czwartek, 22 stycznia 2015

Och, Jack, Jack.

Witajcie,
Wczorajsze dwa dni były dość ciężkie. Najpierw Roszpunka przysłała list, że natychmiast mam odesłać do niej Jack'a, bo pożałuję. Nie wiem co może zrobić moja kuzynka, ale trochę się tego obawiam, ze względu na jej matkę. Jack chyba z tego wszystkiego dostał halucynacji, bo po śniadaniu zaczął mi opowiadać coś o jakiejś dziurze, którą wszędzie widzi. Lena chyba też nie czuła się za dobrze, bo płakała przez kilka godzin mimo przytulania, śpiewania i czytania. W końcu jednak zasnęła razem z Anną na łóżku. Byłam przy tym z Kristoff'em po tym jak pomagaliśmy Ani. Jack gdzieś zniknął. Najpierw nie miałam czasu się tym przejmować, ale kiedy nie przyszedł na kolację zaczęłam go szukać. Trochę się zaniepokoiłam szczególnie po tym co mówił rano.
- Czego szukasz? - zapytał Kristoff doganiając mnie w korytarzu na pierwszym piętrze.
- Jack'a nigdzie nie ma. - odrzekłam. Podłoga trochę się oszroniła.
- Hej, spoko Elsa, on zawsze gdzieś wylatuje bez ostrzeżenia, nic mu nie jest, na pewno. - szwagier poklepał mnie po ramieniu.
- No nie wiem. Rano mówił coś o...
Przerwał mi huk gdzieś z góry. Wymieniliśmy zaniepokojone spojrzenia i pobiegliśmy na górę.
- To było jakby z twojej komnaty. - powiedział Kristoff.
- Możliwe... - odrzekłam nie stając. - ...może Jack tam poszedł...
Weszliśmy do mojej sypialni. Zobaczyliśmy Jack'a leżącego na podłodze z błogim uśmiechem przytulonego do mojego szlafroka.
- Jack!- podbiegłam do niego i uklęknęłam. Położyłam sobie jego głowę na kolanach i dotknęłam jego czoła.
- Żyje? - zapytał Kristoff podchodząc do nas.
- Tak, wszystko w porządku. Jakby spał... - odrzekłam i pogłaskałam Jack'a po policzku.
Nagle mruknął i chwycił mnie za rękę. Uśmiechnął się jednak z powrotem i przytulił się do mnie.
- Kristoff, pomóż mi. Przenieśmy go na łóżko. - powiedziałam dźwigając Jack'a z ziemi. Kristoff wziął go na ręce i położył na łóżku.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego.
- No, to chyba teraz już sobie poradzicie. - odrzekł. - Jakby co, to wołaj. - i wyszedł.
Przykryłam Jack'a kołdrą i położyłam się obok niego. Dalej uśmiechał się słodko.

Otworzyłam oczy. Musiałam zasnąć. Kiecy spojrzałam na zegar okazało się, że jest środek nocy. Jack leżał obok i czytał książkę. Kiedy zobaczył, że nie śpię odłożył ją i uśmiechnął się słabo.
- Co tu robię? - zapytał.
- Znaleźliśmy Cię jak leżałeś na podłodze. Chyba źle się czułeś. - odrzekłam przecierając oczy. - Już Ci lepiej?
On tylko wzruszył ramionami.
- Bez zmian. - mruknął.
Pocałowałam go.
- Prześpij się jeszcze. Dobrze Ci to zrobi. - powiedziałam.
- Jak sobie życzysz Najjaśniejsza Pani. - uśmiechnął się i przykrył nas kołdrą.

- Elsa.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Obowiązki i zabawy.

