Witajcie,
Dziś w nocy stało się coś co zmieniło nasze życie na zawsze.
Około jedenastej w nocy pracowałam w swojej komnacie. Nagle usłyszałam Kristoff'a zza ściany:
- Teraz?! Tak teraz?! Elsa!!! Jack!!!
Pobiegłam szybko do sypialni jego i Anny. Na korytarzu prawie dobiłam do Jack'a.
- Co się dzieje? - zapytał zdezorientowany.
- Nie wiem! - odrzekłam i wbiegliśmy do pokoju. Anna siedziała na łóżku i trzymała się za brzuch.
- Dziecko!! - krzyknął Kristoff. - Rodzi się!!
- Lekarza! - krzyknął Jack i zaczął biegać w kółko.
Szybko przeanalizowałam całą sytuację i zamroziłam niechcący podłogę. Jednak opanowałam się i rozkazałam Jack'owi pobiec po medyków. Sama podbiegłam do Anny i chwyciłam ją mocno za rękę.
- Oddychaj głęboko. Spokojnie. - próbowałam tak naprawdę uspokoić samą siebie.
W jednej chwili do pokoju wpadło kilkunastu lekarzy.
- Proszę wyjść. Musimy przeprowadzić poród spokojnie i bez tłumu.
- Nie! - krzyknęła Anna. - Niech ktoś ze mną zostanie!
Mężczyźni otoczyli Annę zakładając lekarskie kitle.
- Ja zostanę! - krzyknęłam nie chcąc puścić Anny.
- Nie, proszę wyjść Wasza Wysokość. - odrzekł jeden z lekarzy. - Mąż może zostać.
- Nie! - zobaczyłam zrozpaczoną Annę, ale Jack pociągnął mnie na zewnątrz, a lekarze zamknęli pokój od wewnątrz. Usłyszałam krzyk Anny.
- Aniu!! - z rozpaczą wyrwałam się Jack'owi i zaczęłam dobijać się do środka.
- Elsa, zostaw! Wszystko będzie dobrze! - odciągnął mnie i przytulił mocno. Cały korytarz pokrył się warstwą lodu, ale odwzajemniłam uścisk Jack'a. Spędziliśmy ponad godzinę na korytarzu słysząc krzyki Anny. Nie mogąc się opanować chodziłam to w jedną, to w drugą stronę przed drzwiami.
- Uspokój, się, bo dostaniesz zawału. - odezwał się Jack siadając pod ścianą.
- Jak mam nie dostać zawału?! Moja siostra rodzi! - odrzekłam.
Przez dwie następne godziny, to chodziłam w te i we wte, to siedziałam wtulona w Jack'a, to mówiłam zrozpaczona sama do siebie. W końcu z pokoju wyszedł jeden z lekarzy. Podbiegłam do niego i zaczęłam wypytywać:
- Co z Anną? Urodziła? Wszystko w porządku? Dziecko jest zdrowe? Kristoff żyje?
Lekarz uśmiechnął się i ukłonił lekko.
- Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Mama, tata i dziecko są zdrowi i szczęśliwi.
Jack wstał i podszedł do nas.
- Możemy do nich wejść? - zapytał.
- Oczywiście. - lekarz otworzył nam drzwi.
Z prędkością światła znalazłam się w środku i podbiegłam do łóżka. Siedziała na nim Anna w koszuli szpitalnej, obok niej Kristoff, a ona w różowym kocyku trzymała na rękach maleńkie niemowlę.
- Hej maleńka... - Jack podleciał do Anny.
Ja stałam z otwartymi ustami i nie mogłam wydusić ani słowa. Anna widząc moją minę zaśmiała się i powiedziała do dziecka:
- Widzisz, Lenuś? Jesteś taka śliczna, że ciocię zamroziło.
Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej.
- Jaka ona...maleńka. - odezwałam się. - Hej, Lenuś. Nawet nie wiesz jak miło Cię widzieć...
- Elsa, czy ty płaczesz? - Jack wyszczerzył do mnie zęby.
Otarłam łzę z policzka.
- Nie. Może trochę...ze szczęścia. - odrzekłam z uśmiechem przyglądając się siostrzenicy.
- Nie no, ludzie, Elsa się wzruszyła! - zawołał Kristoff.
- Hej, Jack! - zawołała Anna. - Chcesz potrzymać Lenkę jako pierwszy oprócz mnie?
- Ee... może lepiej nie... - jęknął Jack, ale Anna podała mu delikatnie dziecko.
Wziął je i uśmiechnął się od razu.
- No spójrzcie tylko. Żywy ja.
- Jasne. - zaśmiał się Kristoff. - Odziedziczyła geny po wujku.
Ja w tym czasie wyczarowałam małego, lodowego misia z kokardką na szyi.
- Proszę. - położyłam go na łóżku przy Annie. - Prezent od cioci.
- Eee...wujek też się pod nim podpisze. - dodał Jack.
Zaśmialiśmy się wszyscy. Nagle wszedł lekarz.
- Musimy poprosić o zostawienie samych księżniczki i dziecka. Zostały do wykonania ostatnie badania.
Kiwnęłam głową. Jack przekazał Annie Lenę i wyszliśmy razem z Kristoff'em, a ja zabrałam lodowego misia aby położyć go w kołysce Leny. Poszliśmy w trójkę do jej ślicznego pokoiku.
- I co, Kristoff? - zaczął Jack. - Jak się czujesz z faktem iż zostałeś właśnie ojcem?
- Cudownie. Lena wyrośnie na piękną dziewczynkę, jak mama. - odrzekł Kristoff poprawiając zasłony w oknach.
Włożyłam misia do kołyski i westchnęłam.
- A jak królowa? - Jack podleciał do mnie. - Jak wrażenia...?
- Jack uspokój się. - uśmiechnęłam się do niego.
Do pokoju wpadły trzy służące.
- Królowo! - ukłoniły się nie mogąc powstrzymać śmiechu i ogólnej radości. - Wszyscy czekają na odpowiedź czy dziecko i księżniczka Anna są zdrowe.
- Są zdrowe. - odrzekłam z uśmiechem.
- A... imię dziecka? - dodała druga kobieta.
- Lena. - powiedział Kristoff.
Służące wybiegły z piskiem i po chwili usłyszeliśmy z dołu:
- Księżniczka nazywa się Lena! I jest zdrowa! Hurraaa!
Zaśmialiśmy się. Jakiś czas później wróciliśmy do Anny i Leny i zostaliśmy z nimi na długo. Zaś jutro wieczorem odbędzie się bal narodzinowy. Mam nadzieję, że z Leną będzie wszystko w porządku. Życzmy jej aby rosła na śliczną, i mądrą dziewczynkę.
- Elsa.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
sobota, 3 stycznia 2015
Już niedługo...
Witajcie,
Dziś w nocy około pierwszej obudził mnie odgłos otwieranych drzwi. Usiadłam na łóżku i przetarłam oczy.
