środa, 23 września 2015
W swoich czterech ścianach.
Hejo,
Jak wiecie zamknęłam się z Kristoff' em i Leną w jej pokoiku. Tylko w nocy idziemy do naszej sypialni, a drzwi od korytarza zamkneliśmy. Elsa poprosiła jedną ze służących żeby nam przynosiła posiłki, bo wczoraj wieczorem gdy wyszłam Romilda zaraz mnie napadła i zaczęła pytać czy może zająć się Leną, na szczęście byłam obok drzwi sypilani Elsy i Jacka' a.
A dziś od rana bawiliśmy się z Leną, a gdy wieczorem przyszli Elsa z Jack' iem, Jack od razu zaczął bawić się z Leną, a ja z Elsą zaczęłyśmy rozmawiać o Romildzie.
- Nie uważasz że świrujemy od kąt ciotka jest w Arendelle.- zauważyłam.
- Niby czemu?
- Chyba cały czas rozmawiamy o ciotce.- gdy tak rozmawiałyśmy okazało się że Jack uśpił Lenkę, więc Jack i Elsa poszli do siebie, a my położyliśmy Lenę i poszliśmy spać.
- Anna
wtorek, 22 września 2015
Szczęśliwy powrót i "świetne" nowiny.
Witajcie,
Anka od wczoraj chodziła w kółko czerwona ze złości i chciała nawet od razu wyruszać do Corony, ale uprzedziła ją... nasza kochana cioteczka! Wróciła dziś do zamku z Leną na rękach jakby nigdy nic.
- Ciociu! - zbiegłam na dół, a zaraz za mną Anna. - Gdzie byłaś? Czemu zabrałaś Lenę?
- Oj, musiałam na chwilę skoczyć do Punci. - mrugnęła do mnie.
- Ale czemu... - Anna szybko zabrała jej Lenkę i przytuliła do siebie. - ...zabrałaś moją córkę?!
Kobieta zaśmiała się.
- Pomyślałam, że przyda jej się trochę zwiedzania świata! I trochę dobrej opieki!
Anna poczerwieniała, rzuciła ciotce wściekłe spojrzenie i bez słowa ruszyła na górę.
- Powiedziałam coś nie tak? - Romilda spojrzała na mnie niewinnie.
- Ciociu... - westchnęłam. - Nie rób tego więcej.
I udałam się w ślad za Anną. Usłyszałam jej głos z pokoju Leny, więc chciałam wejść, ale drzwi były zamknięte na klucz. Zapukałam więc. Odpowiedziało mi Annowe "Ciii" i ciche kroki w stronę drzwi.
- Kto tam?
- Ja. - odrzekłam.
Drzwi uchyliły się lekko i zobaczyłam Annę.
- Gdzie ciotka?
- Znowu robicie tu jakieś przeciwciotkowe zebrania? - zapytałam wchodząc i spostrzegając Kristoff'a siedzącego na podłodze z Leną.
- To nie przeciwciotkowe zebrania. - zaprzeczyła Anna zupełnie poważnie. - To bunt.
- Jaki zaś bunt?
- Uważasz za normalne to, że zwariowana ciotka porywa nam dziecko? - odezwał się Kristoff. - Nie! A więc zamkniemy się tutaj z Leną aby nie miała do niej dostępu.
- To nasza najbliższa rodzina. - odrzekłam. - Nie można tak. Za niedługo i tak wyjedzie.
- Elso, przecież to nie nasza wina! To nie my porywamy czyjąś córkę za morze! Ona jest nienormalna! - krzyknęła Anna i tupnęła nogą.
Pokręciłam głową.
- Róbcie sobie co chcecie. - i wyszłam.
Mają rację - nie powinna brać nigdzie Leny. Ale zamykając się w pokoju my również zachowujemy się dziwnie i źle. Bądź co bądź jest naszą jedyną rodziną.
- No, Elsa! - nagle zza rogu wybiegła ciotka. - Wszędzie Cię szukam!
- Coś się stało...? - zapytałam lekko zaniepokojona jej entuzjazmem.
- Nie zdążyłam przekazać Wam świetnych wieści, które przywiozłam z Corony!
Ciotka pociągnęła mnie do jadalni i poleciła usiąść obok siebie przy stole.
- Mam świetne, świetne wieści, na pewno się ucieszysz. - ciotka aż klasnęła w dłonie.
