Hejo,
Przepraszam że nie pisałyśmy, ale miałyśmy obie z Elsą dużo spraw. Elsa związanych z królestwem, a ja z posprzątaniem wszystkiego po urodzinowo- hallloweenowym balu.
Wczoraj cały dzień na zamku wszyscy spali, służba spała w kontach, a ja z Kristoff' em obudziliśmy się w jedno znacznej sytuacji u reniferów. Dziś cały dzień biegałam po pałacu i pomagałam służbie doprowadzić zamek do czystości po balu, było to trudne, bo po wszystkich kątach były porostawiane jakieś butelki, albo talerzyki. Gdy w końcu już posprzątałam, było już ciemno, więc zajrzałam do Elsy, ale ona siedziała przy swoim biurku na którym leżały cztery sterty jakiś dokumentów, więc postanowiłam jej nie przeszkadzać. Zajrzałam do Lenki, ale służąca, która się nią zajmowała podczas balu i dzisiejszego sprzątania właśnie ją uśpiła, więc nie zostało mi nic innego jaki pójść do swojej sypialni.
- Och Aniu cały dzień cię nie widziałem. Gdzie byłaś?- zapytał mnie Kristoff.
- Pomagałam sprzątać po balu, a teraz jestem wykończona.- chciałam się położyć, ale Kristoff mnie zatrzymał.
- Tak i brudna.- wszedł do łazienki i napełnił wannę.- idź się wykapać.
- A ty?- zapytałam zawiedziona.
- Muszę iść do Swena, podobno jest jakiś problem.
-No dobrze.- Kristoff wyszedł, a ja poszłam się wykąpać, gdy już się wykąpałam, poszłam do łóżka i postanowiłam zaczekać na Kristoff' a, ale nie wracał tak długo że usnęłam i obudziłam się dopiero teraz żeby wam napisać, ale wybaczcie jestem zmęczona i wracam spać.
- Anna
poniedziałek, 9 listopada 2015
sobota, 7 listopada 2015
Bal halloweenowo-urodzinowy.
Witajcie,
Wczoraj rano Anna wpadła do mojej komnaty chyba przed szóstą rano.
- Elso! On zaraz wróci!! - wrzasnęła.
- Spokojnie, Aniu. - dobrze wiedziałam, że taka sytuacja nastąpi więc wstałam wcześniej i byłam już ubrana.
Jack za to chyba nie zamierzał tego dnia ani na centymetr wychodzić z łóżka, bo gdy tylko Anna wparowała do pokoju ukrył się pod kołdrą udając, że jej krzyk wcale go nie zbudził.
- Nie mogę być spokojna! A jeśli coś jest nie tak? Jak coś zawaliłam?
Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.
- Wszystkie dekoracje są gotowe już od wczoraj. Prezent, jak sama mówiłaś, też masz. Niczym się nie stresuj. W końcu to tylko Kristoff. - powiedziałam.
Ania zaśmiała się krótko.
- Może dla Ciebie to "Tylkokristoff" ale dla mnie... no wiesz. Zależy mi żeby był szczęśliwy.
- Na pewno będzie. - zapewniłam ją. - Ale teraz proszę Cię bardzo, żebyś dała mi chwilkę. Muszę obudzić Śpiącą Królewnę.
- Powodzenia. - uśmiechnęła się i wyszła.
Kilka godzin później (kiedy w końcu udało mi się wywlec Jack'a z łóżka i zmusić go żeby się ubrał) usłyszeliśmy z dołu podniecone krzyki Anny, a po chwili również głos Kristoff'a. Zeszliśmy więc i złożyliśmy mu życzenia.
- Patrzcie jaki przepiękny prezent dostałem do mojej kochanej Ani. - zaśmiał się i pokazał nam wielki, ciemno-czerwony, bawełniany sweter z wyszytym napisem "Własność Ani" na piersi.
- Kreatywne. - uśmiechnęłam się.
