sobota, 5 marca 2016

Jack jest rozsądny?

Witajcie,
Wczoraj gdy siedziałam w gabinecie, próbując skupić się na listach ktoś zapukał cicho.
- Proszę. - burknęłam sądząc, że znowu Anna przyszła mnie pocieszać.
Jakby kilka słów pozwoliło mi zapomnieć o tym, że mój mąż zniknął, a mnie dręczą straszne koszmary. Nie usłyszałam jednak głosu siostry. Zastąpił go niski, spokojny i słyszalnie przygnębiony. Duża, ciepła dłoń dotknęła mojego ramienia.
- Nie martw się, Elso. - powiedział North. - Jack jest rozsądny. Nie zrobi nic... głupiego.
Wstałam.
- Wiesz coś na temat gdzie jest? Mów, proszę!
Westchnął.
- Może usiądziemy? - zaproponował.
Usiedliśmy więc na kanapie.
- Jack... przyleciał do nas kilka dni temu. Był zestresowany i zdenerwowany. Prosił nas żebyśmy mu pomogli. Mówił, że Mrok wrócił.
Zakryłam usta dłonią.
- Nie uwierzyliśmy mu więc poleciał sam.
- Dokąd?! - zapytałam nieco głośniej niż planowałam.
- Nie mam pojęcia. Pewnie szukać Mroka. Nie wierzyliśmy mu dopóki Czarny Pan we własnej osobie nam się nie pokazał. Wszyscy widzieliśmy jego cień. Wielki, czarny. A potem zniknął. Wiedzieliśmy już, że Jack mówił prawdę, ale było za późno. Teraz może być wszędzie.
Ukryłam twarz w dłoniach i ledwo udało mi się powstrzymać łzy.
- Jeśli znalazł Mroka, na pewno będzie chciał się z nim zmierzyć. Ale jest też oczywiście możliwość, że go nie znajdzie i wróci.
Pokręciłam głową.
- Nie da za wygraną. - szepnęłam.
North znów chciał położyć mi dłoń na ramieniu, ale odtrąciłam ją i wybiegłam z pokoju. Łzy same pociekły mi po policzkach, a cały dywan na korytarzu pokrył się szronem. Zamknęłam się w sypialni i leżałam przytulona do poduszki przez ponad godzinę. Później jedna z służących przyniosła mi herbatę i powiadomiła, że North wyjechał. Zakopałam się pod stertą kołder i kocy i w końcu zasnęłam.



- Elsa.