Witajcie,
Dzisiejszy dzień spędziłam w pokoju, ponieważ miałam trochę zaległości w papierach i listach. Jack na początku poszedł do Anny i Kristoff'a, ale chyba mu się znudziło, bo jeszcze przed obiadem wrócił z jękiem do mojego pokoju.
- Jack, nie jęcz mi nad głową, próbuję pracować. - powiedziałam nie przestając pisać listu.
- Hej, Elsaa... - Jack podleciał do mnie nie zważając na poprzednie słowa. - Roszpunka nic nie przysłała, nie?
- Nie. - odrzekłam. - A co, miałeś nadzieję?
- Pff...proszę Cię. Nawet tak nie mów, bo się porzyg...
- Dobrze, dobrze. - ucięłam. - A teraz nie przeszkadzaj mi.
On nachylił się nade mną i uśmiechnął szeroko.
- Jack, powiedziałam coś.
Odsunął się i przez chwile było cicho. Po kilku minutach nagle usłyszałam za sobą:
- Mam tę mooc! Mam tę mooc!!!
Odwróciłam się. Jack automatycznie chwycił poduszkę i zasłonił się nią jęcząc:
- Nie zabijaj!
- Chyba nie będę miała wyjścia. - przewróciłam oczami. - Ja próbuję pracować, a ty mi śpiewasz...
- Ale przecież lubisz tą piosenkę. - Jack zawisnął w powietrzu do góry nogami z laską w ręku. - Sama ją ułożyłaś.
Westchnęłam, wstałam i odwróciłam Jack'a stopami do ziemi.
- Ale nie śpiewam jak pracuję. Idź się pobaw, czy coś.
Jack spuścił głowę. Usiadłam przy biurku z powrotem. Po chwili usłyszałam:
- Ty znasz moje ulubione zabawy. Wiesz, że muszę do nich...
-Posłuchaj, lodóweczko. - chwyciłam go za ręce. - Mam pewien pomysł. Umówmy się, że jak nie będziesz mi przeszkadzać, to będziemy mogli się pobawić.
Jack zamyślił się. Po sekundzie kiwnął głową, pocałował mnie i wyszedł. Ja wróciłam do obowiązków, i wybaczcie, ale teraz muszę znów to zrobić, bo zaraz wparuje tu Jack z... no, wparuje tu Jack. :-)

- Elsa.

niedziela, 18 stycznia 2015

Kolejne wspaniałe listy.

Witajcie,
Wczoraj Roszpunka przysłała nam list. Jack przybiegł do mnie wymachując nim.
- Co to? - zapytałam robiąc mu miejsce na łóżku.
Usiadł przy mnie i podał mi kopertę.
- Z Corony. - wydyszał.
Otworzyłam i zaczęłam czytać na głos:

Droga kuzynko.
Zachowałaś się bardzo... nieładnie. Nie wiem jak można uprowadzać czyjegoś chłopaka i więzić go pod wpływem zaklęcia. Jacuś tak naprawdę przecież kocha mnie całym sercem i nie powiedziałby czegoś takiego jak ostatnio do mnie i mamy. Rozkazuję Ci zatem zdjąć z niego urok miłosny i odprawić do mnie. Zaopiekuję się nim. 

                                                                                 Roszpunka. 

- Co ona sobie wyobraża?! - krzyknął Jack i rzucił poduszką w ścianę.
Nagle do pokoju wpadł jeden z służących.
- Wasza Wysokość. - ukłonił się. - Przyszedł list...
- ...z Corony... - dokończyłam i odebrałam od niego kopertę. - Dziękuję Hubercie.
Mężczyzna wyszedł, a ja podałam list Jack'owi. Westchnął i zaczął czytać:


Kochanie moje najdroższe.
Wiem, że nawet jeśli to czytasz nic nie rozumiesz, słodziaku, bo jesteś pod wpływem zaklęcia mojej kuzynki. Musimy jej wybaczyć, każdy czasem popełnia błędy. Ona jest w Tobie tak zakochana, że rzuciła na Ciebie zaklęcie miłosne! Ale spokojnie, kazałam jej odesłać Cię do mnie. W Coronie już nic nie będzie Ci grozić. Będziemy się liczyć tylko my. Ja i ty - wiem, wiem już się nie możesz doczekać. Gdyby nie przysyłała Cię do mnie wyślę następny list. 
Czekam kaczuszko, 
                                              
