Hejo,
Dziś rano przyszła do mnie Elsa.
- O, cześć Elsa. Czy coś się stało?- zapytałam.
-Nic, chciałam tylko z tobą porozmawiać.
- O czym?
- No...bo...ja...chciałam...- zaczęła się jąkać.
- Co chciałabyś?- widziałam po jej minie że ciężko jej to powiedzieć.
- Jak to jest... być w... ciąży i... rodzić...i... mieć... dziecko?- powiedziała, a ja wyraźnie widziałam i słyszałam w jej głosie płacz, więc postanowiłam ją troszkę rozweselić.
- Chcecie mieć z Jack' iem dziecko?- powiedziałam to tak dosadnie że aż zaczęła się śmiać.
-Nie... wiem, znaczy Jack chce...a ja ...
- I chcesz mojej rady?
- Skąd ty to wszystko wiesz?- znów zaczęła się śmiać, a ja wzruszyłam ramionami.- No, bo, ja nie jestem do końca pewna.
- Słuchaj Elsa, chcesz mojej rady to proszę, zróbcie sobie dziecko. To jest najwspanialszy cud być w ciąży i mieć dziecko.- powiedziałam to tak poważnie że sama zaczęłam się śmiać z tonu i słów które przed chwilą powiedziałam.
- No nie wiem... ale dziękuję za radę i rozmowę- i wyszła, a ja poszłam zająć się Lenką.
- Anna
wtorek, 4 sierpnia 2015
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Rozejm! :-)
Witajcie,
Wczoraj po napisaniu kilku ważnych listów postanowiłam udać się do Anny i wszystko jej wytłumaczyć, aby w końcu przestała się na nas obrażać. Dziwi mnie też dlaczego akurat na Jack'a wścieka się najbardziej. Zapukałam do jej sypialni, ale po chwili otworzył mi Kristoff.
- Jest u Leny, siedzi tam cały czas. - westchnął. - Może Tobie uda się ją ujarzmić.
Kiwnęłam głową i skierowałam się do pokoju siostrzenicy. Po zapukaniu usłyszałam z wewnątrz widocznie gniewny głos Anny:
- Proszę.
Weszłam więc do środka i uśmiechnęłam się lekko do siostry siedzącej z Lenką na rękach, na bujanym fotelu.
- Hej, Aniu. - zrobiłam krok w jej stronę.
Zwęziła oczy i utkwiła we mnie wzrok.
- Wiem, że dalej się gniewasz... - kontynuowałam spokojnym głosem. - ....ale naprawdę nie masz ku temu powodów.
- Czyżby. - burknęła Anka i odwróciła wzrok.
- Dokładnie tak. - niedbałym ruchem wyczarowałam sobie lodowe krzesło i usiadłam obok niej. - Kristoff poprosił nas żebyśmy odebrali i zajęli się Leną. Inaczej nie mógłby zrobić Ci niespodzianki.
Anna po chwili przybrała łagodniejszą minę, ale odrzekła jeszcze nieco oschłym tonem:
- Mógł po prostu...
- Nie chciał mieszać do tego służby. - przerwałam. - Nie przesadzaj, nie gniewaj się już.
- No dobrze. - westchnęła Anna i uśmiechnęła się do mnie ciepło.
- Już nie będziesz nas gonić z butelkami? - odwzajemniłam uśmiech.
- Nie. - zaśmiała się siostra.
Cały dzień spędziłyśmy razem, a wieczorem udałam się do Jack'a, żeby opowiedzieć mu, że już nie musi czuć się zagrożony.
- Przeszło jej? - zapytał gdy opowiedziałam mu naszą rozmowę.
- Tak, ale następnym razem lepiej nie zajmujmy się Leną bez jej wiedzy. - odrzekłam.
- Nie ma sprawy. Nie mogę się doczekać aż będziemy mieli własne dziecko, będziemy mogli się nim zajmować kiedy tylko nam się zamarzy.
Wstrzymałam oddech i szybkim ruchem założyłam rękawiczki, które leżały na toaletce.
- Jack... - odwróciłam się w jego stronę.
Spojrzał na mnie wyczekującym wzrokiem i uśmiechnął się lekko.
- Naprawdę tego chcesz? - zapytałam cicho.
Jack podszedł do mnie i delikatnie pogładził mnie po policzku patrząc mi w oczy.
- Niczego nie pragnę bardziej. - odrzekł łagodnym głosem.
Spuściłam wzrok.
- Śnieżynko... nie stresuj się. - pocałował mnie w czoło jakby czytał mi w myślach. - Nie naciskam. Przemyśl to jeśli chcesz.
Przytuliłam się do niego po czym wyszłam na balkon żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Muszę to poważnie przemyśleć..
- Elsa.
Wczoraj po napisaniu kilku ważnych listów postanowiłam udać się do Anny i wszystko jej wytłumaczyć, aby w końcu przestała się na nas obrażać. Dziwi mnie też dlaczego akurat na Jack'a wścieka się najbardziej. Zapukałam do jej sypialni, ale po chwili otworzył mi Kristoff.
- Jest u Leny, siedzi tam cały czas. - westchnął. - Może Tobie uda się ją ujarzmić.
