Witajcie,
Gdy tamtej nocy na korytarzu powiedziałam Jack'owi o strasznym mężczyźnie, od razu złapał mnie za rękę i pociągnął do swojej sypialni. Posadził mnie na łóżku i klęknął przede mną z poważną miną.
- Jack...? - zaczęłam, ale on mi przerwał:
- Elso, posłuchaj mnie uważnie. To ważne. - spojrzał mi głęboko w oczy. - Ten mężczyzna to odwieczny wróg Strażników. Nazywa się Czarnym Panem. Kiedy kimś zawładnie, może być naprawdę niebezpieczny. Pojawia się, gdy ktoś zaczyna się bać, czy niepokoić z nieznanego wcześniej powodu. Musisz go unikać.
- Ale nie panuję nad tym kiedy się pojawi. - powiedziałam.
- Właśnie, że tak. - Jack uśmiechnął się i chwycił mnie za dłonie. - Wystarczy, że nie będziesz się bała. Najlepiej nie zostawaj sama. I nie łaź po korytarzach w środku nocy.
Spuściłam głowę. Jack przytulił mnie i powiedział:
- Będzie dobrze, śnieżynko.
Wstałam i podeszłam do wyjścia.
- Gdzie idziesz? - Jack także wstał.
- Do sypialni. Jest druga w nocy. - odrzekłam.
Jack podszedł do mnie.
- Zostajesz tutaj. Nie ma dyskusji.
Uniosłam brwi.
- No co? - zaśmiał się Jack. - Nie chcemy, żeby coś Ci się stało. - i pociągnął mnie do łóżka.
Rano obudziłam się przytulona do niego. Pomyślałam, że gdybym sama poszła na śniadanie uznałby to za wielkie niebezpieczeństwo więc zamknęłam oczy z powrotem. Nagle jednak usłyszałam skrzypienie drzwi. Do środka weszła Anna.
- Co tu robisz? - zapytałam szeptem.
- A ty?
Uśmiechnęłam się. Po chwili jednak spoważniałam i przywołałam Anię gestem.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć. - i opowiedziałam jej wszystko o Czarnym Panu.
- No to teraz będę wszędzie z Tobą chodzić. - uśmiechnęła się siostra. - Będzie dobrze.
Kiwnęłam głową. Po chwili Jack obudził się i w trójkę zeszliśmy na dół.
- Elsa.
wtorek, 3 lutego 2015
sobota, 31 stycznia 2015
Straszne spotkanie w korytarzu.
Witajcie,
Wczoraj obudziłam się około pierwszej w nocy. Nie umiałam z powrotem zasnąć więc postanowiłam pójść do Jack'a. Po cichu wyszłam na korytarz. Wzięłam ze sobą tylko świeczkę. Szłam powoli po czerwonym dywanie. Świeczka słabo oświetlała korytarz i przede mną widziałam prawie tylko ciemność. Nagle usłyszałam z tyłu dziwny dźwięk. Jakby ktoś szedł za mną. Od razu przypomniał mi się straszny mężczyzna z koszmaru. Zaczęłam iść szybciej. Odgłos powtórzył się. Zatrzymałam się i odwróciłam. Dywan pokrył się szronem.
- Jest tam ktoś? - odezwałam się kierując słowa w ciemność. - Anno, to ty?
Cisza. Własny oddech wydał mi się nagle głośny. Poczułam jak szybko bije mi serce. Nagle usłyszałam mrożący krew w żyłach głos:
- Witaj królowo...
- Kto tu jest?! - krzyknęłam z przerażenia.
Nagle z mroku wyszedł ten sam mężczyzna w czarnej szacie, który był moim śnie. Chciałam krzyknąć, ale z gardła nie wydobył mi się żaden dźwięk. Mężczyzna przyłożył palec do szarych ust.
- Nie masz się czego bać. - powiedział i uśmiechnął się strasznie.
- Kim jesteś? - zapytałam próbując się opanować. Ściany pokryły się warstwą lodu.
- To naprawdę nieistotne. - zaśmiał się i zbliżył. - Istotne jest tutaj kim TY jesteś. Jesteś królową. - zmierzył mnie żółtymi oczami. - A wiesz co to znaczy?
Wpatrywałam się w niego bez ruchu.
- To znaczy... - ciągnął. - ... że musisz chronić swoich poddanych i najbliższych. Nie możesz pozwolić by cokolwiek im się stało, prawda?
- Co tu robisz? Czego ode mnie chcesz? - zebrałam w sobie całą odwagę i spojrzałam na niego chłodnym wzrokiem.
