sobota, 16 sierpnia 2014

Wyłaź.

Laska!
Jak wiecie Anna miała wypadek i od tego czasu Elsa siedzi u niej prawie cały czas. To nie jest zbyt fajne, bo jestem przez to skazany na towarzystwo Kristoffa. Lubię go i w ogóle, ale spędzanie z nim trzech dni to naprawdę na długi czas... Ciągle powtarza: "Jak nie chcą odwiedzin, to zostawmy je same. Prędzej czy później będą nas błagać o spotkanie.", albo zachęca mnie do oglądania meczu. Wczoraj wieczorem zgodziłem się obejrzeć jakiś mecz, ale szczerze lokalna drużyna to jakaś jedna wielka paranoja. Na dodatek nasz kochaniutki Kristoffek wyzywa mnie od gejów, bo noszę ciasne spodnie...
Ale nie tylko o to chodzi. Już od rana próbowałem jakoś zwrócić na siebie uwagę. Na marne.
Kupiłem kwiatki.
- Jack, dziękuję są piękne, ale muszę zrobić Ani śniadanie.
Kupiłem czekoladki.
- Dzięki Jack. Dam je Annie, ucieszy się.
Zrobiłem lodowisko z podłogi na korytarzu.
- Nie mam czasu na zabawę. Muszę zająć się siostrą.
Zrobiłem napis z róż "Kocham Cię Elso".
- Zobacz później. Idę do Anny.
Mam nadzieję, że Anna szybko wyzdrowieje i będę mógł się...całować z Elsą :D

- Jack

piątek, 15 sierpnia 2014

Ja ich kiedyś zabiję!

Witajcie,
Po tym jak Anna złamała rękę i prawie została kaleką nie odstępuję jej prawie na krok. Siostra jest mi bardzo wdzięczna, ale niestety nie każdemu się to podoba.
- Pozwól mi do niej wejść. - powiedział Kristoff gdy wyszłam z pokoju Anny po zaniesieniu jej obiadu.
- Anna nie chce z tobą rozmawiać. - odrzekłam, a było to absolutną prawdą. Anka nie chciała tłumaczyć Kristoff'owi co się stało.
- Ale ja muszę! - jęknął.
- Wcale nie. Daj jej spokój.
- Powiedz mi chociaż jak się czuje. - poprosił Kristoff składając ręce jak do modlitwy.
- Nie za dobrze. - odpowiedziałam chłodno.
Kristoff podrapał się po głowie i zapytał po chwili:
 - A czy znowu zamierzasz przesiedzieć u niej całą noc?
Z pokoju usłyszeliśmy krzyk Anny:
- Możecie przestać mi paplać pod drzwiami?! Mam chyba odpoczywać?
Spojrzałam wymownie na Kristoff'a.
- Jeśli zechce, to tak. - powiedziałam szeptem i odeszłam.
Kilka godzin później zaniosłam siostrze kolację.
- Czy mam zostać z Tobą na noc? - zapytałam poprawiając jej poduszki pod głową.
- Ała! Ała... - jęknęła Anka. - Mój kręgosłup. Znaczy...to byłaby dla mnie wielka przyjemność.
Zaśmiałyśmy się. Po chwili wyszłam znowu natykając się na Kristoff'a. Tym razem u jego boku stał Jack.
- Możemy pogadać w Twoim pokoju? - zapytał Kristoff.
Kiwnęłam głową i zaprowadziłam ich do sypialni.
- Co chcecie? - zapytałam zamykając drzwi.
- Chce wejść do Anny. - odrzekł Kristoff stanowczym tonem.
Westchnęłam.
- Już Ci chyba mówiłam. Anna chce widzieć tylko mnie...
- Ale kochana śnieżynko... - zaczął Jack. - ...co Cię tak ciągnie do sypialni Anki?
- Po prostu się o nią troszczę. - odrzekłam.
- Tak? To niby czemu za każdym razem kiedy tam pójdziesz się wydziera jakby...
- Po prostu boli ją... - zaczęłam, ale po chwili zaczęłam zupełnie innym tonem. - A właściwie skąd o tym wiesz? Czyżbyście cały czas podsłuchiwali pod drzwiami?
Jack i Kristoff zarumienili się.
- Och, jesteście bezczelni! Bez-czel-ni! - krzyknęłam i wybiegłam z pokoju.
- Elsa! - odwróciłam się. Nagle Jack podleciał do mnie i przytulił mnie mocno. Chciałam się wyrwać, ale był silniejszy.
- Po prostu mi Ciebie brakuje. - wyszeptał mi do ucha.
Wypuścił mnie z uścisku.
- Dlatego mnie podsłuchujesz?! - krzyknęłam powstrzymując łzy i zamrożenie podłogi.
Jack zwiesił głowę.
- No tak, masz rację. - powiedział. - To zupełnie nie ma sensu.
I wyleciał przez okno nie oglądając się.


