niedziela, 12 października 2014

Kolejne odwiedziny.

Witajcie,
Wybaczcie, że ostatnio się nie odzywaliśmy, ale nasz pobyt u Mikołaja nieco się przedłużył. W środę kiedy napisałam Wam, że Mikołaj po coś nas woła okazało się, że miał do nas prośbę. Mianowicie mieliśmy odwiedzić jakiegoś chłopca. Nazywał się Jamie.
- Jamie? - zapytał Jack. - Coś z nim nie tak?
- Otóż to. - odrzekł Mikołaj. -Wiara Jamie'go słabnie.
- Jak to?
Jack aż usiadł z zaskoczenia.
- Chwila...możecie wytłumaczyć mi kim jest ten Jamie? - zapytałam czując się lekko niepoinformowana.
Jack uśmiechnął się do mnie.
- To dziesięcioletni chłopiec. Znam go, bo jako pierwszy we mnie uwierzył. Bardzo się polubiliśmy, a teraz...traci wiarę.
- Właśnie dlatego... - odezwał się Mikołaj. - Musisz natychmiast do niego lecieć. Możesz wziąć Elsę, jeśli chcesz.
Jack kiwnął głową i złapał mnie za rękę. Po chwili wyszliśmy na zewnątrz. Przytuliłam się do niego mocno i wzbiliśmy się w powietrze. Po dość długiej podróży wylądowaliśmy przy niedużym domu. Jack zapukał w jedną z szyb. Po chwili okno otworzył brązowowłosy chłopiec.
- Jack? - odezwał się widząc Jack'a. Wpuścił go do środka, a on pomógł wejść również mi.
- Poznaj Elsę. - powiedział Jack. - To królowa Arendelle, ma podobne moce do moich...
Jamie szybko podniósł poduszkę i zasłonił się nią.
- To Królowa Śniegu? Ona jest zła! - krzyknął.
- Nie, nie jest zła! - uspokoił go Jack. - Uwierz mi.
Wyczarowałam na łóżku chłopca, bałwanka i uśmiechnęłam się do niego. Po chwili odwzajemnił uśmiech i powiedział:
- Jestem Jamie. Wybacz za to...
- Spokojnie. - powiedziałam.
Jack usiadł na łóżku.
- Słuchaj Jamie, podobno przestajesz w nas wierzyć...?
Jamie spuścił głowę.
- Tak dawno Was tu nie było... - burknął.
- Jamie...  chyba już o tym rozmawialiśmy, prawda? To, że nie ma nas przy Tobie fizycznie, nie znaczy, że na prawdę nas przy Tobie nie ma. Musisz to zapamiętać.
Jamie przytulił się do Jack'a.
- Dobrze. Przepraszam. - powiedział.
Jack odwzajemnił uścisk. Wyglądało to naprawdę uroczo.
- Może zostaniecie na noc? - zapytał chłopiec. - Moglibyśmy naprawdę fajnie się bawić. Budować bałwany, czy coś...
- Jeśli tylko Elsa nie ma nic przeciwko... - Jack spojrzał na mnie.
Uśmiechnęłam się tylko. Całą noc spędziliśmy w pokoju Jamie'go bawiąc się z nim. W końcu około czwartej zasnął mi na kolanach.
- I co? - zapytał Jack.
- Co co?
- Dzieci są fajne, nie? - zapytał przenosząc Jamie'go na łóżko.
- Tak... - odrzekłam przykrywając go kołdrą.
Jack chciał jeszcze coś powiedzieć, ale byłam szybsza:
- Może już wracajmy? Anna i Kristoff...
- Najpierw powiadommy Mikołaja, że wszystko w porządku.
Kilkanaście minut później wróciliśmy do domu Mikołaja. A do Arendelle wrócimy niestety dopiero dziś w nocy.

-Elsa. 

środa, 8 października 2014

Może tak. Może nie.

