Witajcie,
Wczoraj wieczorem wróciłam z Evenness, z obrad władców. Na szczęście przez cały czas czułam się dobrze, a właściwie świetnie, a to głównie dzięki kilkunastu listom wysyłanym przez Jack'a na dzień. I nie liczyło się dla mnie to, że na większości z nich były tylko cztery litery, sam fakt, że mój mąż do mnie pisze sprawiał, że robiło mi się ciepło, gdzieś w środku.
Tak naprawdę zbyt wiele nie uradziliśmy na obradach. Przybyło właściwie zaledwie kilku władców, ale królowa Evenness zmieniła polityczne spotkanie w miłe kilka dni z ludźmi, którzy zajmują się mniej więcej tym samym. Ogólnie królowa jest bardzo przyjacielska i ma poczucie humoru, choć jest starsza ode mnie o kilka lat. Nazywa się Stenbra, ma długie, ciemne włosy, śniadą cerę i mądre, szare oczy. Powitała mnie bardzo ciepło, pogratulowała, a nawet oprowadziła po swojej mieścinie. Evenness jest trochę mniejsze od Arendelle, ale również jest położone tuż na wybrzeżu Morza Północnego. Na obrady przybyli również inni władcy - w tym Merida, jako przedstawicielka rodziny królewskiej Dun Broch, Czkawka jako wódz Berk oraz moja ciotka jako królowa Korony. Większość czasu wspólnie spędziliśmy na spokojnych rozmowach, każdy z władców mógł wypowiedzieć się na temat warunków w jego państwie, poprosić o ewentualną pomoc, a nawet na coś się poskarżyć. Jednak wypowiedź pewnej królewny z Misthaven omal nie przyprawiła mnie, Meridy i Czkawki o atak śmiechu. Powiedziała bowiem..:
- Jakiś czas temu, dość dawno, mój kraj zmagał się z okropnym typem. Pewnego wieczoru przybył na audiencję jakiś młody mężczyzna. Później wpadłam na niego pod murami zamku i przyczepił się do mnie jak rzep psiego ogona. Ciągle narzekał, że ma dwunastu braci, że był w młodości bardzo biedny, bo większość z nich udawała, że nie istnieje, że jest księciem Nasturii... bleble. Udawałam, że bardzo mnie to interesuje, bo nie chciałam być niemiła. Miałam nadzieję, że w końcu się odczepi, a on zamiast tego...
- Oświadczył się? - weszłam jej w słowo nie umiejąc powstrzymać się od śmiechu.
- Tak! - królewna zaśmiała się również, ale wyglądała na zaskoczoną, więc opowiedziałam wszystkim jakie rzeczy Hans robił u nas kilka lat temu.
Później dość długo go obgadywaliśmy. W końcu nadszedł ostatni dzień, pożegnałam się ze wszystkimi i weszłam na pokład statku z Arendelle. Gdy wróciłam, jak się pewnie domyślacie, zostałam prawie uduszona przez niekończące się uściski siosty, męża, a nawet szwagra, aż w końcu siostrzenicy. Teraz muszę trochę odpocząć.
- Elsa.
niedziela, 5 czerwca 2016
czwartek, 2 czerwca 2016
Dzień dziecka
Hejo,
Wybaczcie mi, że nie pisałam, ale szykowałam wszystko na dzień dziecka dla mojej kochanej córeczki Lenci. Wczoraj jak wiecie był dzień dziecka, więc rano wstałam i mając nadzieję że urządzę piękny mini bal dla mojej księżniczki podeszłam do okna, jednak strasznie padało, więc obudziłam Kristoff' a.
- Musimy wszystko przygotować w sali balowej.
- No dobrze, już wstaję.- i wstał po czym ubrał się i poszedł na dół wszystko poukładać, a ja wyszykowałam moją córeczkę i po godzinie zeszłyśmy na dół. A tam czekał Kristoff z Jack' iem i mnóstwem prezentów dla Leny od wszystkich wujków i cioć oraz ode mnie i Kristoff' a.
- Podoba ci się skarbie?- spytałam.