- Żeby jakieś brzydkie baby mi nie zabrały mojego słoneczka. - zaszczebiotała Anna i pocałowała Kristoff'a.
Spojrzeliśmy na siebie z Jack'iem wzrokiem "Muszą przy nas...?" i wróciliśmy do sypialni. Wieczorem miał się odbyć bal urodzinowo-halloweenowy, ale nie musieliśmy się już tym martwić, bo dzięki Ani od długiego czasu wszystko było gotowe. Około 16:30 zaczęło się już ściemniać, a Anna przyszła do mnie już przebrana. Miała na sobie piękną, zieloną suknię z brązowo-złotymi dodatkami, a włosy spięła w śliczny koczek, w który wplotła brązową wstążkę.
- Pięknie wyglądasz. - pochwaliłam ją szczerze.
Uśmiechnęła się tylko.
- A ty gdzie masz suknię? Jack już gotowy?
Pokazałam jej gestem, żeby dała mi chwilkę i zapukałam w drzwi łazienki.
- Wystroiłeś się już? - zapytałam.
Anka parsknęła śmiechem.
- Nie. - odparł z łazienki Jack poważnym tonem.
Pokręciłam głową z uśmiechem rozpinając zamek swojej sukienki.
- Hoho, Elsa! - zaśmiała się.
Spojrzałam na nią z uśmiechem i otworzyłam szafę. Wyjęłam jedną suknię i ubrałam ją. Była u góry wąska, podkreślająca talię, na dole szersza, cała srebrno-złota. Do tego włożyłam złocone buty i kolczyki. Po chwili Jack z dumną miną wyszedł z łazienki. Miał na sobie zwykły czarny garnitur ze srebrną przypinką na kształt herbu Arendelle.
- Fantastyczne. - stwierdziła Anna.
Ja pocałowałam go w policzek, po czym zeszliśmy na dół. Kristoff wpadł na nas na korytarzu.
- Goście już się zbierają. - powiedział.
Gdy weszliśmy do sali balowej tłum odwrócił się w naszą stronę i ukłonił lekko. Skinęłam głową i uznałam, że to odpowiedni czas na przemowę. Uniosłam więc na chwilę ręce, żeby wszyscy skupili się na mnie. Gdy już wszystkie twarze zwróciły się w naszą stronę powiedziałam:
- Witajcie kochani! Dziękuję bardzo wszystkim za przybycie!
Wybuchły oklaski. Chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale Jack mnie uprzedził:
- Dobrej zabawy!!
Wszyscy zaśmiali się serdecznie, orkiestra zaczęła grać i goście zerwali się do tańca. Spojrzałam na Jack'a.
- No co? - uśmiechnął się.
- Wydawało mi się, że to ja tu jestem królową. - odrzekłam wracając wzrokiem do tańczących.
- Ależ jak to? - udał zdziwioną minę. - Przecież w Arendelle już od dawna rządzi królowa Jack.
Nie wytrzymałam i zaśmiałam się.
- Faktycznie. - odwróciłam się do niego po czym wraz z Anną, Kristoff'em i innymi przetańczyliśmy całą noc.
- Elsa.
Wczoraj rano Anna wpadła do mojej komnaty chyba przed szóstą rano.
- Elso! On zaraz wróci!! - wrzasnęła.
- Spokojnie, Aniu. - dobrze wiedziałam, że taka sytuacja nastąpi więc wstałam wcześniej i byłam już ubrana.
Jack za to chyba nie zamierzał tego dnia ani na centymetr wychodzić z łóżka, bo gdy tylko Anna wparowała do pokoju ukrył się pod kołdrą udając, że jej krzyk wcale go nie zbudził.
- Nie mogę być spokojna! A jeśli coś jest nie tak? Jak coś zawaliłam?
Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.