- Pamiętasz swój sen? - mężczyzna zlekceważył moje pytania. - Co tam się stało? A tak. Pozwoliłaś na cierpienie rodziny. Nie ładnie.
- To tylko sen. - odrzekłam mściwie.
- Tak, tak samo jak ja... - zaśmiał się strasznie. - Zastanów się nad tym królowo, dobrze Ci radzę!
I zniknął w mroku. Zostałam sama w ciemnym korytarzu, świeczka zgasła. Poczułam się strasznie. Nagle zobaczyłam światełko po prawej stronie korytarza.
- Elsa? Co tu robisz w ciemności? - Jack wyszedł z pokoju i podleciał do mnie.
- Jack... - wyszeptałam przez łzy. - On tu był. Mężczyzna z mojego snu.
- Elsa.
Wczoraj obudziłam się około pierwszej w nocy. Nie umiałam z powrotem zasnąć więc postanowiłam pójść do Jack'a. Po cichu wyszłam na korytarz. Wzięłam ze sobą tylko świeczkę. Szłam powoli po czerwonym dywanie. Świeczka słabo oświetlała korytarz i przede mną widziałam prawie tylko ciemność. Nagle usłyszałam z tyłu dziwny dźwięk. Jakby ktoś szedł za mną. Od razu przypomniał mi się straszny mężczyzna z koszmaru. Zaczęłam iść szybciej. Odgłos powtórzył się. Zatrzymałam się i odwróciłam. Dywan pokrył się szronem.
- Jest tam ktoś? - odezwałam się kierując słowa w ciemność. - Anno, to ty?
Cisza. Własny oddech wydał mi się nagle głośny. Poczułam jak szybko bije mi serce. Nagle usłyszałam mrożący krew w żyłach głos:
- Witaj królowo...
- Kto tu jest?! - krzyknęłam z przerażenia.
Nagle z mroku wyszedł ten sam mężczyzna w czarnej szacie, który był moim śnie. Chciałam krzyknąć, ale z gardła nie wydobył mi się żaden dźwięk. Mężczyzna przyłożył palec do szarych ust.
- Nie masz się czego bać. - powiedział i uśmiechnął się strasznie.
- Kim jesteś? - zapytałam próbując się opanować. Ściany pokryły się warstwą lodu.
- To naprawdę nieistotne. - zaśmiał się i zbliżył. - Istotne jest tutaj kim TY jesteś. Jesteś królową. - zmierzył mnie żółtymi oczami. - A wiesz co to znaczy?
Wpatrywałam się w niego bez ruchu.
- To znaczy... - ciągnął. - ... że musisz chronić swoich poddanych i najbliższych. Nie możesz pozwolić by cokolwiek im się stało, prawda?
- Co tu robisz? Czego ode mnie chcesz? - zebrałam w sobie całą odwagę i spojrzałam na niego chłodnym wzrokiem.
- Pamiętasz swój sen? - mężczyzna zlekceważył moje pytania. - Co tam się stało? A tak. Pozwoliłaś na cierpienie rodziny. Nie ładnie.
- To tylko sen. - odrzekłam mściwie.
- Tak, tak samo jak ja... - zaśmiał się strasznie. - Zastanów się nad tym królowo, dobrze Ci radzę!
I zniknął w mroku. Zostałam sama w ciemnym korytarzu, świeczka zgasła. Poczułam się strasznie. Nagle zobaczyłam światełko po prawej stronie korytarza.
- Elsa? Co tu robisz w ciemności? - Jack wyszedł z pokoju i podleciał do mnie.
- Jack... - wyszeptałam przez łzy. - On tu był. Mężczyzna z mojego snu.
- Elsa.
środa, 28 stycznia 2015
Przerażający koszmar.
Witajcie,
Dziś w nocy obudziłam się przerażona, u boku Jack'a. Wszystko przez mój straszny koszmar. Nie przypominam sobie kiedy ostatnio śniło mi się coś takiego.
Otóż w moim śnie, szłam sama ciemnym lasem. Wokół było mnóstwo śniegu. Bałam się, choć nie wiedziałam sama czego. Nagle zobaczyłam nieduże, zamarznięte jezioro. Podeszłam bliżej. Weszłam na lód. Nagle zobaczyłam Annę z Leną na rękach wychodzącą zza drzewa. Zawołałam do niej, ale nie odpowiedziała. Szła przed siebie. Weszła na zamarznięty lód. Zaczął się pod nią załamywać. Chciałam zawołać do niej jeszcze raz, ale tym razem nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Spróbowałam do niej podbiec, ale nogi jakby przymarzły mi do ziemi. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i usłyszałam krzyk Anny. Po chwili znowu znalazłam się przy jeziorze. Anny i Leny nigdzie nie było. Tylko po drugiej stronie jeziora była duża dziura w lodzie. Upadłam na kolana i łzy spłynęły mi po policzkach. Gdy podniosłam głowę zobaczyłam przed sobą wysokiego, chudego mężczyznę w czarnej szacie, z popielatą skórą i czarnymi włosami. Uśmiechał się mściwie.