czwartek, 3 marca 2016

Za dużo stresu

Przepraszamy że długo nie pisałyśmy, ale tak na prawdę to nie było o czym. Od kąt wróciliśmy do Arendelle pogoda była strasznie ponur i cały czas padało, nawet przez pewien czas pogoda odzwierciedlała poczucie wszystkich w Arendelle, a najbardziej władczynię Elsę, tak moja kochana siostra od pewnego czasu chodziła cała poddenerwowana, a kiedy Jack gdzieś zniknął jeszcze bardziej jej się pogorszyło, na początku myślałam że to hormony związane z ciążą, ale po pewnym czasie zrozumiałam że moją siostrę po prostu coś trapi, a ona nie chce z nikim rozmawiać, nawet ze mną.
- Elso...- próbowałam zacząć rozmowę, gdy widziałam ją gdzieś na korytarzu, a ona zaraz zmierzała, albo do sypialni, albo do gabinetu i tam się zamykała.
- Kristoff, coś jest nie tak.- powiedziałam do męża wchodząc do sypialni.
- To znaczy?
- Widziałeś Elsę?
- Nie ostatnio jak tylko mnie widzi to wchodzi do najbliższego pomieszczenia i się tam zamyka.- no tak ona chce się odseparować od nas i sama przeżywać ból i strach, pomyślałam.
- Kristoff trzeba jak najszybciej znaleźć Jack' a.
- Wiem, razem z gwardzistami już przeszukujemy las, jesteśmy podzieleni na grupy i się zmieniamy.
- A byliście już u Northa albo u któregoś strażnika?
- Aniu, wysłałem list do Northa ma przyjechać jutro i pomóc nam szukać.- no tak nic więcej nie dało się zrobić, chociaż ja powinnam porozmawiać z siostrą, ale jak skoro ona nie chce ze mną rozmawiać. Poszłam pod drzwi jej sypialni.
- Elsa, otwórz, wiem że tam jesteś.- jej gabinet był pusty, więc musiała tu być.- Elsa!!! Wiem że tam cię znajdę, ludzie pytają co i jak? Mówią odwagi i choć ciężko mi chce otrzeć twoje łzy, czy dasz mi znak? Nie mamy nic prócz siebie, ciebie ja, ty mnie, jak mamy dalej żyć?
- Ulepimy dziś bałwana.- dokończyła piosenkę Elsa, otwierając drzwi, była cała zapłakana.- Aniu, śpiewałaś tę piosenkę po pogrzebie rodziców.
- Tak mi się przypomniało, bo znowu się zamykasz i mnie unikasz, tak jak wtedy.
- Wiem przepraszam, ale muszę sobie sama z tym poradzić.
- A może mi powiesz tobie ulży, a ja ci pomogę.
- Nie, powiedziałam Jack' owi i zniknął.- znów zaczęła płakać.
- Och, Elso.- przytuliłam siostrę, która nagle zaczęła robić się coraz cięższa i cięższa, aż w ostatniej chwili złapałam ją przed upadkiem i ułożyłam na ziemi, a głowę położyłam jej na swoich kolanach.
- Pomocy!!! Niech ktoś zawoła medyków.
- Księżniczko Anno, co się sta... Królowa, już biegnę po medyków.- powiedziała Tamara, służąca Elsy, po chwili przybiegli medycy i zabrali Elsę do pokoju medycznego.
- Co z nią?- zapytałam wchodząc do pokoju medycznego, gdy medycy opanowali już sytuację.
- Ania?- zobaczyłam Elsę leżącą na łożu w pokoju i podeszłam do niej, a za mną medyk.
- Wasza Wysokość, nie może się tak denerwować, bo może dojść do poronienia lub śmierci dziecka.
- Ale jak to?- zapytała Elsa.
- Taki stres nie jest dobry ani dal Królowej, ani dla dziecka, ponieważ jest Królowa w czwartym miesiącu ciąży to do poronienia już nie dojdzie, ale stres zagraża zdrowiu, a nawet życiu dziecka.
- Rozumiem, a kiedy będę mogła wrócić do swojego pokoju.
- Już, ale Królowa musi się położyć i odpoczywać.
- Ale kto zajmie się sprawami królestwa, przecież Jack' a nie ma.- powiedziała Elsa.
- Elso, nie martw się, na razie w państwie nic się nie dzieje.
- A co jak coś się stanie?
- To wtedy będziemy się martwić, a teraz musisz odpoczywać.
- Wiem.- Elsa wróciła do sypialni i Tamara dopilnowała żeby się położyła i odpoczywała.





- Anna

poniedziałek, 29 lutego 2016

Co mam robić?

Witajcie,
Ostatnie dni przeżyłam w ogromnym stresie z trudem powstrzymując chłód, który wypełniał całe moje ciało przez wystrzeleniem na zewnątrz. Cały czas miałam w głowie mój okropny sen i straszny głos. Nie powiedziałam o nim ani Annie, ani nawet Jack'owi, choć dopytywał się mnie o to, po tym jak obudziłam się z krzykiem kiedy byliśmy w DunBroch. Nie chciałam go martwić, sama byłam wystarczająco zmartwiona. W końcu jednak dzisiaj nie wytrzymałam. Od razu gdy opowiedziałam mu wszystko, poczułam się lepiej.
Siedział przez chwilę w ciszy opierając głowę na rękach. W końcu spojrzał na mnie. Usiłował się uśmiechnąć, jednak wyraźnie dostrzegłam w jego oczach poważne zmartwienie, może nawet strach.
- Jack...? - szepnęłam podchodząc do niego.
- To tylko sen. - uciął cicho. - Nie masz powodu do zmartwień.
I przyciągnął mnie do siebie po czym przytulił mocno. Odsunęłam się lekko. Spuścił głowę.
- Jack! - krzyknęłam. - Przecież widzę, że coś jest nie tak! Co oznacza ten sen, mów!
Zmarszczył brwi i uchwycił mnie za dłonie. 
- Nie mam pojęcia, nic. - powiedział dość spokojnym głosem. - Niczego się nie bój, Śnieżynko.
I uśmiechnął się głaszcząc mnie lekko po brzuchu. Przytuliłam się do niego z powrotem i postanowiłam udawać, że mnie uspokoił. Ale wcale tak nie było.
W nocy obudziłam się bez powodu. Otuliłam się szybko kołdrą po samą brodę i zacisnęłam oczy próbując znowu zasnąć. Już byłam pewna, że mi się udało gdy nagle znów go usłyszałam.
- Elssa...
Zamarłam bez ruchu zaciskając wyłącznie powieki jeszcze mocniej. Poczułam jak kołdra pokrywa się szronem. Znowu poczułam okropnie gęstą mgłę usiłującą wedrzeć mi się do płuc.
- Wiesz, że kłamie. Wie. I ty również.. - odezwał się głos. - Cieszcie się póki je macie...
I te słowa słyszałam bez przerwy aż w końcu chyba udało mi się zasnąć. Bardzo wcześnie rano obudziłam się okropnie zaniepokojona. Od razu chciałam powiedzieć o tym Jack'owi. Odwróciłam się w jego stronę i zamarłam. Jego połowa łóżka była pusta.