Kiwnęłam głową i skierowałam się do pokoju siostrzenicy. Po zapukaniu usłyszałam z wewnątrz widocznie gniewny głos Anny:
- Proszę.
Weszłam więc do środka i uśmiechnęłam się lekko do siostry siedzącej z Lenką na rękach, na bujanym fotelu.
- Hej, Aniu. - zrobiłam krok w jej stronę.
Zwęziła oczy i utkwiła we mnie wzrok.
- Wiem, że dalej się gniewasz... - kontynuowałam spokojnym głosem. - ....ale naprawdę nie masz ku temu powodów.
- Czyżby. - burknęła Anka i odwróciła wzrok.
- Dokładnie tak. - niedbałym ruchem wyczarowałam sobie lodowe krzesło i usiadłam obok niej. - Kristoff poprosił nas żebyśmy odebrali i zajęli się Leną. Inaczej nie mógłby zrobić Ci niespodzianki.
Anna po chwili przybrała łagodniejszą minę, ale odrzekła jeszcze nieco oschłym tonem:
- Mógł po prostu...
- Nie chciał mieszać do tego służby. - przerwałam. - Nie przesadzaj, nie gniewaj się już.
- No dobrze. - westchnęła Anna i uśmiechnęła się do mnie ciepło.
- Już nie będziesz nas gonić z butelkami? - odwzajemniłam uśmiech.
- Nie. - zaśmiała się siostra.
Cały dzień spędziłyśmy razem, a wieczorem udałam się do Jack'a, żeby opowiedzieć mu, że już nie musi czuć się zagrożony.
- Przeszło jej? - zapytał gdy opowiedziałam mu naszą rozmowę.
- Tak, ale następnym razem lepiej nie zajmujmy się Leną bez jej wiedzy. - odrzekłam.
- Nie ma sprawy. Nie mogę się doczekać aż będziemy mieli własne dziecko, będziemy mogli się nim zajmować kiedy tylko nam się zamarzy.
Wstrzymałam oddech i szybkim ruchem założyłam rękawiczki, które leżały na toaletce.
- Jack... - odwróciłam się w jego stronę.
Spojrzał na mnie wyczekującym wzrokiem i uśmiechnął się lekko.
- Naprawdę tego chcesz? - zapytałam cicho.
Jack podszedł do mnie i delikatnie pogładził mnie po policzku patrząc mi w oczy.
- Niczego nie pragnę bardziej. - odrzekł łagodnym głosem.
Spuściłam wzrok.
- Śnieżynko... nie stresuj się. - pocałował mnie w czoło jakby czytał mi w myślach. - Nie naciskam. Przemyśl to jeśli chcesz.
Przytuliłam się do niego po czym wyszłam na balkon żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Muszę to poważnie przemyśleć..
- Elsa.
sobota, 1 sierpnia 2015
Nie będę z nikim rozmawiać!!!
Hejo,
jak wiecie przez prawie całą noc biegałam za Jack'iem z butelką, byłam wściekła. Jak oni wszyscy mogli zabrać moje dziecko i nic mi o tym nie powiedzieć, ale chyba muszę wam opowiedzieć co się u mnie stało miedzy ''niespodzianką'', a gonitwą.
No więc...
Gdy wraz z Kristoff'em postanowiliśmy wrócić do zamku, było już późno. Ja nie mówiąc Kristoff'owi postanowiłam iść do lekarza i zapytać czy mogę już odebrać Lenkę. Gdy zapukałam otworzyła mi Liliana.
- Wiatm, księżniczko. Zaraz pójdę po lekarza.- powiedziała skłaniając się i otworzyła drzwi i wpuściła mnie, po czym poszła gdzieś w głąb gabinetu, po zaledwi minucie przyszedł lekarz.
- Witam, księżniczko. Czy coś księżniczce dolega?- zapytał chyba lekko zszokowany że do niego przyszłam.
- Nie mi nic, ja przyszłam zapyać czy mogę już zabrać córkę?
- Ale księżniczko. Wczoraj wieczorem królowa Elsa i yyy... pan Jack, zabrali księżniczkę Lenę.
- CO?! Znaczy dziękuję. Do widzenia.- po tych słowach wyszłam i zdenerwowana poszłam do pokoju Jack'a i Elsy. Co się działo w tym pokoju wiecie i wiecie że goniłam Jack'a z butelką, ale nie wiecie co działo się dziś.
Rano wstałam, byłam tak wściekła że nie miałam ochoty rozmawiać ani z Kristoff'em, anie z Elsą i co najważniejsze nie miałam ochoty rozmawiać z Jack'iem. Ponieważ wiedziałam że gdy pójdę na śniadanie spotkam się z nimi w jadalnie, więc nie poszłam na śniadanie tylko do Leny, ubrałam ją i nakarmiłam, a gdy usłyszałam że Kristoff wszedł do sypialni, wzięłam Lenę i wyszłam na korytarz jej drzwiami i poszłam na dół na śniadanie,a później na spacer z Lenę. Nie chciałam wracać do zamku, ale musiałam ( bo na dworze nie było za ciepło i Lena mogła by się pochorować) więc wróciłam do zamku gdu już musiałam, czyli wieczorem, wszyscy byli już po kolacji i w swoich sypialniach. Ja poszłam i przebrałam Lenę do piżamki, nakarmiłam i uśpiłam, po czym sama poszłam się wykąpać i ubrałam się w piżamę, a teraz idę spać. Dobranoc.