                                                                            Twoje słoneczko :3333 <333333


Jack skończył czytać i z jękiem położył się na plecach. Nagle weszła Anna z Leną na rękach.
- Co tam u Was? - uśmiechnęła się do mnie. - Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam jak zazwyczaj.
Pokręciłam głową.
- Co się stało Jack'owi? - zapytała.
- Roszpunka przysłała dwa listy. - mruknął Jack. - Jest przekonana, że Elsa mnie zaczarowała i karze jej wysłać mnie do Corony.
Anna usiadła przy mnie.
- Nie no, ona jest zdrowo walnięta. - powiedziała. - Wymyśla jakieś bzdury, bo nie może się pogodzić z tym, że Jack woli Elsę.
- Może najlepszym wyjściem będzie mieć ją gdzieś. - Jack usiadł i przetarł oczy. - Nie zwracajmy na nią uwagi.
- Co ty na to, Lenuś? - pogłaskałam Lenę po główce. Ona tylko kichnęła i spojrzała niewinnie na Jack'a.
- Podobam jej się. - Jack uśmiechnął się szeroko.
Spojrzałam z uśmiechem na Annę. Ona tylko pokręciła głową i przytuliła córkę.


- Elsa. 

 

czwartek, 15 stycznia 2015

Niebezpieczna sytuacja.