- Słucham... - odrzekłam w duchu zastanawiając się gdzie jest Jack i czy nie mógłby znaleźć sposobu aby uwolnić mnie od ciotki.
- Wczoraj dowiedziałam się, że moja kochana córcia, że moja słodka Puncia, Twoja najukochańsza kuzynka...
Westchnęłam.
-...bierze ślub!!!!
- Słucham?! - wyrwało mi się, a brzeg stołu zamarzł.
- Ha! - ciotka znów klasnęła. - Wiedziałam, że się ucieszysz! Jej nowy chłopak, taki czaruś, nawet przystojny, ciemne włosy, lekki zarost, oświadczył jej się!! Czy to nie cudowne?!
Opamiętałam się szybko i wyjęłam z małej kieszonki w sukni rękawiczki, po czym włożyłam je szybkim ruchem.
- Taak.. cudowne. - powiedziałam i zmusiłam się do uśmiechu.
- Elso? - zza drzwi wyłonił się Jack. - Mógłbym prosić Cię na chwilę?
- Och, no miejże trochę przyzwoitości, młodzieńcze! - Romilda zrobiła zdenerwowaną minę i spojrzała na Jack'a. - Rozmawiamy! - zwróciła się do mnie i dodała szeptem - Czasem nie wiem czy na pewno dobrze żeś wybrała.
- Niestety, jestem zmuszony prosić Elsę. - Jack zbliżył się trochę. - To ważne sprawy państwowe.
Ciotka westchnęła.
- Wybacz, ciociu. Obowiązki. - z radością wyszłam za Jack'iem z jadalni. - Wielkie dzięki. - westchnęłam. - O co chodzi?
- O nic. - zaśmiał się. - Musiałem uratować damę z opresji.
Zaśmiałam się również, a on pocałował mnie. Następnie skorzystaliśmy z okazji, że Anna, Kristoff i Lena siedzą zamknięci w pokoju Lenki, a my... mamy część zamku tylko dla siebie.
- Elsa.
Anka od wczoraj chodziła w kółko czerwona ze złości i chciała nawet od razu wyruszać do Corony, ale uprzedziła ją... nasza kochana cioteczka! Wróciła dziś do zamku z Leną na rękach jakby nigdy nic.
- Ciociu! - zbiegłam na dół, a zaraz za mną Anna. - Gdzie byłaś? Czemu zabrałaś Lenę?
- Oj, musiałam na chwilę skoczyć do Punci. - mrugnęła do mnie.
- Ale czemu... - Anna szybko zabrała jej Lenkę i przytuliła do siebie. - ...zabrałaś moją córkę?!
Kobieta zaśmiała się.
- Pomyślałam, że przyda jej się trochę zwiedzania świata! I trochę dobrej opieki!
Anna poczerwieniała, rzuciła ciotce wściekłe spojrzenie i bez słowa ruszyła na górę.
- Powiedziałam coś nie tak? - Romilda spojrzała na mnie niewinnie.
- Ciociu... - westchnęłam. - Nie rób tego więcej.
I udałam się w ślad za Anną. Usłyszałam jej głos z pokoju Leny, więc chciałam wejść, ale drzwi były zamknięte na klucz. Zapukałam więc. Odpowiedziało mi Annowe "Ciii" i ciche kroki w stronę drzwi.
- Kto tam?
- Ja. - odrzekłam.
Drzwi uchyliły się lekko i zobaczyłam Annę.
- Gdzie ciotka?
- Znowu robicie tu jakieś przeciwciotkowe zebrania? - zapytałam wchodząc i spostrzegając Kristoff'a siedzącego na podłodze z Leną.
- To nie przeciwciotkowe zebrania. - zaprzeczyła Anna zupełnie poważnie. - To bunt.
- Jaki zaś bunt?
- Uważasz za normalne to, że zwariowana ciotka porywa nam dziecko? - odezwał się Kristoff. - Nie! A więc zamkniemy się tutaj z Leną aby nie miała do niej dostępu.
- To nasza najbliższa rodzina. - odrzekłam. - Nie można tak. Za niedługo i tak wyjedzie.
- Elso, przecież to nie nasza wina! To nie my porywamy czyjąś córkę za morze! Ona jest nienormalna! - krzyknęła Anna i tupnęła nogą.
