wtorek, 29 grudnia 2015

Ludowa ekscytacja królewskim małżonkiem?

Witajcie,
Dziś wstałam specjalnie wcześnie rano, aby wyjść nie budząc Jack'a. A właściwie najlepiej nikogo nie budząc. Uznałam,że dobrze mi zrobi chwila samotności, a dodatkowo chciałam sama sprawdzić jak mają się moi poddani. Gdy zeszłam do miasta z radością spostrzegłam, że w końcu poradzili sobie ze wszystkimi świątecznymi ozdobami i większość była już uprzątnięta. Za to napotkałam kilka stoisk, rozkładanych na głównym placu, na których dostrzegłam typowo sylwestrowe ozdoby i drobiazgi.
- Wasza Wysokość! - na mój widok jedna z kobiet zajmujących się stoiskami ukłoniła się nisko i zbliżyła się odrobinę. - Ośmielę się spytać, cóż tu królową sprowadza?
Podeszłam do niej z uśmiechem.
- Chciałam do Was zajrzeć. Wszystko w porządku? - zapytałam.
- Jak najlepszym, Wasza Wysokość. - kobieta ukłoniła się jeszcze raz. - Wszyscy nie mogą doczekać się końca roku.
- Widzę. - rozejrzałam się.
- Królowo, wiem, że nie przystoi pytać, ale... u nas już od kilku dni rozmawia się na ten temat. - kobieta zaczęła nerwowo skubać rąbek swojej sukienki.
- Na jaki dokładnie? - uniosłam brwi.
W tej chwili podbiegła do nas druga kobieta. Wyglądała na nieco młodszą i widać było, że jest wyjątkowo podekscytowana moją obecnością. Co chwilę kłaniała się i śmiała nerwowo. W końcu jednak powiedziała:
- Tu chodzi o królewicza, Wasza Wysokość. - zachichotała. - Męża królowej. Ludzie chcieliby bliżej go poznać.
Druga kobieta trzepnęła ją w ramię i obie się zaśmiały. Zmarszczyłam brwi z uśmiechem. Proszę, jakim powodzeniem Jack cieszy się wśród poddanych.
- I oczywiście zastanawiamy się również czy będzie koronowany! - dodała z ekscytacją młodsza. - Oczywiście... jeśli możemy pytać o takie rzeczy...
Zaśmiałam się serdecznie.
- Będę musiała nad tym pomyśleć. Dziękuję, że mi o tym powiedziałyście. - skinęłam lekko głową, a one ukłoniły się rumieniąc się po uszy.
Przeszłam jeszcze dookoła kilku miejsc, udałam się do portu, ale nie działo się tam nic godnego uwagi, więc wróciłam do zamku. Jack już na mnie czekał.
- Gdzie byłaś? - zapytał. - Martwiłem się.
- W mieście. - podeszłam do niego, a on natychmiast mnie przytulił po czym zaczął wypytywać czy dobrze się czuję i czy nic mi nie jest.
Gdy zdołałam go zapewnić, że wszystko jest w porządku opowiedziałam mu z trudem powstrzymując się od śmiechu o tym jak rozmyślają i rozmawiają o nim kobiety w całym Arendelle i, że chciałyby go lepiej poznać.
- Nic dziwnego. - spojrzał na swoją ładnie wyrzeźbioną klatę i uniósł głowę z dumną miną.
Oboje zaśmialiśmy się.
- W sumie, to miały trochę racji. - powiedział po chwili. - Był nasz ślub, trochę o mnie usłyszeli, ale tak naprawdę nikt mnie nie zna.
Kiwnęłam głową.
- Skoro tak bardzo ciągnie Cię na zewnątrz w Sylwestra, to możemy zajrzeć do poddanych, przy okazji. Na pewno się ucieszą. I najlepiej przyjdź bez koszulki.
Spojrzał na mnie z uśmiechem, ale w końcu uznał, że to dobry pomysł - oprócz tego ostatniego.
O tym, że poddani zastanawiają się, czy nie powinien być koronowany na razie mu nie powiedziałam. Na razie sama powinnam to przemyśleć. Jeszcze zobaczę co zrobić z tym fantem.



- Elsa.

niedziela, 27 grudnia 2015

Święta, święta i po świętach.

