piątek, 12 września 2014

Przystanek drugi: Chiny i przystanek trzeci: Australia.

Witajcie,
Wybaczcie, że długo się nie odzywaliśmy, ale nie mieliśmy w ogóle czasu. We wtorek w nocy dotarliśmy do Chin. Przelatywaliśmy właśnie nad Wielkim Murem Chińskim, kiedy Anna zawołała:
- O matko...niedobrze mi!
- Daj spokój, aż tak źle nie prowadzę. - burknął Jack.
- Serio chce mi się rzy...
- Ląduj, Jack. - powiedziałam widząc, że siostra robi się blada.
- Niby gdzie?! - krzyknął Jack. - Na Murze Chińskim?!
- Tak! - odkrzyknęłam równo z Kristoff'em i Anną.
Po kilku sekundach Jack wylądował. Nie wiedzieliśmy gdzie dokładnie jesteśmy. Wiadomo było tylko tyle, że "zaparkowaliśmy" saniami na Murze Chińskim, a prócz niego otacza nas las. Anna wybiegła z sań trzymając się za brzuch.
- Aniu, wszystko ok? - zapytał Kristoff podbiegając do niej.
- Nie. - odparła i zwymiotowała.
- Fuj... - jęknął Jack.
- Zamknij się. - trzepnęłam go po głowie i podeszłam do siostry.
Anna opierała się o Mur, trzymając za rękę Kristoff'a.
- Już Ci lepiej? - zapytałam.
Anna nie odpowiedziała. Coś przykuło jej uwagę.
- Patrzcie! - zawołała i podniosła z ziemi około dwudziesto - centymetrowy patyk.
- To odłamek mojej laski! - zaczął Jack odbierając go od Anny. Następnie połączył go z drugim, który zdobyliśmy w Londynie. - Ale to znaczy, że Roszpunka...
I nagle złapał się za serce.
- Jack! - krzyknęłam podbiegając do niego.
- ...że Roszpunka...właśnie złamała laskę na więcej części... - dokończył ledwo łapiąc oddech.
- Czujesz, gdzie są? - zapytała Anna, która widocznie czuła się już całkiem dobrze.
- Chyba tak. - odrzekł Jack. - Musimy lecieć do Australii.
- Co?! - wyrwało się wszystkim.
- Spokojnie. Mamy śnieżną kulę. - dodał wsiadając do sań. - Lecimy?
- A nie lepiej byłoby się przespać...? - zapytał Kristoff. - Nie spaliśmy od dwóch dni...
Jack kiwnął głową na znak, że się zgadza. Noc spędziliśmy w saniach.
Kilka godzin później obudził mnie głos Anny:
- Jack!
Szybko zerwałam się na nogi. Zobaczyłam, że Jack oddycha ciężko oparty o górną część sań, a Anna siedzi przy nim przykładając mu do czoła mokrą szmatkę.
- Co się dzieje? - zapytałam mijając śpiącego Kristoff'a.
- Jack źle się poczuł... - powiedziała Ania.
- Roszpunka znowu złamała laskę. - powiedział Jack. - To znaczy, że mamy do odnalezienia jeszcze... jakieś trzy kawałki.
- Nie ma na co czekać. - powiedziałam. - Lećmy dalej.
Jack uśmiechnął się do mnie po czym wziął lejce i wylecieliśmy do Australii. W drodze Anna obudziła Kristoff'a.
- Co jest...? - wymamrotał.
- Nic, kochanie. - Anna pocałowała go.
Spojrzałam ze smutkiem na Jack'a. Jeśli nie zdążymy znaleźć i połączyć laski... umrze. Nigdy nie będziemy mogli...
- Uwaga! - krzyknął Jack. - Przenosimy się!
I rzucił śnieżną kulą wołając "Australia!". Po chwili znaleźliśmy się nad plażą.
- Lądujemy! Czuję tu gdzieś laskę!
Po niecałej minucie wylądowaliśmy na piasku.
- Chodźcie, szukajmy laski Jack'a! - zawołała Anna wyskakując z sań. Po chwili do niej dołączyliśmy i zaczęliśmy przekopywać piasek w poszukiwaniu kawałka laski. Nagle usłyszałam trzepot skrzydeł i głos za sobą:
- Och, Jack! Myślałam, że już Cię nigdy nie zobaczę! Och, Jack!
Odwróciłam się tak samo jak Anna i Kristoff. Około metr przed nami Wróżka Zębowa obcałowywała Jack'a przytulona do niego mocno. Poczułam, że nie wytrzymam. Odepchnęłam Wróżkę od Jack'a, a plaża w jednej chwili pokryła się lodem.
- Elsa, spokojnie! Ona nie...! - zaczął Jack, ale ja popchnęłam Wróżkę nie zważając na niego.
