niedziela, 8 marca 2015

Dzień Kobiet!

Witajcie,
Dziś rano obudził mnie płacz Leny. Przetarłam oczy i zobaczyłam Annę siedzącą na krześle tyłem do mnie, z Leną na rękach.
- Ciii, Lenuś. Musimy poczekać aż ciocia się obudzi... - szepnęła Ania.
Odchrząknęłam. Odwróciła się i uśmiechnęła od ucha do ucha podchodząc.
- Obudziłyśmy Cię? - usiadła.
- Nie, nie. - odrzekłam. - Ale co tu robicie?
- To dość dziwna sprawa. - zaczęła Anna. - Wyobraź sobie, obudziłam się nad ranem, a obok mnie nie było Kristoff'a. Pomyślałam, że polazł gdzieś z Jack'iem. No i chyba miałam rację, bo jego nigdzie też nie było. No więc potem wzięłam Lenę i przyszłam Ci to powiedzieć. Ale spałaś tak słodko, że nie chciałam Cię budzić.
Uśmiechnęłam się.
- Ciekawe gdzie oni znowu poleźli. - westchnęłam i wyszłam z łóżka.
Nagle usłyszałyśmy dziwny dźwięk jakby z zewnątrz.
- Co to było? - zapytała Anna.
- Nie mam pojęcia. - wyszłam na balkon, a ona za mną.
Pod murami nikogo nie było. Jednak usłyszałyśmy znajomy głos:
- EEEELSOOO! Wyjdźże do mnie ukochana!!
Anna spojrzała na mnie ze zdziwieniem.Wychyliłam się nieco. Nagle zobaczyłam jak z krzaków wyskakuje Jack z bukietem w ręku. Za nim wyskoczył Kristoff z ogromną bombonierkę w kształcie serca.
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA KOBIET!! - zawołali razem.
Spojrzałam na Annę. Przytulała Lenkę uśmiechając się od ucha do ucha.
- Co robiliście w krzakach? - krzyknęłam do Jack'a i Kristoff'a.
Przewrócili oczami z uśmiechem.
- Żartowałam! Chodźcie do nas!
Chwilę potem wszyscy siedliśmy na łóżku. Kristoff wziął Lenę na ręce, a Anna zabrała się za czekoladki z bombonierki. Jack objął mnie drugą ręką wkładając białe róże do wazonu na etażerce.
- I jak, dziewczyny? Podobała się niespodzianka? - zapytał Kristoff.
- Myślę, że o kimś zapomnieliście. - odrzekła Anna. - Lena też jest małą kobietką.
- Dobra, następnym razem coś dostanie. - powiedział Jack.
Wtuliłam się w niego z uśmiechem. Kątem oka zobaczyłam jak Kristoff unosi brwi i uśmiecha się do Jack'a.
- Wiecie co, my chyba pójdziemy świętować... w swojej sypialni. - powiedział.
- Nie ma sprawy. - odrzekł natychmiast Jack.
Wyszli razem z Leną. W drzwiach Anna mrugnęła do mnie z uśmiechem. Jack spojrzał na mnie. Uniosłam brwi. Kącik jego ust uniósł się lekko.
- No co? - uśmiechnęłam się.
- Nic, zupełnie nic. - odrzekł. - Zastanawiałem się jak sprawić, aby tegoroczny Dzień Kobiet był dla Ciebie wyjątkowy.
- Już taki jest. - powiedziałam.
- E tam. - Jack oparł się na rękach, kładąc je na łóżku z dwóch stron mojej głowy. Patrząc na mnie z góry kontynuował - Królowa potrzebuje trochę rozrywki.
Pocałował mnie mocno. Odwzajemniłam pocałunek. Domyślacie się pewnie, co było później.


- Elsa.

czwartek, 5 marca 2015

W końcu Kristoff!

