Witajcie,
Wczoraj wieczorem siedziałam z Anną i Leną na łóżku. Zastanawiałam się czy powiedzieć jej o przemyśleniach na temat ślubu.
- Anno... - zaczęłam w końcu.
- Słucham, Elsuś. - uśmiechnęła się.
- Wiesz... ostatnio pomyślałam, że... cóż, ja i Jack... jesteśmy narzeczonymi...
- Wiem. - przerwała Ania. - I chcecie wziąć ślub.
Kiwnęłam głową i westchnęłam.
- Ale to nie takie proste...
- Oczywiście. - powiedziała siostra poprawiając Lenie kołnierzyk w sukience. - Najpierw trzeba ogłosić wszystko poddanym, napisać miliard zaproszeń, unieszkodliwić Roszpunkę, zająć się sprawami koronacji Jack'a, ale przed tym wszystkim.... trzeba się wyluzować!
- To znaczy? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Wieczór Panieński!!! - zawołała Anna. - Ja go nie miałam, bo o wszystkim zapomnieliśmy zajmując się przygotowaniami. - Ale królowa musi mieć! I Jack'owi też należy się porządny Wieczór Kawalerski, nie uważasz?
- Przyznam, że o tym nie myślałam... - powiedziałam.
Anna uśmiechnęła się.
- Pogadaj z Jack'iem. - mrugnęła i popchnęła mnie lekko w stronę drzwi.
Wyszłam na korytarz i nagle Jack wyleciał zza zakrętu.
- Hej, Elso. - pocałował mnie.
- Hej... - westchnęłam. - Możemy porozmawiać?
- Oczywiście. - pociągnął mnie do swojego pokoju i usiedliśmy na łóżku. - Więc?
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam:
- Jack, to bardzo ważna sprawa. Jeśli weźmiemy ślub... jestem królową, a to oznacza, że Ty zostałbyś królem.
Jack podrapał się po głowie i wyszczerzył zęby.
- Mi to pasuje. - powiedział.
- To nie takie proste jak Ci się wydaje. Będziesz miał mnóstwo obowiązków tak jak ja. - powiedziałam poważnym tonem.
- Oj, śnieżynko, przesadzasz. - pogłaskał mnie po głowie. - Razem damy radę.
- No dobrze. Zaufam Ci. - westchnęłam. - A teraz inna sprawa - Anna namawia mnie na zorganizowanie Wieczora Panieńskiego i Kawalerskiego.
- Łuhuu! - wzbił się w powietrze i wywinął koziołka. - Jestem za!
- Ale pomożesz mi w organizacji? W wysyłaniu zaproszeń i... - zaczęłam z przejęciem, ale Jack usiadł z powrotem i przytulił mnie do siebie.
- Elso, najważniejsze jest to, że w końcu będziemy małżeństwem. Niczym się nie martw. Jutro pomyślimy nad wysyłaniem zaproszeń... na razie na Wieczory. - mrugnął do mnie.
Kiwnęłam głową.
- Zobaczysz, ten czas będzie dla Ciebie najpiękniejszym w życiu. Zmartwienia mają zniknąć. - uśmiechnął się i pocałował mnie.
Także się uśmiechnęłam i odwzajemniłam pocałunek.
- Elsa.
niedziela, 12 kwietnia 2015
czwartek, 9 kwietnia 2015
Miły spacer z Leną.
Witajcie,
Wczoraj nadszedł zbawienny dzień dla Jack'a, ponieważ Zając Wielkanocny wrócił do swojego... domu, jeśli można tak to nazwać. Oczywiście wygarnęłam Jack'owi, że bardzo niemiło zachowywał się wobec niego, ale za bardzo się tym nie przejął.
Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ciepły i słoneczny więc Anna z samego rana zaproponowała wyjście z Leną na spacer. Nie miałam w planach nic szczególnego więc zgodziłam się. Jack od razu powiedział, że idzie z nami. Kristoff początkowo trochę jęczał, że mu się nie chce, ale w końcu Ania namówiła go. Zniósł na dół śliczny, drewniany wózek Leny i po śniadaniu wyszliśmy.
- Gdzie pójdziemy? - zapytała Anna. - Może do portu?
- To nie najlepszy pomysł. - pokręciłam głową. - Tuż przy porcie handlarze rozkładają stragany i będzie tam mnóstwo ludzi.
- No tak... - powiedziała Anna. - To... w góry?
- Absolutnie nie. Za daleko. - jęknął Kristoff.
- Może chodźmy po prostu jakąś ścieżką w stronę lasu, posiedźmy tam trochę i wróćmy na obiad? - zaproponował Jack wywijając laską.
Anna kiwnęła głową z uśmiechem. Kristoff wydał krótkie "Mhm...", a ja pocałowałam Jack'a w policzek.
- Geniusz. - pochwaliłam go.
Tak więc skierowaliśmy się na łąkę niedaleko lasu. Lena leżała w wózku w ślicznej, zielonej sukieneczce pasującej do sukienki Anny i śmiała się, a jej rodzice przyglądali się jej z czułością. Serce przepełniało mi się radością na ten widok. Widok szczęśliwej siostry, która w końcu odnalazła coś z czego może w życiu czerpać radość i miłość.
- Och... ona jest taka piękna. - westchnęła Anna.
- Tak... jak mamusia. - westchnął Kristoff.
- Oj, przestań. - zaśmiała się Anka, a Kristoff pocałował ją.
Jack podrapał się po głowie drugą ręką obejmując mnie zapewne, żebym nie czuła się samotna. Uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział zalotnym mrugnięciem.
- No dobra, koniec tych flirtów, Lena patrzy. - zaśmiała się Anna.
- Niech się uczy. - powiedział Jack z uśmiechem. - Jeszcze chwila i zacznie ją podrywać jakiś książę.
- E tam. - Anna machnęła ręką. - Elso, mogłabyś coś wyczarować żeby Lenka nas nie słuchała? - zwróciła się do mnie.
Kiwnęłam głową z uśmiechem. Ściągnęłam rękawiczki i wyczarowałam dwa lodowe motylki, które pomknęły w stronę wózka i zaczęły powolutku latać nad Leną. Dziewczynka najpierw zrobiła zdziwioną minkę, a potem zaczęła się śmiać i machać rączkami.
- Ale cudowne! - odezwała się Anna. - Och, Elso są śliczne! - przytuliła mnie.
Uśmiechnęłam się i odwzajemniłam uścisk. Jakiś czas później usiedliśmy na trawie i wyjęliśmy Lenę z wózka. Anna podała ją Jackowi i położyła się na trawie. Kristoff położył się przy niej i zaczął głaskać ją po włosach. Jack usiadł trochę dalej od nich z Leną na rękach. Usiadłam przy nim i pogłaskałam siostrzenicę po główce.
- Słodziutka, nie? - uśmiechnął się Jack.
- Tak... - westchnęłam.
- Może... sama być taką chciała...? - zapytał, ale przerwałam mu:
- Jack! Opanuj się.
