Witajcie,
W środę wieczorem razem z Jack'iem zeszliśmy po cichu do gabinetu medycznego, aby odebrać Lenę.
- O, królowa. - odezwał się jeden z lekarzy otwierając nam. - Proszę, dziecko jest już w pełni zdrowe.
Podał mi Lenę, po czym skierowaliśmy się z powrotem do sypialni.
- Położymy ją od razu spać? - zapytał Jack.
- Nie, myślę, że lepiej jej coś poczytać czy...
- Dobra, to ja jej poczytam i pośpiewam i w ogóle. - przerwał mi Jack uśmiechając się z entuzjazmem.
- Dobrze... - mruknęłam przewracając oczami.
"Biedna Lena..." - pomyślałam gdy jakiś czas później Jack śpiewał jej już chyba pięćdziesiątą piosenkę siedząc na łóżku i trzymając ją na kolanach.
- Nie uważasz, że powinniśmy już ją położyć spać? - zapytałam sama ledwo trzymając się na nogach.
- Hm. No dobrze. - odrzekł Jack. - Połóż się z nią, a ja pójdę do szafy.
Po czym położył dziewczynkę na poduszkach i przykrył delikatnie kołdrą, a sam skierował się do szafy.
- Jack, błagam Cię, już skończyliśmy ze spaniem w szafie. - powiedziałam. - Zmieścimy się jakoś.
Wyraźnie ucieszony faktem, że nie musi spać w szafie wrócił do łóżka, po czym położyliśmy się na po jego dwóch stronach między sobą kładąc Lenę. Na szczęście już spała i wyglądała na całkiem zadowoloną.
- Jak miło. - uśmiechnął się Jack.
- Mhm, dobranoc. - przykryłam się po czubek głowy chcąc uniknąć rozmowy na sami-wiecie-jaki temat.
Około dziewiątej obudził nas płacz małej, więc szybko się nią zajęliśmy, aby Anna (o ile jeszcze była w zamku) nic nie usłyszała. Przebrałam Lenę i nakarmiłam ją z butelki, którą Jack zwędził wczoraj z jej pokoju.
Potem wychyliłam się na korytarz aby sprawdzić czy Kristoff i Anna już wyszli. Podeszłam do ich sypialni i uchyliłam lekko drzwi. Na szczęście już ich nie było, więc przenieśliśmy się z Jack'iem i Leną do jej pokoiku. Przez cały dzień czytaliśmy jej i śpiewaliśmy. W pewnym momencie gdy kołysałam ją siedząc w bujanym fotelu, Jack usiadł obok mnie na ziemi i westchnął:
- Fajnie by było mieć takiego słodziaka.
Z trudem powstrzymałam się od przewrócenia oczami.
- Tak. - odrzekłam.
Lena zamrugała do mnie, zamachała rączkami i...
- Cio... ciocia! - zawołała. - Ciocia! Ciociaciocia cio...ciociaciocia...!
Jack wyszczerzył do mnie zęby. Uśmiechnęłam się i pocałowałam Lenkę w główkę. Do wieczora udało nam się nauczyć ją także słowa "wujek" więc potem nawijała te dwa słowa jak najęta. W pewnej chwili usłyszeliśmy na korytarzu kroki.
- Wrócili! - powiedział Jack. - Może lepiej...
- Frost!
W drzwiach stanęła Anna w ślicznej sukni (chyba nowej). Jednak wyglądała na nieźle wkurzoną.
- Co...się stało, Aniu? - zapytałam.
Ona jednak zabrała od Jack'a Lenę i położyła ją w kołysce.
- Kto pozwolił Ci kraść moje dziecko?! - krzyknęła.
- Co? - Jack uniósł brwi. - Ja tylko... my tylko...
- Nigdy! Więcej! Tego! Nie! Rób! - Anna podniosła z ziemi butelkę i zaczęła iść w stronę Jack'a.
- Księżniczka chce mnie zabić butelką!! - zawołał na wpół rozbawiony i przestraszony wylatując z pokoju.
Ona pobiegła za nim wymachując butelką groźnie. Chyba jutro będę musiała wszystko jej wytłumaczyć...
- Elsa.
piątek, 31 lipca 2015
czwartek, 30 lipca 2015
Romantyczna niespodzianka :D
Hejo,
dziś rano, bardzo, bardzo wcześnie. Tak około szóstej, obudził mnie Kristoff.
- Wstawaj, kwiatuszku. Mam dla ciebie niespodziankę.
-Tak wcześnie?
- Tak wcześnie.- wstałam i pierwsze co zobaczyłam, był piękna i prosta zielona sukienka ( uwielbiam suknie piękne w swojej prostocie, a za zielonymi prostym sukniami szaleję) do sukni, była chusta na ramiona i wstążka do włosów ( wstążka była moja z koronacji Elsy ), a pod łóżkiem leżały piękne zielone pantofelki.
- Czy ja mam się w to ubrać?- zapytałam lekko zdziwiona.
- Tak, musisz się szybko ubrać i wychodzimy.
- Wychodzimy? Gdzie?
- Niespodzianka.-szybko się ubrałam i uczesałam koka ze wstążką. Gdy byłam już gotowa, wyszłam z pokoju, na korytarzu czekał Kristoff ubrany w garnitur z naszego ślubu.
- Mogę prosić, Jaśnie Pani?- i wystawił do mnie rękę.
- Oczywiście.- chwyciłam go i wyszliśmy z pałacu. Po paru minutach wiedziałam gdzie idziemy. Kierowaliśmy się w stronę restauracji do której Jack zaprosił Elsę na ich pierwszą randkę. Gdy weszliśmy do środka usiedliśmy przy tym samym stoliku ( na szczęście siedziałam przodem do krzaków, w których się chowałam i miałam pewność że nikt nic nie podpowie Kristoff' owi)
- Witam.- podszedł do nas kelner.- W czym mogę służyć?
- Poprosimy talerz Oero.- powiedział Kristoff, a ja główkowałam co to jest i wtedy przyszedł kelner z owymi talerzami Oero. Był to talerz na którym leżała jedna duża lodowa kanapka Oreo, dwa ciastka Oreo i dwie kostki czekolady Oreo, następnie kelner postawił mały kieliszek mleka i odszedł.
- Kristoff, czy to jest ta niespodzianka?- zapytałam, lekko zdziwiona.
- Nie, to jest tylko śniadanie.
- To kiedy będzie niespodzianka.
- Cierpliwości, Aniu.- kiedy zjedliśmy, Kristoff wstał i podał mi rękę. Wyszliśmy na zewnątrz.