Witajcie,
Wczoraj wszyscy wstaliśmy nad ranem aby przygotować się na istne piekło, czyli po prostu przyjazd Roszpunki. Anna tylko została w pokoju z Leną, a ja, Jack i Kristoff zeszliśmy na dół, ubrani trochę jak na żałobę. Uznaliśmy, że Roszpunka i tak nam nie uwierzyła w "śmierć" Jack'a więc postanowiliśmy zignorować, że coś takiego w ogóle się stało. Matka Roszpunki wyszła do portu chyba o piątej rano. Jednak główne wrota rozwarły się dopiero o dziewiątej. Stanęła w nich moja ciotka, a obok niej Roszpunka. Swoje krótkie, brązowe włosy postrzępiła jeszcze bardziej niż zwykle, miała w nie także wpleciony kwiat (bardzo oryginalna kreacja w środku zimy). Ubrana była w wyjątkowo krótką, różowo-białą sukienkę i lakierki na małym obcasiku. Kiedy zobaczyła Jack'a (który próbował schować się za mną, jednak na marne) uśmiechnęła się od ucha do ucha i przytuliła go.
- Mój kochany misiu-pysiu! Tak się stęskniłam! - wrzasnęła odpychając mnie.
Odchrząknęłam i odsunęłam ją od Jack'a. Zrobiła oburzoną minę i tupnęła nogą.
- Witaj, kuzynko. - powiedziałam chłodnym tonem.
- Witaj... - odrzekła patrząc na Jack'a z chytrym uśmiechem. W tym czasie podeszła do nas jej matka.
- Punciu, słoneczko. Przyjechałyśmy zobaczyć to dziecko. Potem się pobawicie z Jacusiem. - powiedziała.
Jack schował się za mną.
- Pobawimy? - jęknął.
- Jasne, moja zamrażareczko. - Roszpunka mrugnęła do niego i poszła z matką na górę.
Kristoff podrapał się po głowie i powiedział:
- Chyba Ania sobie z nimi nie poradzi. Pójdę jej pomóc.
I poszedł na górę. Jack od razu stanął na przeciwko mnie i złapał mnie za dłonie.
- No dobra, co teraz robimy? - zapytał z lekko przestraszoną miną. - Boję się co ona chce ze mną zrobić.
- Nic nie zrobi swojej zamrażareczce. - westchnęłam i spuściłam głowę.
- Elsa! Proszę Cię, nie czas na obrażanie się. - podniósł mi głowę i pocałował mnie delikatnie. Po chwili dodał:
- Wiesz, że jej nienawidzę, a ty jesteś najpiękniejsza na świecie. Ale chcę coś zrobić żeby za mną nie biegała.
Uśmiechnęłam się do niego i odrzekłam:
- No tak... może na razie schowaj się u mnie w szafie? Standardowa kryjówka.
- Bardzo chętnie. - Jack chwycił mnie za rękę i poszliśmy do mojej komnaty.
- Słyszysz to? - zapytałam. Zza ściany było słychać głos Roszpunki:
- Taa...niby ładna, ale taka trochę brzydka. No, bo te oczy! Po kim ona je w ogóle ma?
I głos Anny:
- Chyba po mnie...
I znowu głos Roszpunki:
- No tak... cóż, lepiej chyba niż brązowe.
Jack uniósł jedną brew.
- Co ona wygaduje?
- Nie wiem... - położyłam się na łóżku. - Nie martw się, Anna się nie będzie nią przejmować.
Jack położył się obok mnie i zaczął mi się przyglądać.
- A ty co? - zaśmiałam się.
Za ścianą odezwała się Anna:
- Co? Przecież Jack jest narzeczonym Elsy.
- Elsie tylko się tak wydaje. - odrzekła Roszpunka. - On jest mój i tylko mój.
Znów posmutniałam. Jack od razu wkroczył do akcji. Objął mnie i przytulił do siebie.
- Moja śnieżynko... zapamiętaj sobie: Roszpunka to - wolę nie opisywać jego słów - ... a ja bardzo, bardzo, bardzo Cię kocham.
I zaczął całować mnie w usta. A po chwili w szyję... rozpiął mi sukienkę... i nagle usłyszeliśmy głos Roszpunki tuż przy drzwiach mojego pokoju:
- Tu pewnie siedzi Jack. Zaraz go zabiorę od tej wiedźmy, już mu pewnie nie wiadomo co zrobiła.
Jack odsunął się ode mnie szybko, ale nie zdążył zapiąć mi sukienki. Roszpunka weszła do środka i zobaczyła go z rękami przy moich guziczkach przy dekolcie. Zwęziła wściekle powieki i utkwiła we mnie morderczy wzrok. Jack'a chyba coś zamroziło więc odsunęłam delikatnie jego ręce i zapięłam sukienkę.
- Co... ty... mu robisz?! - wrzasnęła Roszpunka.
- Nic złego. - odrzekłam podchodząc do niej.
- Nic złego?! Chciałaś się przed nim rozebrać!
Jack dalej siedział nieruchomo. Do pokoju weszła matka Roszpunki.
- Co tu się dzieje? - zapytała. - Słyszałam krzyki.
- Mamo! Ta wiedźma zabiera mi mojego pysia! Chciała się przed nim rozebrać! - krzyknęła Roszpunka.
- Niedoczekanie! - odrzekła ciotka. - Jacksonie czy to prawda?
Jack przez chwilę nic nie mówił, ale po chwili wstał, przymknął oczy, chwycił mnie delikatnie za rękę i wyrecytował jakby z pamięci:
- Nieprawdatojabardzopragnąłemsamjąrozebraćwięcnieczepiajciesięjej...
Roszpunka spojrzała na niego wściekle. Jack kontynuował:
- Atakwogóletojestmojąnarzeczonąwięcmamyprawo...no..ten...
Ciotka uniosła brwi, odchrząknęła i powiedziała:
- Cóż. Widziałyśmy co miałyśmy widzieć. A nawet za dużo... więc. Możemy wyjechać. Żegnaj, Elso.
I wyszły z uniesionymi głowami. Razem z Jack'iem odetchnęliśmy z ulgą i pobiegliśmy powiadomić Annę i Kristoff'a o ich wyjeździe. Ucieszyli się bardzo i resztę dnia spędziliśmy czytając i śpiewając Lenie.

- Elsa. 

wtorek, 13 stycznia 2015

Niespodziewane odwiedziny.

