Witajcie,
Dziś w nocy obudził mnie dziwny hałas na korytarzu. Włożyłam szlafrok, zapaliłam świeczkę i wybiegłam z sypialni. Zobaczyłam Annę opartą o ścianę.
- Anno? Coś się dzieje? - podbiegłam do niej i objęłam ją odsuwając od ściany.
Ona jęknęła tylko. Nagle zauważyłam, że ma zamknięte oczy. Lunatykuje?
- Anuś... - pogłaskała ją po głowie.
- Mmm.... musisz... musisz.... - mruknęła.
Delikatnie poprowadziłam ją do mojej komnaty i położyłam na łóżku. Usiadłam obok.
- Anuś... - powtórzyłam. Ona usiadła i ścisnęła moją dłoń.
- Musisz z nim porozmawiać. - powiedziała całkiem wyraźnie, dalej z zamkniętymi oczami. - On jest niebezpieczny. W każdej chwili może uciec. Musisz go oswoić. Wytresować.
- Kogo wytresować? O czym ty mówisz? - przestraszyłam się trochę.
- Jeśli z nim nie porozmawiasz, zabije Cię. On jest niebezpieczny. Musisz przekonać go, że go polubiłaś. Nie wchodź z nim w konflikt. Nie wchodź, bo...
- Bo? - bałam się coraz bardziej. Kołdra pokryła się szronem.
- Bo... - Anna wypowiedziała ostatnie słowo i zachrapała wtulając się we mnie. Nie powiedziała nic więcej.
Rano obudziłam się na łóżku u jej boku. Mimo, że to co mówiła przeraziło mnie, musiałam zasnąć. Siostra jeszcze spała. Wyglądała naprawdę słodko przykryta moim szlafrokiem. Usiadłam i przetarłam oczy. Było koło siódmej. Nagle do pokoju wleciał jakby nigdy nic Jack. Widząc nas uniósł brwi i chciał coś powiedzieć, ale położyłam palec na ustach, na znak, że ma być cicho. Usiadł obok mnie i szepnął:
- Co ona tu robi?
- Śpi, zazdrośniku. - odpowiedziałam.
W tym momencie Anna obudziła się.
- Hej...co ja tu ro-ooo-bie? - ziewnęła.
Opowiedziałam siostrze i Jack'owi o wydarzeniach jakie miały miejsce w nocy i o tym co mówiła Anna.
- O matko. - zdziwiła się. - Nie wiem co mi się śniło, ale to dość dziwne, nie?
Kiwnęłam głową. Resztę dnia spędziłam na zamartwianiu się i pisaniu listów.
- Elsa.
niedziela, 26 października 2014
sobota, 25 października 2014
Nieudana próba rozmowy.
Witajcie,
Gdy w końcu zdecydowałam się zejść do więźnia było koło dwudziestej. Włożyłam niebieskie rękawiczki i zeszłam do lochów. Jeden ze strażników poprowadził mnie do celi Neal'a.
- Zostawcie nas samych. - powiedziałam.
- Ale...Wasza Wysokość, on jest niebezpieczny... - zaczął strażnik, ale widząc moje spojrzenie, skinął głową i oddalił się. Po chwili otworzono mi drzwi więzienne i weszłam do celi. Pod ścianą, skuty siedział przestępca. Słysząc skrzypienie otwieranych drzwi podniósł głowę. Kiedy zobaczył mnie, pochylił ją z powrotem i burknął:
- To tylko ty... czego chcesz?
Podeszłam trochę bliżej.
- Chcę, abyś opowiedział mi o sobie. Zabiłeś jedną z moich poddanych. Dlaczego? Co takiego ci zrobiła? - zapytałam poważnym tonem.
Neal westchnął i podrapał się po głowie. Po chwili powiedział:
- To długa historia. Lepiej sobie usiądź, królewno.
Przyklęknęłam na przeciw niego.
- Mów.
- Hmm...a co mi z tego przyjdzie? - zapytał wpatrując się we mnie czarnymi oczami.
- Może wyrok będzie lżejszy. - odrzekłam chłodno. Mężczyzna nachylił się nade mną na tyle, na ile pozwoliły mu łańcuchy i szepnął:
- Naprawdę? Myślałem raczej o czymś innym. O czymś znacznie przyjemniejszym...
Wstałam.
- W takim razie źle myślałeś. Opowiadaj. - powiedziałam przybierając nieco groźniejszy ton.
Neal także wstał z ziemi jednak łańcuchy pociągnęły go do tyłu.
- Taka ostra...? Mmm...
- Przyjdę jeszcze raz, jutro. - powiedziałam. - Masz się opamiętać i wszystko mi opowiedzieć. W innym przypadku porozmawiamy inaczej.
- Bardzo chętnie... - odrzekł z uśmiechem.
Szybko wyszłam z celi i rozkazałam strażnikowi ją zamknąć.
- Powiedział coś, Wasza Miłość? - zapytał.
