środa, 9 grudnia 2015

Planowanie balu czas zacząć!

Witajcie,
Dzisiaj po długich rozmowach z Jack'iem, postanowiłam, że ogłosimy poddanym, to że jestem w ciąży podczas balu, który zorganizujemy w piątek (lub sobotę, jeszcze zobaczymy) na jego zaległe urodziny i z okazji świąt. Najpierw jednak uznałam, że powinnam powiedzieć to Annie. Po śniadaniu poszłam więc do jej komnaty i zapukałam lekko.
- No! - dobiegło ze środka.
Zaśmiałam się cicho i weszłam.
- Cześć, Aniu. - powiedziałam do siostry, która przebierała Lenkę siedząc na łóżku.
- Coś się stało? - zapytała.
- Nie.. - spuściłam głowę z uśmiechem.
Anna odniosła córkę do jej pokoiku i wróciła po chwili z uśmiechem znaczącym "Wiem, że coś ukrywasz, ale dam Ci samej to powiedzieć".
- Znaleźliście prezenty od Norda? - zapytała wymijającym tonem.
- Tak, były piękne. - odrzekłam. - Aniu, posłuchaj...
 Pokazała mi gestem żebym usiadła obok niej na łóżku.
- Mam ci coś do przekazania...
Zrobiła wyczekującą minę.
- ...ale musisz obiecać, że nikomu tego nie rozpowiesz.
Wykonała gest, jakby zasuwała swoje usta na zamek błyskawiczny. Wzięłam głęboki oddech i nie chcąc tego przedłużać powiedziałam:
- Będziesz ciocią.
Najpierw uśmiechnęła się tylko, a potem przytuliła mnie mocno.
- Rodzice byliby tacy dumni. - szepnęła.
- Tak... - westchnęłam i z sufitu spadło kilka śnieżynek.
- To naprawdę cudowna wiadomość. - powiedziała Anna po chwili wypuszczając mnie z objęć. - Arendelle w końcu doczeka się następcy tronu!
Uśmiechnęłam się. Miała rację.
 - Chcę urządzić bal. - powiedziałam po chwili. - Dopiero na nim poddani się dowiedzą. A także Kristoff i cała służba, więc...
Powtórzyła gest z zamkiem i kiwnęła głową.
- Dokładnie. - uśmiechnęłam się.
- Czyli urządzimy wszystko sami?
- Poniekąd.
- Świetnie! - krzyknęła i wybiegła na chwilę z pokoju.
Po chwili wróciła z jakimś pudłem.
- Znalazłam te dekoracje w pokoju rodziców. To chyba rzeczy jeszcze z czasów bali, kiedy byli mali!
- Bardzo możliwe. - podeszłam do pudła i wyjęłam wielką wstęgę w kolorach herbu Arendelle z napisem "Szczęśliwych Świąt". - Wykorzystajmy je.
- Mogę zacząć już dekorować?
- Spokojnie. - zaśmiałam się. - Wszystko zrobimy powoli i dokładnie. Nie spieszmy się.
- No tak. No to leć planować do końca, a jak skończysz to daj mi listę rzeczy do zrobienia.
Zanim zdążyłam coś powiedzieć wypchnęła mnie z pokoju, a po chwili usłyszałam jak śpiewa jakąś nieznaną mi piosenkę o byciu ciocią.



- Elsa. 

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Ups! Wpadka

Hejo, Dziś rano wstałam i zdałam sobie sprawę że wczoraj były mikołajki, a ja nic nie dałam Lence, więc pobiegłam do miasta i kupiłam jej misia i czekoladę. Gdy wróciłam Lena jeszcze spała więc zapakowałam prezent i czekałam, aż Lencia wstanie, gdy już wstała wbiegłam do pokoju i zaczęłam krzyczeć. - Wszystkiego najlepszego Lenuś z okazji mikołajków!!! Mam dla ciebie prezent.- gdy już miałam dać jej prezent ktoś wszedł do pokoju i powiedział. - Anno, czyżbyś nie wiedziała że prezenty daje Święty Mikołaj?- odwróciłam się i zobaczyłam Norda. - No tak, ale...- i zaczęliśmy się śmiać. Nord rozdał wszystkim prezenty, a dla Elsy i Jack' a zostawił pod drzwiami ich sypialni i wszyscy ( oprócz królewskiego małżeństwa) zjedliśmy śniadanie. - To co Nord masz jeszcze jakieś prezenty do rozdania?- zapytałam podczas śniadania. - Nie, specialnie zostawiłem sobie was na koniec żeby trochę czasu z wami spędzić.- po śniadaniu razem z Nordem poszliśmu na spacer, a wieczorem Nord wrócił na biegun, a ja postanowiłam odwiedzić Elsę, gdy zapukałam odworzyła mi Elsa. - Aniu, my już śpimy.- powiedziała i uśmiechnęła się, więc wróciłam do sypialni. - Anna

