Witajcie,
Dziś obudziło mnie pukanie do drzwi sypialni. Szybko włożyłam szlafrok i otworzyłam.
- Wasza Wysokość, przepraszam, że.... proszę się nie pchać! Przepraszam, że przeszkadzam, ale...
W drzwiach stał jeden lokai usiłując nie dopuścić Roszpunki do mojej sypialni.
- Proszę ją wpuścić. - powiedziałam.
Lokaj odszedł, a do mojej komnaty wparowała Roszpunka w różowej koszuli nocnej i kapciach. W ręku ściskała jakąś kartkę.
- Czego chcesz? - zapytałam specjalnie tak jak ona wczoraj.
- Mama napisała, że masz mnie oprowadzić po tym waszym Arencośtam. - odrzekła wymachując jak się okazało listem.
Przewróciłam oczami. Nie miałam najmniejszej ochoty włóczyć się z wkurzającą kuzynką po królestwie. Nic jednak nie powiedziałam tylko sięgnęłam do szafy po sukienkę i buty.
- To co, idziemy? - zapytała Roszpunka oglądając perfumy stojące na kominku.
- Chyba najpierw muszę się ubrać, prawda? - odpowiedziałam. - I Tobie też by się to przydało. Chyba, że wolisz przedstawić się miejscowym w piżamie.
- Będę czekać w holu. - odwarknęła kuzynka zatrzaskując drzwi.
Pięć minut później byłam gotowa. Z niechęcią założyłam długie, białe rękawiczki pasujące do biało-niebieskiej sukienki i zeszłam na dół. Przy drzwiach wejściowych stała już Roszpunka. Ubrała fioletowo-żółtą sukienkę, żółte lakierki, a na głowie miała ogromny, różowy kapelusz. Widząc mnie tupnęła nogą i zawołała:
- No, ile można czekać!
- Żeby wyglądać dobrze, trzeba się trochę do tego przyłożyć. - odrzekłam spokojnym tonem stając obok niej.
Nagle usłyszałyśmy z piętra wyżej głos Anny:
- Chodź głupku! Musisz coś zjeść, ciągle tylko siedzisz w tym pokoju!
- Eem....chodź już. - powiedziałam szybko i spróbowałam pociągnąć kuzynkę na zewnątrz, ale ona stała niewzruszona nasłuchując.
Tym czasem usłyszałyśmy drugi głos, tym razem męski:
- A jak ona tu gdzieś jest? Zwariowałaś, to za duże ryzyko!
Był to głos Jack'a. Jeśli zaraz Roszpunka nie znajdzie się na zewnątrz zobaczy go!
- No chodź! - spróbowałam lekko ją wypchnąć.
- Uspokój się. Miałam poznać tubylców. Więc właśnie chcę to zrobić. - odrzekła wpatrując się w wyjście korytarza u góry schodów.
- Ale to nie są tubylcy! To są...służący! Nic ciekawego! - powiedziałam czując chłód narastający w całym ciele.
Nagle na schodach pojawiła się Anna. Za sobą wciągnęła w pole widzenia Roszpunki Jack'a. W jednej chwili zrobiło się niemałe zamieszanie.
- Jack?!
- Roszpunka?!
- Elsa?!
- Anna?!
Ania chciała wciągnąć Jack'a do najbliższej komnaty, ale Roszpunka była szybsza. W jednej chwili podbiegła do Jack'a przytuliła go mocno, a Annę odepchnęła tak mocno, że potknęła się i prawie spadła ze schodów.
- Aniu! - krzyknęłam podbiegając do siostry. - Nic ci nie jest?
- Zajmij się lepiej tą małpą! - krzyknęła Anna.
Odwróciłam się. Jack nic nie mógł zrobić.
- Zostaw go! - wyrwało mi się i przy okazji zamroziłam kilka schodków. Słysząc to Roszpunka ścisnęła Jack'a jeszcze mocniej, zbliżyła do jego twarzy usta i...pocałowała go mocno. Poczułam jak krew w żyłach całkiem mi się zmroziła, jak stopy prawie dosłownie przymarzają mi do schodka, jak głos odmawia mi posłuszeństwa, jak ziemia osuwa mi się spod nóg. W jednej chwili z spod sufitu zaczął padać gęsty śnieg. Anna usiłowała odciągnąć Roszpunkę. Ja patrzyłam tylko i wyłącznie na Jack'a. Nie wyrywał się. Po prostu odwzajemnił pocałunek. Patrzyłam jak zmrużył oczy zupełnie gdy całował się ze mną. Poczułam się strasznie. Oczy wypełniły mi się łzami. Nagle z korytarza nadbiegł Kristoff.
- Co tu się... - zaczął, ale widząc odpowiedź na jego pytanie znieruchomiał z zaskoczenia. A tak naprawdę nie wiem z czego. Ale w tamtej chwili w ogóle mnie to nie obchodziło. Nic mnie nie obchodziło. Tylko to, że właśnie mężczyzna moich marzeń całuje się z moją kuzynką. Na moich oczach. A ja jestem taka bezradna, nic nie mogę zrobić...
Roszpunka przerwała pocałunek. Pociągnęła Jack'a na dół pokazując mi język i wybiegli z zamku. Ja stałam dalej w tej samej pozycji. Lodowate łzy spływały mi po policzkach. Śnieg przestał padać. Pierwsza podeszła do mnie Anna. Podeszła, a raczej podbiegła. Przytuliła mnie jak najmocniej potrafiła i wyszeptała mi na ucho:
- Nie płacz, siostrzyczko.