Westchnęłam tylko i pobiegłam na górę. Wpadłam do pokoju Anny. Siedziała na łóżku razem z Jack'iem. Wymieniali się jakimiś kartkami.
- Co...wy tu robicie? - zatrzymałam się w drzwiach. Anna szybko schowała kartki pod łóżko.
- Nic, Elsuś, nic. - powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. - Coś się stało?
- Byłam u tego Neal'a. - powiedziałam siadając między nimi. - Nic nie powiedział....no, prawie nic.
- To znaczy? - zapytał Jack.
Pokręciłam głową i wtuliłam się w klatę Jack'a.
- Następnym razem pójdziemy z Tobą. - powiedział gładząc mnie po włosach.
- No, mnie na pewno się przestraszy. - zaśmiała się Ania unosząc ręce jak zapaśnik. Roześmialiśmy się wszyscy. Resztę dnia spędziłam bardzo miło z Jack'iem. :)
- Elsa.
Gdy w końcu zdecydowałam się zejść do więźnia było koło dwudziestej. Włożyłam niebieskie rękawiczki i zeszłam do lochów. Jeden ze strażników poprowadził mnie do celi Neal'a.
- Zostawcie nas samych. - powiedziałam.
- Ale...Wasza Wysokość, on jest niebezpieczny... - zaczął strażnik, ale widząc moje spojrzenie, skinął głową i oddalił się. Po chwili otworzono mi drzwi więzienne i weszłam do celi. Pod ścianą, skuty siedział przestępca. Słysząc skrzypienie otwieranych drzwi podniósł głowę. Kiedy zobaczył mnie, pochylił ją z powrotem i burknął:
- To tylko ty... czego chcesz?
Podeszłam trochę bliżej.
- Chcę, abyś opowiedział mi o sobie. Zabiłeś jedną z moich poddanych. Dlaczego? Co takiego ci zrobiła? - zapytałam poważnym tonem.
Neal westchnął i podrapał się po głowie. Po chwili powiedział:
- To długa historia. Lepiej sobie usiądź, królewno.
Przyklęknęłam na przeciw niego.
- Mów.
- Hmm...a co mi z tego przyjdzie? - zapytał wpatrując się we mnie czarnymi oczami.
- Może wyrok będzie lżejszy. - odrzekłam chłodno. Mężczyzna nachylił się nade mną na tyle, na ile pozwoliły mu łańcuchy i szepnął:
- Naprawdę? Myślałem raczej o czymś innym. O czymś znacznie przyjemniejszym...
Wstałam.
- W takim razie źle myślałeś. Opowiadaj. - powiedziałam przybierając nieco groźniejszy ton.
Neal także wstał z ziemi jednak łańcuchy pociągnęły go do tyłu.
- Taka ostra...? Mmm...
- Przyjdę jeszcze raz, jutro. - powiedziałam. - Masz się opamiętać i wszystko mi opowiedzieć. W innym przypadku porozmawiamy inaczej.
- Bardzo chętnie... - odrzekł z uśmiechem.
Szybko wyszłam z celi i rozkazałam strażnikowi ją zamknąć.
- Powiedział coś, Wasza Miłość? - zapytał.
Westchnęłam tylko i pobiegłam na górę. Wpadłam do pokoju Anny. Siedziała na łóżku razem z Jack'iem. Wymieniali się jakimiś kartkami.
- Co...wy tu robicie? - zatrzymałam się w drzwiach. Anna szybko schowała kartki pod łóżko.
- Nic, Elsuś, nic. - powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. - Coś się stało?
- Byłam u tego Neal'a. - powiedziałam siadając między nimi. - Nic nie powiedział....no, prawie nic.
- To znaczy? - zapytał Jack.
Pokręciłam głową i wtuliłam się w klatę Jack'a.
- Następnym razem pójdziemy z Tobą. - powiedział gładząc mnie po włosach.
- No, mnie na pewno się przestraszy. - zaśmiała się Ania unosząc ręce jak zapaśnik. Roześmialiśmy się wszyscy. Resztę dnia spędziłam bardzo miło z Jack'iem. :)
- Elsa.
środa, 22 października 2014
Przestępca schwytany.
Witajcie,
W ciągu ostatnich dni działo się mnóstwo rzeczy. Wczoraj po południu siedziałam znudzona z Anną w sali tronowej, gdy nagle wpadło do środka dwóch strażników trzymając wyrywającego się mężczyznę w łachmanach.
- Wasza Wysokość! Złoczyńca schwytany! - zawołał jeden.
Wstałam i podeszłam do nich. Mężczyzna był skuty w kajdanki. Był trochę wyższy ode mnie, miał ciemne, rozwichrzone włosy i czarne oczy. Wpatrywał się nimi prosto w moje.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Nie twoja sprawa - odrzekł dodając na końcu jeszcze jedno słowo, którego tu nie użyję. Jeden ze strażników szarpnął nim tak, iż ten upadł na ziemię.
- Zwracasz się do królowej! - warknął do niego.