Witajcie,
Dziś tegoroczne Święta dobiegły końca, jednak w Arendelle ludzie niezbyt się tym przejęli. Anna doniosła mi, że dalej tańczą i ucztują razem na niedużym placu. Uznałam, że "niech sobie świętują", przecież nie robią nic złego. Dodatkowo postanowiłam zostawić ozdoby aż do Sylwestra.
- Nie boisz się, że zostawią Ci w państwie wielki śmietnik? - zapytał Kristoff.
Zdziwiłam się, że w ogóle go to interesuje, ale odrzekłam, że dobrze wiedzą, że będą musieli po sobie posprzątać i, że sami na pewno nie chcą zaśmiecać niepotrzebnie Arendelle. Będą wiedzieli kiedy i co zrobić.
Dostaliśmy mnóstwo listów od przyjaciół ze świątecznymi życzeniami, a sami wysłaliśmy chyba dwa razy tyle.


Kochana Elso!
Życzę Tobie i całej Twojej rodzinie wszystkiego dobrego, zdrowia, szczęścia i spełnienia najskrytszych marzeń! Daj sobie spokój z tymi obowiązkami, kochana, zrelaksuj się! I oczywiście niech te dziewięć miesięcy przeminie Ci miło i szybciutko! 

                                                                                             Twoja Merida (i Flynn)


Tak na przykład wyglądał jeden z nich. Ogólnie wszystkie życzenia były podobne, ale i tak sprawiły nam wszystkim dużo radości.
A wczoraj wieczorem usiedliśmy wszyscy razem na miękkim, wygodnym dywanie przy pięknie ustrojonej choince i blasku świec i wymieniliśmy się prezentami.
- Śnieżynko... - szepnął mi Jack na ucho. - ...chodź ze mną.
I wyprowadził mnie na niewielki taras. Kilka dni temu spadł pierwszy śnieg i było zimno, ale jak wiecie, nam za bardzo to nie przeszkadza. Oparliśmy się o balustradę i spojrzeliśmy na pięknie oświetlone miasteczko w dole, pokryte białym puchem.
- Elso, chciałabyś może... - zaczął Jack, a ja spojrzałam na niego. -...polecieć dokądś ze mną w noc w Sylwestra?
- Dokąd?
Uśmiechnął się.
- Nie wiem, moglibyśmy polecieć na chwilę do miasta, jeślibyś chciała może na Lodowy Wierch, czy gdzieś w góry. Albo po prostu się przejść.
- Czemu nie. - odwzajemniłam uśmiech. - Tylko trochę się martwię czy Anna i Kristoff dadzą sobie radę...
- Na pewno dadzą. - stwierdził.
Kiwnęłam głową.
- Ach, i jeszcze jedno. - dodał Jack. - Musisz mi coś obiecać.
Uniosłam brwi.
- Obiecaj, że przez następne dziewięć miesięcy nie tkniesz żadnych dokumentów.
- Jack. - zaśmiałam się. - Muszę trochę pracować, jestem królową.
Zrobił zamyśloną minę.
- No to obiecaj, że nie będziesz przesadzać i absolutnie się nie przemęczać.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się.
Zrobił dumną minę i objął mnie. Staliśmy na tarasie jeszcze przez jakiś czas oglądając jak słońce chowa się za morzem. A potem wróciliśmy do środka.



- Elsa.

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt!

