sobota, 16 kwietnia 2016

Obiecuję..

Witajcie,
Po jakimś czasie wszystko wróciło nareszcie do porządku dziennego. Wróciłam na stanowisko królowej, udzielałam audiencji (z Jack'iem u boku), a nawet (gdy tylko Jack uznał, że nie jestem zbyt zmęczona) zajmowałam się papierkową robotą. Ale jednak coś cały czas nie dawało mi spokoju.
- Jack.. - zaczęłam pewnego wieczora gdy siedzieliśmy razem w gabinecie.
- Słucham. - uśmiechnął się do mnie.
- Nie sądzisz, że...Cała ta sytuacja kiedy uciekliśmy od Mroka była dziwna? Nie gonił nas, nie zatrzymał. Wypuścił nas. A i teraz nie daje znaków życia.
- Też o tym myślałem. - kiwnął głową po chwili przybierając zamyślony wyraz twarzy.
- Boję się, że knuje kolejny, jeszcze gorszy plan.
Przykucnął przed krzesłem, na którym siedziałam i chwycił mnie za dłonie.
- Zajmę się tym. - szepnął po czym wstał i skierował się do drzwi, ale za nim wyszedł podbiegłam do niego.
- Jack, nie. - powiedziałam stanowczym tonem. - Nie chcę żebyś znowu znikał nie mówiąc mi o niczym, a potem wracał w okropnym stanie. Zajmijmy się tym razem.
- Elso... - przytulił mnie do siebie. - Nie wolno Ci się narażać w żaden sposób. - odsunął się lekko, lecz dalej trzymał mnie za ręce i patrzył głęboko w oczy. - I tak spotkało Cię już coś okropnego. Zapytam o radę innych Strażników.
Stałam przez chwilę nie mówiąc nic. Potem podniosłam na niego wzrok. Jego oczy były pełne szczerości i miłości. Ufałam mu w zupełności. Jednak to zdanie samo wydobyło się ze mnie:
- Obiecaj mi, że sam nie będziesz z nim walczył.
Uśmiechnął się.
- Twoja mama naprawdę mi nie wierzy. Głuptas z niej. - powiedział dotykając mojego brzucha.
Znów spojrzał mi w oczy.
- Obiecuję, Śnieżynko. - pocałował mnie czule i wyszedł.



- Elsa.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Anna, królowa Arendelle i Kristoff, król Arendelle :D

Hejo,
Wybaczcie że nie pisałam, ale musiałam nadrobić stracony czas z moją małą księżniczką i kochanym mężem.
Kiedy już wróciliśmy do zamku i Jack i Elsa zostali zbadani, a ja upewniłam się że będą odpoczywać poszłam do sypialni i oczywiście Kristoff obrażony na mnie usypiał Lenę. Więc weszłam do łazienki i przygotowałam sobie ciepłą kąpiel, a kiedy wróciłam do sypialnie Lena była już swoim pokoiku.
- Dołączysz do mnie?- zapytałam, ale nie odpowiedział.- Kristoff' ku długo będziesz na mnie obrażony?
- Nie jestem obrażony, ale jest mi smutno że mnie nie posłuchałaś i pojechałaś sama.- usiadłam mu na kolanach i objęłam rękami jego szyję.
- Przepraszam, ale to jest moja siostra i kocham ją, a poza tym nie chcę jej znów stracić.- pocałowałam go, a on odwzajemnił i zaniósł mnie do łazienki, gdzie wzięliśmy wspólną kąpiel. Od tamtej pory Kristoff już nie był obrażony, a ja zdałam sobie sprawę z tego jaki bałagan zrobiłam i jak już wiecie nie zdążyłam go posprzątać, a ostatnio siedziałam z Elsą i opowiadałam jej jak wyglądały moje " krótkie rządy" i obie głośno się przy tym śmiałyśmy.
- Anna, Królowa Arendelle!!!- śmiała się Elsa zakładając mi na głowę koronę, a ja przystrojona w koszulę nocną i peleryną, znaczy koc, z dumnie uniesioną głową zaczęłam machać ręką na wszystkie strony, gdy do pokoju wpadła Jack.
- Co tu się dzieję?- nie krył rozbawienia na mój widok.
- Opowiadałam Elsie, jak rządziłam Arendelle i postanowiła mnie koronować.
- A, to przepraszam Wasza Wysokość.- ukłonił się. Do pokoju wszedł Kristoff.- Oto Kristoff, król Arendelle.
- No już nie przesadzajmy.- powiedziałam i podeszłam do Kristoff' a, któremu Jack założył swoją koronę.- Nie chce nigdy więcej być w takiej sytuacji. Ja nie mam o tym zielonego pojęcia.
Cały wieczór wszyscy się śmialiśmy i żartowaliśmy, aż w końcu trzeba było iść spać.



