środa, 18 marca 2015

Straszliwe koszmary powracają...

Witajcie,
Wczoraj Anna przybiegła do mnie zapłakana.
- Ja tak nie mogę, Elso! - krzyknęła wtulając się we mnie. - Nie mogę bez niego żyć, spać, jeść! Nie mogę!
- Mówisz o Kristoff'ie? - pogładziłam ją po włosach. - Nie płacz, Mrok da mu kiedyś...
- Kiedyś! - przerwała mi. - Kiedyś! A ja potrzebuję go cały czas! W nocy idę do niego z kocem i... i będę tam spała.
- Pod celą?
- Tak. Chcę być przy nim nawet jeśli on tylko na mnie warczy. - odrzekła stanowczo.
Zmarszczyłam brwi.
- A co z Leną? Chyba nie powinna sama zostawać na noc? - zapytałam.
- Właśnie... chciałam Cię poprosić czy byś nie mogła się dzisiaj przespać u niej w pokoiku. Jest tam ta ładna sofa, weźmiesz sobie kołdrę... albo jak chcesz możesz spać w naszym łóżku, to tuż obok. - uśmiechnęła się Ania.
- Nie ma sprawy. - przytuliłam ją. - A co jak będzie trzeba ją nakarmić?
Anna zamyśliła się.
- Zazwyczaj domaga się karmienia dopiero rano, ale jakby co to chyba będziesz musiała ją do mnie przynieść.
Kiwnęłam głową.
- Możesz wziąć ze sobą Jack'a, może będzie wam weselej. - mrugnęła do mnie.
- Dobrze, dobrze. - ucięłam. - O której mam do niej iść?
- O dwudziestej. Dziękuję, Elsuś.
Uśmiechnęłam się. Wieczorem przebrałam się w koszulę nocną, narzuciłam szlafrok, wzięłam kołdrę i... w drzwiach wpadłam na Jack'a.
- Gdzie się wybierasz, Śnieżynko? Pod namiot, czy co? - uśmiechnął się.
- Muszę w nocy przypilnować Leny, Anna poszła do Kristoff'a. - odrzekłam mijając go i wychodząc na korytarz.
- Na pewno to bezpieczne? - skierował się za mną.
- Nie będzie do niego wchodzić.
- Może pójdę z Tobą, co? Samej będzie Ci smutno.
- Dobrze, chodź. - przewróciłam oczami z uśmiechem.
Weszliśmy do małej komnaty Leny. Odłożyłam kołdrę na sofę i wyjęłam siostrzenicę z kołyski.
- Musimy ją najpierw uśpić. Może jej pośpiewasz? - uśmiechnęłam się do niego.
Kiwnął głową i zaczął śpiewać kolejną, cudowną kołysankę, którą sam wymyślił. W końcu mała zasnęła. Odłożyliśmy ją delikatnie i usiedliśmy na sofie.
- Łatwo poszło. - odetchnął Jack obejmując mnie ramieniem. - Teraz mamy całą noc...
- Nie zaczynaj. - przerwałam mu.
- Co nie zaczynaj? - zaśmiał się. - Ja tylko mówię o nocy, a Ty już! Oj, Elsuś, Elsuś.
Pocałował mnie w policzek.
- Wiesz, chyba powinienem się przebrać. Będziemy spać na tej sofie? - zapytał.
Kiwnęłam głową.
- Nie chcę oddalać się od Leny.
- Dobrze. To ja lecę przywdziać strażnicze bokserki. - wyleciał z pokoju.
Położyłam się na sofie i przymknęłam oczy.
Znalazłam się w ciemnym pokoju. Nagle usłyszałam za sobą złośliwy śmiech. Odwróciłam się, ale nikogo tam nie było.
- Mrok?! - krzyknęłam.
- Królowo! Nie spodziewałem się czegoś takiego! - usłyszałam.
- O czym ty mówisz...?
- Nie potrafisz zrobić jednej rzeczy dla siostry! Miałaś pilnować jej córki.
Usłyszałam płacz dziecka.
- Co ty jej zrobiłeś?! - krzyknęłam załamującym się głosem.
- Nie... co TY jej zrobiłaś....
Obudziłam się z krzykiem. Siedział przy mnie Jack wpatrując się we mnie zatroskanym wzrokiem.
- Miałaś koszmar? - położył chłodną dłoń na moim policzku.
- Och, Jack, on był okropny! - oczy napełniły mi się łzami. - Gdzie jest Lena?
- Śpi spokojnie. - odrzekł Jack. - Nie masz się czym przejmować, śnieżynko. Jest bezpieczna. - przytulił mnie mocno do siebie.