Uciszyłam go gestem.
- Zapytam jeszcze raz. Jeśli nie zechcesz odpowiedzieć, zamknę Cię w celi. - powiedziałam zachowując spokojny ton. Anna stanęła przy mnie. - Kim jesteś i co tu robisz?
Mężczyzna spojrzał na mnie wściekle podnosząc się z podłogi.
- Jestem Neal. Więcej nie powiem. - powiedział.
- Zobaczymy. - warknął drugi strażnik. - Zaprowadzić do lochów, Wasza Wysokość?
- Tak... - odrzekłam nie odwracając wzroku od twarzy Neal'a.
Po chwili wyszli.
- Mamy go! - krzyknęła Anna. - Już nikogo nie skrzywdzi!! Biegnę po Jack'a i Kristoff'a, musimy im to powiedzieć!
I ona także wybiegła. Usiadłam na tronie i zamyśliłam się. Muszę jakoś poznać bliżej tego przestępce. Nic o nim nie wiemy. Chwilę potem do sali weszli Jack, Kristoff, a za nimi Anna.
- To prawda? - podleciał do mnie Jack.
- Złoczyńca jest zamknięty w lochach? - dopytywał Kristoff.
- Tak. - odrzekłam. - Wiem tylko, że nazywa się Neal. Nic więcej.
Jack i Kristoff wymienili zdziwione spojrzenia.
- Spokojnie, trochę z nim pogadamy i wyśpiewa wszystko. - powiedział Kristoff.
- Miejmy nadzieję... - westchnęłam.
Dziś postanowiłam, że wieczorem pójdę do więźnia. Miejmy nadzieję, że pójdzie dobrze....
- Elsa.
W ciągu ostatnich dni działo się mnóstwo rzeczy. Wczoraj po południu siedziałam znudzona z Anną w sali tronowej, gdy nagle wpadło do środka dwóch strażników trzymając wyrywającego się mężczyznę w łachmanach.
- Wasza Wysokość! Złoczyńca schwytany! - zawołał jeden.
Wstałam i podeszłam do nich. Mężczyzna był skuty w kajdanki. Był trochę wyższy ode mnie, miał ciemne, rozwichrzone włosy i czarne oczy. Wpatrywał się nimi prosto w moje.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Nie twoja sprawa - odrzekł dodając na końcu jeszcze jedno słowo, którego tu nie użyję. Jeden ze strażników szarpnął nim tak, iż ten upadł na ziemię.
- Zwracasz się do królowej! - warknął do niego.
Uciszyłam go gestem.
- Zapytam jeszcze raz. Jeśli nie zechcesz odpowiedzieć, zamknę Cię w celi. - powiedziałam zachowując spokojny ton. Anna stanęła przy mnie. - Kim jesteś i co tu robisz?
Mężczyzna spojrzał na mnie wściekle podnosząc się z podłogi.
- Jestem Neal. Więcej nie powiem. - powiedział.
- Zobaczymy. - warknął drugi strażnik. - Zaprowadzić do lochów, Wasza Wysokość?
- Tak... - odrzekłam nie odwracając wzroku od twarzy Neal'a.
Po chwili wyszli.
- Mamy go! - krzyknęła Anna. - Już nikogo nie skrzywdzi!! Biegnę po Jack'a i Kristoff'a, musimy im to powiedzieć!
I ona także wybiegła. Usiadłam na tronie i zamyśliłam się. Muszę jakoś poznać bliżej tego przestępce. Nic o nim nie wiemy. Chwilę potem do sali weszli Jack, Kristoff, a za nimi Anna.
- To prawda? - podleciał do mnie Jack.
- Złoczyńca jest zamknięty w lochach? - dopytywał Kristoff.
- Tak. - odrzekłam. - Wiem tylko, że nazywa się Neal. Nic więcej.
Jack i Kristoff wymienili zdziwione spojrzenia.
- Spokojnie, trochę z nim pogadamy i wyśpiewa wszystko. - powiedział Kristoff.
- Miejmy nadzieję... - westchnęłam.
Dziś postanowiłam, że wieczorem pójdę do więźnia. Miejmy nadzieję, że pójdzie dobrze....
- Elsa.
niedziela, 19 października 2014
Uwaga, przestępca na wolności!
Witajcie,
To, co wydarzyło się na balu wstrząsnęło wszystkimi. Morderstwo? W środku zamku? Wśród mnóstwa gości? Nikt nie wiedział jak do tego doszło. Dziś rano doniesiono nam, że kobietą, która zginęła była jedna z kucharek. Jakiś czas później do mojej komnaty wpadł jeden z służących.
- Królowo! Mamy nowe informacje. Przyszedł list z Corony. Podobno uciekł tam z więzienia pewien bardzo niebezpieczny złoczyńca, rzekłbym morderca. Wieśniacy widzieli jak ukradł statek. Możliwe, że przypłynął do Arendelle i może to właśnie on zabił kucharkę.
