Witajcie,
Ostatnio kiedy Anna popadła w ślubny szał nie mam za bardzo czasu dla Jack'a. Siostra biega po całym zamku i stara się nadzorować przygotowania. Nawet stwierdziła, że chce samodzielnie upiec tort weselny. Oczywiście staram się jej we wszystkim pomagać, a i tak jako królowa muszę zająć się częścią organizacji. Kristoff chyba nie przyjął dokładnie do informacji, że w niedzielę ma ślub, bo zachowuje się najzwyczajniej w świecie nie zwracając uwagi na służących plączących się po całym pałacu.
- Czym oni się tak stresują? - zapytałam Anny gdy zanosiłyśmy obrusy do sali tronowej.
- No...w niedziele ślub, nie? - odrzekła.
- Ale nie mają po co się spieszyć. A wyglądają jakby ktoś ich miał...
- Aaa, o to Ci chodzi. - przerwała mi Ania. - Sama nie wiedziałam. Do czasu, aż zapytałam o to jedną z tych wymalowanych sprzątaczek. Powiedziała, że muszą ciężko pracować, bo boją się, że... no, że...
- Że co? - zatrzymałam się.
- Żizmrzisz.... - wybełkotała Anka.
- Co?
- Że ich zamrozisz.
Poczułam jak chłodnieje mi krew w żyłach.
- Dlaczego oni się mnie boją?! Nie jestem zła! Chce dla nich dobrze! Nigdy bym nikogo nie skrzywdziła, czy oni to wreszcie zrozumieją?! - w tym momencie przebiegła szybko obok mnie służąca.
- Hej zaczekaj! - zawołałam. Ona jednak nawet się nie odwróciła, tylko przyspieszyła biegu.
Anna chwyciła mnie za rękę kładąc obrusy na stole. Przytuliłam się do niej, łzy same spłynęły mi po policzkach.
- Spokojnie, Elsuś. Wiemy przecież, że nie jesteś zła. Nie wiem czemu służący się Ciebie boją. Przecież pamiętasz, na każdym spotkaniu wszyscy do Ciebie lgną, a zwłaszcza dzieci. Nie mają powodu się Ciebie bać.
- Właśnie dałam tego piękny dowód... - odrzekłam nie wypuszczając siostry z objęć.
Ania pogłaskała mnie po włosach i odsunęła się.
- Nie przejmuj się już. Spędź trochę czasu z Jack'iem, to Ci na pewno poprawi humor. - mrugnęła do mnie i odeszła. Usiadłam przy stole. Było mi smutno. Nie rozumiałam dlaczego służący się mnie obawiają. Przecież nic im nie zrobiłam...
- Elsa?
Odwróciłam się. W drzwiach jadalni stał Jack z laską w ręku.
- Cześć Jack. Coś się stało? - zapytałam.
- Ee...nie. Ja... w sumie już sobie idę. - odrzekł i wyleciał szybko.
Godzinę później zapukałam do jego sypialni. Lekko uchylił drzwi. Widząc mnie spłonął rumieńcem.
- Czemu uciekłeś? - zapytałam.
- Nieważne. Musiałem coś...załatwić. A teraz wybacz, ale...
I zamknął drzwi.
- Elsa.
środa, 3 września 2014
wtorek, 2 września 2014
Zarwana noc i ciężkie przygotowania.
Hejo,
Przez całą noc wraz z Elsą pisałyśmy zaproszenia do gości na ślub, więc jestem trochę zaspana.
Dziś rano wstałam,poszłam na śniadanie, gdy zeszłam Elsa już tam była.
- Udało mi się przekonać Jack' a.- powiedział zadowolona.
- Na co?- zapytałam nie bardzo rozumiejąc o co jej chodzi.
- Żeby pisał do naszych czytelników.
- Ach, tak to świetnie.- po śniadaniu poszłam do mojej starej sypialni ( ponieważ nową dzieliłam z Kristoff' em, a miałam przymierzyć suknie) wziełam ze sobą siostrę żeby mi doradziła.
- W tej wyglądasz cudownie.- powiedziała na którejś z koleji sukience.
- Mi też się podoba.- suknię którą wybrałam zaniesiono do pralni, a ja i Elsa poszłyśmy do jej biura sporządzić meni, gdy skończyłyśmy poszłyśmy do ogrodu zobaczyć jak tam ozdabianie kobierca ślubnego i do sali tronowej zobaczyć przygotowania na bal ślubny.
- Czy to wszystko?- zapytała siostra.
- Tak i wszystko jest idealnie.- To teraz pozwolisz, ale już pójdę.
- Odprowadzę cię.- poszłyśmy do jej sypialni, ona weszła, a ja już miałam odejść, gdy wpadłam na genialny plan i wróciłam zapytać Elsy, gdy otworzyłam drzwi w pokoju było ciemno, zobaczyłam tylko twarz Elsy na poduszce, spała. Ja wróciłam do sypialni i przebrałam się do piżamy.A teraz wybaczcie, ale idę spać.
- Anna
Przez całą noc wraz z Elsą pisałyśmy zaproszenia do gości na ślub, więc jestem trochę zaspana.
Dziś rano wstałam,poszłam na śniadanie, gdy zeszłam Elsa już tam była.
- Udało mi się przekonać Jack' a.- powiedział zadowolona.
- Na co?- zapytałam nie bardzo rozumiejąc o co jej chodzi.