Pokręciłam głową.
- Róbcie sobie co chcecie. - i wyszłam.
Mają rację - nie powinna brać nigdzie Leny. Ale zamykając się w pokoju my również zachowujemy się dziwnie i źle. Bądź co bądź jest naszą jedyną rodziną.
- No, Elsa! - nagle zza rogu wybiegła ciotka. - Wszędzie Cię szukam!
- Coś się stało...? - zapytałam lekko zaniepokojona jej entuzjazmem.
- Nie zdążyłam przekazać Wam świetnych wieści, które przywiozłam z Corony!
Ciotka pociągnęła mnie do jadalni i poleciła usiąść obok siebie przy stole.
- Mam świetne, świetne wieści, na pewno się ucieszysz. - ciotka aż klasnęła w dłonie.
- Słucham... - odrzekłam w duchu zastanawiając się gdzie jest Jack i czy nie mógłby znaleźć sposobu aby uwolnić mnie od ciotki.
- Wczoraj dowiedziałam się, że moja kochana córcia, że moja słodka Puncia, Twoja najukochańsza kuzynka...
Westchnęłam.
-...bierze ślub!!!!
- Słucham?! - wyrwało mi się, a brzeg stołu zamarzł.
- Ha! - ciotka znów klasnęła. - Wiedziałam, że się ucieszysz! Jej nowy chłopak, taki czaruś, nawet przystojny, ciemne włosy, lekki zarost, oświadczył jej się!! Czy to nie cudowne?!
Opamiętałam się szybko i wyjęłam z małej kieszonki w sukni rękawiczki, po czym włożyłam je szybkim ruchem.
- Taak.. cudowne. - powiedziałam i zmusiłam się do uśmiechu.
- Elso? - zza drzwi wyłonił się Jack. - Mógłbym prosić Cię na chwilę?
- Och, no miejże trochę przyzwoitości, młodzieńcze! - Romilda zrobiła zdenerwowaną minę i spojrzała na Jack'a. - Rozmawiamy! - zwróciła się do mnie i dodała szeptem - Czasem nie wiem czy na pewno dobrze żeś wybrała.
- Niestety, jestem zmuszony prosić Elsę. - Jack zbliżył się trochę. - To ważne sprawy państwowe.
Ciotka westchnęła.
- Wybacz, ciociu. Obowiązki. - z radością wyszłam za Jack'iem z jadalni. - Wielkie dzięki. - westchnęłam. - O co chodzi?
- O nic. - zaśmiał się. - Musiałem uratować damę z opresji.
Zaśmiałam się również, a on pocałował mnie. Następnie skorzystaliśmy z okazji, że Anna, Kristoff i Lena siedzą zamknięci w pokoju Lenki, a my... mamy część zamku tylko dla siebie.
- Elsa.
poniedziałek, 21 września 2015
Lena gdzie jesteś?
Hejo,
Od dwóch dni jestem zła można powiedzieć że jestem wściekła. Jak można zabrać matce dziecko! Ja świruję od dwóch dni miałam Lenkę dla siebie tylko przez półgodziny, gdy ciotka wybrała się do miasta.
- Po co ona przyjechała?!- powiedziałam gdy rozmawiałam z Kristoff' em.
- Chyba tylko po to żeby zabrać nam dziecko.
- Wiesz ja chyba pójdę jej poszukać.
- Pójdę z tobą.- zaproponował Kristoff i poszliśmy. Przeszukaliśmy cały zamek, później przeszukaliśmy ogrody pałacowe i miasto. Wreszcie poszłam do gabinetu Elsy.
- Elsa, widziałaś gdzieś ciotke i Lenkę?- zapytałam wchodząc.
- Nie, a coś się stało?- zapytała siostra spoglądając na mnie z zaniepokojoną miną.
- Nie mogę jej nigdzie znaleźć. Razem z Kristoff' em.przeszukaliśmy całe Arendelle.
- I niegdzie...- nie zdążyła skończyć, bo do gabinetu weszła Tamara osobista służąca Elsy.
- Królowo przyniosłam herbatę.- powiedziała podając Elsie herbate.
- Dziękuję Tamaro.- gdy Elsa podziękowała Tamara już miała wyjść.
- Tamaro, kto dba o królową Romildę?- zapytałam.