Wtedy się obudziłam. Z trudem złapałam oddech i zaczęłam szturchać Jack'a w ramię żeby go obudzić. W pokoju było zupełnie ciemno.
- Jack... Jack obudź się. - wyszeptałam.
- Co...coś się...stało śnieżynko? - mruknął Jack.
- Jack... - nagle załamał mi się głos.
Jack od razu usiadł i złapał mnie za lodowate dłonie.
- Miałam straszny koszmar. - powiedziałam przytulając się do niego.
- Koszmar? - Jack jakby trochę się przestraszył.
- Tak...to wszystko przez ten obraz. - i opowiedziałam mu sen.
Przytulił mnie mocnej i powiedział:
- Nie przejmuj się, śnieżynko. To tylko sen. Nie ma się czym przejmować.
W jego głosie nie było słychać całkowitego przekonania. Jednak zaufałam mu i zasnęłam.
- Elsa.
Dziś w nocy obudziłam się przerażona, u boku Jack'a. Wszystko przez mój straszny koszmar. Nie przypominam sobie kiedy ostatnio śniło mi się coś takiego.
Otóż w moim śnie, szłam sama ciemnym lasem. Wokół było mnóstwo śniegu. Bałam się, choć nie wiedziałam sama czego. Nagle zobaczyłam nieduże, zamarznięte jezioro. Podeszłam bliżej. Weszłam na lód. Nagle zobaczyłam Annę z Leną na rękach wychodzącą zza drzewa. Zawołałam do niej, ale nie odpowiedziała. Szła przed siebie. Weszła na zamarznięty lód. Zaczął się pod nią załamywać. Chciałam zawołać do niej jeszcze raz, ale tym razem nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Spróbowałam do niej podbiec, ale nogi jakby przymarzły mi do ziemi. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i usłyszałam krzyk Anny. Po chwili znowu znalazłam się przy jeziorze. Anny i Leny nigdzie nie było. Tylko po drugiej stronie jeziora była duża dziura w lodzie. Upadłam na kolana i łzy spłynęły mi po policzkach. Gdy podniosłam głowę zobaczyłam przed sobą wysokiego, chudego mężczyznę w czarnej szacie, z popielatą skórą i czarnymi włosami. Uśmiechał się mściwie.
Wtedy się obudziłam. Z trudem złapałam oddech i zaczęłam szturchać Jack'a w ramię żeby go obudzić. W pokoju było zupełnie ciemno.
- Jack... Jack obudź się. - wyszeptałam.
- Co...coś się...stało śnieżynko? - mruknął Jack.
- Jack... - nagle załamał mi się głos.
Jack od razu usiadł i złapał mnie za lodowate dłonie.
- Miałam straszny koszmar. - powiedziałam przytulając się do niego.
- Koszmar? - Jack jakby trochę się przestraszył.
- Tak...to wszystko przez ten obraz. - i opowiedziałam mu sen.
Przytulił mnie mocnej i powiedział:
- Nie przejmuj się, śnieżynko. To tylko sen. Nie ma się czym przejmować.
W jego głosie nie było słychać całkowitego przekonania. Jednak zaufałam mu i zasnęłam.
- Elsa.
niedziela, 25 stycznia 2015
Dziwny obraz i dziwne metody uszczęśliwienia dziecka.
Witajcie,
Dziś rano Anna przybiegła do mnie i zawołała:
- Elsuś, słuchaj, tak sobie pomyślałam, że w sumie mogłybyśmy już chyba zabrać Lenę na pierwszy spacer. Co ty na to?
- Aniu... - spojrzałam na siostrę. - Nie wiem czy to dobry pomysł, śniegu jest po kolana.
Anna wzruszyła ramionami.
- Nie jest dla niej za zimno? - zapytałam.
- Chyba nie... - Anna podrapała się po głowie. - No dobra, ale jak się ociepli to idziemy.
Po czym wyszła. Westchnęłam i opadłam na fotel. Spojrzałam na stertę papierów na biurku. "O, nie. Nie zamierzam teraz nic pisać: - pomyślałam. Nagle mój wzrok przykuł obraz wiszący na ścianie. Wiedziałam od lat, że tam wisi, ale nigdy mu się nie przyglądałam. Był na nim namalowany las, cały ośnieżony z zamarzniętym jeziorem na środku. Przez chwilę pomyślałam, że nawet nie wiem skąd się tu wziął. Może służba powiesiła go tu przed laty? Nagle wszedł Jack.
