłam z ulgą i odwzajemniłam uścisk.
- Co z Mrokiem? - zapytałam. - Gdzie wszyscy inni?
- Oni... - zawahał się. - ...nie żyją.
- Co ty mówisz.. - zakryłam usta dłońmi.
Spuścił wzrok i pokręcił głową.
- Mrok jest za silny. Zdołałem uciec w ostatnim momencie. Musimy uciekać.
Chciał znów mnie objąć, ale odsunęłam się lekko.
- Elso, nie wygłupiaj się, nie ma czasu. - odezwał się.
Spojrzałam mu w oczy. Nie, to nie były te same oczy. Nie było w nich wesołych, lodowych iskierek. Nie było w nich miłości.
- Wezmę cię w bezpieczne miejsce. - dotknął mojego brzucha patrząc mi w oczy.
- Nie dotykaj mnie. - odepchnęłam go. - To nie ty... ty....
W tym momencie Jack przestał wyglądać jak Jack. Ogarnęła go czarna mgła i po chwili stał przede mną Czarny Pan.
- Co z nim zrobiłeś?! - krzyknęłam.
Zaśmiał się upiornie. Bez zastanowienia posłałam w jego stronę lodowy strumień. Dosięgnął go, Mrok rozpłynął się w powietrzu. Wiedziałam jednak, że jest o wiele za silny, aby coś takiego mogło go powstrzymać.
- Pokaż się. - wycedziłam. - Po coś tu przylazł?
- Przyszedłem, Elso, aby zabrać cię w bezpieczne miejsce. - usłyszałam jego głos za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam jak uśmiecha się strasznie. Byłam gotowa przymrozić go do podłogi, ale wiedziałam, że się na to nie nabierze.
- Bezpieczne miejsce? - zadrwiłam. - Co może cię obchodzić moje bezpieczeństwo?
- Och, Elso, już to przerabialiśmy, powinnaś była wiedzieć. - machnął ręką ze zniecierpliwieniem. - Chcę dać szansę tobie i twojemu dziecku. Niech rozwija się od początku tak jak powinno. Zadbam aby jego moc...
W tej chwili usłyszeliśmy trzask otwieranych drzwi.
- Zostaw ją w spokoju!! - usłyszałam Jack'a i po chwili rozdzielił mnie i Mroka.
Za nim nabiegli pozostali Strażnicy. Piasek podleciał do mnie szybko i pociągnął mnie za rękę.
- Musisz się ukryć, Piasek cię zaprowadzi. - rzucił do mnie Mikołaj po czym stanął obok Jack'a, tak samo jak Zając Wielkanocny i Wróżka Zębowa.
Piaskowy Ludek zaprowadził mnie kilka poziomów na dół do jednego z pokoi. Pokazał mi abym tu została, po czym odleciał.
- Elsa.
sobota, 30 kwietnia 2016
Niech oni już wrócą. Błagam.
Witajcie,
Jak wiecie od kilku dni siedzę na Biegunie Północnym. Jeszcze do wczoraj nie miałam zupełnie żadnych wieści od Jack'a, ani od żadnego ze Strażników, toteż możecie wyobrazić sobie moje przerażenie. Praktycznie nie wychodziłam z przyznaczonej mi sypialni. Starałam się spać - we śnie nie mogę myśleć-, ale sen nie przychodził łatwo, szczerze nie spałam prawie wcale. A nawet gdy udało mi się zmrużyć oczy, śniły mi się koszmary tak straszne, że zrywałam się z nich z krzykiem. Wiedziałam, że nie jestem tu sama - Mikołaj ma mnóstwo pomocników i pracowników, yeti i elfy, ale wiedziałam, że oni mi nie pomogą. Potrzebowałam Jack'a. Czułego uścisku. Pisałam wiele razy do Anny z zapytaniem co w Arendelle, ale nie odpisała. Zapewne zajmuje się królewskimi sprawami, albo Leną.
Tak czy inaczej, byłam samotna i przerażona. Gdy wczorajszego wieczoru przyniesiono mi list chwyciłam go rozentuzjazmowana i usiadłam przed kominkiem. Rozerwałam kopertę, która pokryła się szronem.
Droga Elso,
Rozdzieliliśmy się na dwie grupy, aby zaskoczyć Mroka w jego kryjówce. Jack poszedł z Piaskiem, a ja, Zając i Ząbek zostaliśmy z przodu. Od dłuższego czasu nie mamy od nich wiadomości. Nie wrócili. Dziś pójdziemy za nimi, postaramy się ich znaleźć. Poinformujemy Cię o przebiegu zdarzeń.
- North
Rozdzielili się. Poszli osobno. Kto wpadł na ten pomysł?! Dlaczego?! Dlaczego Jack... Jack zniknął. Nie mają od niego wiadomości. Nie wrócił.
Ukryłam twarz w dłoniach. List tylko pogłębił moje obawy. Niech oni już wrócą. Błagam.
W tej chwili usłyszałam skrzypienie otwieranych drzwi.
- Elsa.