- Jack? - wymamrotałam.
- To ja, Elsuś. - zobaczyłam siostrę ze słabym uśmiechem zbliżającą się do łóżka.
- Coś się stało? - zapytałam.
Anna usiadła przy mnie i pogładziła się po brzuchu.
- Nie czuję się za dobrze. - odrzekła. - W dodatku miałam taki straszny sen...
Nagle jej oczy wypełniły się łzami.
Szybko przytuliłam ją.
- Boję się, Elsuś. To już naprawdę niedługo. - spojrzała na swój brzuch. - A jak sobie nie poradzę?
- Przecież już to przerabiałyśmy. - pogłaskałam ją po głowie. - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy.
- Mogę dzisiaj spać z tobą? - zapytała Ania pociągając nosem.
- Oczywiście. Tylko nie zdziw się jak rano wparuje tu Jack. - uśmiechnęłam się.
Anna zaśmiała się i położyła obok mnie. Przykryłam ją i pocałowałam w czoło.
- Dobranoc Anuś.
I obie zasnęłyśmy.
- Elsa.
Dziś w nocy około pierwszej obudził mnie odgłos otwieranych drzwi. Usiadłam na łóżku i przetarłam oczy.
- Jack? - wymamrotałam.
- To ja, Elsuś. - zobaczyłam siostrę ze słabym uśmiechem zbliżającą się do łóżka.
- Coś się stało? - zapytałam.
Anna usiadła przy mnie i pogładziła się po brzuchu.
- Nie czuję się za dobrze. - odrzekła. - W dodatku miałam taki straszny sen...
Nagle jej oczy wypełniły się łzami.
Szybko przytuliłam ją.
- Boję się, Elsuś. To już naprawdę niedługo. - spojrzała na swój brzuch. - A jak sobie nie poradzę?
- Przecież już to przerabiałyśmy. - pogłaskałam ją po głowie. - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy.
- Mogę dzisiaj spać z tobą? - zapytała Ania pociągając nosem.
- Oczywiście. Tylko nie zdziw się jak rano wparuje tu Jack. - uśmiechnęłam się.
Anna zaśmiała się i położyła obok mnie. Przykryłam ją i pocałowałam w czoło.
- Dobranoc Anuś.
I obie zasnęłyśmy.
- Elsa.
czwartek, 1 stycznia 2015
Sylwester!
Witajcie,
Wczoraj spędziliśmy Sylwestra w jadalni, choć przed północą musiałam wyjść na dziedziniec do zebranych tam poddanych. Wszyscy tańczyli, puszczali fajerwerki i bawili się przed pałacem. Z wybiciem północy wyczarowałam nad dziedzińcem ogromne lodowe fajerwerki, przybierające kształty śnieżynek. Kiedy kilka minut później wróciłam do jadalni zobaczyłam Kristoff'a i Jack'a siłujących się z otwarciem szampana. Anna siedziała przy stole i zanosiła się śmiechem.
- Weź...to trzymaj! - krzyknął Jack i w jednej chwili udało im się otworzyć szampana przez co Kristoff wylądował z butelką pod ścianą, a Jack oblany szampanem, który trysnął z butelki wpadł na mnie.
- Nie można Was na chwilę samych zostawić. - uśmiechnęłam się i pomogłam Jack'owi wstać.
Anna wstała i przytuliła nas wszystkich krzycząc:
- Nowy roook! Hurraaaaa!
Kristoff zaśmiał się i uniósł szampana mówiąc:
- No, to komu nalać?
Anna posmutniała.
- Mi nie...
- Aniu.. - przytuliłam ją. - Nie smuć się.
- Skoro Anka nie może to ja też nie. - oświadczył Kristoff oddając szampana Jack'owi.
- Krzysiuniu, nie... - Anna pokręciła głową.
- Ależ właśnie, że tak, słoneczko. - pocałował ją w czoło.
Jack spojrzał na mnie z uśmiechem w jednej ręce z butelką, a w drugiej z kieliszkami.
- Może znajdziemy sobie bardziej ustronne miejsce?
- Ale...Anna i Kristoff... - odrzekłam spoglądając na siostrę.
- Idźcie, idźcie. - uśmiechnęła się Anna. - My sobie tu posiedzimy... pod kocykiem...
Jack pociągnął mnie korytarzem prowadzącym... na zewnątrz?
- Jack, gdzie my idziemy?
- Jak to gdzie? - Jack trochę zwolnił i podał mi jeden kieliszek.
- Chyba wolałabym iść... do sypialni?
Jack uniósł brwi i zastąpił mi drogę.
- Do sypialni? Elsa? Elsa chce do sypialni? Ludzie, ludzie!
I zaczął biegać w kółko po korytarzu.
- Jack, zamknij się. - złapałam go rękę.
On przybrał swój chytry uśmiech.
- Elso...Eelsoo...
- Czy ty już coś piłeś?
- Nie. Nie, nie, nie. Ale cieszy mnie ogromnie twa nagła chęć. - Jack zmienił kierunek i poszliśmy na górę.
- Ja... - zaczęłam. - Nie chciałam do sypialni po to...tylko żeby tam...być.
- Mhm.. już ja cię dobrze znam, śnieżynko.
W tej chwili weszliśmy do mojej sypialni. Jack od razu pobiegł do łóżka, usiadł i nalał szampana do dwóch kieliszków. Wzięłam jeden z ich i usiadłam obok niego.
- Za zdrowie jej Królewskiej Mości! - zawołał Jack.
I nie spaliśmy chyba do czwartej. Rano obudziła nas Anna.
- Hej, śpiochy! Upiliście się bardzo? - zawołała siadając po mojej stronie łóżka.
- Mhm... - mruknął Jack i schował się pod kołdrą.
Ania pociągnęła za kołdrę z chytrym uśmiechem.
- Aniu... nie. - jęknęłam podciągając kołdrę z powrotem.
- Ooooch... - westchnęła Anna i wyszła.
I tak leżeliśmy w łóżku chyba do jedenastej.
- Elsa.
Wczoraj spędziliśmy Sylwestra w jadalni, choć przed północą musiałam wyjść na dziedziniec do zebranych tam poddanych. Wszyscy tańczyli, puszczali fajerwerki i bawili się przed pałacem. Z wybiciem północy wyczarowałam nad dziedzińcem ogromne lodowe fajerwerki, przybierające kształty śnieżynek. Kiedy kilka minut później wróciłam do jadalni zobaczyłam Kristoff'a i Jack'a siłujących się z otwarciem szampana. Anna siedziała przy stole i zanosiła się śmiechem.
- Weź...to trzymaj! - krzyknął Jack i w jednej chwili udało im się otworzyć szampana przez co Kristoff wylądował z butelką pod ścianą, a Jack oblany szampanem, który trysnął z butelki wpadł na mnie.
- Nie można Was na chwilę samych zostawić. - uśmiechnęłam się i pomogłam Jack'owi wstać.