- Elsa.

niedziela, 15 marca 2015

To już przekracza wszelkie granice.

Witajcie,
Ostatnio znowu musieliśmy umieścić Kristoff'a w celi. Nie mieliśmy innego wyboru. Rzucał wazonami, krzesłami i w końcu szafami. Kiedy Anna próbowała go uspokajać warczał tylko:
- Nie mam ochoty z Tobą gadać.
I tak dla niej był najbardziej łaskawy. W piątek na przykład prawie pozbawił życia Jack'a rzucając w niego ozdobną, rycerską zbroją.
- Dobra, dobra! Nie jesteś naburmuszony! - krzyknął Jack chowając się za sofą.
- Natychmiast przestańcie! - podeszłam do Kristoff'a. - Uspokój się, bo będziemy musieli zamknąć cię...
Kristoff odepchnął mnie i pobiegł na dwór.
- Jesteś cała? - Jack podbiegł do mnie.
- To ja powinnam Cię o to spytać. - odrzekłam. - Mało co Cię nie zabił!
- Mnie się tak szybko nie da rozwalić. - przytulił mnie do siebie.
Nagle usłyszeliśmy drwiący głos:
- Ooch, jak uroczo, zaraz się wzruszę. Frost! No ładnie!
- Mrok! Wyłaź z...mroku...! - zawołał Jack w stronę ciemnego korytarza.
Wyszedł z niego Czarny Pan ze strasznym uśmiechem na twarzy.
- Co zrobiłeś Kristoff'owi? - zrobiłam krok do przodu.
Przewrócił oczami.
- Ależ nic! Niby po cóż miałbym się interesować Twoim przygłupim szwagierkiem?
- Nie zachowywałby się tak gdyby nic mu nie było. - powiedziałam chłodnym tonem.
Pokręcił głową i podszedł do mnie.
- Odważna i szlachetna królowo... - przejechał szarą dłonią po moim policzku. - Jesteś bardzo głupiutka, naprawdę nie znasz Czarnego Pana.
- Ale ja znam. - Jack stanął przed nim. - I wiem, że coś knujesz.
Mrok zaśmiał się strasznie.
- Myślcie dalej, gołąbeczki! - powiedział i zniknął.
- Jeszcze raz tu przylezie, a i tak niczego się nie dowiemy to go zabiję... - westchnął Jack.
- Pomogę Ci... - przytuliłam go.
Nagle usłyszeliśmy ryk z dworu, i krzyk jakiejś kobiety.
- Kristoff! - krzyknęliśmy jednocześnie i pobiegliśmy na zewnątrz.
Po chwili zobaczyliśmy Kristoff'a goniącego jedną z służących.
- Królowo! Pomocy, proszę!! - krzyknęła.
Razem z Jack'iem podbiegliśmy do Kristoff'a i razem jakimś cudem go zatrzymaliśmy.
- Puszczać mnie..! - warczał.
- Straże! - zawołałam.
Po kilku sekundach podbiegło czterech strażników.
- Proszę wziąć tego dżentelmena do celi. - rozkazałam pokazując na Kristoff'a. Mężczyźni kiwnęli głowami i zabrali Kristoff'a do pałacu. Dalej przerażona służąca podbiegła do mnie.
- Dziękuję, dziękuję Wasza Wysokość. - ukłoniła się.
- Nie dziękuj, kochana. - powiedziałam. - Wracaj do pałacu.
- Chwila. - Jack podszedł do nas. - Jakim cudem on w ogóle panią gonił?
- No... - zaczęła kobieta. - Szłam sobie spokojnie, a on nagle leci na mnie z rykiem, to zaczęłam uciekać.
Jack kiwnął głową.
- Może pani już iść. - westchnął.
Służąca ukłoniła się i odeszła.
- To już przekracza wszelkie granice. - odwróciłam się do Jack'a.
- Wiem. Ale co możemy zrobić?
- Nic... - odrzekłam. - Mam nadzieję, że na razie.
- Ja też. - powiedział i pocałował mnie.