Witajcie,
Dziś byliśmy z Jack'iem u Mikołaja. Gdy tylko nas wpuścił nas do środka zasypaliśmy go pytaniami.
- Czy Elsa może być nieśmiertelna?
- Czy Anna i Kristoff mogą być nieśmiertelni?
- Czy to, że jestem z Elsą coś da?
- Wiesz, coś o tym?
Mikołaj bez słowa zaprowadził nas do salonu i powiedział:
- Spokojnie. Od początku.
Jack westchnął i powiedział powoli:
- Czy to, że jestem z Elsą w związku, może dać jej nieśmiertelność? Znaczy...coś takiego jak ja mam?
Mikołaj podrapał się po brodzie.
- Hmmm.... wydaje mi się, że przestanie się starzeć. Ale można będzie ją zabić.
- A Ci którzy są ze mną spokrewnieni? - zapytałam. - Ich też to obejmuje?
- Może tak. Może nie. - odrzekł Mikołaj.
Spuściłam głowę. Jack od razu objął mnie i powiedział:
- Będzie dobrze, śnieżynko. Nie martw się.
Do Arendelle wrócimy chyba jutro, a teraz wybaczcie, ale Mikołaj po coś nas woła.


- Elsa.

poniedziałek, 6 października 2014

Nocne koszmary bywają przydatne...

Witajcie,
Dziś przez całą noc dręczyły mnie koszmary. Obudziłam się koło trzeciej nad ranem i poszłam do Jack'a. Wiedziałam, że to trochę głupie, żeby dorosła królowa bała się złych snów, ale czułam po prostu, że potrzebuję jego obecności. Zapukałam cichutko w drzwi, ale nikt nie odpowiedział. Weszłam więc na palcach i zobaczyłam, że Jack śpi. "Nie będę go budzić..." - pomyślałam. Położyłam się obok niego i przykryłam się kołdrą.
- Elsa? - usłyszałam jego szept.
- Jack... nie chciałam Cię budzić... wybacz mi. - usiadłam.
- Spokojnie, spokojnie. - Jack pogłaskał mnie po głowie. - Możesz ze mną spać kiedy tylko chcesz..., ale co Cię tak nagle...?
- Miałam zły sen... - spuściłam głowę jak mała dziewczynka.
Jack uśmiechnął się i przytulił mnie do siebie.
- Naprawdę? A co Ci się śniło?
- To było straszne...widziałam ciebie i mnie. Szliśmy przez zaśnieżony las. I nagle zjawiła się czarna postać. Miała kosę i kaptur na głowie.
- Mów dalej... - szepnął Jack głaszcząc mnie po plecach.
- I...ta postać... - wtuliłam się mocniej w jego klatę. - Złapała mnie za rękę i zamknęła w jakimś czarnym, prostokątnym pudle. I nic więcej nie widziałam. Była tylko ciemność...i strach.
- Spokojnie. To był tylko zły sen. - Jack uśmiechnął się.
- Ale... Jack, czy ty jesteś...no, jakby to powiedzieć...nieśmiertelny?
Zmarszczył brwi.
- Można mnie zabić. Ale ze starości nie umrę. Ale...jeśli o to Ci chodzi, spokojnie. Bo wiesz, Mikołaj kiedyś mi to tłumaczył. Nie słuchałem dokładnie, ale chyba każdy kto ze mną...wiesz. Wchodzi w jakieś bliższe stosunki... - zaśmiał się pod nosem. - Też nie może umrzeć ze starości. Tak jakby, przestaje się starzeć.
- To znaczy, że tak będzie za mną? - spojrzałam mu w oczy.
- Raczej tak. - kiwnął głową.
Z powrotem go przytuliłam.
- Ale...w takim razie co będzie z Anną? Z Kristoff'em? Z wszystkimi? - zapytałam zaniepokojona po chwili. - Oni umrą...? A my...
- Nie wiem. Nie jestem pewien. Jest też taka możliwość, że każdy kto jest spokrewniony ze mną, czy z osobą, która ze mną... znaczy z Tobą, także może nie umrze. Ale nie wiem. Najlepiej byłoby zapytać kogoś, kto się na tym zna.
- Mikołaja?
- Na przykład. - Jack oparł głowę o poduszki i ziewnął. - Ale na razie, może chodźmy spać, dobrze?
- Dobrze... - Jack pocałował mnie w policzek i poszliśmy spać.