Anna wstała i przytuliła nas wszystkich krzycząc:
- Nowy roook! Hurraaaaa!
Kristoff zaśmiał się i uniósł szampana mówiąc:
- No, to komu nalać?
Anna posmutniała.
- Mi nie...
- Aniu.. - przytuliłam ją. - Nie smuć się.
- Skoro Anka nie może to ja też nie. - oświadczył Kristoff oddając szampana Jack'owi.
- Krzysiuniu, nie... - Anna pokręciła głową.
- Ależ właśnie, że tak, słoneczko. - pocałował ją w czoło.
Jack spojrzał na mnie z uśmiechem w jednej ręce z butelką, a w drugiej z kieliszkami.
- Może znajdziemy sobie bardziej ustronne miejsce?
- Ale...Anna i Kristoff... - odrzekłam spoglądając na siostrę.
- Idźcie, idźcie. - uśmiechnęła się Anna. - My sobie tu posiedzimy... pod kocykiem...
Jack pociągnął mnie korytarzem prowadzącym... na zewnątrz?
- Jack, gdzie my idziemy?
- Jak to gdzie? - Jack trochę zwolnił i podał mi jeden kieliszek.
- Chyba wolałabym iść... do sypialni?
Jack uniósł brwi i zastąpił mi drogę.
- Do sypialni? Elsa? Elsa chce do sypialni? Ludzie, ludzie!
I zaczął biegać w kółko po korytarzu.
- Jack, zamknij się. - złapałam go rękę.
On przybrał swój chytry uśmiech.
- Elso...Eelsoo...
- Czy ty już coś piłeś?
- Nie. Nie, nie, nie. Ale cieszy mnie ogromnie twa nagła chęć. - Jack zmienił kierunek i poszliśmy na górę.
- Ja... - zaczęłam. - Nie chciałam do sypialni po to...tylko żeby tam...być.
- Mhm.. już ja cię dobrze znam, śnieżynko.
W tej chwili weszliśmy do mojej sypialni. Jack od razu pobiegł do łóżka, usiadł i nalał szampana do dwóch kieliszków. Wzięłam jeden z ich i usiadłam obok niego.
- Za zdrowie jej Królewskiej Mości! - zawołał Jack.
I nie spaliśmy chyba do czwartej. Rano obudziła nas Anna.
- Hej, śpiochy! Upiliście się bardzo? - zawołała siadając po mojej stronie łóżka.
- Mhm... - mruknął Jack i schował się pod kołdrą.
Ania pociągnęła za kołdrę z chytrym uśmiechem.
- Aniu... nie. - jęknęłam podciągając kołdrę z powrotem.
- Ooooch... - westchnęła Anna i wyszła.
I tak leżeliśmy w łóżku chyba do jedenastej.
- Elsa.
wtorek, 30 grudnia 2014
Oj, Aniu, Aniu.
Witajcie,
Dzisiaj wstałam z myślą, że będę miała dzień zawalony obowiązkami. Przetarłam oczy, włożyłam szlafrok i usiadłam do biurka.
- Chwila... - mruknęłam sama do siebie. - Gdzie są wszystkie papiery?
Siedziałam chwilę nieruchomo zastanawiając się jakim w ogóle cudem mogły zniknąć. Rozmyślanie przerwał mi hałas na korytarzu. Podeszłam do drzwi i lekko się wychyliłam. Na końcu korytarza rozmawiały dość głośno dwie służące.
- E tam, nie gadaj. Chyba powinna jeszcze spać..? - mówiła jedna z nich.
- Ale wcale nie śpi. Zamknęła się w pralni i nie wiemy dlaczego nie chce nikogo wpuścić. - odpowiedziała druga.
Wyszłam z pokoju i skierowałam się w ich stronę.
- Och, Wasza Wysokość! - zawołała jedna i ukłoniły się.
- Kto zamknął się w pralni? - zapytałam zawiązując troszkę ciaśniej szlafrok.
Spojrzały na siebie z niepokojem.
- Księżniczka.
- Anna?! - krzyknęłam i nie czekając na odpowiedź pobiegłam na dół, do pralni. Minęłam na pierwszym piętrze Jack'a.
- Elsa? - zawołał za mną.
Przewróciłam oczami i zatrzymałam się.
- Gdzie tak lecisz? - uśmiechnął się. - Śniadanie nie ucieknie.
- Anna... - wydyszałam z trudem łapiąc oddech.
- Dziecko?
- Nie. Zamknęła się w pralni. - oparłam się o ścianę.
Jack uniósł jedną brew.
- Śnieżynko... czy ty się przypadkiem nie uderzyłaś...? - pogłaskał mnie po głowie.
- Jack! Tak powiedziały...a zresztą, nie wierzysz to nie, nie mam na Ciebie czasu.
I pobiegłam dalej. Jack zaczął lecieć za mną.
- Wierzę Ci, wierzę. Ale po co Anna zamknęła się w...
- Nie wiem. Właśnie chcę to ustalić.
Po chwili dotarliśmy do drzwi pralni. Zapukałam i zawołałam:
- Anno?! Jesteś tam?
- Ee...Elsa? - usłyszeliśmy z wnętrza głos Anny. - Co ty tu robisz?
- Raczej co TY tu robisz! - odrzekłam. - Otwieraj!
Po chwili drzwi uchyliły się. Stała za nimi Anna ze stosem kartek w rękach.
- Co..to... - zatkało mnie.
Jack wleciał do środka.
- Ania przyszła zrobić pranie. - stwierdził rozglądając się. - Piorąc... papier.
- Elsuś, posłuchaj... - zaczęła Anna trochę przestraszonym głosem. - Ja chciałam Ci pomóc... Wzięłam twoje papiery i chciałam je wypełnić... Nie wiedziałam gdzie iść, żeby nikogo tam nie było i żeby nikt mi nie przeszkadzał. No i wpadłam na pomysł...widać głupi... żeby pójść tutaj.
Spróbowałam coś powiedzieć, ale siostra nie dała mi dojść do słowa.
- Proszę, nie złość się na mnie, nie chciałam nic złego zrobić, ale... część kartek się trochę zmoczyła...a część...no, nie nadaje się do niczego.
Spuściła głowę.
- Tylko nie krzycz, proszę...
Wzięłam głęboki oddech.
- Aniu... - uniosłam jej głowę. - Nie gniewam się. Cieszę się, że chciałaś mi pomóc... - Anna słysząc to przytuliła się do mnie mocno. - Po prostu, następnym razem pomyśl zanim coś zrobisz.
Siostra uśmiechnęła się.
- A teraz może chodźmy coś zjeść, dobrze? - zapytał Jack łapiąc mnie za rękę.
- Bardzo chętnie. - zaśmiała się Anna i chwyciła mnie za drugą rękę.
- Ale potem, musimy tu wrócić i to wszystko posprzątać. - odrzekłam.