- Nasza nowa służąca Anastasia.
- Czy mogłabyś poprosić ją żeby tu przyszła?- poprosiła Elsa.
- Oczywiście.- Tamara wyszła i wróciła z Anastasią.
- Wasza Wysokość.
- Czy wiesz gdzie jest królowa Romilda.
- Tak rano kazała mi spakować księżniczkę Lenę i powiedziała że musi wracać do swojej córki, bo coś się stało i że wróci jutro.
- Dziękuję.- powiedziała Elsa i gdy zobaczyła że jestem w szoku.- Tamaro przynieś proszę księżniczce napar z ziół uspokajających.- to buła ostatnia rzecz jaką pamiętam.
- Anna
niedziela, 20 września 2015
Ciociu...
Witajcie,
Jak zapewne obwieściła Wam już Anna wczoraj stało się coś... niespodziewanego i szczerze bardzo, bardzo niepożądanego. Otóż z Corony przypłynęła do nas nasza kochana ciotka, matka Roszpunki. Chwała Bogu oczywiście, bez córki, aczkolwiek i tak wiedziałam, że jej wizyta nie przyniesie nic dobrego. I niestety miałam rację. Niemal od razu zaczęła świergolić do Leny, a potem zabrała nam ją i mówiąc, że pokaże nam jak się zajmuje dziećmi łaziła z dziewczynką na rękach po całym zamku i wyła jakieś okropne kołysanki (które obudziły nas również dziś rano).
- Ciociu... - zaczęłam delikatnie gdy uznała, że sama nakarmi Lenę. - ...myślę, że Anna sama potrafi zająć się córką.
- Aj, Elsa, Elsa ty to lepiej nic nie mów. - kobieta machnęła na mnie ręką. - Jak już jesteś z tym swoim Jacksonem to moglibyście sobie zrobić przynajmniej kilkoro dzieci, a wy co. Więc ty raczej nie znasz się za bardzo na tych sprawach, kochaniutka.
Po chwili, w której musiałam ochłonąć po jej wypowiedzi, odrzekłam:
- Cóż, może ma ciocia rację, może ja się nie znam. Ale Anna na pewno...
- Słuchaj, dziecko. - ciotka włożyła mi Lenę w ramiona, a sama wstała i wygładziła suknię. - Idę teraz do miasta, więc chwilowo Lenusinka będzie bardzo nieszczęśliwa. Ale jak wrócę to chętnie się z nią pobawię. Papa!
I ruszyła szybkim krokiem do wyjścia. Westchnęłam i spojrzałam ze współczuciem na Lenę. Patrzyła na mnie z lekko zdziwioną i przestraszoną minką.
- Nie martw się, kochanie. - pocałowałam ją w główkę delikatnie. - Ochronimy Cię przed ciocią.
Zaśmiała się i zamachała rączkami wesoło. Poszłam z nią na górę i weszłam do jej pokoiku przez uchylone drzwi. Na podłodze siedzieli Anna, Kristoff i Jack zawzięcie o czymś dyskutując.
- Coś się stało? - odłożyłam Lenkę do jej kołyski i usiadłam obok Anny.
- Gdzie Romilda? - Kristoff gwałtownie wstał, podbiegł do drzwi i zamknął je na klucz.
- Poszła do miasta... - odrzekłam. - Co wy tu za tajne...
- Elso, ona jest okropna. - jęknęła Anna. - Ja chcę sama zajmować się Leną, a ona mi mówi, że nie potrafię. - wyjęła dziecko z kołyski i przytuliła je do siebie.
Kristoff przytulił Anię, a Jack spojrzał na mnie bezradnie.
- Musimy po prostu przerwać czas, kiedy tu będzie. - powiedziałam. - Damy radę.
- Tak, ale Lena chyba skończy przekarmiona na maksa i w dodatku głucha od jej pięknych kołysanek. - stwierdził Jack.
- Damy radę. - westchnęłam.
- Elsa.
Jak zapewne obwieściła Wam już Anna wczoraj stało się coś... niespodziewanego i szczerze bardzo, bardzo niepożądanego. Otóż z Corony przypłynęła do nas nasza kochana ciotka, matka Roszpunki. Chwała Bogu oczywiście, bez córki, aczkolwiek i tak wiedziałam, że jej wizyta nie przyniesie nic dobrego. I niestety miałam rację. Niemal od razu zaczęła świergolić do Leny, a potem zabrała nam ją i mówiąc, że pokaże nam jak się zajmuje dziećmi łaziła z dziewczynką na rękach po całym zamku i wyła jakieś okropne kołysanki (które obudziły nas również dziś rano).