- Teraz Aniu, twoja niespodzianka.
- Och, to cudowne.- Kristoff zdjął mi chustę z ramion i zawiązał na oczach, po czym wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić mnie gdzieś, a ja nawet nie wiedziałam gdzie. Po pewnym czasie wziął mnie na ręce i poczułam że się wspina ( myślałam że po schodach zamkowych), nagle postawił mnie i zaczął mnie całować i rozpinać mi suknię...
Gdy wstałam już nie miałam chusty na oczach i zauważyłam że jestem w moim domku na drzewie, Kristoff jeszcze spał, więc wstałam i ubrałam się. Byłam cała obolała od mojej ''Niespodzianki'' i od spania na deskach. I wtedy wstał Kristoff.
- A gdzie to się Jaśnie Pani.-wybiera i powtórzyła ''Niespodziankę''
dziś rano, bardzo, bardzo wcześnie. Tak około szóstej, obudził mnie Kristoff.
- Wstawaj, kwiatuszku. Mam dla ciebie niespodziankę.
-Tak wcześnie?
- Tak wcześnie.- wstałam i pierwsze co zobaczyłam, był piękna i prosta zielona sukienka ( uwielbiam suknie piękne w swojej prostocie, a za zielonymi prostym sukniami szaleję) do sukni, była chusta na ramiona i wstążka do włosów ( wstążka była moja z koronacji Elsy ), a pod łóżkiem leżały piękne zielone pantofelki.
- Czy ja mam się w to ubrać?- zapytałam lekko zdziwiona.
- Tak, musisz się szybko ubrać i wychodzimy.
- Wychodzimy? Gdzie?
- Niespodzianka.-szybko się ubrałam i uczesałam koka ze wstążką. Gdy byłam już gotowa, wyszłam z pokoju, na korytarzu czekał Kristoff ubrany w garnitur z naszego ślubu.
- Mogę prosić, Jaśnie Pani?- i wystawił do mnie rękę.
- Oczywiście.- chwyciłam go i wyszliśmy z pałacu. Po paru minutach wiedziałam gdzie idziemy. Kierowaliśmy się w stronę restauracji do której Jack zaprosił Elsę na ich pierwszą randkę. Gdy weszliśmy do środka usiedliśmy przy tym samym stoliku ( na szczęście siedziałam przodem do krzaków, w których się chowałam i miałam pewność że nikt nic nie podpowie Kristoff' owi)
- Witam.- podszedł do nas kelner.- W czym mogę służyć?
- Poprosimy talerz Oero.- powiedział Kristoff, a ja główkowałam co to jest i wtedy przyszedł kelner z owymi talerzami Oero. Był to talerz na którym leżała jedna duża lodowa kanapka Oreo, dwa ciastka Oreo i dwie kostki czekolady Oreo, następnie kelner postawił mały kieliszek mleka i odszedł.
- Kristoff, czy to jest ta niespodzianka?- zapytałam, lekko zdziwiona.
- Nie, to jest tylko śniadanie.
- To kiedy będzie niespodzianka.
- Cierpliwości, Aniu.- kiedy zjedliśmy, Kristoff wstał i podał mi rękę. Wyszliśmy na zewnątrz.
- Teraz Aniu, twoja niespodzianka.
- Och, to cudowne.- Kristoff zdjął mi chustę z ramion i zawiązał na oczach, po czym wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić mnie gdzieś, a ja nawet nie wiedziałam gdzie. Po pewnym czasie wziął mnie na ręce i poczułam że się wspina ( myślałam że po schodach zamkowych), nagle postawił mnie i zaczął mnie całować i rozpinać mi suknię...
Gdy wstałam już nie miałam chusty na oczach i zauważyłam że jestem w moim domku na drzewie, Kristoff jeszcze spał, więc wstałam i ubrałam się. Byłam cała obolała od mojej ''Niespodzianki'' i od spania na deskach. I wtedy wstał Kristoff.
- A gdzie to się Jaśnie Pani.-wybiera i powtórzyła ''Niespodziankę''
środa, 29 lipca 2015
Prośba Kristoff'a.
Witajcie,
Jak wiecie Lena trafiła do lekarza, bo źle się czuła. Anna na początku bardzo się tym przejęła, ale przekonaliśmy ją, że przecież nic jej nie będzie i, że wkrótce na pewno wyzdrowieje. Dziś po śniadaniu szłam korytarzem do mojego gabinetu, gdy niespodziewanie zaczepił mnie Kristoff.
- Wszystko w porządku? - zapytałam.
Wyglądał na dość podenerwowanego, ciągle rozglądał się dookoła jakby nikt nie mógł usłyszeć tego co miał do powiedzenia.
- Tak, tak. - odrzekł. - Mam pewną prośbę.
Uniosłam brwi ze zdziwieniem. Właściwie rzadko choćby rozmawialiśmy ze sobą, a teraz chciał mnie o coś prosić?
- Słucham.
- Tylko nie mów o niczym Annie, to ważne. - Kristoff spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
Zmarszczyłam brwi i kiwnęłam głową po chwili. O co mu chodzi?
- Więc... szykuję dla Anny małą... no może nie taką małą... niespodziankę. Myślę, że to poprawi jej humor i trochę uspokoi.
- No... dobrze. - odrzekłam. - Ale co ja mam do tego?
- Jutro zamierzam ją gdzieś zabrać i chciałbym żebyście zajęli się Leną.
Ponownie zmarszczyłam brwi.
- Chwila, przecież jest u lekarza, nie potrzebuje naszej opieki. - powiedziałam.
- Lekarz oznajmił mi, że dziś wieczorem będzie już można ją odebrać. - wyjaśnił mężczyzna rozglądając się dookoła.
- W takim razie... dobrze, możemy nawet ją odebrać. Ale dlaczego któraś z służących nie może się nią jutro zająć?
Kristoff przewrócił oczami.
- No wiem, wiem. To byłoby najłatwiejsze, ale... po prostu nie chcę żeby Lena spędzała dzieciństwo w otoczeniu... tak naprawdę obcych ludzi.
Kiwnęłam głową. Chciał, aby była blisko z rodziną.
- A poza tym gdyby dać służącej takie zadanie, zaraz powiedziałaby to innym służącym, rozeszłyby się plotki i Anna prędzej czy później by się o tym dowiedziała.
- Masz rację.
- Czyli mogę liczyć na Ciebie i Jack'a?
- Tak. Odbierzemy ją dziś wieczorem od lekarza, i weźmiemy do siebie.
