Witajcie,
No cóż... może od razu, bez przypominania Wam milion razy, że dziś miały odbyć się Wieczory Panieński i Kawalerski przejdźmy do rzeczy. Dziś w nocy Anna obudziła mnie i poprowadziła do drzwi wejściowych mamrocząc coś prawie przez sen, że Merida już przypłynęła. Otworzyłam wrota, a że było ciemno usłyszałam tylko pisk i ktoś rzucił mi się na szyję.
- Elsa!!! - wrzasnęła Merida, rozpoznana przez nas po głosie, po włosach... i ogólnie po tym, że miała przybyć w nocy.
- Ciii....! - uciszyła ją szybko Anna i zapaliła świeczkę żebyśmy mogły zobaczyć cokolwiek.
Dzięki odrobinie światła udało mi się dostrzec obok mnie Annę w koszuli nocnej, a tuż przede mną uśmiechniętą od ucha do ucha Meridę. Miała na sobie płaszcz podróżny i dźwigała niedużą torbę.
- Witaj Merido. - uśmiechnęłam się powstrzymując ziewnięcie. - Chodźmy od razu do któregoś pokoju gościnnego, lepiej się prześpij, albo chociaż odpocznij.
Pociągnęłam rudowłosą na górę, a Anna szła przed nami oświetlając korytarz.
- Nie wiecie jak strasznie się cieszę, że tu jestem.- szepnęła Merida łapiąc mnie za rąbek szlafroka. - Zobaczę się ze wszystkimi i z Lenką i będzie ten super wieczór!
- Cii, Merido. - położyłam jej palec na ustach. - Wszyscy śpią.
Weszłyśmy do komnaty dla gości. Merida ściągnęła płacz i rzuciła go na łóżko razem z torbą.
- Prześpij się. - szepnęła Anna. - A my...
- Czyli jutro ślub? - przerwała jej Merida.
- Słucham? - zatkało mnie. - Nie, nie, nie. Jeszcze nie znamy dokładnej daty ślubu.
- A nie powinien być po Wieczorach? - zdziwiła się Merida.
- No tak. - wtrąciła Anna. - Ale oni potrzebują więcej czasu. Przygotowania i tak dalej. A teraz idź spać, a my przyjdziemy rano i razem zjemy śniadanie. Astrid i Czkawka przylecą pewnie rano.
- To super. - uśmiechnęła się. - Ktoś jeszcze będzie?
- Wróżka Zębowa... - zaczęłam, a Merida uniosła brwi. - ...Flynn i Roszpun...
- SERIO?! - krzyknęła.
- Cicho! - uciszyłyśmy ją z Anną jednocześnie.
- To kuzynka. - szepnęłam. - Nie miałam wyjścia.
Merida przewróciła oczami.
- Zobaczysz, zrobi tu jakąś wielką rozróbę. - jęknęła.
- Dobranoc. - odrzekłam i wyszłyśmy razem z Anną.
Rano Merida sama nas obudziła, i niedługo potem zeszłyśmy na śniadanie razem z Jack'iem i Kristoff'em.
- Będę musiała poprosić jakąś służącą, żeby zajęła się przez tą noc, i pewnie dzień Leną. - powiedziała Anna gdy siedzieliśmy przy stole.
Kristoff kiwnął głową. Merida spojrzała na Jack'a i zaczęła:
- Jacusiu, co dziś przywdziejesz?
- To niespodzianka. - odrzekł mrugając do mnie.
Nagle do jadalni wbiegła jedna z służących.
- Wasza Wysokość... - zaczęła zdyszana. - Pani Astrid i Pan Czkawka przybyli. Oni... oni przylecieli... na smokach!!
- Spokojnie, Daisy. - wstałam. - Smoki są.... wytresowane.
Anna i Jack chcieli wstać, żeby przywitać ich ze mną, ale powiedziałam:
- Zostańcie, zaraz tu z nimi przyjdę. Pewnie są głodni po podróży.
I pobiegłam do wrót. Sekundę później ściskałam się już z Astrid.
- Och, Elso, jak dawno Cię nie widziałam! - zawołała.
Czkawka kiwnął mi na powitanie głową z uśmiechem i zapytał z udawaną powagą:
- Gdzież podziali się moi skandynawscy bracia Kristoff i Jack?
- Są w jadalni. - uśmiechnęłam się.