- Anna

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Po prostu się o mnie troszczy...

Witajcie,
Wybaczcie, że ostatnio nie pisałyśmy, ale Anna chyba dużo czasu poświęcała Lenie, a ja słabiej się poczułam więc Jack oczywiście od razu posłał mnie do łóżka, opatulił w piętnaście koców, zrobił cały dzbanek gorącej czekolady i wezwał moją lekarkę.
- To zapewne osłabienie spowodowane ciążą i stresem. Nic groźnego, wystarczy odpoczywać. - powiedziała po krótkim przebadaniu mnie.
Jack jednak jak się pewnie domyślacie zachowywał się jakbym co najmniej umierała. Nie pozwalał mi prawie w ogóle wychodzić z łóżka i dostarczał do sypialni wszystkie posiłki. Gdy wspomniałam o obowiązkach obdarzył mnie bardzo zdenerwowanym spojrzeniem.
- Już rozmawialiśmy o papierach, Elso. Nie. Możesz. Się. Przemęczać. - powiedział.
Przewróciłam oczami, ale uśmiechnęłam się lekko. Jack jest niewątpliwie najbardziej gorliwym opiekunem na świecie. Dziś rano jednak, gdy nie było go w sypialni, a ja uznałam, że czuję się już lepiej, wyszłam spod "kocowego bunkra" jak razem z Anną ochrzciłyśmy coś pod czym przez ostatnie dni trzymał mnie Jack, po czym udałam się do mojego gabinetu. Na widok okropnego bałaganu jaki tam panował jęknęłam cicho (żeby JackGumoweUcho nie usłyszał) i uklęknęłam na podłodze. Zaczęłam zbierać powoli porozrzucane kartki i dokumenty. Gdy usłyszałam za sobą skrzypienie drzwi wstałam szybko gotowa nazmyślać Jack'owi, że wcale nie sprzątałam. Jednak zamiast niego, w drzwiach stała Anna.
- O nie... Elsa... ja... - zaczęła się jąkać. - Właśnie... miałam... to posprzątać, bo widzisz... ee.. jak was nie było to próbowałam się tym zajmować, ale... nie bardzo mi wychodziło...
- Spokojnie, Aniu. - uśmiechnęłam się i zaniosłam zebrane kartki na biurko. - Nic się nie stało. Chodź, pomożesz mi.
I aż do obiadu robiłyśmy porządek i dziwnym trafem do pokoju nie wparował Jack z piętnastoma kocami. Oczywiście gdy tylko zjawiłam się w sypialni czekał na mnie z obrażoną miną.
- Och, Jack... - westchnęłam. - Już nic mi nie jest, chciałam tylko...
Uśmiechnął się. Uniosłam brwi.
- Nie jesteś zły?
- Nie jestem psychopatą, który więzi żonę w łóżku. - zaśmiał się i podszedł do mnie.
Parsknęłam śmiechem.
- Po prostu się o Ciebie troszczę. Bo Cię kocham. - powiedział obejmując mnie. - Jednym słowem - jestem idealnym mężem.
- Oj tak, Jack. - zaśmiałam się i wtuliłam w niego. - Oj tak.



- Elsa.

środa, 6 kwietnia 2016

Dom, ciepły, miły dom.