- Elsa.

sobota, 27 lutego 2016

Powrót i dziwne zachowanie siostry

Hejo,
Dziś rano wszyscy wcześnie wstaliśmy i ruszyliśmy do portu w drogę powrotną, niestety nikt nas nie odprowadzał, bo wszyscy spali, więc weszliśmy na statek i ruszyliśmy w drogę do Arendelle. Przez całą podróż przyglądałam się Elsie, od zaręczyn była poddenerwowana i cały czas gładziła się po zaokrąglonym już pokaźnie brzuszku.
- Elso? Co się stało?- zapytałam gdy Elsa stała sama na pokładzie.
- Co? Nic. Czemu pytasz?
- Widzę że od czasu zaręczyn coś cię męczy. Czy coś nie tak z dzieckiem?
- Nie, ale czemu pytasz o dziecko?
- Elso, cały czas gładzisz się po brzuchu, a wcześnie robiłaś to tylko co jakiś czas.- spojrzała na mnie.
- Aniu, ja nie mogę uwierzyć że to się stało, że spodziewam się dziecka.- zmyślała to było widać po jej minie.
- Myślasz.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.- przegadywałyśmy się tak przez jakiś czas, aż w końcu podszedł do nas kapitan.
- Królowo, dopływamy do portu.- oznajmił.
- Dobrze.- kapitan odszedł, a Elsa spojrzała na mnie miną w stylu " Wybacz Aniu, ale muszę już iść" i odeszła. Dopłynęliśmy do portu i wysiedliśmy, ani ja ani siostra już się nie odezwałyśmy do siebie i każda poszła do swojej sypialni. Mimo wczesnej pory wyruszenia, dotarliśmy już popołudniu. Służące powiadomiły nas o obiedzie w jadalni i tam wszyscy zeszliśmy. Obiad zjedliśmy w ciszy i wszyscy razem od niego odeszliśmy.
- Elso, możemy poro...- chciałam poprosić siostrę o rozmowę, ale jedna ze służących powiadomiła Elsę o ogromnej stercie listów leżącej na jej biurku i ta wraz z Jack' iem ruszyli do gabinetu i wyszli dopiero na kolację, którą także zjedliśmy w ciszy. Kristoff, ja i Lena wróciliśmy do swojej sypialni przygotowując się do snu, a Elsa z Jack' iem wrócili do gabinetu.




- Anna

środa, 24 lutego 2016

Kto tu jest?