Witajcie,
Dziś rano obudziło mnie coś przez coś prawie dostałam zawału.
- Elsa? Nie śpij, tak moja droga. Wiesz z kim masz do czynienia, może byś wstała?
Otworzyłam oczy i podskoczyłam ze strachu.
- Ciocia?!
Przede mną stała moja ciotka, matka Roszpunki we własnej osobie.
- A kto, Święty Mikołaj? - prychnęła. A ty cóż masz na sobie za skąpy strój?
Szybko zakryłam kołdrą dekolt koszuli nocnej. Ciotka uniosła jedną brew.
- Dla kogo się tak rozbierasz, dla Anny?
- Nie... - odrzekłam szybko. - Kiedy ciocia przyjechała? Roszpunka też tu jest?
- Puncia przyjedzie jutro. A ja przyjechałam dosłownie kilka minut temu. Wiesz, że nie masz żadnej straży przy wejściach?
- Tak... chwilowo. - wstałam nie opuszczając kołdry i podeszłam do szafy.
Ciotka podążyła za mną i przyglądała się mi z przymkniętymi lekko powiekami.
- A.. jeśli można spytać... - zaczęłam. - To w jakim celu ciocia przyjechała?
- Chciałam zobaczyć to małe dzieciątko, o którym tak wszyscy rozprawiają, rzecz jasna. W końcu moja ukochana siostrzenica została matką! Ach, jeszcze pamiętam jak wasza mama dopiero co była w ciąży. A teraz już byłaby babcią. Kto by pomyślał.
- Tak... - mruknęłam i ubrałam niebieską sukienkę, buty i rękawiczki. Włosy szybko związałam w warkocz.
- No, to idziemy? - zapytała ciotka stając przede mną.
- Ale...ciociu, jest szósta rano. Wszyscy jeszcze śpią. - odrzekłam.
- W takim razie czas ich obudzić! - krzyknęła i wybiegła na korytarz.
Szybko podążyłam za nią.
- Tu jest pokój Ani i tego Christophera? - ciotka stanęła na przeciwko drewnianych drzwi na prawo od moich.
- Kristoff'a... tak, ale... - zanim skończyłam kobieta wparowała do środka.
- Aneczko! Anusiu! Kochana ty moja!
Wbiegłam za nią. Anna usiadła na łóżku i ziewnęła rozglądając się nieprzytomnym wzrokiem. Kiedy zobaczyła ciotkę zamurowało ją chyba i wpatrywała się w nią z otwartymi ustami. Ona przytuliła ją i zawołała:
- A gdzie ta Twoja śliczna córcia?
- Eee... - zacięła się Ania. - Tam.. - pokazała na drzwi do pokoju Leny. Ciotka od razu tam pobiegła.
- Ale ciociu! - zawołałam i pobiegłam za nią.
- Śliczna, słodziutka, malutka, kochaniutka dziewczynka! - wzięła ją na ręce. Lena od razu zaczęła płakać.
- Jak się nazywa?
- Lena... - zaczęłam i odebrałam ciotce dziecko. - Ale... ciociu, może przyjdziesz do niej później... jest wcześnie. Powinna jeszcze spać.
W tej chwili do komnaty wpadł Jack, Anna w szlafroku i Kristoff owinięty pościelą.
- Co tu się dzie-eee-je? - ziewnął. 
- Elsa kradnie Lenę? - zaśmiał się Jack, ale kiedy zobaczył moją ciotkę schował się za Anną i zapytał:
- Roszpunka też tu jest?
- Przyjedzie jutro. - burknęła kobieta. - A wy jesteście niemili i nie chcecie pokazać mi Waszego dziecka. Idę do miasta, wrócę wieczorem. - i wyszła.
Odłożyłam Lenę do kołyski. Anna podbiegła do mnie i zasypała mnie pytaniami:
- Co ona tu robi? Kiedy przyjechała? Po co przyjechała? Co zrobimy jak przyjedzie Roszpun...
- Nie wiem jak wy... - przerwał Kristoff. - Ale ja idę spać. - i wrócił do łóżka.
- Przyjechała niedawno. - powiedziałam. - Przynajmniej tak mówi. O mało przez nią nie dostałam zawału. Chciała zobaczyć Lenę.
Anna kiwnęła głową.
- To zobaczy wieczorem. A teraz ja idę do Kristoff'a, dobranoc. - ziewnęła i poszła do sypialni.
- Masz bardzo dziwną ciotkę. - powiedział Jack łapiąc mnie za rękę i prowadząc na korytarz. - Kto normalny przypływa zza morza o szóstej i budzi normalnych, chcących się wyspać ludzi?
- Chyba tylko ona... - westchnęłam. - Jak chcesz możemy wrócić do łóżka.
- To znaczy, że mogę iść do Ciebie?
- Możesz. - uśmiechnęłam się i poszliśmy do sypialni.

