czwartek, 11 lutego 2016

Nocny koszmar i trudny dzień

Hejo,
Wczoraj wieczorem nie mogłam zasnąć, więc wyszłam na balkon żeby się przewietrzyć, bardzo długo siedziałam na balkonie, aż w końcu zrobiłam się senna i wróciłam do łóżka było już późno.
Szybko zasnęłam.
                                                            ***
 Obudziłam się w ogromnym białym łożu z baldachimem, ściany były białe, a gdzie niegdzie były drewniane belki, drzwi stały po prawej stronie łóżka, a po lewej było okno. Wstałam i podeszłam do drzwi, ku moje mu zdziwieniu drzwi były zamknięte, więc podeszłam do okna i wtedy zrozumiałam gdzie jestem. Znajdowałam się w Grassville. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam duże lustro, więc do niego podeszłam, w lustrze ujrzałam rudą kobietę w białej koszuli nocnej opinającej się na jej ciążowym brzuchu.
 I Wtedy odskoczyłam z krzykiem od lustra, to byłam ja. Zamknęłam oczy i miałam nadzieję że się obudzę, ale kiedy jej otworzyłam przede mną stała mała dziewczynka z brązowymi, prostymi włosami i zielonymi oczami, odruchowo spojrzałam na brzuch, ale zamiast ciążowego brzucha ujrzałam płaski i normalnie wyglądający brzuch.
- Mamo?- zapytała dziewczynka.- To ja Hania.
- Że kto?- i wtedy do mnie dotarło że to moja mała córeczka, którą straciłam. Kiedy ponownie spojrzałam na dziecko, zamiast małej i słodkiej dziewczynki, stał potwór z ust lała jej się krew, a oczy miała podkrążone...

                                                                      ***
- ANNA! ANIU!!! OBUDŹ SIĘ!!!- ktoś mną mocno trząsł.
- Kristoff? Co się stało?
- Darłaś się jak opętana, musiałaś mieć koszmar.
- Tak, ale już w porządku, idź spać.
- Dobrze.- kiedy poczułam że się już położył, otworzyć oczy i na całe szczęście byłam w mojej sypialni w Arendelle. Chciałam iść spać, ale kiedy tylko zamykałam oczy widziałam małą dziewczynkę i zastanawiałam się czy tak wyglądała by moja córka z Hansem. Musiałam iść sprawdzić pokój Leny. Spojrzałm na małą blondynkę śpiącą i pomyślałam.
- Przecież ona jest jej totalnym przeciwieństwem. - i rozpłakałam się. Wróciłam do sypialni, ale zasnęłam dopiero kiedy wzeszło słońce.
- Elsa, ona nie jest w stanie ci pomóc.- mówił ktoś szeptem.
- Ale co się stało?- zapytał żeński głos, także szeptem.
- Miała w nocy koszmar i poszła spać dopiero godzinę temu.
- Rozumiem, ale jakby się obudziła to daj mi znać chciałabym  z nią porozmawiać.
- Dobrze- i drzwi się zamknęły, a ja zasnęłam tak głęboko że nic nie słyszałam. Obudziłam się wieczorem, ale nie miałam ochoty wstawać, cały czas płakałam i pewnie wyglądałam okropnie. Po jakiejś godzinie znowu poczułam się senna i zmęczona, a na dodatek strasznie słaba, więc postanowiłam się położyć, ale chciałam się z wami podzielić moim nocnym koszmarem.






- Anna

poniedziałek, 8 lutego 2016

Ogłoszenia, daty, próby i ulgi.