Witajcie,
Po skończonej zabawie wszyscy poszliśmy spać, a przynajmniej skierowaliśmy się do swoich pokoi. Jack usnął od razu (szczerze nie dziwię mu się, bowiem wypił wyjątkowo dużą ilość wina, tak samo jak inni mężczyźni), ale mi ciężko było to zrobić, bo słyszałam najpierw jak Anna śpiewa Lenie przez pół godziny, a potem jak kłóci się z Kristoff'em, po której stronie łóżka ma spać. W końcu wyszłam na korytarz i chciałam wtargnąć do ich gościnnej sypialni w celu przemówienia im do rozumów i uświadomienia, że jest druga w nocy. Jednak idąc powoli przez ciemność nagle poczułam dotyk na ramieniu. Odwróciłam się szybko, a gdy nikogo nie ujrzałam dywan pod moimi stopami pokrył się szronem. Stałam przez chwilę wpatrując się w czerń wokół mnie, a w końcu odwróciłam się i powoli ruszyłam dalej, jedną ręką podtrzymując się kamiennej ściany. Nagle poczułam za sobą dziwny powiew, ani ciepły, ani zimny oraz nieprzyjemny zapach. Ponownie się odwróciłam i spostrzegłam, że moje pole widzenia w zupełności pogrążyło się w czarnej, gęstej mgle. Nie byłam nawet w stanie się poruszyć. Zorientowałam się, że głosy Anny i Kristoff'a ucichły. Stałam zupełnie sama, w zupełnej ciszy i grobowych ciemnościach na korytarzu. Wpadł mi do głowy pomysł, żeby zawołać Jack'a, ale po pierwsze: nie obudziłby go mój krzyk, po drugie: pewnie sam by się zgubił w tej ciemności. No chyba, że mógłby jakoś poświecić sobie.... "No właśnie!" - zaświtało mi w głowie. Wspaniałomyślnie przypomniałam sobie, że moje śnieżynki lśnią nawet w słońcu, a lód potrafi naprawdę "świecić" wewnętrzną energią. Oczywiście to tylko dlatego, że i śnieżynki, i lód są wynikiem mojej magii, taki zwykły, który znajdujecie zimną na jeziorze na pewno nie jarzy się takim blaskiem jak mój, czy Jack'a.
Drżącymi rękoma wyczarowałam więc kilka dużych i kilka mniejszych śnieżynek. Emanowały srebrzystym blaskiem, dzięki któremu mogłam dostrzec zarys ścian i ciemny dywan. Postanowiłam wrócić szybko do naszej sypialni i nie ruszać się spod kołdry do rana. I już prawie dotknęłam klamki, gdy nagle go usłyszałam. Przeraźliwy, przeszywający szept, wypełniający cały korytarz jak i całe moje ciało. Odbierający mowę szept, gorszy niż wszelkie nocne koszmary, na dźwięk którego zamiera serce, a krew zmraża się w żyłach.
- Elssa...
Moje śnieżynki w jednej chwili rozpadły się w powietrzu, a mnie znów otoczyła mgła, czarna jak węgiel. Wydawała mi się okropnie gęsta, czułam się jakby miała wedrzeć mi się do płuc i wyssać z nich całe powietrze. W tej chwili krzyk był moim największym marzeniem, ale nie miałam co na niego liczyć. Z trudem przylgnęłam do ściany i wydusiłam z siebie przerażone:
- Kto tu jest?
I wtedy szept zmienił się w śmiech. Nie wiem nawet czy można było nazwać to śmiechem. Odrażający rechot wypełnił echem cały korytarz, a ja poczułam jak moje serce wali jak oszalałe.
- Nie bój się, Elsso... - usłyszałam przeszywający głos tuż przy moim uchu.
Zacisnęłam powieki i przykucnęłam modląc się abym zemdlała. Może wtedy to się skończy.
- Chciałem tylko Cię przed czymś ostrzec. - mówił dalej głos, a ja ledwo go słyszałam walcząc z duszącą mgłą i własnym przerażeniem. - Podobno spodziewasz się czegoś miłego, prawda? Otóż na Twoim miejscu zacząłbym martwić się... czy faktycznie do tego dojdzie.
Pokręciłam głową, objęłam kolana rękami i poczułam jak łzy same napływają mi do oczu. Czułam za sobą kamienną ścianę zupełnie pokrytą lodem, podobnie było z dywanem.
- Tylko nie moje dziecko! - krzyknęłam chrapliwym głosem nie otwierając oczu.
Odpowiedział mi wyłącznie śmiech.
Obudziłam się z krzykiem, zupełnie zlana potem.
- Elso? Elso, spokojnie! - Jack objął mnie szybko i przytulił do siebie. - Co się stało?
Spojrzałam na niego. To był tylko sen? Nie powiedziałam nic, rzuciłam mu się w objęcia i wybuchłam płaczem.



