sobota, 23 sierpnia 2014
Łzy, radość i przechwałki
Dziś rano obudziłam się w sypialni Kristoff'a, niestety jego tam nie było,włożyłam swoją piżamę i poszłam do swojej sypialni po jakąś suknie. Gdy weszłam do mojej sypialni i otworzyłam szafę, łzy staneły mi w oczach, wszystkie moje sukienki były zalane czekoladą i sokiem borówkowym.
- Proszę zanieść moje suknie do pralni.- powiedziałam do jednej z służących która właśnie przechodziłam przed moją sypialnią.
- Oczywiście księżniczko.- odpowiedziała i weszła do mojego pokoju, ja pobiegłam do Elsy.Zapukałam.
- Proszę, wejść - usłyszałam zaspany głos siostry za drzwi.Gdy weszłam ona siedziała na łóżku w swojej ulubionej niebieskiej sukni, wiedziałam że ma dobry humor.
- Och, Anno gdybyś wiedziała co się wydarzył ostatniej nocy.- i zaczeła opowiadać swoją opowieść z najdrobniejszymi szczegółami ( których wolałam nie poznać), a mi z każdym jej słowem coraz bardzie chciało się płakać, gdy w końcu skończyła wybuchłam płaczem.
- Aniu, co się stało?- zapytała podchodząc.
- Ten dzień jest okrutny dla mnie.- wyjąkałam.
- Ale co się stało?- ponowiła pytanie.
- Najpierw obudziłam się sama, a teraz okazało się że ktoś zalał moje suknie czekoladą i sokiem borówkowym.
- Aniu, nic się przecież nie stało.
- Ale w co ja się ubiorę?
- Dziś pożyczę ci jakąś moją suknie, a jutro gdy twoje suknie będą już wyprane będziesz miała swoje.
- Dobrze.- dała mi jakąś swoją suknie.Nagle do pokoju wpadł Jack.
- O hej Ania.
- Cześć Jack.- powiedziałam dalej płacząc.
- Co się stało?
- Ktoś zalał moje suknie czekoladą i sokiem borówkowym.- powiedziała Elsa.
- Ups.- Jack spuścił głowę i chciał wyjść.
- Jack? Ty coś wiesz!Prawda?- powiedziała Elsa.
- No bo ja mi się spodobało jak ty mnie zamknełaś w szafie i chciałem zobaczyć jak to będzie w szafie Anny, a bardzo chciało mi się pic więc poprosiłem o cały dzban i on się wylał, ale ten sok to nie moja wina.
- Trudno.- odpowiedziałam- Zdarza się.- Gdy już byłam gotowa poszłam po jakieś buty. Gdy otworzyłam szafę z butami zapachniało owocami, zajrzałam do butów okazało się że wszystkie mają ciapkę z owoców w każdym bucie, poszłam do Elsy żeby pożyczyła mi jakieś buty. Resztę dnia szukałam Kristoff'a, niestety bez skutecznie. Gdy wieczorem wyszłam na balkon jak co wieczór, Siedział na nim Kristoff przy małym stole zastawionym dla dwóch osób. Podeszłam do niego i uderzyłam go w twarz.
- Czemu ode mnie uciekłeś, czemu nie pojawiłeś się przez cały dzień?- zapytałam, krzycząc.
- Cały dzień byłem tu. Aniu czy ty płakałaś.
- Tak, bo ktoś zalał moje suknie...- i nagle zauważyłam że w kieliszkach jest sok borówkowy, a na stole stoją dwa puchary z papką owocową.-... Kristoff czy ty zalałeś moje suknie sokiem i wlałeś do butów ta ciapkę.
- Tak, suknie przez przypadek, a ciapkę specialnie bo mi nie wyszła.Ale zrobiłem to bo cię kocham, kwiatuszku.
- Och Kristoff.- Usiadłam mu na kolanach i zaczełam go całować.A teraz wybaczcie, ale jesteśmy zajęci.
- Ania
piątek, 22 sierpnia 2014
Ważne obietnice i oczywiście...krzaki.
