Witajcie,
Dziś obudziłam się i zauważyłam, że śpi obok Anna. "No tak" - pomyślałam. Wczoraj poprosiłam ją, żeby została ze mną na noc, bo źle się czułam. Nie wiedziałam gdzie podział się Jack, ale miałam co do tego pewne podejrzenia. Wstałam po cichu, aby nie obudzić siostry i podeszłam do szafy. Tak jak myślałam - z jej wnętrza dobiegało ciche chrapanie. Ubrałam mój satynowy szlafrok, który na szczęście wisiał na krześle od wczoraj (raczej ciężko byłoby wyciągnąć go z szafy nie zabijając przy tym Jack'a) i zeszłam na dół. Zobaczyłam, że Kristoff przechodzi w piżamie przez zachodni korytarz na pierwszym piętrze.
- Kristoff? - zawołałam.
Na dźwięk mojego głosu wzdrygnął się i przyspieszył kroku nie odwracając choćby głowy. Zmarszczyłam brwi.
- Kristoff! - krzyknęłam.
Jego krok przerodził się w bardzo, bardzo szybki krok, a po chwili w bieg, po czym zniknął mi z oczu. Pokręciłam głową i zeszłam do jadalni. Dwie służące podały mi lekkie śniadanie. Po zjedzeniu z radością uznałam, że czuję się wyjątkowo dobrze, jak na ostatnie dni. Wróciłam na górę i wstąpiłam do mojego gabinetu. Przejrzałam kilka listów, a potem wróciłam do sypialni. Anna nie spała już. Gdy tylko weszłam położyła szybko palec na ustach, jakbym nie wiedziała, że mój mąż śpi w szafie. Kiwnęłam więc głową i usiadłam obok niej.
- Elso, jesteśmy niepoważne. - powiedziała szeptem.
Spojrzałam na nią zdziwionym wzrokiem.
- Szósty grudnia, mówi Ci to coś?
Uśmiechnęłam się. Oczywiście, że tak. Urodziny Jack'a.
- I, co nie przejmujesz się tym? - tym razem Anna uniosła brwi ze zdziwieniem.
- Mam już pomysł na prezent. - odrzekłam. - Tylko mam nadzieję, że zamiast tego nie zemdjelę mu pod nogi czy coś takiego.
Ania zaśmiała się cicho.
- Dokładnie.
Po jakimś czasie Jack wyszedł z szafy ogłaszając całemu światu, że jest świetnie wyspany.
- Ja lecę do Lenki. - Anna pocałowała mnie w czubek głowy i wybiegła z pokoju.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy w mojej komnacie dość długo (w międzyczasie Jack zdążył zjeść śniadanie przyniesione przez moją służącą Tamarę). Około trzynastej ktoś zapukał do pokoju.
- Prooszę! - zawołał Jack.
Do środka wszedł Kristoff.
- Słuchaj, Jack, miałbym jedną sprawę do... - nagle zobaczył mnie i znieruchomiał.
Jack spojrzał ze zdziwieniem na mnie, a potem jeszcze raz na niego.
- Wszystko gra?
Kristoff zaczął powoli wycofywać się z pokoju, ale zatrzymałam go:
- Zaczekaj. Przepraszam za to wczoraj. Trochę mnie poniosło.
Nie reagował przez chwilę, po czym zaśmiał się.
- Taa, nie ma o czym mówić. Anka mówiła o twoich wahaniach nastroju.
Uniosłam jedną brew, a Jack uśmiechnął się chytrze.
- Dobra, pogadamy potem. - Kristoff pomachał do niego i wyszedł.
- Ktoś tu ma wahania nastrooojuu...! - zaszczebiotał mi Jack do ucha.
Po upływie mniej więcej sekundy dostał w twarz wielką poduszką z dodatkiem puszystego śniegu.
- Elsa.
piątek, 4 grudnia 2015
czwartek, 3 grudnia 2015
Dziwne zachowanie Elsy
Hejo,
Dziś rano do mojego pokoju wpadła Tamara, służąca Elsy.
- Księżniczko. Królowa chce z Księżniczką porozmawiać.
- Dobrze, zaraz do niej pójdę.- gdy Tamara wyszła, a ja ubrałam się i poszłam do sypialni Elsy, gdy weszłam Jack' a nie było, a Elsa siedziała na łóżku.
- Elsa, chciałaś ze mną porozmawiać?
- Och, Ania. Tak chciałabym z tobą porozmawiać.
- A o czym?
- Aniu, bo ja mam taką dziwną myśl że może jestem w ciąży.- powiedziała z lekkim zawstydzeniem.
- Elsa, ale myśl to nie wszystko, jeśli tak uważasz to idź do lekarza.- zaproponowałam, choć miałam nadzieję że Elsa sama o tym wie.
