Witajcie,
Dziś Anna przyszła do mnie w nie najlepszym humorze.
- Coś się stało? - zapytałam zdziwiona.
Wzruszyła ramionami, a po chwili pokręciła głową z obojętną miną.
- Hej.. - szturchnęłam ją lekko ramieniem. - ...przecież widzę, że coś nie gra.
- Wiesz, ja chyba.... - zaczęła.
Uniosłam brwi wyczekująco. Anna westchnęła. Uśmiechnęłam się do niej ciepło i chwyciłam ją za rękę.
- Elso... Ja... ja chcę mieć drugie dziecko.
- Z tym to chyba do Kristoff'a. - zaśmiałam się, ale Anna miała poważną minę, więc dodałam szybko: - Mówiłaś mu? Myślę, że nie miałby nic przeciwko.
- A ty nie masz? - zdziwiła się.
Zmarszczyłam brwi.
- Cóż.. to wasza sprawa. - powiedziałam. - Chyba nic mi do tego. A jeśli to by cię uszczęśliwiło...
- Powiedział, że jeszcze nie. - przerwała mi. - Że na razie musimy jeszcze zajmować się Leną.
- Ma trochę racji. - przyznałam po chwili.
Ania kiwnęła głową i westchnęła.
- Chyba za bardzo się napaliłam. - stwierdziła.
- Co? - nagle z balkonu wszedł do komnaty Jack.
- Jack! Miałeś włazić przez drzwi! - powiedziałam i rzuciłam w niego poduszką.
Uśmiechnął się tylko i usiadł obok nas.
- O czym wy tu gadacie? - zwrócił się do Anny.
- O niczym. - powiedziała, wstała i wyszła.
Spojrzałam na Jack'a wzrokiem "Wypłoszyłeś moją siostrę". Odpowiedział uśmiechem i pocałował mnie w policzek.
Wieczorem spotkałam się z Anną u mnie w gabinecie, aby obmyślić tajny plan. Był nam niezmiernie potrzebny, bo może pamiętacie, może nie, ale jutro mamy Dzień Chłopaka. Po pięćdziesięciu pomysłach co takiego można by sprawić naszym kochanym chłopakom, postanowiłyśmy, że wcześnie rano, zanim się obudzą upieczemy im jakieś babeczki czy ciasto, gdy się obudzą schowamy się i zrobimy im niespodziankę.
- Przyjdę po Ciebie przed szóstą. - powiedziałam.
- Dobrze. - odrzekła Ania z uśmiechem. - Ach, i jeszcze jedno: myślę, że byliby wniebowzięci, gdybyśmy założyły te nasze sek...
- Nie przesadzaj. - przerwałam siostrze z uśmiechem. - Dobranoc.
I ruszyłam do sypialni.
- Elsa.
wtorek, 29 września 2015
poniedziałek, 28 września 2015
Dziwna rozmowa
Hejo,
Dziś prawie przez całe przedpołudnie chodziliśmy po ogrodach z Leną, a ponieważ zrobiło się zimo musiałam ją bardzo ciepło ubrać. Elsy i Jack' a nigdzie nie było widać, chyba cały czas byli w sypialni.
- Kristoff?- zapytałam w końcu.
- Tak, kwiatuszku?
- Bo... wiesz... Lena jest już duża...- zaczęłam i od razu się jąkałam.
- Aniu ona ma tylko dziewięć miesięcy.
- No... wiem...ale...chodzi...mi...o...to...że...
- Aniu proszę przestań się jąkać.- Kristoff podszedł do mnie i wziął moją twarz w dłonie.- O co chodzi?
- O kolejne dziecko.- powiedziałam tak cicho że sama się ledwie usłyszałam.
- Aniu mów troszkę głośniej.- poprosił Kristoff.
- Mama chcie dzidzie.- powiedziła Lena.
- Aniu, czy ona mówi prawdę?- zapytał Kristoff.
- Tak.
- Och Aniu może najpierw wychowajmy Lenę, a jak skończy rok to pomyślimy o następnym dziecku.
- No dobrze, to może zaczniemy od spaceru po porcie?- zaproponowałam i poszliśmy do portu spacerowaliśmy po wszystkich statkach należących do rodziny królewskiej.