- Anna
jak wiecie przez prawie całą noc biegałam za Jack'iem z butelką, byłam wściekła. Jak oni wszyscy mogli zabrać moje dziecko i nic mi o tym nie powiedzieć, ale chyba muszę wam opowiedzieć co się u mnie stało miedzy ''niespodzianką'', a gonitwą.
No więc...
Gdy wraz z Kristoff'em postanowiliśmy wrócić do zamku, było już późno. Ja nie mówiąc Kristoff'owi postanowiłam iść do lekarza i zapytać czy mogę już odebrać Lenkę. Gdy zapukałam otworzyła mi Liliana.
- Wiatm, księżniczko. Zaraz pójdę po lekarza.- powiedziała skłaniając się i otworzyła drzwi i wpuściła mnie, po czym poszła gdzieś w głąb gabinetu, po zaledwi minucie przyszedł lekarz.
- Witam, księżniczko. Czy coś księżniczce dolega?- zapytał chyba lekko zszokowany że do niego przyszłam.
- Nie mi nic, ja przyszłam zapyać czy mogę już zabrać córkę?
- Ale księżniczko. Wczoraj wieczorem królowa Elsa i yyy... pan Jack, zabrali księżniczkę Lenę.
- CO?! Znaczy dziękuję. Do widzenia.- po tych słowach wyszłam i zdenerwowana poszłam do pokoju Jack'a i Elsy. Co się działo w tym pokoju wiecie i wiecie że goniłam Jack'a z butelką, ale nie wiecie co działo się dziś.
Rano wstałam, byłam tak wściekła że nie miałam ochoty rozmawiać ani z Kristoff'em, anie z Elsą i co najważniejsze nie miałam ochoty rozmawiać z Jack'iem. Ponieważ wiedziałam że gdy pójdę na śniadanie spotkam się z nimi w jadalnie, więc nie poszłam na śniadanie tylko do Leny, ubrałam ją i nakarmiłam, a gdy usłyszałam że Kristoff wszedł do sypialni, wzięłam Lenę i wyszłam na korytarz jej drzwiami i poszłam na dół na śniadanie,a później na spacer z Lenę. Nie chciałam wracać do zamku, ale musiałam ( bo na dworze nie było za ciepło i Lena mogła by się pochorować) więc wróciłam do zamku gdu już musiałam, czyli wieczorem, wszyscy byli już po kolacji i w swoich sypialniach. Ja poszłam i przebrałam Lenę do piżamki, nakarmiłam i uśpiłam, po czym sama poszłam się wykąpać i ubrałam się w piżamę, a teraz idę spać. Dobranoc.
- Anna
piątek, 31 lipca 2015
Całodobowa opieka nad Lenką.
Witajcie,
W środę wieczorem razem z Jack'iem zeszliśmy po cichu do gabinetu medycznego, aby odebrać Lenę.
- O, królowa. - odezwał się jeden z lekarzy otwierając nam. - Proszę, dziecko jest już w pełni zdrowe.
Podał mi Lenę, po czym skierowaliśmy się z powrotem do sypialni.
- Położymy ją od razu spać? - zapytał Jack.
- Nie, myślę, że lepiej jej coś poczytać czy...
- Dobra, to ja jej poczytam i pośpiewam i w ogóle. - przerwał mi Jack uśmiechając się z entuzjazmem.
- Dobrze... - mruknęłam przewracając oczami.
"Biedna Lena..." - pomyślałam gdy jakiś czas później Jack śpiewał jej już chyba pięćdziesiątą piosenkę siedząc na łóżku i trzymając ją na kolanach.
- Nie uważasz, że powinniśmy już ją położyć spać? - zapytałam sama ledwo trzymając się na nogach.
- Hm. No dobrze. - odrzekł Jack. - Połóż się z nią, a ja pójdę do szafy.
Po czym położył dziewczynkę na poduszkach i przykrył delikatnie kołdrą, a sam skierował się do szafy.
- Jack, błagam Cię, już skończyliśmy ze spaniem w szafie. - powiedziałam. - Zmieścimy się jakoś.
Wyraźnie ucieszony faktem, że nie musi spać w szafie wrócił do łóżka, po czym położyliśmy się na po jego dwóch stronach między sobą kładąc Lenę. Na szczęście już spała i wyglądała na całkiem zadowoloną.
- Jak miło. - uśmiechnął się Jack.
- Mhm, dobranoc. - przykryłam się po czubek głowy chcąc uniknąć rozmowy na sami-wiecie-jaki temat.
Około dziewiątej obudził nas płacz małej, więc szybko się nią zajęliśmy, aby Anna (o ile jeszcze była w zamku) nic nie usłyszała. Przebrałam Lenę i nakarmiłam ją z butelki, którą Jack zwędził wczoraj z jej pokoju.
Potem wychyliłam się na korytarz aby sprawdzić czy Kristoff i Anna już wyszli. Podeszłam do ich sypialni i uchyliłam lekko drzwi. Na szczęście już ich nie było, więc przenieśliśmy się z Jack'iem i Leną do jej pokoiku. Przez cały dzień czytaliśmy jej i śpiewaliśmy. W pewnym momencie gdy kołysałam ją siedząc w bujanym fotelu, Jack usiadł obok mnie na ziemi i westchnął:
- Fajnie by było mieć takiego słodziaka.