- Ciociu... - zaczęłam delikatnie gdy uznała, że sama nakarmi Lenę. - ...myślę, że Anna sama potrafi zająć się córką.
- Aj, Elsa, Elsa ty to lepiej nic nie mów. - kobieta machnęła na mnie ręką. - Jak już jesteś z tym swoim Jacksonem to moglibyście sobie zrobić przynajmniej kilkoro dzieci, a wy co. Więc ty raczej nie znasz się za bardzo na tych sprawach, kochaniutka.
Po chwili, w której musiałam ochłonąć po jej wypowiedzi, odrzekłam:
- Cóż, może ma ciocia rację, może ja się nie znam. Ale Anna na pewno...
- Słuchaj, dziecko. - ciotka włożyła mi Lenę w ramiona, a sama wstała i wygładziła suknię. - Idę teraz do miasta, więc chwilowo Lenusinka będzie bardzo nieszczęśliwa. Ale jak wrócę to chętnie się z nią pobawię. Papa!
I ruszyła szybkim krokiem do wyjścia. Westchnęłam i spojrzałam ze współczuciem na Lenę. Patrzyła na mnie z lekko zdziwioną i przestraszoną minką.
- Nie martw się, kochanie. - pocałowałam ją w główkę delikatnie. - Ochronimy Cię przed ciocią.
Zaśmiała się i zamachała rączkami wesoło. Poszłam z nią na górę i weszłam do jej pokoiku przez uchylone drzwi. Na podłodze siedzieli Anna, Kristoff i Jack zawzięcie o czymś dyskutując.
- Coś się stało? - odłożyłam Lenkę do jej kołyski i usiadłam obok Anny.
- Gdzie Romilda? - Kristoff gwałtownie wstał, podbiegł do drzwi i zamknął je na klucz.
- Poszła do miasta... - odrzekłam. - Co wy tu za tajne...
- Elso, ona jest okropna. - jęknęła Anna. - Ja chcę sama zajmować się Leną, a ona mi mówi, że nie potrafię. - wyjęła dziecko z kołyski i przytuliła je do siebie.
Kristoff przytulił Anię, a Jack spojrzał na mnie bezradnie.
- Musimy po prostu przerwać czas, kiedy tu będzie. - powiedziałam. - Damy radę.
- Tak, ale Lena chyba skończy przekarmiona na maksa i w dodatku głucha od jej pięknych kołysanek. - stwierdził Jack.
- Damy radę. - westchnęłam.
- Elsa.
sobota, 19 września 2015
Niespodziewane odwiedziny
Hejo,
Dziś zdarzyło się coś czego nikt się nie spodziewał. Rano ubrałam Lenkę i zeszłam na śniadanie na dole już wszyscy czekali. Usiadłam i zaczeliśmy jeść gdy nagle do sali wszedł gwardzista.
- Wasza Wysokość?- zwrócił się do Elsy.
- Tak?
-Przyjechała królowa Romilda i chce się z Waszą Wysokością spotkać.
- o nie tylko nie ona. - Proszę jej przekazać że spotkam się z nią w moim gabinecie.
- Nie musisz mi już nic przekazywać.- do jadalni weszła Romilda, matka Roszpunki
.
- Witaj cioteczko.- przywitała się Elsa.
- Witajcie dziewczynki. Aniu ty się nie przywitasz?
- Witaj ciociu. - Przyjechałam do was pomóc wam zaopiekować się tą małą księżniczką.- pokazała na Lenę.
- Ciociu, ale ona nie potrzebuje twojej opieki ma nas.- powiedziała Elsa.- I ma swoją mamę czyli Anię. - Wiem, ale potrzebujecie mojej pomocy, bo wy same sobie nie poradzicie.- nagle ciotka zabrała mi Lenkę i poszła do ogodów.
- A i jeszcze jedno mam zamiar zostać u was na tydzień.
Wieczorem siedzieliśmy ja, Kristoff, Elsa i Jack u nich w sypialni.
