piątek, 2 października 2015

Zabawy i kąpiele.

Hejo,
Dziś rano byłam wyczerpana całonocną zabawą z Kristoff' em.
- Dzień dobry, księżniczko.
- Dzień dobry handlarzu lodu.- uśmiechnęłam się. - To co wracamy do...
- Mamo, mamusiu.- usłyszałam płacz Leny.
Ubrałam się szybko i pobiegłam do niej, od razu w pokoju znalazł się Kristoff potem Jack i Elsa.
- Co się stało?- zapytała Elsa.
- Nie wiem.- powiedziałam.
- Ja ją zabawię.- powiedział Jack.
Ja byłam zbyt wyczerpana więc wróciłam do łóżka, ale po 10 minutach poszłam i wzięłam zimną kąpiel na orzeźwienie. Gdy ktoś nagle zapukał w drzwi.
- Aniu jesteś tam? - to była Elsa.
- Tak już wychodzę.- ubrałam suknię i wyszłam.
Elsa siedziała na moim łóżku, a ja podeszłam do mojej toaletki żeby się uczesać i umalować, zaczęłam nucić " Ulepimy dziś bałwana".
- Aniu co ty brałaś? - To znaczy. - Wszyscy wyglądają jak zombie po nieprzespanej nocy, a ty wyglądasz i zachowujesz się jakbyś przespała 100 lat.
- A co ja jestem Śpiąca Królewna?
- Nie obrażaj Aurory.
- No cóż, a wracając do tematu to wykąp się w zimnej wodzie zaraz się obudzisz.- i poszłam nalać Elsie wody do naszej łazienki.
- Faktycznie działa.


- Anna.

czwartek, 1 października 2015

Wszystkiego dobrego chłopaki!

Witajcie,
Wczoraj jak wiecie obchodziliśmy Dzień Chłopaka. Zgodnie z planem wcześnie rano, nie budząc Jack'a, włożyłam szlafrok i podeszłam pod komnatę Anny i Kristoff'a. Weszłam do środka ostrożnie i przykucnęłam obok łóżka ze strony śpiącej słodko Ani.
- Aniu... - szepnęłam i delikatnie pogłaskałam ją po włosach.
- Taa? - jęknęła nie otwierając oczu.
- Cii...Chodźmy, Dzień Chłopaka, pamiętasz?
Otworzyła oczy i spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
- No tak! - uśmiechnęła się po chwili i pociągnęła mnie do kuchni.
Z lekką pomocą dwóch kucharek upiekłyśmy czekoladowe babeczki, a ja dodatkowo przyozdobiłam je lodowym lukrem. Następnie ułożyłyśmy je na różowej serwetce i postawiłyśmy na stole. Na koniec napisałyśmy krótki liścik:


Kochani Kristoff'ku i Jack'u!
Dziś Wasz wielki dzień więc zostawiamy Wam mały prezencik. Wszystkiego dobrego na Dzień Chłopaka!!!