Witajcie,
Dziś rano Anna obudziła mnie mówiąc, że Jack znowu wyjechał.
- Jak to? - jęknęłam siadając na łóżku zrezygnowana.
- Podobno Nord prosił go o pomoc w rozdawaniu prezentów w Ameryce. - odrzekła.
- No tak.. dziś Wigilia. - westchnęłam. - I spędzę święta bez męża.
Nagle Anka zaczęła się śmiać.
- Aniu? - zdziwiłam się. - Co...
I w tej chwili z szafy wyskoczył Jack w samych bokserkach również zanosząc się śmiechem. Byłam na tyle skołowana, że prawie nie zauważyłam jak wskoczył na łóżko i przytulił mnie czule.
- Nie zostawiłbym Cię w święta, Śnieżynko. - powiedział z uśmiechem. - Ani Ciebie, bałwanku. - dodał obejmując mnie w pasie.
- Chodźcie na śniadanie. - zaśmiała się Anna. - Będziecie potem szli z nami do miasta? Złożyć ludziom życzenia?
- A poradzicie sobie sami? - zapytałam wyobrażając sobie mimowolnie Kristoff'a w stroju elfa.
- Jasne, że tak. - kiwnęła głową.
Tak więc ja i Jack po śniadaniu wróciliśmy na chwilę do sypialni, a Anna, Kristoff, Lena i chyba Sven udali się do poddanych z drobnymi prezentami. Za to my (gdy w końcu Jack pozwolił mi się ubrać...znaczy, przebrać z koszuli nocnej!) razem z kilkoma służącymi wzięliśmy się za ozdabianie pałacu wewnątrz. Na zewnątrz został już ozdobiony, szczerze nawet nie wiem kiedy i przez kogo. Rozwiesiliśmy mnóstwo typowo bożonarodzeniowych ozdób, a w sali balowej Jack (przy okazji korzystając, że może sobie polatać wte i we wte) powiesił na oknach czerwone kotary, a na żyrandolach rozwiesił jemiołę, podobnie jak w prawie każdym korytarzu. Ja w wielu miejscach stworzyłam lodowe wzory (jak zawsze) na kształt bałwanków, gwiazd i innych, świątecznych rzeczy. Na koniec przystroiliśmy wspólnie ogromną choinkę (tym razem przyniesioną przez służbę) i usiedliśmy razem w jednym z salonów. W kominku wesoło płonął ogień i wszędzie pachniało pięknie piernikami, przygotowywanymi w kuchni przez służbę. Wtuliłam się w Jack'a z uśmiechem.
- Wiesz co będzie w następne święta? - zapytał cicho.
Pokręciłam głową, ale dobrze wiedziałam.
- Za rok... będzie z nami nasz mały słodziak. - szepnął.
Uśmiechnęłam się.
- To będzie dziewczynka. - powiedziałam.
Jack tylko zaśmiał się, po czym zapewnił mnie, że jest w stu procentach pewien, że niestety się mylę. I tak rozmawialiśmy długo, aż w końcu Anna i reszta wrócili i machali nad nami gałązką jemioły dopóki się nie pocałowaliśmy.
No cóż, na razie święta zapowiadają się cudownie. I Wam również życzę cudownych świąt kochani!



- Elsa. 

wtorek, 22 grudnia 2015

Panika i ulga.

Witajcie,
Przez ostatnie dni zaczęłam poważnie martwić się o Jack'a. Wiem, że zapewne nie miałam ku temu powodów, przecież jest Strażnikiem - czasem musi wykonać jakąś "strażnikową" pracę tak samo jak ja mam swoje obowiązki. Ale nie mogłam powstrzymać uczucia, że coś jest nie tak. Spędziłam mnóstwo czasu z Anną, aby nie myśleć o Jack'u, bo gdy tylko na chwilę zostawałam sama, w głowie powstawały mi najgorsze scenariusze. W końcu nie wytrzymałam i napisałam list do domu Norda, a gdy nikt nie odpisał wpadłam w prawdziwą panikę.
- Elsa? - Anna wpuściła mnie do swojego pokoju gdy zapukałam do niej nie wiedząc zupełnie co robić.
- Aniu... - weszłam do środka i od razu cała podłoga pokryła się szronem. - ...ja...
- Elso, usiądź, spokojnie. - usiadłyśmy na łóżku. - Co się dzieje?
Wzięłam głęboki oddech, aby uspokoić drżenie głosu, ale tak naprawdę to nie pomogło.
- Napisałam list. Napisałam do Jack'a, ale nie odpisał. - powiedziałam szybko. - Musiało stać się coś złego, muszę coś zrobić..
- Elso! - Anna uspokoiła mnie. - Spokojnie, nic się nie dzieje. Zapewne...
Nagle do pokoju wszedł Kristoff.
- O, Elsa. Szukałem Cię. - zaczął.
- Co się stało? - wstałam i podeszłam do niego z prędkością światła.
Spojrzał zdziwionym wzrokiem, najpierw na mnie, potem na Annę, a potem znowu na mnie i powiedział:
- Jack wrócił.
Jeszcze szybciej wybiegłam na korytarz i skierowałam się na dół.
- Elsa? - usłyszałam za sobą znajomy głos i odwróciłam się.
- Jack!
Podbiegłam do niego. Wyglądał jak zawsze, był cały i zdrowy. Przytuliłam go mocno.
- Wszystko gra? - trochę przestraszył się moim przejęciem.
- Tak, tak. - zaśmiałam się czując znaczną ulgę. - Bałam się, że coś się stało. Czemu tak długo Cię nie było? Dostałeś mój list?
- Nord poprosił mnie żebym pomógł mu uprzątnąć wszystko i ogarnąć na święta. Dzieci w Ameryce dalej na niego czekają. - powiedział. - Wszystko jest w porządku.
Kiwnęłam po woli głową. Szron, który jeszcze przed chwilą pokrywał cały korytarz zaczął topnieć powoli.
- A jak tam nasz mikroskopijny synuś? - zapytał Jack troskliwym tonem.
Uśmiechnęłam się.
- Przestań być taki pewny siebie. - trzepnęłam go w ramię. - Nic jeszcze nie wiadomo i nie będzie wiadomo przez długi czas.
- No cóż. - wypiął dumnie pierś. - Ojcowska intuicja.
Uniosłam jedną brew i pocałowałam go, po czym pobiegłam do Anny poinformować ją, że wszystko jest w porządku.