- No co?
- Nie jesteśmy nawet małżeństwem! - ucięłam.
Jack chciał coś jeszcze powiedzieć, ale uniosłam ostrzegawczo palec wskazujący. Spuścił głowę i zaczął mówić do Leny:
- Widzisz? Twoja ciocia jest bardzo uparta.
Przechyliłam głowę z uśmiechem.
- Mówię Ci. - mówił dalej głaszcząc małą. - Ale musi taka być, w końcu jest królową, wiesz? A to znaczy, że siedzi na tronie, nosi koronę, podpisuje ważne listy i straasznie się rządzi.
Lena zaśmiała się. Jack wyszczerzył do mnie zęby. Pokręciłam głową z uśmiechem.
- Ej, co wy tam robicie z moją córką? - Kristoff przysunął się do nas i odebrał Jack'owi Lenę.
- Może już wrócimy? - zaproponowała Anna. - Jestem strasznie głodna, a i ta mała dama zaraz będzie się domagać karmienia.
- Dobra. - powiedział Jack i wstał.
Po chwili wróciliśmy na obiad, a Anna nakarmiła Lenę.
- Elso... - Jack zaczepił mnie kiedy wracałam do sypialni.
- Słucham. - odwróciłam się.
Podszedł do mnie blisko, i chwycił mnie za ręce.
- Śnieżynko... jesteśmy już narzeczonymi od dawna. W sumie, chyba przydał by się ślub. I nie chodzi mi o... po prostu. Ja... po prostu.... wiesz, o tym dobrze, Elso. Ja... kocham Cię.
Opuścił wzrok i chciał odejść, ale przytuliłam go i pocałowałam. Odwzajemnił pocałunek i uśmiechnął się.
- Jack, nie myśl, że nie chcę naszego ślubu. Oczywiście, że chcę. Też Cię kocham.
Kiwnął głową, pocałował mnie jeszcze raz i odszedł.
- Elsa.
Wczoraj nadszedł zbawienny dzień dla Jack'a, ponieważ Zając Wielkanocny wrócił do swojego... domu, jeśli można tak to nazwać. Oczywiście wygarnęłam Jack'owi, że bardzo niemiło zachowywał się wobec niego, ale za bardzo się tym nie przejął.
Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ciepły i słoneczny więc Anna z samego rana zaproponowała wyjście z Leną na spacer. Nie miałam w planach nic szczególnego więc zgodziłam się. Jack od razu powiedział, że idzie z nami. Kristoff początkowo trochę jęczał, że mu się nie chce, ale w końcu Ania namówiła go. Zniósł na dół śliczny, drewniany wózek Leny i po śniadaniu wyszliśmy.
- Gdzie pójdziemy? - zapytała Anna. - Może do portu?
- To nie najlepszy pomysł. - pokręciłam głową. - Tuż przy porcie handlarze rozkładają stragany i będzie tam mnóstwo ludzi.
- No tak... - powiedziała Anna. - To... w góry?
- Absolutnie nie. Za daleko. - jęknął Kristoff.
- Może chodźmy po prostu jakąś ścieżką w stronę lasu, posiedźmy tam trochę i wróćmy na obiad? - zaproponował Jack wywijając laską.
Anna kiwnęła głową z uśmiechem. Kristoff wydał krótkie "Mhm...", a ja pocałowałam Jack'a w policzek.
- Geniusz. - pochwaliłam go.
Tak więc skierowaliśmy się na łąkę niedaleko lasu. Lena leżała w wózku w ślicznej, zielonej sukieneczce pasującej do sukienki Anny i śmiała się, a jej rodzice przyglądali się jej z czułością. Serce przepełniało mi się radością na ten widok. Widok szczęśliwej siostry, która w końcu odnalazła coś z czego może w życiu czerpać radość i miłość.
- Och... ona jest taka piękna. - westchnęła Anna.
- Tak... jak mamusia. - westchnął Kristoff.
- Oj, przestań. - zaśmiała się Anka, a Kristoff pocałował ją.
Jack podrapał się po głowie drugą ręką obejmując mnie zapewne, żebym nie czuła się samotna. Uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział zalotnym mrugnięciem.
- No dobra, koniec tych flirtów, Lena patrzy. - zaśmiała się Anna.
- Niech się uczy. - powiedział Jack z uśmiechem. - Jeszcze chwila i zacznie ją podrywać jakiś książę.
- E tam. - Anna machnęła ręką. - Elso, mogłabyś coś wyczarować żeby Lenka nas nie słuchała? - zwróciła się do mnie.
Kiwnęłam głową z uśmiechem. Ściągnęłam rękawiczki i wyczarowałam dwa lodowe motylki, które pomknęły w stronę wózka i zaczęły powolutku latać nad Leną. Dziewczynka najpierw zrobiła zdziwioną minkę, a potem zaczęła się śmiać i machać rączkami.
- Ale cudowne! - odezwała się Anna. - Och, Elso są śliczne! - przytuliła mnie.
Uśmiechnęłam się i odwzajemniłam uścisk. Jakiś czas później usiedliśmy na trawie i wyjęliśmy Lenę z wózka. Anna podała ją Jackowi i położyła się na trawie. Kristoff położył się przy niej i zaczął głaskać ją po włosach. Jack usiadł trochę dalej od nich z Leną na rękach. Usiadłam przy nim i pogłaskałam siostrzenicę po główce.
- Słodziutka, nie? - uśmiechnął się Jack.
- Tak... - westchnęłam.
- Może... sama być taką chciała...? - zapytał, ale przerwałam mu:
- Jack! Opanuj się.
- No co?
- Nie jesteśmy nawet małżeństwem! - ucięłam.
Jack chciał coś jeszcze powiedzieć, ale uniosłam ostrzegawczo palec wskazujący. Spuścił głowę i zaczął mówić do Leny:
- Widzisz? Twoja ciocia jest bardzo uparta.
Przechyliłam głowę z uśmiechem.
- Mówię Ci. - mówił dalej głaszcząc małą. - Ale musi taka być, w końcu jest królową, wiesz? A to znaczy, że siedzi na tronie, nosi koronę, podpisuje ważne listy i straasznie się rządzi.
Lena zaśmiała się. Jack wyszczerzył do mnie zęby. Pokręciłam głową z uśmiechem.
- Ej, co wy tam robicie z moją córką? - Kristoff przysunął się do nas i odebrał Jack'owi Lenę.
- Może już wrócimy? - zaproponowała Anna. - Jestem strasznie głodna, a i ta mała dama zaraz będzie się domagać karmienia.
- Dobra. - powiedział Jack i wstał.
Po chwili wróciliśmy na obiad, a Anna nakarmiła Lenę.
- Elso... - Jack zaczepił mnie kiedy wracałam do sypialni.
- Słucham. - odwróciłam się.
Podszedł do mnie blisko, i chwycił mnie za ręce.