Odwzajemniłam uścisk. Anna była teraz jedyną osobą, która mogła śmiało powiedzieć, że ją kocham.
- Elsa.
czwartek, 31 lipca 2014
środa, 30 lipca 2014
Nie mogę pozwolić żeby Roszpunka ją skrzywdziła.
Witajcie,
Nie wiem jak Wam, ale mi minęła strasznie ciężka i męcząca noc. Wszystko dlatego, że za ścianą "spała" Roszpunka. Około północy usłyszałam z pokoju obok huk. Przestraszyłam się, że postanowiła się zabić, bo Jack "wyjechał" więc szybko pobiegłam do jej sypialni. Drzwi były zamknięte na klucz.
- Co ty tam wyprawiasz?! - krzyknęłam.
Brak odpowiedzi. Po chwili ze schodów zbiegła Anna z Kristoff'em.
- Co się dzieje?
- Nie wiem. - odrzekłam na pytanie siostry. - Roszpunka coś kombinuje.
Kristoff zadudnił w drzwi swoją ogromną dłonią.
- Wyłaź!
Z głębi pokoju dobiegł nas głos Roszpunki:
- Co to, jakiś napad?
- Nie, chcę tylko wiedzieć co robisz w środku nocy zamiast spać! - powiedziałam bezskutecznie naciskając na klamkę.
- Otwieraj to! Już! Nie słyszysz, że królowa wydała rozkaz?! - warknął Kristoff.
Z korytarza nadszedł Jack w piżamie i rozczochranych włosach, w ręku trzymał laskę.
- Co tu się dzie-eeee-je? - ziewnął.
Z pokoju Roszpunka znów się odezwała:
- Czy ja słyszę głos Jack'usia?
Anna szybko powiedziała:
- Nie, nie. Ja tylko mam lekką chrypkę...
Podbiegłam do Jack'a i zasłoniłam mu usta dłonią.
- To Roszpunka. - szepnęłam mu do ucha.
On kiwnął głową i wrócił do pokoju. Po chwili kuzynka otworzyła drzwi. Wyglądała...nie wiem jak to nazwać. Miała na całej twarzy zieloną maseczkę, na oczach dwa pomidory, na głowie rozbitego arbuza, spod którego wystawały jej króciutkie włosy zakręcone na papilotach, ubrana była wyłącznie w różową bieliznę. Stanęła w drzwiach, ściągnęła pomidory z oczu i zapytała:
- Czego chcesz?
- Tylko... - zaczęłam, ale Anna mi przerwała kładąc ręce na biodrach:
- Ej, ty! Zwracaj się grzecznie do królowej.
Roszpunka uniosła brwi i prychnęła pogardliwie:
- Ty lepiej nic nie mów skoro masz taką straszną chrypkę.
- Co robisz w środku nocy zamiast spać? - zapytałam.
- Nie wasza spra... - zaczęła kuzynka, ale widząc groźne miny Kristoff'a i Anny dodała - Chciałam przemeblować ten okropny pokój i zrobić sobie tu małe spa.
- Spa?! - krzyknęłam przy okazji wypuszczając z rąk kilka śnieżynek z rąk, na szczęście Roszpunka ich nie zauważyła.
- No...Tobie by się na pewno przydało.
W tym momencie Anna przepchnęła się między nami i popchnęła Roszpunkę.
- Nie obrażaj mojej siostry ty... chultaju!!! - krzyknęła.
Ona tylko zrobiła wściekłą minę i zatrzasnęła nam drzwi przed nosem.
- Anuś... - przytuliłam siostrę. - Dziękuję, że mnie bronisz, ale z nią lepiej nie zadzierać.
- Z nami też nie! - powiedziała Anna na tyle głośno, żeby usłyszała to Roszpunka.
W tym momencie nadleciał Jack.
- Co się stało? - szepnął.
- Chodźcie. - pociągnęłam wszystkich do swojego pokoju. Tam opowiedzieliśmy wszystko Jack'owi.
- Też bym tak zrobił. - powiedział klepiąc Annę po plecach.
Siostra uśmiechnęła się.
- Teraz mamy przechlapane. - powiedziałam. - Będzie się na nas mścić, a przede wszystkim na Tobie, Aniu.
- Trudno. - ucięła Anna. - Najważniejsze, żeby nie obrażała mojej kochanej siostrzyczki. - i przytuliła się do mnie mocno.
Z drugiego końca łóżka Jack i Kristoff zaczęli udawać, że wymiotują, ale Anka tylko pokazała im język i przytuliła się z powrotem. Nie mogę pozwolić żeby Roszpunka ją skrzywdziła.
- Elsa.
Nie wiem jak Wam, ale mi minęła strasznie ciężka i męcząca noc. Wszystko dlatego, że za ścianą "spała" Roszpunka. Około północy usłyszałam z pokoju obok huk. Przestraszyłam się, że postanowiła się zabić, bo Jack "wyjechał" więc szybko pobiegłam do jej sypialni. Drzwi były zamknięte na klucz.
- Co ty tam wyprawiasz?! - krzyknęłam.
Brak odpowiedzi. Po chwili ze schodów zbiegła Anna z Kristoff'em.
- Co się dzieje?
- Nie wiem. - odrzekłam na pytanie siostry. - Roszpunka coś kombinuje.
Kristoff zadudnił w drzwi swoją ogromną dłonią.
- Wyłaź!
Z głębi pokoju dobiegł nas głos Roszpunki:
- Co to, jakiś napad?