- Elsa.

niedziela, 20 grudnia 2015

Pożegnanie, zmartwienie i sen.

Hejo,
Dziś rano Astrid i Czkawka z Veronicą przyszli do naszej sypialni, aby się pożegnać, a ja poszłam z nimi do portu gdzie czekały smoki. Po powrocie do pałacu postanowiłam pójść do Elsy, myślałam że jest w gabinecie, ale jej tam nie było, więc poszłam do jej sypialni.
- Proszę.- odpowiedziała mi siostra na pukanie.
- Elsa? Jak się czujesz?- powiedziałam wchodząc do pokoju.
- Nic.- Elsa siedziała na łóżku i ocierała oczy.
- Przecież widzę.
- Martwię się o Jack' a.
- A gdzie on jest?
- Poleciał do Norda.
- To napisz list.- Elsa nic nie odpowiedziała tylko wstała i podeszła do szafy.
- Nie, nie będę pisać listu przecież wiem gdzie jest. Ale mam nadzieję że wróci do świąt.
- Ja też.- Elsa weszła do łazienki, a ja wyszłam i skierowałam się do pokoju Leny.
- Cześć perełko.
- Mama!- krzyknęła mała gdy weszłam.
- Ubieramy się?
- Tak, tak, tak.- ubrała ją i poszłam z nią na spacer po pałacu, bo na zewnątrz było z zimno.
- Lena idziemy do cioci Elsy?- mała tylko pokiwała i wyciągnęła rączki żebym wzięła ją na ręce.
- Puk, puk ciociu Elso zobacz kto do ciebie przyszedł.- powiedziałam wchodząc do gabinetu.
- Lenka, witaj kwiatuszku.- powiedziała Elsa biorąc Lenę na ręce.
- Elsa ja nie wiem czy to jest dobry pomysł w twoim stanie.- powiedziała, ale Elsa tylko na mnie popatrzała.
- Jasne że dobry, tak mi się nudziło przy tych listach że przyda mi się chwila dla siostrzenicy.- Elsa zabrała Lenę do biurka, a ja poszłam na dół po coś do picia, a gdy wróciłam Lena spała w ramionach Elsy.
- Będziesz świetną matką.- powiedziałam i zabrała Lenę do jej pokoju, a gdy wróciłam Elsa spała w swoim fotelu.
- Och Elsa, Elsa.- zawołałam Tamarę żeby pomogła mi przenieść Elsę do jej sypialni, a później sama wróciłam do swojej sypialni gdzie czekał na mnie Kristoff :D