- Śnieżynko... jesteśmy już narzeczonymi od dawna. W sumie, chyba przydał by się ślub. I nie chodzi mi o... po prostu. Ja... po prostu.... wiesz, o tym dobrze, Elso. Ja... kocham Cię.
Opuścił wzrok i chciał odejść, ale przytuliłam go i pocałowałam. Odwzajemnił pocałunek i uśmiechnął się.
- Jack, nie myśl, że nie chcę naszego ślubu. Oczywiście, że chcę. Też Cię kocham.
Kiwnął głową, pocałował mnie jeszcze raz i odszedł.
- Elsa.
wtorek, 7 kwietnia 2015
Poszukiwania pisanek
Witajcie,
Wczoraj rano Zając Wielkanocny przyszedł do jadalni zjeść z nami śniadanie.
- Jeszcze raz dziękuję, że mogę tu zostać. - odezwał się.
Jack przez cały czas miał naburmuszoną minę, a za każdym razem kiedy Zając coś mówił przewracał oczami.
- Ależ to dla nas sama przyjemność. - odrzekł sarkastycznie.
- Jack! - trzepnęłam go w ramię.
- Spokojnie, zdążyłem się przyzwyczaić do charakterku pana Frosta. - powiedział Zając.
Anna spojrzała na mnie porozumiewawczo.
- To... ja chyba pójdę już do Leny. - powiedziała i pociągnęła za sobą Kristoff'a.
Wzięłam głęboki oddech.
- Moi drodzy... - zaczęłam. - Mamy Wielkanoc, nie uważacie, że miło byłoby zachować przyjazną atmosferę?
- Bez obrazy, królowo, ale nie potrzebuję tłumaczenia pojęcia Wielkanocy. - powiedział Zając.
- To może zaczął byś się do niego stosować? - burknął Jack.
- Jack, Ciebie dotyczy to tak samo. - przerwałam. - Nie wiem czemu się tak nie lubicie, ale postarajcie się to naprawić.
Zając pokręcił głową.
- Nie przejmujmy się tym teraz. Czas na szukanie pisanek! Lecę po księżniczkę i jej rodzinkę, poczekajcie na nas! - i wybiegł z jadalni.
Spojrzałam na Jack'a.
- To nie moja wina, nie patrz tak na mnie. - powiedział. - Zając ma jakiś problem i nie zamierzam się nim przejmować.
- Ale nie bądź taki ponury. - zmierzwiłam mu włosy.
Uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek. Po chwili do jadalni wpadli Zając, Kristoff i Anna z Leną na rękach.
- To co? Zaczynamy? - Anna podeszła do mnie z uśmiechem.
- Zaczekajcie! - zawołał Zając. - Podzielcie się na dwie grupy. Ta, która zbierze więcej jaj, wygra.
- Dobra, jak się dzielimy? - zapytał Kristoff.
Kilka minut później byliśmy podzieleni. Wylądowałam z Jack'iem, a Anna i Kristoff (i Lena) byli przeciwko nam.
- Macie czas do obiadu. Szukajcie wszędzie. W zamku, na dziedzińcu i w ogrodach. Powodzenia! - zawołał Zając i pobiegł gdzieś.
- Chodź! Wygramy! - zaśmiała się Anna i pociągnęła Kristoff'a na zewnątrz.
Odwróciłam się do Jack'a.
- To co? - uśmiechnęłam się. - Jakieś propozycje?
- I to dużo. - odrzekł Jack łapiąc mnie za rękę i prowadząc na korytarz. - Krzaki na przykład...
- Jack! - zaśmiałam się. - Przeszukajmy salę tronową.
I pobiegliśmy korytarzem w prawo. W sali tronowej znaleźliśmy trzy pisanki.
- To teraz do... ogrodu? - zaproponował Jack.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się i pociągnęłam go do wrót.
Po przeszukaniu wszystkich możliwych chaszczy i krzewów (Jack miał wielki ubaw) znaleźliśmy jeszcze trzy.
- To... teraz chodźmy do kuchni! - zawołałam.
Jack powlókł się za mną niechętnie.
- A nie moglibyśmy przeszukać sypialni? - jęknął.
- Może potem. - powiedziałam.
Nagle, skręcając w korytarz wpadłam na Kristoff'a. Za nim stanęła Anna z Leną na rękach.
- Och, czyżbyście szli do kuchni? - zapytał Kristoff z udawanym żalem. - Byliśmy pierwsi!
Westchnęłam z uśmiechem.
- Nie martw się, Elsuś. - Anna przechodząc obok nas posłała mi buziaka.
Jack podszedł do mnie.
- Zapewniam, Śnieżynko w sypialni nie byli.
- Mamy jeszcze piętnaście minut. - odrzekłam.
- Zdążymy! - wyszczerzył do mnie zęby.
Trzepnęłam go w ramię i skręciłam do biblioteki. Jack powlókł się za mną.
- Nie wiem czy między książkami znajdziemy jajka. - powiedział.
Właśnie w tym momencie wyciągnęłam pisankę zza mapy. Pocałowałam go z uśmiechem.
- Heej! Ludzie! Koniec czasu! Wszyscy do jadalni! - usłyszeliśmy głos Zająca.
- Chodźmy. - pociągnęłam Jack'a za rękę.
Po chwili wszyscy się spotkaliśmy.
- Koszyki na stół. Policzę ile macie jaj. - powiedział Zając i odebrał od nas koszyki.
Po chwili powiedział:
- Wygrywają.... Anna, Kristoff i Lena!
- Przegrałem z niemowlakiem. - zaśmiał się Jack.
- Jedna pisanka została jeszcze w sypialni pana Frosta. - dodał Zając.
Jack spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Mówiłem! Mówiłem! - zawołał.
Zaśmiałam się.
- Następnym razem Cię posłucham. - powiedziałam. - Szczególnie jeśli będziesz chciał iść do sypialni.
Uśmiechnął się dumnie i pocałował mnie.
- Elsa.
Wczoraj rano Zając Wielkanocny przyszedł do jadalni zjeść z nami śniadanie.
- Jeszcze raz dziękuję, że mogę tu zostać. - odezwał się.
Jack przez cały czas miał naburmuszoną minę, a za każdym razem kiedy Zając coś mówił przewracał oczami.
- Ależ to dla nas sama przyjemność. - odrzekł sarkastycznie.
- Jack! - trzepnęłam go w ramię.
- Spokojnie, zdążyłem się przyzwyczaić do charakterku pana Frosta. - powiedział Zając.
Anna spojrzała na mnie porozumiewawczo.
- To... ja chyba pójdę już do Leny. - powiedziała i pociągnęła za sobą Kristoff'a.
Wzięłam głęboki oddech.
- Moi drodzy... - zaczęłam. - Mamy Wielkanoc, nie uważacie, że miło byłoby zachować przyjazną atmosferę?
- Bez obrazy, królowo, ale nie potrzebuję tłumaczenia pojęcia Wielkanocy. - powiedział Zając.
- To może zaczął byś się do niego stosować? - burknął Jack.