- Nie, chcę tylko wiedzieć co robisz w środku nocy zamiast spać! - powiedziałam bezskutecznie naciskając na klamkę.
- Otwieraj to! Już! Nie słyszysz, że królowa wydała rozkaz?! - warknął Kristoff.
Z korytarza nadszedł Jack w piżamie i rozczochranych włosach, w ręku trzymał laskę.
- Co tu się dzie-eeee-je? - ziewnął.
Z pokoju Roszpunka znów się odezwała:
- Czy ja słyszę głos Jack'usia?
Anna szybko powiedziała:
- Nie, nie. Ja tylko mam lekką chrypkę...
Podbiegłam do Jack'a i zasłoniłam mu usta dłonią.
- To Roszpunka. - szepnęłam mu do ucha.
On kiwnął głową i wrócił do pokoju. Po chwili kuzynka otworzyła drzwi. Wyglądała...nie wiem jak to nazwać. Miała na całej twarzy zieloną maseczkę, na oczach dwa pomidory, na głowie rozbitego arbuza, spod którego wystawały jej króciutkie włosy zakręcone na papilotach, ubrana była wyłącznie w różową bieliznę. Stanęła w drzwiach, ściągnęła pomidory z oczu i zapytała:
- Czego chcesz?
- Tylko... - zaczęłam, ale Anna mi przerwała kładąc ręce na biodrach:
- Ej, ty! Zwracaj się grzecznie do królowej.
Roszpunka uniosła brwi i prychnęła pogardliwie:
- Ty lepiej nic nie mów skoro masz taką straszną chrypkę.
- Co robisz w środku nocy zamiast spać? - zapytałam.
- Nie wasza spra... - zaczęła kuzynka, ale widząc groźne miny Kristoff'a i Anny dodała - Chciałam przemeblować ten okropny pokój i zrobić sobie tu małe spa.
- Spa?! - krzyknęłam przy okazji wypuszczając z rąk kilka śnieżynek z rąk, na szczęście Roszpunka ich nie zauważyła.
- No...Tobie by się na pewno przydało.
W tym momencie Anna przepchnęła się między nami i popchnęła Roszpunkę.
- Nie obrażaj mojej siostry ty... chultaju!!! - krzyknęła.
Ona tylko zrobiła wściekłą minę i zatrzasnęła nam drzwi przed nosem.
- Anuś... - przytuliłam siostrę. - Dziękuję, że mnie bronisz, ale z nią lepiej nie zadzierać.
- Z nami też nie! - powiedziała Anna na tyle głośno, żeby usłyszała to Roszpunka.
W tym momencie nadleciał Jack.
- Co się stało? - szepnął.
- Chodźcie. - pociągnęłam wszystkich do swojego pokoju. Tam opowiedzieliśmy wszystko Jack'owi.
- Też bym tak zrobił. - powiedział klepiąc Annę po plecach.
Siostra uśmiechnęła się.
- Teraz mamy przechlapane. - powiedziałam. - Będzie się na nas mścić, a przede wszystkim na Tobie, Aniu.
- Trudno. - ucięła Anna. - Najważniejsze, żeby nie obrażała mojej kochanej siostrzyczki. - i przytuliła się do mnie mocno.
Z drugiego końca łóżka Jack i Kristoff zaczęli udawać, że wymiotują, ale Anka tylko pokazała im język i przytuliła się z powrotem. Nie mogę pozwolić żeby Roszpunka ją skrzywdziła.
- Elsa.
wtorek, 29 lipca 2014
Początek ciężkich czasów....
Witajcie,
Wczoraj rano wstałam bardzo wcześnie, aby przygotować się na przyjazd kuzynki. Ubrałam się szybko, związałam włosy w warkocz, nałożyłam codzienny makijaż i pobiegłam cichutko do sypialni Jack'a. Umówiliśmy się, że musimy go ukrywać żeby Roszpunka go nie spotkała. Nie mieliśmy zamiaru wysłuchiwać jej słodkich gadek. Kiedy weszłam Jack także już nie spał. Był tylko w piżamie.
- Dobrze, że już przyszłaś. - powiedział całując mnie w policzek. - Nie wiemy o której zamierza przyjechać.
- Tak, wiem. Więc ubieraj się szybko.
Jack podszedł do niedużej szafy.
- Trzeba powiedzieć Annie i Kristoff'owi, żeby mówili jej, że nie wiedzą gdzie jestem. - powiedział wciągając brązowe spodnie.
- Powiedziałam Annie, że jakby co wyjechałeś. Pewnie powie Kristoff'owi.
Jack kiwnął głową i po chwili powiedział sięgając po laskę:
- Jestem gotowy.
Cichutko wyszliśmy na korytarz. Nagle usłyszeliśmy jak ktoś dudni we wrota. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo. Następnie Jack wyleciał przed okno - miał się gdzieś schować. Ja skręciłam na schody i po chwili otworzyłam drzwi. Stała za nimi Roszpunka. Miała na sobie różowo-fioletową sukienkę z wzorkami na dole, różowe buty na lekkim obcasie i wielki fioletowy kwiat w ciemnych, krótkich włosach.
- Cześć, kuzynko. - powiedziała.
- Cześć. Wejdź proszę.
Weszła do środka i od razu zapytała:
- Gdzie jest Jack?
- Wyjechał. - odrzekłam. - Chodź, zaprowadzę Cię do Twojego pokoju.
Roszpunka przekrzywiła krytycznie głowę przypatrując się mojej niebieskiej sukience.
- Wiesz, że cekiny wyszły z mody? - powiedziała kładąc ręce na biodrach.