- Odczep się od mojego chłopaka! - krzyknęłam jej prosto w twarz.
- Bo co?!
W tej chwili buchnęła ode mnie fala lodowatego powietrza wraz z drobnymi śnieżynkami. Podmuch znów popchnął Wróżkę i...wpadła do oceanu.
- Ząbek! - krzyknął Jack i wbiegł do wody. Za nim pobiegli Anna i Kristoff, ale oni zatrzymali się na brzegu. Jack stanął w wodzie rozglądając się ze strachem. Wpadłam w lekką panikę. Podbiegłam do wody. Niechcący zanurzyłam w niej stopę. Momentalnie woda zmieniła się w lód. Jack zdążył odlecieć, ale Wróżka została gdzieś pod wodą.
- Elsa! - krzyknął Jack. - Jak mogłaś?!
- Ja...nie chciałam...! - zaniosłam się płaczem.
Obok nie przebiegł Kristoff z piłą łańcuchową w dłoni. Skąd ją wziął? Nie wiem. Mimo wszystko podbiegł do zamrożonej wody i wykroił lodowy sześcian. Znajdowała się w nim Wróżka nie ruszając się w ogóle.
- Musimy rozbić ten lód! - krzyknęła Anna rozbijając sześcian kamieniem. Po chwili w trójkę udało im się rozbić cały. Wróżka otrzepała się z resztek lodu.
- Nic Ci nie jest? - zapytał Jack.
- Nie... ale ta wiedźma za to zapłaci! - krzyknęła Wróżka w moją stronę i odleciała.
Z płaczem usiadłam na lodzie, pod którym krył się piasek plaży. Nie chciałam zrobić nic złego. To ona zaczęła... nie jestem wiedźmą, nigdy bym nikogo nie skrzywdziła...
- Dlaczego to zrobiłaś? - usłyszałam nad sobą głos Jack'a. Nie odpowiedziałam. Gdzieś dalej usłyszałam głos Anny:
- Skąd ty wziąłeś piłę łańcuchową?
- Ten Mikołaj trzyma w saniach jakieś dziwne rzeczy. - zaśmiał się Kristoff.
Normalnie też bym się pewnie zaśmiała, ale w tamtej chwili nie miałam nastroju do żartów. Marzyłam, aby chłodna, delikatna dłoń Jack'a otarła mi łzy. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Jack zostawił mnie na lodzie. I to dosłownie. Odwrócił się po prostu i poszedł w stronę sań.
- Jack, nie chciałam jej skrzywdzić! - krzyknęłam przez łzy wstając.
Jack odwrócił się. Jego oczy także lśniły od łez.
- Ale to zrobiłaś. A teraz, chodź jeśli nie chcesz żebym umarł.
Podeszłam do sań i spojrzałam na Annę. Natychmiast odwróciła wzrok. Poczułam nowo napływające łzy. Usiadłam z tyłu nie odzywając się słowem. Kristoff zapytał:
- Jack, gdzie teraz lecimy?
- Na Antarktydę. - odrzekł Jack bezbarwnym tonem.
Anna wstała nagle.
- Zaczekajcie. Przy plaży widziałam banany!
- Co? - zdziwił się Kristoff.
- Wy nie jesteście głodni? Idę trochę pozbierać. - odrzekła i wyskoczyła na piasek, który już się rozmroził.
- Idę z tobą. - powiedział Kristoff i zostałam sama z Jack'iem.
Zbliżyłam się trochę do niego.
- Jack... ja naprawdę nie chciałam jej skrzywdzić. Uwierz mi.
Jack nie odwrócił się.
- Błagam! Ty też uważasz, że jestem wiedźmą?
Usiadłam na przeciwko niego. Spojrzał mi w oczy ze smutkiem. Pocałowałam go nie dbając o to, co zrobi. Ku mojemu zdziwieniu nie odepchnął nie. Odwzajemnił pocałunek i podsadził mnie, żeby usiadła mu na kolanach.
- Wierzę Ci, śnieżynko. Ale ona jest moją przyjaciółką. Nie pozwolę żeby ktoś ją skrzywdził.
- Rozumiem... - odrzekłam. Jack pocałował nie jeszcze raz, tym razem namiętnie i z uśmiechem.
Nagle usłyszeliśmy głos Anny:
- Mamy banany! Mamy banany!
Wstałam i usiadłam obok Jack'a wtulając się w jego ramię.
- O...- Anna zatrzymała się przed saniami. Po chwili nadbiegł Kristoff i zrobił to samo.
- Do pogodzenia wystarczą Wam dwie minuty. - zaśmiał się. - Nieźle. Nasz rekord to pięć.
- Bardzo się cieszę. - przerwał mu Jack. - Ale teraz musimy polecieć w pewne śliczne, śnieżne miejsce. Zapnijcie pasy! Antarktydo, nadchodzimy!