- Jack, Ciebie dotyczy to tak samo. - przerwałam. - Nie wiem czemu się tak nie lubicie, ale postarajcie się to naprawić.
Zając pokręcił głową.
- Nie przejmujmy się tym teraz. Czas na szukanie pisanek! Lecę po księżniczkę i jej rodzinkę, poczekajcie na nas! - i wybiegł z jadalni.
Spojrzałam na Jack'a.
- To nie moja wina, nie patrz tak na mnie. - powiedział. - Zając ma jakiś problem i nie zamierzam się nim przejmować.
- Ale nie bądź taki ponury. - zmierzwiłam mu włosy.
Uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek. Po chwili do jadalni wpadli Zając, Kristoff i Anna z Leną na rękach.
- To co? Zaczynamy? - Anna podeszła do mnie z uśmiechem.
- Zaczekajcie! - zawołał Zając. - Podzielcie się na dwie grupy. Ta, która zbierze więcej jaj, wygra.
- Dobra, jak się dzielimy? - zapytał Kristoff.
Kilka minut później byliśmy podzieleni. Wylądowałam z Jack'iem, a Anna i Kristoff (i Lena) byli przeciwko nam.
- Macie czas do obiadu. Szukajcie wszędzie. W zamku, na dziedzińcu i w ogrodach. Powodzenia! - zawołał Zając i pobiegł gdzieś.
- Chodź! Wygramy! - zaśmiała się Anna i pociągnęła Kristoff'a na zewnątrz.
Odwróciłam się do Jack'a.
- To co? - uśmiechnęłam się. - Jakieś propozycje?
- I to dużo. - odrzekł Jack łapiąc mnie za rękę i prowadząc na korytarz. - Krzaki na przykład...
- Jack! - zaśmiałam się. - Przeszukajmy salę tronową.
I pobiegliśmy korytarzem w prawo. W sali tronowej znaleźliśmy trzy pisanki.
- To teraz do... ogrodu? - zaproponował Jack.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się i pociągnęłam go do wrót.
Po przeszukaniu wszystkich możliwych chaszczy i krzewów (Jack miał wielki ubaw) znaleźliśmy jeszcze trzy.
- To... teraz chodźmy do kuchni! - zawołałam.
Jack powlókł się za mną niechętnie.
- A nie moglibyśmy przeszukać sypialni? - jęknął.
- Może potem. - powiedziałam.
Nagle, skręcając w korytarz wpadłam na Kristoff'a. Za nim stanęła Anna z Leną na rękach.
- Och, czyżbyście szli do kuchni? - zapytał Kristoff z udawanym żalem. - Byliśmy pierwsi!
Westchnęłam z uśmiechem.
- Nie martw się, Elsuś. - Anna przechodząc obok nas posłała mi buziaka.
Jack podszedł do mnie.
- Zapewniam, Śnieżynko w sypialni nie byli.
- Mamy jeszcze piętnaście minut. - odrzekłam.
- Zdążymy! - wyszczerzył do mnie zęby.
Trzepnęłam go w ramię i skręciłam do biblioteki. Jack powlókł się za mną.
- Nie wiem czy między książkami znajdziemy jajka. - powiedział.
Właśnie w tym momencie wyciągnęłam pisankę zza mapy. Pocałowałam go z uśmiechem.
- Heej! Ludzie! Koniec czasu! Wszyscy do jadalni! - usłyszeliśmy głos Zająca.
- Chodźmy. - pociągnęłam Jack'a za rękę.
Po chwili wszyscy się spotkaliśmy.
- Koszyki na stół. Policzę ile macie jaj. - powiedział Zając i odebrał od nas koszyki.
Po chwili powiedział:
- Wygrywają.... Anna, Kristoff i Lena!
- Przegrałem z niemowlakiem. - zaśmiał się Jack.
- Jedna pisanka została jeszcze w sypialni pana Frosta. - dodał Zając.
Jack spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Mówiłem! Mówiłem! - zawołał.
Zaśmiałam się.
- Następnym razem Cię posłucham. - powiedziałam. - Szczególnie jeśli będziesz chciał iść do sypialni.
Uśmiechnął się dumnie i pocałował mnie.
- Elsa.
niedziela, 5 kwietnia 2015
Zając Wielkanocny przybywa
Witajcie,
Dziś w nocy usłyszałam na korytarzu dziwny hałas. Kiedy chciałam wyjść z komnaty ktoś wszedł do środka uderzając mnie drzwiami.
- Śnieżynko?! Boże, Elsa, żyjesz? - usłyszałam głos Jack'a.
- Och... - jęknęłam masując sobie nos. - Żyję... Co ty tu robisz?
Jack złapał mnie za rękę i szybko pociągnął do łóżka.
- Co robię? Ee... nic. Nic nie robię. - wyjąkał. - Przyszedłem do mojej narzeczonej...tak po prostu...
- Co to za hałasy na korytarzu? - zapytałam.
- To nic takiego. - Jack uśmiechnął się nerwowo i położył się obok mnie przykrywając nas kołdrą. - Może idźmy spać, dobrze?
- Ale... na pewno wszystko w porządku?
- Na pewno. - pocałował mnie.
Jakieś dwie godziny później znowu coś mnie obudziło. Wstałam cichutko, żeby nie obudzić Jack'a i wychyliłam się na korytarz. Nagle spostrzegłam jakąś wielką postać wychodzącą z pokoju Anny. Było strasznie ciemno więc widziałam tylko jej zarys. Miała jakiś metr osiemdziesiąt i dziwne długie "coś" na głowie. Nagle postać odwróciła się w moją stronę. Stanęłam nieruchomo ze strachu zamrażając podłogę.
- Ee... Wasza Wysokość, tak? Przepraszam, że tak biegam w nocy po korytarzu, ale cóż... - zaczęła postać męskim głosem.
W miarę jak się do mnie zbliżała rozpoznałam w niej Zająca Wielkanocnego.
- Och... - odetchnęłam. - Pan Zając.
Drzwi za mną otworzyły się i obok mnie stanął Jack.
- Zając! - krzyknął. - Miałeś im zrobić niespodziankę!
- Co mogłem zrobić, królowa sama wyszła. - odrzekł Zając. - I nie drzyj się, Frost w środku nocy.
Jack przewrócił oczami.
- Wasza Wysokość. - Zając podszedł do mnie. - Może ja wrócę do chowania jaj, a jutro porozmawiamy ze wszystkimi. Przy okazji chciałem prosić, aby pozwoliła mi królowa zatrzymać się w pałacu na kilka dni.
Kiwnęłam głową. Zając uśmiechnął się i "odkicał" w prawy korytarz.
- No świetnie. - jęknął Jack ciągnąc mnie z powrotem do sypialni. - Będzie się wymądrzał i mi rozkazywał.
- Nie przesadzaj, na pewno nie jest taki zły. - powiedziałam. - Chociaż mógłby postarać się nie doprowadzać mnie następnym razem do śmierci na zawał.
Jack uśmiechnął się.
