niedziela, 7 czerwca 2015

Trzymaj się z dala.

Witajcie,
Rano obudziłam się u boku Anny. Nie spała, czuwała nade mną z troskliwą miną.
- Hej, Elsuś. - uśmiechnęła się. - Przynieść Ci coś do jedzenia?
Usiadłam i przetarłam oczy.
- Nie, Aniu, dziękuję. - powiedziałam słabym głosem.
Po chwili siostra zapytała:
- Chcesz powiedzieć Jack'owi?
- Nie wiem. - zawahałam się. - Boję się, że jeśli się dowie, nie będzie co zbierać z Clinta.
- I dobrze. - Anka wzruszyła ramionami.
Spojrzałam na nią z lekkim uśmiechem.
- Znaczy... - odchrząknęła. - ...cóż. Myślę, że i tak lepiej mu powiedzieć. Ewentualnie dodając, żeby nie zabił tego debila.
Kiwnęłam głową i zeszłam z łóżka.
- Pójdę do niego. - powiedziałam.
- O nie, nie, nie. - Ania podbiegła do mnie. - Nigdzie Cię samej nie puszczę. Ten zboczeniec na pewno się tam gdzieś czai i tylko czeka...
- Dobrze. - ucięłam i wyszłyśmy na korytarz.
Anna miała rację. Na schodach siedział Clint. Gdy tylko nas zobaczył chciał coś do mnie krzyknąć, ale Anna pociągnęła mnie dalej. I słusznie. Weszłyśmy do mojej sypialni i zamknęłyśmy drzwi na klucz. Jack nie spał. Gdy mnie zobaczył podbiegł do mnie i przytulił mocno.
- Elsa, gdzie Ty byłaś? - zapytał. - Strasznie się martwiłem.
- Spałam u Anny. - odrzekłam.
- Czemu? Widziałaś się z Clintem? - Jack zrobił zaniepokojoną minę.
Westchnęłam.
- W nocy zeszłam do jadalni i... tak, on tam był. Zaczął mnie całować i... chciał...
Jack zrobił się czerwony i napiął mięśnie.
- Ale uciekłam. - dokończyłam szybko.
Jack stał przez chwilę bez ruchu wpatrując się w podłogę. Nagle ruszył w stronę drzwi z wściekłą miną.
- Zabiję go. - warknął.
- Nie, Jack! - podbiegłam do niego, jednak zdążył otworzyć drzwi i wyjść na korytarz.
- O, kogo my tu mamy! - usłyszałam głos Clinta, który po chwili wyłonił się zza ściany.
- Zabiję Cię, gnoju! - Jack ruszył w jego stronę.
- Jack! - zawołałam.
Anna patrzyła na wszystko z boku, chyba nie miała nic przeciwko skopania Clinta. Na szczęście udało mi się wbiec między niego i Jack'a. Stanęłam przodem do męża.
- Jack, uspokój się. - powiedziałam patrząc mu w oczy.
- Elso, nie pozwolę, żeby ktoś bezkarnie robił Ci krzywdę. - odrzekł Jack.
Clint zaśmiał się.
- Krzywdę? - zadrwił.
Podłoga zamarzła. Jednak nie przeze mnie. Jack wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć.
- Hej, Jack'ie! - Clint wyszczerzył zęby. - Chyba nie chcesz skrzywdzić poddanego?
- Wynoś się z zamku. - warknął Jack.
- Jack... - powiedziałam. - On nie ma gdzie mieszkać. Nie możemy...
- Trzymaj się z dala od Elsy. - powiedział Jack. - Inaczej pożegnasz się z zamkiem.
Clint ukłonił się i odszedł z drwiącym uśmieszkiem.


- Elsa. 

sobota, 6 czerwca 2015

Jeszcze jeden taki wybryk...

