sobota, 30 kwietnia 2016

Niech oni już wrócą. Błagam.

Witajcie,
Jak wiecie od kilku dni siedzę na Biegunie Północnym. Jeszcze do wczoraj nie miałam zupełnie żadnych wieści od Jack'a, ani od żadnego ze Strażników, toteż możecie wyobrazić sobie moje przerażenie. Praktycznie nie wychodziłam z przyznaczonej mi sypialni. Starałam się spać - we śnie nie mogę myśleć-, ale sen nie przychodził łatwo, szczerze nie spałam prawie wcale. A nawet gdy udało mi się zmrużyć oczy, śniły mi się koszmary tak straszne, że zrywałam się z nich z krzykiem. Wiedziałam, że nie jestem tu sama - Mikołaj ma mnóstwo pomocników i pracowników, yeti i elfy, ale wiedziałam, że oni mi nie pomogą. Potrzebowałam Jack'a. Czułego uścisku. Pisałam wiele razy do Anny z zapytaniem co w Arendelle, ale nie odpisała. Zapewne zajmuje się królewskimi sprawami, albo Leną.
Tak czy inaczej, byłam samotna i przerażona. Gdy wczorajszego wieczoru przyniesiono mi list chwyciłam go rozentuzjazmowana i usiadłam przed kominkiem. Rozerwałam kopertę, która pokryła się szronem.


Droga Elso, 
Rozdzieliliśmy się na dwie grupy, aby zaskoczyć Mroka w jego kryjówce. Jack poszedł z Piaskiem, a ja, Zając i Ząbek zostaliśmy z przodu. Od dłuższego czasu nie mamy od nich wiadomości. Nie wrócili. Dziś pójdziemy za nimi, postaramy się ich znaleźć. Poinformujemy Cię o przebiegu zdarzeń. 

                                                                                             - North 


Rozdzielili się. Poszli osobno. Kto wpadł na ten pomysł?! Dlaczego?! Dlaczego Jack... Jack zniknął. Nie mają od niego wiadomości. Nie wrócił.
Ukryłam twarz w dłoniach. List tylko pogłębił moje obawy. Niech oni już wrócą. Błagam.
W tej chwili usłyszałam skrzypienie otwieranych drzwi.



- Elsa.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Dni oczekiwania..

Witajcie,
Od kilku dni spędzam całe dnie i noce szwendając się po korytarzach ogromnego domu Mikołaja. Jack przyleciał po mnie w piątek, a później mogliśmy spędzić weekend razem. Przez większość czasu tuliłam się do niego mocno, a on powtarzał, że wszystko będzie dobrze. Gdybym tak po prostu potrafiła w to uwierzyć. Gdybym tak po prostu potrafiła uwierzyć, że pokona Czarnego Pana i wróci do mnie cały i zdrowy. Niestety mimo, że byłam pełna obaw, musiałam.. po prostu pozwolić mu odlecieć. W poniedziałek rano wszyscy Strażnicy zebrali się, naradzili krótko, wsiedli do sań Northa i odlecieli.
- Śnieżynko... - zaczął Jack gdy zobaczył moją - zapewne bladą jak ściana - twarz, gdy wyszłam się z nim pożegnać.
Nie powiedziałam nic, tylko objęłam rękami jego szyję i oparłam czoło o jego pierś.
- Widzimy się za... - zastanowił się chwilę nie przestając uśmiechać się lekko. - Kilka dni? Bardzo niedużo. Dasz sobie radę, na pewno. Problem w tym, że... - podniosłam na niego wzrok. - ...ja mogę nie dać.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go, a on od razu czule odwzajemnił pocałunek. Następnie dotknął mojego brzucha.
- Opiekuj się mamą. - szepnął.
Posłał mi ostatnie, pełne miłości, ale też trochę chytre (jak na Jack'a przystało) spojrzenie i wskoczył na sanie. Stałam w śniegu tak długo, aż czarny punkcik na niebie zupełnie nie zniknął, po czym wróciłam przed kominek. I tak zaczęły się okropne, pełne napięcia dni oczekiwania...



- Elsa.

czwartek, 21 kwietnia 2016

List z Bieguna.

Witajcie,
Jack'a nie ma. Nie ma go.. i nie ma. Ta myśl krąży po moim umyśle przez ostatnie dni. Z początku skupiałam się na pracy i obowiązkach z całych sił, żeby odciągnąć myśli od strasznych wizji. Na szczęście gdy zaczęłam znów popadać w lekką depresję, przyszedł list. List z Bieguna Północnego.



Kochana Śnieżynko,
Po pierwsze - nie, nic mi nie jest i ani mi się waż się zamartwiać!! 
Po drugie. Strażnicy obiecali mi, że pomogą raz na zawsze rozprawić się z Mrokiem. Tak więc stoczymy z nim bitwę, z pewnością. Ale nie będę sam. 
I po trzecie - North proponuje, abyś dla dobra Twojego i dziecka "przeniosła się" na jakiś czas tutaj, na Biegun. Mieszkałabyś sobie spokojnie w jego domu przez czas, w którym my zniszczymy Mroka. Całe to miejsce jest chronione bardzo potężną magią samego Księżyca, więc nie ma najmniejszych szans, żeby coś Ci tam zagrażało. 
Odpisz szybciutko co o tym myślisz i nie zamartwiaj się!!
Ch.w.k., 

                                                                                              Jack 


Uśmiechnęłam się nad kartką i odpisałam krótko, że się zgadzam. Teraz zostaje mi znów czekać na odpowiedź.