- Biedna Śnieżynka, najpierw biją ją drzwiami, a potem straszą. - powiedział głaszcząc mnie po głowie. - Wynagrodzić Ci to?
- Chyba się obejdzie... - odrzekłam, ale Jack nie za bardzo przejął się tymi słowami.
- Elsa.
Dziś w nocy usłyszałam na korytarzu dziwny hałas. Kiedy chciałam wyjść z komnaty ktoś wszedł do środka uderzając mnie drzwiami.
- Śnieżynko?! Boże, Elsa, żyjesz? - usłyszałam głos Jack'a.
- Och... - jęknęłam masując sobie nos. - Żyję... Co ty tu robisz?
Jack złapał mnie za rękę i szybko pociągnął do łóżka.
- Co robię? Ee... nic. Nic nie robię. - wyjąkał. - Przyszedłem do mojej narzeczonej...tak po prostu...
- Co to za hałasy na korytarzu? - zapytałam.
- To nic takiego. - Jack uśmiechnął się nerwowo i położył się obok mnie przykrywając nas kołdrą. - Może idźmy spać, dobrze?
- Ale... na pewno wszystko w porządku?
- Na pewno. - pocałował mnie.
Jakieś dwie godziny później znowu coś mnie obudziło. Wstałam cichutko, żeby nie obudzić Jack'a i wychyliłam się na korytarz. Nagle spostrzegłam jakąś wielką postać wychodzącą z pokoju Anny. Było strasznie ciemno więc widziałam tylko jej zarys. Miała jakiś metr osiemdziesiąt i dziwne długie "coś" na głowie. Nagle postać odwróciła się w moją stronę. Stanęłam nieruchomo ze strachu zamrażając podłogę.
- Ee... Wasza Wysokość, tak? Przepraszam, że tak biegam w nocy po korytarzu, ale cóż... - zaczęła postać męskim głosem.
W miarę jak się do mnie zbliżała rozpoznałam w niej Zająca Wielkanocnego.
- Och... - odetchnęłam. - Pan Zając.
Drzwi za mną otworzyły się i obok mnie stanął Jack.
- Zając! - krzyknął. - Miałeś im zrobić niespodziankę!
- Co mogłem zrobić, królowa sama wyszła. - odrzekł Zając. - I nie drzyj się, Frost w środku nocy.
Jack przewrócił oczami.
- Wasza Wysokość. - Zając podszedł do mnie. - Może ja wrócę do chowania jaj, a jutro porozmawiamy ze wszystkimi. Przy okazji chciałem prosić, aby pozwoliła mi królowa zatrzymać się w pałacu na kilka dni.
Kiwnęłam głową. Zając uśmiechnął się i "odkicał" w prawy korytarz.
- No świetnie. - jęknął Jack ciągnąc mnie z powrotem do sypialni. - Będzie się wymądrzał i mi rozkazywał.
- Nie przesadzaj, na pewno nie jest taki zły. - powiedziałam. - Chociaż mógłby postarać się nie doprowadzać mnie następnym razem do śmierci na zawał.
Jack uśmiechnął się.
- Biedna Śnieżynka, najpierw biją ją drzwiami, a potem straszą. - powiedział głaszcząc mnie po głowie. - Wynagrodzić Ci to?
- Chyba się obejdzie... - odrzekłam, ale Jack nie za bardzo przejął się tymi słowami.
- Elsa.
piątek, 3 kwietnia 2015
To nie był dobry żart.
Witajcie,
Wczoraj wieczorem Anna, Kristoff i Lena wrócili do pałacu. Powitałam siostrę mocnym uściskiem i pomogłam jej uśpić Lenę. Kristoff i Jack w tym czasie poszli chyba na "męską kolację".
- Ach, Elsuś, nie wiesz jak było cudownie. - westchnęła Anna przykrywając córeczkę kocykiem.
- Cóż, ja też nie narzekałam. - zaśmiałam się.
Anna uniosła brwi z uśmiechem.
- Miło to słyszeć. - powiedziała. - Jack pewnie też jest zadowolony, co?
- Ee, wiesz... już za niedługo Wielkanoc. - powiedziałam szybko chcąc zmienić temat. - Będziemy musiały pewnie ugościć pana Zająca Wielkanocnego.
- Ciekawe co na to Jack. - odrzekła Anna. - Ostatnio chyba się trochę posprzeczali, no nie?
Kiwnęłam głową choć tak naprawdę nic nie wiedziałam na ten temat.
- Przyniosę nam kakao. Posiedzisz chwilę z Leną? - zapytała Anna.
- Jasne. - uśmiechnęłam się siadając w bujanym fotelu.
Chwilę potem usłyszałam na korytarzu głos Anny:
- Naprawdę?! Jak to?
I głos służącej:
- Słyszałam. Wczoraj w komnacie królowej.
- To niemożliwe. Elsa by mi powiedziała! - zawołała Anna.
Po cichu podeszłam do drzwi i wychyliłam się lekko. Trochę dalej w korytarzu Anna rozmawiała z służącą Tamarą.
- Mówię co słyszałam, księżniczko.
Anna podrapała się po głowie.
- Pogadam z nią. - powiedziała i odwróciła się w moją stronę.
Szybko wróciłam na fotel. Kiedy Anna stanęła w drzwiach udałam, że nic nie słyszałam. Ania położyła ręce na biodrach i uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Coś się stało? - zapytałam wstając.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i podeszła do mnie.
- Naprawdę bardzo, bardzo się cieszę, Elso. Chyba faktycznie nie miałaś powodów do narzekania. Tylko czemu mi nie powiedziałaś?
- Ale... o czym? - zapytałam zdziwiona.
Anna przewróciła oczami. W tej chwili do komnaty wleciał Jack.
- O, cześć Wam. - powiedział podchodząc do nas.
Anna podskoczyła i zaśmiała się.
- Ee... z nią wszystko w porządku? - zapytał Jack pokazując na Annę.
Wzruszyłam ramionami.
- Och, naprawdę tak się cieszę! Nie musicie się już ukrywać! Tamara wszystko słyszała! Gratulacje!
Jack uniósł brwi i wymieniliśmy zdziwione spojrzenia. Anna podbiegła do niego i przytuliła go mówiąc:
- Będę ciocią, będę ciocią!
A potem przytuliła mnie śpiewając:
- Ooch Elsooo jak ja się cieszęęę!
Wybuchłam nerwowym śmiechem.
- Anno, co ty mówisz? To nieprawda! - zaczęłam.
- Właśnie! - dodał Jack zalewając się rumieńcem. - To był tylko żart, a Tamara pewnie myślała, że nie.
Ania spojrzała na mnie z niedowierzającym uśmiechem.
- Mówimy prawdę, powiedziałam tak Jack'owi, bo było Prima Aprilis. Przecież coś takiego powiedziałabym Ci od razu.
Anna spuściła głowę. Nagle do pokoju wpadły trzy służące.
- Królowo! To cudowna nowina! Chłopiec czy dziewczynka? - zaszczebiotały jednocześnie.