Dziś rano obudziłam się i ze zdziwieniem spostrzegłam, że otaczają mnie drewniane, ledwo trzymające się ściany, a przez okna wsuwają się do środka liście i gałęzie. Sama leżałam na różowych poduszkach przykryta kocem, który okazał się być zrobiony ze śniegu. Usiadłam, przetarłam oczy i stwierdziłam, że jestem w domku na drzewie, który kiedyś zbudowała Anna. "No tak.." - pomyślałam. - "Przecież wczoraj w nocy postanowiliśmy z Jack'iem tu zostać." Odsunęłam koc na bok i spostrzegłam, że mam na sobie bluzę Jack'a. Tego już nie pamiętałam... Nagle usłyszałam z góry głos:
- No hej, Śpiąca Królewno.
Podniosłam wzrok. To był oczywiście Jack. Latał sobie pod drewnianym sufitem w samych bokserkach z laską w ręku.
- Słuchaj Jack...
Natychmiast wylądował przy mnie z lekko przejętą miną.
- Coś się stało? -zapytał.
- Och, nie. - zaśmiałam się. - Chciałam po prostu zapytać co się stało z moją sukienką. I czemu mam na sobie...
- No wiesz... - zaczął Jack nerwowo. - Było dość ciemno...i Twoja sukienka chyba została gdzieś w ogrodzie... Ale nie martw się, jeśli chcesz to przyniosę ci z zamku inną.
- No dobrze... ale potem jej poszukajmy. - oddałam Jack'owi bluzę i zakryłam się kocem. On przez chwilę stał i gapił się z uchylonymi ustami, ale potem ubrał szybko spodnie i poleciał do pałacu. Po chwili wrócił z moją niebiesko, fioletową sukienką.
- Dziękuję.
Ubrałam się i wróciliśmy do zamku trzymając się za ręce. Kiedy zjedliśmy śniadanie powiedziałam:
- Wiesz Jack...
Spojrzał na mnie z uśmiechem. Wzięłam głęboki oddech i mimowolnie zamroziłam brzeg stołu.
- Spokojnie. - położył dłoń na mojej dłoni.
- Ja... - zaczęłam.
- Tak?
Przymknęłam oczy. Wiedziałam dobrze co chcę powiedzieć. Dokładnie to zaplanowałam. Dlaczego nie umiem zwyczajnie tego zrobić?
- Muszę iść do Anny. - powiedziałam, szybko wstałam od stołu i odeszłam zostawiając zszokowanego Jack'a w jadalni. Nie wiem czemu uciekłam. Przecież nie miałam się czego bać. Pobiegłam po schodach na górę i oparłam się o ścianę obok drzwi do sypialni siostry. Chciałam mu powiedzieć jak bardzo go kocham, jak cudownie czułam się wczoraj. Ale uciekłam. Nie wiedząc zupełnie co robię bez pukania weszłam do komnaty Anny. Było tam całkiem ciemno, zasłony były zasłonięte, a światło zgaszone. Nagle zdałam sobie sprawę, że jestem naprawdę niemądra i nie powinnam tu wchodzić. Szybko się wycofałam. Zamknęłam cichutko drzwi, siadłam pod ścianą i zaczęłam płakać. Jak pięcioletnie dziecko. Jestem zwykłym tchórzem, który ucieka przez całe życie i...
- Nie płacz, śnieżynko.
Jack delikatnie otarł mój policzek. Bez zastanowienia przytuliłam go mocno. Natychmiast odwzajemnił uścisk i wyszeptał mi do ucha:
- Już wszystko dobrze...
Usłyszałam skrzypienie otwieranych drzwi. Uwolniłam Jack'a z uścisku i spostrzegłam Annę w za dużym na siebie, czerwonym szlafroku i puchatych kapciach.
- Co wy tu robicie? Co się stało? - zapytała. - Elsa, ty płaczesz?
Jack objął mnie jedną ręką. Ja szybko starłam łzy.
- Nie, nie płaczę.
Ania uniosła brwi.
- Wszystko w porządku. - powiedział Jack uśmiechając się do niej. - Papa!
Chwycił mnie za rękę i pobiegliśmy do mojej sypialni.
- Elso, co się właściwie... - zaczął Jack, ale przerwałam spoglądając mu głęboko w oczy. Gdy tylko na niego spojrzałam powiększyły mu się źrenice i uśmiechnął się lekko.
- Posłuchaj Jack. Chciałam Ci tylko powiedzieć... - wzięłam głęboki oddech. - ...że naprawdę bardzo Cię kocham... - otworzył usta, ale nie dałam mu dość do słowa - i... i nawet nie wiesz...jak cudownie się wczoraj... - przybrał chytry uśmiech - ...och, ale...chciałabym żebyś mi coś obiecał.