- Och, ale nie trzeba, bo ja to wiem. Już od jakiegoś czasu tak dziwnie się czuję. A wczoraj było mi nie dobrze.
- Wiesz może to jest kolejny...- nie zdążyłam dokończyć, bo do sypialni pewnym krokiem wszedł Kristoff.
- Szukam Anny.
- Jakim prawem wchodzisz do mojej sypialni podczas mojej rozmowy z siostrą. Poza tym jestem twoją królową i nie masz prawa wchodzić do mojej sypialni i naruszać moją przestrzeń.- powiedziała Elsa prawie krzycząc, Kristoff z dumnej pozy zmienił się w skarconego psa.
- O, przepraszam, ja nie chciałem... już wychodzę.- i ze spuszczoną głową wyszedł z sypialni, a ja długo wpatrywałam się w Elsę zdziwiona jej zchowaniem w stosunku do Kristoff' a.
- Elsa... co... co to miało być?- zapytała troszkę się jąkając.
- Mhm... yyy. Na czym skończyłyśmy?- zapytała tak jalby ta cała sytuacja wogóle nie miała miejsca.
- ... objaw.- dokończyłam poprzednią wypowieć. Spojrzała w stronę drzwi, a gdy wróciłam wzrokiem do Elsy, ta była przytulona do mnie.
- Aniu nie zostawiaj mnie, prosze.- powiedziała Elsa prawie że płacząc. I tak spędziłam cały dzień w sypialni Elsy, która wygoniła Jack' a z sypialni gdy wleciał przez balkon. Gdy wróciłam do swojej sypialni, Lena już spała, a Kristoff oznajmił że się stęsknił.
- Anna
środa, 2 grudnia 2015
Moja kochana lodóweczka...
Witajcie,
Dziś w nocy obudziłam się z okropnym bólem głowy. Nie chciałam budzić Jack'a, bo od razu obudziłby całe Arendelle, więc postanowiłam wstać. Jednak gdy tylko stanęłam na nogach, poczułam ogromną słabość i zawroty głowy. Oparłam się o etażerkę i zamknęłam na chwilę oczy, aby złapać oddech i się uspokoić. Przy okazji podłoga zaczęła pokrywać się szronem. Po chwili udało mi się opanować zawroty głowy i opierając się jedną ręką o ścianę przeszłam do łazienki. Oparłam się o umywalkę i spojrzałam w lustro. Byłam strasznie blada (jeszcze bardziej niż zazwyczaj), a moje usta zsiniały lekko. Przemyłam twarz ciepłą wodą, odrobinę pomogło. Czułam, że raczej nie zasnę, ale wróciłam do łóżka. Leżałam do około czwartej. W pewnych momentach zaczynałam mieć mdłości, ale zawsze przechodziły po chwili. W końcu udało mi się zasnąć i obudziłam się o dziesiątej. Jack'a nie było obok. Poczułam nagle ogromną samotność, chociaż nie było ku temu większego powodu, pewnie poszedł na śniadanie i zaraz wróci. Jednak ogarnęło mnie wielkie poczucie samotności i smutku. Wtuliłam się w poduszkę i przykryłam kołdrą po sam czubek głowy. Szczerze zbierało mi się na płacz, gdy usłyszałam skrzypienie drzwi. Automatycznie uspokoiłam się i poczułam normalnie - jak nie czułam się od kilku dni. Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się do Anny, która właśnie szła w moją stronę.
- Jak tam, Elsuś? - zapytała.
- Już lepiej. - odrzekłam spokojnym tonem.
Wstałam i odkryłam, że zawroty głowy zniknęły. Podeszłam do lustra i z radością stwierdziłam, że nie wyglądam już tak potwornie. Nie powstrzymałam się i przytuliłam siostrę.
- Czy ty wiesz coś czego ja nie wiem? - zapytała z uśmiechem.
- Nie. - zaśmiałam się. - Już nie mogę przytulić Cię bez okazji?
Zaśmiała się również.
- Nie wiem co ty o tym myślisz, ale jak dla mnie to ten incydent w sali tronowej mógł być pierwszym objawem... - zaczęła po chwili, ale przerwałam jej:
- Już nie wymyślaj. Na takie rzeczy chyba trochę za wcześnie, nie sądzisz?
Anna wzruszyła ramionami.
- Nigdy nie wiadomo.
Pokręciłam głową z uśmiechem. Tak naprawdę przez to co powiedziała poczułam niemałe podekscytowanie. A jeśli jednak...?
- O, witam panienki. - do pokoju wszedł Jack. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się po czym przytulił mnie czule mówiąc - Jak tam się ma moja słodka, najpiękniejsza, najmądrzejsza, najcudowniejsza, najmądrzejsza, najse...
Anna przewróciła oczami.
- ...najmilsza, najładniejsza, najukochańsza... [...] ...Śnieżynka?
- Dobrze. - pocałowałam go.