- Elsa.

aaa... No to pięknie

Hejo,
 Miałam do was napisać wczoraj wieczorem, ale przez te włosy zapomniałam, no ale teraz wróćmy do wydarzeń wczorajszego dnia. Niestety kara Elsy nie pomogła w 100%. Jack leciał za mną gdy szłam na śniadanie i mówił szeptem:
- Śliweczko, śliwuni zaczekaj.- w końcu mnie to wkurzyło i zamiast iść na śniadanie pobiegłam do mojej sypialni. Zamknęłam drzwi, zasłoniłam wszystkie okna i zamknęłam je.
- Będę tu siedzieć do półki  mi to nie zejdzie.- postanowiłam. Poszłam do łazienki i zaczęłam myć włosy. Po pół goziny przestałam bo zaczęły mnie boleć plecy od schylania się nad wanną. Z trudem doszłam do łóżka, gdy w końcu doszłam i się położyłam ktoś zapukał do drzwi.
- Anuś, to ja.- to była Elsa.- Czy wszystko w porządku?Mogę wejść?
- Jasne, tylko poczekaj otworzę drzwi.- gdy podeszłam do drzwi( z trudem) i je otworzyłam do pokoju weszła Elsa z jakąś tacą.
- yyyy... Elsa, co to jest?- powiedziałam pokazując na tacę.
- Nie przyszłaś na śniadanie, więc ci je przyniosłam.Aniu, co ci jest?
- Myłam włosy, pół godziny i teraz bolą mnie plecy.- Elsa ołożyła tacę i pomogła mi dojść do łóżka.- Poczekaj, nie zamknęłam drzwi.- powiedziałam gdy doszłyśmy do łóżka.
- Ja zamknę. A ty zjedz śniadanie.- powiedziała podając mi tacę.
- A czemu, nie przyszłaś na śniadanie?
- Jack, mnie już wkurzył, więc wróciłam do sypialni i nie wyjdę z niej do półki mi nie z niknie ten kolor z włosów. A jak tylko przestaną mnie boleć plecy to idę dalej je myć.
- Ale  najpierw zjedz śniadanie.Później pomogę ci umyć te włosy.
- Dobrze.- kiedy zjadłam śniadanie, już szłyśmy do mojej małej łazieneczki, kiedy ktoś zapukał.
- Królowo, masz bardzo ważnych gości.
- Już idę.- powiedziała do osoby za drzwiami.- Musisz sama umyć włosy.Wezmę zapasowy klucz, żeby się do ciebie dostać. Przyniosę ci obiad.
- Elsa, uważaj na ten klucz.
- Jasne.- wyszła zamykając mnie na klucz .Sama musiałam umyć włosy. Nawet nie wiedziałam kiedy minął ten czas. Nagle do łazienki weszła Elsa.
- ANIA, ty jeszcze myjesz te wlosy.
- A co w tym dziwnego?
- Co z plecami?- naglę zdałam sobie sprawę że nie umiem się wyprostować, spróbowałam znowu i się wyprostowałam i...
-Aaaaaaaaaauuuuuuuu.
- ANIAAAA?!- usłyszałam głos Elsy i coś się stało bo poczułam  tylko na twarzy zimne kafelki.Gdy się ocknełam byłam w moim łóżku, nad  mną stał jakiś lekarz, pielęgniarka i Elsa.Spróbowałam usiąść, ale coś mnie zatrzymało.
- Aniu nie ruszaj się!- powiedziała Elsa.
- Co się stało, co tu robi lekarz i pielęgniarka. Czy drzwi są zamknięte?
- Księżniczko, nie mam dobrych wieści. Ma księżniczka złamaną rękę, przez ten upadek i omało nie złamała księżniczka kręgosłupa.
- I co teraz będzie?
- Będzie musiała Księżniczka leżeć w łóżku.- i wyszedł wraz z pielęgniarką.
- Co ci odbiło? Żeby tyle czasu myć włosy.
- Przepraszam.- powiedziałam.- Zamknęłaś drzwi.
- Tak. Jesteś głodna.
- Troszkę. Elsa która jest godzinna.
- Jest pół noc. Zaraz poproszę kogoś żeby przyniósł ci coś do jedzenia.
- Elsa, posiedzisz ze mną, nie chce być sama.
- Jasne. A i jeszcze jedno.
- Co znowu?
- Teraz masz tylko kńcówki fioletowe.
- Naprawdę. Muszę to zobaczyć.
- Poczekaj dam ci lustro.- Elsa dała mi lustro i miała racje, teraz miałam tylko końcówki fioletowe.
- Opłaciło się sterczeć.
- Nie ty chyba sobie żartujesz, mogłaś być kaleką.- nagle pukanie do drzwi.
-To ja Kristoff, chce porozmawiać z Anną.
- Elsa powiedz że śpię.
- Dobrzę.
- Anna teraz śpi.- chyba poszedł.Elsa siedziała ze mną całą noc, rano poszła. A teraz wybaczcie, aler jem śniadanie.
                          - Ania