Natychmiast spoważniał.
- Tak?
- Chcę żebyś obiecał mi, że nigdy... że nigdy mnie nie zdradzisz.
Jack bez zastanowienia położył rękę na sercu.
- Obiecam jeśli ty także to obiecasz. - powiedział.
Także położyłam rękę na sercu i jednocześnie powiedzieliśmy:
- Przyrzekam, że nigdy Cię nie zdradzę.
Jack uśmiechnął się do mnie figlarnie. Nie mogłam wytrzymać jego wzroku i wybuchłam śmiechem. On także się zaśmiał po czym chwycił mnie za rękę i powiedział udając powagę:
- Wydaje mi się, iż mieliśmy w planach pójście w krzewy.
- Co? - zaśmiałam się.
- Oczywiście w celu znalezienia Twej sukni. - dodał Jack i pociągnął mnie ze śmiechem na korytarz. Całe popołudnie spędziliśmy w krzakach.
- Elsa.
czwartek, 21 sierpnia 2014
A może tak w krzaki?
Laska.
Wstałem dzisiaj dosyć wcześnie i nie mogłem zasnąć. Wyszedłem z łóżka i wyleciałem przez otwarte drzwi. Było jeszcze ciemno. Zobaczyłem, że Elsa stoi na korytarzu. Nagle złapała mnie za kołnież szpitalnej piżamy i próbowała gdzieś zaciągnąć. Chociaż robiła to bardzo brutalnie z wielką siłą nie opierałem się. Nagle zrzuciła mnie na moje łóżko.
- Co chcesz robić? - spytałem sięgając do kieszeni.
- Nie to o czym myślisz Jack. Ty masz tu leżeć. Będziesz tu leżeć już zawsze. Nigdy tego nie zrobimy. Zostaniesz na zawsze prawiczkiem. Hahahaha!
I wtedy się obudziłem. Zobaczyłem, że jest dziesiąta. Obok mnie na łóżku spała Elsa.
- Co tu robisz? - spytałem.
- Ojej, wybacz chyba przysnęłam. - powiedziała ledwoprzytomna, wstając. - Byłam przy tobie przez całą noc.
- Naprawdę?
- Tak, ale się nie wyspałam. Przez pół nocy coś bredziłeś i krzyczałeś: "Niee, ja nie chcę tak umrzeć!" Albo próbowałeś mnie molestować mówiąc: "Znajdę cię. Ja cię znajdę".
- Ups, ojej, wybacz mi, nie chciałem. - trochę było mi głupio. Nie miałem zamiaru jej molestować. - Spałaś chociaż chwilę?
- Tak, nie myśl już o tym. Dzisiaj cię wypuszczą. - powiedziała, a ja uśmiechnąłem się pod nosem. Zaczęła zbierać się do wyjścia.
- Elso - automatycznie się odwróciła - chciałbym cię o coś spytać. To pytanie zadałem już na pierwszej randce.
- Hmm... Nie bardzo pamiętam. O co chodzi? Zaraz. Już chyba wiem... Jack?
- Elso moje kochanie, czy chciałabyś iść ze mną w krzaki?
- Rozważę to. Na razie idę do Anny.
I wyszła. "Jack'u Froście - pomyślałem - tylko ty potrafisz tak odstaszać od siebie kobiety." Może było za wcześnie na takie pytanie? Takie pójście w krzaki to chyba poważna decyzja...
Z zamyślenia wyrwała mnie moja pielęgniarka Lidia.
- Dzisiaj cię wypuścimy. Cieszysz się? - spytała nachylając się nade mną. - Jeszcze damy ci ostatnią dawkę leków. - mówiąc to sięgnęła po jakieś pigułki. "Mam nadzieję, że to nie pigułki gwałtu" - przeszło mi przez myśl.
Lidia kazała mi je wziąć i popić jakimś dziwnym płynem. Zrobiłem się senny.
Obudziłem się i spojrzałem na zegar. Była 18.00. Moje ubrania leżały obok razem z listem na którym było napisane, że mam się odświerzyć, ubrać i mogę wychodzić. Tak więc zrobiłem i wyleciałem przez okno. Udałem się do ogrodu. Zobaczyłem, że kilka róż jest pokrytych szronem.