- Mam nadzieję, że masz jakąś super sukienkę..? - zapytała Astrid gdy szliśmy do innych.
Kiwnęłam głową.
- Ooch, na pewno będziesz wyglądać najcudowniej z nas wszystkich!
- Ależ nie, kochana. - zaśmiałam się. - Nie zapominajmy o powalającej urodą Punci.
- O matko, zapomniałam, że też ma być. - jęknęła Astrid. - No, ale kuzynka to kuzynka.
Po śniadaniu z Anną, Meridą i Astrid poszłyśmy do mojej (już wystrojonej) komnaty. Jack, Kristoff i Czkawka chyba poszli do Jack'a.
- No, Elsa! Pokaż tą kieckę! - zawołała Astrid.
- Nie, zobaczycie wieczorem. - uśmiechnęłam się zapraszając je aby usiadły na łóżku.
- Padniecie, gwarantuję. - powiedziała Anna. - Wygląda w niej tak seksi, że mi wczoraj...
- To ona widziała już tą sukienkę? - jęknęła Merida. - To nie fair!
I rzuciła w Annę poduszką.
- Jestem jej siostrą! - Ania oddała jej ze śmiechem.
I tak, jak się domyślacie rozpętała się wojna na poduszki. Około czternastej ktoś zapukał w drzwi. Otworzyłam je i ujrzałyśmy stojących na korytarzu Jack'a, Kristoff'a i Czkawkę ze spuszczonymi głowami i z grobowymi minami.
- Co jest? - zaśmiała się Merida. - Koniec świata, czy co?
- Gorzej, moja droga. - powiedział Jack udając niezwykle poważnego.
- ONA przybyła. - odezwał się Czkawka nie podnosząc głowy.
- Koniec nadchodzi. - dodał Kristoff.
Wszystkie spojrzałyśmy na siebie na wpół rozbawione i przerażone.
- Roszpunka i Flynn stoją u wrót. - powiedział Jack. - Zawsze Cię kochałem. - pocałował mnie.
Anna odchrząknęła i powiedziała:
- No to chodźmy. Wszyscy, będzie bezpieczniej.
- Bezpieczniej? - jęknęła Astrid. - Jak zobaczy Jack'a...
- Nic nie zrobi, bo będzie tam też Flynn. - powiedziałam. - Anna ma rację chodźmy.
Zeszliśmy na dół wolniej niż idą skazańcy na śmierć. Otworzyłam ogromne wrota i naszym oczom ukazała się moja kochana kuzynka, a tuż za nią Flynn. Miała dumną minę, uniesione brwi i ręce na biodrach. Flynn dźwigał jej różową walizkę, a widząc nas pomachał z uśmiechem. Roszpunka była ubrana w różowo-fioletowy podróżny płaszcz, swoje krótkie, ciemne włosy dziwnie nastroszyła wpinając w nie żółte spinki, a na nogach miała czerwone lakierki. Flynn był ubrany na szczęście normalnie.
- Witaj, Roszpunko. - powiedziałam.
Usłyszałam jak za mną Czkawka i Kristoff udają, że wymiotują.
- Witaj, Elso. - odrzekła. - Poprowadź nas do naszego pokoju.
- Myślałam, że to Elsa tu wydaje rozkazy... - szepnęła z tyłu Merida.
- Chodźcie za mną. - zwróciłam się do kuzynki i Flynn'a.
Weszłam na górę i poprowadziłam ich do jednej z komnat gościnnych. Anna, Jack i reszta zostali na dole.
- O której zacznie się ta impreza? - zapytała Roszpunka, gdy jej mąż zaczął rozpakowywać walizkę.
- Około dwudziestej. Przyjdziemy po Was. - odrzekłam. - Teraz możecie odpocząć.
Chciałam wyjść, ale kuzynka złapała mnie za rękaw i szepnęła:
- Jeszcze jedno. Gdzie mogę spotkać Jack'usia?
- Nie wiem. - wyrwałam rękę. - Nie szukaj go.
I wyszłam. Jej pytanie oznaczało, że jakimś cudem nie zobaczyła Jack'a kilka minut temu na dole. Wróciłam do reszty z tą wiadomością.
- To teraz wystarczy, że się schowam. A od dwudziestej już będziemy wszyscy zajęci. - powiedział Jack.
Kiwnęłam głową.
- Chwila... - zaczęła Anna. - Ta Wróżka Zębowa dalej nie przyleciała.