środa, 13 sierpnia 2014

Nowy rodzaj kary w sam raz dla Jack'a.

Witajcie,
Od wczoraj (a raczej przedwczoraj wieczorem) Jack lata za Anną ze śmiechem i wrzeszczy na cały pałac:
- Śliweczko, nie uciekaj! Śliwuniu! Hej!
Po śniadaniu Anna uciekła przed nim do mojej sypialni, a gdy zaczął wołać do nas przyklejony do szyby wpuściłam go i powiedziałam groźnym tonem trzymając za rękę zapłakaną siostrę:
- Jack, masz w tej chwili przestać się z niej śmiać!
- Ja się z niej nie śmieję. - odrzekł Jack. - Tylko mówię, że wygląda jak śliwka. Śliwki są dobre...
- Jack!
- Dobrze już dobrze, przepraszam już nie będę. - i wyszedł z pokoju.
Anka usiadła na łóżku ze smutną miną.
- Muszę to jakoś zmyć. Wszyscy dziwnie się na mnie gapią.
- Nie martw się. - pogładziłam ją po fioletowych włosach. - Będzie do...
W tej chwili z pokoju obok usłyszeliśmy:
- Śliwka!!
... i śmiech Jack'a i Kristoff'a. Natychmiast weszłyśmy do pokoju, w którym jakby nigdy nic siedzieli sobie Jack i Kristoff i naśmiewali się z Ani. Z wściekłości zamroziłam podłogę. Chwyciłam Jack'a z kaptur i zawlokłam z powrotem do swojej sypialni. Anna i Kristoff poszli za nami zaciekawieni sytuacją.
- E-Elsuś, to był tylko żart... ja wcale nie... - wyjąkał Jack kiedy puściłam jego bluzę.
- Właź tu. - powiedziałam wskazując na szafę.
- C-co?
Wepchnęłam Jacka do szafy.
- Siedź tam dopóki nie zmądrzejesz. - powiedziałam.
- Ale... - z szafy dobiegł głos Jack'a.
- Żadnych ale.
Przez następne kilkanaście minut pracowałam przy biurku co chwilę słysząc z szafy jęki Jack'a:
- Oooch...już zmądrzałem, naprawdę. - powiedział po raz piąty.
- Nieprawda. - odrzekłam.
"Szafa" nie odpowiedziała. Po chwili znowu zaczęła wydawać dźwięki:
- Uooeeee....umrę. Umrę!
- Cicho siedź, usiłuję pracować.
Usłyszałam z szafy stuk ściąganego wieszaka.
- Co ty wyrabiasz? - zapytałam przerywając pracę i wpatrując się w szafę.
- Ee... nic. Myślę nad moimi haniebnymi czynami, tak jak kazałaś. - usłyszałam.
Podeszłam powoli do szafy.
- Czyżby?
- Oczywiście, śnieżynko. Czy ja bym Cię nabiera... - zaczął Jack, ale nie zdążył skończyć, bo otworzyłam szafę. Stał w niej jakby nigdy nic w mojej niebieskiej sukience.
- JACK!
Wyszczerzył do mnie zęby.
- No co? Nudziło mi się... - odrzekł owijając się lodową pelerynką.
Westchnęłam.
- Muszę przyznać, że wyglądasz naprawdę ślicznie. - zaśmiałam się.
- No wiem. - Jack przybrał zarozumiałą pozę wachlując się dłonią. - Mi we wszystkim tak pięknie.
Wybuchliśmy śmiechem.
- Wyskakuj z tej sukienki, bo mi ją rozciągniesz. - powiedziałam zabierając mu laskę. Jack przebrał się w swoje brązowe spodnie i bluzę.
- Mam nadzieję, że przemyślałeś swoje zachowanie. - uśmiechnęłam się oddając mu laskę, a zabierając sukienkę.
- Oczywiście. - Jack kiwnął głową. - Chyba muszę częściej ubierać Twoje sukienki.
Zaśmiałam się. Jack przyciągnął mnie do siebie pocałował delikatnie. Odwzajemniłam pocałunek przeczesując dłonią jego rozczochrane, białe włosy. Chyba nie potrafię się na niego gniewać.

- Elsa.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Małe nurkowanie.

