czwartek, 12 lutego 2015

Dziewczęce zebrania i podsłuchane rozmowy.

Witajcie,
Przez ostatnie dni wszystkim zrobiło się nieco weselej dzięki goszczeniu Astrid, Czkawki i Meridy. Czkawka nawet zapoznał Lenę ze Szczerbatkiem. Była bardzo szczęśliwa. Wczoraj razem z Meridą i Anną siedziałam w pokoiku Leny. Po dwugodzinnym wymyślaniu i śpiewaniu dla niej piosenek w końcu zasnęła.
- Ooch... - odetchnęła Anna kładąc mi się na kolanach. - Jeszcze trochę i zasnęłabym na stojąco.
- Ja nie będę mogła mieć dzieci. - oznajmiła Merida. - Nie wytrzymałabym dwóch minut.
Uśmiechnęłam się. Merida podchwyciła mój uśmiech i zapytała:
- A ty, Elsa? Planujesz jakieś...
- Proszę Cię. - ucięłam. - Nie zamierzam dyskutować na ten temat.
Merida przewróciła oczami.
- Dobrze, dobrze, bez nerwów Wasza Wysokość.
Do pokoju weszła Astrid.
- Co tu porabia...
- Ciiii! - przerwały jej Anna i Merida.
Astrid spojrzała na śpiącą w kołysce Lenę i położyła palec na ustach z uśmiechem. Usiadła przy nas.
- Cóż za zebranie? - szepnęła.
- Żadne zebranie, musiałyśmy uśpić Lenkę. - odrzekła Merida.
- A skoro już śpi... - zaczęła Astrid. - Możemy pogadać? Co wy na świeże ploteczki z sypialni Jack'a?
- Co? - odezwałam się.
- Eee... - jęknęła Astrid. - Nie chodzi o te nocne ploteczki. - wyszczerzyła do mnie zęby. - Aktualnie siedzą tam Jack, Czkawka i Kristoff.
- I co w tym dziwnego? - westchnęła Anna bawiąc się kosmykiem moich włosów.
- Nic. - Astrid wzruszyła ramionami. - Ale dziwne było to co mówili! - dodała po chwili. - Rozmawiali o...
- O...?
- Walentynkach! - Astrid klasnęła w dłonie.
Anna spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem.
- To raczej do nich nie podobne. - powiedziała.
Astrid kiwnęła głową.
- Wiem. Nie słyszałam całej rozmowy, Ale Kristoff chyba pięć razy powtórzył "niespodzianka".
- A Jack? - zapytałam.
- Nie chcę Cię martwić, kochana, ale on w kółko nawijał o jakichś krzakach.
Ona i Merida spojrzały na mnie ze współczuciem. Anna jednak zaśmiała się i powiedziała:
- Nie martwcie się, Elsa cudownie spędzi walentynki!
Spojrzały na siebie ze zdziwieniem. Ja przewróciłam oczami z uśmiechem i zapytałam szybko chcąc zmienić temat:
- A Czkawka?
Astrid zarumieniła się.
- Nie wiem... - powiedziała.
- Mówię Wam. - Merida objęła nas wszystkie. - Wszystkie spędzimy ten dzień odjazdowo. A na razie skupmy się na czymś innym.
- To znaczy? - odezwała się niechętnym głosem Ania.
Merida wzruszyła ramionami.
- Wymyśl coś!
- Dobrze, możemy iść spać. - pociągnęła nas do sypialni jej i Kristoff'a.
- Serio...? - jęknęła Merida.
Anka kiwnęła głową i wciągnęła mnie na łóżko.
- Dobranoc. - pomachała do dziewczyn i przykryła nas kołdrą.
I tak spałyśmy chyba do wieczora.


- Elsa.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Duże zainteresowanie Lenką.