- Elsa.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Króla nie ma to Królowa pracuje :D

Hejo,
Jak wiecie już jest normalnie w Arendelle. Rano poszłam do gabinetu Elsy i weszłam bez pukania.
- Hej, siostra, a gdzie Jack?- przywitałam się.
- Witaj, Aniu. Jack wyjechał na biegun do strażników, ta cała sytuacja nie daje nam spokoju.
- Jaka sytuacja?
- Mrok wypuścił nas i nawet nas nie gonił i nie daje znaków życia. Ciebie to nie zastanawiało?- spojrzała na mnie.
- Trochę tak, bo przecież ta nasza ucieczka trochę czasu zajęła i gdyby chciał to nie miał by problemów z dogonieniem nas.
- No właśnie i dlatego Jack pojechał, aby zapytać co sądzą o tym pozostali strażnicy.
- Tak, jego nie ma, a ty siedzisz przy papierach, więc teraz idziesz ze mną na pyszny obiad.- powiedziałam i wyciągnęłam ją za rękę z gabinetu. Poszłyśmy jeszcze po Lenkę, a potem do jadalni na obiad.
- Aniu, dziękuję że jesteś przy mnie, ale ja muszę teraz was opuścić i udać się na audiencję.- powiedziała Elsa po zjedzeniu i wstała.
- Przecież niedawno miałaś audiencję.
- No tak, ale dawno nie było audiencji i wczoraj nie wszyscy zdążyli przyjść ze skargami, więc powiedziałam żeby przyszli dziś.
 - Ale się nie przemęczaj.- powiedziałam, a siostra tylko się uśmiechnęła i wyszła.




- Anna

sobota, 16 kwietnia 2016

Obiecuję..

Witajcie,
Po jakimś czasie wszystko wróciło nareszcie do porządku dziennego. Wróciłam na stanowisko królowej, udzielałam audiencji (z Jack'iem u boku), a nawet (gdy tylko Jack uznał, że nie jestem zbyt zmęczona) zajmowałam się papierkową robotą. Ale jednak coś cały czas nie dawało mi spokoju.
- Jack.. - zaczęłam pewnego wieczora gdy siedzieliśmy razem w gabinecie.
- Słucham. - uśmiechnął się do mnie.
- Nie sądzisz, że...Cała ta sytuacja kiedy uciekliśmy od Mroka była dziwna? Nie gonił nas, nie zatrzymał. Wypuścił nas. A i teraz nie daje znaków życia.
- Też o tym myślałem. - kiwnął głową po chwili przybierając zamyślony wyraz twarzy.
- Boję się, że knuje kolejny, jeszcze gorszy plan.
Przykucnął przed krzesłem, na którym siedziałam i chwycił mnie za dłonie.
- Zajmę się tym. - szepnął po czym wstał i skierował się do drzwi, ale za nim wyszedł podbiegłam do niego.
- Jack, nie. - powiedziałam stanowczym tonem. - Nie chcę żebyś znowu znikał nie mówiąc mi o niczym, a potem wracał w okropnym stanie. Zajmijmy się tym razem.
- Elso... - przytulił mnie do siebie. - Nie wolno Ci się narażać w żaden sposób. - odsunął się lekko, lecz dalej trzymał mnie za ręce i patrzył głęboko w oczy. - I tak spotkało Cię już coś okropnego. Zapytam o radę innych Strażników.
Stałam przez chwilę nie mówiąc nic. Potem podniosłam na niego wzrok. Jego oczy były pełne szczerości i miłości. Ufałam mu w zupełności. Jednak to zdanie samo wydobyło się ze mnie:
- Obiecaj mi, że sam nie będziesz z nim walczył.
Uśmiechnął się.
- Twoja mama naprawdę mi nie wierzy. Głuptas z niej. - powiedział dotykając mojego brzucha.
Znów spojrzał mi w oczy.
- Obiecuję, Śnieżynko. - pocałował mnie czule i wyszedł.