- Elsa.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Tradycje i Bal Zaręczynowy

Hejo,
Dziś rano wstaliśmy bardzo wcześnie, aby dotrzeć do Szkocji. Wszyscy byliśmy już spakowani, więc wsiedliśmy na statek i wypłynęliśmy. Przed południem byliśmy już na miejscu, a z portu machała do nas Merida z Astrid, a trochę dalej na lądzie stał Flynn i rozmawiał z Czkawką, który trzymał Veronicę.
- Witajcie.- przywitała nas Merida.
- Długo na nas czekacie?- zapytała Elsa, schodząc ze statku.
- Nie, my też właśnie przybyliśmy.- powiedziała Astrid.
- No to idziemy?- zawołał Flynn, a wszyscy przytaknęli i ruszyli do zamku. Merida pokazała pokój dla Veronici i Leny, w którym czekały już dwie służące mając zająć się dziewczynkami na czas przygotowań i balu.
- Dobrze to idziemy dalej.- służące zabrały dziewczynki, a my ruszyliśmy dalej za Meridą, pokazała nam pokój dla Astrid i Czkawka, była to sypialni małżeńska wyłożona płótnem ze sceną polowania na jelenia. Astrid i Czkawka weszli i rozejrzeli się, a potem poszli z nami do reszty pokoi, żeby wiedzieć gdzie, kogo szukać, kolejna była piękna sypialni w błękitne płótno na ścianach.
- To będzie wasza sypialnia.- powiedziała patrząc na Elsę i Jack' a . Poszliśmy do sypialni, w której na ścianach był gobelin przedstawiający rodzinę Meridy i różne sceny z jej życia.
- Kristoff, Anna to jest wasza sypialnia, a ja z Flynn' em mamy sypialnię na końcu tego korytarza.- powiedziała Merida i wszyscy się rozeszli. Mieliśmy trochę czasu na rozpakowanie się, kiedy do pokoju ktoś zapukał, więc otworzyłam w drzwiach stała jakaś służąca.
- Królewna Merida prosi Księżniczkę do swojej sypialni.
- Oczywiście, dziękuję.- powiedziałam i od razu poszłam. Zapukałam, a gdy Merida mi otworzyła i zaprosiła do środka, poczekałyśmy chwile na Elsę i Astrid i Merida zaczęła mówić.
- Dziś wieczorem odbędą się zaręczyny i chciałam wam to dać.- pokazała na stolik z niebieską wstążką i pięknymi kolczykami.- To są te symbole o których wam mówiłam, ale Anno mam nadzieję że ty będziesz miała kwiaty.
- Tak, są już w moim pokoju.
- To dobrze. Musicie tu przyjść za dwie godziny i być gotowe, Elso ty mnie uczeszesz, a potem Astrid włoży mi kolczyki. Ja będę już gotowa, bo na uczesanie i założenie kolczyków mamy pół godziny, potem przyjdzie moja mama, a wy w tym czasie musicie zejść na dół, ale bez panów, bo oni już powinni tam być.
- Dobrze, Merido spokojnie.- pogłaskała ją po plecach Elsa.- Nie denerwuj się tak.
- Dzięki, a teraz idźcie się przygotować, macie tylko dwie godziny.- wszystkie wyszłyśmy i wróciłyśmy do pokojów, ja szybko się ubrałam, umalowałam i uczesałam i zostało mi jeszcze pół godziny na ubranie Kristoff' a.
- Ślicznie wyglądasz, kochanie.- powiedział gdy wyszłam z łazienki.
- Dziękuję, a teraz ty się ubierz.- pomogłam mu zapiąć guzki i zawiązałam mu muszkę.
- Teraz muszę iść do Meridy.- powiedziałam zabrałam kwiaty i wyszłam, kiedy weszłam do pokoju Meridy, Elsa już ją czesała, po skończeniu, Astrid założyła jej kolczyki.
- Ślicznie wyglądasz.- powiedziałam podając jej bukiet białych róż. Nagle rozległo się pukanie.
- Proszę.- powiedziała Merida.
- Merido, już czas, dziewczęta zejdzie na dół i powiedzcie mojemu mężowi że już ruszyłyśmy.
- Dobrze.- i wszystkie wyszłyśmy, gdy zeszłyśmy na dół powiadomiłyśmy króla Fergusa że jego żona i córka już ruszyły. Po jakiejś godzinie zeszły na dół w wejściu czekał już Flynn, który wziął za rękę Meridę i podeszli do jej ojca i matki, prosząc o błogosławieństwo przed ślubem i oczywiście tym samym na zgodę na ślub. Gdy Fergus i Elinor powiedzieli kilka słów że bardzo się cieszą i oczywiście błogosławią ich i zgadzają się na ślub zaczęła się zabawa i w sumie trwa do teraz, a ja was bardzo przepraszam, ale na nią wracam.






- Anna

sobota, 20 lutego 2016

Pierwsza audiencja nowego króla.