Jednym nawet zrobiliśmy sobie rejs do okoła Arendelle. Wieczorem gdy wróciliśmy do zamku, miałam już dość, a Lena usnęła w ramionach Kristoff' a zaraz po zejściu ze statku. Ja postanowiłam sprawdzić co robią Elsa z Jack' iem, ale gdy stałam pod ich drzwiami nic nie słyszałam i stwierdziłam że śpią, więc wróciłam do sypialni i sama się położyłam, ale nie mogłam usnąć, bo cały czas myślałam o rozmowie o dziecku.
- Anna
Dziś prawie przez całe przedpołudnie chodziliśmy po ogrodach z Leną, a ponieważ zrobiło się zimo musiałam ją bardzo ciepło ubrać. Elsy i Jack' a nigdzie nie było widać, chyba cały czas byli w sypialni.
- Kristoff?- zapytałam w końcu.
- Tak, kwiatuszku?
- Bo... wiesz... Lena jest już duża...- zaczęłam i od razu się jąkałam.
- Aniu ona ma tylko dziewięć miesięcy.
- No... wiem...ale...chodzi...mi...o...to...że...
- Aniu proszę przestań się jąkać.- Kristoff podszedł do mnie i wziął moją twarz w dłonie.- O co chodzi?
- O kolejne dziecko.- powiedziałam tak cicho że sama się ledwie usłyszałam.
- Aniu mów troszkę głośniej.- poprosił Kristoff.
- Mama chcie dzidzie.- powiedziła Lena.
- Aniu, czy ona mówi prawdę?- zapytał Kristoff.
- Tak.
- Och Aniu może najpierw wychowajmy Lenę, a jak skończy rok to pomyślimy o następnym dziecku.
- No dobrze, to może zaczniemy od spaceru po porcie?- zaproponowałam i poszliśmy do portu spacerowaliśmy po wszystkich statkach należących do rodziny królewskiej.
Jednym nawet zrobiliśmy sobie rejs do okoła Arendelle. Wieczorem gdy wróciliśmy do zamku, miałam już dość, a Lena usnęła w ramionach Kristoff' a zaraz po zejściu ze statku. Ja postanowiłam sprawdzić co robią Elsa z Jack' iem, ale gdy stałam pod ich drzwiami nic nie słyszałam i stwierdziłam że śpią, więc wróciłam do sypialni i sama się położyłam, ale nie mogłam usnąć, bo cały czas myślałam o rozmowie o dziecku.
- Anna
niedziela, 27 września 2015
Korzystajmy ze spokoju!
Witajcie,
Dziś gdy w końcu mieliśmy spokój od ciotki skorzystaliśmy z możliwości poruszania się z Leną swobodnie i wyszliśmy z nią do ogrodów. W Arendelle szybko robi się zimno, niemal od razu gdy przychodzi jesień, więc tylko przeszliśmy się, a potem Anna i Kristoff wrócili z córką do zamku, a ja i Jack wyszliśmy do miasta. Ludzie uśmiechali się do nas przyjaźnie, a niektórzy kłaniali lekko. Gdy weszliśmy na plac główny, przy starej wieży zegarowej minęła nas grupka rozchichotanych dziewcząt. Jack mrugnął do nich, a one zapiszczały i pobiegły gdzieś.
- Jack! - trzepnęłam go żartobliwie. - Co to miało być?
- Widzisz, Śnieżynko jak wszystkie panny w mieście za mną szaleją? - zrobił dumną minę. - Masz szczęście, że jestem...
Nie zdążył skończyć, bo na twarzy wylądowała mu nieduża śnieżka, wyczarowana przeze mnie.
- Wojna? - zaśmiał się i za pomocą swojej laski wyczarował swoją.
- Wojna. - uśmiechnęłam się i schowałam się za niedużym murkiem, żeby nie dostać w twarz śnieżką.
Po chwili dzieci zaczęły z zaciekawieniem się nam przyglądać, aż w końcu dołączyły do wojny na śnieżki. Wróciłam z Jack'iem do zamku dopiero około piętnastej cała w śniegu, podobnie jak on.
- Co wy... robiliście? - Anka z przerażoną miną otworzyła nam drzwi gdy zapukaliśmy do ich sypialni.
- Nic. - powiedzieliśmy jednocześnie i wybuchliśmy śmiechem.
Anna uniosła brwi i odwróciła się:
- Kristoff, pomocy, wygląda na to, że para królewska porządnie się czegoś napiła. - powiedziała.
- Wcale nie. - zaprzeczył Jack. - Od razu napiła...
Kristoff podszedł do nas i oparł się o framugę z uśmiechem.
- Lepiej ich samych teraz nie zostawiać. - stwierdził. - Nie wiadomo co przyjdzie im do tych ośnieżonych głów.