- Mama.- powiedziała i przytuliła się do mnie, po czym kazała opuścić się na podłogę i podeszła do Kristoff' a.- Tata.- i przytuliła go.- Wujek.- tym razem podeszła do Jack' a, a ten porwał ją w powietrze.
- To co smyku, polatamy trochę po zamku.
- Tak, tak.- krzyczała Lena na cały zamek. Ogólnie to cały dzień miną nam na zabawianiu Leny i rozpakowywaniu prezentów, ale kiedy przyszła pora na pójście spać, Lena już spała w ramionach Jack' a.
- Wezmę ją.- odebrałam ją z jego ramion.- Ostatnio chyba nie śpisz, co?
- Mhm.
- To idź spać.- powiedział Kristoff.
- Nie mogę, mam dużo dokumentów do podpisania i listów do przeczytania, a nie chcę żeby Elsa przyjechała i od razu zabrała się za nie.- powiedział już prawie usypiając.
- Jack idź się położyć, a ja przeczytam i poodpisuję na listy, a ty jutro jak wstaniesz zrobisz porządek w dokumentach.- odpowiedziałam.
- No dobrze.- i poszedł do sypialni, a ja oddałam Lenę Kristoff' owi i poszłam do gabinetu Elsy.
Czytałam i odpisywałam na listy, a potem trochę poukładałam papierów, niektóre dokumenty nie były do podpisania tylko do schowania, więc je schowałam i nie wiem kiedy wróciłam do sypialnie i nie zdążyłam się przebrać.
- Anna
Wybaczcie mi, że nie pisałam, ale szykowałam wszystko na dzień dziecka dla mojej kochanej córeczki Lenci. Wczoraj jak wiecie był dzień dziecka, więc rano wstałam i mając nadzieję że urządzę piękny mini bal dla mojej księżniczki podeszłam do okna, jednak strasznie padało, więc obudziłam Kristoff' a.
- Musimy wszystko przygotować w sali balowej.
- No dobrze, już wstaję.- i wstał po czym ubrał się i poszedł na dół wszystko poukładać, a ja wyszykowałam moją córeczkę i po godzinie zeszłyśmy na dół. A tam czekał Kristoff z Jack' iem i mnóstwem prezentów dla Leny od wszystkich wujków i cioć oraz ode mnie i Kristoff' a.
- Podoba ci się skarbie?- spytałam.
- Mama.- powiedziała i przytuliła się do mnie, po czym kazała opuścić się na podłogę i podeszła do Kristoff' a.- Tata.- i przytuliła go.- Wujek.- tym razem podeszła do Jack' a, a ten porwał ją w powietrze.
- To co smyku, polatamy trochę po zamku.
- Tak, tak.- krzyczała Lena na cały zamek. Ogólnie to cały dzień miną nam na zabawianiu Leny i rozpakowywaniu prezentów, ale kiedy przyszła pora na pójście spać, Lena już spała w ramionach Jack' a.
- Wezmę ją.- odebrałam ją z jego ramion.- Ostatnio chyba nie śpisz, co?
- Mhm.
- To idź spać.- powiedział Kristoff.
- Nie mogę, mam dużo dokumentów do podpisania i listów do przeczytania, a nie chcę żeby Elsa przyjechała i od razu zabrała się za nie.- powiedział już prawie usypiając.
- Jack idź się położyć, a ja przeczytam i poodpisuję na listy, a ty jutro jak wstaniesz zrobisz porządek w dokumentach.- odpowiedziałam.
- No dobrze.- i poszedł do sypialni, a ja oddałam Lenę Kristoff' owi i poszłam do gabinetu Elsy.
Czytałam i odpisywałam na listy, a potem trochę poukładałam papierów, niektóre dokumenty nie były do podpisania tylko do schowania, więc je schowałam i nie wiem kiedy wróciłam do sypialnie i nie zdążyłam się przebrać.
- Anna
niedziela, 29 maja 2016
Wyjazd.. polityczny?