- No dobrze, ale... - zaczęłam z przejęciem wkładając rękawiczki, żeby nic nie zamrozić. - No tak. Dostał się na bal, bo nikt go tu nie znał. Ale dlaczego zabił akurat tą kucharkę?
Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Proszę, rozwieś w mieście ostrzeżenia, że grasuje tu bandyta. Niech ludzie schowają się w domach i nie wypuszczają dzieci. Podwójcie straże na granicach i przy pałacu.
- Oczywiście. - służący ukłonił się i wyszedł. Ja natychmiast pobiegłam do pokoju Anny i Kristoff'a. Gdy opowiedziałam im o złoczyńcy spojrzeli na siebie ze smutkiem.
- Musimy dopilnować, aby nikomu nic już się nie stało. - powiedziałam.
Kristoff kiwnął głową i przytulił Annę. W tej chwili wszedł Jack.
- O jakim przestępcy gadają wszyscy służący? - zapytał.
Powtórzyłam historię.
- O nie... - jęknął. - Musimy coś zrobić, nie?
- Niby co? - zapytał Kristoff. - Nawet nie wiemy gdzie on jest. Na razie skupmy się żeby przeżyć...
Jack kiwnął ze smutkiem głową. Po chwili zostawiliśmy Annę i Kristoff''a samych.
- Boję się Jack... - wyznałam kiedy szliśmy korytarzem. - On może być nawet w zamku. A jeśli jest w mieście może skrzywdzić poddanych. Dzieci...
- Będzie dobrze, Śnieżynko. - Jack przytulił mnie. - Musisz w to uwierzyć...
-Elsa.
To, co wydarzyło się na balu wstrząsnęło wszystkimi. Morderstwo? W środku zamku? Wśród mnóstwa gości? Nikt nie wiedział jak do tego doszło. Dziś rano doniesiono nam, że kobietą, która zginęła była jedna z kucharek. Jakiś czas później do mojej komnaty wpadł jeden z służących.
- Królowo! Mamy nowe informacje. Przyszedł list z Corony. Podobno uciekł tam z więzienia pewien bardzo niebezpieczny złoczyńca, rzekłbym morderca. Wieśniacy widzieli jak ukradł statek. Możliwe, że przypłynął do Arendelle i może to właśnie on zabił kucharkę.
- No dobrze, ale... - zaczęłam z przejęciem wkładając rękawiczki, żeby nic nie zamrozić. - No tak. Dostał się na bal, bo nikt go tu nie znał. Ale dlaczego zabił akurat tą kucharkę?
Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Proszę, rozwieś w mieście ostrzeżenia, że grasuje tu bandyta. Niech ludzie schowają się w domach i nie wypuszczają dzieci. Podwójcie straże na granicach i przy pałacu.
- Oczywiście. - służący ukłonił się i wyszedł. Ja natychmiast pobiegłam do pokoju Anny i Kristoff'a. Gdy opowiedziałam im o złoczyńcy spojrzeli na siebie ze smutkiem.
- Musimy dopilnować, aby nikomu nic już się nie stało. - powiedziałam.
Kristoff kiwnął głową i przytulił Annę. W tej chwili wszedł Jack.
- O jakim przestępcy gadają wszyscy służący? - zapytał.
Powtórzyłam historię.
- O nie... - jęknął. - Musimy coś zrobić, nie?
- Niby co? - zapytał Kristoff. - Nawet nie wiemy gdzie on jest. Na razie skupmy się żeby przeżyć...
Jack kiwnął ze smutkiem głową. Po chwili zostawiliśmy Annę i Kristoff''a samych.
- Boję się Jack... - wyznałam kiedy szliśmy korytarzem. - On może być nawet w zamku. A jeśli jest w mieście może skrzywdzić poddanych. Dzieci...
- Będzie dobrze, Śnieżynko. - Jack przytulił mnie. - Musisz w to uwierzyć...
-Elsa.
sobota, 18 października 2014
Krwawy bal na cześć nienarodzonego dziecka.
Hej,
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
- zaczełam krzyczeć gdy dotarło do mnie żę jestem w ciąży.
- Dziś bal z okazji ciąży Anki. - powiedział Kristoff za drzwi.
- Tak mamy dużo przygotowań.- powiedziała Elsa.Zastanawiałam się do kogo oni mówią, a oni mówili do nowej służącej.
- Dzień dobry, jestem księżniczka Anna.- podeszłam do nowej służącej i podałam jej rękę.
- Anno już nie śpisz?- zapytął Kristoff.
- Od jakiejś godziny, a co?
- Nic wydawało mi się że spałaś jak wychodziłem z pokoju.
- Ale nie spałam.Mamy dużo przygotowań.
- Ale tobie nie wolno nic robić.- powiedziała Elsa.
- Nie przesadzajcie, nie jestem chora...
- Ale jesteś w ciąży.- powiedział Kristoff, z karconcym spojrzeniem.
- Chyba mnie nie uziemicie w pokoju do półki nie urodzę, prawda?