Witajcie,
Gdy tylko dotarliśmy do Arendelle, Anna zaprowadziła mnie i Jack'a do medyków. Jack był tak wykończony, że omal nie zasnął gdy jedna z lekarek zakładała mu opatrunek. Później na szczęście pozwolono mu w spokoju odpocząć. Niemal pierwszym co u mnie sprawdzono jeśli chodzi o stan zdrowia to dziecko. Myślałam, że umrę ze strachu podczas czekania na wyniki badań. W końcu do komnaty weszła moja lekarka.
- Wasza Wysokość... - zaczęła, a ja poczułam, że zamrażam podłogę. - Przeżyła królowa bardzo wiele stresu co nie jest dobre dla dziecka, ale na szczęście nic się nie stało. Jednak teraz niestety dziecko jest osłabione, przez co bardziej podatne na uszkodzenie. Zalecam więc... cóż, po prostu odpocząć w spokoju i nie denerwować się bez potrzeby. - kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Dziękuję bardzo. - odwzajemniłam uśmiech i z ulgą pogładziłam się po brzuchu. - Czy mogę wrócić już do swojej komnaty?
- Proszę bardzo, Wasza Wysokość.
Wyszłam więc na korytarz, gdzie od razu złapała mnie Anka. Była umyta i przebrana w milutką koszulę nocną. 
- I jak? - zapytała.
- Co jak?
- Jak dzidziuś! - wrzasnęła wymachując rękami.
- Ma się świetnie. - uśmiechnęłam się.
Odetchnęła i objęła mnie jedną ręką.
- Chodź, siostra. - zaczęła dziwnym, zabawnym głosem. - Musisz się zrelaksować.
Po czym zaciągnęła mnie do mojej komnaty, posadziła na łóżku i przygotowała mi gorącą, pachnącą kąpiel. Potem zostawiła mnie samą, a ja ściągnęłam z siebie zabrudzoną suknię i zanurzyłam się w białej pianie. Po chwili usłyszałam ciche pukanie.
- To ja, Śnieżynko. - usłyszałam głos Jack'a.
- Właź. - zaśmiałam się.
Wszedł powoli i zamknął za sobą drzwi. Następnie odwrócił się i uśmiechnął się do mnie swoim pięknym, chytrym uśmiechem. Wyglądał o niebo lepiej niż ostatnim razem gdy go widziałam. Miał znów na sobie swoja bluzę, spodnie i... brak butów. Jego białe włosy były rozczochrane, ale w tym dobrym znaczeniu. Jedyne co zmieniło się w jego wyglądzie to nieduża rana na dolnej wardze.
- Co mądrego powiedziały panie lekarki? - zapytał przystawiając sobie białe, drewniane krzesełko obok wanny.
- Z dzieckiem wszystko w porządku. - odparłam.
- Jasne, że w porządku. - uśmiechnął się. - To silny synek tatusia, już Ci to mówiłem.
Pokręciłam tylko głową z uśmiechem nie mając siły na kolejną kłótnię o płeć dziecka... co nie znaczy, że nie pokłócę się z nim o to jak odzyskam siły. Bardzo się stęskniłam za naszymi kłótniami.



- Elsa.

sobota, 2 kwietnia 2016

Uciekajmy.