- Elsa.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Anna, królowa Arendelle i Kristoff, król Arendelle :D

Hejo,
Wybaczcie że nie pisałam, ale musiałam nadrobić stracony czas z moją małą księżniczką i kochanym mężem.
Kiedy już wróciliśmy do zamku i Jack i Elsa zostali zbadani, a ja upewniłam się że będą odpoczywać poszłam do sypialni i oczywiście Kristoff obrażony na mnie usypiał Lenę. Więc weszłam do łazienki i przygotowałam sobie ciepłą kąpiel, a kiedy wróciłam do sypialnie Lena była już swoim pokoiku.
- Dołączysz do mnie?- zapytałam, ale nie odpowiedział.- Kristoff' ku długo będziesz na mnie obrażony?
- Nie jestem obrażony, ale jest mi smutno że mnie nie posłuchałaś i pojechałaś sama.- usiadłam mu na kolanach i objęłam rękami jego szyję.
- Przepraszam, ale to jest moja siostra i kocham ją, a poza tym nie chcę jej znów stracić.- pocałowałam go, a on odwzajemnił i zaniósł mnie do łazienki, gdzie wzięliśmy wspólną kąpiel. Od tamtej pory Kristoff już nie był obrażony, a ja zdałam sobie sprawę z tego jaki bałagan zrobiłam i jak już wiecie nie zdążyłam go posprzątać, a ostatnio siedziałam z Elsą i opowiadałam jej jak wyglądały moje " krótkie rządy" i obie głośno się przy tym śmiałyśmy.
- Anna, Królowa Arendelle!!!- śmiała się Elsa zakładając mi na głowę koronę, a ja przystrojona w koszulę nocną i peleryną, znaczy koc, z dumnie uniesioną głową zaczęłam machać ręką na wszystkie strony, gdy do pokoju wpadła Jack.
- Co tu się dzieję?- nie krył rozbawienia na mój widok.
- Opowiadałam Elsie, jak rządziłam Arendelle i postanowiła mnie koronować.
- A, to przepraszam Wasza Wysokość.- ukłonił się. Do pokoju wszedł Kristoff.- Oto Kristoff, król Arendelle.
- No już nie przesadzajmy.- powiedziałam i podeszłam do Kristoff' a, któremu Jack założył swoją koronę.- Nie chce nigdy więcej być w takiej sytuacji. Ja nie mam o tym zielonego pojęcia.
Cały wieczór wszyscy się śmialiśmy i żartowaliśmy, aż w końcu trzeba było iść spać.



- Anna

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Po prostu się o mnie troszczy...

Witajcie,
Wybaczcie, że ostatnio nie pisałyśmy, ale Anna chyba dużo czasu poświęcała Lenie, a ja słabiej się poczułam więc Jack oczywiście od razu posłał mnie do łóżka, opatulił w piętnaście koców, zrobił cały dzbanek gorącej czekolady i wezwał moją lekarkę.
- To zapewne osłabienie spowodowane ciążą i stresem. Nic groźnego, wystarczy odpoczywać. - powiedziała po krótkim przebadaniu mnie.
Jack jednak jak się pewnie domyślacie zachowywał się jakbym co najmniej umierała. Nie pozwalał mi prawie w ogóle wychodzić z łóżka i dostarczał do sypialni wszystkie posiłki. Gdy wspomniałam o obowiązkach obdarzył mnie bardzo zdenerwowanym spojrzeniem.
- Już rozmawialiśmy o papierach, Elso. Nie. Możesz. Się. Przemęczać. - powiedział.
Przewróciłam oczami, ale uśmiechnęłam się lekko. Jack jest niewątpliwie najbardziej gorliwym opiekunem na świecie. Dziś rano jednak, gdy nie było go w sypialni, a ja uznałam, że czuję się już lepiej, wyszłam spod "kocowego bunkra" jak razem z Anną ochrzciłyśmy coś pod czym przez ostatnie dni trzymał mnie Jack, po czym udałam się do mojego gabinetu. Na widok okropnego bałaganu jaki tam panował jęknęłam cicho (żeby JackGumoweUcho nie usłyszał) i uklęknęłam na podłodze. Zaczęłam zbierać powoli porozrzucane kartki i dokumenty. Gdy usłyszałam za sobą skrzypienie drzwi wstałam szybko gotowa nazmyślać Jack'owi, że wcale nie sprzątałam. Jednak zamiast niego, w drzwiach stała Anna.
- O nie... Elsa... ja... - zaczęła się jąkać. - Właśnie... miałam... to posprzątać, bo widzisz... ee.. jak was nie było to próbowałam się tym zajmować, ale... nie bardzo mi wychodziło...
- Spokojnie, Aniu. - uśmiechnęłam się i zaniosłam zebrane kartki na biurko. - Nic się nie stało. Chodź, pomożesz mi.
I aż do obiadu robiłyśmy porządek i dziwnym trafem do pokoju nie wparował Jack z piętnastoma kocami. Oczywiście gdy tylko zjawiłam się w sypialni czekał na mnie z obrażoną miną.
- Och, Jack... - westchnęłam. - Już nic mi nie jest, chciałam tylko...
Uśmiechnął się. Uniosłam brwi.
- Nie jesteś zły?
- Nie jestem psychopatą, który więzi żonę w łóżku. - zaśmiał się i podszedł do mnie.
Parsknęłam śmiechem.
- Po prostu się o Ciebie troszczę. Bo Cię kocham. - powiedział obejmując mnie. - Jednym słowem - jestem idealnym mężem.
- Oj tak, Jack. - zaśmiałam się i wtuliłam w niego. - Oj tak.



- Elsa.