Witajcie,
Wczoraj rano znów prawie dostałam zawału. Spałam sobie spokojnie przytulona do Jack'a gdy obudził mnie śpiew i krzyki. Usiadłam i obudziłam Jack'a. Nie zdążyliśmy ruszyć się z łóżka, bo do komnaty wpadła Merida, Astrid, a za nimi Czkawka ze śmiechem wymachując rękami.
- Wstawaj królooowo!! Przyjechała rodzinka!!
- Co.. wy tu robicie? - zapytał Jack przykrywając się po samą brodę.
- Przyjechaliśmy do ślicznej Lenki! - zawołała Merida i wskoczyła na łóżko. - Przecudne dziecko!
- Powinniście się od niej uczyć! - dodał Czkawka siadając przy nas. - Ona wstaje skoro świt, a wy co? Śpiące Królewny!
- Kiedy przyjechaliście? - zapytałam.
- Koło piątej. - odrzekła Astrid.
- Wszyscy? - dopytywał Jack.
- Spotkaliśmy się na morzu. Albo nad morzem jak kto woli. - powiedziała Merida. - Bo oni lecieli na smokach.
- I... gdzie są teraz te smoki? - zapytałam z lekkim niepokojem. Zastanawiało mnie jak zareagują mieszkańcy Arendelle na dwa smoki przechadzające się uliczkami.
- Spokojnie, kochana, są w lesie. - mrugnęła do mnie Astrid jakby czytała mi w myślach.
W tym momencie przez otwarte drzwi weszła Anna z Leną na rękach.
- Hej, Elsuś, w końcu wstaliście. - uśmiechnęła się. - A wy co? Nagle zainteresowanie Lenką zniknęło, a przeszło na królową i jej półnagiego kochanka?
- Narzeczonego... - burknął pod nosem Jack.
- Ależ skąd! - zawołał Czkawka i wziął Lenę na ręce. - Chodźcie, pobawimy się!
I wyszedł, a za nim pobiegła Astrid.
- Ty nie idziesz? - zapytałam Meridy.
- Chciałam jeszcze o coś zapytać. - przysunęła się do mnie. - Od kiedy gościcie w Arendelle jakiegoś dziwnego, popielatego faceta?
- Jakiego faceta? - Jack także się przysunął. - Widziałaś go?
- Stał pod pałacem i się szczerzył. - odrzekła.
Spojrzałam na Jack'a. Wyglądał na zdenerwowanego.
- Nie przejmuj się nim... - powiedziałam.
Anna spojrzała na mnie znacząco. Po chwili powiedziała:
- Chodźmy do Leny, Merido. Zaraz do nas dołączą.
Merida kiwnęła głową i obie wyszły.
- Jack... - chwyciłam go za rękę. - Czego on od nas chce?
Pokręcił głową.
- Nie wiem. Ale nic nam nie zrobi. Obiecuję Ci.


- Elsa.

sobota, 7 lutego 2015

Kolejna ofiara Mroka?

Witajcie,
Jack wczoraj wieczorem prawie siłą zaciągnął mnie do swojej sypialni, bo uznał, że musi mnie chronić. W nocy jednak obudził nas płacz Leny.
- Chodź. - pociągnęłam Jack'a za rękę. - Może trzeba pomóc Annie.
On chcąc, nie chcąc poszedł za mną.
- Cichutko, Lenuś... - Ania stała z córką na rękach, u boku Kristoff'a. Widząc nas ucieszyła się widocznie.
- Co się stało? - zapytałam  podchodząc do niej.
- Właśnie nie wiemy. - odrzekł Kristoff machając Lenie nad głową grzechotką. - Obudziła się bez powodu i zaczęła strasznie płakać.
Pogłaskałam siostrzenicę po główce, ale nie przestała płakać.
- O co jej może chodzić?
- Ja chyba wiem. - odezwał się Jack podchodząc do kołyski. Zebrał z poduszeczki czarny pył. - Mrok tu był.
- Jaki zaś Mrok? - Kristoff podszedł do Jack'a. Ten opowiedział mu szybko o ostatnich wydarzeniach.
- Ale czego on chce od Leny? - Anna przytuliła córkę.
- Nie mam pojęcia. - odrzekł Jack. - Ale teraz musimy chronić i ją. Może będziecie zostawać tu na noc?
Kristoff kiwnął głową.
- Przy nas nic jej nie grozi.
Podeszłam do Anny i pogłaskałam ją po ramieniu.
- Gdyby coś się działo wołaj. - szepnęłam.
Kiwnęła głową z ciepłym uśmiechem. Jack chwycił mnie za rękę.
- Możemy wracać do sypialni. - przybrał swój chytry uśmiech.
Przewróciłam oczami z uśmiechem, po czym weszliśmy do komnaty.