- Hej, śnieżynko. - powiedział.
- Hej Jack... - odrzekłam odwracając się w jego stronę.
- Coś się stało?
- Nie. Tylko ten obraz... - wskazałam na obraz. - Nigdy nie zwracałam na niego uwagi. Nawet nie wiem od kiedy tu wisi.
Jack podszedł do ściany.
- Pamiętasz jak opowiadałem Ci jak zginąłem? - zapytał.
- Tak. Chyba to nie to...
- Oczywiście, że nie. - Jack usiadł na oparciu fotela. - Ale ten obraz, to jezioro i las skojarzyło mi się z tamtymi.
Położyłam dłoń na jego dłoni.
- No, ale nie będziemy się zamartwiać bez powodu jakimś obrazem, prawda? - Jack uśmiechnął się. - Trzeba podobno pomóc Annie.
- Więc chodźmy. - wstałam i wyszliśmy.
Anna siedziała na łóżku z Leną na rękach. Kristoff siedział obok i machał grzechotką córce nad głową.
- Właśnie widzę jak potrzebują pomocy. - spojrzałam z udawanym gniewem na Jack'a. On wyszczerzył do mnie zęby.
- O, miło, że przyszliście. - powiedziała Anna pokazując nam gestem żebyśmy usiedli. Po chwili podała Jack'owi Lenę i zwróciła się do mnie:
- No to możemy pogadać.
Uśmiechnęłam się. Chciałam ją zapytać o tajemniczy obraz, ale po chwili pomyślałam, że nie będę jej zaprzątać głowy jakimiś swoimi przemyśleniami. Nagle Jack i Kristoff zaczęli śpiewać razem "Mam tę moc". Lena w objęciach Jack'a śmiała się i machała rączkami. Spojrzałyśmy na siebie z Anną i zaczęłyśmy śpiewać z nimi. Lenka była w siódmym niebie. :-)
- Elsa.
Dziś rano Anna przybiegła do mnie i zawołała:
- Elsuś, słuchaj, tak sobie pomyślałam, że w sumie mogłybyśmy już chyba zabrać Lenę na pierwszy spacer. Co ty na to?
- Aniu... - spojrzałam na siostrę. - Nie wiem czy to dobry pomysł, śniegu jest po kolana.
Anna wzruszyła ramionami.
- Nie jest dla niej za zimno? - zapytałam.
- Chyba nie... - Anna podrapała się po głowie. - No dobra, ale jak się ociepli to idziemy.
Po czym wyszła. Westchnęłam i opadłam na fotel. Spojrzałam na stertę papierów na biurku. "O, nie. Nie zamierzam teraz nic pisać: - pomyślałam. Nagle mój wzrok przykuł obraz wiszący na ścianie. Wiedziałam od lat, że tam wisi, ale nigdy mu się nie przyglądałam. Był na nim namalowany las, cały ośnieżony z zamarzniętym jeziorem na środku. Przez chwilę pomyślałam, że nawet nie wiem skąd się tu wziął. Może służba powiesiła go tu przed laty? Nagle wszedł Jack.
- Hej, śnieżynko. - powiedział.
- Hej Jack... - odrzekłam odwracając się w jego stronę.
- Coś się stało?
- Nie. Tylko ten obraz... - wskazałam na obraz. - Nigdy nie zwracałam na niego uwagi. Nawet nie wiem od kiedy tu wisi.
Jack podszedł do ściany.
- Pamiętasz jak opowiadałem Ci jak zginąłem? - zapytał.
- Tak. Chyba to nie to...
- Oczywiście, że nie. - Jack usiadł na oparciu fotela. - Ale ten obraz, to jezioro i las skojarzyło mi się z tamtymi.
Położyłam dłoń na jego dłoni.
- No, ale nie będziemy się zamartwiać bez powodu jakimś obrazem, prawda? - Jack uśmiechnął się. - Trzeba podobno pomóc Annie.
- Więc chodźmy. - wstałam i wyszliśmy.
Anna siedziała na łóżku z Leną na rękach. Kristoff siedział obok i machał grzechotką córce nad głową.
- Właśnie widzę jak potrzebują pomocy. - spojrzałam z udawanym gniewem na Jack'a. On wyszczerzył do mnie zęby.
- O, miło, że przyszliście. - powiedziała Anna pokazując nam gestem żebyśmy usiedli. Po chwili podała Jack'owi Lenę i zwróciła się do mnie:
- No to możemy pogadać.