Jack podszedł do nich i powiedział:
- To pomyłka, drogie panie. Królowa nie jest w ciąży.
Wszystkie zrobiły zrozpaczone miny.
- Nie jest? - jęknęły.
Pokręciłam głową.
- To był tylko żart. - powiedziałam.
Smutne służące skłoniły się i wyszły. Położyłam dłoń na ramieniu Anny.
- A już się cieszyłam, że będę ciocią. - westchnęła.
- Ja też. - jęknął Jack. - Że... będę tatą, nie ciocią. - dodał po chwili.
- No nic. - Ania wstała. - Liczę na to, że niedługo się tego doczekam. - mrugnęła do mnie i wyszła.
Wzięłam głęboki wdech i dla rozluźnienia wyczarowałam kilka śnieżynek.
- To nie był dobry żart. - powiedziałam.
Jack przytulił mnie.
- Dobrze, że twoje służące nie ogłosiły tego całemu Arendelle. - powiedział. - Musisz je chyba trochę... pohamować.
Kiwnęłam głową. Jack uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. Po chwili poszliśmy spać.
- Elsa.
Wczoraj wieczorem Anna, Kristoff i Lena wrócili do pałacu. Powitałam siostrę mocnym uściskiem i pomogłam jej uśpić Lenę. Kristoff i Jack w tym czasie poszli chyba na "męską kolację".
- Ach, Elsuś, nie wiesz jak było cudownie. - westchnęła Anna przykrywając córeczkę kocykiem.
- Cóż, ja też nie narzekałam. - zaśmiałam się.
Anna uniosła brwi z uśmiechem.
- Miło to słyszeć. - powiedziała. - Jack pewnie też jest zadowolony, co?
- Ee, wiesz... już za niedługo Wielkanoc. - powiedziałam szybko chcąc zmienić temat. - Będziemy musiały pewnie ugościć pana Zająca Wielkanocnego.
- Ciekawe co na to Jack. - odrzekła Anna. - Ostatnio chyba się trochę posprzeczali, no nie?
Kiwnęłam głową choć tak naprawdę nic nie wiedziałam na ten temat.
- Przyniosę nam kakao. Posiedzisz chwilę z Leną? - zapytała Anna.
- Jasne. - uśmiechnęłam się siadając w bujanym fotelu.
Chwilę potem usłyszałam na korytarzu głos Anny:
- Naprawdę?! Jak to?
I głos służącej:
- Słyszałam. Wczoraj w komnacie królowej.
- To niemożliwe. Elsa by mi powiedziała! - zawołała Anna.
Po cichu podeszłam do drzwi i wychyliłam się lekko. Trochę dalej w korytarzu Anna rozmawiała z służącą Tamarą.
- Mówię co słyszałam, księżniczko.
Anna podrapała się po głowie.
- Pogadam z nią. - powiedziała i odwróciła się w moją stronę.
Szybko wróciłam na fotel. Kiedy Anna stanęła w drzwiach udałam, że nic nie słyszałam. Ania położyła ręce na biodrach i uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Coś się stało? - zapytałam wstając.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i podeszła do mnie.
- Naprawdę bardzo, bardzo się cieszę, Elso. Chyba faktycznie nie miałaś powodów do narzekania. Tylko czemu mi nie powiedziałaś?
- Ale... o czym? - zapytałam zdziwiona.
Anna przewróciła oczami. W tej chwili do komnaty wleciał Jack.
- O, cześć Wam. - powiedział podchodząc do nas.
Anna podskoczyła i zaśmiała się.
- Ee... z nią wszystko w porządku? - zapytał Jack pokazując na Annę.
Wzruszyłam ramionami.
- Och, naprawdę tak się cieszę! Nie musicie się już ukrywać! Tamara wszystko słyszała! Gratulacje!
Jack uniósł brwi i wymieniliśmy zdziwione spojrzenia. Anna podbiegła do niego i przytuliła go mówiąc:
- Będę ciocią, będę ciocią!
A potem przytuliła mnie śpiewając:
- Ooch Elsooo jak ja się cieszęęę!
Wybuchłam nerwowym śmiechem.
- Anno, co ty mówisz? To nieprawda! - zaczęłam.
- Właśnie! - dodał Jack zalewając się rumieńcem. - To był tylko żart, a Tamara pewnie myślała, że nie.
Ania spojrzała na mnie z niedowierzającym uśmiechem.
- Mówimy prawdę, powiedziałam tak Jack'owi, bo było Prima Aprilis. Przecież coś takiego powiedziałabym Ci od razu.
Anna spuściła głowę. Nagle do pokoju wpadły trzy służące.
- Królowo! To cudowna nowina! Chłopiec czy dziewczynka? - zaszczebiotały jednocześnie.
Jack podszedł do nich i powiedział:
- To pomyłka, drogie panie. Królowa nie jest w ciąży.
Wszystkie zrobiły zrozpaczone miny.
- Nie jest? - jęknęły.
Pokręciłam głową.
- To był tylko żart. - powiedziałam.
Smutne służące skłoniły się i wyszły. Położyłam dłoń na ramieniu Anny.
- A już się cieszyłam, że będę ciocią. - westchnęła.
- Ja też. - jęknął Jack. - Że... będę tatą, nie ciocią. - dodał po chwili.
- No nic. - Ania wstała. - Liczę na to, że niedługo się tego doczekam. - mrugnęła do mnie i wyszła.
Wzięłam głęboki wdech i dla rozluźnienia wyczarowałam kilka śnieżynek.
- To nie był dobry żart. - powiedziałam.
Jack przytulił mnie.
- Dobrze, że twoje służące nie ogłosiły tego całemu Arendelle. - powiedział. - Musisz je chyba trochę... pohamować.
Kiwnęłam głową. Jack uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. Po chwili poszliśmy spać.
- Elsa.
środa, 1 kwietnia 2015
Prima aprilis!
Witajcie,
Dziś rano obudził mnie krzyk:
- ELSA! Wstaaaawaj! Pali się!! Pali się!!
Usiadłam powoli, przetarłam oczy i wybełkotałam:
- Słucham...?
Nad łóżkiem latał w te i we wte Jack w piżamie z przerażoną miną.
- SCHODY SIĘ PALĄ!! - wrzasnął.
- Co?! - krzyknęłam, zeskoczyłam z łóżka i wybiegłam na korytarz gotowa zamrozić wszystko co będzie trzeba. Jack wyleciał za mną. Skierowałam się jak najszybciej umiałam na najbliższe schody, ale zobaczyłam, że są nienaruszone.
- Które to schody?! - krzyknęłam w stronę Jack'a.
Nagle zobaczyłam, że opiera się o ścianę i się śmieje.
- Co ty...? - zaczęłam, ale on przerwał podchodząc do mnie i klepiąc mnie po plecach.
- Elsuniu kochana... - zaczął nie przestając się śmiać. - Prima aprilis!
Opadła mi szczęka. Dałam się nabrać?