Witajcie,
Mrok zamknął mnie w okropnej komnacie, którą wcześniej mi pokazywał, ale ja wiedząc, że niedaleko więzi Jack'a nie mogłam przestać chodzić w kółko przerażona. Co on z nim robi? Z tego co mi mówił, Jack nie jest mu potrzebny, w takim razie po co go uwięził? Co jeśli chce go wykończyć żeby mnie złamać? To prawda, gdyby zrobił coś takiego nigdy bym się nie pozbierała, mógłby robić ze mną co tylko by chciał. Nie chciałam nawet myśleć o wszystkich okropnościach, które mogły spotkać, lub z którymi właśnie ma do czynienia Jack. Mój kochany, zabawny, cudowny Jack zamknięty w strasznej jamie Mroka. Skazany na...
Objęłam mocno rękami drewniany filar podtrzymujący baldachim nad łóżkiem i zacisnęłam powieki. "Co zrobić?" Stałam tak przez jakiś czas, straciłam rachubę w liczeniu sekund, które mogły dzielić mnie od stracenia męża. Nagle usłyszałam szczęk otwieranego zamka. Nie odwróciłam się nawet, szykując się na triumfalną przemowę Mroka na temat tego jak pozbył się jednego ze Strażników. Lodowate łzy spłynęły po moich policzkach. Drewno pokryło się cieniutkim szronem, tak słabym, że mógłby się roztopić od najmniejszego podmuchu ciepłego wiatru. Tak ucierpiała moja moc w tej okropnej jamie. Gdy zamiast duszącej, czarnej mgły poczułam słaby, chłodny powiew serce mi zamarło. Tak wiele razy czułam go na mojej skórze.
- Śnieżynko... - usłyszałam głos tak słaby, że mógłby należeć do osoby, która umiera. Ale był to ten głos.
Rzuciłam się w jego ramiona wybuchając histerycznym płaczem. Pachniał zimą, jak zawsze, ale również czymś czego nie mogłam z początku rozpoznać. Krwią. Pachniał krwią. Odsunęłam się lekko od niego i z rozpaczą przyłożyłam dłoń do jego rozciętych ust, a potem do szarej koszuli, którą miał na sobie, przesiąkłej czerwonością. On czuł chyba to samo. Ujął moje zapadnięte policzki i pogładził po wyblakłych włosach. Następnie delikatnie dotknął mojego brzucha, a jego oczy wypełniły się prawdziwym bólem, tak bezsilnym, że każdy kto spojrzałby wtedy w jego oczy uroniłby morze łez.
- Musimy uciekać. - powiedziałam cicho.
Przytulił mnie jeszcze raz, bardzo mocno i czule, po czym kiwnął głową i bez słowa pociągnął mnie za rękę na korytarz.
- Co z Mrokiem? - zapytałam nie kryjąc strachu.
Jack nie odpowiedział. Biegł szybko ciągnąc mnie za sobą. Gdy dostałam zadyszki i nie mogłam dalej biec, wziął mnie na ręce i wzbił się lekko nad podłoże. Widziałam, że wykorzystuje przy tym swoje ostatnie siły. Ale robił to. W końcu dotarliśmy do miejsca, gdzie rozchodziły się dwa korytarze. Jeden w lewo, biło od niego jasne światło, lecz nie takie jak od lamp tylko inne. Nie wiedziałam skąd je znam. Korytarz na prawo był pogrążony w ciemności jak cała reszta. Jack skręcił w lewo natychmiast. Byliśmy coraz bliżej jasnego światła, aż w końcu otoczyło nas ze wszystkich stron. Nabrałam głęboko do płuc świeżego, czystego powietrza. Jack powoli postawił mnie na ziemi, a ja usiadłam i dotknęłam trawy. Chłodnej, nieco wilgotnej. Otworzyłam oczy. Blask słońca. Jasny, ale nie drażniący. Ciepły. Jack przykucnął obok mnie.
- Musimy stąd uciekać. Mrok gdzieś tu... - zaczął, ale przerwał mu krzyk.
Krzyk, który zerwał mnie na równe nogi.
- Anna!! - wrzasnęłam i wystrzeliłam wprost z powrotem do ciemnego korytarza.
Nie oglądałam się za siebie, gnałam jak szalona. Gdyby kilka minut temu ktoś powiedział mi, że jestem skłonna do takiego biegu, to na pewno bym nie uwierzyła.
- Anna! - krzyknęłam znowu stojąc w ciemności.
- Elsa?! - odpowiedział mi.
Była blisko. Znów puściłam się pędem, właściwie na oślep. Krzyczałam jej imię, a ona odkrzykiwała moje. W końcu obie wrzasnęłyśmy wpadając na siebie.
- Anna?! - wstałam szybko i pomogłam jej się pozbierać.
Dotknęłam jej twarzy, jej włosów splątanych w dwa warkocze.
- To ja. - zaśmiała się.
- Co ty tu... - zaczęłam, ale ona przytuliła mnie mocno.
- Szukałam Was. Teraz uciekajmy, ten straszny gość jest blisko. - i tym razem ona pociągnęła mnie korytarzem.
W końcu obie wypadłyśmy na zewnątrz. Jack uśmiechnął się słabo na nasz widok.
- Mój koń zniknął. - stwierdziła Anna rozglądając się dookoła.
- Zaniosę Was. - odezwał się Jack i wyciągnął do nas ręce.
- Nie ma mowy, nie dasz rady. - powiedziałam.
Pokręcił głową.
- Jeśli zaraz nie uciekniemy, Mrok nas znajdzie i zamknie wszystkich. - odrzekł.
I sam złapał nas za ręce, po czym wznieśliśmy się w powietrze.





- Elsa.

środa, 30 marca 2016

Muszę ich znaleźć!!!