Witajcie,
Dziś w nocy obudził mnie jeden z gwardzistów ze świecą w ręku.
- Wasza Wysokość, proszę o wybaczenie za budzenie w środku nocy... - ukłonił się. - ...ale pan Kristoff wrzeszczy od kilku godzin. Zachowuje się bardzo dziwnie. Prosimy, żeby królowa do niego zeszła.
Ubrałam szybko szlafrok i westchnęłam:
- Prowadź. - po chwili jednak dodałam - Chwila, pójdę tylko po Annę.
I pobiegłam ciemnym korytarzem do sypialni siostry.
- Aniu... - pogłaskałam ją po włosach. - Musimy zejść do Kristoff'a.
- Co..co..coś się stało? - ziewnęła siadając na łóżku.
- Podobno zachowuje się dziwnie. - wzruszyłam ramionami.
Anna kiwnęła głową, założyła trochę za duży szlafrok i poszła za mną z powrotem do gwardzisty. Kiedy zeszliśmy do lochów dało się słyszeć jęki Kristoff'a:
- Matko...co ja tu robię? Jakim prawem mnie tu wsadziliście?
Ania spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem. Po chwili podbiegła do krat z celi Kristoff'a.
- Anieneczko! Kwiatuszku mój najdroższy! - Kristoff wyciągnął do niej ręce.
- Kristoff! Już Ci przeszło! - Anna podskoczyła z radości. - Wypuśćcie go!
Gwardzista spojrzał na mnie. Kiwnęłam głową, a on otworzył celę Kristoff'a. Ten przytulił Annę mocno.
- Możecie mi wyjaśnić dlaczego się tu znalazłem? - zapytał. - Nic nie pamiętam! Zrobiłem coś złego?
- Nic nie pamiętasz? - zapytałam. - Zupełnie nic?
Pokręcił głową.
- To wszystko sprawka Mroka. - powiedziałam przypominając sobie jego ostatnie słowa.
- Co? - Anna podeszła do mnie. - Jak to?
Nie mówiłam jej o spotkaniu z Czarnym Panem w nocy. Nie chciałam jej martwić.
- Mrok przyszedł do mnie ostatnio. Mówił coś o Kristoff'ie. - odrzekłam.
- Czemu wcześniej nie...? - zaczęła Anna, ale przerwałam jej:
- Nieważne. Muszę iść do Jack'a.
I pobiegłam na górę.
- Jack? - odezwałam się cicho wchodząc do jego sypialni. Zobaczyłam jednak, że jego łóżko jest puste.
- Jack? Jesteś tu?
Nagle drzwi na taras otworzyły się i Jack wszedł do środka. Widząc mnie uśmiechnął się i zapytał:
- Coś się stało?
- Śpisz na balkonie? - zapytałam zapominając chwilowo o Mroku i Kristoff'ie.
Pokręcił głową z uśmiechem i podszedł do mnie.
- Mrok tu był. Gadał mi coś o tym, że mam dbać o bliskich blebleble. Znowu coś pewnie knuje. - powiedział po chwili. - Ale nie martw się nim.
I przytulił mnie do siebie.
- Jack... - odrzekłam. - U mnie też był. Ostatnio. I mówił dokładnie to samo.
- Chciał nas tylko przestraszyć. - odpowiedzieć bez zastanowienia Jack. - Nie możemy mu na to pozwolić.
Kiwnęłam głową.
- Tylko... - zaczęłam po chwili. - Chyba opętał Kristoff'a.Właśnie przestał się tak dziwnie zachowywać i mówi, że nic nie pamięta.
- Hm. - mruknął Jack. - Dziwne. Ale zajmiemy się tym jutro. Dobrze, że Kristoff'owi przynajmniej przeszło. A teraz... nie zamartwiaj się i chodź spać.
Wskazał na łóżko. Uniosłam brwi.
- Elso, no wiesz, naprawdę. Ja tylko mówię, żebyśmy poszli spać, a ty już od razu. - zaśmiał się Jack i pociągnął mnie na łóżko.
- Wcale nie! - zaśmiałam się po czym poszliśmy spać : )

- Elsa.

wtorek, 3 marca 2015

Powrót do zdrowia i próba rozmowy z Kristoff'em.