- Naprawdę uwielbiam patrzeć jak się denerwujesz. - zaśmiał się Jack.
- Ha-ha-ha. Bardzo śmieszne. - powiedziałam kładąc ręce na biodrach. - A jakbym dostała zawału?
- Oj tam, oj tam. - machnął ręką. - Szkoda, że Anna i Kristoff siedzą tam do jutra, bo ich też bym nabrał!
Pokręciłam głową i wróciłam do pokoju. Pomyślałam, że muszę się jakoś zrewanżować. Niestety nabrać Jack'a nie jest tak łatwo.
Po długim rozmyślaniu zdecydowałam się na dość odważny żart. Kiedy Jack zapukał do mnie około dwunastej otworzyłam drzwi i od razu usiadłam na łóżku ze smutną miną.
- Hej Śnieżynko... - podszedł do mnie niepewnym krokiem. - Co się stało? Dalej się gniewasz za ten udawany pożar?
Pokręciłam głową. Jack usiadł obok i objął mnie.
- Anna napisała do Ciebie, że wrócą dzień później? - zapytał.
Znów zaprzeczyłam.
- W takim razie co? - pogłaskał mnie po głowie.
Wstałam i podeszłam do okna.
- Jack... - westchnęłam. - Nie wiem jak Ci to powiedzieć.
- Powiedz jak chcesz.
- Chodzi o to... och, Jack...
- Mów, spokojnie.
- Będziesz tatusiem. - wypaliłam.
Przez chwilę Jack siedział bez ruchu. Po chwili wstał, podszedł do mnie, odwrócił mnie do siebie przodem i uniósł mój podbródek.
- Elso, to cudownie. Nie musisz się niczym martwić. Zobaczysz, będziemy cudownymi...
W tej chwili nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem.
- A ty co? - zdziwił się.
- Prima aprilis! - zaśmiałam się.
- O ty... - Jack zaśmiał się, podniósł z podłogi poduszkę i rzucił nią we mnie.
Ze śmiechu usiadłam i ukryłam twarz w dłoniach.
- Przesadziłaś! - Jack usiadł ze śmiechem na przeciwko mnie.
- Wiem. - odrzekłam z uśmiechem. - Ale musiałam się odgryźć.
- Dobra, koniec żartów. Obiecujesz?
- Obiecuję. - powiedziałam i znów zaczęłam się śmiać.
Jack poczochrał mnie po głowie i wyszedł z uśmiechem na twarzy.
- Elsa.
Dziś rano obudził mnie krzyk:
- ELSA! Wstaaaawaj! Pali się!! Pali się!!
Usiadłam powoli, przetarłam oczy i wybełkotałam:
- Słucham...?
Nad łóżkiem latał w te i we wte Jack w piżamie z przerażoną miną.
- SCHODY SIĘ PALĄ!! - wrzasnął.
- Co?! - krzyknęłam, zeskoczyłam z łóżka i wybiegłam na korytarz gotowa zamrozić wszystko co będzie trzeba. Jack wyleciał za mną. Skierowałam się jak najszybciej umiałam na najbliższe schody, ale zobaczyłam, że są nienaruszone.
- Które to schody?! - krzyknęłam w stronę Jack'a.
Nagle zobaczyłam, że opiera się o ścianę i się śmieje.
- Co ty...? - zaczęłam, ale on przerwał podchodząc do mnie i klepiąc mnie po plecach.
- Elsuniu kochana... - zaczął nie przestając się śmiać. - Prima aprilis!
Opadła mi szczęka. Dałam się nabrać?
- Naprawdę uwielbiam patrzeć jak się denerwujesz. - zaśmiał się Jack.
- Ha-ha-ha. Bardzo śmieszne. - powiedziałam kładąc ręce na biodrach. - A jakbym dostała zawału?
- Oj tam, oj tam. - machnął ręką. - Szkoda, że Anna i Kristoff siedzą tam do jutra, bo ich też bym nabrał!
Pokręciłam głową i wróciłam do pokoju. Pomyślałam, że muszę się jakoś zrewanżować. Niestety nabrać Jack'a nie jest tak łatwo.
Po długim rozmyślaniu zdecydowałam się na dość odważny żart. Kiedy Jack zapukał do mnie około dwunastej otworzyłam drzwi i od razu usiadłam na łóżku ze smutną miną.
- Hej Śnieżynko... - podszedł do mnie niepewnym krokiem. - Co się stało? Dalej się gniewasz za ten udawany pożar?
Pokręciłam głową. Jack usiadł obok i objął mnie.
- Anna napisała do Ciebie, że wrócą dzień później? - zapytał.
Znów zaprzeczyłam.
- W takim razie co? - pogłaskał mnie po głowie.
Wstałam i podeszłam do okna.
- Jack... - westchnęłam. - Nie wiem jak Ci to powiedzieć.
- Powiedz jak chcesz.
- Chodzi o to... och, Jack...
- Mów, spokojnie.
- Będziesz tatusiem. - wypaliłam.
Przez chwilę Jack siedział bez ruchu. Po chwili wstał, podszedł do mnie, odwrócił mnie do siebie przodem i uniósł mój podbródek.
- Elso, to cudownie. Nie musisz się niczym martwić. Zobaczysz, będziemy cudownymi...
W tej chwili nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem.
- A ty co? - zdziwił się.
- Prima aprilis! - zaśmiałam się.
- O ty... - Jack zaśmiał się, podniósł z podłogi poduszkę i rzucił nią we mnie.
Ze śmiechu usiadłam i ukryłam twarz w dłoniach.
- Przesadziłaś! - Jack usiadł ze śmiechem na przeciwko mnie.
- Wiem. - odrzekłam z uśmiechem. - Ale musiałam się odgryźć.
- Dobra, koniec żartów. Obiecujesz?
- Obiecuję. - powiedziałam i znów zaczęłam się śmiać.
Jack poczochrał mnie po głowie i wyszedł z uśmiechem na twarzy.
- Elsa.
wtorek, 31 marca 2015
Powracają śniadania do łóżka.
Witajcie,
Po dwóch dniach wróciliśmy do Arendelle. Kristoff'owi powrócił dwany humor i charakter więc sam zaproponował Annie uczczenie jego powrotu do zdrowia i odzyskania Leny. Wczoraj rano wyjechali do trolli razem z córką i Svenem. Anna przyszła do mnie się pożegnać, ale zaraz potem poszłam z powrotem spać. Tamara - jedna z najwierniejszych mi służących - uważa, że przez tą podróż bardzo się wszyscy wyziębiliśmy, wygłodziliśmy i zmęczyliśmy więc na początku wręcz nie pozwalała nam odchodzić od stołu bez zjedzenia drugiej porcji posiłku. Podobnie uważała o spaniu - teraz zamiast ośmiu godzin mieliśmy przesypiać przynajmniej jedenaście. Pozwalałam jej zajmować się nami, bo widocznie sprawiało jej to uciechę. Dlatego też pomyślałam, że nie ma sensu wychodzić z łóżka, bo zaraz do niego wrócę. Jakimś cudem, mimo słońca oświetlającego komnatę przez długie zasłony, zasnęłam.