- Elsa.

niedziela, 5 października 2014

Meblowanie rozpoczęte.

Witajcie,
Cały dzisiejszy dzień musiałam poświęcić na odpisywaniu na listy. Była to ostatnia rzecz jaką chciało mi się robić, ale nie mogłam nic na to poradzić. Jestem królową, muszę wypełniać obowiązki. Na szczęście najbliżsi nie mieli najmniejszych zamiarów mnie opuszczać. Na początku siedział przy mnie tylko Jack wyczarowując na łóżku coraz to nowe bałwanki. Około dwunastej jednak do komnaty weszła Anna.
- Potrzebuję pomocy. - powiedziała.
Natychmiast wstałam i podbiegłam do niej.
- Coś Cię boli? Źle się czujesz? Zrobić Ci herbaty?
- Nie, nie, nie. - Anna uśmiechnęła się. - Chciałam tylko, żebyście pomogli mi złożyć kołyskę.
- Kołyskę? - Jack podleciał do nas.
Ania pokiwała głową.
- Merida przysłała mi śliczną, drewnianą kołyskę dla dziecka, ale niestety jest do złożenia i sama chyba sobie nie poradzę.
Westchnęłam.
- Ja mam mnóstwo pracy. A czemu Kristoff Ci nie pomoże?
- Pojechał do trolli. Uznał, że je także należy powiadomić. - położyła dłoń na brzuchu.
- Pomogę Ci. - powiedział Jack. - Ale musimy dotrzymać towarzystwa Elsie.
Anka pokiwała głową.
- Pudło jest w mojej sypialni.
Po chwili Jack wrócił tachając ze sobą ogromne, szare pudło. Położył je na środku mojego białego dywanu i wyjął ze środka mnóstwo ciemno-drewnianych części. Usiadłam z powrotem przy biurku i wróciłam do pracy. Po chwili usłyszałam z tyłu siostrę:
- Matko...tego się nie da złożyć. Nie mogła nam przysłać gotowej?
- Pewnie chciała zapewnić Ci rozrywkę. - zaśmiał się Jack. - Musi tu być instrukcja...
Przez chwilę słychać było tylko skrobanie po papierze mojego pióra. Nagle jednak Jack krzyknął tak głośno, że podskoczyłam na krześle:
- Mam!!!
- Jack! - odwróciłam się. Siedzieli oboje na ziemi wśród drewnianych kawałków, Jack z kartką w ręce. - Nie drzyj się, bo dostanę zawału! A co gorsza, Anna dostanie zawału.
Jack przewrócił oczami, a ja wróciłam do pracy. Przez następne dwie godziny słyszałam tylko ich szepty typu:
- Źle...dobrze...źle...źle mówię!
Albo:
- Nie wkładaj. Nie wkładaj! Jack!
Albo:
- Spoko, spoko... właśnie tak miało być...raczej.
Około piętnastej Anna zawołała:
- Skończone!
Odwróciłam się i zatkało mnie z wrażenia. Na środku dywanu stała śliczna, drewniana kołyska ze złotymi zdobieniami po bokach. Podeszłam i przejechałam dłonią po złoconym rogu.
- Jaka śliczna... Cudownie Wam wyszła.
Jack uśmiechnął się dumnie.
- No...teraz wystarczy przenieść ją do naszej komnaty. - powiedziała Anna.
- Może z tym poczekajmy na Kristoff'a? - zaproponowałam.
- Niby po co? - Jack oparł laskę o ścianę. - Nie jestem jakimś cieniasem, poradzę sobie.
Po czym uniósł kołyskę i wyleciał z nią z pokoju. Bez ruchu czekałyśmy na huk oznaczający, że ją upuścił, ale nic takiego nie nastąpiło. Po kilku minutach wrócił z zadowoloną miną.
- Kołyską na miejscu.
Anna podziękowała i wyszła. Ja pocałowałam go i szepnęłam mu do ucha:
- Mój bohater.
- Mrrr...cóż za nagła zmiana nastroju? - Jack sięgnął do kieszeni bluzy.
- O nie, nie, nie. Nic z tego Jack. - usiadłam szybko przy biurku znając jego zamiary.
Usiadł na łóżku.
- Mam mnóstwo roboty. Nie dzisiaj.
Skrzyżował ręce i uśmiechnął się.
- Ja mam czas. - stwierdził.
I tak siedział dopóki nie skończyłam pisać.