Witajcie,
W nocy obudziłam się. Miałam straszny sen ze mną i Clintem w rolach głównych, lepiej nie będę Wam go opowiadać. Jack spał obok mnie i wiedziałam, że gdybym tylko go obudziła zacząłby mnie przytulać, pocieszać i mówić, że nie mam się czego bać. Czyli coś czego bardzo potrzebowałam. Jednak postanowiłam opanować się na własną rękę. Wstałam i nie wkładając nawet szlafroka na koszulę nocną, zeszłam na dół. Ciemne korytarze oświetlałam sobie lśniącymi śnieżynkami wirującymi przede mną. Zeszłam do jadalni i nagle podskoczyłam ze strachu słysząc za sobą głos:
- Wybrałaś się na przechadzkę w środku nocy?
Odwróciłam się szybko i odczarowałam śnieżynki. Za mną stał Clint, ubrany ze świecą w ręku.
- Dlaczego to wtedy zrobiłeś? - zapytałam.
Nie odpowiedział, tylko zbliżył się.
- Ładna piżama. - uśmiechnął się błądząc wzrokiem w okolicach mojego dekoltu.
- Albo przestaniesz... - złożyłam ręce na piersiach.  - ... z tym wszystkim, albo będę musiała naprawdę wyrzucić Cię z zamku. Wiesz, że nie chcę tego robić. Znamy się od dzieciństwa, w dodatku wyrzucanie poddanych w potrzebie... - westchnęłam. - Musisz się opamiętać.
Clint postawił świeczkę na stole i uśmiechnął się do mnie.
- To nie takie proste, kochanie.
Gwałtownie zbliżył się i pocałował mnie. Usiłowałam go odepchnąć, ale przyparł mnie do ściany. Po chwili zaczął całować mnie w szyję i ramiona.
- Clint...! - krzyknęłam.
Kiedy sięgnął do zamka mojej koszuli, udało mi się wyczarować między nami lodową ścianę.
- Elsa! - zaśmiał się Clint. - Zabawa dopiero się zaczynała!
- Jeszcze jeden taki wybryk... - powiedziałam z trudem łapiąc powietrze. - ... i wyrzucę Cię z zamku!
I pobiegłam szybko z powrotem do sypialni. Siedziałam chwilę na łóżku próbując się uspokoić, ale nie zdołałam, więc pobiegłam do Anny. Kiedy wpadłam prawie płacząc do jej pokoju Kristoff obudził się i zapytał patrząc na mnie ze zdziwieniem:
- Elsa? Co ty tu... co się stało?
Pokręciłam tylko głową i usiadłam na podłodze po stronie Anny. Kristoff wstał i skierował się do drzwi.
- To ja... pójdę spać gdzie indziej, chyba jej potrzebujesz. - powiedział i wyszedł.
Płakałam chwilę w ciemności prawie nieświadomie gładząc Annę po włosach. W końcu obudziła się i zapytała widocznie przestraszona:
- Elsa? Elsuś, co się dzieje? Chodź do mnie...
Przesunęła się na drugą połowę łóżka, a ja położyłam się obok niej i wtuliłam w nią z płaczem.
- Już dobrze... - szepnęła całując mnie w czoło.
- Boże, Aniu... - westchnęłam. - Clint...
- Co on Ci zrobił? - Anna zmarszczyła brwi aby pokazać, że jest gotowa go pobić.
Pokręciłam głową.
- Obudziłam się w nocy... - zaczęłam. - ...zeszłam na dół i... i on tam był.
- I...? - Anna znowu przybrała zmartwioną minę i przytuliła mnie z powrotem.
- Chciał mnie... Zaczął mnie całować i...
- O nie! - Anka stanęła na łóżku i zaczęła chodzić w te i we wte. - Tak nie będzie! Nikt nie będzie bezkarnie...
Westchnęłam i otarłam łzy. Siostra usiadła z powrotem.
- Nie płacz Elsuś. Już dobrze. Nie przejmuj się tym palantem.
Przytuliłam się do niej i tak zasnęłam.