Jakiś czas później usłyszałam nad głową szept:
- Śnieżyynko... spójrz co dla Ciebie maam...
Otworzyłam oczy i zobaczyłam Jack'a unoszącego się dosłownie dwa centymetry nade mną. W rękach trzymał tacę.
- Jack... zaraz to na mnie wywalisz... - burknęłam.
Postawił tacę na etażerce i położył się obok mnie.
- Ojoj, a cóż to? Ktoś tu ma zły humorek? - zapytał z uśmiechem.
Usiadłam, przetarłam oczy i powiedziałam:
- Nie, nie, przepraszam.
Jack udał obrażoną minę.
- No nie wiem, czy Ci wybaczę. - powiedział.
Trzepnęłam go lekko w ramię z uśmiechem. Położył się na plecach i jęknął:
- No teraz tu już na pewno nie! Przemoc w rodzinie! Ludzie! Ludzie! Przemoc w ro...
- Cicho! - zaśmiałam się wpychając mu do ust kawałek tosta z tacy.
Zamachał nim w moją stronę.
- To twoje! - zawołał. - Ty miałaś to zjeść, proszę bardzo!
- Nie, fuj, pośliniłeś! - zeskoczyłam z łóżka i ze śmiechem zaczęłam uciekać przed Jack'iem z nadgryzionym tostem w ręku.
- Dobra, zmęczyłem się. - wydyszał chwilę potem siadając na ziemi i zjadając tosta.
Usiadłam z powrotem na łóżku i dokończyłam śniadanie. Nagle do środka weszła Tamara.
- Królowa już wstała? Och, pan Jack? Och, śniadanie? No dobrze, widzę, że nie jestem potrzebna. - chciała od razu wyjść.
Jack jednak zatrzymał ją wołając:
- Myślałem, że do królowej się puka. A jakbyśmy się na przykład...
- Em, nie słuchaj go Tamaro. - przerwałam posyłając mu wściekłe spojrzenie. - Możesz wchodzić kiedy chcesz.
Kobieta skłoniła się z uśmiechem i wyszła.
- Jack! - syknęłam. - Mógłbyś się zamknąć przy innych!
Przewrócił oczami i podszedł do mnie.
- Oj Śnieżynko, czasami przesadzasz, naprawdę. - powiedział spokojnym głosem.
- O nie, nie, nie. Nie patrz tak na mnie, ja wiem co ty knujesz. - zaczęłam kiedy Jack objął mnie i uśmiechnął się chytrze.
- No i co z tego. Przecież to lubisz. - odrzekł.
Przewróciłam oczami z uśmiechem.
- A widzisz? - zaśmiał się- Nie zaprzeczysz. A teraz chodź... - pociągnął mnie na łóżko. - ... i nie narzekaj.
- Tego nie mogę obiecać. - zaśmiałam się.
Jack uśmiechnął się i pocałował mnie mocno.
- Elsa.
Po dwóch dniach wróciliśmy do Arendelle. Kristoff'owi powrócił dwany humor i charakter więc sam zaproponował Annie uczczenie jego powrotu do zdrowia i odzyskania Leny. Wczoraj rano wyjechali do trolli razem z córką i Svenem. Anna przyszła do mnie się pożegnać, ale zaraz potem poszłam z powrotem spać. Tamara - jedna z najwierniejszych mi służących - uważa, że przez tą podróż bardzo się wszyscy wyziębiliśmy, wygłodziliśmy i zmęczyliśmy więc na początku wręcz nie pozwalała nam odchodzić od stołu bez zjedzenia drugiej porcji posiłku. Podobnie uważała o spaniu - teraz zamiast ośmiu godzin mieliśmy przesypiać przynajmniej jedenaście. Pozwalałam jej zajmować się nami, bo widocznie sprawiało jej to uciechę. Dlatego też pomyślałam, że nie ma sensu wychodzić z łóżka, bo zaraz do niego wrócę. Jakimś cudem, mimo słońca oświetlającego komnatę przez długie zasłony, zasnęłam.
Jakiś czas później usłyszałam nad głową szept:
- Śnieżyynko... spójrz co dla Ciebie maam...
Otworzyłam oczy i zobaczyłam Jack'a unoszącego się dosłownie dwa centymetry nade mną. W rękach trzymał tacę.
- Jack... zaraz to na mnie wywalisz... - burknęłam.
Postawił tacę na etażerce i położył się obok mnie.
- Ojoj, a cóż to? Ktoś tu ma zły humorek? - zapytał z uśmiechem.
Usiadłam, przetarłam oczy i powiedziałam:
- Nie, nie, przepraszam.
Jack udał obrażoną minę.
- No nie wiem, czy Ci wybaczę. - powiedział.
Trzepnęłam go lekko w ramię z uśmiechem. Położył się na plecach i jęknął:
- No teraz tu już na pewno nie! Przemoc w rodzinie! Ludzie! Ludzie! Przemoc w ro...
- Cicho! - zaśmiałam się wpychając mu do ust kawałek tosta z tacy.
Zamachał nim w moją stronę.
- To twoje! - zawołał. - Ty miałaś to zjeść, proszę bardzo!
- Nie, fuj, pośliniłeś! - zeskoczyłam z łóżka i ze śmiechem zaczęłam uciekać przed Jack'iem z nadgryzionym tostem w ręku.
- Dobra, zmęczyłem się. - wydyszał chwilę potem siadając na ziemi i zjadając tosta.
Usiadłam z powrotem na łóżku i dokończyłam śniadanie. Nagle do środka weszła Tamara.
- Królowa już wstała? Och, pan Jack? Och, śniadanie? No dobrze, widzę, że nie jestem potrzebna. - chciała od razu wyjść.
Jack jednak zatrzymał ją wołając:
- Myślałem, że do królowej się puka. A jakbyśmy się na przykład...
- Em, nie słuchaj go Tamaro. - przerwałam posyłając mu wściekłe spojrzenie. - Możesz wchodzić kiedy chcesz.
Kobieta skłoniła się z uśmiechem i wyszła.
- Jack! - syknęłam. - Mógłbyś się zamknąć przy innych!
Przewrócił oczami i podszedł do mnie.
- Oj Śnieżynko, czasami przesadzasz, naprawdę. - powiedział spokojnym głosem.
- O nie, nie, nie. Nie patrz tak na mnie, ja wiem co ty knujesz. - zaczęłam kiedy Jack objął mnie i uśmiechnął się chytrze.
- No i co z tego. Przecież to lubisz. - odrzekł.
Przewróciłam oczami z uśmiechem.
- A widzisz? - zaśmiał się- Nie zaprzeczysz. A teraz chodź... - pociągnął mnie na łóżko. - ... i nie narzekaj.
- Tego nie mogę obiecać. - zaśmiałam się.
Jack uśmiechnął się i pocałował mnie mocno.
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)