Witajcie,
Dziś po zastanowieniu uznałam, że bez sensu byłoby robić bal z okazji walentynek, kiedy zaraz ma odbyć się koronacja lub dopiero co się odbyła. Wraz z Jack'iem ustaliliśmy więc wszystko dokładnie, aby wszystko sobie poukładać. Po południu byliśmy gotowi ogłosić decyzję poddanym.
- Dziękuję za przybycie, kochani. - zaczęłam standardowo. - Postanowiliśmy, że koronację i walentynki... połączymy ze sobą w pewien sposób. W niedzielę rano, czternastego lutego zapraszam wszystkich na ceremonię koronacyjną. Późniejszy bal możemy uznać jako bal koronacyjno-walentynkowy.
Wybuchły oklaski. Na szczęście pomysł się spodobał.
- No to co? - zagadała do nas Anna gdy szliśmy korytarzem z powrotem.
Uniosłam brwi pytająco.
- Wystarczy wypisać zaproszenia i brać się za przystrajanie? - zapytała nie ukrywając entuzjazmu.
- Mniej więcej. - uśmiechnęłam się.
- Wiecie co, ja muszę coś załatwić. - rzucił Jack i odleciał szybko.
Anna spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale tylko wzruszyłam ramionami.
- Mam nadzieję, że nie popsułam Tobie i Kristoff'owi jakichś walentynkowych planów. - powiedziałam.
- Coś ty. - Anka parsknęła śmiechem. - Martw się o poddanych, pewnie mieli już wszystko obmyślone. A tak serio to na pewno każdy z nich chętniej spędzi dzień w zamku.
- Miejmy nadzieję.
- No wiesz, nie wyglądali na jakoś specjalnie strapionych.
Zaśmiałam się.
- No dobrze, ja muszę iść do Leny. Miłego popołudnia, Elsuś. - powiedziała Anna i zniknęła w pokoju swojej córki.
Nie mając nic do roboty skierowałam się do sypialni. Od razu coś przykuło moją uwagę. Z łazienki, zza lekko uchylonych drzwi dochodził głos Jack'a.
- Eem... Poddani! Poddani...? Moi kochani! Nie, nie, tak może tylko Elsa. No to... moi drodzy? Mieszkańcy Arendelle! Em.. to zaszczyt być waszym królem! Tak... ee... Nie, chyba nie mogę...
- Jack...? - oparłam się o framugę drzwi.
Jack odskoczył od lustra jak oparzony i zrobił się czerwony jak burak.
- Co robisz? - zapytałam z uśmiechem.
- Nic... ja tylko tak sobie....
Przekrzywiłam głowę unosząc jedną brew.
- No dobrze, dobrze. - uśmiechnął się. - Zdałem sobie sprawę, że nie umiem wygłaszać mów. Ani trochę.
- Spokojnie. - zaśmiałam się cicho i podeszłam do niego. - Tego też Cię nauczymy. Ale to wyższa szkoła. Na razie nie będziesz musiał robić nic takiego.
Na jego twarzy odmalowała się widoczna ulga. Objął mnie i zaśmiał się.
- To cudownie. - westchnął.
Uśmiechnęłam się tylko i odwzajemniłam uścisk.



- Elsa.

sobota, 6 lutego 2016

Już niedługo walentynki

Hejo,
Dziś rano zabrałam Lenę na spacer po mieście.
- Księżniczko!- zawołał mnie ktoś.- Księżniczko Anno!!!
- Tak?- odwróciłam się w stronę z której dobiegał głos, w moją stronę szła dziewczyna mniej, więcej w moim wieku, z długimi, lśniącymi blond włosami, rozpuszczonymi na plecach, miała na sobie brudno- czerwoną suknię i biały fartuch.
- Ja chciałam tylko o coś zapytać?- powiedziała kłaniając się przede mną.
- Słucham.
- Czy w pałacu będzie organizowany bal z okazji walentynek?
- Och, ja nie wiem, ale zapytam siostry i jeśli się zgodzi to ogłosi to na najbliższym zgromadzeniu poddanych na dziedzińcu.
- Och to by było wspaniale.- kłaniając się odeszła. Ja też uważałam że to byłby dobry pomysł, bal z okazji walentynek.
- Elso?!- zawołałam wchodząc do gabinetu.
- Tak?- odpowiedział mi głos siostry. Siedziała sama za biurkiem.- A gdzie Jack? Nie macie dziś nauki?
- Nie razem postanowiliśmy że zrobimy parę dni wolnego, on i tak już dużo wie. A po co przyszłaś?
- No bo byłam dziś z Leną w mieście i zaczepiła mnie jedna poddana z pytaniem czy w pałacu będzie jakiś bal z okazji walentynek.
- No w sumie to można by zrobić, a kiedy są walentynki?
- 14 Lutego, za ponad tydzień.- Elsa siedziała w zamyśleniu przez chwilę.
- No cóż pomyślę nad tym, a jak się zdecyduję to ogłosimy to poddanym.
- Masz rację, to ja ci nie przeszkadzam.- i wyszłam. Kiedy szłam sobie korytarzem, podleciał do mnie Jack.
- Anna, słyszałem twoją rozmowę z Elsą. Za tydzień są walentynki?- zapytał zakłopotany.
- Tak, a co?
- No może mi doradzisz co mógłbym kupić Elsie?
- Jack, może chodźmy do waszej sypialni?
- Ale po co?- ach ten Jack.
- Po pierwsze to na korytarzu może nas usłyszeć Elsa, a po drugie to w waszej sypialni będę mogła sprawdzić czego używa Elsa.
- No dobra.- weszliśmy do sypialni i po krótki zwiadzie stwierdziłam.
- Jack, kup Elsie czekoladki w kształcie serce i jej ulubiony perfum.- pokazałam mu mały flakonik z resztką niebieskiego płynu.
- Dobrze, dziękuję.
- Nie ma za co.- uśmiechnęłam się i wyszłam, po tym jak pomogłam Jack' owi przez cały dzień myślałam czy Kristoff pamięta o walentynkach.