- To doskonały pomysł.- powiedziała Elsa.
- Chyba żartujesz?
- Nie wcale nie.
- Przepraszam Wasza Wysokość, ale jesteś potrzebna w sali balowej.- powiedział jeden z służących i rozmawiali, a ja wykorzystałam sytuacje i uciekłam żeby pomóc w przygotowaniach i zrobiłam tyle rzeczy najpierw rozwieszałam ozdoby w sali balowej, potem pomagałam w kuchni, a później poszłam na śniadanie.
- Gdzie byłaś? Co robiłaś?-zapytał Kristoff, a zaraz za nim o tym samym Elsa.
- Byłam w ogrodzie i leżałam wpatrując się w chmury.
- To dobrze.- odetchnął z ulgą Kristoff, zjedliśmy śniadanie i poszłam się przygotować do balu. Weszłąm do łazienki i przeglądałam się w lustrze.
- Och jestem taka gruba i w co ja się ubiorę na bal nie wejdę w żadną moją suknie bo wszystkie mają gorset.- załamałam się i płakałam.
- Anuś dlaczego płaczesz?- zapytała Elsa.
- Bo nie mam żadnej sukni w którą się zmieszczę.
- Dobrze że Kristoff o to zadbał.- i podała mi pudło. Otworzyłam i zobaczyłam wielką suknie.
- Jest piękna.- powiedziałam gdy już byłam gotowa. Bal się zaczął wszyscy się bawili gdy nagle ktoś zaczął krzyczeć.
- Elsa?!- zaczęłam krzyczeć gdy zobaczyłam jadącą wprost na mnie Elsę, ona też krzyczała, nagle wpadła na mnie i obie w mgnieniu oka leżałyśmy na ziemi.
- Anna?!Elsa?!- krzyczał Kristoff i Jack biegnąc do nas.
- Nic mi nie jest, ale nie wiem co do Elsy, jest nieprzytomna.- O nie, tu jest pełno krwi.
- Anna?- zapytał przerażony Kristoff.
- Nie to nie ja, to Elsa.- Gdy ją ze mnie ściągli oazało się że to nie Elsa tylko jakaś kobieta i była martwa i wyglądała jak Elsa, ale nie miała jednej rzeczy jaką miała Elsa, ona miała swoją niebieską suknie.
- Anno?!- do sali wbiegła przerażona Elsa i nagle z podłogi zrobiło się lodowisko.
- Elsa uspokuj się to nie ja ktoś zamordował kobiete i upodobnił ją do ciebie, a ona na mnie wpadła i rozlała się krew.- nagle Elsa podeszła do mnie i mnie przytuliła, ale chyba zobaczyła plamę krwi i osuneła się p mnie prosto w kałużę krwi na podłodze, a ja chcąc nie chcąc pod jej ciężarem tagże upadłąm.
- Pomóżcie mi wstać.- powiedziałam. Gdy Kristoff mnie podniósł zobaczyła twarz Elsy była smutna.
- Dość wrażeń ja na jeden wieczór, zaniose cię do pokoju gdzie się umyjesz i położysz.- powiedział i wziął mnie na ręcę.
- jack poradzisz sobie z Elsą?
- Jasne.- odpowiedział. Kristoff zaniósł mnie do naszej sypialni, gdzie się umułam, a teraz idę spać.Dobranoc.
- Anna
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
- zaczełam krzyczeć gdy dotarło do mnie żę jestem w ciąży.
- Dziś bal z okazji ciąży Anki. - powiedział Kristoff za drzwi.
- Tak mamy dużo przygotowań.- powiedziała Elsa.Zastanawiałam się do kogo oni mówią, a oni mówili do nowej służącej.
- Dzień dobry, jestem księżniczka Anna.- podeszłam do nowej służącej i podałam jej rękę.
- Anno już nie śpisz?- zapytął Kristoff.
- Od jakiejś godziny, a co?
- Nic wydawało mi się że spałaś jak wychodziłem z pokoju.
- Ale nie spałam.Mamy dużo przygotowań.
- Ale tobie nie wolno nic robić.- powiedziała Elsa.
- Nie przesadzajcie, nie jestem chora...
- Ale jesteś w ciąży.- powiedział Kristoff, z karconcym spojrzeniem.
- Chyba mnie nie uziemicie w pokoju do półki nie urodzę, prawda?
- To doskonały pomysł.- powiedziała Elsa.
- Chyba żartujesz?
- Nie wcale nie.
- Przepraszam Wasza Wysokość, ale jesteś potrzebna w sali balowej.- powiedział jeden z służących i rozmawiali, a ja wykorzystałam sytuacje i uciekłam żeby pomóc w przygotowaniach i zrobiłam tyle rzeczy najpierw rozwieszałam ozdoby w sali balowej, potem pomagałam w kuchni, a później poszłam na śniadanie.
- Gdzie byłaś? Co robiłaś?-zapytał Kristoff, a zaraz za nim o tym samym Elsa.