- Żeby pisał do naszych czytelników.
- Ach, tak to świetnie.- po śniadaniu poszłam do mojej starej sypialni ( ponieważ nową dzieliłam z Kristoff' em, a miałam przymierzyć suknie) wziełam ze sobą siostrę żeby mi doradziła.
- W tej wyglądasz cudownie.- powiedziała na którejś z koleji sukience.
- Mi też się podoba.- suknię którą wybrałam zaniesiono do pralni, a ja i Elsa poszłyśmy do jej biura sporządzić meni, gdy skończyłyśmy poszłyśmy do ogrodu zobaczyć jak tam ozdabianie kobierca ślubnego i do sali tronowej zobaczyć przygotowania na bal ślubny.
- Czy to wszystko?- zapytała siostra.
- Tak i wszystko jest idealnie.- To teraz pozwolisz, ale już pójdę.
- Odprowadzę cię.- poszłyśmy do jej sypialni, ona weszła, a ja już miałam odejść, gdy wpadłam na genialny plan i wróciłam zapytać Elsy, gdy otworzyłam drzwi w pokoju było ciemno, zobaczyłam tylko twarz Elsy na poduszce, spała. Ja wróciłam do sypialni i przebrałam się do piżamy.A teraz wybaczcie, ale idę spać.
- Anna
niedziela, 31 sierpnia 2014
...
Lasenca.
To dla mnie bardzo trudne.
Jak wiecie, zaczął się rok szkolny. Jack musi podciągnąć oceny i zacząć się naprawdę uczyć. Nie będę mieć czasu na pisanie na blogu. Poza tym nigdy nie mam weny i jak coś zaczynam pisać to nigdy nie trzyma się kupy, i nie jest ani trochę dobre. Naprawdę Jack dużo myślał. Elsa i Anna piszą lepiej ode mnie. I gdy nie mam weny i muszę napisać, to nie piszę i przez to Elsa się denerwuje. Nie chcę nikogo denerwować. Myślę, że jak dziewczyny same będą prowadzić bloga, to więcej osób będzie czytać. Chyba odejdę.
Przepraszam wszystkich.
-Jack
Szafa, powrót i zaskakująca nowina
Witajcie,
Ostatnio kiedy Sven zajął mi łóżko odbyłam z Jack'iem i Anną niezbyt przyjemną rozmowę. Była 23:03 kiedy w trójkę usiedliśmy na łóżku Jack'a.
- Elsuś, śpij z siostrą. - Anka spojrzała na mnie robiąc słodką minkę.
- Niby czemu? - odezwał się Jack. - Moja śnieżynka chyba ma prawo ze mną spać?
Anna zmierzyła go wściekłym wzrokiem.
- Wybieraj. - powiedziała.
Westchnęłam ciężko.
- Nie wiem... naprawdę ciężko mi wybrać.
- Ale jak to?! - wybuchli jednocześnie.
Przewróciłam oczami.
- Słuchajcie, jestem zmęczona i chcę się jak najszybciej położyć. Bez żadnych kłótni.
- Śpij ze mną. - znów odezwali się jednocześnie.
Wstałam i podeszłam do szafy ściągając szlafrok, pod którym miałam piżamę.
- W takim razie będę spała tutaj. Dobrej nocy.
I weszłam do szafy. Po chwili usłyszałam jak Anna wychodzi.
Rano obudziłam się na czymś wygodnym i miękkim. Uchyliłam oczy i stwierdziłam, że leżę na łóżku. W pokoju Jack'a. A on leży obok.
- Jack! - wrzasnęłam na niego nie zwracając uwagi na to, że śpi.
Usiadł, przetarł oczy i ziewnął:
- Coś się stało, śnieżynko?
- Przeniosłeś mnie do łóżka! Ty uparty, samolubny...!
Jack pocałował mnie, a gdy tylko odwzajemniłam pocałunek (przypadkiem...wcale nie miałam tego w planach!) wybuchnął śmiechem.
- Anka ma się o niczym nie dowiedzieć, bo się obrazi.
- Dobrze, dobrze Wasza Wysokość. - zaśmiał się Jack sięgając do kieszeni bluzy leżącej na krześle obok. - To co teraz będziemy robić zostanie między nami, obiecuję.
Po około godzinie zeszliśmy na śniadanie. W korytarzu złapała nas Anna.
- Kristoff wrócił! - krzyknęła i pobiegła w stronę drzwi wejściowych. Po kilku minutach do jadalni wszedł Kristoff.
- Podobno mieliście jakieś problemy ze Svenem? - zapytał siadając obok Jack'a.
Kiwnęliśmy głowami.
- Już wszystko pod kontrolą. Sprowadziłem go do stajni.
- Przypilnuj żeby więcej nie właził do pałacu. - poprosiłam.
Przez cały dzień nie działo się nic specjalnego. Za to przed kilkunastoma minutami była u mnie Anna.
- Elsuś! Jak ja Cię kochaaaam! - zawołała wbiegając do mojej komnaty.
- Mów czego chcesz. - uśmiechnęłam się.
Anka usiadła obok.
- Ja i Kristoff ustaliliśmy wstępną datę ślubu.
Spojrzałam na nią wyczekująco.
- Chciałam się zapytać czy ta niedziela Ci pasuje.
Lekko mnie zatkało.
- Ta niedziela?! Teraz, zaraz, już?
- Tak! Super, nie? - pisnęła z zachwytem siostra.