- Elsa.

piątek, 3 października 2014

Alarm!

Witajcie,
Wczoraj na zamku odbył się nieco spóźniony bal z okazji dnia chłopaka. Na szczęście nie działo się nic nadzwyczajnego. Do sypialni wróciliśmy koło północy.
Około dwie godziny później obudził mnie Kristoff, który wtargnął do mojej komnaty wrzeszcząc:
- Anna rodzi! Anna rodzi! Ratuj szwagierko! Pomooocy!!!
Wstałam szybko i pobiegłam za nim. Tak naprawdę byłam prawie na sto procent przekonana, że to nie może być prawda, skoro był to dopiero trzeci miesiąc. Jednak wbiegłam za Kristoff'em do ich sypialni. Tam był już Jack. Unosił się nad Anną i machał laską. Ona za to siedziała na łóżku trzymając się za brzuch.
- Anno! Wszystko w porządku? - Kristoff podbiegł do niej i chwycił ją za rękę.
- Nie wiem...boli... - Ania skrzywiła się.
- Weź coś zrób, Elsa! - krzyknął.
- Niby co?! Nie jestem położną!
W tej chwili Anna przybrała normalną minę.
- Już mi przeszło.
- Co?! - wyrwało się Kristoff'owi.
- Fałszywy alarm. - powiedział Jack lądując przy mnie. - Musisz się podszkolić w tych sprawach Elsa, na pewno się przydasz. - dodał z uśmiechem.
Westchnęłam i usiadłam przy siostrze.
- Nie urodzisz w trzecim miesiącu, nie przejmuj się. - powiedziałam.
- Postaram się nie robić już fałszywych alarmów... - uśmiechnęła się.
- Bo dostaniemy zawału. - dodał Kristoff.
- No...chyba już sobie poradzicie, nie? - zapytał Jack. - Bo my mamy coś do załatwienia...
- Czyżby? - wtrąciłam.
- Takżby śnieżynko. Bardzo pilna misja.
Anka i Kristoff roześmiali się.
- No to lećcie ratować świat! - zawołała siostra, po czym wyszliśmy z pokoju.

- Elsa. 

środa, 1 października 2014

Dzień chłopaka.