- Anna

środa, 3 lutego 2016

Ważny koronacyjny kurs - niemal zaliczony.

Witajcie,
Dzisiaj rano wyszliśmy wszyscy do portu pożegnać się z Astrid i Czkawką. Wyjątkowo przypłynęli na statku.
- Chcę wracać jak najszybciej, po raz pierwszy na tak długo rozstałam się z Veronicą. - powiedziała Astrid wchodząc po drewnianej kładce prowadzącej na pokład.
- Tak, ja też już za nią tęsknię. - westchnął Czkawka z uśmiechem. - Zaprosicie nas na koronację, nie?
- Ależ oczywiście, że nie. - odparł Jack, a ja od razu wyczułam w jego głosie rozbawienie.
- Dobra. - zaśmiał się Czkawka. - No to żegnajcie!
Uścisnęliśmy się wszyscy, po czym Czkawka i Astrid odpłynęli machając nam z daleka. Anna i Kristoff poszli bawić się z Leną.
- Wracamy do nauki? - zapytał Jack.
- Wiesz co, chyba na razie wiesz wystarczająco dużo. - powiedziałam. - Zostało nam najważniejsze - sama ceremonia. Wiesz chociaż jak wygląda?
Pokręcił głową.
- No dobrze, w takim razie chodź.
Skierowaliśmy się do mojego gabinetu. Podniosłam jedną, długą świecę z biurka i okrągły, zdobiony pojemniczek i podałam je Jack'owi. Spojrzał na mnie oczekując na polecenia.
- Na odwrót. - stwierdziłam i przełożyłam mu świecę do prawej dłoni. - Pięknie. Teraz poćwiczymy całą ceremonię kilka razy. Będę biskupem.
Po czym rozpoczęliśmy długi kurs odpowiedniego zachowania się na ceremonii koronacji, który sama zorganizowałam sobie przed moją koronacją. Teraz jednak było to o wiele łatwiejsze, bo Jack nie ma zupełnie żadnych zmartwień. Kilka razy śmiał się ze mnie gdy cytowałam słowa biskupa, ale gdy tylko zmierzyłam go srogim wzrokiem, opanowywał się. Wreszcie prawie na pamięć znał wszystkie "moje" słowa, za to ciągle mylił się ze swoimi ruchami.
- Nie kłaniasz się biskupowi. - pouczyłam go po raz trzeci. - Tylko lekko skłaniasz się na znak poszanowania dla całego królewskiego rodu, aby zaznaczyć, że znasz wagę stanowiska jakie będziesz pełnił. Ukłon jest właściwie bardziej dla korony, wtedy Ci ją nałoży.
- No właśnie, będę miał koronę! - Jack zupełnie olał moje ważne rady i zaczął latać po całym pokoju. - Będę musiał ją nosić codziennie?
- Nie. Tylko na ważne ceremonie i wydarzenia.
- Świetnie. - uśmiechnął się i wylądował na przeciw mnie odkładając świecę i pojemniczek na stół.
- Odziedziczysz koronę po moim ojcu. - spuściłam głowę i wsunęłam rękawiczki. - To dla mnie bardzo ważne.
Jack spoważniał zupełnie i ujął moje dłonie.
- Wiem, Elso. - spojrzał mi prosto w oczy. - Dla mnie też, sama o tym wiesz. Obiecuję Ci... przyrzekam...! - niespodziewanie uklęknął przede mną na jedno kolano dalej trzymając moje dłonie. - Przyrzekam, że spełnię moją powinność i będę jak najlepszym królem, jakim będę mógł być.
Wstał powoli i przytulił mnie czule.
- Dziękuję, Jack. - szepnęłam.
Dzięki temu co powiedział, uświadomiłam sobie w zupełności, że naprawdę mu na tym zależy. Jest Jack'iem i nic nie zmieni jego figlarnego usposobienia, ale wie co wymaga powagi i co jest naprawdę ważne. Bardzo się z tego cieszę i nie mam już teraz wątpliwości, że dobrze wybrałam decydując się na jego koronację.