- Elsa.

czwartek, 5 lutego 2015

Kolejne odwiedziny Czarnego Pana.

Witajcie,
Przez ostatnie dni jak może się domyślacie chodziłam wszędzie z kimś u boku. Albo z Anną, albo z Jack'iem gdy ona musiała zajmować się Leną. A oczywiście było to bardzo często, no bo cóż... nie ma nikogo innego do opieki nad dzieckiem niż matka. A Kristoff tak się wycwanił, że oznajmił iż musi wyjechać do trolli niewiadomo po co. Zabrał tylko Svena i Olafa. Jedynym szczęśliwym z zaistniałej sytuacji wydawał się być Jack. Kiedy Anna zapytała przy śniadaniu czemu się tak cieszy, wyznał:
- Będę mógł spędzać dużo czasu z Elsą. - i uśmiechnął się chytrze.
Anna przewróciła oczami i poszła do Leny.
- To nie było zbyt miłe. - powiedziałam.
- Oj, śnieżynko, nie przesadzaj. - Jack pocałował mnie w policzek. - Zjadaj szybko to pójdziemy na spacer.
Kiedy chwilę potem chcieliśmy wyjść złapała nas Anna przy drzwiach wyjściowych.
- Gdzie idziecie? - trzymała na rękach Lenę.
- Ee..na spacer. - odrzekł Jack.
Spuściła głowę.
- No tak... idźcie.
- O nie, nie, nie. Nigdzie nie idziemy. - powiedziałam i podbiegłam do siostry.
- Elsa! - zawołał za mną Jack.
- Muszę pomóc siostrze. - objęłam Annę jedną ręką.
Jack przewrócił oczami i wyszedł sam.
- Potem do niego pójdziesz. - Anna pociągnęła mnie za rękę do pokoiku Leny. Po południu wyszłam go poszukać. Nie było go jednak w ogrodzie, ani w lesie. Usiadłam na trawie i zaczęłam wyczarowywać śnieżynki. Nagle usłyszałam za sobą dziwny dźwięk. Odwróciłam się, ale zobaczyłam tylko czarny pył. Wstałam szybko.
- Jeśli to znowu ty, Czarny Panie pokaż się! - zawołałam.
Usłyszałam szyderczy śmiech.
- No, no królowo. Nauczyłaś się mego imienia! Jestem dumny! - zobaczyłam chudego mężczyznę w czarnej szacie. Podszedł do mnie i zmierzył mnie wzrokiem.
- Czego ode mnie chcesz?
- Spokojnie... - dotknął mojego policzka i uśmiechnął się.
- Mrok!! - usłyszałam za sobą znajomy głos. Między mnie i Czarnego Pana wybiegł Jack z laską w ręku.
- Jack Frost! - zaśmiał się mężczyzna. - Wyrosłeś na bardzo odpowiedzialnego strażnika! Ale nie dokładnie udało Ci się ochronić twoją ukochaną. Widzisz, ja i Elsa już sobie wcześniej gawędziliśmy.
- Wiem o tym. - Jack wycelował w niego laskę. - Zabieraj się z Arendelle i nigdy nie wracaj! Nie wiem czego od nas chcesz, ale odczep się od Elsy!
Mrok pokręcił głową. Następnie machnął ręką, zaśmiał się strasznie i rozpłynął się w czarnym pyle.
- Jack, wiem, że miałam sama nie... - zaczęłam, ale Jack podbiegł do mnie i przytulił mnie mocno.
- Śnieżynko, nie pozwolę żeby coś ci się stało. - powiedział i pocałował mnie. Odwzajemniłam pocałunek i uśmiechnęłam się. Dobrze, że mam narzeczonego, który zawsze mnie obroni. 