- Elsa.

środa, 11 marca 2015

Co on wygaduje?

Witajcie,
Dziś Kristoff znowu zaczął się dziwnie zachowywać.
- O matko... - burknął gdy jedliśmy śniadanie. - Dzisiaj znowu czeka mnie niańczenie tego bachora dwadzieścia cztery godziny na dobę?
- Kristoff! - Anna trzepnęła go w ramię. - Jak możesz tak mówić? To Twoja córka!
- A propo... - odrzekł. - Ostatnio trochę nad tym myślałem.
- I co mądrego wymyśliłeś...? - zapytał Jack z drwiącym uśmiechem.
- Że bachor może wcale nie jest mój! - warknął Kristoff.
- Co?! - krzyknęłam jednocześnie z Anną.
- A niby kogo? - powiedziała Ania. - Jack'a? Elsy? Świętego Mikołaja?!
- A skąd mam wiedzieć. - burknął. - Może Hansa?
Anna chciała chyba uderzyć go w twarz, więc złapałam ją za rękę i pokręciłam głową.
- Kristoff'ku, idź lepiej się prześpij, bo chyba jesteś zmęczony. - powiedział Jack.
Kristoff zmierzył go wściekłym spojrzeniem i odszedł. Jakąś godzinę temu ktoś zapukał do mojej komnaty.
- Ee... w czym mogę pomóc? - zapytałam widząc za drzwiami szwagra.
Zmierzył mnie wzrokiem i zaczął groźnym tonem:
- Słuchaj wiedźmo. Masz mi zaraz znaleźć sposób, żeby pozbyć się tego dzieciaka.
- Co?! Kristoff, ocknij się! To Twoja córka, co ty w ogóle wygadujesz?! - krzyknęłam.
- Nie wrzeszcz na mnie. Nie mam jakoś nastroju do pieluszek i tego typu spraw. Rozumiesz? Ten bachor mnie ogranicza. Dlatego ma zniknąć z mojego życia.
- Nie wiem co Ci jest, ale zamknij się lepiej w pokoju dopóki Ci nie przejdzie. - popchnęłam go lekko na korytarz. - I przestań tak mówić o swojej córce!
Zatrzasnęłam drzwi i odetchnęłam z ulgą. Co on w ogóle gadał? Tylko jedna osoba może tak zmieniać ludzi. Mrok. Tylko po co to zrobił i co knuje?
Puk puk puk puk puk.
- Kristoff jeśli tu znowu ty, to wiedz, że nie zamierzam... - zaczęłam i otworzyłam drzwi. Stał za nimi Jack uśmiechając się. - Och, przepraszam. Myślałam, że to Kris...
- Spodziewałaś się go? - Jack skrzywił się.
- Nie, Jack! Ciebie też coś opętało? - jęknęłam.
On jednak podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.
- Nic mnie nie opętało, Śnieżynko. Żartuję.
Usiadłam na łóżku.
- Wiesz co on mi tu wygadywał? - zapytałam.
- Wiem, wszystko słyszałem. - odrzekł siadając przy mnie. - To musi być sprawka Mroka. Nie da się tak zmienić z dnia na dzień.
- Wiem... Tylko co Mrok ma do Kristoff'a?
Jack wzruszył ramionami.
- Cierpliwości... - westchnął. - Czarny Pan na pewno nie da nam się nudzić...

- Elsa.

niedziela, 8 marca 2015

Dzień Kobiet!