- Za późno! - zawołał Jack ze śmiechem, wziął mnie na ręce i poleciał do naszej sypialni.
- Elsa.
Dziś gdy w końcu mieliśmy spokój od ciotki skorzystaliśmy z możliwości poruszania się z Leną swobodnie i wyszliśmy z nią do ogrodów. W Arendelle szybko robi się zimno, niemal od razu gdy przychodzi jesień, więc tylko przeszliśmy się, a potem Anna i Kristoff wrócili z córką do zamku, a ja i Jack wyszliśmy do miasta. Ludzie uśmiechali się do nas przyjaźnie, a niektórzy kłaniali lekko. Gdy weszliśmy na plac główny, przy starej wieży zegarowej minęła nas grupka rozchichotanych dziewcząt. Jack mrugnął do nich, a one zapiszczały i pobiegły gdzieś.
- Jack! - trzepnęłam go żartobliwie. - Co to miało być?
- Widzisz, Śnieżynko jak wszystkie panny w mieście za mną szaleją? - zrobił dumną minę. - Masz szczęście, że jestem...
Nie zdążył skończyć, bo na twarzy wylądowała mu nieduża śnieżka, wyczarowana przeze mnie.
- Wojna? - zaśmiał się i za pomocą swojej laski wyczarował swoją.
- Wojna. - uśmiechnęłam się i schowałam się za niedużym murkiem, żeby nie dostać w twarz śnieżką.
Po chwili dzieci zaczęły z zaciekawieniem się nam przyglądać, aż w końcu dołączyły do wojny na śnieżki. Wróciłam z Jack'iem do zamku dopiero około piętnastej cała w śniegu, podobnie jak on.
- Co wy... robiliście? - Anka z przerażoną miną otworzyła nam drzwi gdy zapukaliśmy do ich sypialni.
- Nic. - powiedzieliśmy jednocześnie i wybuchliśmy śmiechem.
Anna uniosła brwi i odwróciła się:
- Kristoff, pomocy, wygląda na to, że para królewska porządnie się czegoś napiła. - powiedziała.
- Wcale nie. - zaprzeczył Jack. - Od razu napiła...
Kristoff podszedł do nas i oparł się o framugę z uśmiechem.
- Lepiej ich samych teraz nie zostawiać. - stwierdził. - Nie wiadomo co przyjdzie im do tych ośnieżonych głów.
- Za późno! - zawołał Jack ze śmiechem, wziął mnie na ręce i poleciał do naszej sypialni.
- Elsa.
sobota, 26 września 2015
Kłótnia na pożegnanie
Hejo,
Dziś rano poszłam do gabinetu Elsy porozmawiać z nią.
- Hej, co tam robisz?- zapytałam wchodząc, Elsa siedziała za biurkiem.
- Bawię się w królową.- zaśmiała się.
- Ciotka jest jeszcze w Arendelle?
- Tak niestety.
- Elsa jadłaś już śniadanie?
- Nie miałam czasu.- zawołałam jedną ze służących i poprosiłam żeby przyniosła nam śniadanie, a kiedy już jadłyśmy do gabinetu weszła ciotka.
- Witaj ciociu.- odpowiedziałyśmy równo.
- Witajcie dziewczynki, chciałam wam powiedzieć że dziś wypływam do Corony i chciałam was zaprosić na ślub Roszpunki będzie za dwa dni. Przypłyniecie?
- Tak, oczy...- zaczęła Elsa.
- Nie ciociu.- powiedziałam
- Dlaczego?- zapytała ciotka.
- Bo to niebezpieczne.- powiedziała Elsa.
- Przecież pływałyście do Corony wiele razy.- ciotka zaczęła narzekać.
- Tak, ale kiedy ostatni raz nasi rodzice płyneli do Corony na ślub Roszpunki ZGINELI...- była zła i smutna, bo zawsze kiedy wspominałam rodziców było mi smutno.
- No jak chcecie, ale Punci będzie przykro.
- Życz jej od nas wszystkiego najgorszego na nowej drodze życia.- powiedziałam.
- Ale dlaczego?- zdziwiła się ciotka.
- Nie ważne.- Elsa próbowała zapobiec kłótni.- Aniu idź do Leny, a ja pójdę odprowadzić ciotkę do portu i przyjdę do was.- gdy Elsa skończyła wyszła z jej gabinetu i poszłam po Jack' a i do pokoju Leny, czekaliśmy na Elsę pół godziny.