Zamruczał cicho, posłał mi chytry uśmiech, zasalutował i wyleciał przez balkon.
- Czy z nim wszystko w porządku? - zapytała Ania.
- Mam nadzieję. - zaśmiałam się otwierając szafę i wyciągając dopasowaną, srebrną suknię.
Trochę siedziałyśmy jeszcze w mojej sypialni robiąc różne rzeczy i rozmawiając, a potem usiadłam do obowiązków w gabinecie. Do wieczora Jack zdążył upiec mi ciastka (mam nadzieję, że przy tym nie spalił kuchni), przynieść bukiet kwiatów (nie mam zielonego pojęcia skąd je wytrzasnął o tej porze roku), pocałować jakieś dwadzieścia razy i wymyślić mnóstwo pięknych epitetów. A ja na szczęście czułam się już dobrze.
- Elsa.
Dziś w nocy obudziłam się z okropnym bólem głowy. Nie chciałam budzić Jack'a, bo od razu obudziłby całe Arendelle, więc postanowiłam wstać. Jednak gdy tylko stanęłam na nogach, poczułam ogromną słabość i zawroty głowy. Oparłam się o etażerkę i zamknęłam na chwilę oczy, aby złapać oddech i się uspokoić. Przy okazji podłoga zaczęła pokrywać się szronem. Po chwili udało mi się opanować zawroty głowy i opierając się jedną ręką o ścianę przeszłam do łazienki. Oparłam się o umywalkę i spojrzałam w lustro. Byłam strasznie blada (jeszcze bardziej niż zazwyczaj), a moje usta zsiniały lekko. Przemyłam twarz ciepłą wodą, odrobinę pomogło. Czułam, że raczej nie zasnę, ale wróciłam do łóżka. Leżałam do około czwartej. W pewnych momentach zaczynałam mieć mdłości, ale zawsze przechodziły po chwili. W końcu udało mi się zasnąć i obudziłam się o dziesiątej. Jack'a nie było obok. Poczułam nagle ogromną samotność, chociaż nie było ku temu większego powodu, pewnie poszedł na śniadanie i zaraz wróci. Jednak ogarnęło mnie wielkie poczucie samotności i smutku. Wtuliłam się w poduszkę i przykryłam kołdrą po sam czubek głowy. Szczerze zbierało mi się na płacz, gdy usłyszałam skrzypienie drzwi. Automatycznie uspokoiłam się i poczułam normalnie - jak nie czułam się od kilku dni. Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się do Anny, która właśnie szła w moją stronę.
- Jak tam, Elsuś? - zapytała.
- Już lepiej. - odrzekłam spokojnym tonem.
Wstałam i odkryłam, że zawroty głowy zniknęły. Podeszłam do lustra i z radością stwierdziłam, że nie wyglądam już tak potwornie. Nie powstrzymałam się i przytuliłam siostrę.
- Czy ty wiesz coś czego ja nie wiem? - zapytała z uśmiechem.
- Nie. - zaśmiałam się. - Już nie mogę przytulić Cię bez okazji?
Zaśmiała się również.
- Nie wiem co ty o tym myślisz, ale jak dla mnie to ten incydent w sali tronowej mógł być pierwszym objawem... - zaczęła po chwili, ale przerwałam jej:
- Już nie wymyślaj. Na takie rzeczy chyba trochę za wcześnie, nie sądzisz?
Anna wzruszyła ramionami.
- Nigdy nie wiadomo.
Pokręciłam głową z uśmiechem. Tak naprawdę przez to co powiedziała poczułam niemałe podekscytowanie. A jeśli jednak...?
- O, witam panienki. - do pokoju wszedł Jack. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się po czym przytulił mnie czule mówiąc - Jak tam się ma moja słodka, najpiękniejsza, najmądrzejsza, najcudowniejsza, najmądrzejsza, najse...
Anna przewróciła oczami.
- ...najmilsza, najładniejsza, najukochańsza... [...] ...Śnieżynka?
- Dobrze. - pocałowałam go.
Zamruczał cicho, posłał mi chytry uśmiech, zasalutował i wyleciał przez balkon.
- Czy z nim wszystko w porządku? - zapytała Ania.
- Mam nadzieję. - zaśmiałam się otwierając szafę i wyciągając dopasowaną, srebrną suknię.
Trochę siedziałyśmy jeszcze w mojej sypialni robiąc różne rzeczy i rozmawiając, a potem usiadłam do obowiązków w gabinecie. Do wieczora Jack zdążył upiec mi ciastka (mam nadzieję, że przy tym nie spalił kuchni), przynieść bukiet kwiatów (nie mam zielonego pojęcia skąd je wytrzasnął o tej porze roku), pocałować jakieś dwadzieścia razy i wymyślić mnóstwo pięknych epitetów. A ja na szczęście czułam się już dobrze.