Witajcie,
Dziś rano obudził mnie płacz Leny. Przetarłam oczy i zobaczyłam Annę siedzącą na krześle tyłem do mnie, z Leną na rękach.
- Ciii, Lenuś. Musimy poczekać aż ciocia się obudzi... - szepnęła Ania.
Odchrząknęłam. Odwróciła się i uśmiechnęła od ucha do ucha podchodząc.
- Obudziłyśmy Cię? - usiadła.
- Nie, nie. - odrzekłam. - Ale co tu robicie?
- To dość dziwna sprawa. - zaczęła Anna. - Wyobraź sobie, obudziłam się nad ranem, a obok mnie nie było Kristoff'a. Pomyślałam, że polazł gdzieś z Jack'iem. No i chyba miałam rację, bo jego nigdzie też nie było. No więc potem wzięłam Lenę i przyszłam Ci to powiedzieć. Ale spałaś tak słodko, że nie chciałam Cię budzić.
Uśmiechnęłam się.
- Ciekawe gdzie oni znowu poleźli. - westchnęłam i wyszłam z łóżka.
Nagle usłyszałyśmy dziwny dźwięk jakby z zewnątrz.
- Co to było? - zapytała Anna.
- Nie mam pojęcia. - wyszłam na balkon, a ona za mną.
Pod murami nikogo nie było. Jednak usłyszałyśmy znajomy głos:
- EEEELSOOO! Wyjdźże do mnie ukochana!!
Anna spojrzała na mnie ze zdziwieniem.Wychyliłam się nieco. Nagle zobaczyłam jak z krzaków wyskakuje Jack z bukietem w ręku. Za nim wyskoczył Kristoff z ogromną bombonierkę w kształcie serca.
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA KOBIET!! - zawołali razem.
Spojrzałam na Annę. Przytulała Lenkę uśmiechając się od ucha do ucha.
- Co robiliście w krzakach? - krzyknęłam do Jack'a i Kristoff'a.
Przewrócili oczami z uśmiechem.
- Żartowałam! Chodźcie do nas!
Chwilę potem wszyscy siedliśmy na łóżku. Kristoff wziął Lenę na ręce, a Anna zabrała się za czekoladki z bombonierki. Jack objął mnie drugą ręką wkładając białe róże do wazonu na etażerce.
- I jak, dziewczyny? Podobała się niespodzianka? - zapytał Kristoff.
- Myślę, że o kimś zapomnieliście. - odrzekła Anna. - Lena też jest małą kobietką.
- Dobra, następnym razem coś dostanie. - powiedział Jack.
Wtuliłam się w niego z uśmiechem. Kątem oka zobaczyłam jak Kristoff unosi brwi i uśmiecha się do Jack'a.
- Wiecie co, my chyba pójdziemy świętować... w swojej sypialni. - powiedział.
- Nie ma sprawy. - odrzekł natychmiast Jack.
Wyszli razem z Leną. W drzwiach Anna mrugnęła do mnie z uśmiechem. Jack spojrzał na mnie. Uniosłam brwi. Kącik jego ust uniósł się lekko.
- No co? - uśmiechnęłam się.
- Nic, zupełnie nic. - odrzekł. - Zastanawiałem się jak sprawić, aby tegoroczny Dzień Kobiet był dla Ciebie wyjątkowy.
- Już taki jest. - powiedziałam.
- E tam. - Jack oparł się na rękach, kładąc je na łóżku z dwóch stron mojej głowy. Patrząc na mnie z góry kontynuował - Królowa potrzebuje trochę rozrywki.
Pocałował mnie mocno. Odwzajemniłam pocałunek. Domyślacie się pewnie, co było później.


- Elsa.

czwartek, 5 marca 2015

W końcu Kristoff!