- Ona jest nie możliwa nie może tu zostać.- narzekałam. zabier nam zabiera córeczkę.- powiedział Kristoff
- Coś wymyślimy.- powiedziała Elsa, później poszliśmy do siebie do sypialni.
- Anna
- Wasza Wysokość?- zwrócił się do Elsy.
- Tak?
-Przyjechała królowa Romilda i chce się z Waszą Wysokością spotkać.
- o nie tylko nie ona. - Proszę jej przekazać że spotkam się z nią w moim gabinecie.
- Nie musisz mi już nic przekazywać.- do jadalni weszła Romilda, matka Roszpunki
.
- Witaj cioteczko.- przywitała się Elsa.
- Witajcie dziewczynki. Aniu ty się nie przywitasz?
- Witaj ciociu. - Przyjechałam do was pomóc wam zaopiekować się tą małą księżniczką.- pokazała na Lenę.
- Ciociu, ale ona nie potrzebuje twojej opieki ma nas.- powiedziała Elsa.- I ma swoją mamę czyli Anię. - Wiem, ale potrzebujecie mojej pomocy, bo wy same sobie nie poradzicie.- nagle ciotka zabrała mi Lenkę i poszła do ogodów.
- A i jeszcze jedno mam zamiar zostać u was na tydzień.
Wieczorem siedzieliśmy ja, Kristoff, Elsa i Jack u nich w sypialni.
- Ona jest nie możliwa nie może tu zostać.- narzekałam. zabier nam zabiera córeczkę.- powiedział Kristoff
- Coś wymyślimy.- powiedziała Elsa, później poszliśmy do siebie do sypialni.
- Anna
czwartek, 17 września 2015
Ciekawe pogawędki w altance.
Witajcie,
Dziś obudził mnie leciutki podmuch ziemnego powietrza i dotyk chłodnej dłoni na policzku.
- Śnieżynko... - odezwał się miękki, męski głos.
- Jack... - zamruczałam cicho i nie otwierając oczu uśmiechnęłam się.
Na powieki i policzki delikatnie sfrunęło mi kilka maleńkich śnieżynek.
- Chodź, Śnieżynko, Anka była tu już kilka razy. Podobno chce Cię wyciągnąć na spacer z Leną. - odezwał się Jack.
Usiadłam, podciągając kołdrę do wysokości obojczyka.
- Nie może iść z Kristoff'em? - westchnęłam. - Dopiero się obudziłam w dodatku jestem... totalnie goła.
Jack zaśmiał się i usiadł przy mnie.
- Mi to bardzo pasuje, ale ona chyba nie da Ci spokoju.
- Mógłbyś ją zawołać? - poprosiłam, a Jack kiwnął głową i wyleciał z pokoju.
Wiedziałam dobrze, że nie zdążę się ubrać, ponieważ czas przybycia Anny z jej komnaty do mojej wynosi maksymalnie minutę, a kiedy wcześniej już na mnie czekała zapewne jakieś piętnaście sekund. Podciągnęłam więc tylko kołdrę wyżej i Anna przybiegła po kilkunastu sekundach.
- Jeszcze nie gotowa? - wskoczyła na łóżko widocznie gotowa ściągnąć kołdrę i ubrać mnie własnoręcznie.
Przewidując jej zamiary złapałam kołdrę mocno i powiedziałam:
- Aniu, nie! Wiesz, ja... muszę zrobić jedną rzecz, teraz nie mam jak z tobą iść.
Do pokoju wszedł Jack i oparł się o framugę drzwi, a Anna zrobiła naburmuszoną minę.
- Ewentualnie po południu możemy gdzieś razem... - zaczęłam, ale siostra kiwnęła lekko głową i wyszła.
- Obraziła się? - zapytał Jack podchodząc do łóżka.
- Mam nadzieję, że nie... - odrzekłam.
Do około czternastej siedziałam nad papierami, a potem na audiencji. Około szesnastej Jack wyciągnął mnie na spacer.
- Anka łazi gdzieś z Leną od rana. - powiedziałam, gdy przechodziliśmy przez pałacowe ogrody. - Trochę mnie to niepokoi.
- Nie ma powodu do niepokoju. - Jack chwycił mnie za rękę. - Wiesz jaka jest Anka. Poobraża się, coś poudaje, a potem wraca i chce się tulić.