Przewróciłam oczami.
- Przykro mi Punciu, ale to nie są cekiny. I nie pytaj co, bo i tak nie uwierzysz.
Roszpunka nie wiedziała o mojej mocy. Dlatego wybałuszyła oczy ze zdziwienia, ale po chwili powiedziała:
- Warkoczy od dawna się nie...
- Może pokażę Ci pokój. - ucięłam chłodnym tonem i pociągnęłam kuzynkę na górę.
- Ale...kiedy wróci Jack? - zapytała z nadzieją w głosie.
- Za... - zaczęłam z pustką w głowie. - ...trzy dni.
Roszpunka poprawiła kwiatek we włosach.
- Okej, zostanę.
- Słucham?! - wyrwało mi się, ale szybo się opanowałam. - Znaczy...no, cóż...dobrze.
Dotarłyśmy do ciemnych drzwi zaraz przy jadalni. Otworzyłam je zachęciłam gestem kuzynkę do wejścia środka. Sama zatrzymałam się w drzwiach i powiedziałam:
- Oto twój pokój. W dzień możesz chodzić po całym zamku, ale w nocy nie chcę Cię widzieć poza tym łóżkiem. - wskazałam na duże łóżko pod ścianą.
Roszpunka zrobiła buntowniczą minę:
- A niby z jakiej racji mi zabraniasz?!
- Wyobraź sobie, że jestem tu królową. - odpowiedziałam i wyszłam zamykając głośno drzwi.
Wiem, że potraktowałam ją trochę za ostro, ale chciałam jej pokazać, że to moje terytorium i, że ona nie ma tu żadnej władzy. Inaczej na pewno źle by się skończyły jej odwiedziny. Szybko poszłam do pokoju Anny.
- Aniu, Roszpun... - zaczęłam, ale po chwili zobaczyłam, że siostra jeszcze śpi. Obok niej było na łóżku puste miejsce - to znaczy, że Kristoff już wstał. Podeszłam do łóżka i usiadłam na skraju, obok śpiącej słodko siostry. Pogładziłam ją delikatnie po włosach. Jakby ją obudzić? Jack zawsze obsypywał mnie śniegiem, czy coś takiego, ale nie wiem czy Anna nie dostanie zawału.
- Anuś... - szepnęłam. - Wstań, Roszpunka przyjechała. - Siostra tylko przytuliła się do mojej ręki i jęknęła przez sen:
- Jeszcze....chwilę....kochanie...
Uznałam, że nie warto jej teraz budzić i wyszłam po cichu. Nagle ktoś za mną krzyknął na pół zamku:
- Bu!
Odwróciłam się automatycznie. Za mną stała Roszpunka.
- Czego chcesz? - zapytałam.
- Co robiłaś w sypialni siostry?
- Nie Twoja sprawa. - odrzekłam zawracając do swojej sypialni. Kuzynka zaczęła iść za mną.
- A gdzie Jack wyjechał? -zawołała z trudem dotrzymując mi kroku.
- Nie powiem Ci.
- Czemu?
- Bo taka jest moja wola. - powiedziałam stając przed swoim pokojem. - A teraz zostaw mnie w spokoju.
I zatrzasnęłam jej drzwi przed nosem.
- Elsa.
Wczoraj rano wstałam bardzo wcześnie, aby przygotować się na przyjazd kuzynki. Ubrałam się szybko, związałam włosy w warkocz, nałożyłam codzienny makijaż i pobiegłam cichutko do sypialni Jack'a. Umówiliśmy się, że musimy go ukrywać żeby Roszpunka go nie spotkała. Nie mieliśmy zamiaru wysłuchiwać jej słodkich gadek. Kiedy weszłam Jack także już nie spał. Był tylko w piżamie.
- Dobrze, że już przyszłaś. - powiedział całując mnie w policzek. - Nie wiemy o której zamierza przyjechać.
- Tak, wiem. Więc ubieraj się szybko.
Jack podszedł do niedużej szafy.
- Trzeba powiedzieć Annie i Kristoff'owi, żeby mówili jej, że nie wiedzą gdzie jestem. - powiedział wciągając brązowe spodnie.
- Powiedziałam Annie, że jakby co wyjechałeś. Pewnie powie Kristoff'owi.
Jack kiwnął głową i po chwili powiedział sięgając po laskę:
- Jestem gotowy.
Cichutko wyszliśmy na korytarz. Nagle usłyszeliśmy jak ktoś dudni we wrota. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo. Następnie Jack wyleciał przed okno - miał się gdzieś schować. Ja skręciłam na schody i po chwili otworzyłam drzwi. Stała za nimi Roszpunka. Miała na sobie różowo-fioletową sukienkę z wzorkami na dole, różowe buty na lekkim obcasie i wielki fioletowy kwiat w ciemnych, krótkich włosach.
- Cześć, kuzynko. - powiedziała.
- Cześć. Wejdź proszę.
Weszła do środka i od razu zapytała:
- Gdzie jest Jack?
- Wyjechał. - odrzekłam. - Chodź, zaprowadzę Cię do Twojego pokoju.
Roszpunka przekrzywiła krytycznie głowę przypatrując się mojej niebieskiej sukience.
- Wiesz, że cekiny wyszły z mody? - powiedziała kładąc ręce na biodrach.
Przewróciłam oczami.
- Przykro mi Punciu, ale to nie są cekiny. I nie pytaj co, bo i tak nie uwierzysz.
Roszpunka nie wiedziała o mojej mocy. Dlatego wybałuszyła oczy ze zdziwienia, ale po chwili powiedziała:
- Warkoczy od dawna się nie...