Hej,
To ja Ania, wiem że dawno nie pisałam i bardzo przepraszam, ale byłam zajęta.
A teraz o balu.
Wczoraj o dwudziestej, zeszłam z Elsą na dół do sali balowej, przed drzwiami czekali Kristoff i Jack.
- Witamy, piękne panie.- powiedział Jack.
- Dziękujemy.- odparłam z uśmiechem i przytuliłam Kristoffa.
- To co idziemy?- powiedziała już troszkę zniecierpliwiona Elsa.
- Tak.- odparłam.Gdy weszliśmy do środka była już tam masa gości.
- Witam, wszystkich zgromadzonych.- powiedziała Elsa.Rozległy się oklaski i wszyscy wrócili do tańca. Jack i Elsa poszli w jakiś ciemny kąt.
- Czy mogę prosić do tańca, damę mojego serca?- Zapytał Kristoff kłaniając się.
- Och, Kristoff ty lizusie.- i zaczęliśmy tańczyć, było cudownie.Nagle odchyliłam głowę i wsadziłam głowę do wina  z czarnej pożeczki.
-  Och, nie.-  krzyknełam.
- Anuś, co ci się stało?- powiedziała Elsa idąc w moją stronę z Jack'iem trzymającym ją za rękę.
- Przypadkiem włożyłam głowę w wino.- powiedziałam płacząc.- I zepsułam twoją suknię.
- Nie przejmuj się suknią, musisz się umyć.- i poszłyśmy do jej sypialni. Ściągnełam jej suknie i poszłam się umyć.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!- zaczełam krzyczeć i biegać po pokoju Elsy.
- Ania, co się stało?!- powiedziała wystraszona Elsa.
- Jestem fioletowa.
- Jak to?- zatrzymałam się i pokazałam Elsie moje fioletowe włosy.- O nie.
- I co ja zrobię.
- Poczekaj, pójdę po Kristoffa.- po chwili Elsa wróciła z Kristoffem, za nimi do pokoju wleciał Jack.
- Ania, gdzie jesteś?
- W łazience.- po chwili wyszłam z łazienki.
- Ups.- powiedzieli równocześnie Kristoff i Jack.
- To po tym winie?- spytał Kristoff.
- Tak.- powiedziałam ze łzami w oczach.
- Nie płacz siostrzyczko zmyjemy to jakoś.- Elsa przytuliła mnie.
- Od dziś mówimy do ciebie Śliweczko.- zaśmiał się Jack, a  ja jeszcze bardziej zaczęłam płakać.
- JACK!- skarciła go Elsa- Nie  naśmiewaj się z niej.
- Okej, okej.- powiedział Jack, spuszczając głowę.
- Chodź Aniu, zmyjemy to jakoś.- Siedziałyśmy w łazience godzinę, próbując zmyć fiolet niestety bez efektów. Wreszcie poszłam spać z płaczem.
 - Ania

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Ciuchy, ciuchy i jeszcze raz ciuchy.