- Elsa.
poniedziałek, 30 listopada 2015
ON JUŻ PRZESADZA!!! PRZECIEŻ NIC SIĘ NIE STAŁO!
Hejo,
Po tym co się wczoraj stało Elsie, Jack cały czas latał po zamku za nią krzycząc że po takim czymś powinna odpoczywać, bo to pewnie zestresu. Rano wlceciał do mojego pokoju i zaczą krzyczeć
- ANNO! MUSISZ MI POMÓC!!!- wstałam i usłyszałam płacz Leny.
- Jack co się stało że wpadasz do mojego pokoju i budzisz moje dziecko, mnie i mojego męża?!- powiedziałam podniesionym głosem pokazując na drzwi do pkoju Leny na siebie i Kristoff' a ( który mimo hałasu spał)
- Ona wróciła do obowiązków!!!
- Jack uspokuj się i idź uspokój mi dziecko, a ja pójdę do niej.- Jack poszedł do Leny, a ja założyłam mój ulubiony jedwabny, zielony szlafrok i poszłam do sypialni siostry, ale była pusta, więc poszłam do jej gabinetu i zobaczyłam siostrę czytającą listy.
- Elsa?! I to jest niby ten wysiłek, którego nie możesz robić od wczorajszego wydarzenia!!!- trochę się wkurzyłam.
- Co takiego?- zapytała Elsa odkładając listy.
- Jack wpadł do mojej sypialni i obudził Lenę, bo niby powinnaś odpoczywać, ale przecież ty tylko czytasz i odpisujesz na listy.- powedziałam na nednym oddechu.
- Aniu, spokojnie idź do łóżka, a ja zajmę się Jack' iem.- więc wróciłam do łóżka. Resztę dnia spędziłam w sypialni córki, bo nie chciałam wpaść na zdenerwowanego Jack' a, któremu nie można było wytłumaczyć że Elsa tylko czyta i pisze.
- Anna
niedziela, 29 listopada 2015
Co się właściwie stało?
Witajcie,
Dziś postanowiłam przeprowadzić krótką audiencję ze względu na przybycie do Arendelle kilku książąt zza morza. Zapewne chcieliby zamienić ze mną kilka słów, a umawianie się z każdym z osobna zajęłoby o wiele więcej czasu (a Jack zapewne byłby bardzo zazdrosny). Tak więc około dwunastej ubrałam jedną z bardziej wyjściowych sukienek, oraz włożyłam moją koronę (może obejdzie się dzięki temu bez głupich komentarzy z ich strony). Gdy wyszłam na korytarz ujrzałam zmierzającą w moją stronę Annę.
- Wszystko gra? - zapytałam na widok jej głupkowatej miny.
- Jack mi wszystko opowiedział. - uśmiechnęła się szeroko. - Wszyściuteńko.
Westchnęłam i pomyślałam, że później jakoś go ukarzę.
- Ach tak.. - powiedziałam kierując się na dół.
Anka pobiegła za mną.
- Tak. Powiedział, że masz bardzo jędr...
- Tak, tak, to świetnie. - przerwałam jej. - Najmocniej Cię przepraszam, ale teraz muszę rozpocząć audiencję.
Anna przez chwilę przypatrywała mi się z uwagą.
- Idę z tobą. - powiedziała. - Daj mi chwilę.
I zanim zdążyłam coś powiedzieć poleciała na górę. Czekałam więc na nią przez kilka minut modląc się w duchu, aby wszyscy książęta się spóźnili (co jak na razie na szczęście się sprawdzało). W końcu wróciła trzymając za rękę Kristoff'a. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
- Kristoff też może się przydać. - wzruszyła ramionami. - Tyle facetów i jedna, piękna królowa. Mogą się okazać jakimiś zboczeńcami.
Przewróciłam oczami.
- No dobrze. - westchnęłam po czym weszliśmy do sali tronowej.
Ja usiadłam na tronie, a Anna i Kristoff na krzesłach ustawionych pod zachodnią ścianą sali. Pierwszy mężczyzna został wpuszczony przez strażnika po upływie jakichś dwóch minut.
- Wasza Wysokość. - podszedł i ukłonił się nisko.
Był szczupły, ubrany na biało z czerwonym herbem na piersi. Jego blond włosy były dziwnie ułożone na samym czubku jego głowy.
- Słucham. - uśmiechnęłam się zachęcając go do rozpoczęcia przemowy.
- Jestem książę Derek, drugi i młodszy syn króla Ludwika II z krainy Grandhill. Przybyłem z zapytaniem, licząc na naukę. Słyszałem o Arendelle wiele razy, a także o potędze tego kraju i o jego genialnej wręcz władczyni. Mój ojciec niedługo umrze, a brat jest bardzo schorowany, jest więc możliwość, iż to właśnie ja obejmę tron. Mając królową za ideał współczesnego władcy przybyłem po poradę. Jak dobrze rządzić? Jak sprawić, aby poddani byli szczęśliwi, tak jak tutejsi?