- Elsa.

czwartek, 4 czerwca 2015

Uważałam go za przyjaciela.

Witajcie,
Z płaczem rzuciłam się na łóżko, które zamarzło w jednej chwili. Po około dwóch minutach do pokoju wpadła Anna.
- Elsa! Elsuś, kochanie! - zawołała i przytuliła mnie. - Chodź na dół, szybko, musisz coś zrobić! Inaczej oni się tam pobiją!
Spojrzałam na nią przez łzy. Uśmiechnęła się słabo i pociągnęła mnie z powrotem na dziedziniec. Jack i Clint popychali się i bili na środku trawnika. Z wszystkich okien patrzyły na nich zaciekawione służące.
- Przestańcie! - krzyknęłam podbiegając do nich.
Jack podbiegł do mnie i chciał mnie przytulić, ale musiałam go odepchnąć. Podeszłam do Clinta i spojrzałam mu w oczy z wściekłością.
- Co ty sobie myślałeś?!
- Nie gorączkuj się, Elsa. Nic takiego się nie stało. - powiedział z uśmiechem.
Nie wytrzymałam i uderzyłam go w policzek.
- Dobrze, kochanie! Przywal mu! - zawołał Jack.
Opamiętałam się, pokręciłam głową i spostrzegłam, że trawa wokół nas zamarzła.
- Trzymaj się ode mnie z daleka. - wycedziłam. - Chyba, że chcesz mieszkać na ulicy.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę wejścia do środka.
- Powtórzymy to! - usłyszałam Clinta.
Anna pobiegła za mną ciągnąc za sobą wózek i Jack'a.
- Bardzo dobrze, Elsuś. - pochwaliła mnie.
- Jestem głupia. - powiedziałam. - Po co w ogóle z nim wyszłam?
Kiedy weszliśmy do mojej komnaty Jack przytulił mnie mocno.
- Co za zboczeniec, jak to się w ogóle stało, że byliście razem na dziedzińcu?
Westchnęłam siadając na łóżku i ubierając rękawiczki.
- Po prostu...
- Mówiłaś, że on nic nie zrobi. - Ania usiadła obok mnie.
- Bo tak myślałam. - odrzekłam.
- Trzeba było go od razu wywalić.
Pokręciłam głową.
- To jednak mój poddany. Nie mogę tak.
- Tym razem już na pewno nigdzie Cię samej nie zostawimy. - powiedział Jack.
- Dziękuję. - powiedziałam. - Aniu, możesz na chwilę zostawić nas samych?
Kiwnęła głową i wyszła. Jack usiadł na jej miejscu.
- Jack, przepraszam Cię. - powiedziałam.
- Ale za co? - ujął moje zimne dłonie i spojrzał mi w oczy.
- Przeze mnie znowu ktoś wtrąca się w nasz związek.
Pokręcił głową.
- Nie ma w tym ani trochę Twojej winy. - powiedział uśmiechając się do mnie. - Teraz tylko wystarczy trzymać tego głupka z dala od Ciebie.
- Uważałam go za przyjaciela. - westchnęłam po chwili.
- Cóż... żeby Cię pocieszyć, powiem, że poniekąd to nie jego wina. - Jack zamyślił się.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Naprawdę cholernie trudno jest oprzeć się tak seksownej królowej. - powiedział popychając mnie lekko na plecy.
- Jack! - zaśmiałam się, a on uśmiechnął się swoim chytrym sposobem i pocałował mnie.

- Elsa.

środa, 3 czerwca 2015

Co on sobie pomyśli...?