- Aniu...wiesz, że potrzeba dużo czasu na przygotowania... - zaczęłam, ale Anna mi przerwała:
- Spokojnie, poradzimy sobie! Tylko powiedz czy się zgadzasz!
Uśmiechnęłam się do siostry, przytuliłam ją i powiedziałam:
- A co ja mam do gadania? Oczywiście! Gratulacje!
A teraz wybaczcie, ale Anka zaraz tu przybiegnie z listą gości i zapewne spędzimy całą noc na pisaniu zaproszeń.
- Elsa.
Ostatnio kiedy Sven zajął mi łóżko odbyłam z Jack'iem i Anną niezbyt przyjemną rozmowę. Była 23:03 kiedy w trójkę usiedliśmy na łóżku Jack'a.
- Elsuś, śpij z siostrą. - Anka spojrzała na mnie robiąc słodką minkę.
- Niby czemu? - odezwał się Jack. - Moja śnieżynka chyba ma prawo ze mną spać?
Anna zmierzyła go wściekłym wzrokiem.
- Wybieraj. - powiedziała.
Westchnęłam ciężko.
- Nie wiem... naprawdę ciężko mi wybrać.
- Ale jak to?! - wybuchli jednocześnie.
Przewróciłam oczami.
- Słuchajcie, jestem zmęczona i chcę się jak najszybciej położyć. Bez żadnych kłótni.
- Śpij ze mną. - znów odezwali się jednocześnie.
Wstałam i podeszłam do szafy ściągając szlafrok, pod którym miałam piżamę.
- W takim razie będę spała tutaj. Dobrej nocy.
I weszłam do szafy. Po chwili usłyszałam jak Anna wychodzi.
Rano obudziłam się na czymś wygodnym i miękkim. Uchyliłam oczy i stwierdziłam, że leżę na łóżku. W pokoju Jack'a. A on leży obok.
- Jack! - wrzasnęłam na niego nie zwracając uwagi na to, że śpi.
Usiadł, przetarł oczy i ziewnął:
- Coś się stało, śnieżynko?
- Przeniosłeś mnie do łóżka! Ty uparty, samolubny...!
Jack pocałował mnie, a gdy tylko odwzajemniłam pocałunek (przypadkiem...wcale nie miałam tego w planach!) wybuchnął śmiechem.
- Anka ma się o niczym nie dowiedzieć, bo się obrazi.
- Dobrze, dobrze Wasza Wysokość. - zaśmiał się Jack sięgając do kieszeni bluzy leżącej na krześle obok. - To co teraz będziemy robić zostanie między nami, obiecuję.
Po około godzinie zeszliśmy na śniadanie. W korytarzu złapała nas Anna.
- Kristoff wrócił! - krzyknęła i pobiegła w stronę drzwi wejściowych. Po kilku minutach do jadalni wszedł Kristoff.
- Podobno mieliście jakieś problemy ze Svenem? - zapytał siadając obok Jack'a.
Kiwnęliśmy głowami.
- Już wszystko pod kontrolą. Sprowadziłem go do stajni.
- Przypilnuj żeby więcej nie właził do pałacu. - poprosiłam.
Przez cały dzień nie działo się nic specjalnego. Za to przed kilkunastoma minutami była u mnie Anna.
- Elsuś! Jak ja Cię kochaaaam! - zawołała wbiegając do mojej komnaty.
- Mów czego chcesz. - uśmiechnęłam się.
Anka usiadła obok.
- Ja i Kristoff ustaliliśmy wstępną datę ślubu.
Spojrzałam na nią wyczekująco.
- Chciałam się zapytać czy ta niedziela Ci pasuje.
Lekko mnie zatkało.
- Ta niedziela?! Teraz, zaraz, już?
- Tak! Super, nie? - pisnęła z zachwytem siostra.
- Aniu...wiesz, że potrzeba dużo czasu na przygotowania... - zaczęłam, ale Anna mi przerwała:
- Spokojnie, poradzimy sobie! Tylko powiedz czy się zgadzasz!
Uśmiechnęłam się do siostry, przytuliłam ją i powiedziałam:
- A co ja mam do gadania? Oczywiście! Gratulacje!
A teraz wybaczcie, ale Anka zaraz tu przybiegnie z listą gości i zapewne spędzimy całą noc na pisaniu zaproszeń.
- Elsa.
piątek, 29 sierpnia 2014
Renifery lubią królewskie łóżka.
Witajcie,
Dziś od razu po wstaniu udałam się do Anny, aby zobaczyć czy wszystko z nią w porządku. Siedziała na łóżku trochę smutna.
- Hej siostruś. - usiadłam obok. - Jak się czujesz?
- Już dobrze. - westchnęła. - Nic mi nie jest.
- W takim razie czemu jesteś smutna?
Anna nie odpowiedziała. Odwróciła wzrok i znowu ciężko westchnęła. Położyłam jej dłoń na ramieniu.
- Aniu, coś się stało?
Siostra spojrzała na mnie. W oczach miała łzy.
- To wszystko przeze mnie! Znowu zrobiłam coś źle. Ciągle przeze mnie dzieją się złe rzeczy. Nie wiem...nie chcę nikomu zrobić nic złego, ale... - wybuchła płaczem.
- Hej, spokojnie. - powiedziałam przytulając ją do siebie. - To nie Twoja wina.
Ania uśmiechnęła się lekko.