- Może. - wzruszyłam ramionami.
Jakiś czas potem usiedliśmy w różanej altance, którą dostałam od Anny.
- Jesteś piękna, wiesz, Śnieżynko? - uśmiechnął się Jack gładząc mnie po policzku.
Uśmiechnęłam się tylko i pocałowałam go. Odwzajemnił pocałunek i sięgnął ręką do kieszeni, ale chwyciłam go za nią. Nagle przerwał nam nam wrzask:
- Spójrz Lenuś!! Ciocia Elsa i wujek Jack!!!
Odskoczyliśmy od siebie i naszym oczom ukazała się Anna idąca w naszą stronę, za rękę prowadząca Lenę, która niezdarnie stawiała małe kroczki.
- Widzisz, Lenuś? - Anna odezwała się do córeczki wskazując na nas. - Ciocia Elsa nie chce chodzić z nami na spacerki, bo woli się całować z wujkiem.
- Ej, ona jest za mała na takie rzeczy. - powiedział Jack. - Nie opowiadaj jej o tym co robimy z Elsą.
- I kto to mówi. - Anka posłała mu na wpół rozbawione i karcące spojrzenie. - Skąd mam wiedzieć co jej opowiadasz jak się nią opiekujesz.
Uśmiechnął się krzywo, a ja zrobiłam Ani miejsce obok mnie. Usiadła i wzięła Lenę na kolana.
- To... o czym sobie gawędziliście? - zapytała.
- O niczym. - wtrąciłam szybko, ale Jack odezwał się z figlarnym uśmiechem głaszcząc mnie po włosach:
- O tym jak piękna jest ciocia Elsa i jak bardzo chciałbym ją...
- Myślę, że wujek Jack powinien wrócić do zamku. - zasłoniłam mu szybko usta. - I lepiej mu w tym pomogę.
Pociągnęłam go za sobą do zamku, a Anna z Leną wróciły dopiero po zmroku.
- Elsa.
Dziś obudził mnie leciutki podmuch ziemnego powietrza i dotyk chłodnej dłoni na policzku.
- Śnieżynko... - odezwał się miękki, męski głos.
- Jack... - zamruczałam cicho i nie otwierając oczu uśmiechnęłam się.
Na powieki i policzki delikatnie sfrunęło mi kilka maleńkich śnieżynek.
- Chodź, Śnieżynko, Anka była tu już kilka razy. Podobno chce Cię wyciągnąć na spacer z Leną. - odezwał się Jack.
Usiadłam, podciągając kołdrę do wysokości obojczyka.
- Nie może iść z Kristoff'em? - westchnęłam. - Dopiero się obudziłam w dodatku jestem... totalnie goła.
Jack zaśmiał się i usiadł przy mnie.
- Mi to bardzo pasuje, ale ona chyba nie da Ci spokoju.
- Mógłbyś ją zawołać? - poprosiłam, a Jack kiwnął głową i wyleciał z pokoju.
Wiedziałam dobrze, że nie zdążę się ubrać, ponieważ czas przybycia Anny z jej komnaty do mojej wynosi maksymalnie minutę, a kiedy wcześniej już na mnie czekała zapewne jakieś piętnaście sekund. Podciągnęłam więc tylko kołdrę wyżej i Anna przybiegła po kilkunastu sekundach.
- Jeszcze nie gotowa? - wskoczyła na łóżko widocznie gotowa ściągnąć kołdrę i ubrać mnie własnoręcznie.
Przewidując jej zamiary złapałam kołdrę mocno i powiedziałam:
- Aniu, nie! Wiesz, ja... muszę zrobić jedną rzecz, teraz nie mam jak z tobą iść.
Do pokoju wszedł Jack i oparł się o framugę drzwi, a Anna zrobiła naburmuszoną minę.
- Ewentualnie po południu możemy gdzieś razem... - zaczęłam, ale siostra kiwnęła lekko głową i wyszła.
- Obraziła się? - zapytał Jack podchodząc do łóżka.
- Mam nadzieję, że nie... - odrzekłam.
Do około czternastej siedziałam nad papierami, a potem na audiencji. Około szesnastej Jack wyciągnął mnie na spacer.
- Anka łazi gdzieś z Leną od rana. - powiedziałam, gdy przechodziliśmy przez pałacowe ogrody. - Trochę mnie to niepokoi.