Laska.
Ostatnio szukaliśmy sukienki dla Anny, a potem krzaki. Wczoraj był dzień chłopaka. Działo się dużo.
Rano wstałem, ubrałem się i umyłem. Udałem się do jadalni i zjadłem śniadanie. Przy tym towarzyszyli mi Czkawka, Astrid, Anna, Kristoff i oczywiście moja śnieżynka Elsa. Nagle Anna krzyknęła:
- Dzisiaj jest dzień chłopaka! Rozpocząć przygotowania!
- Do czego? - ktoś spytał. Chyba Czkawka.
- Do dnia chłopaka! - odkrzyknęła Anna i pobiegła po służbę.
Po dosłownie jednej minucie zjawiła się z powrotem. Razem z nią przybyły trzy kobiety, które niosły kartony.
- Rozpoczynamy dekorowanie! - zakrzyknęła Anna i rzuciła się na kartony; przewróciła jedną z kobiet.
Od razu zaczęliśmy dekorować jadalnie i salę balową. Po trzech godzinach wszystko było gotowe.
- To teraz idziemy się przebrać. - odrzekła królowa.
Tak więc każdy poszedł do swojej komnaty (Astrid i Czkawka do gościnnej).
Nie miałem pomysłu na strój, więc założyłem czarny garnitur i wyczarowałem lodowy krawat. Ubrałem też buty, żeby Anna się nie czepiała i przeczesałem włosy palcami. Bal miał planowo zacząć się o szesnastej, więc mieliśmy jeszcze trzy godziny czasu. Ja usiadłem na suficie i rozmyślałem. Nagle do pokoju wpadł Czkawka.
- Pomocy! - wrzasnął na pół zamku - Pomocy!
- Co się stało? - zapytałem.
- Astrid utknęła w łazience! Chodź pomóż!
Pociągnął mnie za nadgarstek i pobiegliśmy do ich sypialni. Weszliśmy. Na środku pokoju stało duże małżeńskie łóżko. Po prawej stronie było okno, po lewej szafa. Obok szafy stały drzwi, w które ktoś ciągle uderzał. Czkawka do nich podszedł.
- Wyciągniemy cię. Będzie dobrze. - powiedział. - Chodź i mi pomóż. - zwrócił się do mnie.
Podszedłem do drzwi. Razem z Czkawka zaczeliśmi pchać. Nic to nie dało. Próbowaliśmy ciągnąc. Też nic. Nagle zdałem sobie sprawę, że nie miałem ze sobą laski. Pobiegłem po nią, żeby jakaś Roszpunka jej nie porwała. Na szczęście leżała na łóżku tam gdzie ją położyłem. Pod moim łóżkiem siedziała Anna, ale ją zignorowałem. Wróciłem na miejsce zbrodni. Czkawka pchał, ciągnął i próbował wyrywać drzwi, a Astrid się dobijała. Podszedłem spokojnie i zamroziłem zamki. Potem sięgnąłem po siekierę, która leżała na łóżku (nie pytajcie dlaczego, też się zastanawiam) i uderzyłem kilka razy. Drzwi od razu się otworzyły, a Astrid szczęśliwie wylazła z łazienki. Wróciłem do siebie. Anna jeszcze nie wyszła.
- Czemu tu siedzisz? - zapytałem.
- Jestem w ciąży. - odpowiedziała. - Nie mam sukienki na bal.
- Tej sukienki szukasz u mnie?
Ale tym razem nie odpowiedziała, tylko wybiegła.
- BAL PRZESUNIĘTY NA POJUTRZE! - wrzasnęła na pół zamku.
Wszyscy wybiegli z pokojów. Byli lekko oburzeni, ale nie mogli podwarzyć zdania Anny. Smutni wrócili do komnat.
To wszystko działo się wczoraj, a bal już jutro.

-Jack

niedziela, 28 września 2014

Sukienki dla Ani.