Oboje kiwnęli głowami i poszliśmy do jadalni.
- Elsa.
Dzisiaj wstałam z myślą, że będę miała dzień zawalony obowiązkami. Przetarłam oczy, włożyłam szlafrok i usiadłam do biurka.
- Chwila... - mruknęłam sama do siebie. - Gdzie są wszystkie papiery?
Siedziałam chwilę nieruchomo zastanawiając się jakim w ogóle cudem mogły zniknąć. Rozmyślanie przerwał mi hałas na korytarzu. Podeszłam do drzwi i lekko się wychyliłam. Na końcu korytarza rozmawiały dość głośno dwie służące.
- E tam, nie gadaj. Chyba powinna jeszcze spać..? - mówiła jedna z nich.
- Ale wcale nie śpi. Zamknęła się w pralni i nie wiemy dlaczego nie chce nikogo wpuścić. - odpowiedziała druga.
Wyszłam z pokoju i skierowałam się w ich stronę.
- Och, Wasza Wysokość! - zawołała jedna i ukłoniły się.
- Kto zamknął się w pralni? - zapytałam zawiązując troszkę ciaśniej szlafrok.
Spojrzały na siebie z niepokojem.
- Księżniczka.
- Anna?! - krzyknęłam i nie czekając na odpowiedź pobiegłam na dół, do pralni. Minęłam na pierwszym piętrze Jack'a.
- Elsa? - zawołał za mną.
Przewróciłam oczami i zatrzymałam się.
- Gdzie tak lecisz? - uśmiechnął się. - Śniadanie nie ucieknie.
- Anna... - wydyszałam z trudem łapiąc oddech.
- Dziecko?
- Nie. Zamknęła się w pralni. - oparłam się o ścianę.
Jack uniósł jedną brew.
- Śnieżynko... czy ty się przypadkiem nie uderzyłaś...? - pogłaskał mnie po głowie.
- Jack! Tak powiedziały...a zresztą, nie wierzysz to nie, nie mam na Ciebie czasu.
I pobiegłam dalej. Jack zaczął lecieć za mną.
- Wierzę Ci, wierzę. Ale po co Anna zamknęła się w...
- Nie wiem. Właśnie chcę to ustalić.
Po chwili dotarliśmy do drzwi pralni. Zapukałam i zawołałam:
- Anno?! Jesteś tam?
- Ee...Elsa? - usłyszeliśmy z wnętrza głos Anny. - Co ty tu robisz?
- Raczej co TY tu robisz! - odrzekłam. - Otwieraj!
Po chwili drzwi uchyliły się. Stała za nimi Anna ze stosem kartek w rękach.
- Co..to... - zatkało mnie.
Jack wleciał do środka.
- Ania przyszła zrobić pranie. - stwierdził rozglądając się. - Piorąc... papier.
- Elsuś, posłuchaj... - zaczęła Anna trochę przestraszonym głosem. - Ja chciałam Ci pomóc... Wzięłam twoje papiery i chciałam je wypełnić... Nie wiedziałam gdzie iść, żeby nikogo tam nie było i żeby nikt mi nie przeszkadzał. No i wpadłam na pomysł...widać głupi... żeby pójść tutaj.
Spróbowałam coś powiedzieć, ale siostra nie dała mi dojść do słowa.
- Proszę, nie złość się na mnie, nie chciałam nic złego zrobić, ale... część kartek się trochę zmoczyła...a część...no, nie nadaje się do niczego.
Spuściła głowę.
- Tylko nie krzycz, proszę...
Wzięłam głęboki oddech.
- Aniu... - uniosłam jej głowę. - Nie gniewam się. Cieszę się, że chciałaś mi pomóc... - Anna słysząc to przytuliła się do mnie mocno. - Po prostu, następnym razem pomyśl zanim coś zrobisz.
Siostra uśmiechnęła się.
- A teraz może chodźmy coś zjeść, dobrze? - zapytał Jack łapiąc mnie za rękę.
- Bardzo chętnie. - zaśmiała się Anna i chwyciła mnie za drugą rękę.
- Ale potem, musimy tu wrócić i to wszystko posprzątać. - odrzekłam.
Oboje kiwnęli głowami i poszliśmy do jadalni.
- Elsa.
niedziela, 28 grudnia 2014
Meblowanie zakończone.
Witajcie,
Dziś meblowaliśmy do końca pokoik dla Leny. Jest to nieduża komnata z jednymi drzwiami na korytarz, a drugimi do sypialni Anny i Kristoff'a. Właśnie dlatego jakiś czas temu uznaliśmy, że byłoby to idealne miejsce dla ich córeczki. Kiedy przenieśliśmy tam złożoną już kołyskę, którą przysłała Merida, zaczęliśmy zastanawiać się nad resztą.
- A może by pomalować jakoś ładnie? - zastanawiała się Anna rozglądając się wkoło.
- To chyba trochę za dużo kombinowania, nie mam tyle czasu. - odrzekłam.
- To nic. Kristoff może mi pomóc.
- A...w sumie co złego w tych ścianach? - wtrącił Jack. - Są takie fioletowe... i...majestatyczne.
Kristoff przewrócił oczami.
- No dobrze, nieważne. - Ania machnęła ręką. - Co z resztą mebli? Mamy mnóstwo zabawek...
- I ubranek. - dodał Kristoff - Czkawka i Astrid przysłali milion pudeł z nimi.
- Czyli potrzebna jest szafa. - odezwał się Jack. - Chodź Kristoff, przeniesiemy jakąś z nieużywanych pokoi gościnnych.
I Kristoff i Jack wyszli.
- Już nie mogę się doczekać, aż Lena się urodzi. - powiedziała Anna. - To będzie takie super!
Podeszłam do niej i pogłaskałam ją po brzuchu.
- Tak...ciocia Elsa też już nie może się doczekać... - uśmiechnęłam się krzywo na myśl o nieprzespanych nocach.
- Łołołołoooł! Uważaj na drzwi! - do środka weszli Kristoff i Jack niosąc niedużą, drewnianą szafę.
- Postawcie ją...ee...tam! - Anna wskazała na ścianę naprzeciw drzwi.
- Uff...okej, szafa na miejscu. To może my tu trochę sprzątniemy, a wy powsadzacie tam wszystkie te sukieneczki czy cośtam...? - powiedział Jack.
- Jasne... - westchnęłam. Uklęknęłyśmy z Anną przy szafie i zaczęłyśmy układać w niej ubranka. I tak w małym pokoiku spędziłyśmy czas do wieczora. W końcu komnata wyglądała naprawdę uroczo.
- Gotowe. - Kristoff pocałował Annę.
- Może tym razem my Was zostawimy? - uśmiechnęłam się.
- Jest to bardzo pożądane. - zaśmiał się Kristoff i wypchnął lekko mnie i Jack'a z pokoju.
Jack od razu spojrzał na mnie i zaczął:
- To możemy...