- Dobrze. - odezwał się Kristoff. - Jutro wyjdę z Anną jak najwcześniej, żebyście mogli zanieść Lenę do jej kołyski, do jej pokoju. Ale noc musi spędzić z Wami. Poradzicie sobie?
- Mam nadzieję... - powiedziałam.
- Wielkie dzięki. - Kristoff klepnął mnie w ramię i pobiegł na dół.
Gdy opowiedziałam o wszystkim Jack'owi ucieszył się, że będzie mógł odegrać niańkę. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem...
- Elsa.
Jak wiecie Lena trafiła do lekarza, bo źle się czuła. Anna na początku bardzo się tym przejęła, ale przekonaliśmy ją, że przecież nic jej nie będzie i, że wkrótce na pewno wyzdrowieje. Dziś po śniadaniu szłam korytarzem do mojego gabinetu, gdy niespodziewanie zaczepił mnie Kristoff.
- Wszystko w porządku? - zapytałam.
Wyglądał na dość podenerwowanego, ciągle rozglądał się dookoła jakby nikt nie mógł usłyszeć tego co miał do powiedzenia.
- Tak, tak. - odrzekł. - Mam pewną prośbę.
Uniosłam brwi ze zdziwieniem. Właściwie rzadko choćby rozmawialiśmy ze sobą, a teraz chciał mnie o coś prosić?
- Słucham.
- Tylko nie mów o niczym Annie, to ważne. - Kristoff spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
Zmarszczyłam brwi i kiwnęłam głową po chwili. O co mu chodzi?
- Więc... szykuję dla Anny małą... no może nie taką małą... niespodziankę. Myślę, że to poprawi jej humor i trochę uspokoi.
- No... dobrze. - odrzekłam. - Ale co ja mam do tego?
- Jutro zamierzam ją gdzieś zabrać i chciałbym żebyście zajęli się Leną.
Ponownie zmarszczyłam brwi.
- Chwila, przecież jest u lekarza, nie potrzebuje naszej opieki. - powiedziałam.
- Lekarz oznajmił mi, że dziś wieczorem będzie już można ją odebrać. - wyjaśnił mężczyzna rozglądając się dookoła.
- W takim razie... dobrze, możemy nawet ją odebrać. Ale dlaczego któraś z służących nie może się nią jutro zająć?
Kristoff przewrócił oczami.
- No wiem, wiem. To byłoby najłatwiejsze, ale... po prostu nie chcę żeby Lena spędzała dzieciństwo w otoczeniu... tak naprawdę obcych ludzi.
Kiwnęłam głową. Chciał, aby była blisko z rodziną.
- A poza tym gdyby dać służącej takie zadanie, zaraz powiedziałaby to innym służącym, rozeszłyby się plotki i Anna prędzej czy później by się o tym dowiedziała.
- Masz rację.
- Czyli mogę liczyć na Ciebie i Jack'a?
- Tak. Odbierzemy ją dziś wieczorem od lekarza, i weźmiemy do siebie.
- Dobrze. - odezwał się Kristoff. - Jutro wyjdę z Anną jak najwcześniej, żebyście mogli zanieść Lenę do jej kołyski, do jej pokoju. Ale noc musi spędzić z Wami. Poradzicie sobie?
- Mam nadzieję... - powiedziałam.
- Wielkie dzięki. - Kristoff klepnął mnie w ramię i pobiegł na dół.
Gdy opowiedziałam o wszystkim Jack'owi ucieszył się, że będzie mógł odegrać niańkę. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem...
- Elsa.
wtorek, 28 lipca 2015
Kolka,niespodzianka i sen
Hejo,
To ja Ania. Przepraszam że nie pisałam, ale sami wiecie Lena, Elsa, Kristoff, Jack ( chociaż nie Jack nie)Miałam ciężkie i strasznie męczące dni, ale teraz postanowiłam wam napisać co u mnie było słychać przez ten czas w którym nie pisałam. Jak wiecie zostałam mamą ( łuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu)
pięknej blond włosej dziewczynki, z ciemnymi oczkami i jasną karnacją ( po Kristoff' ie wszystko, oprócz nosa :D) imieniem Lena, która została dawno temu porwana przez Mroka ( na szczęście nic jej nie jest)
wiecie też że moja siostra wyszła za mąż ( łuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu)
i że ostatnio była na miesiącu miodowym, a ja musiałam objąć na ten czas władzę ( już trochę mniejsze łuuuuu)było ciężko, wiecie opieka nad Lenką i jeszcze był Kristoff i obowiązki które zwykle wykonywała Elsa jako królowa. A teraz jak wicie Elsa miała wczoraj urodziny i bardzo się cieszyła, a mi było głupio że przez to zeszło roczne zamieszanie wypadło mi z głowy że moja kochana siostra miała urodziny. :(
A dziś wydarzyło się najpierw coś strasznego, a później coś cudnego.
Rano około trzeciej wstałam i zauważyłam że Kristoff' a nie ma ze mną, więc zajrzałam do Leny, spała i ja postanowiłam wziąć z niej przykład i iść spać, około trzeciej trzydzieści usłyszałam płacz Leny i poszłam do niej, śpiewałam, czytałam i kołysałam ją próbując ty ją uspokoić, gdy do pokoju wpadła:
- Elsa?! Co ty tu robisz?- zapytałam zdziwiona że Elsa nie śpi.
-Usłyszałam płacz i przyszłam.
- Która godzina?
- Piąta.
- On nie ona płacze już dwie i pół godziny.
- Zawołam Jacka, on ją na pewno uspokoi.- powiedziała i poszła po Jacka wróciła z nim pięć mniut później.
- Co się dzieje naszej małej księżniczce?- zapytał i wziął ją na ręce i bawił ją pół godziny, bez efektów.
- Zawołam lekarza, to jest już chore żeby dziecko płakało trzy godziny.- powiedziałam już zmęczona.
- Ja pójdę.- zaoferowała Elsa.
- Dobrze. - powiedzieliśmy razem z Jack' iem. po dziesięciu minutach Elsa wróciła z lekarzem i Lilianą ( jedyną pielęgniarką pracującą w nocy)
- Księżniczko, co się dzieje?- zapytał mnie lekarz.
- Nie wiem.- powiedziałam ze łzami w oczach i strachem w głosie.- Lena płacze już ponad trzy godziny.
- Dobrze, sprawdźmy co się dzieję.- lekarz badał Lenę jakiś czas.- Mała księżniczka ma strasznie bolące kolki, dlatego tak płacze, jeżeli księżniczka się zgodzi zabiorę ją do siebie do gabinetu i spróbuję złagodzić ból, dobrze?- zapytał mnie lekarz.
- Dobrze, zgadzam się.