niedziela, 6 grudnia 2015

Piękna, urodzinowa niespodzianka.

Witajcie,
W nocy kolejny raz obudził mnie okropny ból. Tym razem czułam się bardzo słabo i było mi niedobrze. Oczywiście nie chciałam z tego robić jakiegoś dramatu, ale dziś Jack sam się obudził. Zapalił szybko dwie świeczki i postawił je na swojej etażerce.
- Co Cię boli? - zapytał tak zatroskanym i uroczym tonem, że normalnie na pewno bym go pocałowała, ale wtedy ledwo co mogłam coś powiedzieć.
- Wszystko... widzę przez mgłę, źle się czuję... - powiedziałam cicho.
Bez zastanowienia delikatnie wziął mnie na ręce i wyleciał z pokoju. Nie mogłam dostrzec zbyt wiele, a w dodatku zaczęłam również słyszeć przez mgłę. Pamiętam tylko, że zapukał do jakiegoś pokoju i otworzyła jedna z lekarek.
Obudziłam się w jednym z łóżek w części szpitalno-medycznej. Był już dzień, jednak słońce przedostawało się do środka jedynie przez zasunięte kotary w oknach. Usiadłam powoli i rozejrzałam się. Czułam się już znacznie lepiej. Nagle z gabinetu lekarskiego wyszła moja służąca Tamara.
- Co się stało? - zapytałam.
- Poczuła się królowa źle. Pan Jack królową przyniósł - dosłownie. - zachichotała krótko.
W tamtej chwili coś mi się przypomniało.
- Och nie... - jęknęłam. - Jack ma dzisiaj urodziny. Czy będę mogła wyjść za niedługo?
- Nie wiem, królowo. - odrzekła Tamara poprawiając mi poduszki pod głową. - Medycy mówili, że lepiej będzie zrobić kilka badań. Ale myślę, że nie potrwa to długo.
- Dziękuję, Tamaro. - uśmiechnęłam się. - Mogłabyś poprosić Annę?
- Wydaję mi się, że czeka pod drzwiami od jakiegoś czasu. - odwzajemniła uśmiech po czym otworzyła drzwi prowadzące na korytarz.
Faktycznie, po drugiej jego stronie, oparta o ścianę stała Anna. Gdy tylko pozwolono jej wejść do środka podbiegła do mnie i przytuliła mnie mocno zasypując masą pytań o to jak się czuję. Gdy udało mi się ją w końcu zapewnić, że żyję, Tamara zostawiła nas same.
- Aniu, muszę Cię o coś poprosić. - powiedziałam.
- Słucham. - Anna zrobiła minę mówiącą "Jestem gotowa dla Ciebie umrzeć".
Uśmiechnęłam się lekko na ten widok.
- Jack ma urodziny. Na razie nie puszczą mnie bez badań, więc... moglibyście coś dla niego zrobić? Za mnie?
Anna zaśmiała się.
- Oczywiście, że tak, głuptasku! Mamy dla niego świetną, czekoladową niespodziankę. Zajmiemy go czymś do czasu, aż nie wyjdziesz. A potem chyba sobie poradzicie. - uśmiechnęła się.
- Dziękuję Ci. - odwzajemniłam uśmiech.
- Księżniczko... - do pokoju weszła jedna lekarka i dwie pielęgniarki. - ...prosimy o opuszczenie komnaty, musimy przeprowadzić badania.
- Już idę. - Anna przytuliła mnie i wybiegła.
Zrobiono mi kilkanaście nudnych badań. W końcu lekarka oznajmiła, że zaraz wróci, a pielęgniarki wyszły do gabinetu razem z nią chichocząc i szepcząc między sobą. Leżałam przez chwilę w lekkim napięciu, czekając, aż oznajmią co mi dolega. W efekcie po kilku minutach prawie cała pościel pokryła się szronem. W końcu wróciły. Przez chwilę cała trójka stała nade mną i uśmiechała się, aż w końcu lekarka wypowiedziała słowa, które na zawsze miały zmienić moje życie.
- Królowo. Jesteśmy bardzo uradowane mogąc pogratulować królowej. Zostanie królowa mamą.
Zamrugałam nerwowo i rozchyliłam usta. Pościel pokryła się grubą warstwą lodu, ale nie wykonałam żadnego ruchu.
- Może królowa wrócić do swojej komnaty. - lekarka posłała mi ciepły uśmiech, po czym wszystkie wyszły.