- Nie ma powodu do niepokoju. - Jack chwycił mnie za rękę. - Wiesz jaka jest Anka. Poobraża się, coś poudaje, a potem wraca i chce się tulić.
- Może. - wzruszyłam ramionami.
Jakiś czas potem usiedliśmy w różanej altance, którą dostałam od Anny.
- Jesteś piękna, wiesz, Śnieżynko? - uśmiechnął się Jack gładząc mnie po policzku.
Uśmiechnęłam się tylko i pocałowałam go. Odwzajemnił pocałunek i sięgnął ręką do kieszeni, ale chwyciłam go za nią. Nagle przerwał nam nam wrzask:
- Spójrz Lenuś!! Ciocia Elsa i wujek Jack!!!
Odskoczyliśmy od siebie i naszym oczom ukazała się Anna idąca w naszą stronę, za rękę prowadząca Lenę, która niezdarnie stawiała małe kroczki.
- Widzisz, Lenuś? - Anna odezwała się do córeczki wskazując na nas. - Ciocia Elsa nie chce chodzić z nami na spacerki, bo woli się całować z wujkiem.
- Ej, ona jest za mała na takie rzeczy. - powiedział Jack. - Nie opowiadaj jej o tym co robimy z Elsą.
- I kto to mówi. - Anka posłała mu na wpół rozbawione i karcące spojrzenie. - Skąd mam wiedzieć co jej opowiadasz jak się nią opiekujesz.
Uśmiechnął się krzywo, a ja zrobiłam Ani miejsce obok mnie. Usiadła i wzięła Lenę na kolana.
- To... o czym sobie gawędziliście? - zapytała.
- O niczym. - wtrąciłam szybko, ale Jack odezwał się z figlarnym uśmiechem głaszcząc mnie po włosach:
- O tym jak piękna jest ciocia Elsa i jak bardzo chciałbym ją...
- Myślę, że wujek Jack powinien wrócić do zamku. - zasłoniłam mu szybko usta. - I lepiej mu w tym pomogę.
Pociągnęłam go za sobą do zamku, a Anna z Leną wróciły dopiero po zmroku.
- Elsa.
środa, 16 września 2015
Wiele miłych chwil.
Hejo,
Dziś rano poczułam się lepiej, więc poszłam do Elsy.
-Cześć,Elsuś.- Elsa siedziała na łóżku, a obok niej był Jack.- O widzę że się już pogodziliście.
-Tak, a ja widzę że już lepiej się czujesz.- powiedziała Elsa.
-No to może dacie się zaprosić na herbatke w ogrodach pałacowych?- zaproponowałam.
- Elsa, Co ty na to?
-Bardzo chętnie, ale nie masz nic przeciwko?- Elsa zapytała Jack'a.
- Nie, muszę pobawic się z Leną.- Jack uśmiechnął się łobuzersko.
- Tak będzie Na herbatce.- uśmiechnełam się i wyszłam. Poszłam do kuchni poprosić o jakieś ciasteczka i o herbatke , później poszłam do ogrodu, bo miałam pewien prezent dla Elsy i musiała sprawdzić czy jest gotowy. Po południu poszłam po Lenke i poszłam do ogrodu, po jakimś czasie przyszła Elsa z Jack'iem.
- Aniu?! Co to jest?- zapytała gdy zobaczyła różana altankę, która była niespodzianką.
- Chciałam cię pocieszyć po tym jak się dowiedziałaś że nie jesteś w ciąży, ale zachorowałam.
- Aniu, kochanie ty moje. Dziekuje.- Elsie pociekła łezka.
- Ale nie płacz nawet ze szczęścia, bo ja też zacznę płakać.- no i ja też zaczęłam płakać.Długo siedzieliśmy w altance, gdy nagle.
- Mama.- to była Lena.
- Ania, Elsa chodźcie tu.- zawołał nas Jack, więc wyszłyśmy z altanki na łąkę przed altanka i zobaczyłam że Lena szła na swoich nóżkach od Jack'a do mnie.
- Lenuś chodź do mamy.- kucnęłam żeby złapać córeczkę, do wieczora wiedzieliśmy na łące, a kiedy Lena uznała mi na rękach poszlak do zamku, a Elsa i Jack zostali.
- Anna
Subskrybuj:
Posty (Atom)