- Elsa. 

sobota, 10 stycznia 2015

Rozmowy, wspomnienia i uściski.

Witajcie,
Całe Arendelle od kilku dni wręcz śpiewa z radości. Mogłabym nawet powiedzieć to dosłownie, bo kiedy po kołysance Jack'a Lena usnęła, Anna nie przestaje jej teraz śpiewać.
- Ooooch.... - jęknął Jack dziś rano włażąc mi do łóżka. - Zaraz ogłuchnę...
- Niby czemu? - zapytałam.
- Czemu? - Jack wyczołgał się spod kołdry. - Czemu?! Anka śpiewa za ścianą od chyba dwudziestu godzin, a ty się pytasz czemu zaraz ogłuchnę?
- Daj spokój. - przewróciłam oczami i rzuciłam w niego poduszką. - Mamy szczęście, że Ania ładnie śpiewa. A poza tym, musi jakoś uśpić Lenę, inaczej...
- Dobrze, dobrze. - Jack przewrócił się na plecy. Po chwili dodał - Ale przyznasz, że jestem genialny?
- Bo...?
- Bo wymyśliłem, że trzeba jej śpiewać kołysanki. - odparł.
- Wiesz, że to ja Ci powiedziałam, żebyś coś zaśpiewał? - uśmiechnęłam się do narzeczonego i pogłaskałam go po włosach.
Zmarszczył brwi i na chwilę zaniemówił.
- Hm. Jakoś nie pamiętam. - mruknął. - Ale mimo wszystko... byłbym naprawdę świetną matką. Czy ojcem, jak tam wolisz.
- No...i co z tego? - przysunęłam się trochę do niego.
- To... - przysunął się jeszcze bardziej. - ...że fajnie by było gdybyśmy...
Nagle wszedł Kristoff.
- Wstawać Śpiące Królewny! - zawołał.
Jack przewrócił oczami i schował się pod kołdrę.
- A temu co? - Kristoff podszedł do łóżka z uśmiechem. - Czyżbym Wam w czymś przerwał?
- Nie, nie. - wstałam i włożyłam szlafrok. - Jak tam Anna?
- Usnęła z Leną na fotelu. - odrzekł. - Mamy spokój na jakiś czas. - mrugnął do mnie.
Jack wystawił głowę z spod kołdry.
- Krzysiu, może idź już sobie, co? - odezwał się.
- Przyszedłem dopiero. - Kristoff wzruszył ramionami. - A ciebie trzeba wyciągnąć z tego łóżka.
Jack spojrzał na niego obrażonym wzrokiem i burknął:
- Nigdy.
- Spokojnie, ja sobie z nim poradzę. - powiedziałam prowadząc Kristoff'a do drzwi. Gdy wyszedł podeszłam do łóżka i odezwałam się:
- Lodóweczko, ...chodź ze mną na dół.
- A mogę potem zostać ojcem? - dobiegł głos spod kołdry.
- Nie. - odrzekłam.
Jack wstał, jęknął i powiedział:
- No, ale czemu?
- Jack, proszę Cię, nie zamierzam z Tobą dyskutować.
- Ale Śnieżynko... - objął mnie i przytulił.
- Nie, i koniec. - odparłam. - Nie sądzisz, że to trochę za wcześnie?
- To było pytanie retoryczne, tak? - Jack spuścił głowę.
- Możliwe. - odrzekłam i wyszłam. Przez resztę dnia siedziałam z Anną w pokoiku Leny.