Przez chwilę leżałam z rozchylonymi ustami i wpatrywałam się w sufit nie mogąc zrozumieć co właśnie mi przekazały. Po chwili w mojej głowie zaświeciła się mała lampka  - "Jack.". Nie wiedząc do końca co robię, na zdrętwiałych nogach, w jedwabnej, szpitalnej koszuli i ciepłych kapciach wyszłam na korytarz. Moja mimika twarzy zdawała się już nigdy nie przybrać innej postaci za wyjątkiem rozchylonych ust, szeroko otwartych oczu i purpurowych rumieńców na policzkach. Spojrzałam w lewo, w prawo i uznałam, że chyba pamiętam drogę do mojej sypialni. Wspięłam się po schodach, kurczowo trzymając się poręczy, a potem przeszłam powoli przez korytarz skąpany w przytulnym świetle świec wiszących na ścianach. Nagle zatrzymałam się i spojrzałam za siebie. Jak ślimak, zostawiałam po sobie ślad, tylko mój był bardzo zimny i cały w postaci szronu. Oparłam się o ścianę i spróbowałam przeanalizować zdanie, które usłyszałam od lekarki. I w końcu dotarło do mnie co znaczyło. "Zostanę mamą." "Zostanę mamą!" "Zostanę mamą!!!!" Zaśmiałam się sama do siebie, siadając na dywanie. Następnie poczułam jak ciepłe łzy spływają mi po policzkach.
- Zostanę mamą!!! - wrzasnęłam zapominając zupełnie, że królowej nie wypada siedzieć na środku korytarza i wrzeszczeć.
Zaczęłam jednocześnie płakać i śmiać się. Zauważyłam, że na moje ramiona zaczęły spadać płatki śniegu. Ale nie były to płatki śniegu, które widywałam wokół siebie gdy byłam smutna, czy przestraszona. Te były o wiele piękniejsze, lekko niebieskie i spadały powoli wirując w tę i we w tę. Uspokoiłam się trochę, choć nie mogłam powstrzymać łez. Dotarło do mnie, że zostanę mamą. Dotarło do mnie, jakie to piękne. Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam kroki, ale postanowiłam mieć je gdzieś. Jednak po chwili usłyszałam również głos:
- Elsa? Śnieżynko, co się stało? - otworzyłam oczy i zobaczyłam Jack'a biegnącego w moją stronę z lekko przestraszoną miną. - Przewróciłaś się? Zemdlałaś? Co Cię boli?
- Nic. - uśmiechnęłam się błogo.
Uniósł brwi, ale uśmiechnął się lekko na widok mojej miny. Dotknęłam jego policzka. Był chłodny jak zwykle, ale poczułam w nim coś niezwykłego. Przytuliłam Jack'a mocno. Poczułam jego troskę, jego miłość. Odwzajemnił od razu uścisk, ale po chwili szepnął mi do ucha:
- W jakim celu właściwie, Śnieżynko, siedziałaś sobie na podłodze i płakałaś?
- Masz dziś urodziny. - stwierdziłam nie przestając się uśmiechać i wypuszczając go z objęć.
Pomógł mi wstać i kiwnął po woli głową. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam w jego piękne, niebiesko-szare oczy.
- Jestem w ciąży. - powiedziałam.
Zamrugał szybko, dokładnie tak samo jak zrobiłam to ja, na dole, po czym krzyknął "Hurra!!!" i wzbił się w powietrze tak gwałtownie, że uderzył głową w sufit. Wylądował ze śmiechem i pocałował mnie namiętnie.
- To najpiękniejszy urodzinowy prezent jaki mogłem sobie wymarzyć. - powiedział.
Zobaczyłam, że z jego pięknych oczu, po jego chłodnych policzkach, spływają krystaliczne łzy. Jedyne na co wtedy mogłam się zdobyć to ciche "Kocham Cię, Jack". Po tym przytuliłam go jeszcze raz, a on wziął mnie na długi lot nad dachem pałacu. I tak, w jedwabnej, szpitalnej koszuli, ciepłych kapciach, włosach w zupełnym nieładzie, w objęciach Jack'a, jako najszczęśliwsza osoba na świecie patrzyłam z góry na mój piękny kraj.