Witajcie,
Dziś w nocy obudził mnie jeden z gwardzistów ze świecą w ręku.
- Wasza Wysokość, proszę o wybaczenie za budzenie w środku nocy... - ukłonił się. - ...ale pan Kristoff wrzeszczy od kilku godzin. Zachowuje się bardzo dziwnie. Prosimy, żeby królowa do niego zeszła.
Ubrałam szybko szlafrok i westchnęłam:
- Prowadź. - po chwili jednak dodałam - Chwila, pójdę tylko po Annę.
I pobiegłam ciemnym korytarzem do sypialni siostry.
- Aniu... - pogłaskałam ją po włosach. - Musimy zejść do Kristoff'a.
- Co..co..coś się stało? - ziewnęła siadając na łóżku.
- Podobno zachowuje się dziwnie. - wzruszyłam ramionami.
Anna kiwnęła głową, założyła trochę za duży szlafrok i poszła za mną z powrotem do gwardzisty. Kiedy zeszliśmy do lochów dało się słyszeć jęki Kristoff'a:
- Matko...co ja tu robię? Jakim prawem mnie tu wsadziliście?
Ania spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem. Po chwili podbiegła do krat z celi Kristoff'a.
- Anieneczko! Kwiatuszku mój najdroższy! - Kristoff wyciągnął do niej ręce.
- Kristoff! Już Ci przeszło! - Anna podskoczyła z radości. - Wypuśćcie go!
Gwardzista spojrzał na mnie. Kiwnęłam głową, a on otworzył celę Kristoff'a. Ten przytulił Annę mocno.
- Możecie mi wyjaśnić dlaczego się tu znalazłem? - zapytał. - Nic nie pamiętam! Zrobiłem coś złego?
- Nic nie pamiętasz? - zapytałam. - Zupełnie nic?
Pokręcił głową.
- To wszystko sprawka Mroka. - powiedziałam przypominając sobie jego ostatnie słowa.
- Co? - Anna podeszła do mnie. - Jak to?
Nie mówiłam jej o spotkaniu z Czarnym Panem w nocy. Nie chciałam jej martwić.
- Mrok przyszedł do mnie ostatnio. Mówił coś o Kristoff'ie. - odrzekłam.
- Czemu wcześniej nie...? - zaczęła Anna, ale przerwałam jej:
- Nieważne. Muszę iść do Jack'a.
I pobiegłam na górę.
- Jack? - odezwałam się cicho wchodząc do jego sypialni. Zobaczyłam jednak, że jego łóżko jest puste.
- Jack? Jesteś tu?
Nagle drzwi na taras otworzyły się i Jack wszedł do środka. Widząc mnie uśmiechnął się i zapytał:
- Coś się stało?
- Śpisz na balkonie? - zapytałam zapominając chwilowo o Mroku i Kristoff'ie.
Pokręcił głową z uśmiechem i podszedł do mnie.
- Mrok tu był. Gadał mi coś o tym, że mam dbać o bliskich blebleble. Znowu coś pewnie knuje. - powiedział po chwili. - Ale nie martw się nim.
I przytulił mnie do siebie.
- Jack... - odrzekłam. - U mnie też był. Ostatnio. I mówił dokładnie to samo.
- Chciał nas tylko przestraszyć. - odpowiedzieć bez zastanowienia Jack. - Nie możemy mu na to pozwolić.
Kiwnęłam głową.
- Tylko... - zaczęłam po chwili. - Chyba opętał Kristoff'a.Właśnie przestał się tak dziwnie zachowywać i mówi, że nic nie pamięta.
- Hm. - mruknął Jack. - Dziwne. Ale zajmiemy się tym jutro. Dobrze, że Kristoff'owi przynajmniej przeszło. A teraz... nie zamartwiaj się i chodź spać.
Wskazał na łóżko. Uniosłam brwi.
- Elso, no wiesz, naprawdę. Ja tylko mówię, żebyśmy poszli spać, a ty już od razu. - zaśmiał się Jack i pociągnął mnie na łóżko.
- Wcale nie! - zaśmiałam się po czym poszliśmy spać : )

- Elsa.

wtorek, 3 marca 2015

Powrót do zdrowia i próba rozmowy z Kristoff'em.