- Elsa.

niedziela, 31 stycznia 2016

Jack, jego mapa i mała kłótnia

Hejo,
Dziś rano wraz z Astrid i Leną wybrałyśmy się na spacer. Cały czas gadałyśmy o macierzyństwie. Kiedy zrobiło nam się już zimno i trochę się zmęczyłyśmy pchaniem wózka ze śpiącą Leną, wróciłyśmy do zamku i zostałyśmy świadkami bardzo dziwnej sytuacji. W holu stała Elsa, a z nią Czkawka i kłócili się.
- Czkawka, tam jest granica Rouge Village.- powiedziała podniesionym głosem Elsa.
- Nie, Elso to jest granica Ever Ville.- odpowiedział Czakawka.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak- tak się przegadywali kilka minut.
- Elsa! Czkawak! Co wy robicie?- powiedziałam, a właściwie krzyknęłam, bo kłócili się tak głośno.
- Anno, powiedz Czkawce że na Arendelle od Południa graniczy z Rouge Villlage.
- Anno, przecież tam jest Ever Ville.- powiedział błagalnym tonem Czkawka.
- Oboje nie macie racji.- popatrzeli na mnie buntowniczym wzrokiem.- Przecież tam jest morze.
- Ale za morzem...- powiedziała Elsa, ale nie dałam jej dokończyć.
- ... za morzem jest teren należący do Corony.
- Przecież Corona jest zachód od Arendelle.- powiedział Czkawka
- Ale tam są tereny należące do Corony. Roszpunka kiedyś mówiła że tam stoi jej wieża.- wytlumaczyłam
- Anna ma rację.- powiedział Jack wlatując do holu z mapą.- kiedy wszyscy spojrzeli na mapę i przyznali mi rację.
- Dobrze że moja siostra jest taka mądra.- powiedziała Elsa.
- Nie, po prostu kiedy byłyśmy małe to dużo patrzyłam na mapę i tak jakoś mi utkwiła.- pochwaliłam się.
- Och... mam doskonały pomysł.- powiedział Jack i wyleciał z gabinetu do którego przeszliśmy, po chwili wrócił i zaprowadził nas do sypialni.
- Ta dam.- powiedział otwierając drzwi.
- Jack przecież nic się tu nie zmieniło.- powiedziała Elsa.
- Elso, spójrz na baldachim.- poradziłam siostrze, bo zauważyłam że na górze wisi mapa.
- Jack?- zapytała Elsa.
- No pomyślałem że jak nie będę mógł spać i będę się patrzeć na mapę to szybciej się nauczę.- i zostawiliśmy Jack' a , sam na sam z jego mapą.




- Anna

czwartek, 28 stycznia 2016

Nauczająca niespodzianka.

Witajcie,
Wczoraj wraz z Anną wymyśliłyśmy nowy (może nie najbardziej wspaniałomyślny, ale cóż..) sposób na obeznanie Jack'a z panowaniem.
- Jack... - szepnęłam aby go obudzić.
Nawet nie mruknął.
- Jack! - powiedziałam, chyba nieco za głośno, bo natychmiast zerwał się z łóżka i uderzył głową o baldachim. Jęknął zlatując na ziemię i rozmasowując sobie głowę jedną ręką.
- ...słucham, Śnieżynko?
- Mam dla Ciebie niespodziankę. - uśmiechnęłam się tajemniczo.
Uniósł jedną brew i uśmiechnął się figlarnie.
- Nie taką. - powiedziałam cierpliwym tonem, powodując u niego automatyczny spadek entuzjazmu. - Chodź.
Pociągnęłam go lekko za rękę i wyszliśmy na korytarz.
- Mam zamknąć oczy? - zapytał.
- Jeżeli potrafisz zejść ze schodów nie patrząc, to jak najbardziej.
- Oczywiście, że potrafię. - powiedział dumnym tonem.
Wkrótce jednak oboje przekonaliśmy się, że jednak nie potrafi gdy prawie zlecieliśmy przez niego ze schodów.
- Ale... wchodzić potrafię. - mruknął, ale za bardzo już go nie słuchałam, bo skupiłam się na tym gdzie mamy iść.
Umówiłam się z Anną, że wraz z naszą "niespodzianką" spotkamy się wszyscy przy wyjściu na dziedziniec i właśnie tam się skierowaliśmy. Na chwilę zostawiłam Jack'a samego za ścianą. Przeszłam kawałek i przywołałam gestem Annę oraz Czkawkę i Astrid, którzy od jakiegoś czasu czaili się przy dziedzińcu. Po chwili razem wyskoczyli na Jack'a, prawie przyprawiając go o zawał.
- Również witam. - zaśmiał się ściskając się z nimi. - Nie powinniście zajmować się córką?
- Merida przyjechała kilka dni temu, została z Veronicą. - powiedziała Astrid.
- A my musieliśmy przybyć do Ciebie, aby opowiedzieć Ci o urokach rządzenia państwem. - dodał Czkawka z uśmiechem.
Wszyscy skierowaliśmy się do wielkiego salonu, na pierwszym piętrze. Jack i Czkawka szli przodem, przy okazji wymieniając się tym, czego Jack już się nauczył, a czego nie, a ja, Anna i Astrid szłyśmy za nimi.
- Jak tam, Astrid? - zapytałam. - Wszystko wróciło do normy?
- Do normy... - zaśmiała się. - Teraz wyrabiamy nową normę. Ale poza tym wszystko jest okej. Lepiej ty mów jak się czujesz. Wiecie już coś więcej?
Pokręciłam głową.
- Nawet już troszkę widać, wiesz? - uśmiechnęła się.
- Ja chcę już być ciocią... - jęknęła Anna. - Znaczy... jestem już w pewnym sensie... ale wiecie...
- Wiemy. - przerwałam z uśmiechem.
- A co na to wszystko Jack? Poradzi sobie z byciem królem i ojcem jednocześnie? - zapytała Astrid.
- Na początku będzie mi tylko pomagał, a później... zobaczymy. - odparłam.
Usiedliśmy wszyscy razem w salonie i na przemian rozmawialiśmy o dzieciach, i nauczaliśmy Jack'a. W końcu jednak wszyscy wyszliśmy na spacer. W mieście rozdzieliliśmy się na chwilę, a później skierowaliśmy z powrotem.