...i zostawiłyśmy go obok babeczek. Ledwo zdążyłyśmy schować się za jedną z kamiennych rzeźb, gdy do jadalni wszedł Kristoff z rozczochranymi włosami i w piżamie. Od razu zobaczył, że coś leży na stole. Rozejrzał się, wzruszył ramionami i podszedł. Zupełnie ignorując liścik, lub nie zauważając go zjadł jedną babeczkę. Następnie rozejrzał się jeszcze raz i wyszedł.
- Nie przeczytał! - jęknęła Ania wychodząc zza rzeźby.
- Kristoff znajduje babeczki i zjada tylko jedną? Coś tu nie gra. - stwierdziłam. - Poczekajmy jeszcze.
Schowałyśmy się z powrotem, a po chwili Kristoff znów wszedł do środka, tym razem za nim wszedł również Jack. Wyglądał na wyjątkowo zaspanego i nieszczęśliwego, że ktoś budzi go tak wcześnie. Jednak jego nastrój zmienił się zupełnie, gdy Kristoff pokazał mu babeczki.
- Skąd się tu wzięły? - zapytał. 
- To na pewno dziewczyny coś knują. - odrzekł Jack biorąc jedną babeczkę. - Nie ma ich w łóżkach, a poza tym...
Jego wzrok zatrzymał się na pozostawionej przez nas karteczce. Podniósł ją ostrożnie, jakby zaraz miała wybuchnąć i przeczytał.
- Dzisiaj Dzień Chłopaka? - zaśmiał się Kristoff. - Kochane dziewczyny, pamiętały lepiej niż my.
- Racja. - uśmiechnął się Jack i oboje usiedli przy stole. - Chociaż nie ukrywam, że wolałbym troszkę inny prezent...
- Jak zwykle, brachu. A ty takie prezenty dostajesz prawie codziennie, przystopowałbyś.
- Nigdy za wiele. - zaśmiał się Jack.
Kristoff tylko pokręcił głową i pochłonął piątą babeczkę.
- Wychodzimy? - szeptem zapytała Anna.  
Pokręciłam głową i wyszeptałam jej na ucho drugą część planu, którą wymyśliłam po wypowiedzi Jack'a. Uśmiechnęła się tylko i cichutko przemknęłyśmy do swoich sypialni, aby poczekać aż chłopaki wrócą.




- Elsa.  

wtorek, 29 września 2015

Rozmowy i plany.

Witajcie,
Dziś Anna przyszła do mnie w nie najlepszym humorze.
- Coś się stało? - zapytałam zdziwiona.
Wzruszyła ramionami, a po chwili pokręciła głową z obojętną miną.
- Hej.. - szturchnęłam ją lekko ramieniem. - ...przecież widzę, że coś nie gra.
- Wiesz, ja chyba.... - zaczęła.
Uniosłam brwi wyczekująco. Anna westchnęła. Uśmiechnęłam się do niej ciepło i chwyciłam ją za rękę.
- Elso... Ja... ja chcę mieć drugie dziecko.
- Z tym to chyba do Kristoff'a. - zaśmiałam się, ale Anna miała poważną minę, więc dodałam szybko: - Mówiłaś mu? Myślę, że nie miałby nic przeciwko.
- A ty nie masz? - zdziwiła się.
Zmarszczyłam brwi.
- Cóż.. to wasza sprawa. - powiedziałam. - Chyba nic mi do tego. A jeśli to by cię uszczęśliwiło...
- Powiedział, że jeszcze nie. - przerwała mi. - Że na razie musimy jeszcze zajmować się Leną.
- Ma trochę racji. - przyznałam po chwili.
Ania kiwnęła głową i westchnęła.
- Chyba za bardzo się napaliłam. - stwierdziła.
- Co? - nagle z balkonu wszedł do komnaty Jack.
- Jack! Miałeś włazić przez drzwi! - powiedziałam i rzuciłam w niego poduszką.
Uśmiechnął się tylko i usiadł obok nas.
- O czym wy tu gadacie? - zwrócił się do Anny.
- O niczym. - powiedziała, wstała i wyszła.
Spojrzałam na Jack'a wzrokiem "Wypłoszyłeś moją siostrę". Odpowiedział uśmiechem i pocałował mnie w policzek.
Wieczorem spotkałam się z Anną u mnie w gabinecie, aby obmyślić tajny plan. Był nam niezmiernie potrzebny, bo może pamiętacie, może nie, ale jutro mamy Dzień Chłopaka. Po pięćdziesięciu pomysłach co takiego można by sprawić naszym kochanym chłopakom, postanowiłyśmy, że wcześnie rano, zanim się obudzą upieczemy im jakieś babeczki czy ciasto, gdy się obudzą schowamy się i zrobimy im niespodziankę.
- Przyjdę po Ciebie przed szóstą. - powiedziałam.
- Dobrze. - odrzekła Ania z uśmiechem. - Ach, i jeszcze jedno: myślę, że byliby wniebowzięci, gdybyśmy założyły te nasze sek...
- Nie przesadzaj. - przerwałam siostrze z uśmiechem. - Dobranoc.
I ruszyłam do sypialni.