- Może jej nie będzie. - wzruszyła ramionami Astrid. - Już i tak mamy na głowie Roszpunkę.
Kiwnęłam głową. Chwilę potem z dziewczynami wróciłam do swojej sypialni. Około osiemnastej trzydzieści Anna zapytała:
- Może zaczniemy się już się przebierać, co?
- Świetny pomysł! - zawołała Merida i nie czekając na moją odpowiedź pociągnęła Astrid chyba do swojego pokoju po sukienkę.
- Dobrze... - westchnęłam. - To... przebierajmy się!
I ściągnęłam sukienkę. Kiedy otworzyłam szafę Anna zapytała nieśmiało:
- Elsuś... a mogłabyś... coś mi pożyczyć...?
Odwróciłam się do niej z uśmiechem.
- Oczywiście, że tak, Aniu. - przytuliłam ją. - Wybieraj co tylko chcesz.
Po chwili obie byłyśmy już przebrane. Anna ubrała fioletowo-niebieską sukienkę do kolan.
- Teraz fryzury! - zawołała i posadziła mnie przed lustrem.
Zrobiła mi ślicznego warkocza, trochę innego niż robię sobie często. Ja spięłam jej włosy w koczek, którego owinęłam warkoczem i wplotłam czarną wstążkę.
- Wyglądasz ślicznie. - powiedziałam.
- Ty jeszcze bardziej. - Anna przytuliła mnie.
Akurat gdy skończyłyśmy robić sobie makijaż do komnaty wparowały Merida i Astrid w sukienkach i ładnie ułożonych włosach.
- Uuuuuuu Elsa! - zawołała Merida. - Anna miała rację!
- Wyglądasz obłędnie! - powiedziała Astrid z zachwytem.
- Dziękuję, wy też. - odrzekłam. - Ta sukienka to w większości zasługa Anny.
Spojrzałam na zegar. Była dziewiętnasta pięćdziesiąt.
- Idę po Roszpunkę. - powiedziałam. - Poczekajcie na nas. Możecie wszystko rozłożyć i tak dalej.
Wyszłam na korytarz i skierowałam się w stronę pokoju, który wyznaczyłam dla kuzynki i Flynn'a. Zapukałam. Nikt nie odpowiedział. Nagle usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się i... zobaczyłam Jack'a. Miał na sobie niebieski garnitur, a w kieszeni białą różę. Oczywiście nie miał butów.
- Jack... - zaczęłam, jednak nie mogłam zdobyć się na nic więcej. Po prostu mnie zatkało.
Jack podszedł bliżej i objął mnie w talii.
- Elso... - zaczął przyglądając się mi z rozszerzonymi źrenicami. - Wyglądasz najpiękniej... i najseksowniej na świecie.
- Jack! - zaśmiałam się.
Wyjął różę z kieszeni i wręczył mi ją.
- Ty też wyglądasz... bardzo... - zaczęłam, ale on pocałował mnie.
Nagle (tak, to było do przewidzenia) drzwi pokoju otworzyły się. Jack odleciał jak najszybciej umiał. W drzwiach stanęła Roszpunka przybierając pozę Supermena.
- Kto to był? - zapytała.
- Nikt. - powiedziałam szybko. - Gotowa?
Kiwnęła głową. Miała na sobie króciutką różową sukienkę całą z cekinów, a we włosach mnóstwo brokatu. Poszłyśmy do mojej komnaty. Kiedy weszłyśmy do środka ujrzałyśmy dziewczyny tańczące na łóżku i kilka butelek na stoliku.
- Cześć Roszpunko. - powiedziały wszystkie jednocześnie.
- Nie będę się zniżać do waszego poziomu. - westchnęła. - Postoję sobie.
I oparła się o ścianę. I tak stała przez kilka godzin, a my tańczyłyśmy, śpiewałyśmy, piłyśmy (wiem, że to nie brzmi najwytworniej na świecie), grałyśmy w butelkę i wiele wiele innych rzeczy. W pewnej chwili Roszpunka zaczęła płakać. Podeszłam więc do niej i zapytałam o co chodzi.
- Nie zrozumiesz mnie! Idę poszukać Jack'usia! - i wyszła.