Witajcie,
Ostatnio jak wiecie Anna w najlepsze świętowała Dzień Matki, oraz jak mi się wydaje odpowiedziała na wasze pytania do niej. Ja za to rozmawiałam z Jack'iem. Powiedział, że walczyli z Mrokiem, w pewnym momencie bardziej przypadkiem niż celowo ich moce jakby połączyły się i wspólnie z ogromną siłą uderzyły w Czarnego Pana. Przez chwilę stał bez ruchu, potem uśmiechnął się strasznie po raz ostatni i rozpłynął się w czarnej mgle. Szczerze mówiąc jak dla mnie nie brzmi to jak unicestwienie go na dobre, ale nic nie powiedziałam. Na razie jesteśmy bezpieczni... to jest ważne.
Dziś rano przyszedł do mnie list z zamorskiej krainy Evenness, abym przybyła na wspólne obrady okolicznych władców. Dobrze wiedziałam, że Jack w życiu mnie nie puści, ale takie obrady są organizowane raz na pięć lat, są bardzo ważne i naprawdę powinnam tam być. Po śniadaniu zagadałam więc do niego:
- Jack...
Przysunął swoje krzesło i spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem gotowy wypytać o wszystkie dolegliwości jakie mogłabym mieć.
- Nie, nic mi nie jest! - dodałam więc szybko. - Chodzi o to, że na wschodzie królowa pewnej krainy organizuje bardzo ważny... zjazd wszystkich władców z okolicy.
Nie przerwał mi, więc mówiłam dalej:
- Otrzymałam oficjalny list z zaproszeniem. To naprawdę ważne, żebym tam była.
Westchnął i chwycił mnie za rękę.
- Kiedy? - zapytał.
- Jutro... - odrzekłam bardzo cicho, nie wiem dlaczego odczuwając wstyd za to co mówię.
Spojrzał na mnie i pocałował mnie.
- Jedź. Tylko weź ze sobą lekarkę... albo lekarza, albo najlepiej pięciu. - powiedział.
Uniosłam brwi.
- Zgadzasz się?
- Tak. - zaśmiał się.
- Jack! Dziękuję! Wezmę lekarzy! - zaśmiałam się również i przytuliłam go, ale po chwili odsunęłam się z niepewną miną. - Ale wiesz, że to może trwać nawet tydzień..? W każdy dzień dyskutujemy na inny temat i...
- Dobrze, dobrze. - uśmiechnął się. - Ale jeśli tylko poczujesz się gorzej... statek powrotny, rozumiemy się?
Kiwnęłam głową i przytuliłam go znowu.
Także cóż... jutro wypływam. Nie wiem ile dokładnie mnie nie będzie, ale z pewnością kilka dni. Zostawiam więc naszego bloga w opiece Ani, na czas kiedy będę poza Arendelle. Trzymajcie się ciepło :)
- Elsa.
Ostatnio jak wiecie Anna w najlepsze świętowała Dzień Matki, oraz jak mi się wydaje odpowiedziała na wasze pytania do niej. Ja za to rozmawiałam z Jack'iem. Powiedział, że walczyli z Mrokiem, w pewnym momencie bardziej przypadkiem niż celowo ich moce jakby połączyły się i wspólnie z ogromną siłą uderzyły w Czarnego Pana. Przez chwilę stał bez ruchu, potem uśmiechnął się strasznie po raz ostatni i rozpłynął się w czarnej mgle. Szczerze mówiąc jak dla mnie nie brzmi to jak unicestwienie go na dobre, ale nic nie powiedziałam. Na razie jesteśmy bezpieczni... to jest ważne.
Dziś rano przyszedł do mnie list z zamorskiej krainy Evenness, abym przybyła na wspólne obrady okolicznych władców. Dobrze wiedziałam, że Jack w życiu mnie nie puści, ale takie obrady są organizowane raz na pięć lat, są bardzo ważne i naprawdę powinnam tam być. Po śniadaniu zagadałam więc do niego:
- Jack...
Przysunął swoje krzesło i spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem gotowy wypytać o wszystkie dolegliwości jakie mogłabym mieć.