Witajcie,
Wczoraj po południu siedziałam sobie spokojnie w moim gabinecie i przeglądałam listy od poddanych. Anna chciała iść ze mną i Leną na spacer, ale powiedziałam jej, że trochę boli mnie głowa (co było prawdą, wysoka temperatura nie działa na mnie najlepiej) i, że lepiej zostanę w pałacu. Było jej smutno więc poprosiłam Jack'a, żeby z nią poszedł.
- Ja? - jęknął. - A Kristoff?
Spojrzałam na niego znad kartki.
- Nie o to chodzi, że nie chcę iść gdzieś z Anną tylko, że nie chce iść gdzieś bez Ciebie, a raczej zostawiać Cię tutaj z Clintem, który gdzieś się tu kręci i nie wiadomo...
- Jack. - ucięłam odkładając listy na biurko. - Proszę, idź z nią. Kristoff pojechał do trolli.
- Ale Clint...
- Spokojnie, zajmę się królową. - nagle do pokoju wszedł pewnym siebie krokiem Clint. - Włos jej z głowy nie spadnie, Jack'ie.
Jack spojrzał na niego wściekłym wzrokiem, ale nie mógł już nic powiedzieć, więc poszedł. Usłyszałam jak Clint siada na kanapie przy kominku. Przez chwilę przeglądałam listy próbując go ignorować jednak on chyba jak najbardziej chciał zwrócić na siebie uwagę, bo chrząkał, kaszlał i wzdychał co chwilę. W końcu kiedy dalej nie reagowałam zapytał:
- Co tam tak usilnie robisz?
- Nic ważnego. - odrzekłam nie odrywając oczu od kartki.
Wstał i podszedł do mnie od tyłu kładąc ręce na oparciu mojego krzesła.
- Miałem Cię pilnować, a z tymi listami na pewno umrzesz z nudów. - powiedział. - Mam lepszą propozycję.
Spojrzałam na niego wzrokiem z cyklu "Nie kombinuj".
- Chodźmy na dziedziniec, gdzieś, gdziekolwiek. Przejdziemy się czy coś... Zapewniam, że nie umrzesz. - uśmiechnął się unosząc brwi.
- Clint. - pokręciłam głową. - Nigdzie z Tobą nie pójdę.
- A to czemu?
- Jack będzie...
Clint przewrócił oczami.
- Ciągle tylko Jack, Jack i Jack. - westchnął.
- To mój mąż. - przypomniałam mu.
- Podobno Cię zdradził z jakąś natrętną laską.
Spuściłam głowę. Po chwili odrzekłam:
- Nie zdradził. To ona się na niego rzuciła.
- I jeszcze go bronisz, no ja nie mogę. - kapitan spojrzał na mnie. - Wygląda na to, że jemu wolno wszystko. Może robić co chce, bo Ty i tak mu wybaczysz. A sama jesteś posłuszna jak baranek.
- Wcale nie. - zaprzeczyłam ostrzegawczym tonem. - I nie mów tak o nim.
Spojrzał w sufit. Widocznie zrozumiał, że nie przegada mnie na ten temat.
- Chodź. - powiedział po chwili wyciągając do mnie rękę.
Uniosłam brwi.
- Oj, no chodź! - pociągnął mnie za ręce przewracając oczami.
Pociągnął mnie na dziedziniec. Na szczęście Anna i Jack chyba już poszli, bo nie natknęliśmy się na nich. Wtedy byłaby awantura na cały zamek...
- Clint! - krzyknęłam.
On jednak dalej prowadził mnie między krzewami.
- Clint! Gdzie ty mnie ciągniesz, do jasnej...
- Cicho, królowo. - powiedział przykładając mi palec do ust.
Przewróciłam oczami i wyrwałam rękę z jego uścisku.
- Mam prawo wiedzieć gdzie mnie prowadzisz. - powiedziałam. - Albo mi powiesz, albo z tobą nigdzie nie idę.
Clint zaśmiał się.
- Właściwie to chciałem przyjść tu. Szukałem tylko miejsca, w którym Twoje służące nie będą się na nas gapić z okien.
Uniosłam brwi.
- Chodź, usiądziemy sobie. - pociągnął mnie na trawę.
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. Nagle Clint zapytał:
- Co ty właściwie widzisz w tym Jack'u?
- A Tobie co do tego? - zaśmiałam się.
Nie odpowiedział.
- Jack ma bardzo wiele zalet. Jest przystojny, miły, mądry, uroczy, troskliwy i dobry w... ee.. w... gotowaniu, oczywiście.
Clint uniósł brwi.
- I na pewno nie ucieszyłby się gdyby nas tu zobaczył. - dodałam wstając. - Pójdę już.
- Nie, Elsa, no weź, nie idź!
W tym momencie usłyszeliśmy śmiech Anny.
- Wrócili! - jęknęłam. - Wejdą tylnym wejściem!
- No i...co? - Clint wstał powoli.
- Przyjdą tu! Idziemy, już! - chciałam pobiec do środka, ale Clint złapał mnie za rękę.
- Co ty robisz?! - wrzasnęłam na niego.
Na dziedziniec od drugiej strony wyszła Anna z wózkiem, a za nią Jack. Widząc nas zrobił zdziwioną minę, a potem rzucił Clintowi wściekłe spojrzenie i ruszył w jego stronę. On jednak nie zwracając na niego uwagi, objął mnie mocno w talii i... pocałował. Lodowaty wiatr owiał naraz cały dziedziniec, a ziemia pod moimi nogami zamarzła. Odepchnęłam go i uciekłam do zamku wściekła na niego, na siebie i na cały świat. Z wyjątkiem Jack'a. Biedny Jack, co on sobie pomyślał? Nie wiem co stało się na dziedzińcu po mojej ucieczce, ale w tamtej chwili myślałam tylko o tym żeby nie zamrozić całego Arendelle i żeby wtulić się w poduszkę i płakać do wieczora.