- Byłam w ogrodzie i leżałam wpatrując się w chmury.
- To dobrze.- odetchnął z ulgą Kristoff, zjedliśmy śniadanie i poszłam się przygotować do balu. Weszłąm do łazienki i przeglądałam się w lustrze.
- Och jestem taka gruba i w co ja się ubiorę na bal nie wejdę w żadną moją suknie bo wszystkie mają gorset.- załamałam się i płakałam.
- Anuś dlaczego płaczesz?- zapytała Elsa.
- Bo nie mam żadnej sukni w którą się zmieszczę.
- Dobrze że Kristoff o to zadbał.- i podała mi pudło. Otworzyłam i zobaczyłam wielką suknie.
- Jest piękna.- powiedziałam gdy już byłam gotowa. Bal się zaczął wszyscy się bawili gdy nagle ktoś zaczął krzyczeć.
- Elsa?!- zaczęłam krzyczeć gdy zobaczyłam jadącą wprost na mnie Elsę, ona też krzyczała, nagle wpadła na mnie i obie w mgnieniu oka leżałyśmy na ziemi.
- Anna?!Elsa?!- krzyczał Kristoff i Jack biegnąc do nas.
- Nic mi nie jest, ale nie wiem co do Elsy, jest nieprzytomna.- O nie, tu jest pełno krwi.
- Anna?- zapytał przerażony Kristoff.
- Nie to nie ja, to Elsa.- Gdy ją ze mnie ściągli oazało się że to nie Elsa tylko jakaś kobieta i była martwa i wyglądała jak Elsa, ale nie miała jednej rzeczy jaką miała Elsa, ona miała swoją niebieską suknie.
- Anno?!- do sali wbiegła przerażona Elsa i nagle z podłogi zrobiło się lodowisko.
- Elsa uspokuj się to nie ja ktoś zamordował kobiete i upodobnił ją do ciebie, a ona na mnie wpadła i rozlała się krew.- nagle Elsa podeszła do mnie i mnie przytuliła, ale chyba zobaczyła plamę krwi i osuneła się p mnie prosto w kałużę krwi na podłodze, a ja chcąc nie chcąc pod jej ciężarem tagże upadłąm.
- Pomóżcie mi wstać.- powiedziałam. Gdy Kristoff mnie podniósł zobaczyła twarz Elsy była smutna.
- Dość wrażeń ja na jeden wieczór, zaniose cię do pokoju gdzie się umyjesz i położysz.- powiedział i wziął mnie na ręcę.
- jack poradzisz sobie z Elsą?
- Jasne.- odpowiedział. Kristoff zaniósł mnie do naszej sypialni, gdzie się umułam, a teraz idę spać.Dobranoc.
- Anna
czwartek, 16 października 2014
Znów, tak, znów....
Witajcie,
Dziś rano obudził mnie ktoś, kogo spodziewałabym się w swojej sypialni chyba najmniej.
- Elsa... - jakiś męski głos odezwał mi się nad głową. Uchyliłam oczy i podskoczyłam z zaskoczenia.
- Kristoff?!
Kristoff stał nade mną już ubrany z lekko wkurzoną miną.
- Jak mogłaś zapomnieć? - zapytał.
Wstałam.
- O czym zapomnieć?
Popukał się w czoło i pomachał mi ręką przed oczami.
- Nawet nie ogłosiliśmy poddanym, że będziemy mieli dziecko!
- Och... no tak. - powiedziałam. - Em... zajmijcie się tym.
- A ty? - Kristoff uniósł brwi.
- Jestem... w piżamie i w ogóle... nie nadaję się teraz na.... - zaczęłam, ale Kristoff tylko kiwnął głową i wybiegł. Ja z powrotem usiadłam na łóżku. Nagle usłyszałam za sobą pukanie. Odwróciłam się. Za szybą unosił się Jack machając do mnie z uśmiechem. Otworzyłam mu balkon, żeby mógł wejść.
- Nie mogłeś drzwiami? - zapytałam.
- Przez całą noc siedziałem na dachu, było bliżej przez okno. - powiedział. - I nie pytaj po co siedziałem na dachu.
Ubrałam się i razem wyszliśmy z komnaty. Przechodząc obok tarasu wychodzącego na dziedziniec zobaczyliśmy Kristoff'a i Annę tłumaczących coś ludziom zebranym na dziedzińcu. Postanowiliśmy się tam nie pchać - Anna i Kristoff sami sobie poradzą. A poza tym, to ich dziecko, oni powinni to ogłosić.
Około pół godziny później Anna przybiegła do nas, kiedy siedzieliśmy w jadalni.
- I jak? - uśmiechnęłam się do niej.
- Poddani bardzo się cieszą. - odwzajemniła uśmiech. - Tylko, że....
- Że...?
- Ktoś powiedział żebyśmy zrobili z tej okazji bal. - powiedziała Anna.
- Znowu bal? - jęknął Jack. - Dopiero co był...
Anka wzruszyła ramionami.