- Wszystkie dekoracje są gotowe już od wczoraj. Prezent, jak sama mówiłaś, też masz. Niczym się nie stresuj. W końcu to tylko Kristoff. - powiedziałam.
Ania zaśmiała się krótko.
- Może dla Ciebie to "Tylkokristoff" ale dla mnie... no wiesz. Zależy mi żeby był szczęśliwy.
- Na pewno będzie. - zapewniłam ją. - Ale teraz proszę Cię bardzo, żebyś dała mi chwilkę. Muszę obudzić Śpiącą Królewnę.
- Powodzenia. - uśmiechnęła się i wyszła.
Kilka godzin później (kiedy w końcu udało mi się wywlec Jack'a z łóżka i zmusić go żeby się ubrał) usłyszeliśmy z dołu podniecone krzyki Anny, a po chwili również głos Kristoff'a. Zeszliśmy więc i złożyliśmy mu życzenia.
- Patrzcie jaki przepiękny prezent dostałem do mojej kochanej Ani. - zaśmiał się i pokazał nam wielki, ciemno-czerwony, bawełniany sweter z wyszytym napisem "Własność Ani" na piersi.
- Kreatywne. - uśmiechnęłam się.
- Żeby jakieś brzydkie baby mi nie zabrały mojego słoneczka. - zaszczebiotała Anna i pocałowała Kristoff'a.
Spojrzeliśmy na siebie z Jack'iem wzrokiem "Muszą przy nas...?" i wróciliśmy do sypialni. Wieczorem miał się odbyć bal urodzinowo-halloweenowy, ale nie musieliśmy się już tym martwić, bo dzięki Ani od długiego czasu wszystko było gotowe. Około 16:30 zaczęło się już ściemniać, a Anna przyszła do mnie już przebrana. Miała na sobie piękną, zieloną suknię z brązowo-złotymi dodatkami, a włosy spięła w śliczny koczek, w który wplotła brązową wstążkę.
- Pięknie wyglądasz. - pochwaliłam ją szczerze.
Uśmiechnęła się tylko.
- A ty gdzie masz suknię? Jack już gotowy?
Pokazałam jej gestem, żeby dała mi chwilkę i zapukałam w drzwi łazienki.
- Wystroiłeś się już? - zapytałam.
Anka parsknęła śmiechem.
- Nie. - odparł z łazienki Jack poważnym tonem.
Pokręciłam głową z uśmiechem rozpinając zamek swojej sukienki.
- Hoho, Elsa! - zaśmiała się.
Spojrzałam na nią z uśmiechem i otworzyłam szafę. Wyjęłam jedną suknię i ubrałam ją. Była u góry wąska, podkreślająca talię, na dole szersza, cała srebrno-złota. Do tego włożyłam złocone buty i kolczyki. Po chwili Jack z dumną miną wyszedł z łazienki. Miał na sobie zwykły czarny garnitur ze srebrną przypinką na kształt herbu Arendelle.
- Fantastyczne. - stwierdziła Anna.
Ja pocałowałam go w policzek, po czym zeszliśmy na dół. Kristoff wpadł na nas na korytarzu.
- Goście już się zbierają. - powiedział.
Gdy weszliśmy do sali balowej tłum odwrócił się w naszą stronę i ukłonił lekko. Skinęłam głową i uznałam, że to odpowiedni czas na przemowę. Uniosłam więc na chwilę ręce, żeby wszyscy skupili się na mnie. Gdy już wszystkie twarze zwróciły się w naszą stronę powiedziałam:
- Witajcie kochani! Dziękuję bardzo wszystkim za przybycie!
Wybuchły oklaski. Chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale Jack mnie uprzedził:
- Dobrej zabawy!!
Wszyscy zaśmiali się serdecznie, orkiestra zaczęła grać i goście zerwali się do tańca. Spojrzałam na Jack'a.
- No co? - uśmiechnął się.
- Wydawało mi się, że to ja tu jestem królową. - odrzekłam wracając wzrokiem do tańczących.