- Nie. - przerwałam mu. - Nie, nie, nie, nie.
- No to idziemy do ogrodu. - powiedział Jack, chwycił mnie za rękę i nie czekając na reakcję pociągnął na dół.
- Elsa.
Dziś meblowaliśmy do końca pokoik dla Leny. Jest to nieduża komnata z jednymi drzwiami na korytarz, a drugimi do sypialni Anny i Kristoff'a. Właśnie dlatego jakiś czas temu uznaliśmy, że byłoby to idealne miejsce dla ich córeczki. Kiedy przenieśliśmy tam złożoną już kołyskę, którą przysłała Merida, zaczęliśmy zastanawiać się nad resztą.
- A może by pomalować jakoś ładnie? - zastanawiała się Anna rozglądając się wkoło.
- To chyba trochę za dużo kombinowania, nie mam tyle czasu. - odrzekłam.
- To nic. Kristoff może mi pomóc.
- A...w sumie co złego w tych ścianach? - wtrącił Jack. - Są takie fioletowe... i...majestatyczne.
Kristoff przewrócił oczami.
- No dobrze, nieważne. - Ania machnęła ręką. - Co z resztą mebli? Mamy mnóstwo zabawek...
- I ubranek. - dodał Kristoff - Czkawka i Astrid przysłali milion pudeł z nimi.
- Czyli potrzebna jest szafa. - odezwał się Jack. - Chodź Kristoff, przeniesiemy jakąś z nieużywanych pokoi gościnnych.
I Kristoff i Jack wyszli.
- Już nie mogę się doczekać, aż Lena się urodzi. - powiedziała Anna. - To będzie takie super!
Podeszłam do niej i pogłaskałam ją po brzuchu.
- Tak...ciocia Elsa też już nie może się doczekać... - uśmiechnęłam się krzywo na myśl o nieprzespanych nocach.
- Łołołołoooł! Uważaj na drzwi! - do środka weszli Kristoff i Jack niosąc niedużą, drewnianą szafę.
- Postawcie ją...ee...tam! - Anna wskazała na ścianę naprzeciw drzwi.
- Uff...okej, szafa na miejscu. To może my tu trochę sprzątniemy, a wy powsadzacie tam wszystkie te sukieneczki czy cośtam...? - powiedział Jack.
- Jasne... - westchnęłam. Uklęknęłyśmy z Anną przy szafie i zaczęłyśmy układać w niej ubranka. I tak w małym pokoiku spędziłyśmy czas do wieczora. W końcu komnata wyglądała naprawdę uroczo.
- Gotowe. - Kristoff pocałował Annę.
- Może tym razem my Was zostawimy? - uśmiechnęłam się.
- Jest to bardzo pożądane. - zaśmiał się Kristoff i wypchnął lekko mnie i Jack'a z pokoju.
Jack od razu spojrzał na mnie i zaczął:
- To możemy...
- Nie. - przerwałam mu. - Nie, nie, nie, nie.
- No to idziemy do ogrodu. - powiedział Jack, chwycił mnie za rękę i nie czekając na reakcję pociągnął na dół.
- Elsa.
piątek, 26 grudnia 2014
Prezenty, prezenty i prezenty.
Witajcie,
We wtorek obudziła mnie Anna.
- Teraz możemy pogadać? - zapytała.
- Och, tak, tak, co wtedy chciałaś? - ziewnęłam.
- Tak sobie myślę, że powinnyśmy poszukać jakichś ubranek dla Leny. Wiesz, to może już niedługo...
- Nie martw się. - przytuliłam ją. - Coś wymyślimy.
A w Wigilię spędziliśmy razem przemiły wieczór w jadalni, przy kominku.
- W następne święta będzie już z nami Lenusia. - powiedział Kristoff głaszcząc Annę po brzuchu.
- Taa, cieszmy się wolnością. - ziewnął Jack przeciągając się na krześle.
Trzepnęłam go w ramię.
- Żartowałem. - zaśmiał się. - Wiesz, jak kocham dzieci.
- Możemy iść już po prezenty? - Anna spojrzała na mnie nie kryjąc podekscytowania.
Kiwnęłam głową z uśmiechem.
- Pomogę ci. - powiedział Kristoff i razem z Anną poszli po prezenty do sali tronowej, gdzie stała choinka.
- To zostaliśmy sa... - zaczął Jack, ale mu przerwałam:
- Jack, nawet o tym nie myśl. Wytrzymasz.
- Wytrzymasz? To znaczy, że za niedługo będziemy mogli skorzystać z prywatności?
Przewróciłam oczami.
- Może.
Jack uśmiechnął się chytrze i objął mnie ramieniem. W tym momencie Anna i Kristoff wrócili dźwigając stos prezentów. Położyli je na stole i usiedli z powrotem.
- Uch... dużo ich. - odezwała się Ania.
- Nie powinnaś nic dźwigać.- powiedziałam.
- Oj, Elsa, nie zaczynaj gadki tylko pokaż pierwszy prezent. - uciął Kristoff i uśmiechnął się.
Podniosłam prezent leżący najbliżej mnie i przeczytałam z przyczepionej karteczki:
- Dla Kristoff'ka.
I podałam prezent Kristoff'owi. On otworzył go i zaśmiał się wyjmując wielkie, świąteczne skarpety.
- Jakie piękne!
Po czym sięgnął po kolejny prezent.
- Dla mojej kaczuszki?
Spojrzeliśmy na Jack'a.
- Czyżby Puncia przysłała Ci prezent? - odezwałam się.
Jack skrzywił się i niechętnie odebrał fioletową paczkę. Rozwiązał kokardkę i otworzył prezent. W środku znajdowały się trzy pary bokserek z reniferami i koperta. Jack otworzył ją, i wyjął ze środka mały obraz. Była na nim namalowana Roszpunka. W samej bieliźnie. Jack znieruchomiał z przerażoną miną.
- Co ona sobie wyobraża? - odezwała się Anna, wyjmując mu obraz z rąk. - Wysyła mu jakieś porn...
- Nie denerwuj się Anka. - Kristoff położył jej dłoń na ramieniu.
- Jack, wszystko dobrze? - pomachałam mu ręką przed oczami, ale nie zmienił miny. Pocałowałam go. Wtedy uśmiechnął i się i powiedział:
- Już tak.
Po czym przysunął do siebie dużą paczkę.
- Dla Ani i Lenki. - przeczytał i posunął prezent w stronę Anny.
Ona z uśmiechem odpakowała go i wyciągnęła ze środka kilka ślicznych, maleńkich sukieneczek.
- Oooo.... jakie słodziutkie. Już nie muszę się martwić. - dodała spoglądając na mnie z uśmiechem.
Po chwili wyciągnęła jeszcze jedną sukienkę, tym razem dużą, zieloną.
- Będziecie razem wyglądały przeuroczo. - Kristoff pocałował Anię w policzek i przytulił do siebie. - Ale dlaczego dla mnie nie ma sukienki?