Chciałam iść za nią i powstrzymać ją, żeby nie weszła do pokoju Jack'a, ale dziewczyny powiedziały żebym się nią nie przejmowała i imprezowała dalej. Jakąś godzinę później do komnaty wpadli jeden po drugim Jack, Kristoff, Czkawka i Flynn. Byli totalnie pijani. Jack przytulił mnie i powiedział:
- Eeelsa! Och, dzięki Ci!
- Gdzie Roszpunka? - zapytałam.
- No właśnie! My ją... ej, bracia, co myśmy jej zrobili? - zwrócił się do ściany.
- Dobijała się do Ciebie... - zaśmiał się Czkawka. - To żeśmy ją zamknęli w szafie!
- Naprawdę? - jęknęłam. Ciotka mnie zabije!
Jack kiwnął głową.
- Musimy ją wypuścić! - powiedziałam.
- Elsa, wyluzuj! - zawołała Anna i pociągnęła mnie na łóżko. - Jutro!
Nie mogłam za dużo zrobić. W końcu niestety mój stan zbliżył się do stanu Jack'a, a wszystko skończyło się tak, że około czwartej nad ranem wszyscy zasnęliśmy. Astrid i Czkawka na balkonie, Merida na podłodze, Kristoff i Anna w wannie, a ja i Jack jako jedyni cywilizowani ludzie na łóżku. Niestety tylko miejsce było normalne w naszym zaśnięciu, bo Jack był w samych bokserkach, a ja bardzo, bardzo dziwnym trafem miałam na sobie koszulę Flynn'a, spodnie Jack'a i buty Roszpunki.
- Elsa.
sobota, 18 kwietnia 2015
czwartek, 16 kwietnia 2015
Odpowiedzi odebrane, sukienka gotowa.
Witajcie,
Wczoraj wieczorem otrzymaliśmy odpowiedzi od zaproszonych gości. Pierwszy otwarty przez nas list był od Astrid i Czkawki (odpowiedzieli w jednym). Napisali następująco:
Kochana Elso i Jack'u,
Bardzo chętnie przyjmujemy Wasze zaproszenia. Cieszymy się niezmiernie, że w końcu planujecie ślub! Mamy nadzieję, że nie zdenerwujesz się bardzo, Elso, jeśli przylecimy na smokach. Sama rozumiesz, to wygodniejsze niż statek dla dwóch osób. Przylecimy w piątek wieczorem, lub w sobotę rano. Nie możemy się już doczekać!
- Astrid i Czkawka.
- Po co przylatują tak wcześnie? - jęknął Jack. - Wieczór to wieczór...
- Nie denerwuj się, lodóweczko... - pocałowałam go. - I podaj następną kopertę.
Jack uśmiechnął się i wykonał polecenie. Otworzyłam kopertę i przeczytałam:
Droga (wcale nie) kuzynko,
Z wielką radością (wcale nie) przyjmuję Twoje zaproszenie. Nie wiem jakiego brzydala zamierzasz poślubić, ale cieszę się, że w końcu zostawiłaś mojego Jack'usia. Mam nadzieję, że się z nim spotkam. Flynn też się zgodził. I ani słowa mu o Jack'usiu. No cóż, przygotuj się na oślepnięcie od blasku mojej urody i cekinów na mojej nowej sukience, w której przybędę. Ach - Flynn przybędzie ze mną.
Żegnam.
Roszpunka.
- O matko, ona jest okropna! - zawołała Anna.
- Cii... obudzisz Lenę. - szepnęłam. - Wiem, przecież. Ale musiałam ją zaprosić.
Następny list był od Meridy:
NO ELSA!!
W końcu się hajtasz z tym bladym przystojniakiem!! No... jeszcze nie hajtasz, ale będziesz! Ale się cieszę! Oczywiście, że przypłynę na Twój Wieczór Panieński, będzie super impreza, zobaczysz. Tak to urządzimy, że nigdy nie zapomnisz! Nie damy Ci się nudzić!! Uu, już wiem co ubiorę! A ty, Anka - zwracam się do Ciebie, wiem, że gdzieś tam jesteś - dopilnuj, żeby Twoja siostrzyczka ubrała jakąś super seksowną kieckę żeby temu Jack'owi szczena opadła! Spodziewajcie się mnie w nocy z piątku na sobotę! :))
Kocham, ściskam i nie mogę się doczekać,
- Wasza Merida.
- Dopilnuję, Merido, dopilnuję! - Anna zwijała się ze śmiechu na łóżku.
Spojrzałam na Jack'a z uśmiechem. Wyszczerzył do mnie zęby.