Witajcie,
Wczoraj rano Tamara uznała, że już nie jestem chora. Ucieszyłam się bardzo i pobiegłam do Anny i Leny. Kristoff niestety nadal siedzi w lochach. Z tego co mówią strażnicy, którzy pełnią tam warty, gdy tylko kogoś zobaczy zaczyna warczeć i biegnie na drugi koniec celi. Annie naprawdę jest smutno i zaproponowała nawet abyśmy spróbowały z nim porozmawiać.
- Nie wiem czy to bezpieczne. - odrzekłam. - Nie wiadomo co mu przyjdzie do głowy w takim stanie.
- No tak... ale tylko przez kraty. - powiedziała Anna. - Nie musimy tam wchodzić.
Westchnęłam.
- No dobrze. Ale weźmy Jack'a.
Ania uśmiechnęła się.
- Dobrze, dobrze. Wiem, że nie wytrzymujecie bez siebie sekundy.
- Wcale nie..! - zaczęłam, ale siostra wybuchła śmiechem.
- No dobra, idziemy? - zapytała gdy udało jej się uspokoić. - A właśnie, pójdę po kogoś żeby został z Lenką.
I wyszła. Po minucie wróciła z jedną z służących i Jack'iem.
- To teraz możemy iść. - mrugnęła do mnie.
Wyszliśmy na korytarz i zeszliśmy na dół, do lochów. Gdy tylko znaleźliśmy się w otoczeniu kamiennych murów, usłyszeliśmy ryk Kristoff'a:
- Zostawcie mnie wy głupielce!! Ja tu siedzę jak normalny dżentelmen, a wy na mnie wrzeszczycie!!
Anna pobiegła do niego pierwsza.
- Kristoff'ku! Kochanie moje! Co się z Tobą dzieje?
- Aniu! - zawołałam. - Nie podchodź do krat!
Kristoff spojrzał na mnie strasznym wzrokiem.
- A ta się zaś rządzi. Ja nie mogę... - i położył się na kamiennej posadzce.
Jack zmierzył go wściekłym wzrokiem. Chwyciłam go za rękę, żeby go uspokoić. Anna usiadła przy kracie do celi swojego męża i próbowała wyciągnąć do niego rękę.
- Kristoff'ku! - wołała. On jednak nie zwracał na nią uwagi.
- Mógłbyś chociaż odpowiedzieć. - warknął Jack.
- Nie słyszę, zasnąłem. - mruknął Kristoff i zaczął udawać, że chrapie.
Anna spuściła głowę i wstała.
- To chyba nie ma sensu. - powiedziała podchodząc do nas.
Przytuliłam ją do siebie.
- Nie wiem co mu się stało, Aniu, ale nie martw się. - powiedziałam. - Prędzej czy później wróci do normy. 
I wróciliśmy do swoich pokoi.
W nocy obudził mnie dziwny dźwięk. Wstałam i rozejrzałam się po ciemnym pokoju.
- Jack?
Odpowiedziała mi głucha cisza. Nagle przypomniałam sobie o Mroku. Jakoś w ogóle nie myślałam o nim ostatnio, przez Kristoff'a. Zobaczyłam kątem oka jakby coś przemknęło obok wyjścia na balkon. Wstałam szybko z łóżka i zapaliłam świecę. Nagle zobaczyłam chudego mężczyznę w czarnej szacie w kącie komnaty.
- No, no, królowo, w końcu mnie znalazłaś! - zaśmiał się. - Jakże miło się z Tobą bawi w chowanego.
- Po co tu przyszedłeś? - zapytałam powstrzymując drżenie głosu.
Zignorował moje pytanie i obszedł łóżko stając naprzeciw mnie.
- Jak tam Twój kochany szwagierek? - zapytał mrożącym krew w żyłach głosem. - Chyba nie czuje się za dobrze, co?
- To twoja sprawka? - wyrwało mi się dość głośno.
Zmarszczył czoło i znów nie odpowiedział.
- Tak sobie myślę... - zaczął po chwili. - Powinnaś bardziej dbać o bliskich. Naprawdę nie wiesz co się dzieje dookoła...
- Co? O czym ty...
- Och, królowo. - zaśmiał się i najzwyczajniej rozpłynął zostawiając po sobie czarny pył.
Usiadłam na łóżku i zrozpaczona wtuliłam się w poduszkę. O czym on mówił...?