Zaśmialiśmy się, po czym Anna przyczytała karteczkę z następnego prezentu:
- Dla Elsy.
I z uśmiechem podała go mi. Ostrożnie otworzyłam pudło i wyciągnęłam ze środka długie, srebrne rękawiczki.
- Są piękne. - powiedziałam. Brzegi rękawiczek ozdabiały maleńkie śnieżynki.
Wzięłam następny prezent i przeczytałam:
- Dla Ani.
I podałam go siostrze. Anna z radością wyciągnęła ze środka trzy pudełka czekoladek. Następny prezent trafił do Kristoff'a. Był w nim, mały, zdobiony kompas. Kolejne pudełko powędrowało do Jack'a.
- Tym razem na szczęście nie z Corony. - ucieszył się i wyciągnął parę niebieskich skarpet w śnieżynki. - Cudowne, wzruszyłem się. - dodał ocierając oczy rękawem. - A teraz ostatni prezent dla... - spojrzał na karteczkę przy małym, białym pudełeczku. - ...mojej Śnieżynki! Zamknij oczy.
- Myślałam, że to ja mam go otworzyć. - uśmiechnęłam się.
- Zaufaj mi. - odwzajemnił uśmiech. Zamknęłam oczy i po chwili poczułam zimne dłonie na szyi.
- Gotowe. - szepnął Jack.
Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że Jack powiesił mi na szyi piękny łańcuszek. Był cały srebrny z zawieszoną małą, srebrną śnieżynką z niebieskim kamyczkiem w środku.
- Jack... ja... nie wiem co powiedzieć. - odezwałam się przyglądając się śnieżynce. - Jest taki piękny!
- Nic nie mów. - Jack pocałował mnie delikatnie.
- Eee... - nagle odezwała się Anna. - To może my Was zostawimy, co? Idźcie sobie do sypialni i róbcie sobie co tam chcecie.
- Tylko nie za głośno... - dodał Kristoff.
Jack parsknął śmiechem.
- Znaczy... okej, okej. - powiedział szybko widząc mój wzrok. - Postaramy się...
I pociągnął mnie na górę.
- Elsa.
We wtorek obudziła mnie Anna.
- Teraz możemy pogadać? - zapytała.
- Och, tak, tak, co wtedy chciałaś? - ziewnęłam.
- Tak sobie myślę, że powinnyśmy poszukać jakichś ubranek dla Leny. Wiesz, to może już niedługo...
- Nie martw się. - przytuliłam ją. - Coś wymyślimy.
A w Wigilię spędziliśmy razem przemiły wieczór w jadalni, przy kominku.
- W następne święta będzie już z nami Lenusia. - powiedział Kristoff głaszcząc Annę po brzuchu.
- Taa, cieszmy się wolnością. - ziewnął Jack przeciągając się na krześle.
Trzepnęłam go w ramię.
- Żartowałem. - zaśmiał się. - Wiesz, jak kocham dzieci.
- Możemy iść już po prezenty? - Anna spojrzała na mnie nie kryjąc podekscytowania.
Kiwnęłam głową z uśmiechem.
- Pomogę ci. - powiedział Kristoff i razem z Anną poszli po prezenty do sali tronowej, gdzie stała choinka.
- To zostaliśmy sa... - zaczął Jack, ale mu przerwałam:
- Jack, nawet o tym nie myśl. Wytrzymasz.
- Wytrzymasz? To znaczy, że za niedługo będziemy mogli skorzystać z prywatności?
Przewróciłam oczami.
- Może.
Jack uśmiechnął się chytrze i objął mnie ramieniem. W tym momencie Anna i Kristoff wrócili dźwigając stos prezentów. Położyli je na stole i usiedli z powrotem.
- Uch... dużo ich. - odezwała się Ania.
- Nie powinnaś nic dźwigać.- powiedziałam.
- Oj, Elsa, nie zaczynaj gadki tylko pokaż pierwszy prezent. - uciął Kristoff i uśmiechnął się.
Podniosłam prezent leżący najbliżej mnie i przeczytałam z przyczepionej karteczki:
- Dla Kristoff'ka.
I podałam prezent Kristoff'owi. On otworzył go i zaśmiał się wyjmując wielkie, świąteczne skarpety.
- Jakie piękne!
Po czym sięgnął po kolejny prezent.
- Dla mojej kaczuszki?
Spojrzeliśmy na Jack'a.
- Czyżby Puncia przysłała Ci prezent? - odezwałam się.
Jack skrzywił się i niechętnie odebrał fioletową paczkę. Rozwiązał kokardkę i otworzył prezent. W środku znajdowały się trzy pary bokserek z reniferami i koperta. Jack otworzył ją, i wyjął ze środka mały obraz. Była na nim namalowana Roszpunka. W samej bieliźnie. Jack znieruchomiał z przerażoną miną.
- Co ona sobie wyobraża? - odezwała się Anna, wyjmując mu obraz z rąk. - Wysyła mu jakieś porn...
- Nie denerwuj się Anka. - Kristoff położył jej dłoń na ramieniu.
- Jack, wszystko dobrze? - pomachałam mu ręką przed oczami, ale nie zmienił miny. Pocałowałam go. Wtedy uśmiechnął i się i powiedział:
- Już tak.
Po czym przysunął do siebie dużą paczkę.
- Dla Ani i Lenki. - przeczytał i posunął prezent w stronę Anny.
Ona z uśmiechem odpakowała go i wyciągnęła ze środka kilka ślicznych, maleńkich sukieneczek.
- Oooo.... jakie słodziutkie. Już nie muszę się martwić. - dodała spoglądając na mnie z uśmiechem.
Po chwili wyciągnęła jeszcze jedną sukienkę, tym razem dużą, zieloną.
- Będziecie razem wyglądały przeuroczo. - Kristoff pocałował Anię w policzek i przytulił do siebie. - Ale dlaczego dla mnie nie ma sukienki?
Zaśmialiśmy się, po czym Anna przyczytała karteczkę z następnego prezentu:
- Dla Elsy.
I z uśmiechem podała go mi. Ostrożnie otworzyłam pudło i wyciągnęłam ze środka długie, srebrne rękawiczki.
- Są piękne. - powiedziałam. Brzegi rękawiczek ozdabiały maleńkie śnieżynki.
Wzięłam następny prezent i przeczytałam:
- Dla Ani.
I podałam go siostrze. Anna z radością wyciągnęła ze środka trzy pudełka czekoladek. Następny prezent trafił do Kristoff'a. Był w nim, mały, zdobiony kompas. Kolejne pudełko powędrowało do Jack'a.
- Tym razem na szczęście nie z Corony. - ucieszył się i wyciągnął parę niebieskich skarpet w śnieżynki. - Cudowne, wzruszyłem się. - dodał ocierając oczy rękawem. - A teraz ostatni prezent dla... - spojrzał na karteczkę przy małym, białym pudełeczku. - ...mojej Śnieżynki! Zamknij oczy.