- Wróżka Zębowa nie odpisała. - powiedziałam. - Jest chyba bardzo obrażona.
- E tam. - Jack machnął ręką. - Pewnie przyleci.
Anna poklepała mnie po ramieniu.
- Chodź Elsa, musimy wybrać Ci tą super seksowną kieckę. - i pociągnęła mnie do mojej sypialni.
Posadziła mnie na łóżku i zaczęła wyrzucać z szafy wszystko co wpadło jej w ręce.
- Aniu... zaczekaj... - zaczęłam, ale ona w ogóle mnie nie słuchała.
- Tak, wiem, mam nie przesadzać! - zawołała. - Ale i ty nie przesadzaj! To specjalny wieczór, musisz być seksi i w ogóle najpiękniejsza na ziemi. Chociaż i tak jesteś...
- Aniu, myślę, że...
- Dobrze, nie musi być krótka! - kontynuowała siostra. - Ale dekolt musi być, koniecznie! Mówię Ci, jak masz co...
- Aniu...
- ...pokazywać to się nie kryj!
- Aniu! - odwróciłam ją w swoją stronę. - Wolę sama zrobić sobie sukienkę.
Anna zmarszczyła brwi, podrapała się po głowie, a po chwili uśmiechnęła się szeroko i przytuliła mnie mówiąc:
- Ty to masz zawsze cudne pomysły! Ale zrobisz to przy mnie. Bo inaczej skończysz w jakiejś sutannie.
- Dobrze... - westchnęłam i rozebrałam się do bielizny.
Wyczarowałam najpierw zwykłą, niebieską sukienkę na ramiączkach z dość dużym dekoltem, sięgającą do stóp. Następnie zaczarowałam ramiączka, zmieniając je w lodowe, cieniutkie sznureczki. Na dekolcie pojawiły się śliczne śnieżynki tak samo po chwili u dołu sukienki.
- Ślicznie. - powiedziała Anna przyglądając się kreacji. - Ale trochę banalnie. Weź, skróć tą sukienkę, i jeszcze w pasie coś dorób.
Wysłuchałam siostry. W efekcie końcowym, jakieś dziesięć minut później, po milionie poprawek stanęłam przed lustrem w jasnoniebieskiej sukience sięgającej trochę nad kolana, z lodowymi ramiączkami, śnieżynkowym dekoltem i podobnym wzorem na biodrach i u dołu. Na rękach miałam białe, krótkie rękawiczki, a na nogach lodowe buty na obcasach.
- No, no. - westchnęła Ania. - Wyglądasz super seksownie.
Przekrzywiłam głowę z uśmiechem.
- Dobra, ściągaj ją i powieś na jakimś specjalnym wieszaku żeby czekała na nim do soboty. - dodała siostra i pomogła mi się rozebrać.
- Ciekawe co ubiorą Jack i Kristoff. - powiedziałam. - A ty w czym pójdziesz?
Anna wzruszyła ramionami.
- Jeszcze zobaczę.
Po powieszeniu sukienki w specjalnym miejscu, tak żeby Jack jej nie zobaczył, poszłyśmy spać.
- Elsa.
Wczoraj wieczorem otrzymaliśmy odpowiedzi od zaproszonych gości. Pierwszy otwarty przez nas list był od Astrid i Czkawki (odpowiedzieli w jednym). Napisali następująco:
Kochana Elso i Jack'u,
Bardzo chętnie przyjmujemy Wasze zaproszenia. Cieszymy się niezmiernie, że w końcu planujecie ślub! Mamy nadzieję, że nie zdenerwujesz się bardzo, Elso, jeśli przylecimy na smokach. Sama rozumiesz, to wygodniejsze niż statek dla dwóch osób. Przylecimy w piątek wieczorem, lub w sobotę rano. Nie możemy się już doczekać!
- Astrid i Czkawka.
- Po co przylatują tak wcześnie? - jęknął Jack. - Wieczór to wieczór...
- Nie denerwuj się, lodóweczko... - pocałowałam go. - I podaj następną kopertę.
Jack uśmiechnął się i wykonał polecenie. Otworzyłam kopertę i przeczytałam:
Droga (wcale nie) kuzynko,
Z wielką radością (wcale nie) przyjmuję Twoje zaproszenie. Nie wiem jakiego brzydala zamierzasz poślubić, ale cieszę się, że w końcu zostawiłaś mojego Jack'usia. Mam nadzieję, że się z nim spotkam. Flynn też się zgodził. I ani słowa mu o Jack'usiu. No cóż, przygotuj się na oślepnięcie od blasku mojej urody i cekinów na mojej nowej sukience, w której przybędę. Ach - Flynn przybędzie ze mną.