- Elsa. 

wtorek, 9 września 2014

Przystanek pierwszy: Londyn.

Witajcie,
Wczoraj wyruszyliśmy w poszukiwanie laski Jack'a. Użyliśmy do tego sani, które Jack chyba pożyczył od Świętego Mikołaja oraz jego śnieżnej kuli, która przeniosła nas od razu do Londynu. To tam właśnie skierował nas Jack. Powiedział, że wyczuwa gdzie jest jego laska. Dzięki śnieżnej kuli nie lecieliśmy zbyt długo.
- Wszystko w porządku, Jack? - zapytałam kiedy mijaliśmy jakieś budynki. - Już Ci lepiej?
- Tak... ale chyba jestem trochę osłabiony...to przez tą złamaną laskę. - odrzekł Jack nie odrywając wzroku od trasy. 
- Patrzcie! Big Ben! - wrzasnęła nam Anna nad głowami.
- Ej, czemu na szczycie siedzi coś zielono...fioletowo...? - odezwał się Kristoff.
Nagle to zielono-fioletowe coś do nas...podleciało. Okazała się to Zębowa Wróżka!
- Jack! Co ty tu robisz? - zapytała.
- Eee...może pogadamy na ziemi, co? - odrzekł Jack i wylądował saniami tuż przy dolnej części wieży.
Gdy tylko zeszliśmy z sań Wróżka podleciała do nas i zaczęła wypytywać Jack'a:
- Kim oni są? Co tu robisz? Czemu masz sanie Norda?
Jack podrapał się po głowie i po chwili odpowiedział zachowując spokój:
- To moi przyjaciele. Elsę chyba już poznałaś. Myślę, że odpowiedź na drugie pytanie zachowam dla siebie. Nord pozwolił mi je pożyczyć. Ee...sanie, a nie drugie pytanie...
Wróżka przyjrzała się nam dokładnie po czym lekko skinęła głową w moją stronę:
- Witam szanowną królową. Już się poznałyśmy.
- Witaj. - odrzekłam chwytając Jack'a za rękę. Wróżka oblała się czerwonym rumieńcem.
- A oni? - dodała po chwili.
- Jestem Ania, siostra Elsy, a to mój mąż Kristoff. - powiedziała Anna wskazując na Kristoff'a.
Wróżka niebezpiecznie zbliżyła się do Jack'a i utkwiła w nim swoje wielkie, różowe oczy.
- A królowa kim jest dla ciebie? - zapytała półszeptem.
- Ee... - zaczął Jack i nagle coś zauważył.Wyszeptał mi na ucho - Elsa, za wskazówką Big Bena jest jedna część mojej laski. - i powiedział głośno do Wróżki - Powiem Ci, jeśli coś dla mnie zrobisz. Za wskazówką Big Bena jest część mojej laski. Pewna osoba ją złamała i chyba zamierzała ją przed nami ukryć. Bez laski nie mogę latać i...
- Dobra, dobra. - przerwała mu Wróżka. Po chwili wręczyła mu laskę. Jednak był to tylko mały kawałek, nawet nie połowa. Nagle Jack zachwiał się i złapał się za serce.
- Jack! - podtrzymałam go, żeby nie upadł.
- To Roszpunka. Chyba znowu złamała laskę! Teraz brakuje nam jeszcze dwóch części, a ona może ukryć je wszędzie! - zawołał Jack z niepokojem.
Wróżka odchrząknęła.
- Miałeś chyba odpowiedzieć na moje pytanie.
- Kobieto, ja tu półumieram, a ty mnie dręczysz pytaniami!
Wróżka znów pochyliła się nad nim.
- Od-po-wia-daj.
Anna przepchnęła się między mną a Jack'iem i krzyknęła jej prosto w twarz:
- To jego dziewczyna! I nic Ci do tego ty wielbłądzie!
Wszyscy spojrzeliśmy na nią. Ja i Kristoff ze zdziwieniem, Jack z uśmiechem, a Wróżka z nienawiścią.
- Oberwiecie. - wycedziła i odleciała.
- To było niezłe, kwiatuszku! - powiedział Kristoff i pocałował Annę w policzek.
Zaśmiała się pokrywając się rumieńcem.
- Dobra, mamy pierwszy kawałek laski. - zaczęłam. - Jack, czy wyczuwasz gdzie jest następny?
- Wydaje mi się... - odrzekł Jack. Zamyślił się. Wsiedliśmy do sań i Kristoff podał mu śnieżną kulę.
- No?
- Zapnijcie pasy. - powiedział Jack uśmiechając się do nas. - Lecimy do Chin.