- Liliano zabierz naszą małą księżniczkę do mojego gabinetu i przynieś księżniczce Annie i królowej Elsie leki na ból głowy i na sen.
-Ja podziękuję za leki na sen.- powiedziała Elsa- a anna, chyba podziękuje za leki- usłyszałam ostatnie zdanie Elsy i zasnęłam.
Rano obudził mnie Kristoff.
- Aniu, słoneczko, gdzie Lena?- zapytał leżąc obok mnie.
- Miała kolkę i lekarz zabrał ją do siebie.A ty gdzie byłeś?
- Przygotowywałem niespodziankę dla mojej księżniczki. Ale będziesz musiała poczekać jeszcze dwa dni na nią. A teraz idź spać.
- Mhm- wydałam z siebie dźwięk i znów zasnęłam.
- Ania
To ja Ania. Przepraszam że nie pisałam, ale sami wiecie Lena, Elsa, Kristoff, Jack ( chociaż nie Jack nie)Miałam ciężkie i strasznie męczące dni, ale teraz postanowiłam wam napisać co u mnie było słychać przez ten czas w którym nie pisałam. Jak wiecie zostałam mamą ( łuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu)
pięknej blond włosej dziewczynki, z ciemnymi oczkami i jasną karnacją ( po Kristoff' ie wszystko, oprócz nosa :D) imieniem Lena, która została dawno temu porwana przez Mroka ( na szczęście nic jej nie jest)
wiecie też że moja siostra wyszła za mąż ( łuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu)
i że ostatnio była na miesiącu miodowym, a ja musiałam objąć na ten czas władzę ( już trochę mniejsze łuuuuu)było ciężko, wiecie opieka nad Lenką i jeszcze był Kristoff i obowiązki które zwykle wykonywała Elsa jako królowa. A teraz jak wicie Elsa miała wczoraj urodziny i bardzo się cieszyła, a mi było głupio że przez to zeszło roczne zamieszanie wypadło mi z głowy że moja kochana siostra miała urodziny. :(
A dziś wydarzyło się najpierw coś strasznego, a później coś cudnego.
Rano około trzeciej wstałam i zauważyłam że Kristoff' a nie ma ze mną, więc zajrzałam do Leny, spała i ja postanowiłam wziąć z niej przykład i iść spać, około trzeciej trzydzieści usłyszałam płacz Leny i poszłam do niej, śpiewałam, czytałam i kołysałam ją próbując ty ją uspokoić, gdy do pokoju wpadła:
- Elsa?! Co ty tu robisz?- zapytałam zdziwiona że Elsa nie śpi.
-Usłyszałam płacz i przyszłam.
- Która godzina?
- Piąta.
- On nie ona płacze już dwie i pół godziny.
- Zawołam Jacka, on ją na pewno uspokoi.- powiedziała i poszła po Jacka wróciła z nim pięć mniut później.
- Co się dzieje naszej małej księżniczce?- zapytał i wziął ją na ręce i bawił ją pół godziny, bez efektów.
- Zawołam lekarza, to jest już chore żeby dziecko płakało trzy godziny.- powiedziałam już zmęczona.
- Ja pójdę.- zaoferowała Elsa.
- Dobrze. - powiedzieliśmy razem z Jack' iem. po dziesięciu minutach Elsa wróciła z lekarzem i Lilianą ( jedyną pielęgniarką pracującą w nocy)
- Księżniczko, co się dzieje?- zapytał mnie lekarz.
- Nie wiem.- powiedziałam ze łzami w oczach i strachem w głosie.- Lena płacze już ponad trzy godziny.
- Dobrze, sprawdźmy co się dzieję.- lekarz badał Lenę jakiś czas.- Mała księżniczka ma strasznie bolące kolki, dlatego tak płacze, jeżeli księżniczka się zgodzi zabiorę ją do siebie do gabinetu i spróbuję złagodzić ból, dobrze?- zapytał mnie lekarz.
- Dobrze, zgadzam się.
- Liliano zabierz naszą małą księżniczkę do mojego gabinetu i przynieś księżniczce Annie i królowej Elsie leki na ból głowy i na sen.
-Ja podziękuję za leki na sen.- powiedziała Elsa- a anna, chyba podziękuje za leki- usłyszałam ostatnie zdanie Elsy i zasnęłam.
Rano obudził mnie Kristoff.
- Aniu, słoneczko, gdzie Lena?- zapytał leżąc obok mnie.
- Miała kolkę i lekarz zabrał ją do siebie.A ty gdzie byłeś?
- Przygotowywałem niespodziankę dla mojej księżniczki. Ale będziesz musiała poczekać jeszcze dwa dni na nią. A teraz idź spać.
- Mhm- wydałam z siebie dźwięk i znów zasnęłam.
- Ania
poniedziałek, 27 lipca 2015
Sto lat, Elso!
Witajcie,
Dziś spałam sobie spokojnie w moim kochanym łóżku nie mając żadnych zmartwień i marząc, aby następny dzień był choć trochę normalny gdy nagle...
- ELSA!!!!!!!!!
Uchyliłam jedno oko. Było jeszcze dość ciemno.
- Hm... - mruknęłam zakrywając się poduszką.
- Ej, to ja miałem ją obudzić! - usłyszałam głos Jack'a, co dziwne, nie obok mnie, w łóżku, tylko gdzieś z głębi pokoju.
- Cicho. - burknęła również stamtąd Anna.
Znowu coś wymyślają... - pomyślałam i przykryłam się dodatkowo kołdrą po czubek głowy. Poczułam, że ktoś siada obok na łóżku.
- Elsuniu... - odezwała się półszeptem Anka.
- Nie mów tak do mnie. - burknęłam spod pierzynowego bunkra.
- Wszystkiego Najlepszego... - dodał Jack pochylając się nade mną.
Co? - pomyślałam i otworzyłam oczy zdezorientowana. Powoli ściągnęłam z siebie kołdrę. O czym oni.... Aaa...No tak. Mam urodziny.
- Sto lat, Elso!! - Anna zrzuciła z łóżka pościel i wszystkie moje poduszki i rzuciła się na mnie.
- Dzię... - chciałam podziękować, ale przez Ankę leżącą na prawie całym moim ciele, zabrakło mi tchu.
Gdy w końcu wstała, znikąd nade mną pojawił się Jack i pocałował mnie czule. Nagle poczułam coś zimnego wokół szyi. Spostrzegłam, że Jack założył mi śliczną, śnieżynkową kolię.
- Jesteście kochani. - uśmiechnęłam się gdy w końcu udało mi się spokojnie usiąść. - Dziękuję.