- A w ogóle... - zmieniłam temat. - Gdzie jest Kristoff?
- Wyjechał bardzo wcześnie rano. - odrzekła Anna. - Trolle go po coś wezwały. Wróci jutro.
Kiwnęłam głową i wstałam.
- Zejdź na śniadanie. - powiedziałam zatrzymując się w drzwiach.
Po chwili wróciłam do pokoju. Przy biurku siedział Jack przeglądając listy od poddanych.
- Jack? - podskoczył ze strachu. Widząc, że to ja odleciał szybko od biurka i uśmiechnął się.
- No hej, śnieżynko.
- Co ty robiłeś? - zapytałam układając kartki z powrotem w stosik.
- Nic. Chciałem zobaczyć co ludziom leży na sercu. - zaśmiał się. Nim zdążyłam coś powiedzieć złapał mnie za rękę i wyciągnął na korytarz. - Chodź na śniadanie. Stęskniłem się za czymś nienaleśnikowym.
Po kilkunastu minutach byliśmy po śniadaniu. Jack i Anna zarządzili, żebym poszła z nimi na spacer. Umówiliśmy się, żeby czekali przy wejściu. Ja musiałam jeszcze uporządkować papiery. Kiedy weszłam do pokoju moim oczom ukazał się...widok przynajmniej nieprawdopodobny. Na łóżku leżał szaro-brązowo-biały renifer, a wokół niego porozrzucane listy. Stanęłam nieruchomo nie wiedząc nawet co zrobić. Ze zdziwienia zamroziłam podłogę.Widziałam to zwierzę już kilka razy z Kristoff'em. To chyba jego renifer. Powoli zeszłam na dół i nic nie mówiąc pociągnęłam Annę i Jack'a do pokoju. Oni początkowo także doznali szoku. Po chwili jednak Anka podbiegła do renifera i zaczęła go głaskać ze śmiechem.
- Sven, coś ty zrobił? I jak się tu dostałeś? - śmiała się.
Jack podszedł bliżej i pozbierał kartki. Następnie podał mi je i powiedział:
- Jak on w ogóle wlazł do pałacu? Nikt go nie widział? Coś mi się nie chce...
- Nie wiem jak to się stało, ale ma zaraz zejść z mojego łóżka. - przerwałam.
Anna przewróciła oczami.
- Elsa, wyluzuj. - powiedziała drapiąc Svena za uchem. - Popatrz tylko jaki on słodki.
- Wydaje mi się, że on słucha tylko Kristoff'a. - powiedział Jack z chytrym uśmiechem.
- Genialnie. To gdzie ja mam spać? - powiedziałam.
- Możesz ze mną. - jednocześnie powiedzieli Jack i Anna.
Spojrzałam na nich. Oboje się zaczerwienili.
- Dobrze...jeszcze się zastanowię. - powiedziałam. - A teraz mieliśmy iść na spacer, nie? Może ten Sven, czy jak mu tam sobie pójdzie.
Popołudnie spędziliśmy w pałacowych ogrodach. A teraz czeka mnie z nimi trudna rozmowa...
-Elsa.
Dziś od razu po wstaniu udałam się do Anny, aby zobaczyć czy wszystko z nią w porządku. Siedziała na łóżku trochę smutna.
- Hej siostruś. - usiadłam obok. - Jak się czujesz?
- Już dobrze. - westchnęła. - Nic mi nie jest.
- W takim razie czemu jesteś smutna?
Anna nie odpowiedziała. Odwróciła wzrok i znowu ciężko westchnęła. Położyłam jej dłoń na ramieniu.
- Aniu, coś się stało?
Siostra spojrzała na mnie. W oczach miała łzy.
- To wszystko przeze mnie! Znowu zrobiłam coś źle. Ciągle przeze mnie dzieją się złe rzeczy. Nie wiem...nie chcę nikomu zrobić nic złego, ale... - wybuchła płaczem.
- Hej, spokojnie. - powiedziałam przytulając ją do siebie. - To nie Twoja wina.
Ania uśmiechnęła się lekko.
- A w ogóle... - zmieniłam temat. - Gdzie jest Kristoff?
- Wyjechał bardzo wcześnie rano. - odrzekła Anna. - Trolle go po coś wezwały. Wróci jutro.
Kiwnęłam głową i wstałam.
- Zejdź na śniadanie. - powiedziałam zatrzymując się w drzwiach.
Po chwili wróciłam do pokoju. Przy biurku siedział Jack przeglądając listy od poddanych.
- Jack? - podskoczył ze strachu. Widząc, że to ja odleciał szybko od biurka i uśmiechnął się.
- No hej, śnieżynko.
- Co ty robiłeś? - zapytałam układając kartki z powrotem w stosik.
- Nic. Chciałem zobaczyć co ludziom leży na sercu. - zaśmiał się. Nim zdążyłam coś powiedzieć złapał mnie za rękę i wyciągnął na korytarz. - Chodź na śniadanie. Stęskniłem się za czymś nienaleśnikowym.