- Elsa. 

poniedziałek, 8 września 2014

Wyjazd.

Hej,
Gdy goście już  się rozjechali, poszłam do Elsy, zapukałam do drzwi.
- Proszę.- usłyszałam Elsę.
- Elsa?- Zapytałam wchodząc do sypialni- Gdzie Jack i co z nim?
- Powiedział że jeśl;i Roszpunka ją połamie na więcej niż sześć części to on...on umrze.
- Ale gdzie, on jest?
- Nie wiem powiedział że musi odszukać laskę, powiedział że idzie załatwić transport. Więc mnie i Jack' a nie będzie przez jakiś czas.- jak najszybciej wybiegłam z pokoju i pobiegłam do Kristoff' a.
- Kristoff przebierz się musimy pojechać z Jack' iem i Elsą poszukać laski.
- No dobrze.- jak najszybciej się ubraliśmy i zeszliśmy na dół,  Jack akurat przyleciał saniami( takimi jak ma Święty Mikołaj).
-Jedziemy z wami.- powiedziałam podchodząc.
- Absolutnie nie, to zbyt niebezpieczne.- powiedziała Elsa.
- Nie ważne chcemy wam pomóc więc, jedziemy.
- Elso, nie mamy czasu na kłótnie niech jadą.- powiedział Jack
- Dobrze Jack.- wszyscy wsiedliśmy do sań i odlecieliśmy.
- To do kąt lecimy.- zapytałam.
- Wydaje mi się że..że do londynu.- Jack wyciągnął coś w rodzaju kuli, przytknął do ust i rzucił przed siebie. Pojawił się wir, w który wlecieliśmy, czułam się dziwnie i  Kristoff chyba też.
                                                                          - Anna

niedziela, 7 września 2014

Ślub i jego straszne skutki.