 - Elsa. 

niedziela, 1 marca 2015

Miłe chwile nawet przy chorobie.

Witajcie,
Od kilku dni niestety leżę chora w łóżku. Anna jest dość smutna z powodu Kristoff'a więc chciała z Leną dotrzymywać mi towarzystwa.
- Hej, Elsuś! - zawołała dziś rano wchodząc do mojej sypialni.
- Hej. - odrzekłam z uśmiechem. Od kilku godzin siedziała przy mnie jedna z służących i wciskała mi wszelkie możliwe leki. Na widok Anny z córką na rękach skrzywiła się i burknęła:
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Królowa może Was zarazić.
Anna przewróciła oczami i gdy kobieta odwróciła się, pokazała jej język. Lena zaśmiała się i zamachała rączkami.
- Tamaro, możesz nas zostawić, nie umrę, naprawdę. - powiedziałam podnosząc się na łóżku.
- Mhm... - burknęła kobieta i wyszła.
Anna odetchnęła i usiadła z Leną na łóżku obok mnie.
- O boże... ale ona okropna, jak ty z nią wytrzymujesz?
- Naprawdę nie jest taka zła. - uśmiechnęłam się. - Tylko się troszczy.
- Tylko żeby nie przesadziła. - odrzekła Ania spoglądając na stos buteleczek i tabletek. - Przecież masz tylko gorączkę, czy cośtam.
Kiwnęłam głową. Nagle usłyszałam coś.
- Co to było?
- Co? - Anna rozejrzała się dokoła. - Nic nie słyszałam.
Usłyszałam to znowu. Ktoś pukał... w okno?
- Jack... - mruknęłam i wstałam z łóżka, po czym podeszłam do wyjścia na balkon.
- Co ty...? - zaczęła Anna.
Rozsunęłam zasłony i otworzyłam oszklone drzwi. Do środka wleciał Jack.
- Cześć śnieżynko. - pocałował mnie.
- Nie mogłeś wejść jak normalny człowiek? - oparłam ręce na biodrach.
- To by było nudne. - wzruszył ramionami i podszedł do Anny i Leny. - Heej maleńka.
Anna spojrzała na mnie unosząc brwi. Uśmiechnęłam się i wróciłam do łóżka.
- Podobno ktoś tu jest chory. - Jack pogłaskał mnie po policzku. - Przynieść Ci herbatę?
- A może wolisz czekoladę? - wyszczerzyła zęby Anna kołysząc Lenę w ramionach.
- Wydawało mi się, że choroba nie polega na zachciankach. - uśmiechnęłam się.
- Ale herbata jest dobra. - odrzekł Jack i wyleciał z pokoju.
Anna zaśmiała się.
- On chyba za wszelką cenę chce Ci się przypodobać.
- Ale po co? Przecież wie, że go kocham. - pokręciłam głową.
- Głupiutki Jacuś.
Chwilę potem Jack wrócił z tacą i porcelanowym czajniczkiem.
- Herbatka dla królowej. - położył ją na etażerce przy łóżku.
Nagle do środka wpadła Tamara.
- Dobrze, dobrze, proszę niech już wszyscy sobie idą. Królowa jest chora i musi odpoczywać. - podeszła do łóżka wymachując rękami.
- Ale ona dobrze się czuje! - powiedziała Anna. - My chcemy tylko z nią...
- Dobrze już, dobrze, ale musicie być cicho. I dać jej trochę przestrzeni. - wygoniła Jack'a i Annę z Leną z łóżka.
- Kochana, naprawdę to ty powinnaś odpocząć. - uśmiechnęłam się do służącej. - Pomagasz mi od kilku godzin bez przerwy. Prześpij się.
- No dobrze, jak królowa chce. - ukłoniła się i wyszła.
- Natrętna baba. - burknął Jack siadając przy mnie z powrotem.
Pokręciłam głową z uśmiechem. I tak spędzamy razem czas do tej pory.

- Elsa.