- Aniu?!- powiedziała gdy przyszła.- Wiesz że ja też nie lubię ciotki i Roszpunki, ale kłótnie w Arendelle z nimi są nam nie potrzebne.
-Przepraszam.- powiedziałam spuszczając głowę.
- Co się stało?- zapytał zdziwiony Jack.
- Ciotka powiedziała że mamy przypłynąć na ślub Roszpunki, a Ania zaczęła się z nią kłócić że nie przypłyniemy, bo nasi rodzice zginęli gdy płyneli na jej ślub z Flynn' em.- powiedziała Elsa.
- Ale nie popłyniemy?- zapytałam.
- Ależ oczywiście że nie, kto by chciał płynąć do niej na wesele.- powiedziała Elsa śmiejąc się. Cały wieczór spędziliśmy śmiejąc się z ciotki i Roszpunki.
- Anna
czwartek, 24 września 2015
Nieomylne zdanie nieomylnej ciotki.
Witajcie,
Dziś od rana siedziałam z Anną, Leną, Kristoff'em i Jack'iem w pokoju Lenki zabawiając ją na wszystkie możliwe sposoby świata. Ciotka z początku nie dawała znaków życia, postanowiłam więc przejść się po zamku i sprawdzić czy faktycznie żyje. Znalazłam ją w jednym z gościnnych salonów na pierwszym piętrze.
- Ciociu? Czemu sama tu siedzisz? - podeszłam ostrożnie.
Odwróciła głowę w moją stronę i przywołała mnie gestem, abym usiadła na kanapie obok niej. Zrobiłam to i uśmiechnęłam się do niej ciepło. Ona jednak uniosła jedną brew i zapytała:
- Gdzie jest Lenusinka?
- Em... chyba gdzieś z Anną, albo z Jack'iem, nie jestem pewna. - odrzekłam.
Ciotka wstała, podeszła do okna i zaczęła mówić, tyłem do mnie:
- Zastanawiam się czy jest bezpieczna.
- Co ciocia ma na myśli...?
- Ten twój kochanek, Jackson...
"Właściwie to mąż..." - mruknęłam pod nosem, ale nie usłyszała mnie i mówiła dalej:
- ...chyba dużo czasu spędza z Lenusinką, czyż nie?
- Tak. - odrzekłam. - W końcu to jej wujek.
Kobieta odwróciła się do mnie wskazując palcem w moją stronę:
- On chyba nie za bardzo nadaje się do opieki nad dziećmi. Właściwie, to śmiem twierdzić, że powinien trzymać się z dala od Lenusinki.
- Nie mów, tak, ciociu. - pokręciłam głową stanowczo. - Zapewniam Cię, że w opiece nad dziećmi jest o wiele lepszy niż ja.
- Hmm.... - ciotka powoli usiadła z powrotem i z krytyczną miną obiegła mnie wzrokiem. - No to może być prawda.
Uniosłam lekko brwi.
- Ostatnio myślałam, że powinniście sprawić sobie dzieci, ale teraz... hmm, no nie wiem, nie wiem.
- Wiesz, ciociu, chyba to my o tym... - zaczęłam, ale przerwała mi:
- No nie. To był zupełnie zły pomysł. A właściwie to lepiej było jak byłaś sama. Ten cały Jackson wyjątkowo nie przypadł mi do gustu.
- Chyba jednak sama o tym zdecyduję... - chciałam wstać i wyjść, ale chwyciła mnie za rękę i zatrzymała.
- Hola, hola, panienko! Rozmawiamy. Oj, widzę, że Jackson ma na ciebie zły wpływ. Powinnaś szybko zmienić chłopaka. - powiedziała.
Nic nie powiedziałam, nie chcąc kłócić się z ciotką. Niech sobie gada co chce. Odwróciłam wzrok i westchnęłam.
- Ale nie przejmuj się! - ciotka klepnęła mnie w ramię. - Szybko Ci jakiegoś znajdziemy! Kto był jakiś fajny, o może ten jakiś książę z... z Południowych Wysp? Czy z czego on tam był? Taki przystojniak, sama bym z nim chętnie...
- Elso? - do pokoju zajrzał Jack.
- Znowu ty? - ciotka machnęła rękami. - Przerywasz nam! I nie, nigdzie nie zabierzesz Elsy!
- Ależ nie mam takiego zamiaru. - odrzekł spokojnie posyłając mi figlarny uśmiech. - Tak jakoś przyszedłem.