Hejo,
Od paru dni nie dostałam żadnej wiadomości od Jack' a i mówiąc szczerze to zaczęłam się już trochę denerwować i wpadać w lekką panikę.
- Kristoff, ja muszę jechać ich szukać.- powiedziałam pewnego wieczoru.
- Zabraniam, wiesz co powiedział medyk masz się oszczędzać.- powiedział kładąc się do łóżka. Sama sobie poradzę, pomyślałam. Kiedy Kristoff już zasnął, cicho ubrałam się w spodnie do jazdy konnej, których nigdy nie zakładałam, bo nie jeździłam konno, a do tego jakąś zieloną marynarkę, wydłużoną z tyłu, aż do kostek, niby suknia i wysokie buty do kolana chyba też do jazdy konnej. Po cichu wyszłam z sypialni, a przed zamknięciem drzwi szepnęłam przepraszam w stronę śpiącego Kristoff' a. Zeszłam do stajni i znalazłam brązowego konia, był to jedyny koń w naszej stajni, bo widocznie strażnicy na koniach rozglądali się po okolicy. Przeczytałam tabliczkę na brami do boksu w którym stał koń z jego imieniem " Łuka" z tego co wiem to bardzo łagodny koń.
- Wio!!!- zawołałam i pociągnęłam za lejce, dobrze że na poszukiwania Elsy jechałam konno, bo inaczej nie miałabym doświadczenia z końmi. Wjechałam do lasu i galopem popędziłam ścieżką, chyba przeszukałam cały las w z dłuż i wszerz, ale nic nie znalazłam. Poczułam że zaraz usnę na wierzchowcu, więc postanowiłam zawitać do mojej przybranej rodziny, czyli trolli, bo gdybym wróciła do Arendelle to Kristoff pilnowałby mnie cały dzień i noc, a ja muszę znaleźć Elsę i Jack' a. Kiedy słońce zaczęło wschodzić dotarłam do trolli.
- Anna?!- zawołały trolle.
- Mogłabym u was odpocząć?- zapytałam schodząc z konia i przywiązałam go do jednego z drzew żeby miał trawę i dostęp do rzeczki, która była niedaleko.
- Tak, ale co się stało?- zapytały chórem, a ja opowiedziałam im całą historię, zjadłam z nimi śniadanie i usnęłam.



- Anna

wtorek, 29 marca 2016

Może wolę wcale nie widzieć..

Witajcie,
Dzisiaj Mrok odwiedził mnie w bardzo dobrym humorze.
- Mam niespodziankę. - odezwał się.
Przewróciłam tylko oczami i nie odpowiedziałam.
- Nie chcesz jej? No to nie. - uniósł ręce udając rozczarowanie.
- Mów. - powiedziałam zmęczonym głosem.
Uśmiechnął się strasznie, po czym klasnął dwa razy, a kajdanki przykuwające mnie do stołu zniknęły. Usiadłam powoli.
- Pozwól za mną. - przywołał mnie gestem, po czym wyszedł przez stalowe drzwi.
Ześliznęłam się ze stołu i podtrzymałam się go, aby nie upaść. Na drżących nogach skierowałam się powoli za czarną postacią. Wyszłam na korytarz pogrążony w grobowej ciemności.
- No tak. - dobiegł mnie głos Mroka, a później znów usłyszałam klaśnięcie i korytarz rozświetliły jasne lampy podobne do tej, która wisiała nade mną, nad stołem.
- Chodź, chodź. - ponaglił mnie.
W końcu doszliśmy do innych stalowych drzwi. Czarny Pan otworzył je zardzewiałym kluczem i zachęcił mnie do zajrzenia do środka. Była to komnata. Bardzo podobna do mojej, ale bez okien. Na ścianach rozpostarte były czarne koturny. Pod jedną stało wielkie, czarne łóżko z baldachimem, a na przeciw niego były nieduże drzwi.
- Twój własny apartament. - Mrok wyszczerzył strasznie zęby.
Bez słowa weszłam do środka.
- Pobędziesz tu troszkę więc przyzwyczajaj się powoli.
Pokręciłam głową.
- Nie zostanę długo. Jack przybędzie tu... - zaczęłam, ale Mrok zaśmiał się.
- A propo, kochanie, a propo. Chodź, coś jeszcze Ci pokażę. - pociągnął mnie z powrotem na korytarz.
Zeszliśmy po kamiennych schodach. Tu nie było już świateł, ale Mrok i tak ciągnął mnie za rękę, więc było mi zupełnie obojętne czy coś widzę. A może - pomyślałam - wolę wcale nie widzieć. Wkrótce Mrok otworzył przede mną kolejne drzwi. Z początku oślepiło mnie światło kilku tych okropnych lamp. Jednak po chwili usłyszałam jego głos.
- Elsa!!


- Elsa.