Witajcie,
Wczoraj służba biegała po całym pałacu przygotowując go do dzisiejszego balu. Wieczorem (wczoraj) było gotowe wszystko oprócz sali balowej, na którą trzeba było poświęcić najwięcej czasu. W korytarzach wisiały ozdoby i stały stoły bufetowe, a przy wejściu głównym rozwieszono ogromną, białą wstęgę z napisem: "Witamy gości". Nad wszystkim czuwali Anna i Jack. Oczywiście początkowo miałam to robić ja, ale po kilkugodzinnych kłótniach, że muszę odpocząć i kto mam mi pomóc pozwoliłam im zrobić to razem.
Dziś rano obudziła mnie Anna.
- Musimy znaleźć jakieś wystrzałowe ciuchy na ten bal. - powiedziała rozsuwając zasłony w wielkich oknach.
- Ja nie chcę się za bardzo stroić... - przyznałam. - Chyba skombinuję sobie jakąś zwykłą sukien...
- Nie ma mowy! - Anka zaczęła przegrzebywać moją szafę. - Obie musimy wyglądać super ekstra.
- Niby po co...?
- No wiesz, jak przyjedzie Roszpunka... - zaczęła siostra z uśmiechem.
- Nie przyjedzie. - odrzekłam przeczesując włosy srebrnym grzebieniem. - To bal tylko dla mieszkańców Arendelle. Powinnaś to chyba wiedzieć skoro czuwałaś nad przygotowaniami.
Ania zarumieniła się.
- No, ale... i tak musimy się wystroić. Ja dla Kristoff'a, a ty dla...
- Wstajemy śnieżynko!!! - nagle do pokoju wparował Jack. Widząc nas uśmiechnął się i powiedział opierając się o laskę:
- No hej. Co robicie?
- Szukamy sukienek na bal. - odrzekła Anna prawie wchodząc do szafy.
- Ooo... pomogę Wam. Jestem w tym naprawdę świetny. - Jack mrugnął do mnie figlarnie. Pokręciłam głową z uśmiechem i podeszłam do siostry. Wyciągnęłam z szafy moją ukochaną niebieską sukienkę i powiedziałam:
- Ja pójdę w tym.
Anka westchnęła:
- No, jak chcesz. W takim razie pożycz mi coś ładnego.
- Mam lepszy pomysł! - zawołał Jack. - No...jeśli jest możliwy.
Spojrzałyśmy na niego wyczekująco.
- Może Elsa "zrobi" Ci sukienkę?
Anka pisnęła z podnieceniem machając rękami.
- Całej nie mogę zrobić, bo na Tobie Aniu by się pewnie stopiła... - zaczęłam.
- Bez przesady, aż taka gorąca nie jest... - burknął Jack.
- ... ale mogę przyozdobić Ci jakąkolwiek inną sukienkę. - dokończyłam rzucając Jack'owi karcące spojrzenie.
- Dobrze! - ucieszyła się Anna. Wyjęła z szafy białą sukienkę z krótkim, lekko bufiastym rękawkiem.