Z trudem powstrzymałam się od przewrócenia oczami.
- Tak. - odrzekłam.
Lena zamrugała do mnie, zamachała rączkami i...
- Cio... ciocia! - zawołała. - Ciocia! Ciociaciocia cio...ciociaciocia...!
Jack wyszczerzył do mnie zęby. Uśmiechnęłam się i pocałowałam Lenkę w główkę. Do wieczora udało nam się nauczyć ją także słowa "wujek" więc potem nawijała te dwa słowa jak najęta. W pewnej chwili usłyszeliśmy na korytarzu kroki.
- Wrócili! - powiedział Jack. - Może lepiej...
- Frost!
W drzwiach stanęła Anna w ślicznej sukni (chyba nowej). Jednak wyglądała na nieźle wkurzoną.
- Co...się stało, Aniu? - zapytałam.
Ona jednak zabrała od Jack'a Lenę i położyła ją w kołysce.
- Kto pozwolił Ci kraść moje dziecko?! - krzyknęła.
- Co? - Jack uniósł brwi. - Ja tylko... my tylko...
- Nigdy! Więcej! Tego! Nie! Rób! - Anna podniosła z ziemi butelkę i zaczęła iść w stronę Jack'a.
- Księżniczka chce mnie zabić butelką!! - zawołał na wpół rozbawiony i przestraszony wylatując z pokoju.
Ona pobiegła za nim wymachując butelką groźnie. Chyba jutro będę musiała wszystko jej wytłumaczyć...
- Elsa.
W środę wieczorem razem z Jack'iem zeszliśmy po cichu do gabinetu medycznego, aby odebrać Lenę.
- O, królowa. - odezwał się jeden z lekarzy otwierając nam. - Proszę, dziecko jest już w pełni zdrowe.
Podał mi Lenę, po czym skierowaliśmy się z powrotem do sypialni.
- Położymy ją od razu spać? - zapytał Jack.
- Nie, myślę, że lepiej jej coś poczytać czy...
- Dobra, to ja jej poczytam i pośpiewam i w ogóle. - przerwał mi Jack uśmiechając się z entuzjazmem.
- Dobrze... - mruknęłam przewracając oczami.
"Biedna Lena..." - pomyślałam gdy jakiś czas później Jack śpiewał jej już chyba pięćdziesiątą piosenkę siedząc na łóżku i trzymając ją na kolanach.
- Nie uważasz, że powinniśmy już ją położyć spać? - zapytałam sama ledwo trzymając się na nogach.
- Hm. No dobrze. - odrzekł Jack. - Połóż się z nią, a ja pójdę do szafy.
Po czym położył dziewczynkę na poduszkach i przykrył delikatnie kołdrą, a sam skierował się do szafy.
- Jack, błagam Cię, już skończyliśmy ze spaniem w szafie. - powiedziałam. - Zmieścimy się jakoś.
Wyraźnie ucieszony faktem, że nie musi spać w szafie wrócił do łóżka, po czym położyliśmy się na po jego dwóch stronach między sobą kładąc Lenę. Na szczęście już spała i wyglądała na całkiem zadowoloną.
- Jak miło. - uśmiechnął się Jack.
- Mhm, dobranoc. - przykryłam się po czubek głowy chcąc uniknąć rozmowy na sami-wiecie-jaki temat.
Około dziewiątej obudził nas płacz małej, więc szybko się nią zajęliśmy, aby Anna (o ile jeszcze była w zamku) nic nie usłyszała. Przebrałam Lenę i nakarmiłam ją z butelki, którą Jack zwędził wczoraj z jej pokoju.
Potem wychyliłam się na korytarz aby sprawdzić czy Kristoff i Anna już wyszli. Podeszłam do ich sypialni i uchyliłam lekko drzwi. Na szczęście już ich nie było, więc przenieśliśmy się z Jack'iem i Leną do jej pokoiku. Przez cały dzień czytaliśmy jej i śpiewaliśmy. W pewnym momencie gdy kołysałam ją siedząc w bujanym fotelu, Jack usiadł obok mnie na ziemi i westchnął:
- Fajnie by było mieć takiego słodziaka.
Z trudem powstrzymałam się od przewrócenia oczami.
- Tak. - odrzekłam.
Lena zamrugała do mnie, zamachała rączkami i...
- Cio... ciocia! - zawołała. - Ciocia! Ciociaciocia cio...ciociaciocia...!
Jack wyszczerzył do mnie zęby. Uśmiechnęłam się i pocałowałam Lenkę w główkę. Do wieczora udało nam się nauczyć ją także słowa "wujek" więc potem nawijała te dwa słowa jak najęta. W pewnej chwili usłyszeliśmy na korytarzu kroki.
- Wrócili! - powiedział Jack. - Może lepiej...
- Frost!
W drzwiach stanęła Anna w ślicznej sukni (chyba nowej). Jednak wyglądała na nieźle wkurzoną.
- Co...się stało, Aniu? - zapytałam.
Ona jednak zabrała od Jack'a Lenę i położyła ją w kołysce.
- Kto pozwolił Ci kraść moje dziecko?! - krzyknęła.