Uśmiechnęłam się. Chciałam ją zapytać o tajemniczy obraz, ale po chwili pomyślałam, że nie będę jej zaprzątać głowy jakimiś swoimi przemyśleniami. Nagle Jack i Kristoff zaczęli śpiewać razem "Mam tę moc". Lena w objęciach Jack'a śmiała się i machała rączkami. Spojrzałyśmy na siebie z Anną i zaczęłyśmy śpiewać z nimi. Lenka była w siódmym niebie. :-)
- Elsa.
czwartek, 22 stycznia 2015
Och, Jack, Jack.
Witajcie,
Wczorajsze dwa dni były dość ciężkie. Najpierw Roszpunka przysłała list, że natychmiast mam odesłać do niej Jack'a, bo pożałuję. Nie wiem co może zrobić moja kuzynka, ale trochę się tego obawiam, ze względu na jej matkę. Jack chyba z tego wszystkiego dostał halucynacji, bo po śniadaniu zaczął mi opowiadać coś o jakiejś dziurze, którą wszędzie widzi. Lena chyba też nie czuła się za dobrze, bo płakała przez kilka godzin mimo przytulania, śpiewania i czytania. W końcu jednak zasnęła razem z Anną na łóżku. Byłam przy tym z Kristoff'em po tym jak pomagaliśmy Ani. Jack gdzieś zniknął. Najpierw nie miałam czasu się tym przejmować, ale kiedy nie przyszedł na kolację zaczęłam go szukać. Trochę się zaniepokoiłam szczególnie po tym co mówił rano.
- Czego szukasz? - zapytał Kristoff doganiając mnie w korytarzu na pierwszym piętrze.
- Jack'a nigdzie nie ma. - odrzekłam. Podłoga trochę się oszroniła.
- Hej, spoko Elsa, on zawsze gdzieś wylatuje bez ostrzeżenia, nic mu nie jest, na pewno. - szwagier poklepał mnie po ramieniu.
- No nie wiem. Rano mówił coś o...
Przerwał mi huk gdzieś z góry. Wymieniliśmy zaniepokojone spojrzenia i pobiegliśmy na górę.
- To było jakby z twojej komnaty. - powiedział Kristoff.
- Możliwe... - odrzekłam nie stając. - ...może Jack tam poszedł...
Weszliśmy do mojej sypialni. Zobaczyliśmy Jack'a leżącego na podłodze z błogim uśmiechem przytulonego do mojego szlafroka.
- Jack!- podbiegłam do niego i uklęknęłam. Położyłam sobie jego głowę na kolanach i dotknęłam jego czoła.
- Żyje? - zapytał Kristoff podchodząc do nas.
- Tak, wszystko w porządku. Jakby spał... - odrzekłam i pogłaskałam Jack'a po policzku.
Nagle mruknął i chwycił mnie za rękę. Uśmiechnął się jednak z powrotem i przytulił się do mnie.
- Kristoff, pomóż mi. Przenieśmy go na łóżko. - powiedziałam dźwigając Jack'a z ziemi. Kristoff wziął go na ręce i położył na łóżku.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego.
- No, to chyba teraz już sobie poradzicie. - odrzekł. - Jakby co, to wołaj. - i wyszedł.
Przykryłam Jack'a kołdrą i położyłam się obok niego. Dalej uśmiechał się słodko.
Otworzyłam oczy. Musiałam zasnąć. Kiecy spojrzałam na zegar okazało się, że jest środek nocy. Jack leżał obok i czytał książkę. Kiedy zobaczył, że nie śpię odłożył ją i uśmiechnął się słabo.
- Co tu robię? - zapytał.
- Znaleźliśmy Cię jak leżałeś na podłodze. Chyba źle się czułeś. - odrzekłam przecierając oczy. - Już Ci lepiej?
On tylko wzruszył ramionami.
- Bez zmian. - mruknął.
Pocałowałam go.
- Prześpij się jeszcze. Dobrze Ci to zrobi. - powiedziałam.
- Jak sobie życzysz Najjaśniejsza Pani. - uśmiechnął się i przykrył nas kołdrą.
- Elsa.
Wczorajsze dwa dni były dość ciężkie. Najpierw Roszpunka przysłała list, że natychmiast mam odesłać do niej Jack'a, bo pożałuję. Nie wiem co może zrobić moja kuzynka, ale trochę się tego obawiam, ze względu na jej matkę. Jack chyba z tego wszystkiego dostał halucynacji, bo po śniadaniu zaczął mi opowiadać coś o jakiejś dziurze, którą wszędzie widzi. Lena chyba też nie czuła się za dobrze, bo płakała przez kilka godzin mimo przytulania, śpiewania i czytania. W końcu jednak zasnęła razem z Anną na łóżku. Byłam przy tym z Kristoff'em po tym jak pomagaliśmy Ani. Jack gdzieś zniknął. Najpierw nie miałam czasu się tym przejmować, ale kiedy nie przyszedł na kolację zaczęłam go szukać. Trochę się zaniepokoiłam szczególnie po tym co mówił rano.