- Nie, nic mi nie jest! - dodałam więc szybko. - Chodzi o to, że na wschodzie królowa pewnej krainy organizuje bardzo ważny... zjazd wszystkich władców z okolicy.
Nie przerwał mi, więc mówiłam dalej:
- Otrzymałam oficjalny list z zaproszeniem. To naprawdę ważne, żebym tam była.
Westchnął i chwycił mnie za rękę.
- Kiedy? - zapytał.
- Jutro... - odrzekłam bardzo cicho, nie wiem dlaczego odczuwając wstyd za to co mówię.
Spojrzał na mnie i pocałował mnie.
- Jedź. Tylko weź ze sobą lekarkę... albo lekarza, albo najlepiej pięciu. - powiedział.
Uniosłam brwi.
- Zgadzasz się?
- Tak. - zaśmiał się.
- Jack! Dziękuję! Wezmę lekarzy! - zaśmiałam się również i przytuliłam go, ale po chwili odsunęłam się z niepewną miną. - Ale wiesz, że to może trwać nawet tydzień..? W każdy dzień dyskutujemy na inny temat i...
- Dobrze, dobrze. - uśmiechnął się. - Ale jeśli tylko poczujesz się gorzej... statek powrotny, rozumiemy się?
Kiwnęłam głową i przytuliłam go znowu.
Także cóż... jutro wypływam. Nie wiem ile dokładnie mnie nie będzie, ale z pewnością kilka dni. Zostawiam więc naszego bloga w opiece Ani, na czas kiedy będę poza Arendelle. Trzymajcie się ciepło :)
- Elsa.
piątek, 27 maja 2016
Dzień Matki :D
Hejo,
Ostatnio Elsa powiedziała mi że pytaliście, czy ja i Kristoff planujemy drugie dziecko, a więc miałam powiedzieć że nie, ale po Dniu Matki, przeprowadziłam z Kristoff' em poważną rozmowę, ale najpierw o wspomnianym już wcześniej Dniu Matki.
Rano gdy wstałam, spostrzegłam że nie ma Kristoff' a, a do mojego pokoju od razu weszła służąca z tacą na której były rogale, dżem i oczywiście czekolada :D
- Pan Kristoff, przyrządził wraz z małą Księżniczką śniadanie, a w łazience czeka już kąpiel i czyste ubrania, oraz proszą, aby Księżniczka, po śniadaniu i kąpieli zeszła na herbatkę do ogrodu.- powiedziała i wyszła, a ja zabrałam się za jedzenie, a później poszłam do wanny. Kiedy wyszłam uczesałam sobie jednego kłosa z tyłu i zrobiłam sobie delikatny makijaż, a potem zobaczyłam sukienkę, była to przepiękna zielona sukienka na ramiączkach do kolan z zieloną koronką od pasa w dół ( to na pewno nie była jakaś moja sukienka tylko za pewne prezent na Dzień Matki), a do kompletu były białe pantofelki na małym obcasiku, a na mojej toaletce leżała srebrna biżuteria ze szmaragdami i liścikiem " To nie jest na Dzień Matki i nie jest od Lenci, tylko od Tajemniczego Wielbiciela", założyłam biżuterię i wyszłam na korytarz, a tam zaczepiła mnie Elsa i powiedziała o waszym pytaniu, ale kiedy nie odpowiadałam uśmiechnęła się i poszła do gabinetu, a ja poszłam do ogrodu, gdzie czekała na mnie pyszna herbatka i ciasteczka. Później bawiliśmy się z Leną w ogrodzie, dopóki nie zrobiło się ciemno i wróciliśmy do pałacu. Lena była tak zmęczona że usnęła w ramionach Kristoff' a, jeszcze na korytarzu. On zaniósł ją do pokoju, a ja przebrałam się do koszuli nocnej i położyłam się do łóżka.
- Kristoff?- zaczęłam naszą " poważną rozmowę".
- Mhm.
- Bo wiesz, nie którzy zastanawiają się czy my myślimy o drugim dziecku.- chyba go zatkało, bo długo nie odpowiadał.