- Elsa.

poniedziałek, 28 września 2015

Dziwna rozmowa

Hejo,
Dziś prawie przez całe przedpołudnie chodziliśmy po ogrodach z Leną, a ponieważ zrobiło się zimo musiałam ją bardzo ciepło ubrać. Elsy i Jack' a nigdzie nie było widać, chyba cały czas byli w sypialni.
- Kristoff?- zapytałam w końcu.
- Tak, kwiatuszku?
- Bo... wiesz... Lena jest już duża...- zaczęłam i od razu się jąkałam.
- Aniu ona ma tylko dziewięć miesięcy.
- No... wiem...ale...chodzi...mi...o...to...że...
- Aniu proszę przestań się jąkać.- Kristoff podszedł do mnie i wziął moją twarz w dłonie.- O co chodzi?
- O kolejne dziecko.- powiedziałam tak cicho że sama się ledwie usłyszałam.
- Aniu mów troszkę głośniej.- poprosił Kristoff.
- Mama chcie dzidzie.- powiedziła Lena.
- Aniu, czy ona mówi prawdę?- zapytał Kristoff.
- Tak.
- Och Aniu może najpierw wychowajmy Lenę, a jak skończy rok to pomyślimy o następnym dziecku.
- No dobrze, to może zaczniemy od spaceru po porcie?- zaproponowałam i poszliśmy do portu spacerowaliśmy po wszystkich statkach należących do rodziny królewskiej.
Jednym nawet zrobiliśmy sobie rejs do okoła Arendelle. Wieczorem gdy wróciliśmy do zamku, miałam już dość, a Lena usnęła w ramionach Kristoff' a zaraz po zejściu ze statku. Ja postanowiłam sprawdzić co robią Elsa z Jack' iem, ale gdy stałam pod ich drzwiami nic nie słyszałam i stwierdziłam że śpią, więc wróciłam do sypialni i sama się położyłam, ale nie mogłam usnąć, bo cały czas myślałam o rozmowie o dziecku.


- Anna

niedziela, 27 września 2015

Korzystajmy ze spokoju!

Witajcie,
Dziś gdy w końcu mieliśmy spokój od ciotki skorzystaliśmy z możliwości poruszania się z Leną swobodnie i wyszliśmy z nią do ogrodów. W Arendelle szybko robi się zimno, niemal od razu gdy przychodzi jesień, więc tylko przeszliśmy się, a potem Anna i Kristoff wrócili z córką do zamku, a ja i Jack wyszliśmy do miasta. Ludzie uśmiechali się do nas przyjaźnie, a niektórzy kłaniali lekko. Gdy weszliśmy na plac główny, przy starej wieży zegarowej minęła nas grupka rozchichotanych dziewcząt. Jack mrugnął do nich, a one zapiszczały i pobiegły gdzieś.
- Jack! - trzepnęłam go żartobliwie. - Co to miało być?
- Widzisz, Śnieżynko jak wszystkie panny w mieście za mną szaleją? - zrobił dumną minę. - Masz szczęście, że jestem...
Nie zdążył skończyć, bo na twarzy wylądowała mu nieduża śnieżka, wyczarowana przeze mnie.
- Wojna? - zaśmiał się i za pomocą swojej laski wyczarował swoją.
- Wojna. - uśmiechnęłam się i schowałam się za niedużym murkiem, żeby nie dostać w twarz śnieżką.
Po chwili dzieci zaczęły z zaciekawieniem się nam przyglądać, aż w końcu dołączyły do wojny na śnieżki. Wróciłam z Jack'iem do zamku dopiero około piętnastej cała w śniegu, podobnie jak on.
- Co wy... robiliście? - Anka z przerażoną miną otworzyła nam drzwi gdy zapukaliśmy do ich sypialni.
- Nic. - powiedzieliśmy jednocześnie i wybuchliśmy śmiechem.
Anna uniosła brwi i odwróciła się:
- Kristoff, pomocy, wygląda na to, że para królewska porządnie się czegoś napiła. - powiedziała.
- Wcale nie. - zaprzeczył Jack. - Od razu napiła...
Kristoff podszedł do nas i oparł się o framugę z uśmiechem.
- Lepiej ich samych teraz nie zostawiać. - stwierdził. - Nie wiadomo co przyjdzie im do tych ośnieżonych głów.
- Za późno! - zawołał Jack ze śmiechem, wziął mnie na ręce i poleciał do naszej sypialni.