- Czego szukasz? - zapytał Kristoff doganiając mnie w korytarzu na pierwszym piętrze.
- Jack'a nigdzie nie ma. - odrzekłam. Podłoga trochę się oszroniła.
- Hej, spoko Elsa, on zawsze gdzieś wylatuje bez ostrzeżenia, nic mu nie jest, na pewno. - szwagier poklepał mnie po ramieniu.
- No nie wiem. Rano mówił coś o...
Przerwał mi huk gdzieś z góry. Wymieniliśmy zaniepokojone spojrzenia i pobiegliśmy na górę.
- To było jakby z twojej komnaty. - powiedział Kristoff.
- Możliwe... - odrzekłam nie stając. - ...może Jack tam poszedł...
Weszliśmy do mojej sypialni. Zobaczyliśmy Jack'a leżącego na podłodze z błogim uśmiechem przytulonego do mojego szlafroka.
- Jack!- podbiegłam do niego i uklęknęłam. Położyłam sobie jego głowę na kolanach i dotknęłam jego czoła.
- Żyje? - zapytał Kristoff podchodząc do nas.
- Tak, wszystko w porządku. Jakby spał... - odrzekłam i pogłaskałam Jack'a po policzku.
Nagle mruknął i chwycił mnie za rękę. Uśmiechnął się jednak z powrotem i przytulił się do mnie.
- Kristoff, pomóż mi. Przenieśmy go na łóżko. - powiedziałam dźwigając Jack'a z ziemi. Kristoff wziął go na ręce i położył na łóżku.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego.
- No, to chyba teraz już sobie poradzicie. - odrzekł. - Jakby co, to wołaj. - i wyszedł.
Przykryłam Jack'a kołdrą i położyłam się obok niego. Dalej uśmiechał się słodko.
Otworzyłam oczy. Musiałam zasnąć. Kiecy spojrzałam na zegar okazało się, że jest środek nocy. Jack leżał obok i czytał książkę. Kiedy zobaczył, że nie śpię odłożył ją i uśmiechnął się słabo.
- Co tu robię? - zapytał.
- Znaleźliśmy Cię jak leżałeś na podłodze. Chyba źle się czułeś. - odrzekłam przecierając oczy. - Już Ci lepiej?
On tylko wzruszył ramionami.
- Bez zmian. - mruknął.
Pocałowałam go.
- Prześpij się jeszcze. Dobrze Ci to zrobi. - powiedziałam.
- Jak sobie życzysz Najjaśniejsza Pani. - uśmiechnął się i przykrył nas kołdrą.
- Elsa.
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Obowiązki i zabawy.
Witajcie,
Dzisiejszy dzień spędziłam w pokoju, ponieważ miałam trochę zaległości w papierach i listach. Jack na początku poszedł do Anny i Kristoff'a, ale chyba mu się znudziło, bo jeszcze przed obiadem wrócił z jękiem do mojego pokoju.
- Jack, nie jęcz mi nad głową, próbuję pracować. - powiedziałam nie przestając pisać listu.
- Hej, Elsaa... - Jack podleciał do mnie nie zważając na poprzednie słowa. - Roszpunka nic nie przysłała, nie?
- Nie. - odrzekłam. - A co, miałeś nadzieję?
- Pff...proszę Cię. Nawet tak nie mów, bo się porzyg...
- Dobrze, dobrze. - ucięłam. - A teraz nie przeszkadzaj mi.
On nachylił się nade mną i uśmiechnął szeroko.
- Jack, powiedziałam coś.
Odsunął się i przez chwile było cicho. Po kilku minutach nagle usłyszałam za sobą:
- Mam tę mooc! Mam tę mooc!!!
Odwróciłam się. Jack automatycznie chwycił poduszkę i zasłonił się nią jęcząc:
- Nie zabijaj!
- Chyba nie będę miała wyjścia. - przewróciłam oczami. - Ja próbuję pracować, a ty mi śpiewasz...
- Ale przecież lubisz tą piosenkę. - Jack zawisnął w powietrzu do góry nogami z laską w ręku. - Sama ją ułożyłaś.
Westchnęłam, wstałam i odwróciłam Jack'a stopami do ziemi.
- Ale nie śpiewam jak pracuję. Idź się pobaw, czy coś.