- Elsa. 

wtorek, 26 stycznia 2016

Ach te choroby i ich skutki

Hejo,
Wiem że dawno nie pisałam, ale nie za bardzo miałam o czym. W każdym bądź razie, ostatnio moje i siostry drogi trochę się tak jakby rozeszły. Ona zajęła się edukacją Jack' a, a ja Kristoff' em i Leną, którzy już powoli zdrowieli, ale wciąż nie wychodzili z łóżka. Kristoff całymi dniami spał, a Lena dniami i nocami płakała z powodu bólu brzuszka, albo gorączki, co dzień coś innego ją bolał, a mnie coraz bardziej męczył ból głowy i zmęczenie.
- Księżniczko Anno.- powiedziała jedna z pielęgniarek pełniąca nocny dyżur.- Co się stało?
- Lena znowu płacze, ale tym razem głośniej, więc chyba ją bardziej boli.- pielęgniarka wzięła ją ode mnie, bo chyba widziała że ledwie stoję na nogach, kiedy tylko poczułam że już nie trzymam Leny upadłam na kolana, to był już koniec mojej siły bez odpoczynku. Chyba usnęłam przed gabinetem, bo obudziłam się na łóżku w pokoju medyków.
- Co... co się stało?
- Zemdlała księżniczka. Za bardzo się przemęczasz, księżniczko.- powiedziała mi pielęgniarka, ale nie ta sama, którą widziałam w drzwiach i wtedy do mnie dotarło że to już rano i pielęgniarki pełniące dyżur się zmieniły.
- Która jest godzina?
- Jest już wieczór, zaraz przyjdzie mnie zmienić Liliana.
- Co wieczór, to ja spałam cały dzień?
- Ściślej mówiąc, spała księżniczka dwa dni i dwie noce.
- Co?! A co z Leną?
- Królowa z panem Jack' iem zajęli się małą księżniczką, ponieważ pan Kristoff nie czuję się jeszcze najlepiej.- wstałam podziękowałam za udzieloną pomoc i poszłam do sypialni siostry i szwagra.
- Elsa? Jack? Lena?- zapytałam wchodząc do pokoju.
- Aniu, już wszystko w porządku?- zapytała Elsa mocno tuląc mnie do siebie.
- Właściwie to mi nic nie było, ale z powodu choroby Leny i Kristoff' a, nie mogłam spać i taki był tego efekt, a wy się wysypialiście jak się zajmowaliście Leną?
- Tak, medycy ją wyleczyli i już nie płacze, ale wciąż nie może wychodzić z zamku.- podsumował Jack, wypinając dumnie pierś, chyba był dumny że to pamiętał i że jest dobrym opiekunem.
- Aniu idź odpocznij i...- zaczęła Elsa.
- Ale ja już odpoczęłam.
- Nie o sen mi chodzi, tylko idź weź kąpiel, a my się jeszcze Leną zajmiemy.- według rozkazu siostry wzięłam kąpiel i to długą, a gdy wyszłam Lena już spała, a w mojej sypialni była kolacja, więc zjadałam i poczułam się senna.




- Anna