- Jack - usłyszałem za sobą znajomy głos. - czy twoja propozycja jest jeszcze aktualna?
- Tak, a co? - oczywiście przybrałem swój znany chytry uśmieszek.
- To chodź.
A teraz wybaczcie, ale krzaczki czekają ;)
- Jack
środa, 20 sierpnia 2014
Nareszcie !
Wiecie już od Elsy że jestem już zdrowa. Rano gdy wstałam zaczełam biegać po pałacu i śpiewać. Później wpadłam na pomysł obudzenia Kristoff'a. Pobiegłam do jego sypialni, a po drodze zobaczyłam wazon z tulipanami, więc zabrałam jeden i pobiegłam dalej, przed sypialnią zauważyłam jedną z pokojówek, niosła tace ze śniadaniem.
- Ja to wezmę! - powiedziałam zabierając jej tace. Wyciągłam różę i do wazonu wsadziłam tulipana.
- To dla pana Kristoff' a. - zawołała za mną.
- Wiem?- wbiegłam do jego sypialni, on jeszcze spał. Pocałowałam go w policzek.-Wstawaj słoneczko.
- Kwiatuszku to ty?
- Nie tulipan. Przyniosłam ci śniadanie.- zabrał tace i położył na stoliku nocny. Nagle złapał mnie w tali przyciągnął do siebie i pocałował.- Zjesz ze mną śniadanie.
- Jeśli chcesz?- zjedliśmy razem śniadanie.
- Zaraz wracam.- powiedział i poszedł do łazienki, nagle usłyszałam że leci woda.
- Cudownie poszedł się wykąpać, to ja się jeszcze prze śpię.- pomyślała i przytuliłam się do jego poduszki i zamknełam oczy. Nagle poczułam że ktoś ściąga mi piżamę ( i uświadomiłam sobie że jestem w piżamie)
i nagle ten ktoś mnie podniósł.
- Nie śpij kwiatuszku, wykąpiemy się.- powiedział Kristoff i zaniósł mnie do wanny w której była woda.
- Nie śpię.
- To czemu masz zamknięte oczy ?- zaśmiał się.
- Nie wiem.- i otworzyłam je.- Po co mnie tu przywlokłeś?
- Nie chcesz się ze mną wykąpać?
- Oczywiście że chcę, ale ja spałam.- kąpaliśmy się przez godzinę.
- Chyba czas wyjść, kwiatuszku.- i nie czekając na moją odpowiedź wyszedł z wanny i wziął mnie na ręce.
- Masz za dużo siły, że mnie tak cały czas nosisz.
- Nie mogę się tobą nacieszyć.
- Kristoff mamy dla siebie cały czas.- ubrałam się - A teraz wybacz idę odwiedzić Elsę.
- A wrócisz do mnie później?
- Oczywiście.- i wyszłam, poszłam do sypialni Elsy, później do jej biura i wtedy przypomniałam sobie o Jacku.
- Elsa jesteś tu?- Wyszeptałam wychylając się za drzwi sypialni w której leżał Jack.
- Tak. A ty czemu nie w łóżku?
- Już wstałam i byłam u Kristoff' a.- podeszłam do łóżka na którym leżał Jack ( on spał) i przytuliłam się do siostry.
- Czy ty masz mokre włosy?
- Tak, miałam krótką kąpiel z Kristoff' em.
- Nie dopytuje dalej.- Siedziałyśmy tak dwadzieścia minut.
- E.. E..Elsa.- wyjąkał Jack.- Śnieżynko, jesteś tu?
-Tak.
- To ja pójdę, zobaczymy się później.- wyszłam i pobiegłam do sypialni Kristoff' a - Jesteś tu?
- Jestem.- zauważyłam że leży w łóżku.
- Mogę dołączyć.
- Jasne, kwiatuszku.- tak spędziliśmy cały dzień.
A teraz wybaczcie, ale Kristoff już zaczął mnie rozbierać.
- Anna
wtorek, 19 sierpnia 2014
Zbyt duża dawka leków może być niebezpieczna...
Wczoraj do zamku wróciła Anna. Powiedziano mi, że leży w swojej komnacie i odpoczywa. Od razu chciałam tam pójść i zobaczyć czy wszystko z nią w porządku. Jednak na korytarzu podbiegł do mnie Olaf.