- Co? - Jack uniósł brwi. - Ja tylko... my tylko...
- Nigdy! Więcej! Tego! Nie! Rób! - Anna podniosła z ziemi butelkę i zaczęła iść w stronę Jack'a.
- Księżniczka chce mnie zabić butelką!! - zawołał na wpół rozbawiony i przestraszony wylatując z pokoju.
Ona pobiegła za nim wymachując butelką groźnie. Chyba jutro będę musiała wszystko jej wytłumaczyć...
- Elsa.
czwartek, 30 lipca 2015
Romantyczna niespodzianka :D
Hejo,
dziś rano, bardzo, bardzo wcześnie. Tak około szóstej, obudził mnie Kristoff.
- Wstawaj, kwiatuszku. Mam dla ciebie niespodziankę.
-Tak wcześnie?
- Tak wcześnie.- wstałam i pierwsze co zobaczyłam, był piękna i prosta zielona sukienka ( uwielbiam suknie piękne w swojej prostocie, a za zielonymi prostym sukniami szaleję) do sukni, była chusta na ramiona i wstążka do włosów ( wstążka była moja z koronacji Elsy ), a pod łóżkiem leżały piękne zielone pantofelki.
- Czy ja mam się w to ubrać?- zapytałam lekko zdziwiona.
- Tak, musisz się szybko ubrać i wychodzimy.
- Wychodzimy? Gdzie?
- Niespodzianka.-szybko się ubrałam i uczesałam koka ze wstążką. Gdy byłam już gotowa, wyszłam z pokoju, na korytarzu czekał Kristoff ubrany w garnitur z naszego ślubu.
- Mogę prosić, Jaśnie Pani?- i wystawił do mnie rękę.
- Oczywiście.- chwyciłam go i wyszliśmy z pałacu. Po paru minutach wiedziałam gdzie idziemy. Kierowaliśmy się w stronę restauracji do której Jack zaprosił Elsę na ich pierwszą randkę. Gdy weszliśmy do środka usiedliśmy przy tym samym stoliku ( na szczęście siedziałam przodem do krzaków, w których się chowałam i miałam pewność że nikt nic nie podpowie Kristoff' owi)
- Witam.- podszedł do nas kelner.- W czym mogę służyć?
- Poprosimy talerz Oero.- powiedział Kristoff, a ja główkowałam co to jest i wtedy przyszedł kelner z owymi talerzami Oero. Był to talerz na którym leżała jedna duża lodowa kanapka Oreo, dwa ciastka Oreo i dwie kostki czekolady Oreo, następnie kelner postawił mały kieliszek mleka i odszedł.
- Kristoff, czy to jest ta niespodzianka?- zapytałam, lekko zdziwiona.
- Nie, to jest tylko śniadanie.
- To kiedy będzie niespodzianka.
- Cierpliwości, Aniu.- kiedy zjedliśmy, Kristoff wstał i podał mi rękę. Wyszliśmy na zewnątrz.
- Teraz Aniu, twoja niespodzianka.
- Och, to cudowne.- Kristoff zdjął mi chustę z ramion i zawiązał na oczach, po czym wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić mnie gdzieś, a ja nawet nie wiedziałam gdzie. Po pewnym czasie wziął mnie na ręce i poczułam że się wspina ( myślałam że po schodach zamkowych), nagle postawił mnie i zaczął mnie całować i rozpinać mi suknię...
Gdy wstałam już nie miałam chusty na oczach i zauważyłam że jestem w moim domku na drzewie, Kristoff jeszcze spał, więc wstałam i ubrałam się. Byłam cała obolała od mojej ''Niespodzianki'' i od spania na deskach. I wtedy wstał Kristoff.
- A gdzie to się Jaśnie Pani.-wybiera i powtórzyła ''Niespodziankę''
dziś rano, bardzo, bardzo wcześnie. Tak około szóstej, obudził mnie Kristoff.
- Wstawaj, kwiatuszku. Mam dla ciebie niespodziankę.
-Tak wcześnie?
- Tak wcześnie.- wstałam i pierwsze co zobaczyłam, był piękna i prosta zielona sukienka ( uwielbiam suknie piękne w swojej prostocie, a za zielonymi prostym sukniami szaleję) do sukni, była chusta na ramiona i wstążka do włosów ( wstążka była moja z koronacji Elsy ), a pod łóżkiem leżały piękne zielone pantofelki.
- Czy ja mam się w to ubrać?- zapytałam lekko zdziwiona.
- Tak, musisz się szybko ubrać i wychodzimy.
- Wychodzimy? Gdzie?
- Niespodzianka.-szybko się ubrałam i uczesałam koka ze wstążką. Gdy byłam już gotowa, wyszłam z pokoju, na korytarzu czekał Kristoff ubrany w garnitur z naszego ślubu.
- Mogę prosić, Jaśnie Pani?- i wystawił do mnie rękę.
- Oczywiście.- chwyciłam go i wyszliśmy z pałacu. Po paru minutach wiedziałam gdzie idziemy. Kierowaliśmy się w stronę restauracji do której Jack zaprosił Elsę na ich pierwszą randkę. Gdy weszliśmy do środka usiedliśmy przy tym samym stoliku ( na szczęście siedziałam przodem do krzaków, w których się chowałam i miałam pewność że nikt nic nie podpowie Kristoff' owi)
- Witam.- podszedł do nas kelner.- W czym mogę służyć?