- Myślałam, że to ja mam go otworzyć. - uśmiechnęłam się.
- Zaufaj mi. - odwzajemnił uśmiech. Zamknęłam oczy i po chwili poczułam zimne dłonie na szyi.
- Gotowe. - szepnął Jack.
Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że Jack powiesił mi na szyi piękny łańcuszek. Był cały srebrny z zawieszoną małą, srebrną śnieżynką z niebieskim kamyczkiem w środku.
- Jack... ja... nie wiem co powiedzieć. - odezwałam się przyglądając się śnieżynce. - Jest taki piękny!
- Nic nie mów. - Jack pocałował mnie delikatnie.
- Eee... - nagle odezwała się Anna. - To może my Was zostawimy, co? Idźcie sobie do sypialni i róbcie sobie co tam chcecie.
- Tylko nie za głośno... - dodał Kristoff.
Jack parsknął śmiechem.
- Znaczy... okej, okej. - powiedział szybko widząc mój wzrok. - Postaramy się...
I pociągnął mnie na górę.
- Elsa.
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Choinka ubrana!
Witajcie,
Dzisiaj ubieraliśmy choinkę. Oczywiście nie obeszło się bez wielu dziwnych zdarzeń. Najpierw Kristoff potknął się i rozbił kilka bombek. Jack od razu zaczął mówić jakim jest niezdarą, więc chwyciłam go za kaptur i zawlokłam do pokoju obok.
- Eee, coś się stało Śnieżynko? - uśmiechnął się niewinnie.
- Co ty masz do tego Kristoff'a? - zapytałam. - Daj mu święty spokój.
- On też mnie przezywa, ja nic...
- Jack...proszę cię... - westchnęłam.
Uśmiechnął się krzywo.
- No dobra. Chodźmy.
Kiedy wróciliśmy do sali balowej, Anna i Kristoff wieszali już nowe ozdoby.
- Gdzie wy byliście? - Ania podbiegła do nas. - Czyżby w krza...
- Nieważne. - ucięłam.
- Hej, jesteś zła! Coś się stało?
Jack szybko uciekł wieszać bombki.
- Czy oni muszą się kłócić? - westchnęłam siadając na tronie. - Zachowują się jak dzieci.
- Mnie też to już wkurza... - Ania uklęknęła przede mną. - Ale musimy jakoś przy nich wytrzymać. - chwyciła mnie za ręce i uśmiechnęła się ciepło.
- Co wy robicie? - dobiegł nas z drugiej strony sali głos Kristoff'a. - Jak widzę, przystrajanie choinki to najlepszy moment na oświadczyny?
Zaśmiałyśmy się i podeszłyśmy do nich.
- Czuję się zdradzony. - Jack udał smutną minę.
- Och, biedna lodóweczka. - pocałowałam go w policzek.
Kristoff starł pot z czoła i powiedział:
- No dobra, trzeba dać gwiazdę na szczyt choinki, ale potrzeba drabiny.
- Po co? - Jack podszedł do niego. - Mogę polecieć. - i odebrał mu gwiazdę.
- Tylko się nie zabij. - powiedziałam.
Posłał mi buziaka i wzleciał trochę nad choinkę.
- Nie chce wejść! - krzyknął do nas po chwili.
- Mogłem ja iść po drabinę... - mruknął Kristoff.
- Uda ci się, Jack! - zawołała Anna. - Spróbuj mocniej!
Po chwili usłyszeliśmy dziwny dźwięk.
- Coś ty zrobił? - krzyknął Kristoff.
- Eee... - jęknął z góry Jack. - Ta gwiazda...no...trochę się złamała...
Anna przewróciła oczami.
- Miała kilkanaście lat! Zabiję cię Jack!
Jack wylądował obok nas z połamaną gwiazdą.
- I co teraz, mądralo? - zapytał Kristoff.
Jack podrapał się po głowie.
- Proste! Zrobimy gwiazdkę z lodu! Co ty na to Elsa? - uśmiechnął się do mnie.
- Chcesz to rób. - odrzekłam.
- Zróbmy razem! Proszę, proszę, proszę, proszę. - delikatnym ruchem ściągnął mi rękawiczki.
- No dobrze. - uśmiechnęłam się i wyczarowałam śliczną, lodową gwiazdkę, trochę przypominającą śnieżynkę. Jack dorobił na niej śnieżne wzorki.
- Tej nie złamię, obiecuję. - powiedział i wzbił się w powietrze. Po chwili wrócił z uśmiechem.
- Spójrzcie! Wygląda ślicznie! - zawołała Anna z podziwem.
Faktycznie, gwiazdka wyglądała na czubku naprawdę uroczo.
- Dobra, choinka gotowa. - odezwała się Anna. - Możemy wracać do siebie.
Kristoff uśmiechnął się do niej i chwycił ją za rękę. Po chwili razem wyszli z sali tronowej.
- To... - Jack spojrzał na mnie z chytrym uśmiechem. - Zostaliśmy sami.
- Tak. I jestem wykończona. - usiadłam na tronie kładąc ręce na oparciach.
- Ty jesteś wykończona? To ja powinienem być wykończony! - Jack zaczął okrążać powoli tron.
- Mhm. - mruknęłam opierając głowę na ręce i przymykając oczy.
Po chwili poczułam na policzku zimną dłoń.
- Jesteś taka piękna, Śnieżynko... - wyszeptał Jack.
- A tobie co się stało, że mi tak komplementy prawisz? - zapytałam nie otwierając oczu.
- Nic. Po prostu Cię kocham.
Zaśmiałam się cicho.
Kiedy otworzyłam oczy stwierdziłam, że jestem w łóżku. Musiałam zasnąć. Nagle wszedł Jack.
- Och, obudziłaś się już. Przeniosłem Cię, bo zasnęłaś na tronie. - zaśmiał się.
Usiadł na łóżku i chwycił mnie za rękę.
- A jak już nie śpisz, to możemy...
Do pokoju wpadła Anna.
- Hej, nie przeszkadzam wam? - zapytała.
- Nie.
- Bardzo.
Spojrzałam na Jack'a z uśmiechem.
- Jeśli przeszkadzam to mogę sobie iść...
- Nie, Aniu, nie odchodź! - powiedziałam.
- Nie, serio. - Anna uśmiechnęła się. - Ale przyjdź jak skończycie, bo musimy pogadać.
Po czym wyszła.
- Nie lubię Cię. - powiedziałam do Jack'a, kładąc się na boku, tyłem do niego.
- No weź, Elsa! - zaśmiał się kładąc się przodem do mnie. Pogładził mnie po włosach. - Nie gniewaj się, Śnieżynko. Chciałem tylko... - sięgnął do guzików mojej sukienki. Pozwoliłam mu na to. - No widzisz? Nie umiesz się na mnie gniewać.
- Chyba masz rację... - przyznałam. - ...lodóweczko.