- Elsa! Elsa! Wiesz, że Jack leży półumarty w swoim pokoju? I jęczy jak najęty!
"Jack?! Niemożliwe!" - pomyślałam.
- Olaf... Jesteś pewny? - zapytałam pochylając się nad nim.
W odpowiedzi bałwanek złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę pokoju Jack'a. Weszłam do środka. Na łóżku leżał Jack w jasnoniebieskiej, szpitalnej piżamie. Obok niego stała Lidia, jedna z pielęgniarek grzebiąc w jego szafce nocnej.
- Dzień dobry. - powiedziałam podchodząc do łóżka.
Lidia na dźwięk mojego głosu podskoczyła ze strachu, obróciła się, ukłoniła głęboko i powiedziała:
- Wasza Wysokość wybaczy! Nie widziałam Waszej Wysokości...
- Spokojnie. - przerwałam jej. - Co jest z Jack'iem?
Pielęgniarka wróciła do wcześniejszego zajęcia.
- Ten młodzieniec musi na siebie bardziej uważać. Słyszała Wasza Wysokość o tych dwóch, co uciekli?
- Tak słyszałam. Posłałam ludzi na poszukiwania. - powiedziałam. - Ale pytałam co stało się Jack'owi.
Pielęgniarka zaśmiała się nerwowo.
- No więc...znaleziono go nieprzytomnego w korytarzu. Wczoraj. To na pewno Ci bandyci go sprali.
W tym momencie Jack usiadł sztywno na łóżku i jęknął wyciągając ręce w moją stronę:
- Oddaj mój sok! Oddaj... mój soook!
- A... podaliście mu jakieś leki? - zapytałam głaszcząc go po głowie.
- Tak. Niestety chyba trochę przesadziliśmy i może mieć lekkie halucynacje. - odrzekła Lidia. - Myślę, że w towarzystwie Waszej Wysokości będzie mu lepiej. - dodała uśmiechając się ciepło i wyszła.
Szybko usiadłam na skraju łóżka i chwyciłam Jack'a za lodowatą rękę.
- Jack? - zaczęłam lekko drżącym głosem. - Słyszysz mnie?
On tylko uśmiechnął się do mnie i zaczął bawić się moją pelerynką.
- Popatrz, jestem niebieskim kapturkiem!
Westchnęłam i pocałowałam go w policzek. Nagle przypomniałam sobie, że muszę odwiedzić jeszcze Annę.
- Jack...wrócę tu później. - powiedziałam odpinając pelerynkę i kładąc mu ją na kolanach. - Poradzisz sobie?
W odpowiedzi zapiął ją sobie na szyi i zaczął chodzić po łóżku z dumną miną. Uśmiechnęłam się do niego i wyszłam. Kiedy dotarłam do pokoju Anny, siedziała na łóżku i czytała książkę. Z nią nie było pielęgniarki. Ale czymś co najbardziej przykuło moją uwagę były jej rozpuszczone włosy. W całości rude. Bez zastanowienia podbiegłam do niej i ją przytuliłam.
- No cześć siostra. - zaśmiała się odkładając książkę.
- Twoje włosy!
- No wiem. - powiedziała przeczesując włosy dłonią. Usiadłam obok niej.
- Już lepiej się czujesz? - zapytałam.
- Tak. Lekarze powiedzieli, że z ręką już wszystko w porządku i będę mogła normalnie chodzić.
- To cudownie! - ucieszyłam się. Siostra jednak posmutniała.
- Wybaczysz mi? - zapytała.
Zatkało mnie.
- Niby za co?!
- Przeze mnie nie miałaś czasu dla Jack'a. - odrzekła Anna wpatrując się w pościel.
- Daj spokój, to wcale nie przez ciebie! - powiedziałam.
Siostra uśmiechnęła się. Siedziałyśmy razem dość długo gdy nagle weszła Lidia z przerażoną miną. Wstałam i zapytałam podchodząc do niej:
- Co się stało?
- Wasza Wysokość... - wydyszała kobieta. - Pan Jack... proszę za mną.
Rzuciłam Annie porozumiewawcze spojrzenie i poszłam za pielęgniarką. Zaprowadziła mnie do komnaty Jack'a. Siedział na łóżku i płakał wtulony w moją pelerynkę. Kiedy nas zobaczył zmierzył pielęgniarkę wściekłym wzrokiem.
- Jack, co się stało? - usiadłam przy nim.