- Aniu, może jak Lena dorośnie.- odpowiedział w końcu.
- To znaczy, jak dorośnie?
- No jak będzie już prawie samodzielna, nie możemy zajmować się nią i noworotkiem, a poza tym teraz jeszcze Elsa urodzi i na pewno będzie jej potrzebna twoja pomoc.
- Ale nie cały czas.- trochę mnie wkurzyła ta wymówka.
- No dobrze, ale nie zapominaj że przy małym dziecku, zaczniesz zaniedbywać Lenkę.
- To ile mam czekać. Kristoff, ja chce mieć drugie dziecko!- wykrzyczałam mu to w twarz.
- Dobrze, już dobrze, pomyślimy o drugim dziecku, jak tylko Lena skończy dwa lata.- ta odpowiedź mnie usatysfakcjonowała, w końcu Lena ma dwa lata już za niedługo i z tą myślą poszłam spać.
- Anna
Ostatnio Elsa powiedziała mi że pytaliście, czy ja i Kristoff planujemy drugie dziecko, a więc miałam powiedzieć że nie, ale po Dniu Matki, przeprowadziłam z Kristoff' em poważną rozmowę, ale najpierw o wspomnianym już wcześniej Dniu Matki.
Rano gdy wstałam, spostrzegłam że nie ma Kristoff' a, a do mojego pokoju od razu weszła służąca z tacą na której były rogale, dżem i oczywiście czekolada :D
- Pan Kristoff, przyrządził wraz z małą Księżniczką śniadanie, a w łazience czeka już kąpiel i czyste ubrania, oraz proszą, aby Księżniczka, po śniadaniu i kąpieli zeszła na herbatkę do ogrodu.- powiedziała i wyszła, a ja zabrałam się za jedzenie, a później poszłam do wanny. Kiedy wyszłam uczesałam sobie jednego kłosa z tyłu i zrobiłam sobie delikatny makijaż, a potem zobaczyłam sukienkę, była to przepiękna zielona sukienka na ramiączkach do kolan z zieloną koronką od pasa w dół ( to na pewno nie była jakaś moja sukienka tylko za pewne prezent na Dzień Matki), a do kompletu były białe pantofelki na małym obcasiku, a na mojej toaletce leżała srebrna biżuteria ze szmaragdami i liścikiem " To nie jest na Dzień Matki i nie jest od Lenci, tylko od Tajemniczego Wielbiciela", założyłam biżuterię i wyszłam na korytarz, a tam zaczepiła mnie Elsa i powiedziała o waszym pytaniu, ale kiedy nie odpowiadałam uśmiechnęła się i poszła do gabinetu, a ja poszłam do ogrodu, gdzie czekała na mnie pyszna herbatka i ciasteczka. Później bawiliśmy się z Leną w ogrodzie, dopóki nie zrobiło się ciemno i wróciliśmy do pałacu. Lena była tak zmęczona że usnęła w ramionach Kristoff' a, jeszcze na korytarzu. On zaniósł ją do pokoju, a ja przebrałam się do koszuli nocnej i położyłam się do łóżka.
- Kristoff?- zaczęłam naszą " poważną rozmowę".
- Mhm.
- Bo wiesz, nie którzy zastanawiają się czy my myślimy o drugim dziecku.- chyba go zatkało, bo długo nie odpowiadał.
- Aniu, może jak Lena dorośnie.- odpowiedział w końcu.
- To znaczy, jak dorośnie?
- No jak będzie już prawie samodzielna, nie możemy zajmować się nią i noworotkiem, a poza tym teraz jeszcze Elsa urodzi i na pewno będzie jej potrzebna twoja pomoc.
- Ale nie cały czas.- trochę mnie wkurzyła ta wymówka.
- No dobrze, ale nie zapominaj że przy małym dziecku, zaczniesz zaniedbywać Lenkę.
- To ile mam czekać. Kristoff, ja chce mieć drugie dziecko!- wykrzyczałam mu to w twarz.