- Jack, odwracaj się. - powiedziała rozpinając górne guziki koszuli nocnej.
Jack przewrócił oczami i odwrócił się tyłem do nas mamrocząc coś pod nosem.
Ania przebrała się w białą sukienkę. Wyglądała w niej naprawdę uroczo, choć miała troszkę za duży dekolt.
- Hmm... - zamyśliłam się przyglądając się zwykłemu wykończeniu dekoltu. Po chwili wyczarowałam na nim słodki wzór z maleńkich śnieżynek. Dzięki temu był lżej wycięty.
- Super! - Anna przytuliła mnie. Następnie dodałam identyczne wzory na końcówkach rękawków i w pasie.
- Wyglądasz ślicznie. - powiedziałam. - Ale teraz zdejmuj ją, bo ubrudzisz, do balu jeszcze masa czasu.
Po chwili Anna znowu stała przede mną w zielonej piżamce.
- Wystroiłyście się już? - zapytał Jack dalej stojąc tyłem.
Zaśmiałyśmy się.
- Tak.
Jack odwrócił się i spojrzał na nasze koszule nocne.
- Łaaał, naprawdę wyglądacie jak... nie, nie mam słów. Wasze suknie są przecudowne.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
Do balu było pięć godzin, ale wszyscy biegali po zamku z przejęciem. Jack wpadł (nie wiem jakim cudem) na kucharki niosące ogromne ciasto więc musiały je robić od nowa, a ja musiałam wyprać mu bluzę. A przynajmniej spróbować go złapać.
- Nie dam Wam znowu wyprać mojej bluzy! - krzyknął siedząc na żyrandolu w jadalni. - Potem śmierdzi proszkiem...
Razem z Anną stałyśmy na środku ogromnej sali pod żyrandolem wpatrując się ze złością w Jack'a.
- Ale masz ją całą w czekoladzie! - krzyknęłam. - Nie będziesz tak łaził, a już na pewno nie pójdziesz tak na bal.
- Spoko, Elsuś. Na bal ubiorę coś innego. - uśmiechnął się huśtając się na ogromnej, kryształowej lampie. Odeszłam z spod żyrandola ciągnąc za sobą Ankę za rękę. Nie chciałam kolejny raz zostać jego "ofiarą".
- Złaź z tego! - powiedziała Anna tupiąc nogą. - I ściągaj tą granatową szmatę!
Jack wylądował na długim stole.
- Nie obrażaj mojej bluzy. - powiedział przechadzając się po nim.
 - Jack, proszę. - powiedziałam poważnym tonem.
Jack przewrócił oczami, zdjął bluzę i rzucił ją w stronę Anny. Ona złapała ją i podała mi z uśmiechem. Jack usiadł na stole z naburmuszoną miną.
- Proszę bardzo. - burknął.
Pocałowałam go w policzek i pobiegłam z Anką do pralni.

- Elsa. 

sobota, 9 sierpnia 2014

Obietnica, to obietnica.