- Elsa. 

sobota, 5 grudnia 2015

Mała wycieczka

Hejo, Dziś rano poszłam do sypilani Elsy, aby zapytać się jak się czuje, ale w sypialni, był tylko śpiący Jack, więc poszłam do gabinetu Elsy. Zapukałam i weszłam. - Hej, jak się czujesz?- zapytałam Elsę siedzącą przy biurku z listami w ręku i stertą listów i dokumentów na biurku. - O Anna, wszystko w porządku, postanowiłam zabrać się do pracy. - No widzę. Ciekawe co na to Jack? - Obudził się już?- zapytała zdenerwowana siostra odkładając listy. - Nie spokojnie.- uspokoiłam ją, a ta wróciła do listów. - Co będziecie dziś porabiać?- nagle zapytała mnie Elsa. - Nie wiem, może wybierzemu się ma spacer z Leną do miasta dopułki jest ciepło. - To dobry pomysł, a ja z Jack' iem zostaniemy w zamku, bo ja chcę nadrobić pracę, a on i tak mnienie zostawi. - No racja, to ja idę, a ty uważaj na siebie. - Oczywiście.- powiedziała Elsa gdy już wychodziłam. Poszłam do pokoju i ubrałam siebię i Lenę po czym poinforomowałam Kristoff' a i poszliśmy do miasta. W mieście kupiliśmy dużą paczkę czekolady i długo spacerowaliśmy po wybrzeżu, a gdy się ściemniłp wróciliśmy do zamku i z reszty czekoladek zrobiliśmy gorącą czekoladę i poprosiliśmy służącą o zaniesienie czekolady Elsie i Jack' owi i sami wypiliśmy przy kominku. - Anna

piątek, 4 grudnia 2015

Wahania nastroju?