- Ależ jak to? - udał zdziwioną minę. - Przecież w Arendelle już od dawna rządzi królowa Jack.
Nie wytrzymałam i zaśmiałam się.
- Faktycznie. - odwróciłam się do niego po czym wraz z Anną, Kristoff'em i innymi przetańczyliśmy całą noc.
- Elsa.
środa, 4 listopada 2015
Oj, to moje wyolbrzymianie drobnych spraw :D
Hejo,
Dziś rano obudziłam się przerażona i szybko pobiegłam do Elsy, weszłam bez pukania i nikogo poza Elsą nie było nikogo.
- Elsa!!!- zaczęłam krzyczeć.
- Aniu co się stało?- zapytał mnie z przerażeniem w oczach.
- Zapomniałam o prezencje dla Kristoff' a.
- Aniu, dlaczego mnie tak wcześnie budzisz, a przecież to nie koniec świata?
- No cóż musisz mi pomóc.
- Ale w czym ja ci mam niby pomóc?
- W wyborze jakiegoś prezentu.
- Kup mu coś bombowego i będzie dobrze.
- No dzięki.- trochę się obraziłam i wyszłam. Ubrałam Lenkę i poszłam do miasta. Długo szukałam prezentu i w końcu znalazłam, ale nie powiem wam co, dowiecie się w piątek wieczorem.
- Anna
Dziś rano obudziłam się przerażona i szybko pobiegłam do Elsy, weszłam bez pukania i nikogo poza Elsą nie było nikogo.
- Elsa!!!- zaczęłam krzyczeć.
- Aniu co się stało?- zapytał mnie z przerażeniem w oczach.
- Zapomniałam o prezencje dla Kristoff' a.
- Aniu, dlaczego mnie tak wcześnie budzisz, a przecież to nie koniec świata?
- No cóż musisz mi pomóc.
- Ale w czym ja ci mam niby pomóc?
- W wyborze jakiegoś prezentu.
- Kup mu coś bombowego i będzie dobrze.
- No dzięki.- trochę się obraziłam i wyszłam. Ubrałam Lenkę i poszłam do miasta. Długo szukałam prezentu i w końcu znalazłam, ale nie powiem wam co, dowiecie się w piątek wieczorem.
- Anna
wtorek, 3 listopada 2015
Aniu... daj spokój!
Witajcie,
- Elso! - usłyszałam po raz pięćdziesiąty piąty, ale znów postanowiłam to zignorować.
Musiałam się skupić na czytaniu kontraktu o zawarciu handlowego porozumienia z Dun-Broch. Próbowałam odciąć się od reszty świata, ale ciągłe wrzaski z tyłu mi na to nie pozwalały.
- Elso!
Przewróciłam tylko oczami i zajrzałam na drugą stronę kartki.
- Elso Arendelle!!
Z głębokim westchnieniem odwróciłam się. Anna stała na oparciu fotela i przykładała do ściany pomarańczowo-brązową wstążkę.
- Co myślisz? - uśmiechnęła się.
- Pięknie. - odparłam.
- Elso, powiedz szczerze, wiesz, że to dla mnie ważne! Zamek musi wyglądać pięknie na bal.
- Jest naprawdę ślicznie. - stwierdziłam. - Ale proszę Cię, żebyś zrobiła to później, teraz mi przeszka...
- A właśnie, właśnie. - zeskoczyła z fotela i przyciągnęła mnie za rękaw do ściany. - Musisz mi trochę pomóc, może tak obejdzie się bez skakania po meblach.
I wcisnęła mi wstążkę w dłoń. Tak dzięki mojej kochanej siostrze, resztę wczorajszego dnia spędziłam na rozwieszaniu wstążek po całym pałacu. Dzisiaj na szczęście, poszła do miasta, więc mogłam spędzić trochę czasu z Jack'iem.