Usiadł obok mnie i uśmiechnął się. Ciotka zmierzyła go wściekłym wzrokiem i powiedziała:
- Właśnie mówiłam, że nie powinieneś więcej zajmować się córką Anny.
- Niby czemu? - zapytał.
- Trochę grzeczniej! - warknęła. - Ponieważ źle na nią wpływasz. Tak samo jak na Elsę.
Uniósł jedną brew.
- Źle wpływam? - zapytał jednak w jego głosie wyczułam lekkie rozbawienie. - Jakim to sposobem?
- Swoim zachowaniem. - odrzekła ciotka zupełnie poważnie. - Powinieneś nad nim popracować.
Kiwnął głową i udał skruszoną minę. Z trudem powstrzymałam się od uśmiechu.
- Mam świetny pomysł. - powiedział po chwili. - Elsa nauczy mnie dobrego zachowania.
Ciotka uniosła brwi.
- No dobrze, ale... - zaczęła, ale nie usłyszeliśmy reszty, bo Jack pociągnął mnie do mojej komnaty.
- Zwariowałeś? - oparłam się o drzwi nie umiejąc powstrzymać śmiechu.
- Absolutnie nie. - zaśmiał się. - Jak orzekła twoja nieomylna ciotka... - zaczął po chwili. - ...musisz mnie wychować. I oczywiście ukarać za złe zachowanie.
Uśmiechnęłam się, pokręciłam głową i popchnęłam go lekko w stronę łóżka.
- Elsa.
Dziś od rana siedziałam z Anną, Leną, Kristoff'em i Jack'iem w pokoju Lenki zabawiając ją na wszystkie możliwe sposoby świata. Ciotka z początku nie dawała znaków życia, postanowiłam więc przejść się po zamku i sprawdzić czy faktycznie żyje. Znalazłam ją w jednym z gościnnych salonów na pierwszym piętrze.
- Ciociu? Czemu sama tu siedzisz? - podeszłam ostrożnie.
Odwróciła głowę w moją stronę i przywołała mnie gestem, abym usiadła na kanapie obok niej. Zrobiłam to i uśmiechnęłam się do niej ciepło. Ona jednak uniosła jedną brew i zapytała:
- Gdzie jest Lenusinka?
- Em... chyba gdzieś z Anną, albo z Jack'iem, nie jestem pewna. - odrzekłam.
Ciotka wstała, podeszła do okna i zaczęła mówić, tyłem do mnie:
- Zastanawiam się czy jest bezpieczna.
- Co ciocia ma na myśli...?
- Ten twój kochanek, Jackson...
"Właściwie to mąż..." - mruknęłam pod nosem, ale nie usłyszała mnie i mówiła dalej:
- ...chyba dużo czasu spędza z Lenusinką, czyż nie?
- Tak. - odrzekłam. - W końcu to jej wujek.
Kobieta odwróciła się do mnie wskazując palcem w moją stronę:
- On chyba nie za bardzo nadaje się do opieki nad dziećmi. Właściwie, to śmiem twierdzić, że powinien trzymać się z dala od Lenusinki.
- Nie mów, tak, ciociu. - pokręciłam głową stanowczo. - Zapewniam Cię, że w opiece nad dziećmi jest o wiele lepszy niż ja.
- Hmm.... - ciotka powoli usiadła z powrotem i z krytyczną miną obiegła mnie wzrokiem. - No to może być prawda.
Uniosłam lekko brwi.
- Ostatnio myślałam, że powinniście sprawić sobie dzieci, ale teraz... hmm, no nie wiem, nie wiem.
- Wiesz, ciociu, chyba to my o tym... - zaczęłam, ale przerwała mi:
- No nie. To był zupełnie zły pomysł. A właściwie to lepiej było jak byłaś sama. Ten cały Jackson wyjątkowo nie przypadł mi do gustu.
- Chyba jednak sama o tym zdecyduję... - chciałam wstać i wyjść, ale chwyciła mnie za rękę i zatrzymała.
- Hola, hola, panienko! Rozmawiamy. Oj, widzę, że Jackson ma na ciebie zły wpływ. Powinnaś szybko zmienić chłopaka. - powiedziała.
Nic nie powiedziałam, nie chcąc kłócić się z ciotką. Niech sobie gada co chce. Odwróciłam wzrok i westchnęłam.