Jak wiecie od kilku dni siedzę na Biegunie Północnym. Jeszcze do wczoraj nie miałam zupełnie żadnych wieści od Jack'a, ani od żadnego ze Strażników, toteż możecie wyobrazić sobie moje przerażenie. Praktycznie nie wychodziłam z przyznaczonej mi sypialni. Starałam się spać - we śnie nie mogę myśleć-, ale sen nie przychodził łatwo, szczerze nie spałam prawie wcale. A nawet gdy udało mi się zmrużyć oczy, śniły mi się koszmary tak straszne, że zrywałam się z nich z krzykiem. Wiedziałam, że nie jestem tu sama - Mikołaj ma mnóstwo pomocników i pracowników, yeti i elfy, ale wiedziałam, że oni mi nie pomogą. Potrzebowałam Jack'a. Czułego uścisku. Pisałam wiele razy do Anny z zapytaniem co w Arendelle, ale nie odpisała. Zapewne zajmuje się królewskimi sprawami, albo Leną.
Tak czy inaczej, byłam samotna i przerażona. Gdy wczorajszego wieczoru przyniesiono mi list chwyciłam go rozentuzjazmowana i usiadłam przed kominkiem. Rozerwałam kopertę, która pokryła się szronem.
Droga Elso,
Rozdzieliliśmy się na dwie grupy, aby zaskoczyć Mroka w jego kryjówce. Jack poszedł z Piaskiem, a ja, Zając i Ząbek zostaliśmy z przodu. Od dłuższego czasu nie mamy od nich wiadomości. Nie wrócili. Dziś pójdziemy za nimi, postaramy się ich znaleźć. Poinformujemy Cię o przebiegu zdarzeń.
- North
Rozdzielili się. Poszli osobno. Kto wpadł na ten pomysł?! Dlaczego?! Dlaczego Jack... Jack zniknął. Nie mają od niego wiadomości. Nie wrócił.
Ukryłam twarz w dłoniach. List tylko pogłębił moje obawy. Niech oni już wrócą. Błagam.
W tej chwili usłyszałam skrzypienie otwieranych drzwi.
- Elsa.
wtorek, 26 kwietnia 2016
Dni oczekiwania..
Witajcie,
Od kilku dni spędzam całe dnie i noce szwendając się po korytarzach ogromnego domu Mikołaja. Jack przyleciał po mnie w piątek, a później mogliśmy spędzić weekend razem. Przez większość czasu tuliłam się do niego mocno, a on powtarzał, że wszystko będzie dobrze. Gdybym tak po prostu potrafiła w to uwierzyć. Gdybym tak po prostu potrafiła uwierzyć, że pokona Czarnego Pana i wróci do mnie cały i zdrowy. Niestety mimo, że byłam pełna obaw, musiałam.. po prostu pozwolić mu odlecieć. W poniedziałek rano wszyscy Strażnicy zebrali się, naradzili krótko, wsiedli do sań Northa i odlecieli.
- Śnieżynko... - zaczął Jack gdy zobaczył moją - zapewne bladą jak ściana - twarz, gdy wyszłam się z nim pożegnać.
Nie powiedziałam nic, tylko objęłam rękami jego szyję i oparłam czoło o jego pierś.
- Widzimy się za... - zastanowił się chwilę nie przestając uśmiechać się lekko. - Kilka dni? Bardzo niedużo. Dasz sobie radę, na pewno. Problem w tym, że... - podniosłam na niego wzrok. - ...ja mogę nie dać.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go, a on od razu czule odwzajemnił pocałunek. Następnie dotknął mojego brzucha.
- Opiekuj się mamą. - szepnął.
Posłał mi ostatnie, pełne miłości, ale też trochę chytre (jak na Jack'a przystało) spojrzenie i wskoczył na sanie. Stałam w śniegu tak długo, aż czarny punkcik na niebie zupełnie nie zniknął, po czym wróciłam przed kominek. I tak zaczęły się okropne, pełne napięcia dni oczekiwania...
- Elsa.
Od kilku dni spędzam całe dnie i noce szwendając się po korytarzach ogromnego domu Mikołaja. Jack przyleciał po mnie w piątek, a później mogliśmy spędzić weekend razem. Przez większość czasu tuliłam się do niego mocno, a on powtarzał, że wszystko będzie dobrze. Gdybym tak po prostu potrafiła w to uwierzyć. Gdybym tak po prostu potrafiła uwierzyć, że pokona Czarnego Pana i wróci do mnie cały i zdrowy. Niestety mimo, że byłam pełna obaw, musiałam.. po prostu pozwolić mu odlecieć. W poniedziałek rano wszyscy Strażnicy zebrali się, naradzili krótko, wsiedli do sań Northa i odlecieli.
- Śnieżynko... - zaczął Jack gdy zobaczył moją - zapewne bladą jak ściana - twarz, gdy wyszłam się z nim pożegnać.
Nie powiedziałam nic, tylko objęłam rękami jego szyję i oparłam czoło o jego pierś.
- Widzimy się za... - zastanowił się chwilę nie przestając uśmiechać się lekko. - Kilka dni? Bardzo niedużo. Dasz sobie radę, na pewno. Problem w tym, że... - podniosłam na niego wzrok. - ...ja mogę nie dać.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go, a on od razu czule odwzajemnił pocałunek. Następnie dotknął mojego brzucha.
- Opiekuj się mamą. - szepnął.
Posłał mi ostatnie, pełne miłości, ale też trochę chytre (jak na Jack'a przystało) spojrzenie i wskoczył na sanie. Stałam w śniegu tak długo, aż czarny punkcik na niebie zupełnie nie zniknął, po czym wróciłam przed kominek. I tak zaczęły się okropne, pełne napięcia dni oczekiwania...
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)