- Może pokażę Ci pokój. - ucięłam chłodnym tonem i pociągnęłam kuzynkę na górę.
- Ale...kiedy wróci Jack? - zapytała z nadzieją w głosie.
- Za... - zaczęłam z pustką w głowie. - ...trzy dni.
Roszpunka poprawiła kwiatek we włosach.
- Okej, zostanę.
- Słucham?! - wyrwało mi się, ale szybo się opanowałam. - Znaczy...no, cóż...dobrze.
Dotarłyśmy do ciemnych drzwi zaraz przy jadalni. Otworzyłam je zachęciłam gestem kuzynkę do wejścia środka. Sama zatrzymałam się w drzwiach i powiedziałam:
- Oto twój pokój. W dzień możesz chodzić po całym zamku, ale w nocy nie chcę Cię widzieć poza tym łóżkiem. - wskazałam na duże łóżko pod ścianą.
Roszpunka zrobiła buntowniczą minę:
- A niby z jakiej racji mi zabraniasz?!
- Wyobraź sobie, że jestem tu królową. - odpowiedziałam i wyszłam zamykając głośno drzwi.
Wiem, że potraktowałam ją trochę za ostro, ale chciałam jej pokazać, że to moje terytorium i, że ona nie ma tu żadnej władzy. Inaczej na pewno źle by się skończyły jej odwiedziny. Szybko poszłam do pokoju Anny.
- Aniu, Roszpun... - zaczęłam, ale po chwili zobaczyłam, że siostra jeszcze śpi. Obok niej było na łóżku puste miejsce - to znaczy, że Kristoff już wstał. Podeszłam do łóżka i usiadłam na skraju, obok śpiącej słodko siostry. Pogładziłam ją delikatnie po włosach. Jakby ją obudzić? Jack zawsze obsypywał mnie śniegiem, czy coś takiego, ale nie wiem czy Anna nie dostanie zawału.
- Anuś... - szepnęłam. - Wstań, Roszpunka przyjechała. - Siostra tylko przytuliła się do mojej ręki i jęknęła przez sen:
- Jeszcze....chwilę....kochanie...
Uznałam, że nie warto jej teraz budzić i wyszłam po cichu. Nagle ktoś za mną krzyknął na pół zamku:
- Bu!
Odwróciłam się automatycznie. Za mną stała Roszpunka.
- Czego chcesz? - zapytałam.
- Co robiłaś w sypialni siostry?
- Nie Twoja sprawa. - odrzekłam zawracając do swojej sypialni. Kuzynka zaczęła iść za mną.
- A gdzie Jack wyjechał? -zawołała z trudem dotrzymując mi kroku.
- Nie powiem Ci.
- Czemu?
- Bo taka jest moja wola. - powiedziałam stając przed swoim pokojem. - A teraz zostaw mnie w spokoju.
I zatrzasnęłam jej drzwi przed nosem.
- Elsa.
niedziela, 27 lipca 2014
List od "ukochanej Cioci".
Witajcie,
Wczoraj trochę posprzeczałam się z Roszpunką i jej matką. W dodatku słysząc po co mnie wezwały postanowiłam od razu rano wrócić do Arendelle. Anna czekała na mnie przed pałacem. Gdy tylko mnie zobaczyła podbiegła do mnie i nie wypuszczała z uścisku przed pięć minut. Potem razem z Jack'iem i Kristoff'em wyszliśmy na spacer. Wszystko było cudowne dopóki nie przyszedł list od ciotki.
Droga Elso,
Przykro nam, że nic nie mówiąc wyjechałaś. Myślę jednak, że przemyślałaś swoje zachowanie i nie będziesz więcej przeszkadzać Punci i Jack'owi w związku. Moja córka jutro odwiedzi Was aby zobaczyć się z Jack'iem. Od razu uprzedzam: nie wypraszaj jej. Jest Twoją kuzynką, Elso! Zachowaj się jak miła i gościnna królowa i pozwól młodej, przesłodkiej parze spędzać ze sobą mile wakacje.
Mam nadzieję, że spełnisz moje prośby,
Twoja ukochana Ciocia.
Gdy tylko zobaczyłam, że Roszpunka ma jutro nas odwiedzić... pomyślałam, że na pewno tego nie wytrzymam. Jack uznał, że musi się gdzieś schować, ale nie wiem czy to się uda. Zobaczymy co przyniesie poranek...
- Elsa.
Wczoraj trochę posprzeczałam się z Roszpunką i jej matką. W dodatku słysząc po co mnie wezwały postanowiłam od razu rano wrócić do Arendelle. Anna czekała na mnie przed pałacem. Gdy tylko mnie zobaczyła podbiegła do mnie i nie wypuszczała z uścisku przed pięć minut. Potem razem z Jack'iem i Kristoff'em wyszliśmy na spacer. Wszystko było cudowne dopóki nie przyszedł list od ciotki.
Droga Elso,
Przykro nam, że nic nie mówiąc wyjechałaś. Myślę jednak, że przemyślałaś swoje zachowanie i nie będziesz więcej przeszkadzać Punci i Jack'owi w związku. Moja córka jutro odwiedzi Was aby zobaczyć się z Jack'iem. Od razu uprzedzam: nie wypraszaj jej. Jest Twoją kuzynką, Elso! Zachowaj się jak miła i gościnna królowa i pozwól młodej, przesłodkiej parze spędzać ze sobą mile wakacje.
Mam nadzieję, że spełnisz moje prośby,
Twoja ukochana Ciocia.