- Przez naszą kochaną kuzyneczkę, rok temu prawie w ogóle nie obchodziliśmy Twoich urodzin. - powiedziała Anna.
No tak. - pomyślałam. - Wtedy dopiero co wróciłam z Corony.
- Więc teraz... - zaczął Jack przybierając chytry uśmiech. - Zrobimy wszystko co w naszej mocy.
- Tylko proszę Was, żadnych bali. - odrzekłam.
- No... - Ania posmutniała trochę. - ...dobrze. Ale teraz chodź z nami. - i pociągnęła mnie za rękę.
- Chwila...! - zawołałam. - Chyba muszę się ubrać!
- Po co? - zaśmiał się Jack. - Nie będziemy marnować czasu na takie bzdury!
Złapałam więc tylko mój satynowy szlafrok i nałożyłam go w biegu, gdy Jack i Anna ciągnęli mnie w stronę jadalni. Tam wpadliśmy na Kristoff'a dźwigającego ogromny, niebieski tort z białą polewą i marcepanową śnieżynką na szczycie.
- Sto lat, Elso! - zawołał.
- Eem... - nie mogłam powstrzymać uśmiechu na widok całego tego zamieszania, które dla mnie stworzyli. - Dziękuję.
Anka i Jack biegali dookoła Kristoff'a kiedy niósł tort na stół, żeby mu nie upadł. Po typowej urodzinowej ceremonii (na szczęście tylko we czwórkę), Kristoff wrócił do Leny, a Anna i Jack zawiązali mi oczy satynową przepaską z mojego szlafroka.
- Gdzieś Cię zabierzemy. - szepnął mi na ucho Jack.
Mam nadzieję, że nie na Lodowy Wierch. - pomyślałam czując twarde kafelki pod bosymi stopami. Szliśmy przez dłuższy czas, Anna pośpiewywała "Sto lat", a Jack trzymał mnie za rękę. W końcu się zatrzymaliśmy. Byliśmy na zewnątrz, na wilgotnej trawie.
- No dobrze... - szepnął Jack rozwiązując przepaskę.
Zobaczyłam, że jesteśmy w miejscu, gdzie Jack podarował mi huśtawkę po ślubie.
- Jesteście cudowni. - powiedziałam i przytuliłam ich mocno.
Przez następne dwie godziny huśtaliśmy się, leżeliśmy na trawie patrząc w chmury, śpiewaliśmy i po prostu spędzaliśmy razem czas.
- No dobra... - westchnęła Anna. - Muszę wracać do mojej Lenki.
- Dobrze. - odrzekł Jack.
Siostra uśmiechnęła się do mnie, rzuciła "Sto lat!" chyba pięćdziesiąty raz tego dnia, po czym skierowała się do zamku. Jack podszedł do mnie i objął mnie w talii.
- Mam jeszcze jeden prezent. - powiedział uśmiechając się.
- Naprawdę? - odwzajemniłam uśmiech.
Jack pocałował mnie.
Do pałacu wróciliśmy około dwunastej. A tam czekało mnie jeszcze wiele mniejszych i większych niespodzianek.
- Elsa.
Dziś spałam sobie spokojnie w moim kochanym łóżku nie mając żadnych zmartwień i marząc, aby następny dzień był choć trochę normalny gdy nagle...
- ELSA!!!!!!!!!
Uchyliłam jedno oko. Było jeszcze dość ciemno.
- Hm... - mruknęłam zakrywając się poduszką.
- Ej, to ja miałem ją obudzić! - usłyszałam głos Jack'a, co dziwne, nie obok mnie, w łóżku, tylko gdzieś z głębi pokoju.
- Cicho. - burknęła również stamtąd Anna.
Znowu coś wymyślają... - pomyślałam i przykryłam się dodatkowo kołdrą po czubek głowy. Poczułam, że ktoś siada obok na łóżku.
- Elsuniu... - odezwała się półszeptem Anka.
- Nie mów tak do mnie. - burknęłam spod pierzynowego bunkra.
- Wszystkiego Najlepszego... - dodał Jack pochylając się nade mną.
Co? - pomyślałam i otworzyłam oczy zdezorientowana. Powoli ściągnęłam z siebie kołdrę. O czym oni.... Aaa...No tak. Mam urodziny.
- Sto lat, Elso!! - Anna zrzuciła z łóżka pościel i wszystkie moje poduszki i rzuciła się na mnie.
- Dzię... - chciałam podziękować, ale przez Ankę leżącą na prawie całym moim ciele, zabrakło mi tchu.
Gdy w końcu wstała, znikąd nade mną pojawił się Jack i pocałował mnie czule. Nagle poczułam coś zimnego wokół szyi. Spostrzegłam, że Jack założył mi śliczną, śnieżynkową kolię.
- Jesteście kochani. - uśmiechnęłam się gdy w końcu udało mi się spokojnie usiąść. - Dziękuję.
- Przez naszą kochaną kuzyneczkę, rok temu prawie w ogóle nie obchodziliśmy Twoich urodzin. - powiedziała Anna.
No tak. - pomyślałam. - Wtedy dopiero co wróciłam z Corony.
- Więc teraz... - zaczął Jack przybierając chytry uśmiech. - Zrobimy wszystko co w naszej mocy.
- Tylko proszę Was, żadnych bali. - odrzekłam.
- No... - Ania posmutniała trochę. - ...dobrze. Ale teraz chodź z nami. - i pociągnęła mnie za rękę.
- Chwila...! - zawołałam. - Chyba muszę się ubrać!
- Po co? - zaśmiał się Jack. - Nie będziemy marnować czasu na takie bzdury!
Złapałam więc tylko mój satynowy szlafrok i nałożyłam go w biegu, gdy Jack i Anna ciągnęli mnie w stronę jadalni. Tam wpadliśmy na Kristoff'a dźwigającego ogromny, niebieski tort z białą polewą i marcepanową śnieżynką na szczycie.
- Sto lat, Elso! - zawołał.
- Eem... - nie mogłam powstrzymać uśmiechu na widok całego tego zamieszania, które dla mnie stworzyli. - Dziękuję.
Anka i Jack biegali dookoła Kristoff'a kiedy niósł tort na stół, żeby mu nie upadł. Po typowej urodzinowej ceremonii (na szczęście tylko we czwórkę), Kristoff wrócił do Leny, a Anna i Jack zawiązali mi oczy satynową przepaską z mojego szlafroka.
- Gdzieś Cię zabierzemy. - szepnął mi na ucho Jack.