- Czyżbyś już nie była niewolnicą Anny? - zaśmiał się gdy weszłam do sypialni po śniadaniu.
Uśmiechnęłam się tylko.
- Co jej odbiło? - zapytał.
- Uparła się.. - usiadłam obok niego. -...że już koniecznie dzisiaj musi zacząć przygotowywać wszystko na te urodziny Kristoff'a.
- Kiedy to będzie?
- Jak wróci, najprawdopodobniej w piątek. - odrzekłam.
- A... zapraszamy wszystkich?
- Chyba tylko mieszkańców Arendelle, ale jeszcze nie wiem. - powiedziałam.
- Miejmy nadzieję, że nie przyjdzie ani panna Roszpuneczka, ani Kordiana. - odparł.
Kiwnęłam głową.
- To co... - zaczął Jack z chytrym uśmiechem.
- O nie. - zaśmiałam się. - Muszę nadrobić zaległości w papierach...
- Żadnych wykręcań się. - zaśmiał się Jack i przyciągnął mnie do siebie.
- Elsa.
- Elso! - usłyszałam po raz pięćdziesiąty piąty, ale znów postanowiłam to zignorować.
Musiałam się skupić na czytaniu kontraktu o zawarciu handlowego porozumienia z Dun-Broch. Próbowałam odciąć się od reszty świata, ale ciągłe wrzaski z tyłu mi na to nie pozwalały.
- Elso!
Przewróciłam tylko oczami i zajrzałam na drugą stronę kartki.
- Elso Arendelle!!
Z głębokim westchnieniem odwróciłam się. Anna stała na oparciu fotela i przykładała do ściany pomarańczowo-brązową wstążkę.
- Co myślisz? - uśmiechnęła się.
- Pięknie. - odparłam.
- Elso, powiedz szczerze, wiesz, że to dla mnie ważne! Zamek musi wyglądać pięknie na bal.
- Jest naprawdę ślicznie. - stwierdziłam. - Ale proszę Cię, żebyś zrobiła to później, teraz mi przeszka...
- A właśnie, właśnie. - zeskoczyła z fotela i przyciągnęła mnie za rękaw do ściany. - Musisz mi trochę pomóc, może tak obejdzie się bez skakania po meblach.
I wcisnęła mi wstążkę w dłoń. Tak dzięki mojej kochanej siostrze, resztę wczorajszego dnia spędziłam na rozwieszaniu wstążek po całym pałacu. Dzisiaj na szczęście, poszła do miasta, więc mogłam spędzić trochę czasu z Jack'iem.
- Czyżbyś już nie była niewolnicą Anny? - zaśmiał się gdy weszłam do sypialni po śniadaniu.
Uśmiechnęłam się tylko.
- Co jej odbiło? - zapytał.
- Uparła się.. - usiadłam obok niego. -...że już koniecznie dzisiaj musi zacząć przygotowywać wszystko na te urodziny Kristoff'a.
- Kiedy to będzie?
- Jak wróci, najprawdopodobniej w piątek. - odrzekłam.
- A... zapraszamy wszystkich?
- Chyba tylko mieszkańców Arendelle, ale jeszcze nie wiem. - powiedziałam.
- Miejmy nadzieję, że nie przyjdzie ani panna Roszpuneczka, ani Kordiana. - odparł.
Kiwnęłam głową.
- To co... - zaczął Jack z chytrym uśmiechem.
- O nie. - zaśmiałam się. - Muszę nadrobić zaległości w papierach...
- Żadnych wykręcań się. - zaśmiał się Jack i przyciągnął mnie do siebie.
- Elsa.
niedziela, 1 listopada 2015
Co z tą lalunią?
Hejo,
Dziś skończyłam odwoływać wszystkie sprawy związane z urodzinami i zaczęłam wszystki ustalać od nowa. Gdzieś około południa, nie wiem dokładnie, bo straciłam rachubę czasu postanowiłam pójść do Elsy, ale niestety nie otwierała, więc poszłam z Leną na spacer do miasta. Gdy wróciłam było już ciemno, więc zjadłyśmu z Leną kolację i uśpiłam ją.