- Poprosimy talerz Oero.- powiedział Kristoff, a ja główkowałam co to jest i wtedy przyszedł kelner z owymi talerzami Oero. Był to talerz na którym leżała jedna duża lodowa kanapka Oreo, dwa ciastka Oreo i dwie kostki czekolady Oreo, następnie kelner postawił mały kieliszek mleka i odszedł.
- Kristoff, czy to jest ta niespodzianka?- zapytałam, lekko zdziwiona.
- Nie, to jest tylko śniadanie.
- To kiedy będzie niespodzianka.
- Cierpliwości, Aniu.- kiedy zjedliśmy, Kristoff wstał i podał mi rękę. Wyszliśmy na zewnątrz.
- Teraz Aniu, twoja niespodzianka.
- Och, to cudowne.- Kristoff zdjął mi chustę z ramion i zawiązał na oczach, po czym wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić mnie gdzieś, a ja nawet nie wiedziałam gdzie. Po pewnym czasie wziął mnie na ręce i poczułam że się wspina ( myślałam że po schodach zamkowych), nagle postawił mnie i zaczął mnie całować i rozpinać mi suknię...
Gdy wstałam już nie miałam chusty na oczach i zauważyłam że jestem w moim domku na drzewie, Kristoff jeszcze spał, więc wstałam i ubrałam się. Byłam cała obolała od mojej ''Niespodzianki'' i od spania na deskach. I wtedy wstał Kristoff.
- A gdzie to się Jaśnie Pani.-wybiera i powtórzyła ''Niespodziankę''
środa, 29 lipca 2015
Prośba Kristoff'a.
Witajcie,
Jak wiecie Lena trafiła do lekarza, bo źle się czuła. Anna na początku bardzo się tym przejęła, ale przekonaliśmy ją, że przecież nic jej nie będzie i, że wkrótce na pewno wyzdrowieje. Dziś po śniadaniu szłam korytarzem do mojego gabinetu, gdy niespodziewanie zaczepił mnie Kristoff.
- Wszystko w porządku? - zapytałam.
Wyglądał na dość podenerwowanego, ciągle rozglądał się dookoła jakby nikt nie mógł usłyszeć tego co miał do powiedzenia.
- Tak, tak. - odrzekł. - Mam pewną prośbę.
Uniosłam brwi ze zdziwieniem. Właściwie rzadko choćby rozmawialiśmy ze sobą, a teraz chciał mnie o coś prosić?
- Słucham.
- Tylko nie mów o niczym Annie, to ważne. - Kristoff spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
Zmarszczyłam brwi i kiwnęłam głową po chwili. O co mu chodzi?
- Więc... szykuję dla Anny małą... no może nie taką małą... niespodziankę. Myślę, że to poprawi jej humor i trochę uspokoi.
- No... dobrze. - odrzekłam. - Ale co ja mam do tego?
- Jutro zamierzam ją gdzieś zabrać i chciałbym żebyście zajęli się Leną.
Ponownie zmarszczyłam brwi.
- Chwila, przecież jest u lekarza, nie potrzebuje naszej opieki. - powiedziałam.
- Lekarz oznajmił mi, że dziś wieczorem będzie już można ją odebrać. - wyjaśnił mężczyzna rozglądając się dookoła.
- W takim razie... dobrze, możemy nawet ją odebrać. Ale dlaczego któraś z służących nie może się nią jutro zająć?
Kristoff przewrócił oczami.
- No wiem, wiem. To byłoby najłatwiejsze, ale... po prostu nie chcę żeby Lena spędzała dzieciństwo w otoczeniu... tak naprawdę obcych ludzi.
Kiwnęłam głową. Chciał, aby była blisko z rodziną.
- A poza tym gdyby dać służącej takie zadanie, zaraz powiedziałaby to innym służącym, rozeszłyby się plotki i Anna prędzej czy później by się o tym dowiedziała.
- Masz rację.
- Czyli mogę liczyć na Ciebie i Jack'a?
- Tak. Odbierzemy ją dziś wieczorem od lekarza, i weźmiemy do siebie.
- Dobrze. - odezwał się Kristoff. - Jutro wyjdę z Anną jak najwcześniej, żebyście mogli zanieść Lenę do jej kołyski, do jej pokoju. Ale noc musi spędzić z Wami. Poradzicie sobie?
- Mam nadzieję... - powiedziałam.
- Wielkie dzięki. - Kristoff klepnął mnie w ramię i pobiegł na dół.
Gdy opowiedziałam o wszystkim Jack'owi ucieszył się, że będzie mógł odegrać niańkę. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem...
- Elsa.
Jak wiecie Lena trafiła do lekarza, bo źle się czuła. Anna na początku bardzo się tym przejęła, ale przekonaliśmy ją, że przecież nic jej nie będzie i, że wkrótce na pewno wyzdrowieje. Dziś po śniadaniu szłam korytarzem do mojego gabinetu, gdy niespodziewanie zaczepił mnie Kristoff.
- Wszystko w porządku? - zapytałam.