- To naprawdę nic trudnego. - odrzekłam łagodnym tonem. - Ważne żeby słuchać poddanych. Oni powinni być najważniejsi. Ich pragnienia i potrzeby. A jednocześnie władca powinien być sobą. Nie udawać. Otwierać się na podwładnych.
- Bardzo, bardzo dziękuję. - ukłonił się ponownie. - Jest Królowa niesamowita. Mówić to z taką... to po prostu niesamowite. Królowa jest...
Nagle poczułam się nieco dziwnie. Rozbolała mnie głowa i stopniowo zaczęłam słyszeć mężczyznę jakby przez mgłę. Zobaczyłam, że uśmiecha się, kłania jeszcze raz i wychodzi. Przetarłam oczy i spróbowałam się skupić na czymkolwiek, ale to nie pomogło. Zobaczyłam kątem oka jak Kristoff i Anna rozmawiają i śmieją się. Słyszałam ich, ale niedokładnie.
- Wołamy następnego? - udało mi się wychwycić głos Anny.
Skinęłam głową - a przynajmniej tak mi się wydawało. Poczułam jakby wszystkie części ciała mi zdrętwiały i jak oparcia tronu pokrywają się szronem. Podniosłam głowę i ujrzałam przed sobą innego mężczyznę. Zaczął coś mówić, ale trudno było wyłapać mi jakiekolwiek słowa. Nagle zaczął rozmazywać mi się również obraz. Najpierw zaczęło się robić coraz ciemniej, jakby mrok spowijał całą salę od ścian, aż w końcu rozmazało mi się wszystko co mogłam zobaczyć. Nie widziałam twarzy księcia, tylko rozmazane urywki tego co mnie otaczało. Poczułam ogromną słabość ogarniającą całe moje ciało i zrobiło mi się niedobrze.
- Elsa? - usłyszałam z lewej strony.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Po chwili usłyszałam inne głosy i udało mi się dostrzec jak dwaj strażnicy wyprowadzają mężczyznę z sali. Spostrzegłam, że po moich obu stronach stoją Anna i Kristoff. Nie mogłam zobaczyć ich twarzy, ale przez mgłę słyszałam jak Anna mówi spanikowanym głosem:
- Elsa?! Elsa, żyjesz?
A Kristoff powtarzał tylko, że jestem cała blada. Ledwo panowałam nad ciałem, ale z pomocą Anny i Kristoff'a wstałam i pomogli mi zejść z podestu, który znajdował się przed tronem (z którego prawie spadłam). Chciałam ich uspokoić, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa. W głowie krążyła mi tylko jedna myśl "Tylko nie zemdlej, tylko nie zemdlej". Nagle jakieś przyjemnie,chłodne dłonie dotknęły moich policzków. Zobaczyłam rozmazane białe włosy i rozmazane, błękitno-szare oczy. Poczułam znajomy, mroźny zapach. "Jack..." - pomyślałam. I gdy tylko wziął mnie na ręce byłam pewna, że już nic mi nie grozi i zemdlałam.
Obudziłam się w moim łóżku, przykryta kołdrą. Widziałam już wszystko i słyszałam dobrze, ale dalej bolała mnie trochę głowa. Rozejrzałam się i wstałam. Wszystko wróciło na szczęście do normy, ale właściwie nie byłam pewna czy to co stało się w sali tronowej było prawdziwe. Nagle do pokoju weszła Anna.
- Elsa! - podbiegła i przytuliła mnie. - Już dobrze? Matko, dostałam przez Ciebie zawału!
- Tak... słyszałam... - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej lekko. - Co się właściwie stało?
- Chyba źle się poczułaś, zemdlałaś. - odrzekła. - Byłaś strasznie blada, nie dało się z tobą nawiązać kontaktu.
Kiwnęłam głową.
- Wszystko słyszałam i widziałam, ale jakby przez jakąś gęstą mgłę. - powiedziałam. - A w dodatku poczułam jakby wszystkie części ciała odmówiły mi posłuszeństwa.
- Ale już jest dobrze? - upewniła się Ania.
- Tak, już wszystko gra. - powiedziałam tak naprawdę jednak dziwiąc się bardzo, że w ogóle coś takiego się stało, nigdy tak nie miałam. - To pewnie jednorazowe. Niedotlenienie, czy coś takiego.
Kiwnęła głową.
- Zawołam Jack'a. - i wyszła.
Do końca dnia zapewniałam Jack'a, że naprawdę nic mi nie jest. A teraz wybaczcie, ale jestem naprawdę zmęczona.
- Elsa.