Gdy tylko zobaczyłam, że Roszpunka ma jutro nas odwiedzić... pomyślałam, że na pewno tego nie wytrzymam. Jack uznał, że musi się gdzieś schować, ale nie wiem czy to się uda. Zobaczymy co przyniesie poranek...
- Elsa.
sobota, 26 lipca 2014
Wezwanie w "pilnej" sprawie.
Witajcie,
Wierzcie mi lub nie, ale dziś także niestety nie piszę do Was z Aredelle. Wczoraj wróciłam tam z Jack'iem, ale prawie natychmiast musiałam znów wyjechać. Zastał mnie bowiem list od matki Roszpunki, abym natychmiast odwiedziła ich królestwo - Coronę. Nie miałam najmniejszej ochoty tego robić. Były ku temu trzy powody:
1. Roszpunka - czyli moja "ukochana" kuzynka podrywająca mi chłopaka,
2. Byłam okropnie zmęczona,
3. Obawiałam się powodu, przez który moja ciotka nagle postanowiła mnie wezwać.
Jednak muszę być dobrą i sumienną królową. Zmusiłam się do wykonania polecenia (lub prośby, czy też rozkazu) królowej Corony i rano dotarłam na miejsce. Jack chciał oczywiście mnie...cóż, ja to nazwać...podwieźć, ale miałam dość podróży tego typu i posłałam po prostu po karocę.
Kiedy dziś około ósmej stanęłam u wrót wielkiego pałacu ciotki pomyślałam, że tak naprawdę widziałam ją przecież raz czy maksymalnie dwa razy w życiu. Była na mojej koronacji, a tak porozumiewałyśmy się bardzo rzadko i tylko listownie. W dodatku na koronacji widziałam ją przed balkon, na dziedzińcu, a ona pewnie mnie nie. Dlatego trochę obawiałam się co zrobi gdy mnie zobaczy. Weszłam jednak do środka pewnym krokiem i po kilku minutach odnalazłam królową w sali tronowej. U jej boku siedziała niestety Roszpunka. Gdy tylko mnie zobaczyła zadarła wysoko głowę, jakby chciała mi pokazać, że jest ode mnie...ważniejsza? Jej matka natomiast podbiegła do mnie z uśmiechem, przytuliła mnie i zawołała radośnie:
- Och, Elsuś! Jak ty wyrosłaś! Jesteś teraz taka śliczna i...naprawdę pannica niczego sobie!
- Eem... cześć ciociu. - wyjąkałam. - Czemu mnie wezwałaś?
Ciotka odsunęła się trochę, zmierzyła mnie wzrokiem od dołu do góry i powiedziała:
- Puncia mówiła, że jesteś niegrzeczna! Flirtujesz z jej chłopakiem! Oj, nieładnie.
Przeanalizowałam jej słowa. Oczywiście chodziło jej o Roszpunkę. Na pewno jej coś nazmyślała o Jack'u.
- To nieprawda. - odrzekłam spokojnie. - Jack jest moim chłopakiem, to ona z nim fli...
- Słuchaj Elsuś. - królowa przybrała srogą minę. - Masz przestać się z nim zadawać. Nie mogę pozwolić, żeby Puncia była smutna przez moją niewychowaną siostrzenicę!
Jej ostatnie słowa wprawiły mnie we wściekłość. Ciotka traktuje mnie jak nastolatkę! I w dodatku jakąś rozwydrzoną! Na szczęście miałam ubrane rękawiczki. Inaczej na pewno zamroziłabym coś w pobliżu.
- Idź teraz do komnaty na drugim piętrze. - ciągnęła ciotka. - I wszystko przemyśl.
Odeszłam trzaskając drzwiami.
- Elsa.
Wierzcie mi lub nie, ale dziś także niestety nie piszę do Was z Aredelle. Wczoraj wróciłam tam z Jack'iem, ale prawie natychmiast musiałam znów wyjechać. Zastał mnie bowiem list od matki Roszpunki, abym natychmiast odwiedziła ich królestwo - Coronę. Nie miałam najmniejszej ochoty tego robić. Były ku temu trzy powody:
1. Roszpunka - czyli moja "ukochana" kuzynka podrywająca mi chłopaka,
2. Byłam okropnie zmęczona,
3. Obawiałam się powodu, przez który moja ciotka nagle postanowiła mnie wezwać.
Jednak muszę być dobrą i sumienną królową. Zmusiłam się do wykonania polecenia (lub prośby, czy też rozkazu) królowej Corony i rano dotarłam na miejsce. Jack chciał oczywiście mnie...cóż, ja to nazwać...podwieźć, ale miałam dość podróży tego typu i posłałam po prostu po karocę.
Kiedy dziś około ósmej stanęłam u wrót wielkiego pałacu ciotki pomyślałam, że tak naprawdę widziałam ją przecież raz czy maksymalnie dwa razy w życiu. Była na mojej koronacji, a tak porozumiewałyśmy się bardzo rzadko i tylko listownie. W dodatku na koronacji widziałam ją przed balkon, na dziedzińcu, a ona pewnie mnie nie. Dlatego trochę obawiałam się co zrobi gdy mnie zobaczy. Weszłam jednak do środka pewnym krokiem i po kilku minutach odnalazłam królową w sali tronowej. U jej boku siedziała niestety Roszpunka. Gdy tylko mnie zobaczyła zadarła wysoko głowę, jakby chciała mi pokazać, że jest ode mnie...ważniejsza? Jej matka natomiast podbiegła do mnie z uśmiechem, przytuliła mnie i zawołała radośnie:
- Och, Elsuś! Jak ty wyrosłaś! Jesteś teraz taka śliczna i...naprawdę pannica niczego sobie!