Po kilkunastu minutach byliśmy po śniadaniu. Jack i Anna zarządzili, żebym poszła z nimi na spacer. Umówiliśmy się, żeby czekali przy wejściu. Ja musiałam jeszcze uporządkować papiery. Kiedy weszłam do pokoju moim oczom ukazał się...widok przynajmniej nieprawdopodobny. Na łóżku leżał szaro-brązowo-biały renifer, a wokół niego porozrzucane listy. Stanęłam nieruchomo nie wiedząc nawet co zrobić. Ze zdziwienia zamroziłam podłogę.Widziałam to zwierzę już kilka razy z Kristoff'em. To chyba jego renifer. Powoli zeszłam na dół i nic nie mówiąc pociągnęłam Annę i Jack'a do pokoju. Oni początkowo także doznali szoku. Po chwili jednak Anka podbiegła do renifera i zaczęła go głaskać ze śmiechem.
- Sven, coś ty zrobił? I jak się tu dostałeś? - śmiała się.
Jack podszedł bliżej i pozbierał kartki. Następnie podał mi je i powiedział:
- Jak on w ogóle wlazł do pałacu? Nikt go nie widział? Coś mi się nie chce...
- Nie wiem jak to się stało, ale ma zaraz zejść z mojego łóżka. - przerwałam.
Anna przewróciła oczami.
- Elsa, wyluzuj. - powiedziała drapiąc Svena za uchem. - Popatrz tylko jaki on słodki.
- Wydaje mi się, że on słucha tylko Kristoff'a. - powiedział Jack z chytrym uśmiechem.
- Genialnie. To gdzie ja mam spać? - powiedziałam.
- Możesz ze mną. - jednocześnie powiedzieli Jack i Anna.
Spojrzałam na nich. Oboje się zaczerwienili.
- Dobrze...jeszcze się zastanowię. - powiedziałam. - A teraz mieliśmy iść na spacer, nie? Może ten Sven, czy jak mu tam sobie pójdzie.
Popołudnie spędziliśmy w pałacowych ogrodach. A teraz czeka mnie z nimi trudna rozmowa...
-Elsa.
czwartek, 28 sierpnia 2014
To moja wina :(
Hej,
Od rana czuję że zaraz puszę pawia, Przez te wczorajsze naleśniki.Poszłam do Kristoff' a sprawdzić czy on też źle się czuje. Zapikałam, ale nikt mi nie odpowiedział, więc weszłam Kristoff spał, podeszłam żeby go obudzić, ale gdy byłam już blisko poczułam że zaraz puszę pawia, więc pobiegłam do łazienki i... i... no wiecie.
Nagle zauważyłam że patrzy na mnie Kristoff za drzwi.
- Nie patrz na mnie, kiedy tak wyglądam.- powiedziałam chowając twarz w rękach ze wsydu.
- Anno, nie przeginaj.
- Wiesz pójdę sprawdzić co z Jack' iem i Elsą.- i wyszłam, poszłam do sypialni siostry, ale jej tam nie było więc poszłam do jej biura, ale tam też jej nie było i pomyślałam że jest u Jack' a w sypialni więc tam poszłam, ale tam nie było ani Jack' a, ani Elsy. Szłam korytarzem gdy zabolał mnie brzuch i znów chciało mi się wymiotować, więc się skuliłam. Nie wiadomo z kąt na korytarzu pojawił się lekarz.
- Księżniczko, czy coś nie tak?- zapytał strasznie sztywnym głosem.- Księżniczko?!- powiedział gdy się nie wyprostowałam i nic nie odpowiedziałam.- Niech Księżniczka ze mną pozwoli.- powiedział i poprowadził mnie do jakiegoś pokoju, a ja cały czas byłam skulona.
- Anna?- zapytał znajomy głos, była to Elsa. Chciałam się wyprostować i zakręciło mi się w głowie, upadłam na łózko i zauważyłam tylko że Elsa próbuje się podnieść, ale upada z powrotem na łóżko i traci przytomność i chyba też zemdlałam. Obudziłam się dopiero po południu.
- Przepraszam, czy ktoś tu jest?- zapytałam.
- Tak Księżniczko.- odpowiedziała lekarz podchodząc do mnie.
- Co się stało? Dlaczego oni tu leżą?Co się im stało? Jak się czują?- zadałam pytania.
- Zemdlała Księżniczka. Królowa i pan Frost są tu ponieważ rano wymiotowali. Narazie są nie przytomnie, Królowa jak Księzniczka zauważyła była przytoma, ale zemdlała i się nie ockneła i pan Frost od rana jest nieprzytomny.
- Czy Krstoff też tu jest?
- Nie pan Cold jest zdrowy.
- A dlaczego my tu leżymy? Dlaczego wymiotowaliśmy?
- Za dużo naleśników.
- O nie to moja wina.- zaniosłam się płaczem. Mineło tyle czasu że nie wiem kiedy zasnełam, ale gdy się obudziłam obok mnie siediała Elsa.
- Jak się czujesz?- zapytała.
- Jakoś dziwnie, a ty?
- Dobrze, jestem tylko zmęczona.
- To wracaj do łóżka spać.
- Dobrze, dobranoc.- powiedziała i poszła do łózka, ja jeszcze pare razy zwymiotowałam. A teraz wybaczcie, ale jestem zmęczona.
- Anna.
Od rana czuję że zaraz puszę pawia, Przez te wczorajsze naleśniki.Poszłam do Kristoff' a sprawdzić czy on też źle się czuje. Zapikałam, ale nikt mi nie odpowiedział, więc weszłam Kristoff spał, podeszłam żeby go obudzić, ale gdy byłam już blisko poczułam że zaraz puszę pawia, więc pobiegłam do łazienki i... i... no wiecie.
Nagle zauważyłam że patrzy na mnie Kristoff za drzwi.