Jack spuścił głowę. Usiadłam przy biurku z powrotem. Po chwili usłyszałam:
- Ty znasz moje ulubione zabawy. Wiesz, że muszę do nich...
-Posłuchaj, lodóweczko. - chwyciłam go za ręce. - Mam pewien pomysł. Umówmy się, że jak nie będziesz mi przeszkadzać, to będziemy mogli się pobawić.
Jack zamyślił się. Po sekundzie kiwnął głową, pocałował mnie i wyszedł. Ja wróciłam do obowiązków, i wybaczcie, ale teraz muszę znów to zrobić, bo zaraz wparuje tu Jack z... no, wparuje tu Jack. :-)
- Elsa.
Dzisiejszy dzień spędziłam w pokoju, ponieważ miałam trochę zaległości w papierach i listach. Jack na początku poszedł do Anny i Kristoff'a, ale chyba mu się znudziło, bo jeszcze przed obiadem wrócił z jękiem do mojego pokoju.
- Jack, nie jęcz mi nad głową, próbuję pracować. - powiedziałam nie przestając pisać listu.
- Hej, Elsaa... - Jack podleciał do mnie nie zważając na poprzednie słowa. - Roszpunka nic nie przysłała, nie?
- Nie. - odrzekłam. - A co, miałeś nadzieję?
- Pff...proszę Cię. Nawet tak nie mów, bo się porzyg...
- Dobrze, dobrze. - ucięłam. - A teraz nie przeszkadzaj mi.
On nachylił się nade mną i uśmiechnął szeroko.
- Jack, powiedziałam coś.
Odsunął się i przez chwile było cicho. Po kilku minutach nagle usłyszałam za sobą:
- Mam tę mooc! Mam tę mooc!!!
Odwróciłam się. Jack automatycznie chwycił poduszkę i zasłonił się nią jęcząc:
- Nie zabijaj!
- Chyba nie będę miała wyjścia. - przewróciłam oczami. - Ja próbuję pracować, a ty mi śpiewasz...
- Ale przecież lubisz tą piosenkę. - Jack zawisnął w powietrzu do góry nogami z laską w ręku. - Sama ją ułożyłaś.
Westchnęłam, wstałam i odwróciłam Jack'a stopami do ziemi.
- Ale nie śpiewam jak pracuję. Idź się pobaw, czy coś.
Jack spuścił głowę. Usiadłam przy biurku z powrotem. Po chwili usłyszałam:
- Ty znasz moje ulubione zabawy. Wiesz, że muszę do nich...
-Posłuchaj, lodóweczko. - chwyciłam go za ręce. - Mam pewien pomysł. Umówmy się, że jak nie będziesz mi przeszkadzać, to będziemy mogli się pobawić.
Jack zamyślił się. Po sekundzie kiwnął głową, pocałował mnie i wyszedł. Ja wróciłam do obowiązków, i wybaczcie, ale teraz muszę znów to zrobić, bo zaraz wparuje tu Jack z... no, wparuje tu Jack. :-)
- Elsa.
niedziela, 18 stycznia 2015
Kolejne wspaniałe listy.
Witajcie,
Wczoraj Roszpunka przysłała nam list. Jack przybiegł do mnie wymachując nim.
- Co to? - zapytałam robiąc mu miejsce na łóżku.
Usiadł przy mnie i podał mi kopertę.
- Z Corony. - wydyszał.
Otworzyłam i zaczęłam czytać na głos:
Droga kuzynko.
Zachowałaś się bardzo... nieładnie. Nie wiem jak można uprowadzać czyjegoś chłopaka i więzić go pod wpływem zaklęcia. Jacuś tak naprawdę przecież kocha mnie całym sercem i nie powiedziałby czegoś takiego jak ostatnio do mnie i mamy. Rozkazuję Ci zatem zdjąć z niego urok miłosny i odprawić do mnie. Zaopiekuję się nim.
Roszpunka.
- Co ona sobie wyobraża?! - krzyknął Jack i rzucił poduszką w ścianę.
Nagle do pokoju wpadł jeden z służących.
- Wasza Wysokość. - ukłonił się. - Przyszedł list...
- ...z Corony... - dokończyłam i odebrałam od niego kopertę. - Dziękuję Hubercie.
Mężczyzna wyszedł, a ja podałam list Jack'owi. Westchnął i zaczął czytać:
Kochanie moje najdroższe.
Wiem, że nawet jeśli to czytasz nic nie rozumiesz, słodziaku, bo jesteś pod wpływem zaklęcia mojej kuzynki. Musimy jej wybaczyć, każdy czasem popełnia błędy. Ona jest w Tobie tak zakochana, że rzuciła na Ciebie zaklęcie miłosne! Ale spokojnie, kazałam jej odesłać Cię do mnie. W Coronie już nic nie będzie Ci grozić. Będziemy się liczyć tylko my. Ja i ty - wiem, wiem już się nie możesz doczekać. Gdyby nie przysyłała Cię do mnie wyślę następny list.