Witajcie,
Dziś Anna nie dała mi spać, bo przylazła do mnie około północy jęcząc mi nad głową:
- Eeelsa, Elsaaa, Eeeeeelsaaaaa!
- Coś się stało? - wybełkotałam nie podnosząc głowy z poduszki.
- Tak. Jestem w ciąży.
- Tak, wiem... - odparłam i zakryłam się kołdrą.
Siostra odsunęła ją i zaczęła ciągnąć mnie za dół koszuli nocnej.
- Musisz mi pomóc! Nie mam żadnych ubrań! W nic się nie zmieszczę!
- Po pierwsze... - usiadłam przecierając oczy. - Nie rozbieraj mnie. Po drugie: przecież to dopiero trzeci mie...
- Chyba JUŻ trzeci miesiąc! - powiedziała siostra i stanęła na łóżku bokiem do mnie. - Popatrz, trochę się... zaokrągliłam, że tak powiem...
Faktycznie Anna miała rację.
- A myślisz, że ja mam ciuchy ciążowe? - jęknęłam i położyłam się z powrotem.
- Nie... ale musisz mi coś wymyślić.
- Niby co...?
- Pomyślałam... - Ania pochyliła się nade mną. - ...że może zostały jakieś...po mamie?
Westchnęłam głęboko, zeszłam z łóżka, nałożyłam szlafrok i pociągnęłam Annę na korytarz.
- Pamiętasz tą komnatę, która zazwyczaj jest zamknięta i nikt do niej nie wchodzi? - zapytałam idąc przed siebie.
- Tak. - odrzekła siostra.
- To sypialnia rodziców. Są tam ich wszystkie rzeczy.
- Razem z ubraniami?
- Razem z ubraniami.
Nagle usłyszałyśmy huk i z jednego z pokojów wyleciał Jack.
- Co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam.
Widząc nas uśmiechnął się zamykając nogą drzwi pokoju, z którego wyleciał.
- Nic. Troszkę eksperymentowałem i zrobiła się mała śnieżyca. A wy co robicie w środku nocy po ciemku na korytarzu?
- Nie chcesz wiedzieć. - Anna pokazała mu język.
- Idziemy przeszukać szafę rodziców. - ucięłam. - Idziesz z nami?
- Jasne. Cóż innego mi zostało? - Jack podniósł z podłogi laskę i poszliśmy dalej korytarzem.
Po kilku minutach doszliśmy do komnaty, której szukałam. Anna nacisnęła na klamkę, jednak drzwi były zamknięte.
- Królowa powinna mieć klucz, nie? - zwróciła się do mnie. Nie odpowiadając rozejrzałam się po korytarzu. Na ścianie przy drzwiach wisiał mały obraz. Był na nim namalowany ciemny pokoik z dużym, trójkątnym oknem. Pośrodku stała biała kołyska. Była lekko ośnieżona. Jack widocznie zapatrzył się na obraz, bo przekrzywił głowę z otwartymi ustami. Nie zastanawiając się długo ściągnęłam obraz ze ściany. Znalazłam to, czego szukałam. W ścianę wbudowana była niewielka półeczka, na której leżał duży, srebrny klucz.
- Super! Skąd wiedziałaś? - Anna odebrała mi klucz.
- W końcu jestem królową. Znam sekrety własnego zamku. - odrzekłam wieszając obraz z powrotem.
- Są jakieś jeszcze? - dopytywała siostra. - Czemu ja ich nie znam?
- I ja!
- Nie wrzeszczcie z łaski swojej, bo wszystkich obudzicie. - uciszyłam ich.
- Ale serio... królowa chyba może zdradzić sekrety narzeczonemu... - szepnął Jack.
- ...i siostrze. - dodała Anka.
Zabrałam jej klucz i otworzyłam drzwi. Naszym oczom ukazał się ciemny, zakurzony pokój z wielkim, drewnianym łożem po środku. Pościel była starannie ułożona, jakby dopiero rano ktoś pościelił. Pod oknem stało duże biurko, a na nim kałamarz i kilka papierów. Pod jedną ze ścian była ogromna, ciemna szafa.
- Bingo! - zawołała Anka i podbiegła do szafy. Gdy tylko ją otworzyła wydobyła się z niej wielka chmura kurzu. Siostra zakaszlała i zaczęła przeszukiwać sukienki. Ja podeszłam do biurka. Podniosłam jedną z zakurzonych kartek. Był to jakiś bardzo stary list napisany pięknym pismem:

Kochana siostro,
To dla nas cudowna wiadomość. Wiesz, że bardzo chciałam być ciocią. To na pewno będzie wyjątkowe dziecko. I nie przejmuj się niczym, na pewno sobie poradzicie. Będziecie idealnymi rodzicami. Przyjedziemy kiedy tylko się uda. Uściski z Corony,
                                                                                      Romilda i Rafael

Po policzku spłynęła mi lodowata łza. Poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu.
- Twoja ciotka miała rację. - wyszeptał mi Jack do ucha. - Naprawdę jesteś wyjątkowa.
I pocałował mnie w policzek.
- Dalej nic nie znalazłam! - zawołała "z szafy" Anka. - Ale...poszukam jeszcze.
Wzięłam do ręki drugi list.