- To wszystko jej wina! - powiedział Jack pokazując na przerażoną Lidię. - Nie wiesz co ona zrobiła!
- Co zrobiła? - zapytałam przeczesując lekko ręką jego włosy.
- Ona... - Jack nachylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha - ...ona Cię zabiła!
I znowu przytulił się do pelerynki i zaczął płakać.
- To jedyne co mi po Tobie zostało!
Westchnęłam i podeszłam do pielęgniarki. Nie zważając na krzyki Jack'a, że mam do niej nie podchodzić, bo zabije mnie drugi raz, zapytałam:
- Kiedy leki przestaną działać?
- Powinny działać już bardzo niedługo. Proszę z nim zostać. A ja lepiej pójdę. - I zostawiła nas samych. Podeszłam z powrotem do Jack'a.
- Kochanie, ja żyję. Nikt mnie nie zabił.
Jack popatrzył na mnie jakby widział mnie pierwszy raz w życiu, zamrugał kilka razy i powiedział:
- A ktoś miałby cię zabić, śnieżynko?
Uśmiechnęłam się.
- Dostałeś trochę za dużo leków i miałeś halucynacje. - powiedziałam. A zresztą nieważne, zapomnijmy o tym.
Jack spojrzał ze zdziwieniem na moją pelerynkę leżącą na jego łóżku.
- Co tu robi...? - zaczął Jack, ale nie skończył, bo usiadłam na przeciwko niego i pocałowałam go. Muszę przyznać, że przez te kilka dni bardzo się za tym stęskniłam.
- Elsa.
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Powrót, wypadek i wielka ucieczka…
Lasencja!
Dzisiaj trochę się działo...
Zacznijmy od tego, że wczoraj po południu Anna siedziała zamknięta w sypialni nie dając znaku życia. Else to trochę zmartwiło, cały czas chodziła i mamrotała pod nosem "Ania to, Ania tamto". Jednak razem z Kristoffem w końcu przekonaliśmy ją, że Anna potrzebuję trochę prywatności itp.
Początek dnia był całkiem okej. Wywlokłem się z łóżka o siódmej rano i postanowiłem zrobić pobudkę mojej śnieżynce. Ubrałem się, umyłem, przeczesałem palcami włosy i podleciałem pod jej okno. Spała. Chyba przez przypadek kopnąłem w okno, bo szybko otworzyła oczy, spojrzała w moją stronę i wrzasnęła z krzykiem (Dobrze przeczytaliście, Jack nie ma pomysłu :D). Potem podeszła do okna, otworzyła je żebym wszedł i spojrzała na mnie wymownie.
- Ja tylko przyszedłem cię obudzić. Nic więcej, przysięgam. - zacząłem się tłumaczyć. - Myślisz, że bym cię podglądał jak śpisz? - trzeba się przyznać, robię to prawie każdej nocy.
- Przyszedłeś zafundować mi pobudkę i udało ci się. Gratulacje. Teraz wyjdź, bo muszę się ubrać i iść do Ani.
- Naprawdę muszę wyjść? - przecież dopiero przyszedłem! Poza tym nie chciałem tego przegapić.
- Wyłaź. Już. Nie będę się przy tobie rozbierać. - powiedziała, a ja udałem się do wyjścia. - Tylko nie wpadnij na genialny pomysł podglądania mnie przez okno. - dodała gdy opuściłem komnatę.
Trochę zawiedziony postanowiłem udać się do lochów, by "pobawić się" z Hansem. Jednak gdy zszedłem na parter, zatrzymał mnie Olaf.
- Ja myślę, że to nie był dobry pomysł wypuszczać jej z domu. - powiedział. - Trole się nią pewnie zajmą, ale ja uważam, że lepiej gdyby została w domu.
- O kim mówisz? - wiedziałem, że chodzi o Annę. Ani jednego znaku życia, lepiej żeby została w domu, trole... to musiała być ona. Wolałem się jednak upewnić. - Czy chodzi o Annę?
- A o kogo innego! Jasne, że o nią! Moją kochaną Anienkę!
Nagle znikąd zjawił się Kristoff.
- Co tu się dzieje? Czemu obgadujecie Annę? - zapytał.
- Jest u troli! - odpowiedział Olaf prawie śpiewając.