- Ale nie przejmuj się! - ciotka klepnęła mnie w ramię. - Szybko Ci jakiegoś znajdziemy! Kto był jakiś fajny, o może ten jakiś książę z... z Południowych Wysp? Czy z czego on tam był? Taki przystojniak, sama bym z nim chętnie...
- Elso? - do pokoju zajrzał Jack.
- Znowu ty? - ciotka machnęła rękami. - Przerywasz nam! I nie, nigdzie nie zabierzesz Elsy!
- Ależ nie mam takiego zamiaru. - odrzekł spokojnie posyłając mi figlarny uśmiech. - Tak jakoś przyszedłem.
Usiadł obok mnie i uśmiechnął się. Ciotka zmierzyła go wściekłym wzrokiem i powiedziała:
- Właśnie mówiłam, że nie powinieneś więcej zajmować się córką Anny.
- Niby czemu? - zapytał.
- Trochę grzeczniej! - warknęła. - Ponieważ źle na nią wpływasz. Tak samo jak na Elsę.
Uniósł jedną brew.
- Źle wpływam? - zapytał jednak w jego głosie wyczułam lekkie rozbawienie. - Jakim to sposobem?
- Swoim zachowaniem. - odrzekła ciotka zupełnie poważnie. - Powinieneś nad nim popracować.
Kiwnął głową i udał skruszoną minę. Z trudem powstrzymałam się od uśmiechu.
- Mam świetny pomysł. - powiedział po chwili. - Elsa nauczy mnie dobrego zachowania.
Ciotka uniosła brwi.
- No dobrze, ale... - zaczęła, ale nie usłyszeliśmy reszty, bo Jack pociągnął mnie do mojej komnaty.
- Zwariowałeś? - oparłam się o drzwi nie umiejąc powstrzymać śmiechu.
- Absolutnie nie. - zaśmiał się. - Jak orzekła twoja nieomylna ciotka... - zaczął po chwili. - ...musisz mnie wychować. I oczywiście ukarać za złe zachowanie.
Uśmiechnęłam się, pokręciłam głową i popchnęłam go lekko w stronę łóżka.
- Elsa.
środa, 23 września 2015
W swoich czterech ścianach.
Hejo,
Jak wiecie zamknęłam się z Kristoff' em i Leną w jej pokoiku. Tylko w nocy idziemy do naszej sypialni, a drzwi od korytarza zamkneliśmy. Elsa poprosiła jedną ze służących żeby nam przynosiła posiłki, bo wczoraj wieczorem gdy wyszłam Romilda zaraz mnie napadła i zaczęła pytać czy może zająć się Leną, na szczęście byłam obok drzwi sypilani Elsy i Jacka' a.
A dziś od rana bawiliśmy się z Leną, a gdy wieczorem przyszli Elsa z Jack' iem, Jack od razu zaczął bawić się z Leną, a ja z Elsą zaczęłyśmy rozmawiać o Romildzie.
- Nie uważasz że świrujemy od kąt ciotka jest w Arendelle.- zauważyłam.
- Niby czemu?
- Chyba cały czas rozmawiamy o ciotce.- gdy tak rozmawiałyśmy okazało się że Jack uśpił Lenkę, więc Jack i Elsa poszli do siebie, a my położyliśmy Lenę i poszliśmy spać.
- Anna
wtorek, 22 września 2015
Szczęśliwy powrót i "świetne" nowiny.
Witajcie,
Anka od wczoraj chodziła w kółko czerwona ze złości i chciała nawet od razu wyruszać do Corony, ale uprzedziła ją... nasza kochana cioteczka! Wróciła dziś do zamku z Leną na rękach jakby nigdy nic.
- Ciociu! - zbiegłam na dół, a zaraz za mną Anna. - Gdzie byłaś? Czemu zabrałaś Lenę?
- Oj, musiałam na chwilę skoczyć do Punci. - mrugnęła do mnie.
- Ale czemu... - Anna szybko zabrała jej Lenkę i przytuliła do siebie. - ...zabrałaś moją córkę?!
Kobieta zaśmiała się.
- Pomyślałam, że przyda jej się trochę zwiedzania świata! I trochę dobrej opieki!
Anna poczerwieniała, rzuciła ciotce wściekłe spojrzenie i bez słowa ruszyła na górę.
- Powiedziałam coś nie tak? - Romilda spojrzała na mnie niewinnie.
- Ciociu... - westchnęłam. - Nie rób tego więcej.
I udałam się w ślad za Anną. Usłyszałam jej głos z pokoju Leny, więc chciałam wejść, ale drzwi były zamknięte na klucz. Zapukałam więc. Odpowiedziało mi Annowe "Ciii" i ciche kroki w stronę drzwi.