- Nie patrz na mnie, kiedy tak wyglądam.- powiedziałam chowając twarz w rękach ze wsydu.
- Anno, nie przeginaj.
- Wiesz pójdę sprawdzić co z Jack' iem i Elsą.- i wyszłam, poszłam do sypialni siostry, ale jej tam nie było więc poszłam do jej biura, ale tam też jej nie było i pomyślałam że jest u Jack' a w sypialni więc tam poszłam, ale tam nie było ani Jack' a, ani Elsy. Szłam korytarzem gdy zabolał mnie brzuch i znów chciało mi się wymiotować, więc się skuliłam. Nie wiadomo z kąt na korytarzu pojawił się lekarz.
- Księżniczko, czy coś nie tak?- zapytał strasznie sztywnym głosem.- Księżniczko?!- powiedział gdy się nie wyprostowałam i nic nie odpowiedziałam.- Niech Księżniczka ze mną pozwoli.- powiedział i poprowadził mnie do jakiegoś pokoju, a ja cały czas byłam skulona.
- Anna?- zapytał znajomy głos, była to Elsa. Chciałam się wyprostować i zakręciło mi się w głowie, upadłam na łózko i zauważyłam tylko że Elsa próbuje się podnieść, ale upada z powrotem na łóżko i traci przytomność i chyba też zemdlałam. Obudziłam się dopiero po południu.
- Przepraszam, czy ktoś tu jest?- zapytałam.
- Tak Księżniczko.- odpowiedziała lekarz podchodząc do mnie.
- Co się stało? Dlaczego oni tu leżą?Co się im stało? Jak się czują?- zadałam pytania.
- Zemdlała Księżniczka. Królowa i pan Frost są tu ponieważ rano wymiotowali. Narazie są nie przytomnie, Królowa jak Księzniczka zauważyła była przytoma, ale zemdlała i się nie ockneła i pan Frost od rana jest nieprzytomny.
- Czy Krstoff też tu jest?
- Nie pan Cold jest zdrowy.
- A dlaczego my tu leżymy? Dlaczego wymiotowaliśmy?
- Za dużo naleśników.
- O nie to moja wina.- zaniosłam się płaczem. Mineło tyle czasu że nie wiem kiedy zasnełam, ale gdy się obudziłam obok mnie siediała Elsa.
- Jak się czujesz?- zapytała.
- Jakoś dziwnie, a ty?
- Dobrze, jestem tylko zmęczona.
- To wracaj do łóżka spać.
- Dobrze, dobranoc.- powiedziała i poszła do łózka, ja jeszcze pare razy zwymiotowałam. A teraz wybaczcie, ale jestem zmęczona.
- Anna.
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Czas zdobyć trochę miłych wspomnień.
Witajcie,
Wczoraj obudziła mnie Anna kładąc się obok mnie i jęcząc na cały zamek.
- Elsaaa...nudy, nudy, nuuudy!
Usiadłam na łóżku nieprzytomnym ruchem przecierając oczy.
- Aniu, czemu mnie budzisz?
- Bo mi się nudzi. - odparła Anna patrząc na mnie słodkim wzrokiem. - Pójdziesz gdzieś ze mną?
- Teraz?
- Teraz.
Przewróciłam oczami i z powrotem się położyłam zakrywając się kołdrą.
- Elsa!
Anka zrzuciła kołdrę z łóżka i usiadła przy mnie ze skrzyżowanymi nogami i buntowniczą miną.
- No co? - zapytałam.
- Jak możesz odmawiać siostrze? - zaczęła Anna.
Ponownie przewróciłam oczami i westchnęłam.
- No dobrze...ale gdzie chcesz iść?
Siostra uśmiechnęła się od ucha do ucha i pociągnęła mnie do łazienki. Następnie przyniosła jedną z moich sukienek i niebieskie pantofelki.
- Ubieraj się, szybko! - powiedziała rozglądając się po łazience.
- Ee...ale niby czemu Ci się tak śpieszy? Spokojnie, siostra... - powiedziałam ściągając koszulę nocną.
- Czeka nas trochę...daleka droga. - odrzekła Anna.
- Jak to? Nie zamierzam nigdzie daleko łazić.
Uśmiechnęła się i wyciągnęła z szafki grzebień. Podała mi go i powiedziała:
- No pośpiesz się! A właśnie...mogę pożyczyć jakąś sukienkę?
- Jasne, bierz co chcesz. - odparłam zapinając sukienkę.
Po chwili do łazienki wróciła Anna w jednej z moich biało-srebrnych, nieco krótszych.
- A buty jakieś masz? - zapytałam wkładając własne.
Ania zamyśliła się.
- No w sumie nie...
- Weź jakieś moje.
Nie minęły dwie minuty, a wróciła w czarnych butach na lekkim obcasiku.
- Bardzo ci ładnie.
- Ależ dziękuję Wasza Wysokość. - zaśmiała się.
Związałam włosy w warkocz i...
- A co wy tu robicie? - do łazienki znikąd wparował Jack z laską w ręku (jak zwykle).
- Jack, nie przeszkadzaj! - powiedziała Anna.
- Słyszałem... - zaczął ignorując jej uwagę. - ...że gdzieś chcecie iść. Mogę z Wami, nie?
- Nie!
- Tak.
Spojrzałam na siostrę z uśmiechem.
- Czemu nie?
Anna z kwaśną miną wzruszyła ramionami.