Pocałował mnie, ściągając mi sukienkę.
- Może lepiej zamkniemy drzwi? - zapytałam.
- Ee tam... - Jack uśmiechnął się chytrze i sięgnął do kieszeni.
Jakiś czas później szłam korytarzem w stronę pokoju Anny. Zapukałam, ale nikt nie odpowiedział. Postanowiłam nie wchodzić bez pozwolenia więc wróciłam do sypialni. Nie wiem czego chciała Anna, może pójdę jeszcze raz później. Mam nadzieję, że nic się nie stało.
- Elsa.
Dzisiaj ubieraliśmy choinkę. Oczywiście nie obeszło się bez wielu dziwnych zdarzeń. Najpierw Kristoff potknął się i rozbił kilka bombek. Jack od razu zaczął mówić jakim jest niezdarą, więc chwyciłam go za kaptur i zawlokłam do pokoju obok.
- Eee, coś się stało Śnieżynko? - uśmiechnął się niewinnie.
- Co ty masz do tego Kristoff'a? - zapytałam. - Daj mu święty spokój.
- On też mnie przezywa, ja nic...
- Jack...proszę cię... - westchnęłam.
Uśmiechnął się krzywo.
- No dobra. Chodźmy.
Kiedy wróciliśmy do sali balowej, Anna i Kristoff wieszali już nowe ozdoby.
- Gdzie wy byliście? - Ania podbiegła do nas. - Czyżby w krza...
- Nieważne. - ucięłam.
- Hej, jesteś zła! Coś się stało?
Jack szybko uciekł wieszać bombki.
- Czy oni muszą się kłócić? - westchnęłam siadając na tronie. - Zachowują się jak dzieci.
- Mnie też to już wkurza... - Ania uklęknęła przede mną. - Ale musimy jakoś przy nich wytrzymać. - chwyciła mnie za ręce i uśmiechnęła się ciepło.
- Co wy robicie? - dobiegł nas z drugiej strony sali głos Kristoff'a. - Jak widzę, przystrajanie choinki to najlepszy moment na oświadczyny?
Zaśmiałyśmy się i podeszłyśmy do nich.
- Czuję się zdradzony. - Jack udał smutną minę.
- Och, biedna lodóweczka. - pocałowałam go w policzek.
Kristoff starł pot z czoła i powiedział:
- No dobra, trzeba dać gwiazdę na szczyt choinki, ale potrzeba drabiny.
- Po co? - Jack podszedł do niego. - Mogę polecieć. - i odebrał mu gwiazdę.
- Tylko się nie zabij. - powiedziałam.
Posłał mi buziaka i wzleciał trochę nad choinkę.
- Nie chce wejść! - krzyknął do nas po chwili.
- Mogłem ja iść po drabinę... - mruknął Kristoff.
- Uda ci się, Jack! - zawołała Anna. - Spróbuj mocniej!
Po chwili usłyszeliśmy dziwny dźwięk.
- Coś ty zrobił? - krzyknął Kristoff.
- Eee... - jęknął z góry Jack. - Ta gwiazda...no...trochę się złamała...
Anna przewróciła oczami.
- Miała kilkanaście lat! Zabiję cię Jack!
Jack wylądował obok nas z połamaną gwiazdą.
- I co teraz, mądralo? - zapytał Kristoff.
Jack podrapał się po głowie.
- Proste! Zrobimy gwiazdkę z lodu! Co ty na to Elsa? - uśmiechnął się do mnie.
- Chcesz to rób. - odrzekłam.
- Zróbmy razem! Proszę, proszę, proszę, proszę. - delikatnym ruchem ściągnął mi rękawiczki.
- No dobrze. - uśmiechnęłam się i wyczarowałam śliczną, lodową gwiazdkę, trochę przypominającą śnieżynkę. Jack dorobił na niej śnieżne wzorki.
- Tej nie złamię, obiecuję. - powiedział i wzbił się w powietrze. Po chwili wrócił z uśmiechem.
- Spójrzcie! Wygląda ślicznie! - zawołała Anna z podziwem.
Faktycznie, gwiazdka wyglądała na czubku naprawdę uroczo.
- Dobra, choinka gotowa. - odezwała się Anna. - Możemy wracać do siebie.
Kristoff uśmiechnął się do niej i chwycił ją za rękę. Po chwili razem wyszli z sali tronowej.
- To... - Jack spojrzał na mnie z chytrym uśmiechem. - Zostaliśmy sami.
- Tak. I jestem wykończona. - usiadłam na tronie kładąc ręce na oparciach.
- Ty jesteś wykończona? To ja powinienem być wykończony! - Jack zaczął okrążać powoli tron.
- Mhm. - mruknęłam opierając głowę na ręce i przymykając oczy.
Po chwili poczułam na policzku zimną dłoń.
- Jesteś taka piękna, Śnieżynko... - wyszeptał Jack.
- A tobie co się stało, że mi tak komplementy prawisz? - zapytałam nie otwierając oczu.
- Nic. Po prostu Cię kocham.
Zaśmiałam się cicho.
Kiedy otworzyłam oczy stwierdziłam, że jestem w łóżku. Musiałam zasnąć. Nagle wszedł Jack.
- Och, obudziłaś się już. Przeniosłem Cię, bo zasnęłaś na tronie. - zaśmiał się.
Usiadł na łóżku i chwycił mnie za rękę.
- A jak już nie śpisz, to możemy...
Do pokoju wpadła Anna.
- Hej, nie przeszkadzam wam? - zapytała.
- Nie.
- Bardzo.
Spojrzałam na Jack'a z uśmiechem.
- Jeśli przeszkadzam to mogę sobie iść...
- Nie, Aniu, nie odchodź! - powiedziałam.
- Nie, serio. - Anna uśmiechnęła się. - Ale przyjdź jak skończycie, bo musimy pogadać.
Po czym wyszła.
- Nie lubię Cię. - powiedziałam do Jack'a, kładąc się na boku, tyłem do niego.
- No weź, Elsa! - zaśmiał się kładąc się przodem do mnie. Pogładził mnie po włosach. - Nie gniewaj się, Śnieżynko. Chciałem tylko... - sięgnął do guzików mojej sukienki. Pozwoliłam mu na to. - No widzisz? Nie umiesz się na mnie gniewać.
- Chyba masz rację... - przyznałam. - ...lodóweczko.
Pocałował mnie, ściągając mi sukienkę.
- Może lepiej zamkniemy drzwi? - zapytałam.
- Ee tam... - Jack uśmiechnął się chytrze i sięgnął do kieszeni.
Jakiś czas później szłam korytarzem w stronę pokoju Anny. Zapukałam, ale nikt nie odpowiedział. Postanowiłam nie wchodzić bez pozwolenia więc wróciłam do sypialni. Nie wiem czego chciała Anna, może pójdę jeszcze raz później. Mam nadzieję, że nic się nie stało.
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)