Witajcie,
Dziś działo się tak dużo rzeczy, że....trudno mi je nawet opisać. Oczywiście przede wszystkim ślub Anny i Kristoff'a. Z samego rana wszyscy wstaliśmy. Anna wezwała chyba milion służących-stylistek do komnaty i stroiły ją przez dobre trzy godziny. Kristoff także został ubrany i uczesany przez służących, ale zajęło mu to trochę mniej czasu więc zszedł ze mną wcześniej do sali, w której miał odbyć się ślub. Nikogo jeszcze nie było - była dopiero 9:00. Wszystko było już pięknie wystrojone. Ławki, drzwi, okna i wszystkie korytarze.
- Miejmy nadzieję, że Jack już jest gotowy i, że zejdzie do holu. - powiedział Kristoff.
- Spokojnie, rozmawiałam z nim. - odrzekłam poprawiając mu krawat.
- Czyli się pogodziliście?
- Tak.
Do sali wpadła jedna z kucharek.
- Wasza Wysokość! Ostatnie potrawy gotowe. - powiedziała z trudem łapiąc oddech.
- Dobrze. Zaraz tam przyjdę.
Kristoff usiadł w jednej z ławek.
- O której mają zacząć przyjeżdżać goście? - zapytał.
- Ci z najbliższych krain powinni być tu za pół godziny. Ale pewnie przyjadą wcześniej, jak zwykle. - powiedziałam. - Nie łaź nigdzie.
I wyszłam za kucharką. Weszłam za nią do kuchni, następnie zmusiłam się do wpatrywania się w każdą potrawę i kiwania głową na znak, że są dobre. Po upływie jakiegoś czasu spojrzałam na wielki zegar pod ścianą. Była 9:45.
- Ceremonia zaraz się rozpocznie! Muszę iść! - zawołałam do kucharek i pobiegłam z powrotem do sali ślubnej. Kiedy weszłam do środka wszyscy już siedzieli w ławkach, a Kristoff czekał na podeście. W pierwszej ławce dostrzegłam Jack'a. Miał niepewną minę jakby nie wszystko poszło zgodnie z planem. Mimo to musiałam zachować powagę. Poprawiłam rękawiczki i stanęłam na podeście troszkę za Kristoff'em. Odwróciłam się do gości i przemówiłam:
- Serdecznie witam, kochani. Dziękuję za tak liczne przybycie. Myślę, że ceremonia zaraz się...
W tej chwili drzwi rozwarły się z hukiem i do sali wpadła Anna w sukni ślubnej. Wyglądała pięknie. Jej rude włosy były cudownie upięte w wysoki kok, do którego przypięty był długi welon. Jednak na jej twarzy malował się lekki niepokój.
- Przepraszam za spóźnienie! - powiedziała ledwo łapiąc oddech.
Podbiegła do mnie i Kristoff'a unosząc lekko sukienkę.
- Spokojnie. - szepnęłam do niej.
Uśmiechnęła się i stanęła przy Kristoff'ie przodem do gości.
- Tak więc... - zaczęłam czując lekki stres. - Możemy chyba przejść do ceremonii ślubnej.
Rozległy się oklaski. Po czym odprawiłam całą ceremonię.
- ...tak więc ogłaszam Was mężem i żoną. - powiedziałam około czterdzieści minut później.
Anna i Kristoff pocałowali się i znów wybuchły oklaski i gwizdy.
Po kilku minutach kilku służących poprowadziło gości do sali balowej. Jack podleciał do mnie.
- Jest pewien problem. - zaczął. - Roszpunka jeszcze nie przyjechała. I nie wiemy co zrobić.
- No właśnie. Czekałam na nią jeszcze więc trochę się spóźniłam. - dodała Anna.
- Spokojnie. - przerwałam im. - Jack, wracaj do holu. Myślę, że jeszcze przyjedzie. Wtedy powitaj ją i jej rodziców. Ty Anno, idź z Kristoff'em do gości. Ja zaraz też tam przyjdę, ale sprawdzę najpierw czy nie przyjechali od drugiej strony. Widzimy się w sali balowej.
Anna chwyciła Kristoff'a za rękę i razem z Jack'iem wyszli. Ja odczekałam chwilę. Musiałam się uspokoić, ciężko znoszę zamieszania. Po chwili wyszłam z zamku tylnymi drzwiami. Tam także nigdzie nie było karocy z Corony. Postanowiłam wrócić do gości. Weszłam drzwiami prowadzącymi do holu, żeby zgarnąć ze sobą Jack'a. Gdy tylko zamknęłam drzwi zobaczyłam coś, co całkiem odebrało mi mowę. Stanęłam nieruchomo wpatrując się w Jack'a i Roszpunkę całujących się na środku holu. Laska Jack'a leżała bezwładnie pod ścianą, a on zdawał się zupełnie nie zwracać uwagi na cały świat. Poczułam łzy napływające do oczu, chłód w całym ciele i wielki, ogromny smutek. Udało mi się tylko krzyknąć:
- Jack?!
Gdy tylko usłyszał mój głos odepchnął Roszpunkę i odwrócił się w moją stronę.
- Elsa! - z prawego korytarza usłyszałam Annę. - To nie tak! Widziałam wszystko!
Nie zwracając na nic uwagi, nie umiejąc powstrzymać płaczu pobiegłam do swojej komnaty. Usłyszałam jeszcze tylko jak Anna krzyczy do Kristoff'a:
- Wróć do gości! Niech się nie martwią, powiedz, że wszystko jest w porządku!
Ale wcale nie było w porządku. Jack mnie zdradza, właśnie mi to uświadomił. Zamknęłam drzwi sypialni na klucz i wtuliłam się z płaczem w poduszkę. Jak on mógł? Po tym wszystkim co mi mówił? Że mnie kocha...
Usłyszałam pukanie i głos zza drzwi:
- Elsa! To nie tak! Uwierz mi! To ona mnie pocałowała!
- Jack! Wracaj do tej... - nie dokończyłam przez kolejną falę smutku zalewającą mi serce.
- Uwierz mi, błagam! - Jack przez chwilę zabrzmiał jakby sam miał wybuchnąć płaczem. - Kocham Cię! To ona się na mnie rzuciła!
Usłyszałam jak Jack usiadł opierając się o drzwi. Zaległa cisza. Trwała tak i trwała. I nagle Jack zaśpiewał:
- Ja Cię wcale nie zdradziłem... to ona zrobiła to. Tak dawno nie widziała mnie.... w dodatku kocha mnie....a ja jej wcale nie! Ja Cię wcale nie zdradziłem...nie zrobiłbym nic podobnego...
Najpierw wydało mi się to bardzo urocze, ale zaraz przypomniałam sobie co Jack robił jeszcze kilka minut temu.
- Wracaj do swojej ukochanej... - powiedziałam przez łzy.
Usłyszałam kroki. Po chwili zaśpiewała Anna:
- On naprawdę Cię nie zdradził! Sama widziałam to... Proszę, siostrzyczko. Naprawdę uwierz mu, bo nic nie zrobił to Roszpunka...
- Nie wierzę w to! Już drugi raz mnie zdradza! - krzyknęłam i znów wybuchłam płaczem. Ponownie zaległa cisza. Po chwili Jack znów zaśpiewał:
-  Elso...wiem, że mnie osądzasz. Nic nie zrobiłem. Czemu tak? Proszę Cię, otwórz. Bardzo ciężko mi. Chcę wytłumaczyć Ci. Błagam otwórz drzwi...! Ja Cię wcale nie zdradziłem...
Podeszłam powoli do drzwi i po chwili otworzyłam je lekko. Do środka od razu wpadł Jack i mocno przytulił mnie do siebie.
- Wierzysz mi, śnieżynko?
Anna uśmiechnęła się do mnie i pokiwała głową.
- Tak. - powiedziałam.
Jack pocałował mnie w usta, a następnie powiedział patrząc mi prosto w oczy:
- Elso, naprawdę nigdy w życiu bym Cię nie zdradził. Kocham Cię najbardziej na świecie.
- Ja Ciebie też. - przytuliłam się do niego.
- Widziałam wszystko od początku. - powiedziała Anna. - Roszpunka wbiegła do środka i go pocałowała. Nie miał nawet jak jej odepchnąć.
- Wierzę Wam. Przepraszam, że w ogóle mogłam pomyśleć o... - zaczęłam, ale nagle urwałam, bo Jack chwycił się za serce i oddychając ciężko usiadł na łóżku. - Jack! Co Ci jest:?!
Anna usiadła obok niego i pomachała mu ręką przed oczami.
- Ja...ja... - wydyszał Jack. - Czuję się... tak...
- Chwila. - przerwała Anna. - Gdzie ty masz laskę?
Jack rozejrzał się z niepokojem po sypialni.
- Zostawiłem ją w holu! Z Roszpunką!
Wszyscy szybko pobiegliśmy do holu. Zostaliśmy tam Roszpunkę trzymającą laskę Jack'a...przełamaną na pół!
- Macie za swoje! - zaśmiała się i wybiegła z pałacu. Jack pobiegł za nią, ale ona wsiadła do karocy i odjechała.
- Anno, idź do gości. - rozkazałam siostrze. Sama pobiegłam do Jack'a.
- Jack! Co my teraz zrobimy?
- Ja...nie wiem...bez laski... Nie wiemy co ona może z nią zrobić! Jeśli połamie ją na więcej niż sześć części...wtedy...
- Wtedy? - zapytałam chwytając go za ręce.
Jack spojrzał mi w oczy. Zniknął z nich łobuzerski wyraz. Był tam jedynie smutek i strach.
- Umrę.