Witajcie,
Wczoraj musiałam wyjść do poddanych i wysłuchać ich pytań osobiście ponieważ przyszło tak dużo listów, że nie zamierzałam na wszystkie odpowiadać. Poprosiłam służącego aby wywiesił kilka ogłoszeń do tych, którzy mają pytania, aby stawili się w piątek o po szesnastej na dziedzińcu pałacowym. Przyszedł naprawdę ogromny tłum ludzi. Jack i Anna uparli się, że muszą mi pomóc. Jack szybko przyniósł na dziedziniec trzy krzesła dla nas. Ustawił je na szerokich schodkach przed mnóstwem poddanych. Usiadłam na środkowym z nich i powiedziałam głośno, aby każdy usłyszał:
- Witajcie kochani. Dziękuję za tak liczne przyjście. - "Choć tak naprawdę wcale nie jest mi ono na rękę" - pomyślałam.
Anna i Jack usiedli po moich obu stronach z lekko niepewnymi minami.
- Więc... - zaczęłam. - Przejdźmy do rzeczy. W ciągu ostatnich dni dostałam bardzo dużo listów od Was. Więc pomyślałam, że łatwiej będzie...
- Królowo! Ja mam pytanie! - wykrzyknęła jakaś nastolatka występując przed tłum.
- Ee...tak?
- Kiedy będzie następny bal?
Westchnęłam głęboko i położyłam ręce (oczywiście ubrane w rękawiczki) na oparciach krzesła.
- Kochani... - powiedziałam. - Dostałam chyba milion listów z takim pytaniem i...
- To chyba znaczy, że nas to interesuje! - burknął jakiś staruszek - I oczekujemy odpowiedzi.
- Proszę odzywać się z szacunkiem do królowej! - wybuchnął Jack.
Uśmiechnęłam się do niego. Staruszek prychnął pogardliwie:
- A ty, młodzieniaszku kim w ogóle jesteś żeby nam rozkazywać?
Anna wstała mówiąc podniesionym tonem:
- Tak się składa, że to twój prawiekró...
Szybko uciszyłam ją gestem. Usiadła z wściekłością wpatrując się w mężczyznę.
- Pomyślałam, że jeśli tak bardzo chcecie abym urządziła bal... - zaczęłam chcąc załagodzić sytuację. - ...urządzę go.
Wybuchły oklaski i wiwaty.
- A kiedy? - zawołało kilka osób z tłumu.
- W poniedziałek. Bal zacznie się koło dwudziestej. - odrzekłam.
Znów wybuchła wrzawa.
- Proszę o ciszę... - powiedziałam, ale nikt nie myślał o posłuchaniu mnie. Wszyscy skakali i krzyczeli z radości.
- Królowa coś powiedziała!! - krzyknęła Anna. Poddani umilkli wpatrując się w nią.
- Ee... - wyjąkałam. - Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania?
- A będę mógł zatańczyć z księżniczką? - zawołał jakiś młody brunet z pierwszego rzędu zebranych. Anna zarumieniła się. W tłumie odezwały się ciche gwizdy.
- To już zależy od niej. - uśmiechnęłam się.
- To ja zatańczę z królową! - do przodu przepchnęła się jakaś dziewczyna.
- Eee... są jeszcze jakieś pytania? - zapytałam szybko.
Zaległa cisza. Wspaniale - czyli wszystkie listy były z zapytaniem o bal.
- W takim razie dziękuję za spotkanie i żegnam. - powiedziałam i weszłam do zamku. Chwilę potem weszła Anna, a za nią Jack taszcząc trzy krzesła. Postawił je pod ścianą i uśmiechnął się do nas.
- Naprawdę chcesz zrobić bal? - zapytał.
- Obietnica, to obetnica. - odrzekłam. - Ale tym razem trzymaj się z daleka od mojej sukienki.
Anna wybuchła śmiechem. Jack lekko posmutniał.
- Nie rozpruję Ci jej. - powiedział. - Teraz już wiem, to co chciałem wiedzieć.
- Co chciałeś wiedzieć?! - Anka wybałuszyła oczy.
Oboje zaśmialiśmy się i wróciliśmy do sypialni.

- Elsa.