Witajcie,
Wczoraj rano Tamara uznała, że już nie jestem chora. Ucieszyłam się bardzo i pobiegłam do Anny i Leny. Kristoff niestety nadal siedzi w lochach. Z tego co mówią strażnicy, którzy pełnią tam warty, gdy tylko kogoś zobaczy zaczyna warczeć i biegnie na drugi koniec celi. Annie naprawdę jest smutno i zaproponowała nawet abyśmy spróbowały z nim porozmawiać.
- Nie wiem czy to bezpieczne. - odrzekłam. - Nie wiadomo co mu przyjdzie do głowy w takim stanie.
- No tak... ale tylko przez kraty. - powiedziała Anna. - Nie musimy tam wchodzić.
Westchnęłam.
- No dobrze. Ale weźmy Jack'a.
Ania uśmiechnęła się.
- Dobrze, dobrze. Wiem, że nie wytrzymujecie bez siebie sekundy.
- Wcale nie..! - zaczęłam, ale siostra wybuchła śmiechem.
- No dobra, idziemy? - zapytała gdy udało jej się uspokoić. - A właśnie, pójdę po kogoś żeby został z Lenką.
I wyszła. Po minucie wróciła z jedną z służących i Jack'iem.
- To teraz możemy iść. - mrugnęła do mnie.
Wyszliśmy na korytarz i zeszliśmy na dół, do lochów. Gdy tylko znaleźliśmy się w otoczeniu kamiennych murów, usłyszeliśmy ryk Kristoff'a:
- Zostawcie mnie wy głupielce!! Ja tu siedzę jak normalny dżentelmen, a wy na mnie wrzeszczycie!!
Anna pobiegła do niego pierwsza.
- Kristoff'ku! Kochanie moje! Co się z Tobą dzieje?
- Aniu! - zawołałam. - Nie podchodź do krat!
Kristoff spojrzał na mnie strasznym wzrokiem.
- A ta się zaś rządzi. Ja nie mogę... - i położył się na kamiennej posadzce.
Jack zmierzył go wściekłym wzrokiem. Chwyciłam go za rękę, żeby go uspokoić. Anna usiadła przy kracie do celi swojego męża i próbowała wyciągnąć do niego rękę.
- Kristoff'ku! - wołała. On jednak nie zwracał na nią uwagi.
- Mógłbyś chociaż odpowiedzieć. - warknął Jack.
- Nie słyszę, zasnąłem. - mruknął Kristoff i zaczął udawać, że chrapie.
Anna spuściła głowę i wstała.
- To chyba nie ma sensu. - powiedziała podchodząc do nas.
Przytuliłam ją do siebie.
- Nie wiem co mu się stało, Aniu, ale nie martw się. - powiedziałam. - Prędzej czy później wróci do normy. 
I wróciliśmy do swoich pokoi.
W nocy obudził mnie dziwny dźwięk. Wstałam i rozejrzałam się po ciemnym pokoju.
- Jack?
Odpowiedziała mi głucha cisza. Nagle przypomniałam sobie o Mroku. Jakoś w ogóle nie myślałam o nim ostatnio, przez Kristoff'a. Zobaczyłam kątem oka jakby coś przemknęło obok wyjścia na balkon. Wstałam szybko z łóżka i zapaliłam świecę. Nagle zobaczyłam chudego mężczyznę w czarnej szacie w kącie komnaty.
- No, no, królowo, w końcu mnie znalazłaś! - zaśmiał się. - Jakże miło się z Tobą bawi w chowanego.
- Po co tu przyszedłeś? - zapytałam powstrzymując drżenie głosu.
Zignorował moje pytanie i obszedł łóżko stając naprzeciw mnie.
- Jak tam Twój kochany szwagierek? - zapytał mrożącym krew w żyłach głosem. - Chyba nie czuje się za dobrze, co?
- To twoja sprawka? - wyrwało mi się dość głośno.
Zmarszczył czoło i znów nie odpowiedział.
- Tak sobie myślę... - zaczął po chwili. - Powinnaś bardziej dbać o bliskich. Naprawdę nie wiesz co się dzieje dookoła...
- Co? O czym ty...
- Och, królowo. - zaśmiał się i najzwyczajniej rozpłynął zostawiając po sobie czarny pył.
Usiadłam na łóżku i zrozpaczona wtuliłam się w poduszkę. O czym on mówił...?

 - Elsa. 

niedziela, 1 marca 2015

Miłe chwile nawet przy chorobie.