- Elsa. 

sobota, 6 września 2014

Jutro ślub!

Witajcie,
Jutro dla całego Arendelle będzie bardzo ważny dzień. Anna i Kristoff wezmą ślub. Oczywiście na chwilę obecną wszystko jest już przygotowane i przystrojone. Jutro z samego rana zaczną zjeżdżać goście z różnych krain. Niestety byłam zmuszona zaprosić także ciotkę i kuzynkę z Corony na co nie miałam najmniejszej ochoty ze względu na ostatnie wydarzenia. Nie wiem co zrobi Roszpunka widząc Jack'a, ale Anna mówi, że mam się tym nie przejmować. Oczywiście ma rację. Powinnam myśleć o organizacyjnych sprawach, a nie kłótniach z wyjątkowo wnerwiającą kuzynką. Cały dzisiejszy dzień razem z Anną i Kristoffem biegaliśmy z przejęciem po całym pałacu. Jack'a nie widziałam od rana. Godzinę temu kiedy skończyliśmy przystrajać drzwi wejściowe wróciłam z Anną do swojego pokoju, a Kristoff poszedł powiedzieć Jack'owi, żeby jutro rano stał w holu i witał gości. Może chyba zrobić chociaż tyle.
- Jeju, jeju, jejuu... - pisnęła Anna siadając obok mnie.
- Spokojnie, bo eksplodujesz. - zaśmiałam się. - Wiem jak się cieszysz. Ale nie przesadzaj z piskami na cały zamek!
Siostra usiadła na dłoniach.
- Jutro najpiękniejszy dzień mojego życia! Rozumiesz to? Marzenie każdej małej dziewczynki! Mój książę włoży mi obrączkę na palec i...
W drzwiach stanął Kristoff.
- Jack się zgadza. - powiedział.
Nie mógł mi sam tego powiedzieć? Przyjść, przytulić...? - chciałam krzyknąć, ale odważyłam się tylko na:
- Co dokładnie powiedział?
Mój "prawieszwagier" skrzywił się lekko i powiedział po chwili:
- Cytuję: "Jeśli taka jest wola Jej Królewskej Mości niech tak będzie."
Anna spojrzała na mnie z niepokojem. No tak, zapewne bała się, że zamrożę wszystkich dookoła. Nie miałam jednak takiego zamiaru. Było mi tylko przykro. Jack widocznie jest na mnie zły.
- Dobrze. Proszę, zostawcie mnie samą. - odrzekłam lekko chłodnym tonem.
Anna uśmiechnęła się do mnie ciepło i oboje wyszli. Weszłam do łazienki i napuściłam wody do wanny. Dlaczego Jack mnie unika? Czemu się do mnie nie odzywa? Rozebrałam się i weszłam do wanny. Przez przygotowania spędzaliśmy ze sobą mało czasu. To prawda. Ale czy przez to przestał ze mną rozmawiać? Będę musiała go przeprosić... Tylko, że nie będzie nawet kiedy...
Puk puk puk puk puk. Ktoś zapukał w drzwi łazienki.
- Anna? To ty?
Szybko wyszłam z wanny i otuliłam się ręcznikiem.
- To ja. - zza drzwi dobiegł męski, dobrze mi znany głos.
Otworzyłam drzwi jedną ręką podtrzymując ręcznik. Stanął w nich Jack w krótkich, niebieskich spodenkach.
- Czemu spodziewałaś się Anny? - zapytał. - Ach, no tak. W twoim życiu już na mnie nie ma miejsca.
- Jack, nie mów tak. - odrzekłam starając się jednocześnie nie zamrozić podłogi i nie puścić ręcznika. - Po prostu...jutro ślub. Musiałam zająć się przygotowaniami, zrozum to.
Jack nie odpowiedział. Oparł się o ścianę wpatrując się w podłogę, która z każdą chwilą była bliższa zamrożeniu.
- Proszę Jack. - zbliżyłam się do niego. - Nie unikaj mnie.
Spojrzał na mnie. Miał w oczach coś dziwnego, coś czego ani trochę w tej chwili się nie spodziewałam. Myślałam, że kiedy tylko na mnie spojrzy ujrzę w jego oczach złość, albo smutek. A tym czasem była to jakaś wyjątkowo dziwna odmiana lubieżności.
- Kocham Cię Elso. - szepnął. - Ale musisz mi obiecać, że nie porzucisz mnie ze względu na obowiązki.
Pocałowałam go. Szybko odwzajemnił pocałunek i objął mnie w talii. Dzięki Bogu przypomniałam sobie, że mam na sobie tylko ręcznik. Przerwałam pocałunek i wybiegłam z łazienki.
- Elsa, co znowu! - dobiegł mnie głos Jack'a.
- Spokojnie, ja chciałam tylko... - otworzyłam szafę dalej jedną ręką trzymając ręcznik. Wyciągnęłam pierwszy lepszy szlafrok i ubrałam go. W tym czasie Jack zdążył przylecieć z łazienki.
- Jak dla mnie w ręczniku było lepiej. - rzekł przyglądając się dekoltowi szlafroka. - A bez niczego byłoby po prostu...
- Jack! - trzepnęłam go w ramię. - Opamiętaj się! W każdej chwili może tu wparować Anna, bo zostawiła tu welon.
Jack przewrócił oczami i pocałował mnie. Odepchnęłam go jednak lekko.
- Jeszcze nie skończyłam. Jutro przyjedzie Roszpunka. Wolałabym żebyś jej unikał.
- No dobrze, dobrze Wasza Wysokość. - powiedział Jack i znów się zbliżył. Tym razem pozwoliłam mu na to. Pocałował mnie jedną ręką obejmując moją talię, a drugą sięgając do satynowego paska szlafroka. Nagle do sypialni wparowała Anna.
- Elsa! Widziałaś mój weee...eee...?
Jack odskoczył ode mnie jak oparzony, a ja błyskawicznie zawiązałam szlafrok.
- Proszę. - szybko podałam siostrze welon i popchnęłam ją i Jack'a lekko do drzwi. - Miłych snów.
I zamknęłam je zarumieniona po uszy.

- Elsa

środa, 3 września 2014

Nie unikajcie mnie...