Nie zastanawiając się długo odrzekłem:
- Olaf! Jedź z Kristoffem po Annę. Musi wrócić do zamku. Ja pójdę zawiadomić Elsę i lekarzy. Zobaczymy się wieczorem.
Pobiegłem więc, żeby powiedzieć to mojej dziewczynie, ale nagle coś uderzyło mnie w głowę. Zostałem ogłuszony i właśnie wtedy urwał mi się film.
Obudziłem się w jakimś pokoju z białymi ścianami. Leżałem na łóżku. Nade mną stała jedna z pałacowych pielęgniarek. Chciałem wstać, ale...
- Nie próbuj się ruszyć! - powiedziała nagle, odwracając się. Była podobna do matki mojej starej przyjaciółki Meridy. - Gdybyś wstał z łóżka, przewróciłbyś się. Jesteś pod wpływem bardzo silnych leków.
Gdy podeszła bliżej spytałem:
- Czy Anna wróciła do pałacu? Jak się czuje Elsa? Czemu tu jestem? Kiedy stąd wyjdę?
- Z królową wszystko w porządku. Księżniczka leży w pokoju obok. Jesteś tu, bo znaleśli cię strażnicy zamku, jak leżałeś w małej kałuży krwi. Było to około ósmej. Teraz jest trzynasta. Wyjdziesz stąd, ale nie w najbliższym czasie.
- Ale jak to się stało? - nagle pielęgniarka zmieniła się w Justina Biebera.
- Nie wiadomo. - powiedział piosenkarz, którego osobiście nie lubię. - Wiemy tylko, że więźniowie Albert i Hans z Nasturii uciekli dziś rano.
Potem zniknął, a ściany w pokoju zrobiły się różowe. Nic więcej nie pamiętam.
- Jack
niedziela, 17 sierpnia 2014
Muszę to zrobić!
od mojego wypadku czuję że w arendelle, admosfera jest ciężka. Elsa chodzi przygaszona i tylko w mojej obecności wymusza uśmiech.
- Możesz tego nie robić?- zapytałam gdy do mnie przyszła z obiadem.
- Ale czego, siostrzyczko.- wymusiła uśmiech.
- Nie wymuszaj na sobie uśmiechu.
- Ależ ja nie wymuszam.
- Nie udawaj.
- Och, zjedz obiad, poprawię ci poduszki.
- aaaaaaaaaau.- jak zwykle jęczałam.
- Smacznego.- i wyszła.
- Nie tak dalej być nie może.- pomyślałam.- Muszę coś zrobić, tylko co.O, już wiem. Pojadę do trolli.- zjadłam obiad, spakowałam się ( było ciężko) i napisałam list.
Kochana Elso
pojechałam do trolli i będę u nich do półki nie wyzdrowieję. Porozmawia z Jack' iem. Nie będę ci przeszkadzać.
Anna
PS Nic nie mów Kristoff' owi i Jack' owi.
Zabrałam walizkę i poszłam do stajni zabrałam konia i pojechałam
- O nie tylko nie to, zabłądziłam. Gdzie ja jestem. Jak mam jechać dalej, albo jak wrócić do arendelle.- mówiłam sama do siebie.
- O Anna, co robisz w lesie?- zapytał ktoś kto stał po prawej stronie, ale tam nikogo nie było.
- Kto to powiedział?
- To ja Olaf.
- Olaf gdzie jesteś?
- Na dole.- spojrzałam w dół i tam stał mój przyjaciel.
- Olaf wiesz jak trafić do trolli.
- Tak, a co?
- A zaprowadzisz mnie.
- Tak, a co?
- Proszę za prować mnie.
- To chodź.
- Idę.- po paru minutach dotarliśmy do trolli.
- Anna przyjechała.- i wtedy któryś z trolli pociągnął mnie za nogę żebym zeszła i spadłam.
-Anna nic ci nie jest.
-Nie tylko pomożecie mi wstać.-zaczeli mnie podnosić.
-aaau.
- Coś cię boli.
- Ostatnio miałam wypadek i złamałam rękę i o mało nie złamałam kręgosłupa.
-Zostaniesz u nas.
- Do półki nie wyzdrowieje.
- To cudownie, będziesz spała tu.- powiedział jeden z trolli pokazując na mech.
- Dziękuję.
Teraz muszę was przeprosić, bo podwieczorek.
- Anna
Ps Wybaczcie za problemy z czcionką :(