Wyglądał na dość podenerwowanego, ciągle rozglądał się dookoła jakby nikt nie mógł usłyszeć tego co miał do powiedzenia.
- Tak, tak. - odrzekł. - Mam pewną prośbę.
Uniosłam brwi ze zdziwieniem. Właściwie rzadko choćby rozmawialiśmy ze sobą, a teraz chciał mnie o coś prosić?
- Słucham.
- Tylko nie mów o niczym Annie, to ważne. - Kristoff spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
Zmarszczyłam brwi i kiwnęłam głową po chwili. O co mu chodzi?
- Więc... szykuję dla Anny małą... no może nie taką małą... niespodziankę. Myślę, że to poprawi jej humor i trochę uspokoi.
- No... dobrze. - odrzekłam. - Ale co ja mam do tego?
- Jutro zamierzam ją gdzieś zabrać i chciałbym żebyście zajęli się Leną.
Ponownie zmarszczyłam brwi.
- Chwila, przecież jest u lekarza, nie potrzebuje naszej opieki. - powiedziałam.
- Lekarz oznajmił mi, że dziś wieczorem będzie już można ją odebrać. - wyjaśnił mężczyzna rozglądając się dookoła.
- W takim razie... dobrze, możemy nawet ją odebrać. Ale dlaczego któraś z służących nie może się nią jutro zająć?
Kristoff przewrócił oczami.
- No wiem, wiem. To byłoby najłatwiejsze, ale... po prostu nie chcę żeby Lena spędzała dzieciństwo w otoczeniu... tak naprawdę obcych ludzi.
Kiwnęłam głową. Chciał, aby była blisko z rodziną.
- A poza tym gdyby dać służącej takie zadanie, zaraz powiedziałaby to innym służącym, rozeszłyby się plotki i Anna prędzej czy później by się o tym dowiedziała.
- Masz rację.
- Czyli mogę liczyć na Ciebie i Jack'a?
- Tak. Odbierzemy ją dziś wieczorem od lekarza, i weźmiemy do siebie.
- Dobrze. - odezwał się Kristoff. - Jutro wyjdę z Anną jak najwcześniej, żebyście mogli zanieść Lenę do jej kołyski, do jej pokoju. Ale noc musi spędzić z Wami. Poradzicie sobie?
- Mam nadzieję... - powiedziałam.
- Wielkie dzięki. - Kristoff klepnął mnie w ramię i pobiegł na dół.
Gdy opowiedziałam o wszystkim Jack'owi ucieszył się, że będzie mógł odegrać niańkę. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem...
- Elsa.
wtorek, 28 lipca 2015
Kolka,niespodzianka i sen
Hejo,
To ja Ania. Przepraszam że nie pisałam, ale sami wiecie Lena, Elsa, Kristoff, Jack ( chociaż nie Jack nie)Miałam ciężkie i strasznie męczące dni, ale teraz postanowiłam wam napisać co u mnie było słychać przez ten czas w którym nie pisałam. Jak wiecie zostałam mamą ( łuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu)
pięknej blond włosej dziewczynki, z ciemnymi oczkami i jasną karnacją ( po Kristoff' ie wszystko, oprócz nosa :D) imieniem Lena, która została dawno temu porwana przez Mroka ( na szczęście nic jej nie jest)
wiecie też że moja siostra wyszła za mąż ( łuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu)
i że ostatnio była na miesiącu miodowym, a ja musiałam objąć na ten czas władzę ( już trochę mniejsze łuuuuu)było ciężko, wiecie opieka nad Lenką i jeszcze był Kristoff i obowiązki które zwykle wykonywała Elsa jako królowa. A teraz jak wicie Elsa miała wczoraj urodziny i bardzo się cieszyła, a mi było głupio że przez to zeszło roczne zamieszanie wypadło mi z głowy że moja kochana siostra miała urodziny. :(
A dziś wydarzyło się najpierw coś strasznego, a później coś cudnego.
Rano około trzeciej wstałam i zauważyłam że Kristoff' a nie ma ze mną, więc zajrzałam do Leny, spała i ja postanowiłam wziąć z niej przykład i iść spać, około trzeciej trzydzieści usłyszałam płacz Leny i poszłam do niej, śpiewałam, czytałam i kołysałam ją próbując ty ją uspokoić, gdy do pokoju wpadła:
- Elsa?! Co ty tu robisz?- zapytałam zdziwiona że Elsa nie śpi.
-Usłyszałam płacz i przyszłam.
- Która godzina?
- Piąta.
- On nie ona płacze już dwie i pół godziny.
- Zawołam Jacka, on ją na pewno uspokoi.- powiedziała i poszła po Jacka wróciła z nim pięć mniut później.
- Co się dzieje naszej małej księżniczce?- zapytał i wziął ją na ręce i bawił ją pół godziny, bez efektów.
- Zawołam lekarza, to jest już chore żeby dziecko płakało trzy godziny.- powiedziałam już zmęczona.
- Ja pójdę.- zaoferowała Elsa.
- Dobrze. - powiedzieliśmy razem z Jack' iem. po dziesięciu minutach Elsa wróciła z lekarzem i Lilianą ( jedyną pielęgniarką pracującą w nocy)
- Księżniczko, co się dzieje?- zapytał mnie lekarz.