Gdy spowrotem poszłam do Elsy, tym razem ona mi otworzyła.
- O Ania co tu robisz?- zapytała.
- Chciałabym wiedzieć co z tą lalunią.- Elsa wpuściła mnie do środka i usiadłyśmy na jej łóżku i opowiedziała mi wszystko po koleji.
- Jak myślisz wróci?- zapytałam gdy już skończyła.
- Nie ma mowy ja się wszystkim zajmę.- powiedział Jack.
- To ja was zostawię.- powiedziałam i wyszłam z pokoju.
- Anna
sobota, 31 października 2015
Jesteś boski, Jack!
Witajcie,
Anna od rana biegała po pałacu i rozmawiała z służącymi o urodzinach Kristoff'a. Początkowo próbowałam jej towarzyszyć, ale szybko przekonałam się, że urodziny szwagra to nie coś czym bardzo chciałabym się zajmować. Wróciłam więc do swojej komnaty. Jack miał zająć się Kordianą - wytłumaczyć jej wszystko i "wygonić" z Arendelle, ale nie widziałam go już bardzo długo. Wyszłam więc na zewnątrz i przeszłam przez pałacowe ogrody. Gdy w pewnej chwili usłyszałam głosy szybko schowałam się za drzewem.
- Słuchaj, nie mamy o czym rozmawiać. - mówił Jack.
- Jackie... zasmucasz mnie. - odparła Kordiana. - Byliśmy parą tak długo...
- Tak, kilkaset lat temu.
Westchnęła.
- No to możemy zostać przyjaciółmi. Zostanę tu... może po czasie zrozumiesz, że powinieneś do mnie wrócić...
- Absolutnie nie. Nie chcę się z tobą przyjaźnić. Okłamałaś mnie. - odrzekł gniewnym tonem Jack.
- Jak to?
- Po co wymyśliłaś to dziecko? - zapytał.
Wychyliłam się lekko aby zobaczyć minę Kordiany. Była cała czerwona.
- Myślałam, że... że przez to będziesz chciał wrócić. - powiedziała po chwili.
Jack pokręcił głową.
- Nie udało Ci się. - powiedział. - A teraz naprawdę mi przykro, ale muszę wyprosić Cię z naszego kraju.
- Słucham?!
- Rozkaz królowej. - uśmiechnął się lekko.
- Ja jeszcze wrócę... - burknęła i pobiegła w stronę portu.
Odczekałam chwilę po czym wyszłam zza drzewa.
- Elsa? - Jack wyglądał na oszołomionego. - Miałem sam to załatwić.
- I załatwiłeś. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go. - A ja tylko sobie patrzyłam.
- Mamy ją z głowy. - powiedział odwzajemniając uśmiech. - Jestem boski.
Zaśmiałam się i kiwnęłam głową.
- Tak, lodóweczko. I w dodatku taki skromny.
Zaśmiał się tylko i podniósł mnie po czym polecieliśmy wprost na mój balkon.
- Elsa.
Anna od rana biegała po pałacu i rozmawiała z służącymi o urodzinach Kristoff'a. Początkowo próbowałam jej towarzyszyć, ale szybko przekonałam się, że urodziny szwagra to nie coś czym bardzo chciałabym się zajmować. Wróciłam więc do swojej komnaty. Jack miał zająć się Kordianą - wytłumaczyć jej wszystko i "wygonić" z Arendelle, ale nie widziałam go już bardzo długo. Wyszłam więc na zewnątrz i przeszłam przez pałacowe ogrody. Gdy w pewnej chwili usłyszałam głosy szybko schowałam się za drzewem.
- Słuchaj, nie mamy o czym rozmawiać. - mówił Jack.