- Wiesz... - zaczęła Anna przebierając córkę. - Jak troszkę podrośnie możemy zacząć z nią wychodzić na spacery. Bo na razie jest chyba jeszcze trochę za mała, nie? Potem nauczymy ją mówić, chodzić... och, Elsa, to będzie takie cudowne! Wyobraź sobie co by powiedzieli rodzice gdy tu z nami byli! Chyba by zwariowali ze szczęścia! Och, to naprawdę przeurocze. Jak Olaf zacznie się z nią bawić..ooch. Jak chcesz to nawet możemy jej przedstawić Puszka! Ale to może trochę później... a zresztą... chyba powinna się z nim oswoić od razu? A nie wiem... jeszcze tyle przed nią. Całe życie. - przytuliła Lenę do siebie. - Cudownie być mamą.
Kiwnęłam głową choć nie do końca wiedziałam już o czym mówi siostra.
- Hej, Elsa! - Anna złapała mnie za rękę. - A może by jej poczytać? No wiesz, baśnie czy coś. Mama czytała mi chyba od zawsze!
- Świetny pomysł. - uśmiechnęłam się.
- A co tam... u Ciebie i Jack'a? - zapytała kładąc córkę do kołyski.
- To co zawsze. - wzruszyłam ramionami. - Ale to nie my teraz jesteśmy najważniejsi, tylko nasza mała księżniczka.
Stanęłyśmy razem nad śpiącą Leną.
- Myślisz, że będzie podobna do mnie? - zapytała Anna przekrzywiając głowę.
- Oczywiście. Wyglądałaś prawie identycznie. - odrzekłam.
- Pamiętasz to? - Ania spojrzała na mnie z niedowierzaniem. - Przecież jak byłam taka mała, to miałaś... trzy lata!
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową.
- Takich rzeczy się nie zapomina. Jak się urodziłaś, tata wpuścił mnie do jakiejś dużej komnaty. Nie wiedziałam o co chodzi. I nagle usłyszałam twój płacz. Podbiegłam do łóżka, na którym siedziała mama trzymając cię w różowym kocyku. Uśmiechnęła się do mnie. Byłam tak zaskoczona i szczęśliwa, że zaczął padać maleńki śnieżek. Weszłam na łóżko i przyglądałam Ci się ze śmiechem. Byłaś taka maleńka, i taka piękna.
- Nie wierzę, że tak dokładnie wszystko pamiętasz. To wręcz niemożliwe. - odezwała się Anna.
- To chyba moje najszczęśliwsze wspomnienie. Możliwe, że jedyne, które jest szczęśliwe. - powiedziałam i otarłam łzę z policzka.  - Wtedy... pamiętam jak chwilę potem zaplanowałam, że będę się z Tobą bawić przez cały czas. Że pokażę Ci moją moc, oddam lalkę, że będziemy się kochać najbardziej na świecie, lepić bałwany, jeździć rowerem po korytarzach, śmiać się z obrazów...
Anna przytuliła mnie.
- Teraz możemy to wszystko robić, bo jesteśmy razem i kochamy się najbardziej na świecie. - uśmiechnęła się do mnie.
Odwzajemniłam uścisk. Po chwili zaczęłyśmy wspólnie szukać książek z baśniami w całym pałacu.

- Elsa.

czwartek, 8 stycznia 2015

Kołysanki dla Lenki.