Dziś postanowiłam przeprowadzić krótką audiencję ze względu na przybycie do Arendelle kilku książąt zza morza. Zapewne chcieliby zamienić ze mną kilka słów, a umawianie się z każdym z osobna zajęłoby o wiele więcej czasu (a Jack zapewne byłby bardzo zazdrosny). Tak więc około dwunastej ubrałam jedną z bardziej wyjściowych sukienek, oraz włożyłam moją koronę (może obejdzie się dzięki temu bez głupich komentarzy z ich strony). Gdy wyszłam na korytarz ujrzałam zmierzającą w moją stronę Annę.
- Wszystko gra? - zapytałam na widok jej głupkowatej miny.
- Jack mi wszystko opowiedział. - uśmiechnęła się szeroko. - Wszyściuteńko.
Westchnęłam i pomyślałam, że później jakoś go ukarzę.
- Ach tak.. - powiedziałam kierując się na dół.
Anka pobiegła za mną.
- Tak. Powiedział, że masz bardzo jędr...
- Tak, tak, to świetnie. - przerwałam jej. - Najmocniej Cię przepraszam, ale teraz muszę rozpocząć audiencję.
Anna przez chwilę przypatrywała mi się z uwagą.
- Idę z tobą. - powiedziała. - Daj mi chwilę.
I zanim zdążyłam coś powiedzieć poleciała na górę. Czekałam więc na nią przez kilka minut modląc się w duchu, aby wszyscy książęta się spóźnili (co jak na razie na szczęście się sprawdzało). W końcu wróciła trzymając za rękę Kristoff'a. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
- Kristoff też może się przydać. - wzruszyła ramionami. - Tyle facetów i jedna, piękna królowa. Mogą się okazać jakimiś zboczeńcami.
Przewróciłam oczami.
- No dobrze. - westchnęłam po czym weszliśmy do sali tronowej.
Ja usiadłam na tronie, a Anna i Kristoff na krzesłach ustawionych pod zachodnią ścianą sali. Pierwszy mężczyzna został wpuszczony przez strażnika po upływie jakichś dwóch minut.
- Wasza Wysokość. - podszedł i ukłonił się nisko.
Był szczupły, ubrany na biało z czerwonym herbem na piersi. Jego blond włosy były dziwnie ułożone na samym czubku jego głowy.
- Słucham. - uśmiechnęłam się zachęcając go do rozpoczęcia przemowy.
- Jestem książę Derek, drugi i młodszy syn króla Ludwika II z krainy Grandhill. Przybyłem z zapytaniem, licząc na naukę. Słyszałem o Arendelle wiele razy, a także o potędze tego kraju i o jego genialnej wręcz władczyni. Mój ojciec niedługo umrze, a brat jest bardzo schorowany, jest więc możliwość, iż to właśnie ja obejmę tron. Mając królową za ideał współczesnego władcy przybyłem po poradę. Jak dobrze rządzić? Jak sprawić, aby poddani byli szczęśliwi, tak jak tutejsi?
- To naprawdę nic trudnego. - odrzekłam łagodnym tonem. - Ważne żeby słuchać poddanych. Oni powinni być najważniejsi. Ich pragnienia i potrzeby. A jednocześnie władca powinien być sobą. Nie udawać. Otwierać się na podwładnych.
- Bardzo, bardzo dziękuję. - ukłonił się ponownie. - Jest Królowa niesamowita. Mówić to z taką... to po prostu niesamowite. Królowa jest...
Nagle poczułam się nieco dziwnie. Rozbolała mnie głowa i stopniowo zaczęłam słyszeć mężczyznę jakby przez mgłę. Zobaczyłam, że uśmiecha się, kłania jeszcze raz i wychodzi. Przetarłam oczy i spróbowałam się skupić na czymkolwiek, ale to nie pomogło. Zobaczyłam kątem oka jak Kristoff i Anna rozmawiają i śmieją się. Słyszałam ich, ale niedokładnie.
- Wołamy następnego? - udało mi się wychwycić głos Anny.
Skinęłam głową - a przynajmniej tak mi się wydawało. Poczułam jakby wszystkie części ciała mi zdrętwiały i jak oparcia tronu pokrywają się szronem. Podniosłam głowę i ujrzałam przed sobą innego mężczyznę. Zaczął coś mówić, ale trudno było wyłapać mi jakiekolwiek słowa. Nagle zaczął rozmazywać mi się również obraz. Najpierw zaczęło się robić coraz ciemniej, jakby mrok spowijał całą salę od ścian, aż w końcu rozmazało mi się wszystko co mogłam zobaczyć. Nie widziałam twarzy księcia, tylko rozmazane urywki tego co mnie otaczało. Poczułam ogromną słabość ogarniającą całe moje ciało i zrobiło mi się niedobrze.