- Elsa.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Dzień Dziecka.

Witajcie,
Dziś rano obudziłam się z myślą, że zapominam o czymś ważnym. Siedziałam chwilę w łóżku i wpatrywałam się w sufit ze skupieniem, gdy nagle przypomniałam sobie o co chodzi.
- Jack! - trzepnęłam męża w głowę, jednak chyba trochę za mocno, bo włosy pokryły mu się szronem i jęknął:
- Ała... co się dzieje, Śnieżynko?
- Dzisiaj Dzień Dziecka! - szepnęłam.
- Zachciało Ci się dzidziusia? - usiadł błyskawicznie z nadzieją.
Przewróciłam oczami.
- Nie, Jack. Ale nie mamy nic dla Lenki. Jej pierwszy Dzień Dziecka!
- Aaa... - opadł na poduszki z powrotem. - Spoko, Elsa. Wyczarujemy jej coś, na pewno się ucieszy.
 Z braku bardziej kreatywnych pomysłów tak też zrobiliśmy.
- Jest cudowna. - ucieszyła się Anna, gdy kładłam Lenie w kołysce śnieżną laleczkę, jakieś cztery godziny później.
Uśmiechnęłam się. Nagle do pokoju wszedł Clint.
- Zorientowałem się, że macie tu jakąś imprezkę. - powiedział podchodząc do kołyski. - Ale słodki bobasek, mam coś dla niego.
- Dla niej... - mruknął Kristoff.
Clint wyjął z kieszeni skórzanego płaszcza maleńką, drewnianą kopię steru i postawił ją na półce.
- Jak dorośnie i zapyta skąd to ma, opowiedzcie jej o niesamowicie przystojnym kapitanie... - zaczął, ale Anna przerwała mu:
- Bardzo dziękujemy. Naprawdę miło z Twojej strony.
Clint ukłonił się z uśmiechem i skierował się do wyjścia. W drzwiach mrugnął do mnie. Jack wytrzeszczył oczy.
- Widziałaś? Co to miało być? - zaczął oskarżycielskim tonem wskazując na drzwi.
- Nie wiem. - odrzekłam po chwili. - Ale było niegroźne. Rozumiesz? Nic się nie stało.
- Elso. - Jack złapał mnie za ramiona. - On z Tobą flir-tu-je. Nie dopuszczę do tego!
Pokręciłam głową. Kristoff podrapał się po podbródku i stwierdził:
- Jack ma rację, ten cały kapitan na Ciebie leci.
- Nie no, błagam. - westchnęłam. - Wcale nie, a nawet jeśli to nie wiem po co skoro wie, że mam męża.
-  Wiesz, Elsuś... - Anna podeszła do nas. - ... nie obraź się, ale on faktycznie chyba próbuje się do Ciebie dobrać. Mam pomysł: postaram się chodzić z Tobą wszędzie, a jak zostaniesz sama - i pewnie wykorzysta sytuację - zaczaję się gdzieś obok żeby jakby co mieć dowód, że go nakryłam.
- Skoro musisz. - westchnęłam.
- Świetny plan. - powiedział Jack. - A jak ten debil coś Ci zrobi...
- Jack... Nic nie zrobi. - pocałowałam go.