- Eem... cześć ciociu. - wyjąkałam. - Czemu mnie wezwałaś?
Ciotka odsunęła się trochę, zmierzyła mnie wzrokiem od dołu do góry i powiedziała:
- Puncia mówiła, że jesteś niegrzeczna! Flirtujesz z jej chłopakiem! Oj, nieładnie.
Przeanalizowałam jej słowa. Oczywiście chodziło jej o Roszpunkę. Na pewno jej coś nazmyślała o Jack'u.
- To nieprawda. - odrzekłam spokojnie. - Jack jest moim chłopakiem, to ona z nim fli...
- Słuchaj Elsuś. - królowa przybrała srogą minę. - Masz przestać się z nim zadawać. Nie mogę pozwolić, żeby Puncia była smutna przez moją niewychowaną siostrzenicę!
Jej ostatnie słowa wprawiły mnie we wściekłość. Ciotka traktuje mnie jak nastolatkę! I w dodatku jakąś rozwydrzoną! Na szczęście miałam ubrane rękawiczki. Inaczej na pewno zamroziłabym coś w pobliżu.
- Idź teraz do komnaty na drugim piętrze. - ciągnęła ciotka. - I wszystko przemyśl.
Odeszłam trzaskając drzwiami.
- Elsa.
piątek, 25 lipca 2014
Odwiedziny u znajomego.
Witajcie,
W środę wieczorem obiecałam Jack'owi, że do niego przyjdę. Tak więc zrobiłam. Zapukałam cichutko w drzwi, aby nikogo nie obudzić. Jack otworzył mi i weszłam do środka. Balkon był otwarty.
- Słuchaj Elso... - zaczął Jack. - Tak sobie pomyślałem, że mogłabyś odwiedzić ze mną znajomego.
Trochę mnie zatkało.
- Ja? Znajomego? Jakiego znajomego?
Jack uśmiechnął się.
- Nie martw się, jest naprawdę sympatyczny. To nie Roszpunka, ani Wróżka.
Odetchnęłam z ulgą.
- No...czemu nie... - powiedziałam.
- Super! - Jack złapał mnie za rękę (w drugiej trzymał laskę) i poprowadził na balkon.
- Przytul się do mnie mocno. - powiedział.
Przytuliłam Jack'a jak najmocniej w duchu już żałując, że się zgodziłam. Jack wszedł na kamienną balustradę, odbił się i... zamknęłam oczy ze strachu, ale po chwili poczułam lekki, chłodny wietrzyk rozwiewający mi włosy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam daleko w dole las.
- J-Jack... - wyjąkałam nie rozluźniając uścisku. - Jesteśmy tak wysoko...nie spadniemy...?
- Nie jeśli mnie nie udusisz. - zaśmiał się Jack.
Lecieliśmy bardzo długo. Wiatr robił się coraz zimniejszy i mocniejszy. Lasy zniknęły, a zamiast nich pojawiły się góry pokryte śniegiem. Już myślałam, że usnę, ale na szczęście Jack powiedział zniżając się:
- Już bardzo blisko.
W końcu wylądowaliśmy. Staliśmy przed ogromną budowlą prawie w całości pokrytą śniegiem.
- Jack... co to jest?
- Spokojnie. - Jack zapukał w ogromne wrota.
Przez chwilę nikt nam nie otwierał. Po jakichś dwóch minutach drzwi otworzył ogromny mężczyzna z siwą brodą ubrany na czerwono. Widząc nas zaśmiał się i powiedział:
- No witam, witam Jack! Co Cię tu sprowadza?
- Wpadłem w odwiedziny. Chciałem kogoś oprowadzić. - odrzekł Jack.
Mężczyzna odchrząknął i powiedział:
- Hmm...kim jest ta piękna dama?
- Eem...jestem Elsa. - odpowiedziałam szybko.
- Jest królową Arendelle. - dodał Jack obejmując mnie żeby dodać mi otuchy.
Starzec znów zaśmiał się.
- Królowa, a jakaś taka nieśmiała! Chodźcie, pewno Wam zimno. No, albo przynajmniej Tobie, Elso.
Weszliśmy do środka. Jack wyszeptał mi na ucho:
- To Święty Mikołaj. A to jego...dom.
Korytarz, którym szliśmy był naprawdę niewyobrażalnie wielki. Ściany pokryte czerwono-białą tapetą miały z pewnością więcej niż pięć metrów. W niektórych miejscach powieszone były grube skarpety.
- Jesteście głodni? - zapytał Mikołaj prowadząc nas w głąb korytarza.
- Nie. Mógłbyś tylko pokazać nam jakieś miejsce do spania? - odrzekł Jack.
- Jasne. Ale mam tylko jeden pokój z dwuosobowym łóżkiem.
Jack spojrzał na mnie przybierając swój słynny, chytry uśmiech.
- Może być. - powiedział.
Mikołaj odwrócił się do nas.
- Ty też tak uważasz, Elso?
- Taaak... - odrzekłam.
Zostaliśmy u Mikołaja na noc. Rano Jack oprowadził mnie po wytwórni zabawek. Nie wiedziałam, że to Yeti je produkują! A dziś wieczorem będziemy wyruszać w drogę powrotną. Mam nadzieję, że Anna i Kristoff za bardzo się nie martwili.
- Elsa.