- Nie wiem.- powiedziałam ze łzami w oczach i strachem w głosie.- Lena płacze już ponad trzy godziny.
- Dobrze, sprawdźmy co się dzieję.- lekarz badał Lenę jakiś czas.- Mała księżniczka ma strasznie bolące kolki, dlatego tak płacze, jeżeli księżniczka się zgodzi zabiorę ją do siebie do gabinetu i spróbuję złagodzić ból, dobrze?- zapytał mnie lekarz.
- Dobrze, zgadzam się.
- Liliano zabierz naszą małą księżniczkę do mojego gabinetu i przynieś księżniczce Annie i królowej Elsie leki na ból głowy i na sen.
-Ja podziękuję za leki na sen.- powiedziała Elsa- a anna, chyba podziękuje za leki- usłyszałam ostatnie zdanie Elsy i zasnęłam.
Rano obudził mnie Kristoff.
- Aniu, słoneczko, gdzie Lena?- zapytał leżąc obok mnie.
- Miała kolkę i lekarz zabrał ją do siebie.A ty gdzie byłeś?
- Przygotowywałem niespodziankę dla mojej księżniczki. Ale będziesz musiała poczekać jeszcze dwa dni na nią. A teraz idź spać.
- Mhm- wydałam z siebie dźwięk i znów zasnęłam.
- Ania
To ja Ania. Przepraszam że nie pisałam, ale sami wiecie Lena, Elsa, Kristoff, Jack ( chociaż nie Jack nie)Miałam ciężkie i strasznie męczące dni, ale teraz postanowiłam wam napisać co u mnie było słychać przez ten czas w którym nie pisałam. Jak wiecie zostałam mamą ( łuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu)
pięknej blond włosej dziewczynki, z ciemnymi oczkami i jasną karnacją ( po Kristoff' ie wszystko, oprócz nosa :D) imieniem Lena, która została dawno temu porwana przez Mroka ( na szczęście nic jej nie jest)
wiecie też że moja siostra wyszła za mąż ( łuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu)
i że ostatnio była na miesiącu miodowym, a ja musiałam objąć na ten czas władzę ( już trochę mniejsze łuuuuu)było ciężko, wiecie opieka nad Lenką i jeszcze był Kristoff i obowiązki które zwykle wykonywała Elsa jako królowa. A teraz jak wicie Elsa miała wczoraj urodziny i bardzo się cieszyła, a mi było głupio że przez to zeszło roczne zamieszanie wypadło mi z głowy że moja kochana siostra miała urodziny. :(
A dziś wydarzyło się najpierw coś strasznego, a później coś cudnego.
Rano około trzeciej wstałam i zauważyłam że Kristoff' a nie ma ze mną, więc zajrzałam do Leny, spała i ja postanowiłam wziąć z niej przykład i iść spać, około trzeciej trzydzieści usłyszałam płacz Leny i poszłam do niej, śpiewałam, czytałam i kołysałam ją próbując ty ją uspokoić, gdy do pokoju wpadła:
- Elsa?! Co ty tu robisz?- zapytałam zdziwiona że Elsa nie śpi.
-Usłyszałam płacz i przyszłam.
- Która godzina?
- Piąta.
- On nie ona płacze już dwie i pół godziny.
- Zawołam Jacka, on ją na pewno uspokoi.- powiedziała i poszła po Jacka wróciła z nim pięć mniut później.
- Co się dzieje naszej małej księżniczce?- zapytał i wziął ją na ręce i bawił ją pół godziny, bez efektów.
- Zawołam lekarza, to jest już chore żeby dziecko płakało trzy godziny.- powiedziałam już zmęczona.
- Ja pójdę.- zaoferowała Elsa.
- Dobrze. - powiedzieliśmy razem z Jack' iem. po dziesięciu minutach Elsa wróciła z lekarzem i Lilianą ( jedyną pielęgniarką pracującą w nocy)
- Księżniczko, co się dzieje?- zapytał mnie lekarz.
- Nie wiem.- powiedziałam ze łzami w oczach i strachem w głosie.- Lena płacze już ponad trzy godziny.
- Dobrze, sprawdźmy co się dzieję.- lekarz badał Lenę jakiś czas.- Mała księżniczka ma strasznie bolące kolki, dlatego tak płacze, jeżeli księżniczka się zgodzi zabiorę ją do siebie do gabinetu i spróbuję złagodzić ból, dobrze?- zapytał mnie lekarz.
- Dobrze, zgadzam się.
- Liliano zabierz naszą małą księżniczkę do mojego gabinetu i przynieś księżniczce Annie i królowej Elsie leki na ból głowy i na sen.
-Ja podziękuję za leki na sen.- powiedziała Elsa- a anna, chyba podziękuje za leki- usłyszałam ostatnie zdanie Elsy i zasnęłam.
Rano obudził mnie Kristoff.
- Aniu, słoneczko, gdzie Lena?- zapytał leżąc obok mnie.
- Miała kolkę i lekarz zabrał ją do siebie.A ty gdzie byłeś?
- Przygotowywałem niespodziankę dla mojej księżniczki. Ale będziesz musiała poczekać jeszcze dwa dni na nią. A teraz idź spać.
- Mhm- wydałam z siebie dźwięk i znów zasnęłam.
- Ania
Subskrybuj:
Posty (Atom)