- Kto tam?
- Ja. - odrzekłam.
Drzwi uchyliły się lekko i zobaczyłam Annę.
- Gdzie ciotka?
- Znowu robicie tu jakieś przeciwciotkowe zebrania? - zapytałam wchodząc i spostrzegając Kristoff'a siedzącego na podłodze z Leną.
- To nie przeciwciotkowe zebrania. - zaprzeczyła Anna zupełnie poważnie. - To bunt.
- Jaki zaś bunt?
- Uważasz za normalne to, że zwariowana ciotka porywa nam dziecko? - odezwał się Kristoff. - Nie! A więc zamkniemy się tutaj z Leną aby nie miała do niej dostępu.
- To nasza najbliższa rodzina. - odrzekłam. - Nie można tak. Za niedługo i tak wyjedzie.
- Elso, przecież to nie nasza wina! To nie my porywamy czyjąś córkę za morze! Ona jest nienormalna! - krzyknęła Anna i tupnęła nogą.
Pokręciłam głową.
- Róbcie sobie co chcecie. - i wyszłam.
Mają rację - nie powinna brać nigdzie Leny. Ale zamykając się w pokoju my również zachowujemy się dziwnie i źle. Bądź co bądź jest naszą jedyną rodziną.
- No, Elsa! - nagle zza rogu wybiegła ciotka. - Wszędzie Cię szukam!
- Coś się stało...? - zapytałam lekko zaniepokojona jej entuzjazmem.
- Nie zdążyłam przekazać Wam świetnych wieści, które przywiozłam z Corony!
Ciotka pociągnęła mnie do jadalni i poleciła usiąść obok siebie przy stole.
- Mam świetne, świetne wieści, na pewno się ucieszysz. - ciotka aż klasnęła w dłonie.
- Słucham... - odrzekłam w duchu zastanawiając się gdzie jest Jack i czy nie mógłby znaleźć sposobu aby uwolnić mnie od ciotki.
- Wczoraj dowiedziałam się, że moja kochana córcia, że moja słodka Puncia, Twoja najukochańsza kuzynka...
Westchnęłam.
-...bierze ślub!!!!
- Słucham?! - wyrwało mi się, a brzeg stołu zamarzł.
- Ha! - ciotka znów klasnęła. - Wiedziałam, że się ucieszysz! Jej nowy chłopak, taki czaruś, nawet przystojny, ciemne włosy, lekki zarost, oświadczył jej się!! Czy to nie cudowne?!
Opamiętałam się szybko i wyjęłam z małej kieszonki w sukni rękawiczki, po czym włożyłam je szybkim ruchem.
- Taak.. cudowne. - powiedziałam i zmusiłam się do uśmiechu.
- Elso? - zza drzwi wyłonił się Jack. - Mógłbym prosić Cię na chwilę?
- Och, no miejże trochę przyzwoitości, młodzieńcze! - Romilda zrobiła zdenerwowaną minę i spojrzała na Jack'a. - Rozmawiamy! - zwróciła się do mnie i dodała szeptem - Czasem nie wiem czy na pewno dobrze żeś wybrała.
- Niestety, jestem zmuszony prosić Elsę. - Jack zbliżył się trochę. - To ważne sprawy państwowe.
Ciotka westchnęła.
- Wybacz, ciociu. Obowiązki. - z radością wyszłam za Jack'iem z jadalni. - Wielkie dzięki. - westchnęłam. - O co chodzi?
- O nic. - zaśmiał się. - Musiałem uratować damę z opresji.
Zaśmiałam się również, a on pocałował mnie. Następnie skorzystaliśmy z okazji, że Anna, Kristoff i Lena siedzą zamknięci w pokoju Lenki, a my... mamy część zamku tylko dla siebie.
- Elsa.
Anka od wczoraj chodziła w kółko czerwona ze złości i chciała nawet od razu wyruszać do Corony, ale uprzedziła ją... nasza kochana cioteczka! Wróciła dziś do zamku z Leną na rękach jakby nigdy nic.
- Ciociu! - zbiegłam na dół, a zaraz za mną Anna. - Gdzie byłaś? Czemu zabrałaś Lenę?
- Oj, musiałam na chwilę skoczyć do Punci. - mrugnęła do mnie.
- Ale czemu... - Anna szybko zabrała jej Lenkę i przytuliła do siebie. - ...zabrałaś moją córkę?!