- Elsa? - usłyszałam z lewej strony.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Po chwili usłyszałam inne głosy i udało mi się dostrzec jak dwaj strażnicy wyprowadzają mężczyznę z sali. Spostrzegłam, że po moich obu stronach stoją Anna i Kristoff. Nie mogłam zobaczyć ich twarzy, ale przez mgłę słyszałam jak Anna mówi spanikowanym głosem:
- Elsa?! Elsa, żyjesz?
A Kristoff powtarzał tylko, że jestem cała blada. Ledwo panowałam nad ciałem, ale z pomocą Anny i Kristoff'a wstałam i pomogli mi zejść z podestu, który znajdował się przed tronem (z którego prawie spadłam). Chciałam ich uspokoić, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa. W głowie krążyła mi tylko jedna myśl "Tylko nie zemdlej, tylko nie zemdlej". Nagle jakieś przyjemnie,chłodne dłonie dotknęły moich policzków. Zobaczyłam rozmazane białe włosy i rozmazane, błękitno-szare oczy. Poczułam znajomy, mroźny zapach. "Jack..." - pomyślałam. I gdy tylko wziął mnie na ręce byłam pewna, że już nic mi nie grozi i zemdlałam.
Obudziłam się w moim łóżku, przykryta kołdrą. Widziałam już wszystko i słyszałam dobrze, ale dalej bolała mnie trochę głowa. Rozejrzałam się i wstałam. Wszystko wróciło na szczęście do normy, ale właściwie nie byłam pewna czy to co stało się w sali tronowej było prawdziwe. Nagle do pokoju weszła Anna.
- Elsa! - podbiegła i przytuliła mnie. - Już dobrze? Matko, dostałam przez Ciebie zawału!
- Tak... słyszałam... - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej lekko. - Co się właściwie stało?
- Chyba źle się poczułaś, zemdlałaś. - odrzekła. - Byłaś strasznie blada, nie dało się z tobą nawiązać kontaktu.
Kiwnęłam głową.
- Wszystko słyszałam i widziałam, ale jakby przez jakąś gęstą mgłę. - powiedziałam. - A w dodatku poczułam jakby wszystkie części ciała odmówiły mi posłuszeństwa.
- Ale już jest dobrze? - upewniła się Ania.
- Tak, już wszystko gra. - powiedziałam tak naprawdę jednak dziwiąc się bardzo, że w ogóle coś takiego się stało, nigdy tak nie miałam. - To pewnie jednorazowe. Niedotlenienie, czy coś takiego.
Kiwnęła głową.
- Zawołam Jack'a. - i wyszła.
Do końca dnia zapewniałam Jack'a, że naprawdę nic mi nie jest. A teraz wybaczcie, ale jestem naprawdę zmęczona.
- Elsa.
sobota, 28 listopada 2015
Wolny dzień i dziwna historia Jack' a
Hejo,
Jak wiecie ostatnio moja kochana Svenusia urodziła małego reniferka Hugo, więc większość czasu spędzaliśmy z nimi w stajni, ale nasz mały Hugo zachorował i Kristoff zabronił mi i Lenie chodzić do stajni, bo niby mamy osłabioną odporność po ostatnio przebytej chorobie. Lenka długo spała więc poszłam do gabinetu Elsy.
- Hej, siostra.- powiedziałam wchodząc do gabinetu.
- O Anna.- przywitała mnie uśmiechem.
- Przyszłam zapytać, czy no, wiesz. Czy zdecydowałaś się na dzidziusia?- Elsa zaczęła się rumienić.
- Wiesz Aniu mam dużo obowiązków.
- Ale no powiedz proszę.- Elsa już nic nie odpowiedziała tylko wstała i wypchnęła mnie z gabinetu, a na pożegnanie pomachała mi ręką. Wróciłam do pokoju Lenki i co tam zobaczyłam. Jack' a bawiącego się z Lenką.
- O Jack, co ty tu robisz?- zapytałam ze zdziwieniem.
- Ach uczę się, opieki nad dzieckiem. Mógłbym porwać Lenkę na cały dzień i ją uśpić wieczorem?- zapytał się Jack z łobuzerskim uśmiechem.
- No cóż. Myślę że tak, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Czy Elsa już zdecydowała się na dziecko.- Jack dziwnie się i uśmiechnął i zaczął mi opowiadać wszystko i to nawet z drobnymi szczegółami.
- No dobra możesz ją zabrać, ale tylko na dziś.- powiedziałam, gdy Jack już skończył.
- A mogę ją uśpić?- zapytał mnie, a ja chwilę się zastanowiłam.
- Tak.- Jack zabrał Lenkę i chyba poleciał do ich sypialni, a ja cały dzień spędziłam w sypialni na porządnej kąpieli i poprosiłam o fryzjerkę, która podcieła mi końcówki, a później poszłam do miasta na spacer.
- Anna
piątek, 27 listopada 2015
Tu się dzieją krzaki!