- No dobrze... - westchnęłam. - Jak chcą poddani, tak będzie. Wieczorem ogłosimy im kiedy będzie bal. Może w sobotę?
Oboje kiwnęli głowami. Czyli ustalone... kolejny bal za dwa dni.
- Elsa.
Dziś rano obudził mnie ktoś, kogo spodziewałabym się w swojej sypialni chyba najmniej.
- Elsa... - jakiś męski głos odezwał mi się nad głową. Uchyliłam oczy i podskoczyłam z zaskoczenia.
- Kristoff?!
Kristoff stał nade mną już ubrany z lekko wkurzoną miną.
- Jak mogłaś zapomnieć? - zapytał.
Wstałam.
- O czym zapomnieć?
Popukał się w czoło i pomachał mi ręką przed oczami.
- Nawet nie ogłosiliśmy poddanym, że będziemy mieli dziecko!
- Och... no tak. - powiedziałam. - Em... zajmijcie się tym.
- A ty? - Kristoff uniósł brwi.
- Jestem... w piżamie i w ogóle... nie nadaję się teraz na.... - zaczęłam, ale Kristoff tylko kiwnął głową i wybiegł. Ja z powrotem usiadłam na łóżku. Nagle usłyszałam za sobą pukanie. Odwróciłam się. Za szybą unosił się Jack machając do mnie z uśmiechem. Otworzyłam mu balkon, żeby mógł wejść.
- Nie mogłeś drzwiami? - zapytałam.
- Przez całą noc siedziałem na dachu, było bliżej przez okno. - powiedział. - I nie pytaj po co siedziałem na dachu.
Ubrałam się i razem wyszliśmy z komnaty. Przechodząc obok tarasu wychodzącego na dziedziniec zobaczyliśmy Kristoff'a i Annę tłumaczących coś ludziom zebranym na dziedzińcu. Postanowiliśmy się tam nie pchać - Anna i Kristoff sami sobie poradzą. A poza tym, to ich dziecko, oni powinni to ogłosić.
Około pół godziny później Anna przybiegła do nas, kiedy siedzieliśmy w jadalni.
- I jak? - uśmiechnęłam się do niej.
- Poddani bardzo się cieszą. - odwzajemniła uśmiech. - Tylko, że....
- Że...?
- Ktoś powiedział żebyśmy zrobili z tej okazji bal. - powiedziała Anna.
- Znowu bal? - jęknął Jack. - Dopiero co był...
Anka wzruszyła ramionami.
- No dobrze... - westchnęłam. - Jak chcą poddani, tak będzie. Wieczorem ogłosimy im kiedy będzie bal. Może w sobotę?
Oboje kiwnęli głowami. Czyli ustalone... kolejny bal za dwa dni.
- Elsa.
wtorek, 14 października 2014
Odpoczynek prawie niemożliwy....
Witajcie,
Jakiś czas temu wróciliśmy do Arendelle. Anna oczywiście była na mnie zła, bo:
- Nie było Was całe wieki!!! Co ty chciałaś, żebym z tęsknoty umarła?!
Na szczęście uciszyła się kiedy ją przytuliłam.
- Nie denerwuj się, Aniu. - powiedziałam.
Następnie udałam się z nią do jej komnaty.
- Musimy iść na targ, czy coś. - powiedziała. - Nie mogę chodzić w kółko w trzech sukienkach.
Kiwnęłam głową i westchnęłam.
- No to chodźmy...
Niedługo potem byłyśmy już w drodze do miasta. Anna biegła podśpiewywała coś ciągnąc mnie za rękę. Nie protestowałam, ale tak naprawdę byłam bardzo zmęczona po podróży i wolałabym się zdrzemnąć, tak jak Jack. Ale nie chciałam ranić siostry. Uśmiechnęłam się więc tylko do niej i przyspieszyłam kroku.
Po chwili weszłyśmy do miasta. Ludzie na nasz widok kłaniali się i odsuwali na boki. Anna machała wesoło do wszystkich i śmiała się. W końcu doszłyśmy do miejsca, gdzie zwykle kupcy rozstawiali stragany. Ania zaczęła biegać od jednego straganu do drugiego, a ja stanęłam z boku i postanowiłam poczekać aż coś wybierze. Chwilę potem siostra podbiegła do mnie.
- Co tak stoisz? Musisz mi pomóc...
I pociągnęła mnie do jednego ze straganów. Podniosła z niego długą, zieloną suknię z wzorami.
- Bardzo ładna. - stwierdziłam. - Ale... ta ładniejsza.
Podniosłam inną, piękną, fioletowo-czarną. Anna wzięła obie i odwróciła się do kupca.
- Ile płacimy?
- Dla Waszych Wysokości za darmo. - odrzekł natychmiast.
Anka już chciała odejść, ale ja położyłam przed mężczyzną pieniądze i powiedziałam:
- Nie ma mowy. Trzymaj, dobry człowieku.