Mam nadzieję, że nie na Lodowy Wierch. - pomyślałam czując twarde kafelki pod bosymi stopami. Szliśmy przez dłuższy czas, Anna pośpiewywała "Sto lat", a Jack trzymał mnie za rękę. W końcu się zatrzymaliśmy. Byliśmy na zewnątrz, na wilgotnej trawie.
- No dobrze... - szepnął Jack rozwiązując przepaskę.
Zobaczyłam, że jesteśmy w miejscu, gdzie Jack podarował mi huśtawkę po ślubie.
- Jesteście cudowni. - powiedziałam i przytuliłam ich mocno.
Przez następne dwie godziny huśtaliśmy się, leżeliśmy na trawie patrząc w chmury, śpiewaliśmy i po prostu spędzaliśmy razem czas.
- No dobra... - westchnęła Anna. - Muszę wracać do mojej Lenki.
- Dobrze. - odrzekł Jack.
Siostra uśmiechnęła się do mnie, rzuciła "Sto lat!" chyba pięćdziesiąty raz tego dnia, po czym skierowała się do zamku. Jack podszedł do mnie i objął mnie w talii.
- Mam jeszcze jeden prezent. - powiedział uśmiechając się.
- Naprawdę? - odwzajemniłam uśmiech.
Jack pocałował mnie.
Do pałacu wróciliśmy około dwunastej. A tam czekało mnie jeszcze wiele mniejszych i większych niespodzianek.
- Elsa.
niedziela, 26 lipca 2015
Wizyta w Dolinie Żywej Skały.
Witajcie,
Wczoraj o godzinie siódmej pięćdziesiąt cztery wszyscy zebraliśmy się przed wrotami głównymi. Ze zbiórką miało być całkiem inaczej, ale po kłótniach takich jak...:
- Ja pójdę po Elsę, pójdziemy po Jack'a...
- Pójdziemy po Jack'a? Przecież my śpimy w jednym pokoju!
- No to... pójdziemy po Kristoff'a...
- Tak jakbyś nie mogła od razu go wziąć!
- Ale ktoś musi ubrać Lenę! Jak wy to sobie wyobrażacie?!
- Ma...ma!
...lub..:
- Kurde, Anka! Nie wymyślaj już. Ja i Elsa wstajemy, ubieramy się i czekamy na was.
- Ale...
- Potem Kristoff...
- Co ja, co ja? Nie mów mi co mam robić. A poza tym skąd...
- Ma..ma...mama!
- Jakbyś chciał wiedzieć to jestem twoim królem.
- Nie prawda.
... w końcu krzyknęłam zamrażając podłogę w całym pokoju:
- Wszyscy spotykamy się w holu o siódmej pięćdziesiąt!!
- To za wcześnie... - odezwał się Kristoff.
- Dobrze. - westchnęłam. - Siódma pięćdziesiąt cztery.
I takim właśnie sposobem ubrani, niektórzy nie do końca obudzeni staliśmy ze spacerowym wózkiem, w którym spała Lena.
- No to idziemy? - zapytała Anna.
- Kristoff, poprowadzisz. - kiwnęłam głową w jego stronę.
- Kristoff? - zbuntował się Jack.
Spojrzałam na niego groźnie i powiedziałam:
- Daj spokój, Jack.
Toteż więcej się nie odezwał. A raczej nie odezwał się przez następne dwie minuty. Potem szliśmy już w o wiele lepszej atmosferze przez łąki i lasy.
- Aaale przyjemnie. - Anna wykonała pirueta na środku ścieżki.
Mimo wczesnej pory już było strasznie ciepło. Kristoff szedł przodem, za nim obok siebie szłyśmy ja i Anna, a na końcu szedł Jack, który uparł się żeby pchać wózek Leny. Co chwilę więc słyszałyśmy z tyłu jego ciche kołysanki i "rozmowy" z dziewczynką.
- Jack chyba chciałby dzidziusia. - szepnęła do mnie Anka.
- Tak, wiem. - odrzekłam przewracając oczami.
- No to... - siostra przybrała zdziwioną minę. - ...w czym problem?
- Aniu, proszę. Nie mam teraz czasu na takie rzeczy. Dziecko to poważna sprawa.
Jack chyba usłyszał naszą rozmowę, bo przestał śpiewać.
- No tak... - jęknęła Anna. - Ale przecież to nie aż taka katastrofa jak myślisz. Dzieci są cudowne!
- Dobrze, Aniu, nie chcę o tym rozmawiać. - ucięłam.
Jack odchrząknął znacząco i wrócił do śpiewania. Po jakimś czasie doszliśmy do Doliny Żywej Skały - miejsca, w którym zasiedliły się trolle. Jack rozłożył na trawie koc, a Kristoff poszedł obudzić stworzenia. Usiedliśmy na kocu, a Ania wzięła Lenę na ręce.
- Lenuś, kochanie, przeżyłaś jakoś jęki wujka? - zażartowała.
- Hej, hej, proszę mi tu tak nie kłamać. Mój głos jest stworzony aby śpiewać dzieciom kołysanki. - uśmiechnął się Jack.
Lenka zaśmiała się i zamachała rączkami. Nagle usłyszeliśmy dziwny dźwięk, jakby ktoś toczył po ziemi kamienie. Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy tuż przed nami cztery wpatrzone w nas z zaciekawieniem trolle, a za nimi Kristoff'a.
- Oto Bulda, Cliff, Gothi i Roll. - przedstawił każdego z nich, po czym pokazał na nas mówiąc do trolli: - A to Elsa, Anna... je już chyba znacie... Jack i Lena, moja córka.
Trolle podskoczyły radośnie i podbiegły do Anny.
- Ale śliczna! - zawołała Bulda głaszcząc Lenkę po główce. - Po mamusi!
- I po tatusiu! - dodał Cliff.
Dziewczynka leżała w ramionach mamy przyglądając się trollom z zaciekawieniem i przekrzywiając słodko głowę.
- A ty... to kto? - Gothi podbiegł do Jack'a.
- Jestem Jack. - uśmiechnął się. - Jestem mężem Elsy.
Trolle wydały jednogłośne "Oooo..." po czym Roll sprawdził czy Jack spełnia wymagania na mojego męża (nie pytajcie o szczegóły), a gdy okazało się, że tak wszystkie trolle wróciły do zachwycania się Lenką. Spędziliśmy cały dzień w Dolinie Żywej Skały, a potem musieliśmy już prawie po ciemku wracać do pałacu. Lena była chyba bardzo zmęczona (nic dziwnego), bo zasnęła dosłownie w ciągu minuty. My poszliśmy spać... trochę później.
- Elsa.