Witajcie,
Od kilku dni niestety leżę chora w łóżku. Anna jest dość smutna z powodu Kristoff'a więc chciała z Leną dotrzymywać mi towarzystwa.
- Hej, Elsuś! - zawołała dziś rano wchodząc do mojej sypialni.
- Hej. - odrzekłam z uśmiechem. Od kilku godzin siedziała przy mnie jedna z służących i wciskała mi wszelkie możliwe leki. Na widok Anny z córką na rękach skrzywiła się i burknęła:
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Królowa może Was zarazić.
Anna przewróciła oczami i gdy kobieta odwróciła się, pokazała jej język. Lena zaśmiała się i zamachała rączkami.
- Tamaro, możesz nas zostawić, nie umrę, naprawdę. - powiedziałam podnosząc się na łóżku.
- Mhm... - burknęła kobieta i wyszła.
Anna odetchnęła i usiadła z Leną na łóżku obok mnie.
- O boże... ale ona okropna, jak ty z nią wytrzymujesz?
- Naprawdę nie jest taka zła. - uśmiechnęłam się. - Tylko się troszczy.
- Tylko żeby nie przesadziła. - odrzekła Ania spoglądając na stos buteleczek i tabletek. - Przecież masz tylko gorączkę, czy cośtam.
Kiwnęłam głową. Nagle usłyszałam coś.
- Co to było?
- Co? - Anna rozejrzała się dokoła. - Nic nie słyszałam.
Usłyszałam to znowu. Ktoś pukał... w okno?
- Jack... - mruknęłam i wstałam z łóżka, po czym podeszłam do wyjścia na balkon.
- Co ty...? - zaczęła Anna.
Rozsunęłam zasłony i otworzyłam oszklone drzwi. Do środka wleciał Jack.
- Cześć śnieżynko. - pocałował mnie.
- Nie mogłeś wejść jak normalny człowiek? - oparłam ręce na biodrach.
- To by było nudne. - wzruszył ramionami i podszedł do Anny i Leny. - Heej maleńka.
Anna spojrzała na mnie unosząc brwi. Uśmiechnęłam się i wróciłam do łóżka.
- Podobno ktoś tu jest chory. - Jack pogłaskał mnie po policzku. - Przynieść Ci herbatę?
- A może wolisz czekoladę? - wyszczerzyła zęby Anna kołysząc Lenę w ramionach.
- Wydawało mi się, że choroba nie polega na zachciankach. - uśmiechnęłam się.
- Ale herbata jest dobra. - odrzekł Jack i wyleciał z pokoju.
Anna zaśmiała się.
- On chyba za wszelką cenę chce Ci się przypodobać.
- Ale po co? Przecież wie, że go kocham. - pokręciłam głową.
- Głupiutki Jacuś.
Chwilę potem Jack wrócił z tacą i porcelanowym czajniczkiem.
- Herbatka dla królowej. - położył ją na etażerce przy łóżku.
Nagle do środka wpadła Tamara.
- Dobrze, dobrze, proszę niech już wszyscy sobie idą. Królowa jest chora i musi odpoczywać. - podeszła do łóżka wymachując rękami.
- Ale ona dobrze się czuje! - powiedziała Anna. - My chcemy tylko z nią...
- Dobrze już, dobrze, ale musicie być cicho. I dać jej trochę przestrzeni. - wygoniła Jack'a i Annę z Leną z łóżka.
- Kochana, naprawdę to ty powinnaś odpocząć. - uśmiechnęłam się do służącej. - Pomagasz mi od kilku godzin bez przerwy. Prześpij się.
- No dobrze, jak królowa chce. - ukłoniła się i wyszła.
- Natrętna baba. - burknął Jack siadając przy mnie z powrotem.
Pokręciłam głową z uśmiechem. I tak spędzamy razem czas do tej pory.

- Elsa.

piątek, 27 lutego 2015

Kłótnie z Kristoff'em.