Witajcie,
Dziś obudziłam się i zauważyłam, że śpi obok Anna. "No tak" - pomyślałam. Wczoraj poprosiłam ją, żeby została ze mną na noc, bo źle się czułam. Nie wiedziałam gdzie podział się Jack, ale miałam co do tego pewne podejrzenia. Wstałam po cichu, aby nie obudzić siostry i podeszłam do szafy. Tak jak myślałam - z jej wnętrza dobiegało ciche chrapanie. Ubrałam mój satynowy szlafrok, który na szczęście wisiał na krześle od wczoraj (raczej ciężko byłoby wyciągnąć go z szafy nie zabijając przy tym Jack'a) i zeszłam na dół. Zobaczyłam, że Kristoff przechodzi w piżamie przez zachodni korytarz na pierwszym piętrze.
- Kristoff? - zawołałam.
Na dźwięk mojego głosu wzdrygnął się i przyspieszył kroku nie odwracając choćby głowy. Zmarszczyłam brwi.
- Kristoff! - krzyknęłam.
Jego krok przerodził się w bardzo, bardzo szybki krok, a po chwili w bieg, po czym zniknął mi z oczu. Pokręciłam głową i zeszłam do jadalni. Dwie służące podały mi lekkie śniadanie. Po zjedzeniu z radością uznałam, że czuję się wyjątkowo dobrze, jak na ostatnie dni. Wróciłam na górę i wstąpiłam do mojego gabinetu. Przejrzałam kilka listów, a potem wróciłam do sypialni. Anna nie spała już. Gdy tylko weszłam położyła szybko palec na ustach, jakbym nie wiedziała, że mój mąż śpi w szafie. Kiwnęłam więc głową i usiadłam obok niej.
- Elso, jesteśmy niepoważne. - powiedziała szeptem.
Spojrzałam na nią zdziwionym wzrokiem. 
- Szósty grudnia, mówi Ci to coś?
Uśmiechnęłam się. Oczywiście, że tak. Urodziny Jack'a.
- I, co nie przejmujesz się tym? - tym razem Anna uniosła brwi ze zdziwieniem.
- Mam już pomysł na prezent. - odrzekłam. - Tylko mam nadzieję, że zamiast tego nie zemdjelę mu pod nogi czy coś takiego.
Ania zaśmiała się cicho.
- Dokładnie.
Po jakimś czasie Jack wyszedł z szafy ogłaszając całemu światu, że jest świetnie wyspany.
- Ja lecę do Lenki. - Anna pocałowała mnie w czubek głowy i wybiegła z pokoju.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy w mojej komnacie dość długo (w międzyczasie Jack zdążył zjeść śniadanie przyniesione przez moją służącą Tamarę). Około trzynastej ktoś zapukał do pokoju.
- Prooszę! - zawołał Jack.
Do środka wszedł Kristoff.
- Słuchaj, Jack, miałbym jedną sprawę do... - nagle zobaczył mnie i znieruchomiał.
Jack spojrzał ze zdziwieniem na mnie, a potem jeszcze raz na niego.
- Wszystko gra?
Kristoff zaczął powoli wycofywać się z pokoju, ale zatrzymałam go:
- Zaczekaj. Przepraszam za to wczoraj. Trochę mnie poniosło.
Nie reagował przez chwilę, po czym zaśmiał się.
- Taa, nie ma o czym mówić. Anka mówiła o twoich wahaniach nastroju.
Uniosłam jedną brew, a Jack uśmiechnął się chytrze.
- Dobra, pogadamy potem. - Kristoff pomachał do niego i wyszedł.
- Ktoś tu ma wahania nastrooojuu...! - zaszczebiotał mi Jack do ucha.
Po upływie mniej więcej sekundy dostał w twarz wielką poduszką z dodatkiem puszystego śniegu.




- Elsa.

czwartek, 3 grudnia 2015

Dziwne zachowanie Elsy

Hejo, Dziś rano do mojego pokoju wpadła Tamara, służąca Elsy. - Księżniczko. Królowa chce z Księżniczką porozmawiać. - Dobrze, zaraz do niej pójdę.- gdy Tamara wyszła, a ja ubrałam się i poszłam do sypialni Elsy, gdy weszłam Jack' a nie było, a Elsa siedziała na łóżku. - Elsa, chciałaś ze mną porozmawiać? - Och, Ania. Tak chciałabym z tobą porozmawiać. - A o czym? - Aniu, bo ja mam taką dziwną myśl że może jestem w ciąży.- powiedziała z lekkim zawstydzeniem. - Elsa, ale myśl to nie wszystko, jeśli tak uważasz to idź do lekarza.- zaproponowałam, choć miałam nadzieję że Elsa sama o tym wie. - Och, ale nie trzeba, bo ja to wiem. Już od jakiegoś czasu tak dziwnie się czuję. A wczoraj było mi nie dobrze. - Wiesz może to jest kolejny...- nie zdążyłam dokończyć, bo do sypialni pewnym krokiem wszedł Kristoff. - Szukam Anny. - Jakim prawem wchodzisz do mojej sypialni podczas mojej rozmowy z siostrą. Poza tym jestem twoją królową i nie masz prawa wchodzić do mojej sypialni i naruszać moją przestrzeń.- powiedziała Elsa prawie krzycząc, Kristoff z dumnej pozy zmienił się w skarconego psa. - O, przepraszam, ja nie chciałem... już wychodzę.- i ze spuszczoną głową wyszedł z sypialni, a ja długo wpatrywałam się w Elsę zdziwiona jej zchowaniem w stosunku do Kristoff' a. - Elsa... co... co to miało być?- zapytała troszkę się jąkając. - Mhm... yyy. Na czym skończyłyśmy?- zapytała tak jalby ta cała sytuacja wogóle nie miała miejsca. - ... objaw.- dokończyłam poprzednią wypowieć. Spojrzała w stronę drzwi, a gdy wróciłam wzrokiem do Elsy, ta była przytulona do mnie. - Aniu nie zostawiaj mnie, prosze.- powiedziała Elsa prawie że płacząc. I tak spędziłam cały dzień w sypialni Elsy, która wygoniła Jack' a z sypialni gdy wleciał przez balkon. Gdy wróciłam do swojej sypialni, Lena już spała, a Kristoff oznajmił że się stęsknił. - Anna

środa, 2 grudnia 2015

Moja kochana lodóweczka...