Wczoraj o godzinie siódmej pięćdziesiąt cztery wszyscy zebraliśmy się przed wrotami głównymi. Ze zbiórką miało być całkiem inaczej, ale po kłótniach takich jak...:
- Ja pójdę po Elsę, pójdziemy po Jack'a...
- Pójdziemy po Jack'a? Przecież my śpimy w jednym pokoju!
- No to... pójdziemy po Kristoff'a...
- Tak jakbyś nie mogła od razu go wziąć!
- Ale ktoś musi ubrać Lenę! Jak wy to sobie wyobrażacie?!
- Ma...ma!
...lub..:
- Kurde, Anka! Nie wymyślaj już. Ja i Elsa wstajemy, ubieramy się i czekamy na was.
- Ale...
- Potem Kristoff...
- Co ja, co ja? Nie mów mi co mam robić. A poza tym skąd...
- Ma..ma...mama!
- Jakbyś chciał wiedzieć to jestem twoim królem.
- Nie prawda.
... w końcu krzyknęłam zamrażając podłogę w całym pokoju:
- Wszyscy spotykamy się w holu o siódmej pięćdziesiąt!!
- To za wcześnie... - odezwał się Kristoff.
- Dobrze. - westchnęłam. - Siódma pięćdziesiąt cztery.
I takim właśnie sposobem ubrani, niektórzy nie do końca obudzeni staliśmy ze spacerowym wózkiem, w którym spała Lena.
- No to idziemy? - zapytała Anna.
- Kristoff, poprowadzisz. - kiwnęłam głową w jego stronę.
- Kristoff? - zbuntował się Jack.
Spojrzałam na niego groźnie i powiedziałam:
- Daj spokój, Jack.
Toteż więcej się nie odezwał. A raczej nie odezwał się przez następne dwie minuty. Potem szliśmy już w o wiele lepszej atmosferze przez łąki i lasy.
- Aaale przyjemnie. - Anna wykonała pirueta na środku ścieżki.
Mimo wczesnej pory już było strasznie ciepło. Kristoff szedł przodem, za nim obok siebie szłyśmy ja i Anna, a na końcu szedł Jack, który uparł się żeby pchać wózek Leny. Co chwilę więc słyszałyśmy z tyłu jego ciche kołysanki i "rozmowy" z dziewczynką.
- Jack chyba chciałby dzidziusia. - szepnęła do mnie Anka.
- Tak, wiem. - odrzekłam przewracając oczami.
- No to... - siostra przybrała zdziwioną minę. - ...w czym problem?
- Aniu, proszę. Nie mam teraz czasu na takie rzeczy. Dziecko to poważna sprawa.
Jack chyba usłyszał naszą rozmowę, bo przestał śpiewać.
- No tak... - jęknęła Anna. - Ale przecież to nie aż taka katastrofa jak myślisz. Dzieci są cudowne!
- Dobrze, Aniu, nie chcę o tym rozmawiać. - ucięłam.
Jack odchrząknął znacząco i wrócił do śpiewania. Po jakimś czasie doszliśmy do Doliny Żywej Skały - miejsca, w którym zasiedliły się trolle. Jack rozłożył na trawie koc, a Kristoff poszedł obudzić stworzenia. Usiedliśmy na kocu, a Ania wzięła Lenę na ręce.
- Lenuś, kochanie, przeżyłaś jakoś jęki wujka? - zażartowała.
- Hej, hej, proszę mi tu tak nie kłamać. Mój głos jest stworzony aby śpiewać dzieciom kołysanki. - uśmiechnął się Jack.
Lenka zaśmiała się i zamachała rączkami. Nagle usłyszeliśmy dziwny dźwięk, jakby ktoś toczył po ziemi kamienie. Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy tuż przed nami cztery wpatrzone w nas z zaciekawieniem trolle, a za nimi Kristoff'a.
- Oto Bulda, Cliff, Gothi i Roll. - przedstawił każdego z nich, po czym pokazał na nas mówiąc do trolli: - A to Elsa, Anna... je już chyba znacie... Jack i Lena, moja córka.
Trolle podskoczyły radośnie i podbiegły do Anny.
- Ale śliczna! - zawołała Bulda głaszcząc Lenkę po główce. - Po mamusi!
- I po tatusiu! - dodał Cliff.
Dziewczynka leżała w ramionach mamy przyglądając się trollom z zaciekawieniem i przekrzywiając słodko głowę.
- A ty... to kto? - Gothi podbiegł do Jack'a.
- Jestem Jack. - uśmiechnął się. - Jestem mężem Elsy.
Trolle wydały jednogłośne "Oooo..." po czym Roll sprawdził czy Jack spełnia wymagania na mojego męża (nie pytajcie o szczegóły), a gdy okazało się, że tak wszystkie trolle wróciły do zachwycania się Lenką. Spędziliśmy cały dzień w Dolinie Żywej Skały, a potem musieliśmy już prawie po ciemku wracać do pałacu. Lena była chyba bardzo zmęczona (nic dziwnego), bo zasnęła dosłownie w ciągu minuty. My poszliśmy spać... trochę później.
- Elsa.
piątek, 24 lipca 2015
Rozmowy, spacery i plany.
Witajcie,
- To... w końcu co? - zapytał Kristoff, gdy dziś przy obiedzie tłumaczyłam mu coś już od dłuższego czasu.
- Ustaliliśmy, że nie będzie królem. - odrzekłam. - Zostanie królewiczem.
Kristoff zmarszczył brwi. Jack już dawno odszedł od stołu (nie wytrzymał siedzenia i wsłuchiwania się w dyskusję), ale Anna wytrwale z nami siedziała kołysząc Lenę na rękach.
- Czemu? - mężczyzna spojrzał na mnie.
Westchnęłam. Chyba jemu nie da się nic wytłumaczyć.
- Nie jest na to gotowy. Lepiej żeby się...
- Kochanie. - Anna przerwała mi patrząc z czułością na Kristoff'a. - Może dajmy Elsie spokój, bo jeszcze nam zamrozi jadalnię. - spojrzała na moje rękawiczki powoli pokrywające się szronem.
- Dokładnie. - westchnęłam, posłałam Annie pełne wdzięczności spojrzenie i wróciłam na górę.
- Jack. - odezwałam się wchodząc do sypialni. - Chyba potrzebuję trochę...
Spostrzegłam, że nie ma go w komnacie.
- Jack? - zapytałam pukając do łazienki.
Brak odpowiedzi. Zdziwiłam się, byłam pewna, że tu będzie. Wychyliłam się na korytarz i zawołałam go. Znów odpowiedziała mi cisza. Nagle ktoś chwycił mnie za ramię. Podskoczyłam ze strachu (przy okazji kawałek podłogi zamarzł) i trzepnęłam Jack'a w ramię.