- Dobrze, już dobrze, pomyślimy o drugim dziecku, jak tylko Lena skończy dwa lata.- ta odpowiedź mnie usatysfakcjonowała, w końcu Lena ma dwa lata już za niedługo i z tą myślą poszłam spać.
- Anna
wtorek, 24 maja 2016
Odpowiedzi na Wasze pytania
Witajcie,
W dzisiejszym poście odpowiem na Wasze pytania (na te skierowane do mnie i na te, na które jestem w stanie odpowiedzieć).
1. Dwa razy zapytaliście czy Anna i Kristoff planują drugie dziecko - cóż, nie mogę Wam odpowiedzieć, bo nie mam zielonego pojęcia, ale może Ania w następnym poście coś Wam powie na ten temat :).
2. Również dwukrotnie kierowaliście swoje pytania do Jack'a, a mianowicie pytania dotyczące pokonania Mroka. Sama wiem na ten temat dokładnie tyle ile Wy, więc nie mogę Wam odpowiedzieć, a Jack (tu odpowiem poniekąd na kolejne pytanie dotyczące mojego kochanego męża) niestety raczej już nigdy nic nie napisze, nie wiem do końca dlaczego. Może spytam go o to w najbliższym czasie jak i o pokonanie Mroka.
3. Na szczęście kierowaliście również pytania do mnie :). Po pierwsze spytaliście, w którym miesiącu ciąży jestem. Otóż o ciąży dowiedziałam się na początku grudnia, a więc wychodzi na to, że to mniej więcej szósty miesiąc. Po drugie spytaliście czy mam pomysł na imiona dla dzieci (albo dziecka!). Otóż nie znam płci i postanowiłam, że nie chcę jej poznać, wolę mieć niespodziankę, toteż nie wiem czy zastanawiać się nad imionami żeńskimi czy męskimi. Oczywiście mam kilka ulubionych, ale sądzę, że ostatecznie ustalimy je wspólnie z Jack'iem, a może nawet Anną. Myślę, że mamy jeszcze czas na zastanowienia ale cały czas oczywiście jestem otwarta na Wasze propozycje :).
Cóż, to chyba wszystko, mam nadzieję, że odpowiedzi w miarę Was satysfakcjonują, jakby co to mówcie :).
- Elsa.
W dzisiejszym poście odpowiem na Wasze pytania (na te skierowane do mnie i na te, na które jestem w stanie odpowiedzieć).
1. Dwa razy zapytaliście czy Anna i Kristoff planują drugie dziecko - cóż, nie mogę Wam odpowiedzieć, bo nie mam zielonego pojęcia, ale może Ania w następnym poście coś Wam powie na ten temat :).
2. Również dwukrotnie kierowaliście swoje pytania do Jack'a, a mianowicie pytania dotyczące pokonania Mroka. Sama wiem na ten temat dokładnie tyle ile Wy, więc nie mogę Wam odpowiedzieć, a Jack (tu odpowiem poniekąd na kolejne pytanie dotyczące mojego kochanego męża) niestety raczej już nigdy nic nie napisze, nie wiem do końca dlaczego. Może spytam go o to w najbliższym czasie jak i o pokonanie Mroka.
3. Na szczęście kierowaliście również pytania do mnie :). Po pierwsze spytaliście, w którym miesiącu ciąży jestem. Otóż o ciąży dowiedziałam się na początku grudnia, a więc wychodzi na to, że to mniej więcej szósty miesiąc. Po drugie spytaliście czy mam pomysł na imiona dla dzieci (albo dziecka!). Otóż nie znam płci i postanowiłam, że nie chcę jej poznać, wolę mieć niespodziankę, toteż nie wiem czy zastanawiać się nad imionami żeńskimi czy męskimi. Oczywiście mam kilka ulubionych, ale sądzę, że ostatecznie ustalimy je wspólnie z Jack'iem, a może nawet Anną. Myślę, że mamy jeszcze czas na zastanowienia ale cały czas oczywiście jestem otwarta na Wasze propozycje :).