Witajcie,
Ostatnio kiedy Anna popadła w ślubny szał nie mam za bardzo czasu dla Jack'a. Siostra biega po całym zamku i stara się nadzorować przygotowania. Nawet stwierdziła, że chce samodzielnie upiec tort weselny. Oczywiście staram się jej we wszystkim pomagać, a i tak jako królowa muszę zająć się częścią organizacji. Kristoff chyba nie przyjął dokładnie do informacji, że w niedzielę ma ślub, bo zachowuje się najzwyczajniej w świecie nie zwracając uwagi na służących plączących się po całym pałacu.
- Czym oni się tak stresują? - zapytałam Anny gdy zanosiłyśmy obrusy do sali tronowej.
- No...w niedziele ślub, nie?  - odrzekła.
- Ale nie mają po co się spieszyć. A wyglądają jakby ktoś ich miał...
- Aaa, o to Ci chodzi. - przerwała mi Ania. - Sama nie wiedziałam. Do czasu, aż zapytałam o to jedną z tych wymalowanych sprzątaczek. Powiedziała, że muszą ciężko pracować, bo boją się, że... no, że...
- Że co? - zatrzymałam się.
- Żizmrzisz.... - wybełkotała Anka.
- Co?
- Że ich zamrozisz.
Poczułam jak chłodnieje mi krew w żyłach.
- Dlaczego oni się mnie boją?! Nie jestem zła! Chce dla nich dobrze! Nigdy bym nikogo nie skrzywdziła, czy oni to wreszcie zrozumieją?! - w tym momencie przebiegła szybko obok mnie służąca.
- Hej zaczekaj! - zawołałam. Ona jednak nawet się nie odwróciła, tylko przyspieszyła biegu.
Anna chwyciła mnie za rękę kładąc obrusy na stole. Przytuliłam się do niej, łzy same spłynęły mi po policzkach.
- Spokojnie, Elsuś. Wiemy przecież, że nie jesteś zła. Nie wiem czemu służący się Ciebie boją. Przecież pamiętasz, na każdym spotkaniu wszyscy do Ciebie lgną, a zwłaszcza dzieci. Nie mają powodu się Ciebie bać.
- Właśnie dałam tego piękny dowód... - odrzekłam nie wypuszczając siostry z objęć.
Ania pogłaskała mnie po włosach i odsunęła się.
- Nie przejmuj się już. Spędź trochę czasu z Jack'iem, to Ci na pewno poprawi humor. - mrugnęła do mnie i odeszła. Usiadłam przy stole. Było mi smutno. Nie rozumiałam dlaczego służący się mnie obawiają. Przecież nic im nie zrobiłam...
- Elsa?
Odwróciłam się. W drzwiach jadalni stał Jack z laską w ręku.
- Cześć Jack. Coś się stało? - zapytałam.
- Ee...nie. Ja... w sumie już sobie idę. - odrzekł i wyleciał szybko.
Godzinę później zapukałam do jego sypialni. Lekko uchylił drzwi. Widząc mnie spłonął rumieńcem.
- Czemu uciekłeś? - zapytałam.
- Nieważne. Musiałem coś...załatwić. A teraz wybacz, ale...
I zamknął drzwi.

- Elsa. 

wtorek, 2 września 2014

Zarwana noc i ciężkie przygotowania.

Hejo,
Przez całą noc wraz z Elsą pisałyśmy zaproszenia do gości na ślub, więc jestem trochę zaspana.
Dziś rano wstałam,poszłam na śniadanie, gdy zeszłam Elsa już tam była.
- Udało mi się przekonać Jack' a.- powiedział zadowolona.
- Na co?-  zapytałam nie bardzo rozumiejąc o co jej chodzi.
- Żeby pisał do naszych czytelników.
- Ach, tak to świetnie.- po śniadaniu poszłam do mojej starej sypialni ( ponieważ nową dzieliłam z Kristoff' em, a miałam przymierzyć suknie) wziełam ze sobą siostrę żeby mi doradziła.
- W tej wyglądasz cudownie.- powiedziała na którejś z koleji sukience.
- Mi też się podoba.- suknię którą wybrałam zaniesiono do pralni, a ja i Elsa poszłyśmy do jej biura sporządzić meni, gdy skończyłyśmy poszłyśmy do ogrodu zobaczyć jak tam ozdabianie kobierca ślubnego i do sali tronowej zobaczyć przygotowania na bal ślubny.
- Czy to wszystko?- zapytała siostra.
- Tak i wszystko jest idealnie.- To teraz pozwolisz, ale już pójdę.
- Odprowadzę cię.- poszłyśmy do jej sypialni, ona weszła, a ja już miałam odejść, gdy wpadłam na genialny plan i wróciłam zapytać Elsy, gdy otworzyłam drzwi w pokoju było ciemno, zobaczyłam tylko twarz Elsy na poduszce, spała. Ja wróciłam do sypialni i przebrałam się do piżamy.A teraz wybaczcie, ale idę spać.
                                                                            - Anna