- Elsa.

sobota, 30 maja 2015

Nie chcemy by znów ktoś wtrącał się w nasz związek.

Witajcie,
Gdy wczoraj rano zeszliśmy na śniadanie, Clint siedział w jadalni z nogami na stole.
- Ej, zabieraj te brudne buciory ze stołu. - warknął Jack.
- Jack! - spojrzałam na niego zszokowana. - Spokojnie. Jadłeś coś? - zwróciłam się do Clinta.
Zignorował moje pytanie i wpatrywał się uważnie w Jack'a. Następnie usiadł normalnie i uśmiechnął się.
- Tak, tak. - powiedział. - Tak tylko sobie tutaj siedzę.
- No... dobrze. - powiedziałam i usiadłam obok niego.
Jack automatycznie usiadł z mojej drugiej strony. Kiedy jedliśmy, Clint znowu wpatrywał się w Jack'a. Ten posyłał mu co chwilę ostrzegawcze spojrzenia.
- Ee...panowie, czy coś jest nie tak? - Anna także to zauważyła.
- Ależ nie. - powiedział szybko Clint. - Wszystko jest w jak najlepszym porządku. - spojrzał na mnie. - To zaszczyt siedzieć przy stole z piękną królową naszego państwa.
Jack spojrzał wymownie w sufit.
- No to... - Kristoff wstał. - My już może sobie pójdziemy...
Pociągnął za sobą Annę i wyszli.
- Powiedziałem coś nie tak? - Clint uśmiechnął się niewinnie.
- Ależ nie...- odrzekł Jack sarkastycznie. - Chodź, Elso.
I pociągnął mnie na korytarz.
- Jack, musisz... - zaczęłam, ale Jack mi przerwał:
- Ten gość jest kopnięty. Chodźmy stąd i lepiej żebyś trzymała się od niego... - nagle ucichł i rozejrzał się. - ...no świetnie. Zapomniałem laski z jadalni. Idź już, zaraz wrócę.
I pobiegł z powrotem. Ciekawa tego jak zachowa się sam na sam z Clintem podeszłam po cichu do drzwi jadalni i uchyliłam je leciutko. Zobaczyłam jak Jack podchodzi do Clinta.
- Jakiś problem? - odezwał się odważnym tonem Clint.
- Otóż to. - odrzekł Jack. W jego głosie słyszałam wściekłość. - Masz się odwalić od Elsy, dociera?
Clint wstał i uśmiechnął się.
- A cóż ja takiego zrobiłem?
- Słuchaj, dopiero co pozbyliśmy się wyjątkowo natrętnej dziewczyny, nie chcę żeby ktoś znowu wtrącał się w nasz związek. - Jack zbliżył się do niego.
- Nie mam takiego zamiaru. - Clint uniósł dłonie. - Ja tylko odpowiednio reaguję na towarzystwo tak pięknej damy.
Jack złapał go za kołnierz, i mało brakowało, aby go uderzył, jednak w ostatniej chwili wpadłam do środka.
- Elsa? - odezwali się jednocześnie, a Jack puścił Clinta i podszedł do mnie.
- Co tu się działo? - udałam, że nic nie widziałam.
- Nic, Śnieżynko. Nic. - Jack posłał Clintowi wściekłe spojrzenie i wyprowadził mnie na korytarz.
- Gdzie twoja laska? - zapytałam.
- Jednak jej tam nie było, musiałem zostawić ją...
Pokręciłam głową i przerwałam mu:
- Jack, nie jestem głupia.
Zmarszczył brwi i spuścił głowę.
- Proszę Cię, nie możesz zrobić mu krzywdy. Obiecaj mi to. - powiedziałam unosząc mu podbródek i patrząc w oczy.
- Elso, on się do Ciebie...
- Obiecaj.
Kiwnął głową.
- Obiecuję. Przepraszam, ale nie chce, żeby znowu coś się zepsuło przez jakąś głupią osobę...
- Wiem, Jack, wiem. - powiedziałam. - Ale Clint... on nie szuka związku, nie wiem co znaczy jego zachowanie, ale... nie mamy się czego obawiać.
- Na pewno? - Jack spojrzał na mnie zatroskany.
- Na pewno. - odrzekłam i przytuliłam go.