Witajcie,
Wczoraj Anna, Kristoff i Lena przez cały dzień byli poza pałacem. Możliwe, że zajmowali się małym Hugo, albo łazili po mieście. Tak czy inaczej nie było ich, a to oznaczało, że w pałacu jesteśmy tylko ja i Jack (i oczywiście służba).
- Wiesz, Jack... - zaczęłam gdy siedzieliśmy po południu w jednym z ogromnych salono-bibliotek
Spojrzał na mnie wyczekującym wzrokiem.
- Myślałam.
- Myślałaś. - uśmiechnął się.
- I... zdecydowałam, żeby to zrobić. - wypaliłam bez owijania w bawełnę.
Jack najpierw zaśmiał się krótko, a potem przysunął się do mnie i spojrzał mi w oczy.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? - zapytał cicho.
- Jestem pewna. - skinęłam lekko głową.
- W takim razie... - wstał. - ...zaczekaj na mnie w sypialni.
Trochę zestresowana jego powagą wyszłam z pokoju i skierowałam się do mojej komnaty, podczas gdy on skręcił w stronę swojego pokoju, w którym spał przed naszym ślubem. Wiedziałam dobrze, że nie mam czym się stresować, ale jednak gdy tylko usiadłam na łóżku, zobaczyłam, że pościel powoli pokrywa się szronem. Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam się trochę rozluźnić. Po chwili do komnaty wszedł Jack. Uśmiechał się chytrze i chował coś za plecami.
- Co ty tam masz? - uśmiechnęłam się.
Podszedł do mnie i usiadł.
- Coś co jest bardzo, bardzo przydatne i powinniśmy mieć to przy sobie zawsze, ale o tym zapomniałem.
Wyciągnął zza pleców lodową tabliczkę do wieszania na drzwi z napisem "Tu się dzieją krzaki". Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Jack stworzył tą tabliczkę dawno temu, gdy nie mogliśmy już wytrzymać, że Anna ciągle nam przerywa w najmniej stosownym momencie.
- Na wszelki wypadek. - powiedział Jack ze śmiechem i wywiesiliśmy tabliczkę na drzwiach.
Zanim wrócił do pokoju ja usiadłam z powrotem na łóżku. Gdy wszedł uśmiechnęłam się do niego.
- I co teraz? - zapytałam odrobinę zalotnym głosem.
Przybrał najbardziej chytrą i lubieżną minę jaką kiedykolwiek u niego widziałam po czym pocałował mnie namiętnie.
- Elsa.
Wczoraj Anna, Kristoff i Lena przez cały dzień byli poza pałacem. Możliwe, że zajmowali się małym Hugo, albo łazili po mieście. Tak czy inaczej nie było ich, a to oznaczało, że w pałacu jesteśmy tylko ja i Jack (i oczywiście służba).
- Wiesz, Jack... - zaczęłam gdy siedzieliśmy po południu w jednym z ogromnych salono-bibliotek
Spojrzał na mnie wyczekującym wzrokiem.
- Myślałam.
- Myślałaś. - uśmiechnął się.
- I... zdecydowałam, żeby to zrobić. - wypaliłam bez owijania w bawełnę.
Jack najpierw zaśmiał się krótko, a potem przysunął się do mnie i spojrzał mi w oczy.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? - zapytał cicho.
- Jestem pewna. - skinęłam lekko głową.
- W takim razie... - wstał. - ...zaczekaj na mnie w sypialni.
Trochę zestresowana jego powagą wyszłam z pokoju i skierowałam się do mojej komnaty, podczas gdy on skręcił w stronę swojego pokoju, w którym spał przed naszym ślubem. Wiedziałam dobrze, że nie mam czym się stresować, ale jednak gdy tylko usiadłam na łóżku, zobaczyłam, że pościel powoli pokrywa się szronem. Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam się trochę rozluźnić. Po chwili do komnaty wszedł Jack. Uśmiechał się chytrze i chował coś za plecami.
- Co ty tam masz? - uśmiechnęłam się.
Podszedł do mnie i usiadł.
- Coś co jest bardzo, bardzo przydatne i powinniśmy mieć to przy sobie zawsze, ale o tym zapomniałem.
Wyciągnął zza pleców lodową tabliczkę do wieszania na drzwi z napisem "Tu się dzieją krzaki". Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Jack stworzył tą tabliczkę dawno temu, gdy nie mogliśmy już wytrzymać, że Anna ciągle nam przerywa w najmniej stosownym momencie.
- Na wszelki wypadek. - powiedział Jack ze śmiechem i wywiesiliśmy tabliczkę na drzwiach.
Zanim wrócił do pokoju ja usiadłam z powrotem na łóżku. Gdy wszedł uśmiechnęłam się do niego.
- I co teraz? - zapytałam odrobinę zalotnym głosem.
Przybrał najbardziej chytrą i lubieżną minę jaką kiedykolwiek u niego widziałam po czym pocałował mnie namiętnie.
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)