I zostawiłyśmy go z uchylonymi ustami i pieniędzmi w ręku. Nagle Anna rozejrzała się i zapytała:
- Elsa... co tak bosko pachnie...?
Spojrzałam na prawo i zobaczyłam stragan z czekoladą. Godzinę później wróciłyśmy do zamku niosąc ze sobą torby pełne czekolady. Nagle zza zakrętu wpadł na nas Jack.
- Gdzie wy byłyście?
- Nygde... - wybełkotała Anna odgryzając kawałek tabliczki czekolady.
- W mieście. - powiedziałam po czym podałam mu torby. - Możesz to zanieść do kuchni?
- Nye! Do moyecho pohoyu... - "powiedziała" Anna i przejęła torby. Następnie poszła na górę, zapewne do pokoju. Jack spojrzał na mnie pytająco.
- Znalazła stragan z czekoladą. - uśmiechnęłam się.
Jack chwycił mnie za rękę.
- Elsuś... - zaczął wsadzając rękę do kieszeni, po czym przybrał niebezpieczny uśmiech.
- O nie... - ziewnęłam. - Jestem zmęczona. Muszę odpocząć.
I skierowałam się na schody, Jack poleciał za mną.
- A jak odpoczniesz...?
- Na razie daj mi spokój. - odrzekłam. Widząc, że Jack posmutniał, pocałowałam go. Od razu się uśmiechnął i zarumienił. A ja mogłam w końcu iść spać.
- Elsa.
Jakiś czas temu wróciliśmy do Arendelle. Anna oczywiście była na mnie zła, bo:
- Nie było Was całe wieki!!! Co ty chciałaś, żebym z tęsknoty umarła?!
Na szczęście uciszyła się kiedy ją przytuliłam.
- Nie denerwuj się, Aniu. - powiedziałam.
Następnie udałam się z nią do jej komnaty.
- Musimy iść na targ, czy coś. - powiedziała. - Nie mogę chodzić w kółko w trzech sukienkach.
Kiwnęłam głową i westchnęłam.
- No to chodźmy...
Niedługo potem byłyśmy już w drodze do miasta. Anna biegła podśpiewywała coś ciągnąc mnie za rękę. Nie protestowałam, ale tak naprawdę byłam bardzo zmęczona po podróży i wolałabym się zdrzemnąć, tak jak Jack. Ale nie chciałam ranić siostry. Uśmiechnęłam się więc tylko do niej i przyspieszyłam kroku.
Po chwili weszłyśmy do miasta. Ludzie na nasz widok kłaniali się i odsuwali na boki. Anna machała wesoło do wszystkich i śmiała się. W końcu doszłyśmy do miejsca, gdzie zwykle kupcy rozstawiali stragany. Ania zaczęła biegać od jednego straganu do drugiego, a ja stanęłam z boku i postanowiłam poczekać aż coś wybierze. Chwilę potem siostra podbiegła do mnie.
- Co tak stoisz? Musisz mi pomóc...
I pociągnęła mnie do jednego ze straganów. Podniosła z niego długą, zieloną suknię z wzorami.
- Bardzo ładna. - stwierdziłam. - Ale... ta ładniejsza.
Podniosłam inną, piękną, fioletowo-czarną. Anna wzięła obie i odwróciła się do kupca.
- Ile płacimy?
- Dla Waszych Wysokości za darmo. - odrzekł natychmiast.
Anka już chciała odejść, ale ja położyłam przed mężczyzną pieniądze i powiedziałam:
- Nie ma mowy. Trzymaj, dobry człowieku.
I zostawiłyśmy go z uchylonymi ustami i pieniędzmi w ręku. Nagle Anna rozejrzała się i zapytała:
- Elsa... co tak bosko pachnie...?
Spojrzałam na prawo i zobaczyłam stragan z czekoladą. Godzinę później wróciłyśmy do zamku niosąc ze sobą torby pełne czekolady. Nagle zza zakrętu wpadł na nas Jack.
- Gdzie wy byłyście?
- Nygde... - wybełkotała Anna odgryzając kawałek tabliczki czekolady.
- W mieście. - powiedziałam po czym podałam mu torby. - Możesz to zanieść do kuchni?
- Nye! Do moyecho pohoyu... - "powiedziała" Anna i przejęła torby. Następnie poszła na górę, zapewne do pokoju. Jack spojrzał na mnie pytająco.
- Znalazła stragan z czekoladą. - uśmiechnęłam się.
Jack chwycił mnie za rękę.
- Elsuś... - zaczął wsadzając rękę do kieszeni, po czym przybrał niebezpieczny uśmiech.
- O nie... - ziewnęłam. - Jestem zmęczona. Muszę odpocząć.
I skierowałam się na schody, Jack poleciał za mną.
- A jak odpoczniesz...?
- Na razie daj mi spokój. - odrzekłam. Widząc, że Jack posmutniał, pocałowałam go. Od razu się uśmiechnął i zarumienił. A ja mogłam w końcu iść spać.
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)