- Elsa.

czwartek, 28 maja 2015

Fale zniszczyły mu dom.

Witajcie,
Dziś rano Jack obudził mnie naburmuszony:
- Wstań, Śnieżynko. - mruknął.
Usiadłam i zapytałam:
- Co się stało?
- Ten debil chyba nie zamierzał zostawić Cię w spokoju.
- Jaki... o co chodzi?
Zbita z tropu ubrałam się i poszłam za Jack'iem. Przy wrotach głównych stali Anna i Kristoff, który na rękach miał Lenę i próbował ją ukołysać, aby przestała płakać.
- Co tu się dzieje? - rozłożyłam ręce w pytającym geście.
- Za drzwiami straże rozmawiają z jakimś podejrzanym gościem ubranym w skórzany płaszcz. Mówi, że przyszedł do Ciebie.
"Clint." - pomyślałam i automatycznie przewróciłam oczami.
- Wpuśćcie go. - powiedziałam.
Anna otworzyła wrota i do środka wszedł Clint. Miał dziwnie rozczochrane włosy i brudne ręce.
- Elso, masz bardzo niemiłych gwardzistów. - powiedział i uśmiechnął się.
Jack chwycił mnie za rękę.
- Co tu robisz? - zapytałam.
- Już nie można odwiedzić starej znajomej? - wzruszył ramionami. - Tak naprawdę mam mały problem. - dodał gdy pokręciłam głową ze zniecierpliwieniem.
- To znaczy? - do rozmowy dołączyła Ania.
- Dzisiaj w nocy padało i wiało dość mocno. Fale zniszczyły mi dom. - spuścił głowę.
Po chwili jednak uśmiechnął się znowu.
- Szukam schronienia u królowej. - ukłonił się. - No i króla. - skinął głową na Jack'a.
- Oczywiście... - odrzekłam bez zastanowienia. - Dla poddanych wszystko. Na pierwszym piętrze znajdziesz jakiś wolny pokój. Możesz tam zostać do czasu gdy znajdziesz sobie coś w mieście.
- Ależ bardzo, bardzo dziękuję. - ukłonił się znowu. - Nie wiem jak się odwdzięczyć.
- Nie ma takiej potrzeby. - powiedziałam. - Zaprowadzę Cię.
- Ee... nie, nie. - Jack wyszedł przede mnie. - Może Anka Cię zaprowadzi.
Clint uniósł brwi.
- No dobra. - powiedział i poszedł za Anną.


 - Elsa.