Kobieta zaśmiała się.
- Pomyślałam, że przyda jej się trochę zwiedzania świata! I trochę dobrej opieki!
Anna poczerwieniała, rzuciła ciotce wściekłe spojrzenie i bez słowa ruszyła na górę.
- Powiedziałam coś nie tak? - Romilda spojrzała na mnie niewinnie.
- Ciociu... - westchnęłam. - Nie rób tego więcej.
I udałam się w ślad za Anną. Usłyszałam jej głos z pokoju Leny, więc chciałam wejść, ale drzwi były zamknięte na klucz. Zapukałam więc. Odpowiedziało mi Annowe "Ciii" i ciche kroki w stronę drzwi.
- Kto tam?
- Ja. - odrzekłam.
Drzwi uchyliły się lekko i zobaczyłam Annę.
- Gdzie ciotka?
- Znowu robicie tu jakieś przeciwciotkowe zebrania? - zapytałam wchodząc i spostrzegając Kristoff'a siedzącego na podłodze z Leną.
- To nie przeciwciotkowe zebrania. - zaprzeczyła Anna zupełnie poważnie. - To bunt.
- Jaki zaś bunt?
- Uważasz za normalne to, że zwariowana ciotka porywa nam dziecko? - odezwał się Kristoff. - Nie! A więc zamkniemy się tutaj z Leną aby nie miała do niej dostępu.
- To nasza najbliższa rodzina. - odrzekłam. - Nie można tak. Za niedługo i tak wyjedzie.
- Elso, przecież to nie nasza wina! To nie my porywamy czyjąś córkę za morze! Ona jest nienormalna! - krzyknęła Anna i tupnęła nogą.
Pokręciłam głową.
- Róbcie sobie co chcecie. - i wyszłam.
Mają rację - nie powinna brać nigdzie Leny. Ale zamykając się w pokoju my również zachowujemy się dziwnie i źle. Bądź co bądź jest naszą jedyną rodziną.
- No, Elsa! - nagle zza rogu wybiegła ciotka. - Wszędzie Cię szukam!
- Coś się stało...? - zapytałam lekko zaniepokojona jej entuzjazmem.
- Nie zdążyłam przekazać Wam świetnych wieści, które przywiozłam z Corony!
Ciotka pociągnęła mnie do jadalni i poleciła usiąść obok siebie przy stole.
- Mam świetne, świetne wieści, na pewno się ucieszysz. - ciotka aż klasnęła w dłonie.
- Słucham... - odrzekłam w duchu zastanawiając się gdzie jest Jack i czy nie mógłby znaleźć sposobu aby uwolnić mnie od ciotki.
- Wczoraj dowiedziałam się, że moja kochana córcia, że moja słodka Puncia, Twoja najukochańsza kuzynka...
Westchnęłam.
-...bierze ślub!!!!
- Słucham?! - wyrwało mi się, a brzeg stołu zamarzł.
- Ha! - ciotka znów klasnęła. - Wiedziałam, że się ucieszysz! Jej nowy chłopak, taki czaruś, nawet przystojny, ciemne włosy, lekki zarost, oświadczył jej się!! Czy to nie cudowne?!
Opamiętałam się szybko i wyjęłam z małej kieszonki w sukni rękawiczki, po czym włożyłam je szybkim ruchem.
- Taak.. cudowne. - powiedziałam i zmusiłam się do uśmiechu.
- Elso? - zza drzwi wyłonił się Jack. - Mógłbym prosić Cię na chwilę?
- Och, no miejże trochę przyzwoitości, młodzieńcze! - Romilda zrobiła zdenerwowaną minę i spojrzała na Jack'a. - Rozmawiamy! - zwróciła się do mnie i dodała szeptem - Czasem nie wiem czy na pewno dobrze żeś wybrała.
- Niestety, jestem zmuszony prosić Elsę. - Jack zbliżył się trochę. - To ważne sprawy państwowe.
Ciotka westchnęła.
- Wybacz, ciociu. Obowiązki. - z radością wyszłam za Jack'iem z jadalni. - Wielkie dzięki. - westchnęłam. - O co chodzi?
- O nic. - zaśmiał się. - Musiałem uratować damę z opresji.
Zaśmiałam się również, a on pocałował mnie. Następnie skorzystaliśmy z okazji, że Anna, Kristoff i Lena siedzą zamknięci w pokoju Lenki, a my... mamy część zamku tylko dla siebie.
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)