Witajcie,
Dziś po śniadaniu chciałam popracować odrobinę w gabinecie ze względu na to, że jutro płyniemy do Meridy i Flynn'a i na pewno nie miałabym ani chwili na obowiązki. Oczywiście gdy tylko Jack zobaczył mnie za biurkiem zaczął się denerwować, wypominać mi, że obiecałam mu, że nie będę pracować, że powinnam odpoczywać i, że powinien mnie zastąpić w tak męczącej pracy.
- Nie powinieneś mnie zastępować. - zaśmiałam się nie odrywając pióra od pergaminu. - To zbyt skomplikowane i ważne sprawy, ja muszę się tym zajmować.
- Czuję się urażony. - udał powagę. - Czy uważasz, że nie jestem na tyle wykształcony, aby pomóc Ci w papierkowej robocie?
"Tak właśnie uważam." - pomyślałam, ale głośno tylko westchnęłam i pisałam dalej. W końcu Jack znudził się staniem nade mną i patrzeniem na mnie z obrażoną miną i zszedł na dół. Odpisałam na kilka listów po czym usłyszałam kroki na korytarzu.
- Elso! - oparł się o drzwi. - Kilku ludzi prosi o krótką audiencję.
Przewróciłam oczami.
- Koniecznie teraz?
Kiwnął głową i podszedł do mnie.
- Oczywiście mogę Cię za...
- Em, no dobrze. - przerwałam mu.
Jakoś nie wyobrażałam sobie Jack'a samego prowadzącego audiencję. Chociaż poddanych płci żeńskiej na pewno by na niej nie zabrakło.
- Ale pójdę z tobą. - powiedział entuzjastycznie.
- Dobrze.
Wyszliśmy na korytarz i skierowaliśmy się do sali tronowej. Usiedliśmy na dwóch tronach (jeden dostawiono specjalnie dla Jack'a) po czym poleciłam jednemu z gwardzistów wpuścić pierwszą osobę. Do środka weszła jakaś dziewczyna, na oko trochę młodsza ode mnie. Miała na sobie dość ładną sukienkę z wyhaftowanymi wzorami u dołu. Ciemne, krótkie włosy upięła w mały koczek. Wyglądała na nieco skrępowaną. Gdy zobaczyła Jack'a oblała się rumieńcem, podeszła bliżej i ukłoniła się do samej ziemi.
- W czym możemy pomóc? - zapytałam życzliwym głosem.
- No... ja chciałam bardziej z królem porozmawiać... - zaczęła piskliwym głosem.
Jack odchrząknął i poprawił się w fotelu.
- Proszę bardzo. - zmusiłam się do uśmiechu.
- No więc... - dziewczyna spojrzała na Jack'a i zrobiła się cała czerwona. - Chciałam się zapytać czy lepiej będę wyglądała.... w czerwonej czy fioletowej sukni?
- Eem... - Jack jęknął i spojrzał na mnie.
- Bardzo mi przykro, ale nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to pytanie. - powiedziałam szybko, poprawiając rękawiczki. - Może zapytaj swojej mamy lub przyjaciółek?
Dziewczyna zrobiła się czerwona jak burak.
- Tylko, że one też tu dzisiaj przyszły.... chcą pytać mniej więcej o to samo.
Westchnęłam, po czym wzięłam głęboki oddech aby się opanować.
- Przykro nam, ale w takich sprawach... - zaczął Jack nieco niepewnie. - ...nie będziemy rozmawiać. Wróćcie do domu, proszę.
Dziewczyna ukłoniła się i wybiegła. Usłyszeliśmy z zewnątrz chichot i stukot obcasów. Gwardzista wszedł do środka.
- Wasza Wysokość, wszyscy ochotnicy do audiencji wyszli. - powiedział widocznie skołowany.
- Dziękuję, Edgar. - powiedziałam.
Chwyciłam Jack'a za rękę i wróciliśmy do gabinetu.
- Zdażyło Ci się kiedyś coś takiego? - zapytał Jack.
- Nie. Ale musisz wiedzieć, że na poddanych trzeba być... w pewnym sensie odpornym. - odrzekłam.
Kiwnął głową po chwili.
- Rozumiem, Śnieżynko. Nie zawiodę Cię.
Uśmiechnęłam się po czym usiadłam za biurkiem.
Jutro czeka nas długa podróż. Życzcie nam powodzenia...


- Elsa.