- Chcesz żebym dostała zawału?! - krzyknęłam.
- Nie. - zaśmiał się. - Szukałaś mnie?
- Chciałam iść na spacer... - odrzekłam. - Ale teraz się na Ciebie obraziłam, więc siadam do papierów...
- O nienienienie... - zastąpił mi drogę kiedy wyszłam na korytarz i skierowałam się do gabinetu. - Chodź.
I bez mojej zgody chwycił mnie za rękę i pobiegliśmy prosto nad brzeg morza, tylnym wyjściem. Kiedy wróciliśmy poszłam do gabinetu, bo tak czy inaczej musiałam odpisać na kilka listów. Jack poszedł chyba do Kristoff'a, mieli poczytać Lence. Siedziałam przez jakiś czas sama w oświetleniu jedynie jednej świeczki i zastanawiałam się co odpisać wyjątkowo natrętnemu mężczyźnie z odległego królestwa.
- Co tam porabiasz? - usłyszałam głos siostry.
- Nic ciekawego. - odrzekłam.
Dostawiła krzesło obok mnie i usiadła kładąc na biurku swoją świeczkę.
- Chłopaki śpiewają Lenie. Przynajmniej śpiewali przed chwilą. - uśmiechnęła się.
- Tak, słyszałam. - odrzekłam odwzajemniając uśmiech.
- Byliście gdzieś z Jack'iem?
Kiwnęłam głową nie odrywając pióra od pergaminu.
- Elsa, weź na chwilę przestań.
Uniosłam brwi i spojrzałam na Ankę.
- Potrzebuję trochę siostrzanej miłości! - wyszczerzyła do mnie zęby.
Odłożyłam więc pióro i odwróciłam się do niej.
- No dobrze... o czym chcesz rozmawiać?
- O wszystkim. - wzruszyła ramionami. - Myślałam żeby zorganizować Lenie trochę rozrywki.
- Myślę, że ma... - zaczęłam, ale siostra przerwała mi:
- Miałam taki pomysł, żeby pojechać z nią do trolli. Na pewno będzie się cieszyć jak zobaczy takie... stworzenia. Musi się zaprzyjaźnić, nie?
Zastanowiłam się chwilę i kiwnęłam głową.
- Dobry pomysł. - uśmiechnęłam się i przytuliłam siostrę. - Możemy jechać jutro.
Anka podskoczyła z radości. Została ze mną dopóki nie skończyłam pracy.
- Elsa.
- To... w końcu co? - zapytał Kristoff, gdy dziś przy obiedzie tłumaczyłam mu coś już od dłuższego czasu.
- Ustaliliśmy, że nie będzie królem. - odrzekłam. - Zostanie królewiczem.
Kristoff zmarszczył brwi. Jack już dawno odszedł od stołu (nie wytrzymał siedzenia i wsłuchiwania się w dyskusję), ale Anna wytrwale z nami siedziała kołysząc Lenę na rękach.
- Czemu? - mężczyzna spojrzał na mnie.
Westchnęłam. Chyba jemu nie da się nic wytłumaczyć.
- Nie jest na to gotowy. Lepiej żeby się...
- Kochanie. - Anna przerwała mi patrząc z czułością na Kristoff'a. - Może dajmy Elsie spokój, bo jeszcze nam zamrozi jadalnię. - spojrzała na moje rękawiczki powoli pokrywające się szronem.
- Dokładnie. - westchnęłam, posłałam Annie pełne wdzięczności spojrzenie i wróciłam na górę.
- Jack. - odezwałam się wchodząc do sypialni. - Chyba potrzebuję trochę...
Spostrzegłam, że nie ma go w komnacie.
- Jack? - zapytałam pukając do łazienki.
Brak odpowiedzi. Zdziwiłam się, byłam pewna, że tu będzie. Wychyliłam się na korytarz i zawołałam go. Znów odpowiedziała mi cisza. Nagle ktoś chwycił mnie za ramię. Podskoczyłam ze strachu (przy okazji kawałek podłogi zamarzł) i trzepnęłam Jack'a w ramię.
- Chcesz żebym dostała zawału?! - krzyknęłam.
- Nie. - zaśmiał się. - Szukałaś mnie?
- Chciałam iść na spacer... - odrzekłam. - Ale teraz się na Ciebie obraziłam, więc siadam do papierów...
- O nienienienie... - zastąpił mi drogę kiedy wyszłam na korytarz i skierowałam się do gabinetu. - Chodź.
I bez mojej zgody chwycił mnie za rękę i pobiegliśmy prosto nad brzeg morza, tylnym wyjściem. Kiedy wróciliśmy poszłam do gabinetu, bo tak czy inaczej musiałam odpisać na kilka listów. Jack poszedł chyba do Kristoff'a, mieli poczytać Lence. Siedziałam przez jakiś czas sama w oświetleniu jedynie jednej świeczki i zastanawiałam się co odpisać wyjątkowo natrętnemu mężczyźnie z odległego królestwa.
- Co tam porabiasz? - usłyszałam głos siostry.
- Nic ciekawego. - odrzekłam.
Dostawiła krzesło obok mnie i usiadła kładąc na biurku swoją świeczkę.
- Chłopaki śpiewają Lenie. Przynajmniej śpiewali przed chwilą. - uśmiechnęła się.
- Tak, słyszałam. - odrzekłam odwzajemniając uśmiech.
- Byliście gdzieś z Jack'iem?
Kiwnęłam głową nie odrywając pióra od pergaminu.
- Elsa, weź na chwilę przestań.
Uniosłam brwi i spojrzałam na Ankę.
- Potrzebuję trochę siostrzanej miłości! - wyszczerzyła do mnie zęby.
Odłożyłam więc pióro i odwróciłam się do niej.
- No dobrze... o czym chcesz rozmawiać?
- O wszystkim. - wzruszyła ramionami. - Myślałam żeby zorganizować Lenie trochę rozrywki.
- Myślę, że ma... - zaczęłam, ale siostra przerwała mi:
- Miałam taki pomysł, żeby pojechać z nią do trolli. Na pewno będzie się cieszyć jak zobaczy takie... stworzenia. Musi się zaprzyjaźnić, nie?
Zastanowiłam się chwilę i kiwnęłam głową.
- Dobry pomysł. - uśmiechnęłam się i przytuliłam siostrę. - Możemy jechać jutro.
Anka podskoczyła z radości. Została ze mną dopóki nie skończyłam pracy.
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)