Witajcie,
Wybaczcie, że tak dawno nikt się nie odzywał, ale było tu trochę zamieszania. Kristoff na początek wpadł już w totalną furię, rzucając wszystkim co wpadło mu w ręce. Najpierw nie było to nic (bardzo) groźnego, ale gdy znudziła mu się szafa, polazł do kuchni. A tam znalazł ostre przedmioty.
- AAAAAAAAAAAA!!!!!!! - wrzeszczała Anka gdy razem uciekałyśmy przed nim korytarzem. - Musisz go zamrozić!!!
- Co?! Nigdy!!
Anna zatrzymała się i oparła się o ścianę.
- No..dobra. To zamknij go w lochach. Dla bezpieczeństwa. Do czasu aż mu przejdzie. - wydyszała.
Po chwili kiwnęłam głową. Akurat zza rogu wyszedł Kristoff uśmiechając się strasznie.
- Dobra, panienki. Dalej nie uciekniecie, pobawimy się w... zbijaka! - zaśmiał się.
- Kristoff'ie. - podeszłam do niego ostrożnie. - Przykro mi, że muszę to zrobić, ale... - z trudem odebrałam mu nóż. - ...muszę zamknąć Cię w lochach.
- Co?! - spojrzał na mnie jakby chciał mnie zabić. - Chyba kpisz paniusiu. Zejdź mi z drogi.
- Ejjejejejje!! - z drugiej strony nadleciał Jack.
- Miałeś pilnować Leny! - syknęła Anna. On tylko machnął ręką i podszedł o Kristoff'a:
- Przeproś królową za pyskowanie. - powiedział.
- Nie krzywdzę niepełnosprawnych, odsuń się lepiej. - prychnął Kristoff.
Jack podwinął rękawy z zaciętą miną.
- Jack! - krzyknęłam na niego i złapałam go za rękę. - Straże!
Po pięciu sekundach pojawili się dwaj gwardziści.
- Proszę zabrać pana Kristoff'a. - powiedziałam. Spojrzeli na siebie zdziwieni, ale po chwili ukłonili się i wykonali rozkaz.
- Eej, Elsa dlaczego mnie powstrzymałaś? Ja chciałem go tylko sprać, no.. - jęczał Jack gdy wracaliśmy wszyscy do pokoju żeby zająć się Leną.
- Jack. - westchnęłam. Nie mogąc znaleźć dobrych słów w głowie pocałowałam go w policzek.
Pokiwał głową ze szczęśliwą miną i stwierdził:
- Dobra, rozumiem.
- Hej, maleńka... - Anna podeszła do kołyski i wyjęła córkę. - Tatuś chyba źle się czuję, ale nie martw się, na pewno mu przejdzie.
Lena spojrzała na nią i ziewnęła. Jack uśmiechnął się i pociągnął mnie na kocyk pod ścianą.
- Te, nic tu nie będziecie robić, nie myślcie o tym... - Ania spojrzała na Jack'a znad sterty pieluszek.
- Ależ nie myślimy. - odrzekł. - Przynajmniej ja.. - dodał szturchając mnie delikatnie.
Pokręciłam głową i wstałam.
- Wszystko dobrze? - zapytał Jack i też wstał.
- Boli mnie głowa... chyba pójdę do siebie. - uśmiechnęłam się do Anny i wyszłam. Jack oczywiście poleciał za mną.
- Hej, Śnieżynko, zaczekaj! - zawołał.
Zatrzymałam się i przewróciłam oczami.
- Jack, naprawdę nie czuję się najlepiej i nie mam ochoty na rozmowy.
- No... ja wiem, ja wiem. Ale mówiłaś, że boli Cię głowa i no i wiesz, ja nie mogę Cię zostawić samej kiedy boli Cię głowa...no rozumiesz... Elsuniu, kochanie moje, nap...
- Muszę odpocząć. Chcesz to możesz leżeć obok, ale mnie nie budź. - weszłam do sypialni i położyłam się na łóżku.
Usiadł przy mnie i pogładził mnie po włosach. Wzięłam głęboki oddech i ściągnęłam szlafrok. Jack delikatnie przykrył mnie kołdrą i pocałował.
Następne kilka dni spędziłam pomagając Annie, ale niestety nie czułam się za dobrze. Kristoff dalej szalał w celi więc o wypuszczeniu go nie było mowy. Wczoraj Jack prawie siłą przyniósł mnie do pokoju i położył w łóżku.
- I tu będziesz leżeć. - powiedział i zaczął chodzić przed łóżkiem jak gwardzista na warcie.
- To był rozkaz? - zapytałam.
- Widzę, że źle się czujesz, a to oznacza, że musisz odpoczywać. - odrzekł Jack. - I nie uciekaj nigdzie, bo przywiążę Cię do łóżka. - uśmiechnął się pod nosem.
- Nie mam tego w planach... - westchnęłam i zamknęłam oczy.

- Elsa. 

poniedziałek, 23 lutego 2015

Razem damy radę.