- Elsa.

wtorek, 3 lutego 2015

Pewny koniec samotnych chwil.

Witajcie,
Gdy tamtej nocy na korytarzu powiedziałam Jack'owi o strasznym mężczyźnie, od razu złapał mnie za rękę i pociągnął do swojej sypialni. Posadził mnie na łóżku i klęknął przede mną z poważną miną.
- Jack...? - zaczęłam, ale on mi przerwał:
- Elso, posłuchaj mnie uważnie. To ważne. - spojrzał mi głęboko w oczy. - Ten mężczyzna to odwieczny wróg Strażników. Nazywa się Czarnym Panem. Kiedy kimś zawładnie, może być naprawdę niebezpieczny. Pojawia się, gdy ktoś zaczyna się bać, czy niepokoić z nieznanego wcześniej powodu. Musisz go unikać.
- Ale nie panuję nad tym kiedy się pojawi. - powiedziałam.
- Właśnie, że tak. - Jack uśmiechnął się i chwycił mnie za dłonie. - Wystarczy, że nie będziesz się bała. Najlepiej nie zostawaj sama. I nie łaź po korytarzach w środku nocy.
Spuściłam głowę. Jack przytulił mnie i powiedział:
- Będzie dobrze, śnieżynko.
Wstałam i podeszłam do wyjścia.
- Gdzie idziesz? - Jack także wstał.
- Do sypialni. Jest druga w nocy. - odrzekłam.
Jack podszedł do mnie.
- Zostajesz tutaj. Nie ma dyskusji.
Uniosłam brwi.
- No co? - zaśmiał się Jack. - Nie chcemy, żeby coś Ci się stało. - i pociągnął mnie do łóżka.
Rano obudziłam się przytulona do niego. Pomyślałam, że gdybym sama poszła na śniadanie uznałby to za wielkie niebezpieczeństwo więc zamknęłam oczy z powrotem. Nagle jednak usłyszałam skrzypienie drzwi. Do środka weszła Anna.
- Co tu robisz? - zapytałam szeptem.
- A ty?
Uśmiechnęłam się. Po chwili jednak spoważniałam i przywołałam Anię gestem.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć. - i opowiedziałam jej wszystko o Czarnym Panu.
- No to teraz będę wszędzie z Tobą chodzić. - uśmiechnęła się siostra. - Będzie dobrze.
Kiwnęłam głową. Po chwili Jack obudził się i w trójkę zeszliśmy na dół.


- Elsa.

sobota, 31 stycznia 2015

Straszne spotkanie w korytarzu.