W środę wieczorem obiecałam Jack'owi, że do niego przyjdę. Tak więc zrobiłam. Zapukałam cichutko w drzwi, aby nikogo nie obudzić. Jack otworzył mi i weszłam do środka. Balkon był otwarty.
- Słuchaj Elso... - zaczął Jack. - Tak sobie pomyślałem, że mogłabyś odwiedzić ze mną znajomego.
Trochę mnie zatkało.
- Ja? Znajomego? Jakiego znajomego?
Jack uśmiechnął się.
- Nie martw się, jest naprawdę sympatyczny. To nie Roszpunka, ani Wróżka.
Odetchnęłam z ulgą.
- No...czemu nie... - powiedziałam.
- Super! - Jack złapał mnie za rękę (w drugiej trzymał laskę) i poprowadził na balkon.
- Przytul się do mnie mocno. - powiedział.
Przytuliłam Jack'a jak najmocniej w duchu już żałując, że się zgodziłam. Jack wszedł na kamienną balustradę, odbił się i... zamknęłam oczy ze strachu, ale po chwili poczułam lekki, chłodny wietrzyk rozwiewający mi włosy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam daleko w dole las.
- J-Jack... - wyjąkałam nie rozluźniając uścisku. - Jesteśmy tak wysoko...nie spadniemy...?
- Nie jeśli mnie nie udusisz. - zaśmiał się Jack.
Lecieliśmy bardzo długo. Wiatr robił się coraz zimniejszy i mocniejszy. Lasy zniknęły, a zamiast nich pojawiły się góry pokryte śniegiem. Już myślałam, że usnę, ale na szczęście Jack powiedział zniżając się:
- Już bardzo blisko.
W końcu wylądowaliśmy. Staliśmy przed ogromną budowlą prawie w całości pokrytą śniegiem.
- Jack... co to jest?
- Spokojnie. - Jack zapukał w ogromne wrota.
Przez chwilę nikt nam nie otwierał. Po jakichś dwóch minutach drzwi otworzył ogromny mężczyzna z siwą brodą ubrany na czerwono. Widząc nas zaśmiał się i powiedział:
- No witam, witam Jack! Co Cię tu sprowadza?
- Wpadłem w odwiedziny. Chciałem kogoś oprowadzić. - odrzekł Jack.
Mężczyzna odchrząknął i powiedział:
- Hmm...kim jest ta piękna dama?
- Eem...jestem Elsa. - odpowiedziałam szybko.
- Jest królową Arendelle. - dodał Jack obejmując mnie żeby dodać mi otuchy.
Starzec znów zaśmiał się.
- Królowa, a jakaś taka nieśmiała! Chodźcie, pewno Wam zimno. No, albo przynajmniej Tobie, Elso.
Weszliśmy do środka. Jack wyszeptał mi na ucho:
- To Święty Mikołaj. A to jego...dom.
Korytarz, którym szliśmy był naprawdę niewyobrażalnie wielki. Ściany pokryte czerwono-białą tapetą miały z pewnością więcej niż pięć metrów. W niektórych miejscach powieszone były grube skarpety.
- Jesteście głodni? - zapytał Mikołaj prowadząc nas w głąb korytarza.
- Nie. Mógłbyś tylko pokazać nam jakieś miejsce do spania? - odrzekł Jack.
- Jasne. Ale mam tylko jeden pokój z dwuosobowym łóżkiem.
Jack spojrzał na mnie przybierając swój słynny, chytry uśmiech.
- Może być. - powiedział.
Mikołaj odwrócił się do nas.
- Ty też tak uważasz, Elso?
- Taaak... - odrzekłam.
Zostaliśmy u Mikołaja na noc. Rano Jack oprowadził mnie po wytwórni zabawek. Nie wiedziałam, że to Yeti je produkują! A dziś wieczorem będziemy wyruszać w drogę powrotną. Mam nadzieję, że Anna i Kristoff za bardzo się nie martwili.
- Elsa.
środa, 23 lipca 2014
Nareszcie spokój...
Witajcie,
Albert został zamknięty w lochach i razem z Jack'iem i Anną wytłumaczyliśmy wszystkim (straży i poddanym) dlaczego musieliśmy go zamknąć i co łączy go z Hansem.
A dziś mogliśmy na nowo cieszyć się życiem. Anna i Kristoff robili coś u siebie w sypialni (nie wnikam co), a ja i Jack wybraliśmy się na spacer do lasu. Było bardzo miło. Nareszcie nie musieliśmy niczym się przejmować. I mam nadzieję, że spokój zostanie w Arendelle na długo.
A teraz wybaczcie, ale jest 23:46, a obiecałam Jack'owi, że jeszcze dzisiaj wpadnę do niego do pokoju. Podobno ma dla mnie niespodziankę...już się boję. Może opowie Wam o niej jutro.
- Elsa.
Albert został zamknięty w lochach i razem z Jack'iem i Anną wytłumaczyliśmy wszystkim (straży i poddanym) dlaczego musieliśmy go zamknąć i co łączy go z Hansem.
A dziś mogliśmy na nowo cieszyć się życiem. Anna i Kristoff robili coś u siebie w sypialni (nie wnikam co), a ja i Jack wybraliśmy się na spacer do lasu. Było bardzo miło. Nareszcie nie musieliśmy niczym się przejmować. I mam nadzieję, że spokój zostanie w Arendelle na długo.
A teraz wybaczcie, ale jest 23:46, a obiecałam Jack'owi, że jeszcze dzisiaj wpadnę do niego do pokoju. Podobno ma dla mnie niespodziankę...już się boję. Może opowie Wam o niej jutro.
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