Witajcie,
Dziś w nocy obudziłam się z okropnym bólem głowy. Nie chciałam budzić Jack'a, bo od razu obudziłby całe Arendelle, więc postanowiłam wstać. Jednak gdy tylko stanęłam na nogach, poczułam ogromną słabość i zawroty głowy. Oparłam się o etażerkę i zamknęłam na chwilę oczy, aby złapać oddech i się uspokoić. Przy okazji podłoga zaczęła pokrywać się szronem. Po chwili udało mi się opanować zawroty głowy i opierając się jedną ręką o ścianę przeszłam do łazienki. Oparłam się o umywalkę i spojrzałam w lustro. Byłam strasznie blada (jeszcze bardziej niż zazwyczaj), a moje usta zsiniały lekko. Przemyłam twarz ciepłą wodą, odrobinę pomogło. Czułam, że raczej nie zasnę, ale wróciłam do łóżka. Leżałam do około czwartej. W pewnych momentach zaczynałam mieć mdłości, ale zawsze przechodziły po chwili. W końcu udało mi się zasnąć i obudziłam się o dziesiątej. Jack'a nie było obok. Poczułam nagle ogromną samotność, chociaż nie było ku temu większego powodu, pewnie poszedł na śniadanie i zaraz wróci. Jednak ogarnęło mnie wielkie poczucie samotności i smutku. Wtuliłam się w poduszkę i przykryłam kołdrą po sam czubek głowy. Szczerze zbierało mi się na płacz, gdy usłyszałam skrzypienie drzwi. Automatycznie uspokoiłam się i poczułam normalnie - jak nie czułam się od kilku dni. Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się do Anny, która właśnie szła w moją stronę.
- Jak tam, Elsuś? - zapytała.
- Już lepiej. - odrzekłam spokojnym tonem.
Wstałam i odkryłam, że zawroty głowy zniknęły. Podeszłam do lustra i z radością stwierdziłam, że nie wyglądam już tak potwornie. Nie powstrzymałam się i przytuliłam siostrę.
- Czy ty wiesz coś czego ja nie wiem? - zapytała z uśmiechem.
- Nie. - zaśmiałam się. - Już nie mogę przytulić Cię bez okazji?
Zaśmiała się również.
- Nie wiem co ty o tym myślisz, ale jak dla mnie to ten incydent w sali tronowej mógł być pierwszym objawem... - zaczęła po chwili, ale przerwałam jej:
- Już nie wymyślaj. Na takie rzeczy chyba trochę za wcześnie, nie sądzisz?
Anna wzruszyła ramionami.
- Nigdy nie wiadomo.
Pokręciłam głową z uśmiechem. Tak naprawdę przez to co powiedziała poczułam niemałe podekscytowanie. A jeśli jednak...?
- O, witam panienki. - do pokoju wszedł Jack. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się po czym przytulił mnie czule mówiąc - Jak tam się ma moja słodka, najpiękniejsza, najmądrzejsza, najcudowniejsza, najmądrzejsza, najse...
Anna przewróciła oczami.
- ...najmilsza, najładniejsza, najukochańsza... [...] ...Śnieżynka?
- Dobrze. - pocałowałam go.
Zamruczał cicho, posłał mi chytry uśmiech, zasalutował i wyleciał przez balkon.
- Czy z nim wszystko w porządku? - zapytała Ania.
- Mam nadzieję. - zaśmiałam się otwierając szafę i wyciągając dopasowaną, srebrną suknię.
Trochę siedziałyśmy jeszcze w mojej sypialni robiąc różne rzeczy i rozmawiając, a potem usiadłam do obowiązków w gabinecie. Do wieczora Jack zdążył upiec mi ciastka (mam nadzieję, że przy tym nie spalił kuchni), przynieść bukiet kwiatów (nie mam zielonego pojęcia skąd je wytrzasnął o tej porze roku), pocałować jakieś dwadzieścia razy i wymyślić mnóstwo pięknych epitetów. A ja na szczęście czułam się już dobrze.




- Elsa.