- A zresztą...niech idzie. - powiedziała.
- Juhuu! - zaśmiał się Jack.
Po chwili wszyscy wyszliśmy na korytarz. Nagle podbiegł do nas Kristoff.
- A co to za spotkania bez Kristoff'a?
- Ojtam zaraz spotkania. - zaśmiała się nerwowo Anna i pocałowała Kristoff'a.
Jack spojrzał wymownie w sufit, a ja zapytałam:
- Słuchajcie, ale pójdę z Wami pod warunkiem, że powiecie mi gdzie dokładnie chcecie iść.
Wszyscy spojrzeli wyczekująco na Annę. Ona spuściła głowę i wymamrotała:
- No...pomyślałam sobie, że moglibyśmy pójść...no wiecie... na Lodowy Wierch...
- Co?! - wyrwało mi się i zamroziłam kawałek podłogi. - Anno, wiesz dobrze, że...
- Tak, tak. - przerwała mi siostra. - Mamy z tym miejscem związane złe wspomnienia... Ale pomyślałam..., że chodzi właśnie o to, aby zdobyć te dobre.
Kristoff i Jack popatrzyli na siebie ogłupiałym wzrokiem.
- Moglibyśmy tam trochę posiedzieć...porobić coś fajnego...
Westchnęłam.
- Wiesz, że to nie takie łatwe. A poza tym pałac jest w połowie rozburzony...
- To go naprawisz! No nie..? - powiedział Kristoff, ale szybko się zahamował.
Anna spojrzała na mnie błagalnie.
- No dobrze. - odrzekłam po chwili. - Ale nie zostawajmy tam na długo.
- Hurra!!! - Anka odtańczyła na środku korytarza taniec szczęścia.
- Ale jak się tam dostaniemy? - zapytał Kristoff.
- Na nogach. - Anna wzruszyła ramionami i pociągnęła nas na dwór.
I tak rozpoczęła się baardzo męcząca wędrówka. Droga była nawet znośna (nie licząc kilku potknięć przez zbyt długą sukienkę). Gorsza była siostra podskakująca obok wesoło i śpiewająca na pół świata:
- Idziemy na Lodowy Wierch! Idziemy na Lodowy Wieeerch!
- Elsa wyluzuj. - zaśmiał się Jack łapiąc mnie za rękę kiedy po raz szósty zamroziłam kilka metrów drogi.
- Dokładnie, siostra! - Anna chwyciła mnie za drugą rękę.
- Ej, a mnie kto chwyci za rękę!? - zaśmiał się Kristoff i chwycił Annę.
I tak szliśmy przez cały dzień. Wieczorem w końcu dotarliśmy pod mój lodowy pałac. Weszliśmy do środka. Anna od razu zaczęła tańczyć z Kristoff'em po całym, lodowym "parkiecie", a ja i Jack weszliśmy na górę. Na środku komnaty leżało mnóstwo pokruszonych kawałków lodu. Drzwi na taras nie było. Poczułam chłód w całym ciele na wspomnienie tego, dlaczego. Jack podszedł do szczątek ogromnego, lodowego żyrandola i za pomocą swojej laski ułożył je w piękną rzeźbę w kształcie śnieżynki. Następnie umieścił ją pod ścianą i uśmiechnął się do mnie. Nagle gdzieś na zewnątrz usłyszeliśmy ryk. Po schodach wbiegli przerażeni Anna i Kristoff. Wyszliśmy na taras. Na dole siedział mój kochany, śnieżny ochroniarz - Puszek. Przypatrywał się nam lekko przekrzywiając swoją ogromną głowę. Co najdziwniejsze na głowie miał moją starą koronę.
- Spokojnie, nic nam nie zrobi. - powiedziałam uśmiechając się do potworka.
- Ee...Elsa, czy ja o czymś nie wiem? - zapytał Jack wychylając się żeby lepiej go zobaczyć.
- Nie, Jack. - zaśmiałam się. - On tylko mnie chronił.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Na Lodowym Wierchu zostaliśmy na noc. A dziś w południe wróciliśmy do Arendelle.
- Elsa.
Wczoraj obudziła mnie Anna kładąc się obok mnie i jęcząc na cały zamek.
- Elsaaa...nudy, nudy, nuuudy!
Usiadłam na łóżku nieprzytomnym ruchem przecierając oczy.
- Aniu, czemu mnie budzisz?
- Bo mi się nudzi. - odparła Anna patrząc na mnie słodkim wzrokiem. - Pójdziesz gdzieś ze mną?
- Teraz?
- Teraz.
Przewróciłam oczami i z powrotem się położyłam zakrywając się kołdrą.
- Elsa!
Anka zrzuciła kołdrę z łóżka i usiadła przy mnie ze skrzyżowanymi nogami i buntowniczą miną.
- No co? - zapytałam.
- Jak możesz odmawiać siostrze? - zaczęła Anna.
Ponownie przewróciłam oczami i westchnęłam.
- No dobrze...ale gdzie chcesz iść?
Siostra uśmiechnęła się od ucha do ucha i pociągnęła mnie do łazienki. Następnie przyniosła jedną z moich sukienek i niebieskie pantofelki.
- Ubieraj się, szybko! - powiedziała rozglądając się po łazience.
- Ee...ale niby czemu Ci się tak śpieszy? Spokojnie, siostra... - powiedziałam ściągając koszulę nocną.