Czekam kaczuszko,
Twoje słoneczko :3333 <333333
Jack skończył czytać i z jękiem położył się na plecach. Nagle weszła Anna z Leną na rękach.
- Co tam u Was? - uśmiechnęła się do mnie. - Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam jak zazwyczaj.
Pokręciłam głową.
- Co się stało Jack'owi? - zapytała.
- Roszpunka przysłała dwa listy. - mruknął Jack. - Jest przekonana, że Elsa mnie zaczarowała i karze jej wysłać mnie do Corony.
Anna usiadła przy mnie.
- Nie no, ona jest zdrowo walnięta. - powiedziała. - Wymyśla jakieś bzdury, bo nie może się pogodzić z tym, że Jack woli Elsę.
- Może najlepszym wyjściem będzie mieć ją gdzieś. - Jack usiadł i przetarł oczy. - Nie zwracajmy na nią uwagi.
- Co ty na to, Lenuś? - pogłaskałam Lenę po główce. Ona tylko kichnęła i spojrzała niewinnie na Jack'a.
- Podobam jej się. - Jack uśmiechnął się szeroko.
Spojrzałam z uśmiechem na Annę. Ona tylko pokręciła głową i przytuliła córkę.
- Elsa.
Wczoraj Roszpunka przysłała nam list. Jack przybiegł do mnie wymachując nim.
- Co to? - zapytałam robiąc mu miejsce na łóżku.
Usiadł przy mnie i podał mi kopertę.
- Z Corony. - wydyszał.
Otworzyłam i zaczęłam czytać na głos:
Droga kuzynko.
Zachowałaś się bardzo... nieładnie. Nie wiem jak można uprowadzać czyjegoś chłopaka i więzić go pod wpływem zaklęcia. Jacuś tak naprawdę przecież kocha mnie całym sercem i nie powiedziałby czegoś takiego jak ostatnio do mnie i mamy. Rozkazuję Ci zatem zdjąć z niego urok miłosny i odprawić do mnie. Zaopiekuję się nim.
Roszpunka.
- Co ona sobie wyobraża?! - krzyknął Jack i rzucił poduszką w ścianę.
Nagle do pokoju wpadł jeden z służących.
- Wasza Wysokość. - ukłonił się. - Przyszedł list...
- ...z Corony... - dokończyłam i odebrałam od niego kopertę. - Dziękuję Hubercie.
Mężczyzna wyszedł, a ja podałam list Jack'owi. Westchnął i zaczął czytać:
Kochanie moje najdroższe.
Wiem, że nawet jeśli to czytasz nic nie rozumiesz, słodziaku, bo jesteś pod wpływem zaklęcia mojej kuzynki. Musimy jej wybaczyć, każdy czasem popełnia błędy. Ona jest w Tobie tak zakochana, że rzuciła na Ciebie zaklęcie miłosne! Ale spokojnie, kazałam jej odesłać Cię do mnie. W Coronie już nic nie będzie Ci grozić. Będziemy się liczyć tylko my. Ja i ty - wiem, wiem już się nie możesz doczekać. Gdyby nie przysyłała Cię do mnie wyślę następny list.
Czekam kaczuszko,
Twoje słoneczko :3333 <333333
Jack skończył czytać i z jękiem położył się na plecach. Nagle weszła Anna z Leną na rękach.
- Co tam u Was? - uśmiechnęła się do mnie. - Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam jak zazwyczaj.
Pokręciłam głową.
- Co się stało Jack'owi? - zapytała.
- Roszpunka przysłała dwa listy. - mruknął Jack. - Jest przekonana, że Elsa mnie zaczarowała i karze jej wysłać mnie do Corony.
Anna usiadła przy mnie.
- Nie no, ona jest zdrowo walnięta. - powiedziała. - Wymyśla jakieś bzdury, bo nie może się pogodzić z tym, że Jack woli Elsę.
- Może najlepszym wyjściem będzie mieć ją gdzieś. - Jack usiadł i przetarł oczy. - Nie zwracajmy na nią uwagi.
- Co ty na to, Lenuś? - pogłaskałam Lenę po główce. Ona tylko kichnęła i spojrzała niewinnie na Jack'a.
- Podobam jej się. - Jack uśmiechnął się szeroko.
Spojrzałam z uśmiechem na Annę. Ona tylko pokręciła głową i przytuliła córkę.
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)