- Elsa. 

sobota, 26 września 2015

Kłótnia na pożegnanie

Hejo, Dziś rano poszłam do gabinetu Elsy porozmawiać z nią. - Hej, co tam robisz?- zapytałam wchodząc, Elsa siedziała za biurkiem. - Bawię się w królową.- zaśmiała się. - Ciotka jest jeszcze w Arendelle? - Tak niestety. - Elsa jadłaś już śniadanie? - Nie miałam czasu.- zawołałam jedną ze służących i poprosiłam żeby przyniosła nam śniadanie, a kiedy już jadłyśmy do gabinetu weszła ciotka. - Witaj ciociu.- odpowiedziałyśmy równo. - Witajcie dziewczynki, chciałam wam powiedzieć że dziś wypływam do Corony i chciałam was zaprosić na ślub Roszpunki będzie za dwa dni. Przypłyniecie? - Tak, oczy...- zaczęła Elsa. - Nie ciociu.- powiedziałam - Dlaczego?- zapytała ciotka. - Bo to niebezpieczne.- powiedziała Elsa. - Przecież pływałyście do Corony wiele razy.- ciotka zaczęła narzekać. - Tak, ale kiedy ostatni raz nasi rodzice płyneli do Corony na ślub Roszpunki ZGINELI...- była zła i smutna, bo zawsze kiedy wspominałam rodziców było mi smutno. - No jak chcecie, ale Punci będzie przykro. - Życz jej od nas wszystkiego najgorszego na nowej drodze życia.- powiedziałam. - Ale dlaczego?- zdziwiła się ciotka. - Nie ważne.- Elsa próbowała zapobiec kłótni.- Aniu idź do Leny, a ja pójdę odprowadzić ciotkę do portu i przyjdę do was.- gdy Elsa skończyła wyszła z jej gabinetu i poszłam po Jack' a i do pokoju Leny, czekaliśmy na Elsę pół godziny. - Aniu?!- powiedziała gdy przyszła.- Wiesz że ja też nie lubię ciotki i Roszpunki, ale kłótnie w Arendelle z nimi są nam nie potrzebne. -Przepraszam.- powiedziałam spuszczając głowę. - Co się stało?- zapytał zdziwiony Jack. - Ciotka powiedziała że mamy przypłynąć na ślub Roszpunki, a Ania zaczęła się z nią kłócić że nie przypłyniemy, bo nasi rodzice zginęli gdy płyneli na jej ślub z Flynn' em.- powiedziała Elsa. - Ale nie popłyniemy?- zapytałam. - Ależ oczywiście że nie, kto by chciał płynąć do niej na wesele.- powiedziała Elsa śmiejąc się. Cały wieczór spędziliśmy śmiejąc się z ciotki i Roszpunki. - Anna

czwartek, 24 września 2015

Nieomylne zdanie nieomylnej ciotki.