- Czeka nas trochę...daleka droga. - odrzekła Anna.
- Jak to? Nie zamierzam nigdzie daleko łazić.
Uśmiechnęła się i wyciągnęła z szafki grzebień. Podała mi go i powiedziała:
- No pośpiesz się! A właśnie...mogę pożyczyć jakąś sukienkę?
- Jasne, bierz co chcesz. - odparłam zapinając sukienkę.
Po chwili do łazienki wróciła Anna w jednej z moich biało-srebrnych, nieco krótszych.
- A buty jakieś masz? - zapytałam wkładając własne.
Ania zamyśliła się.
- No w sumie nie...
- Weź jakieś moje.
Nie minęły dwie minuty, a wróciła w czarnych butach na lekkim obcasiku.
- Bardzo ci ładnie.
- Ależ dziękuję Wasza Wysokość. - zaśmiała się.
Związałam włosy w warkocz i...
- A co wy tu robicie? - do łazienki znikąd wparował Jack z laską w ręku (jak zwykle).
- Jack, nie przeszkadzaj! - powiedziała Anna.
- Słyszałem... - zaczął ignorując jej uwagę. - ...że gdzieś chcecie iść. Mogę z Wami, nie?
- Nie!
- Tak.
Spojrzałam na siostrę z uśmiechem.
- Czemu nie?
Anna z kwaśną miną wzruszyła ramionami.
- A zresztą...niech idzie. - powiedziała.
- Juhuu! - zaśmiał się Jack.
Po chwili wszyscy wyszliśmy na korytarz. Nagle podbiegł do nas Kristoff.
- A co to za spotkania bez Kristoff'a?
- Ojtam zaraz spotkania. - zaśmiała się nerwowo Anna i pocałowała Kristoff'a.
Jack spojrzał wymownie w sufit, a ja zapytałam:
- Słuchajcie, ale pójdę z Wami pod warunkiem, że powiecie mi gdzie dokładnie chcecie iść.
Wszyscy spojrzeli wyczekująco na Annę. Ona spuściła głowę i wymamrotała:
- No...pomyślałam sobie, że moglibyśmy pójść...no wiecie... na Lodowy Wierch...
- Co?! - wyrwało mi się i zamroziłam kawałek podłogi. - Anno, wiesz dobrze, że...
- Tak, tak. - przerwała mi siostra. - Mamy z tym miejscem związane złe wspomnienia... Ale pomyślałam..., że chodzi właśnie o to, aby zdobyć te dobre.
Kristoff i Jack popatrzyli na siebie ogłupiałym wzrokiem.
- Moglibyśmy tam trochę posiedzieć...porobić coś fajnego...
Westchnęłam.
- Wiesz, że to nie takie łatwe. A poza tym pałac jest w połowie rozburzony...
- To go naprawisz! No nie..? - powiedział Kristoff, ale szybko się zahamował.
Anna spojrzała na mnie błagalnie.
- No dobrze. - odrzekłam po chwili. - Ale nie zostawajmy tam na długo.
- Hurra!!! - Anka odtańczyła na środku korytarza taniec szczęścia.
- Ale jak się tam dostaniemy? - zapytał Kristoff.
- Na nogach. - Anna wzruszyła ramionami i pociągnęła nas na dwór.
I tak rozpoczęła się baardzo męcząca wędrówka. Droga była nawet znośna (nie licząc kilku potknięć przez zbyt długą sukienkę). Gorsza była siostra podskakująca obok wesoło i śpiewająca na pół świata:
- Idziemy na Lodowy Wierch! Idziemy na Lodowy Wieeerch!
- Elsa wyluzuj. - zaśmiał się Jack łapiąc mnie za rękę kiedy po raz szósty zamroziłam kilka metrów drogi.
- Dokładnie, siostra! - Anna chwyciła mnie za drugą rękę.
- Ej, a mnie kto chwyci za rękę!? - zaśmiał się Kristoff i chwycił Annę.
I tak szliśmy przez cały dzień. Wieczorem w końcu dotarliśmy pod mój lodowy pałac. Weszliśmy do środka. Anna od razu zaczęła tańczyć z Kristoff'em po całym, lodowym "parkiecie", a ja i Jack weszliśmy na górę. Na środku komnaty leżało mnóstwo pokruszonych kawałków lodu. Drzwi na taras nie było. Poczułam chłód w całym ciele na wspomnienie tego, dlaczego. Jack podszedł do szczątek ogromnego, lodowego żyrandola i za pomocą swojej laski ułożył je w piękną rzeźbę w kształcie śnieżynki. Następnie umieścił ją pod ścianą i uśmiechnął się do mnie. Nagle gdzieś na zewnątrz usłyszeliśmy ryk. Po schodach wbiegli przerażeni Anna i Kristoff. Wyszliśmy na taras. Na dole siedział mój kochany, śnieżny ochroniarz - Puszek. Przypatrywał się nam lekko przekrzywiając swoją ogromną głowę. Co najdziwniejsze na głowie miał moją starą koronę.
- Spokojnie, nic nam nie zrobi. - powiedziałam uśmiechając się do potworka.
- Ee...Elsa, czy ja o czymś nie wiem? - zapytał Jack wychylając się żeby lepiej go zobaczyć.
- Nie, Jack. - zaśmiałam się. - On tylko mnie chronił.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Na Lodowym Wierchu zostaliśmy na noc. A dziś w południe wróciliśmy do Arendelle.
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)