Witajcie,
Wczoraj obudziłam się około pierwszej w nocy. Nie umiałam z powrotem zasnąć więc postanowiłam pójść do Jack'a. Po cichu wyszłam na korytarz. Wzięłam ze sobą tylko świeczkę. Szłam powoli po czerwonym dywanie. Świeczka słabo oświetlała korytarz i przede mną widziałam prawie tylko ciemność. Nagle usłyszałam z tyłu dziwny dźwięk. Jakby ktoś szedł za mną. Od razu przypomniał mi się straszny mężczyzna z koszmaru. Zaczęłam iść szybciej. Odgłos powtórzył się. Zatrzymałam się i odwróciłam. Dywan pokrył się szronem.
- Jest tam ktoś? - odezwałam się kierując słowa w ciemność. - Anno, to ty?
Cisza. Własny oddech wydał mi się nagle głośny. Poczułam jak szybko bije mi serce. Nagle usłyszałam mrożący krew w żyłach głos:
- Witaj królowo...
- Kto tu jest?! - krzyknęłam z przerażenia.
Nagle z mroku wyszedł ten sam mężczyzna w czarnej szacie, który był moim śnie. Chciałam krzyknąć, ale z gardła nie wydobył mi się żaden dźwięk. Mężczyzna przyłożył palec do szarych ust.
- Nie masz się czego bać. - powiedział i uśmiechnął się strasznie.
- Kim jesteś? - zapytałam próbując się opanować. Ściany pokryły się warstwą lodu.
- To naprawdę nieistotne. - zaśmiał się i zbliżył. - Istotne jest tutaj kim TY jesteś. Jesteś królową. - zmierzył mnie żółtymi oczami. - A wiesz co to znaczy?
Wpatrywałam się w niego bez ruchu.
- To znaczy... - ciągnął. - ... że musisz chronić swoich poddanych i najbliższych. Nie możesz pozwolić by cokolwiek im się stało, prawda?
- Co tu robisz? Czego ode mnie chcesz? - zebrałam w sobie całą odwagę i spojrzałam na niego chłodnym wzrokiem.
- Pamiętasz swój sen? - mężczyzna zlekceważył moje pytania. - Co tam się stało? A tak. Pozwoliłaś na cierpienie rodziny. Nie ładnie.
- To tylko sen. - odrzekłam mściwie.
- Tak, tak samo jak ja... - zaśmiał się strasznie. - Zastanów się nad tym królowo, dobrze Ci radzę!
I zniknął w mroku. Zostałam sama w ciemnym korytarzu, świeczka zgasła. Poczułam się strasznie. Nagle zobaczyłam światełko po prawej stronie korytarza.
- Elsa? Co tu robisz w ciemności? - Jack wyszedł z pokoju i podleciał do mnie.
- Jack... - wyszeptałam przez łzy. - On tu był. Mężczyzna z mojego snu.

- Elsa.

środa, 28 stycznia 2015

Przerażający koszmar.

Witajcie,
 Dziś w nocy obudziłam się przerażona, u boku Jack'a. Wszystko przez mój straszny koszmar. Nie przypominam sobie kiedy ostatnio śniło mi się coś takiego.
Otóż w moim śnie, szłam sama ciemnym lasem. Wokół było mnóstwo śniegu. Bałam się, choć nie wiedziałam sama czego. Nagle zobaczyłam nieduże, zamarznięte jezioro. Podeszłam bliżej. Weszłam na lód. Nagle zobaczyłam Annę z Leną na rękach wychodzącą zza drzewa. Zawołałam do niej, ale nie odpowiedziała. Szła przed siebie. Weszła na zamarznięty lód. Zaczął się pod nią załamywać. Chciałam zawołać do niej jeszcze raz, ale tym razem nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Spróbowałam do niej podbiec, ale nogi jakby przymarzły mi do ziemi. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i usłyszałam krzyk Anny. Po chwili znowu znalazłam się przy jeziorze. Anny i Leny nigdzie nie było. Tylko po drugiej stronie jeziora była duża dziura w lodzie. Upadłam na kolana i łzy spłynęły mi po policzkach. Gdy podniosłam głowę zobaczyłam przed sobą wysokiego, chudego mężczyznę w czarnej szacie, z popielatą skórą i czarnymi włosami. Uśmiechał się mściwie.
Wtedy się obudziłam. Z trudem złapałam oddech i zaczęłam szturchać Jack'a w ramię żeby go obudzić. W pokoju było zupełnie ciemno.
- Jack... Jack obudź się. - wyszeptałam.
- Co...coś się...stało śnieżynko? - mruknął Jack.
- Jack... - nagle załamał mi się głos.
Jack od razu usiadł i złapał mnie za lodowate dłonie.
- Miałam straszny koszmar. - powiedziałam przytulając się do niego.
- Koszmar? - Jack jakby trochę się przestraszył.
- Tak...to wszystko przez ten obraz. - i opowiedziałam mu sen.
Przytulił mnie mocnej i powiedział:
- Nie przejmuj się, śnieżynko. To tylko sen. Nie ma się czym przejmować.
W jego głosie nie było słychać całkowitego przekonania. Jednak zaufałam mu i zasnęłam.

- Elsa.