Witajcie,
We wtorek wieczorem odbył się bal na cześć narodzin Leny. Jednak całą wcześniejszą noc i pół dnia przesiedzieliśmy wszyscy nad maleńką księżniczką, bo płakała bez przerwy i nikt nie mógł zasnąć.
- Może jest głodna? - zapytał Kristoff.
- Karmiłam ją minutę temu! - zawoła Anna biorąc Lenę na ręce. - Ciii, słoneczko, mamusia tu jest. - powiedziała i delikatnie pocałowała córkę w główkę. Ona jednak rozpłakała się jeszcze bardziej. - Nie, no, ty z nią pogadaj.
I podała ją Kristoff'owi.
- Cześć moje Leniątko. Czemu tak płaczesz? - zagadał do dziecka.
Dziewczynka spojrzała na niego wielkimi oczkami i rozpłakała się na nowo.
- O, Elsa! - zawołała Anna. - Wyczaruj coś!
Uśmiechnęłam się do niej, ściągnęłam rękawiczki i wyczarowałam nad Leną w powietrzu lodowe wzroki i maleńkie płatki śniegu. Przestała płakać, otworzyła buzię i przez chwilę patrzyła bez ruchu. Kiedy płatki  zniknęły zaczęła znowu płakać. Kristoff odezwał się do Jack'a:
- Te, wujek. Potrzymaj! - i podał mu Lenę. Jack przytulił ją lekko do siebie. Od razu przestała płakać i nawet jakby się uśmiechnęła.
- Widzicie? - Jack zrobił dumną minę. - Jestem idealną matką.
- Taa... to może zostaniesz ze swoją ukochaną Lenką, a my pójdziemy sobie pogadać, czy coś... - zaproponowała Anna.
- Ee... może. Albo i nie... - odrzekł Jack.
- Idźcie, musicie odpocząć. - powiedziałam. Anna przytuliła mnie i wyszli razem z Kristoff'em.
- No dobrze, idealna matko pokaż co potrafisz. - usiadłam na bujanym fotelu i uśmiechnęłam się do Jack'a. - Wiesz, że dzieci lubią kołysanki?
- Ależ oczywiście. - odpowiedział Jack. - Zaśpiewać jej coś?
Kiwnęłam głową i wsunęłam z powrotem rękawiczki.
- No więc... - Jack zrobił zamyśloną minę. Po chwili zaśpiewał cicho:
- Śpij Lenusiu, śpij,
o mamusi śnij,
Mrokiem się nie przejmuj,
choć jest bardzo zły.
O Roszpunce nie myśl,
to zaszkodzi Ci,
będziesz upośledzona,
tak wydaje się mi.
Lecz gdy zaśniesz słodko,
Roszpunka pójdzie precz,
Mrok to taka idiotka,
co...nie wie co to mecz.
- Jack... piękna kołysanka, ale ona chyba jest trochę za mała na Roszpunkę i Mroka. - powiedziałam.
Jack wyszczerzył do mnie zęby i podał mi Lenę.
- Teraz ty.
- Co teraz ja?
- Teraz ty śpiewasz. - Jack usiadł na ziemi po turecku.
Westchnęłam i zaśpiewałam:
- Śpij Lenusiu, śpij,
o mamusi śnij,
Niczym się nie przejmuj,
Tak śpiewamy Ci.
Chociaż Jack tu siedzi,
i rozśmiesza nas,
wszyscy dawno wiedzą,
że na sen już czas.
W tym momencie weszła Anna.
- Bałam się trochę, że Jack... - zaczęła, ale widząc, że Lena zasnęła uśmiechnęła się, wzięła ją ode mnie i położyła w kołysce.
- Jak to zrobiliście? - zapytała szeptem.
- Zaśpiewałem jej kołysankę. - odrzekł Jack dumnie wypinając pierś.
- Tak. - powiedziałam. - Jack to bardzo uzdolniony wujek.
- Matka. - poprawił Jack.
I poszliśmy do sypialni.
Na balu nie działo się nic ciekawego, oprócz tego, że wszyscy zachwycali się Leną. A ostatnie dni i noce spędziliśmy na siedzeniu w jej pokoiku.

- Elsa.