Witajcie,
Dziś od rana siedziałam z Anną, Leną, Kristoff'em i Jack'iem w pokoju Lenki zabawiając ją na wszystkie możliwe sposoby świata. Ciotka z początku nie dawała znaków życia, postanowiłam więc przejść się po zamku i sprawdzić czy faktycznie żyje. Znalazłam ją w jednym z gościnnych salonów na pierwszym piętrze.
- Ciociu? Czemu sama tu siedzisz? - podeszłam ostrożnie.
Odwróciła głowę w moją stronę i przywołała mnie gestem, abym usiadła na kanapie obok niej. Zrobiłam to i uśmiechnęłam się do niej ciepło. Ona jednak uniosła jedną brew i zapytała:
- Gdzie jest Lenusinka?
- Em... chyba gdzieś z Anną, albo z Jack'iem, nie jestem pewna. - odrzekłam.
Ciotka wstała, podeszła do okna i zaczęła mówić, tyłem do mnie:
- Zastanawiam się czy jest bezpieczna.
- Co ciocia ma na myśli...?
- Ten twój kochanek, Jackson...
"Właściwie to mąż..." - mruknęłam pod nosem, ale nie usłyszała mnie i mówiła dalej:
- ...chyba dużo czasu spędza z Lenusinką, czyż nie?
- Tak. - odrzekłam. - W końcu to jej wujek.
Kobieta odwróciła się do mnie wskazując palcem w moją stronę:
- On chyba nie za bardzo nadaje się do opieki nad dziećmi. Właściwie, to śmiem twierdzić, że powinien trzymać się z dala od Lenusinki.
- Nie mów, tak, ciociu. - pokręciłam głową stanowczo. - Zapewniam Cię, że w opiece nad dziećmi jest o wiele lepszy niż ja.
- Hmm.... - ciotka powoli usiadła z powrotem i z krytyczną miną obiegła mnie wzrokiem. - No to może być prawda.
Uniosłam lekko brwi.
- Ostatnio myślałam, że powinniście sprawić sobie dzieci, ale teraz... hmm, no nie wiem, nie wiem.
- Wiesz, ciociu, chyba to my o tym... - zaczęłam, ale przerwała mi:
- No nie. To był zupełnie zły pomysł. A właściwie to lepiej było jak byłaś sama. Ten cały Jackson wyjątkowo nie przypadł mi do gustu.
- Chyba jednak sama o tym zdecyduję... - chciałam wstać i wyjść, ale chwyciła mnie za rękę i zatrzymała.
- Hola, hola, panienko! Rozmawiamy. Oj, widzę, że Jackson ma na ciebie zły wpływ. Powinnaś szybko zmienić chłopaka. - powiedziała.
Nic nie powiedziałam, nie chcąc kłócić się z ciotką. Niech sobie gada co chce. Odwróciłam wzrok i westchnęłam.
- Ale nie przejmuj się! - ciotka klepnęła mnie w ramię. - Szybko Ci jakiegoś znajdziemy! Kto był jakiś fajny, o może ten jakiś książę z... z Południowych Wysp? Czy z czego on tam był? Taki przystojniak, sama bym z nim chętnie...
- Elso? - do pokoju zajrzał Jack.
- Znowu ty? - ciotka machnęła rękami. - Przerywasz nam! I nie, nigdzie nie zabierzesz Elsy!
- Ależ nie mam takiego zamiaru. - odrzekł spokojnie posyłając mi figlarny uśmiech. - Tak jakoś przyszedłem.
Usiadł obok mnie i uśmiechnął się. Ciotka zmierzyła go wściekłym wzrokiem i powiedziała:
- Właśnie mówiłam, że nie powinieneś więcej zajmować się córką Anny.
- Niby czemu? - zapytał.
- Trochę grzeczniej! - warknęła. - Ponieważ źle na nią wpływasz. Tak samo jak na Elsę.
Uniósł jedną brew.
- Źle wpływam? - zapytał jednak w jego głosie wyczułam lekkie rozbawienie. - Jakim to sposobem?
- Swoim zachowaniem. - odrzekła ciotka zupełnie poważnie. - Powinieneś nad nim popracować.
Kiwnął głową i udał skruszoną minę. Z trudem powstrzymałam się od uśmiechu.
- Mam świetny pomysł. - powiedział po chwili. - Elsa nauczy mnie dobrego zachowania.
Ciotka uniosła brwi.
- No dobrze, ale... - zaczęła, ale nie usłyszeliśmy reszty, bo Jack pociągnął mnie do mojej komnaty.
- Zwariowałeś? - oparłam się o drzwi nie umiejąc powstrzymać śmiechu.
- Absolutnie nie. - zaśmiał się. - Jak orzekła twoja nieomylna ciotka... - zaczął po chwili. - ...musisz mnie wychować. I oczywiście ukarać za złe zachowanie.
Uśmiechnęłam się, pokręciłam głową i popchnęłam go lekko w stronę łóżka.



- Elsa.