Kochana siostrzyczko!
Gratulacje! Druga pannica do wychowania! Elsa będzie miała towarzystwo! Cudownie! Anna na pewno wyrośnie na śliczną dziewczynkę, jak siostra. I obie muszą poznać Puncię! Koniecznie!
Buziaki z Corony, 
                                                                                      Romilda i Rafael

Odłożyłam lekko zaszronione kartki na miejsce i odwróciłam się do Jack'a.
- To takie...dziwne, prawda? - zapytałam.
- Ciekawe czy nasze dzieci też będą czytać jakieś nasze stare listy. - odparł. - Może lepiej nie...
- Nasze dzieci?
Jack spojrzał na mnie z uśmiechem.
- No...chyba kiedyś będziemy je mieć, nie?
Przerwała nam Anna podbiegając do nas z trzema sukienkami.
- Patrzcie! Są dość szerokie, chyba będą w sam raz. - i rozłożyła je na łóżku. Faktycznie były dość szerokie. Jedna fioletowo-czarna, druga ciemno-zielona i trzecia rudo-brązowa.
- Bardzo ładne. - powiedziałam. - Ale powinnyśmy najpierw je wyprać.
- Zaniosę je do pralni! - zawołała siostra z entuzjazmem i wybiegła z pokoju zabierając suknie.
- Zostaliśmy sami... - zaczął Jack wkładając rękę do kieszeni bluzy.
- Wróćmy do sypialni. - powiedziałam.
- Bardzo chętnie. - Jack chwycił laskę i wyszedł z pokoju. Zamknęłam komnatę na klucz i schowałam go za obrazem. Następnie poszliśmy do mojej sypialni. Spojrzałam na zegar. Była druga w nocy.
- Późno już. - powiedziałam. - Chyba pójdę spać.
- Śnieżynko, no weź... - Jack objął mnie w talii. - Idealna pora na...
- Jack...
Jack rozwiązał i ściągnął mój satynowy, niebieski szlafrok. Pocałował mnie w usta, a potem w szyję...
- Jack...
Nagle ktoś zapukał w drzwi komnaty. Jack odsunął się, a ja poprawiłam koszulę nocną. Uchyliłam drzwi. Stał za nimi Kristoff.
- Ee... w czym mogę pomóc?
Kristoff spojrzał nade mną na Jack'a i uśmiechnął się.
- Przeszkodziłem Wam?
- Nie.
- Tak.
- Szukam tylko Anny. Widzieliście ją?
- Poszła do pralni. - odpowiedziałam. Kristoff ukłonił się z uśmiechem i pobiegł na dół.
Odwróciłam się. Jack usiadł na łóżku z jedną ręką w kieszeni.
- Czy ktoś zawsze musi nam przeszkadzać? - uśmiechnął się.
Usiadłam obok niego. Nagle wstał.
- Mam pomysł!
I wybiegł z pokoju.
- Jack!
Pobiegłam za nim. Okazało się, że stał za drzwiami. Tworzył na nich laską jakiś lodowy wzór.
- Co ty...? - zaczęłam, ale uciszył mnie gestem.
Po chwili odsunął się, żebym mogła zobaczyć co stworzył. Na drzwiach widniał lodowy napis:
Nie wchodzić. Tu się odbywają krzaki.
- Przegiąłeś. - zaśmiałam się.
- Nie prawda. - zaśmiał się Jack, po czym pozwoliłam mu przejąć władzę nad wszystkim co miało się stać.

- Elsa.