Cóż, to chyba wszystko, mam nadzieję, że odpowiedzi w miarę Was satysfakcjonują, jakby co to mówcie :).
- Elsa.
niedziela, 22 maja 2016
Wiosenne, ciepłe dni
Witajcie,
Wybaczcie, że długo nie odzywałyśmy się do Was, ale właściwie nie działo się nic zbyt godnego opisania. Pracowałam (bez wiedzy Jack'a), udzielałam audiencji i robiłam mnóstwo innych, nudnych, królewskich rzeczy. Anna za to razem z Kristoff'em i Leną obeszła chyba całe Arendelle. Cóż, nie dziwię się jej, pogoda zaczyna przybierać ciepły, chwilami nawet letni "charakter". Wraz z podwyższeniem temperatury, moja moc powolutku zaczyna słabnąć, ale nie bardzo się tym przejmuję. Po prostu śnieżynki, które wyczarowuję teraz topnieją trochę szybciej. Ale to nic, bo zawsze Jack wraz ze swoją laską jest blisko mnie i gdy robi mi się smutno na widok moich smętnych śnieżynek wyczarowuje mi wspaniałe lodowe bukiety i inne śnieżne cuda. Ogólnie - jest najukochańszy na świecie i spełnia wszystkie moje, choćby najmniejsze i najgłupsze zachcianki. Czasami mam lekkie wyrzuty sumienia, że za jego plecami siedzę nad papierkową robotą, czego z pewnością by nie pochwalił, ale... jestem królową, prawda?
Cóż, nie mam Wam za wiele do opisania, bo (na szczęście!) nic za bardzo się nie dzieje. Za to możecie zadać nam jakieś pytania w komentarzach, a ja, lub Ania postaramy się odpowiedzieć na nie w najbliższym poście - o ile nie zapomnimy. Takie... wynagrodzenie krótkich postów?
Tak czy inaczej - pytajcie śmiało ;)
- Elsa
PS Pamiętajcie, żeby przed każdym pytaniem napisać do kogo jest ono skierowane, bo się pogubimy :).
Wybaczcie, że długo nie odzywałyśmy się do Was, ale właściwie nie działo się nic zbyt godnego opisania. Pracowałam (bez wiedzy Jack'a), udzielałam audiencji i robiłam mnóstwo innych, nudnych, królewskich rzeczy. Anna za to razem z Kristoff'em i Leną obeszła chyba całe Arendelle. Cóż, nie dziwię się jej, pogoda zaczyna przybierać ciepły, chwilami nawet letni "charakter". Wraz z podwyższeniem temperatury, moja moc powolutku zaczyna słabnąć, ale nie bardzo się tym przejmuję. Po prostu śnieżynki, które wyczarowuję teraz topnieją trochę szybciej. Ale to nic, bo zawsze Jack wraz ze swoją laską jest blisko mnie i gdy robi mi się smutno na widok moich smętnych śnieżynek wyczarowuje mi wspaniałe lodowe bukiety i inne śnieżne cuda. Ogólnie - jest najukochańszy na świecie i spełnia wszystkie moje, choćby najmniejsze i najgłupsze zachcianki. Czasami mam lekkie wyrzuty sumienia, że za jego plecami siedzę nad papierkową robotą, czego z pewnością by nie pochwalił, ale... jestem królową, prawda?
Cóż, nie mam Wam za wiele do opisania, bo (na szczęście!) nic za bardzo się nie dzieje. Za to możecie zadać nam jakieś pytania w komentarzach, a ja, lub Ania postaramy się odpowiedzieć na nie w najbliższym poście - o ile nie zapomnimy. Takie... wynagrodzenie krótkich postów?