- Anna

sobota, 19 grudnia 2015

Odrobinka samotności, kara dla kuzynki i wsparcie siostry

Witajcie,
Od czwartku Jack'a nie ma w Arendelle, ponieważ wzywał go Nord. Nie mam pojęcia po co, ale już po jednym dniu zaczęłam czuć się samotna. W piątek mężczyzna, który miał dopilnować "transportu" Roszpunki do Corony, wrócił i dokładnie opisał mi całą sytuację. Moja kuzynka z polecenia jej własnej matki, za to co zrobiła została zamknięta w swojej starej wieży. Nie byłam pewna czy to do końca rozsądne, więc napisałam do ciotki list z prośbą o wypuszczenie jej po jakimś czasie - niech odsiedzi swoje, ale bez przesady. W odpowiedzi otrzymałam tylko "Dobrze, ale uważam, że zasłużyła na o wiele gorszą karę".
Astrid poczuła się już o wiele lepiej, wyszła w końcu z pokoju, a nawet pozwoliła nam zobaczyć jeszcze raz Veronicę. W końcu postanowili razem z Czkawką, że jeszcze w ten weekend wrócą na Berk.
- W końcu trzeba ogłosić ludziom tak cudowną nowinę. - uśmiechnął się Czkawka.
Anna odwzajemniła jego uśmiech i niespodziewanie wyciągnęła mnie na korytarz.
- Aniu? Wszystko gra? - zapytałam, ale ona tylko chwyciła mnie pod rękę i poprowadziła powoli korytarzem.
- Jasne, tylko chciałam z Tobą pogadać. - odrzekła. - Wszyscy zajęli się teraz Astrid, albo Roszpunką, a może to ty czegoś potrzebujesz.
Uniosłam brwi.
- Jak tam? Wszystko gra? Dobrze się czujesz? - zapytała troskliwym tonem.
- Tak. - przyznałam zgodnie z prawdą.
- Nic Cię nie boli?
- Nic.
Anna zatrzymała się, stanęła naprzeciw mnie i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Nie widać. - mruknęła.
- Anno, jasne, że nie widać. - zaśmiałam się ruszając dalej. - To pierwszy miesiąc, głuptasie.
- No tak... - podbiegła do mnie. - A skąd weźmiesz jakieś suknie gdy już będzie...
- Od mamy. - odparłam. - Albo sama sobie stworzę, nie wiem. Na razie nie muszę się tym przejmować.
Kiwnęła głową.
- Kiedy Jack wróci?
- Nie mam pojęcia. - spuściłam głowę i poprawiłam białe rękawiczki.
- Hej, hej, co to za mina? - Anna znów stanęła naprzeciw mnie i chwyciła mnie za ramiona. - W każdej chwili możesz przyjść do nas, pamiętasz? Nie musisz siedzieć sama w komnacie, albo sterczeć nad tymi papierami.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Obiecujesz, że gdyby coś się działo, przyjdziesz?
- Obiecuję. - odrzekłam.
- To dobrze. - uśmiechnęła się. - No to wracam do reszty.
I pobiegła do innych, a ja wróciłam do sypialni.



- Elsa.

czwartek, 17 grudnia 2015

Dziwna rozmowa i pożegnanie przyjaciół.

Hejo,
Dziś rano Elsa wpadła do mojej sypialni co było dziwne.
- Anna musisz mi pomóc!- podbiegła do mnie.
- Co się stało?!- wystraszyłam się że coś się stało.
- Ciotka wpadła do mojej sypialni przed chwilą i poprosiła o rozmowę przed wyjazdem.
- No to w czym ja mam ci pomóc?
- Nie chce być z nią sam na sam w jednym pomieszczeniu.- miała rację, też bym się bała ciotki.
- A Jack nie może ci pomóc?
- Nie ma go w królestwie, ale później ci powiem teraz choć.- ubrałam szlafrok i pobiegłam za Elsą do jej gabinetu.
- Witaj ciociu.- przywitałam się.
- Witaj Anno.- odpowiedział mi głos, którego nigdy nie słyszałam, ten który ja znałam był wesoły, szalony, a ten który usłyszałam był przygaszony i smutny, a ciotka była blada miała podkrążone oczy i rozczochrane włosy.
- A więc o czym chciałaś porozmawiać?- zapytała Elsa siadając przy biurku.
- Chciałabym zabrać Roszpunkę do Corony i tam ją zamknąć.
- Ale gdzie?- zapytałyśmy równocześnie z Elsą.
- W wieży.
- Ale przecież ona z umie wyjść z wieży.
- Okno i tajne wejście są zamurowane.- po tych słowach zapanowała cisza, ciocia była pewna tego co chce zrobić.
- Dobrze, ale pod jednym warunkiem.- zaproponowała Elsa.
- Jaki?
- Jeden z naszych strażników popłynie z wami i dopilnuje twojej obietnicy, a później wróci i zda mi raport z podróży.
- Dobrze. Dziękuję.- gdy ciocia już wyszła, do gabinetu wpadła Merida i Flynn oraz Czkawka.
- Elso, Anno my chcieliśmy się pożegnać, bo wracamy na Berk.- powiedziała Merida.
- No to może ja was odprowadzę?- zaproponowałam.
- Dobrze, ale najpierw się ubierz.- wszyscy zaczęli się śmiać.
- Oczywiście.
- A ja chciałem zapytać cię Elso czy ja, Astrid i Veronica możemy jeszcze zostać w Arendelle, ponieważ Astrid jeszcze nie doszła do siebie, a Veronica jest chyba za mała na lot smokiem.- powiedział Czkawka.
- Oczywiście zostańcie ile tylko chcecie.- ja, Merida i Flynn wyszliśmy z pałacu i skierowaliśmy się do portu ( oczywiście ja byłam już ubrana), gdy weszliśmy do portu zobaczyłam statek Corony na horyzoncie. Pożegnałam się z Meridą i Flynnem, a oni wypłyneli.


- Anna