- Jackie... zasmucasz mnie. - odparła Kordiana. - Byliśmy parą tak długo...
- Tak, kilkaset lat temu.
Westchnęła.
- No to możemy zostać przyjaciółmi. Zostanę tu... może po czasie zrozumiesz, że powinieneś do mnie wrócić...
- Absolutnie nie. Nie chcę się z tobą przyjaźnić. Okłamałaś mnie. - odrzekł gniewnym tonem Jack.
- Jak to?
- Po co wymyśliłaś to dziecko? - zapytał.
Wychyliłam się lekko aby zobaczyć minę Kordiany. Była cała czerwona.
- Myślałam, że... że przez to będziesz chciał wrócić. - powiedziała po chwili.
Jack pokręcił głową.
- Nie udało Ci się. - powiedział. - A teraz naprawdę mi przykro, ale muszę wyprosić Cię z naszego kraju.
- Słucham?!
- Rozkaz królowej. - uśmiechnął się lekko.
- Ja jeszcze wrócę... - burknęła i pobiegła w stronę portu.
Odczekałam chwilę po czym wyszłam zza drzewa.
- Elsa? - Jack wyglądał na oszołomionego. - Miałem sam to załatwić.
- I załatwiłeś. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go. - A ja tylko sobie patrzyłam.
- Mamy ją z głowy. - powiedział odwzajemniając uśmiech. - Jestem boski.
Zaśmiałam się i kiwnęłam głową.
- Tak, lodóweczko. I w dodatku taki skromny.
Zaśmiał się tylko i podniósł mnie po czym polecieliśmy wprost na mój balkon.
- Elsa.
piątek, 30 października 2015
Dobre wiadomoście i przekładanie balu
Hejo,
Dziś rano wróciłyśmy od Mikołaja i od razu pobiegłyśmy do sypialni Jack' a i Elsy. Jack leżał na łóżku, a Lena po stronie na której zazwyczaj spała Elsa.
- Jack!- powiedziała Elsa, ale tak cicho jak to było możliwe żeby nie obudzić małej, lekko go tyrpała, ale on nic.- Jack.
- Elsa pozwól że ja spróbuję.- powiedziałam i pociągnęłam za kołdrę, Jack od razu otworzył oczy.
- Co je...? Już wróciłyście.
- Tak i musimy ci coś opowiedzieć.- ja zabrałam Lenkę do jej pokoju i wróciłam do Elsy i Jack' a, wszystko mu opowiedziałyśmu.
- Trzeba ją wyrzucić.- powiedział Jack.- Okłamała mnie.
- Tak wyrzucimy ją.- powiedziałam i kuż chciałam wyjść.
- Nie, Anno, ja muszę sam to załatwić. To moja sprawa i muszę ją załatwić.
- Ale Jack?!.- powiedziała Elsa.
- Nie to jest guzik z przeszłości który muszę odpruć.- w końcu uległyśmy i Jack wyszedł, ledwie wyszedł, a do drzwi ktoś zapukał.
- Ciekawe kto to?- powiedziała Elsa.- Proszę.
- Wasza Królewska Mość. Księżniczko.- ukłoniła się w naszą stronę.- Pan Kristoff kazał Wam przekazać że musiał wyjechać.
- Ale gdzie?- zapytałam.
- Do trolli
- A mówił po co?- zapytała Elsa.
- Powiedział że Baltazar jest bardzo chory.
- A czy wspominał na ile?- zapytałam, ale bałam się odpowiedzi.
- Na tydzień.
- No nie, tylko nie to i co teraz. Elsa, co ja mam robić?
- Odwołaj, albo przenieś na za tydzień.
- Świetny pomysł. Proszę, niech ktoś rozgłosi w królestwie że bal zotanie przeniesiony.- zwróciłam się do służącej, a sama poszłam wszystko przekładać.
- Anna
Subskrybuj:
Posty (Atom)