Witajcie,
Kristoff'owi dalej nie przeszło dziwne zachowanie. Przeważnie w ciągu ostatnich dni siedział w pokoju i do nikogo się nie odzywał.
- Nie mam pojęcia co w niego wystąpiło. - powiedziała Anna kołysząc w ramionach Lenę gdy wczoraj wieczorem siedziałyśmy w mojej sypialni. - Nigdy się tak nie zachowywał. Przecież... nie stało się nic. Chyba...
- Nigdy nie wiadomo. - odrzekłam. - A co jeśli to ma jakiś związek z Mrokiem?
- Nawet nie przyszło mi to do głowy! - zawołała Ania. - Ale to chyba bardzo prawdopodobne...
Spuściła głowę i pogłaskała Lenę.
- Nie martw się. - położyłam jej dłoń na ramieniu. - Na pewno mu przejdzie. Będzie dobrze.
Uśmiechnęła się słabo. Nagle do pokoju wparował Jack.
- Jack? Co jest... - zaczęłam,  ale przerwał mi:
- Kristoff chyba oszalał. Wszedłem na chwilę do niego, chciałem spytać czy czuje się lepiej, a on zaczął się na mnie wydzierać i rzucać wszystkim co miał w zasięgu.
- Muszę go uspokoić. - powiedziała Anna i podała mi Lenę.
- Lepiej ubierz jakąś zbroję czy co... - odezwał się Jack, ale Ania natychmiast wyszła.
- Chociarz... spoko, jej nic nie zrobi. - dodał po chwili i usiadł obok mnie.
Siedzieliśmy chwilę w milczeniu gdy nagle usłyszeliśmy z pokoju obok huk. Spojrzałam na Jack'a z niepokojem.
- Zaczekaj tu z Leną, a ja sprawdzę czy jeszcze żyją. - powiedział i wybiegł.
Po chwili wrócił z Anną.
- Nic Ci nie jest, Aniu? - podeszłam do niej.
Wzięła ode mnie Lenę i powiedziała:
- Ależ nic mi nie jest, po prostu Kristoff rzucił szafą.
- Co?!
- Chyba się trochę wkurzył...
- Trochę... - mruknął Jack. - Kto normalny rzuca szafami jak się wkurza? Mówię Wam, Mrok maczał w tym swoje ochydne paluchy.
Kiwnęłam głową.
- Biedny Kristoff... - jęknęła Anna. - Musimy wypędzić tego Mroka z Arendelle.
- Dokładnie. - odrzekł Jack.
- To może być trudne... - westchnęłam.
- Tak. - Jack chwycił mnie za rękę. - Nawet bardzo. Ale razem damy radę.
Uśmiechnęłam się. Jack ma rację,  razem damy radę ze wszystkim.

- Elsa.

piątek, 20 lutego 2015

Dziwne zachowanie Kristoff'a.

Witajcie,
Gdy wczoraj wszyscy siedzieliśmy przy kolacji (jedna z służących zajmowała się Leną) z Kristoff'em zaczęło się dziać coś dziwnego. Kolacja zaczęła się raczej normalnie:
- Mmm, wcho-cu mochę jeszcz to me-cho! Pycha! - powiedziała Anna z pełnymi ustami.
- Kultury trochę! - kopnęłam ją pod stołem.
- Oj, Elsa... - przełknęła i kontynuowała - Mówię tylko, że w końcu mogę jeść to mięso! Przecież jak byłam w ciąży to powiedziałaś...
- Dobrze, dobrze. - przerwałam jej.
 Kristoff zmarszczył brwi i mruknął.
- Coś nie tak, kochanie? - Ania położyła mu dłoń na ręce. On tylko spojrzał na nią kamiennym wzrokiem. - Wszystko dobrze?
Mruknął i pokręcił głową.
- Jak nie chce, to niech nie mówi. - przewrócił oczami Jack.
Kristoff zmierzył go wściekłym wzrokiem.
- Chyba źle się czujesz, Kristoffku. Idź już do sypialni. - Anna mrugnęła do niego.
Bez słowa wstał i wyszedł.
- Co mu się stało? - zapytałam.
- Nie mam pojęcia. - odrzekła Ania. - Spróbuję poprawić mu humor. - wstała i uśmiechnęła się do nas. - Bądźcie grzeczni.
- Jaasne... - mruknął Jack, po czym Anka wyszła.


-Elsa.