Tak czy inaczej - pytajcie śmiało ;)
- Elsa
PS Pamiętajcie, żeby przed każdym pytaniem napisać do kogo jest ono skierowane, bo się pogubimy :).
wtorek, 17 maja 2016
Bal, rozmowy i kąpiel
Witajcie,
Na ostatnim balu wszyscy bawiliśmy się niemal do rana i co wyjątkowo zaskakujące - nie przerwała go żadna katastrofa. Rano nasi przyjaciele wrócili do swoich domów, Anna wzięła się za usypianie Leny, a ja i Jack wykończeni tańcem, rozmowami i krótkimi przemowami do poddanych zasnęliśmy od razu w pięknych, balowych strojach. Obudziłam się pierwsza, koło czternastej. Poprosiłam jedną z służących o przygotowanie kąpieli, po czym na chwilę udałam się do siostry. Spała w bujanym fotelu, z córką na rękach, więc nie chciałam jej budzić. Już miałam wrócić do komnaty gdy zaczepił mnie Kristoff.
- Coś się stało? - zapytałam widząc jego przerażoną minę.
Pokręcił głową, ale po chwili kiwnął nią. Uniosłam brwi.
- Za chwilę dwudziesty szósty. - powiedział.
- No...
- Dzień Matki do jasnej ciasnej! - wrzasnął. - Muszę znaleźć coś dla Anny!
Przewróciłam oczami ze śmiechem.
- Powodzenia. - klepnęłam go w ramię po czym odeszłam zostawiając go z bezradną miną na środku korytarza.
Za niedługo Dzień Matki, no tak. Teoretycznie (i nawet praktycznie) nawet ja mogłabym już go obchodzić... Ale nie, trzymajmy się tego, że trzeba być matką w stu procentach. Być matką... Za niedługo naprawdę będzie mnie to dotyczyć. Czy naprawdę jestem na to gotowa? Pamiętam, że dopiero co przekonywałam Annę, że to ona sobie poradzi, ale... Sama już nie wiem.
Rozmyślając nad tym wszystkim sprawiłam przypadkiem, że woda w wannie pokryła się cienką warstwą lodu. Wyszłam więc i otuliłam się bawełnianym ręcznikiem. Nie mogę znów zacząć się zamartwiać, to może tylko pogorszyć sytuację.
Tylko skąd wiedzieć, że naprawdę... dam radę?
- Elsa.
Na ostatnim balu wszyscy bawiliśmy się niemal do rana i co wyjątkowo zaskakujące - nie przerwała go żadna katastrofa. Rano nasi przyjaciele wrócili do swoich domów, Anna wzięła się za usypianie Leny, a ja i Jack wykończeni tańcem, rozmowami i krótkimi przemowami do poddanych zasnęliśmy od razu w pięknych, balowych strojach. Obudziłam się pierwsza, koło czternastej. Poprosiłam jedną z służących o przygotowanie kąpieli, po czym na chwilę udałam się do siostry. Spała w bujanym fotelu, z córką na rękach, więc nie chciałam jej budzić. Już miałam wrócić do komnaty gdy zaczepił mnie Kristoff.
- Coś się stało? - zapytałam widząc jego przerażoną minę.
Pokręcił głową, ale po chwili kiwnął nią. Uniosłam brwi.
- Za chwilę dwudziesty szósty. - powiedział.
- No...
- Dzień Matki do jasnej ciasnej! - wrzasnął. - Muszę znaleźć coś dla Anny!
Przewróciłam oczami ze śmiechem.
- Powodzenia. - klepnęłam go w ramię po czym odeszłam zostawiając go z bezradną miną na środku korytarza.
Za niedługo Dzień Matki, no tak. Teoretycznie (i nawet praktycznie) nawet ja mogłabym już go obchodzić... Ale nie, trzymajmy się tego, że trzeba być matką w stu procentach. Być matką... Za niedługo naprawdę będzie mnie to dotyczyć. Czy naprawdę jestem na to gotowa? Pamiętam, że dopiero co przekonywałam Annę, że to ona sobie poradzi, ale... Sama już nie wiem.
Rozmyślając nad tym wszystkim sprawiłam przypadkiem, że woda w wannie pokryła się cienką warstwą lodu. Wyszłam więc i otuliłam się bawełnianym ręcznikiem. Nie mogę znów zacząć się zamartwiać, to może tylko pogorszyć sytuację.
Tylko skąd wiedzieć, że naprawdę... dam radę?
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)