Żegnam.
Roszpunka.
- O matko, ona jest okropna! - zawołała Anna.
- Cii... obudzisz Lenę. - szepnęłam. - Wiem, przecież. Ale musiałam ją zaprosić.
Następny list był od Meridy:
NO ELSA!!
W końcu się hajtasz z tym bladym przystojniakiem!! No... jeszcze nie hajtasz, ale będziesz! Ale się cieszę! Oczywiście, że przypłynę na Twój Wieczór Panieński, będzie super impreza, zobaczysz. Tak to urządzimy, że nigdy nie zapomnisz! Nie damy Ci się nudzić!! Uu, już wiem co ubiorę! A ty, Anka - zwracam się do Ciebie, wiem, że gdzieś tam jesteś - dopilnuj, żeby Twoja siostrzyczka ubrała jakąś super seksowną kieckę żeby temu Jack'owi szczena opadła! Spodziewajcie się mnie w nocy z piątku na sobotę! :))
Kocham, ściskam i nie mogę się doczekać,
- Wasza Merida.
- Dopilnuję, Merido, dopilnuję! - Anna zwijała się ze śmiechu na łóżku.
Spojrzałam na Jack'a z uśmiechem. Wyszczerzył do mnie zęby.
- Wróżka Zębowa nie odpisała. - powiedziałam. - Jest chyba bardzo obrażona.
- E tam. - Jack machnął ręką. - Pewnie przyleci.
Anna poklepała mnie po ramieniu.
- Chodź Elsa, musimy wybrać Ci tą super seksowną kieckę. - i pociągnęła mnie do mojej sypialni.
Posadziła mnie na łóżku i zaczęła wyrzucać z szafy wszystko co wpadło jej w ręce.
- Aniu... zaczekaj... - zaczęłam, ale ona w ogóle mnie nie słuchała.
- Tak, wiem, mam nie przesadzać! - zawołała. - Ale i ty nie przesadzaj! To specjalny wieczór, musisz być seksi i w ogóle najpiękniejsza na ziemi. Chociaż i tak jesteś...
- Aniu, myślę, że...
- Dobrze, nie musi być krótka! - kontynuowała siostra. - Ale dekolt musi być, koniecznie! Mówię Ci, jak masz co...
- Aniu...
- ...pokazywać to się nie kryj!
- Aniu! - odwróciłam ją w swoją stronę. - Wolę sama zrobić sobie sukienkę.
Anna zmarszczyła brwi, podrapała się po głowie, a po chwili uśmiechnęła się szeroko i przytuliła mnie mówiąc:
- Ty to masz zawsze cudne pomysły! Ale zrobisz to przy mnie. Bo inaczej skończysz w jakiejś sutannie.
- Dobrze... - westchnęłam i rozebrałam się do bielizny.
Wyczarowałam najpierw zwykłą, niebieską sukienkę na ramiączkach z dość dużym dekoltem, sięgającą do stóp. Następnie zaczarowałam ramiączka, zmieniając je w lodowe, cieniutkie sznureczki. Na dekolcie pojawiły się śliczne śnieżynki tak samo po chwili u dołu sukienki.
- Ślicznie. - powiedziała Anna przyglądając się kreacji. - Ale trochę banalnie. Weź, skróć tą sukienkę, i jeszcze w pasie coś dorób.
Wysłuchałam siostry. W efekcie końcowym, jakieś dziesięć minut później, po milionie poprawek stanęłam przed lustrem w jasnoniebieskiej sukience sięgającej trochę nad kolana, z lodowymi ramiączkami, śnieżynkowym dekoltem i podobnym wzorem na biodrach i u dołu. Na rękach miałam białe, krótkie rękawiczki, a na nogach lodowe buty na obcasach.
- No, no. - westchnęła Ania. - Wyglądasz super seksownie.
Przekrzywiłam głowę z uśmiechem.
- Dobra, ściągaj ją i powieś na jakimś specjalnym wieszaku żeby czekała na nim do soboty. - dodała siostra i pomogła mi się rozebrać.
- Ciekawe co ubiorą Jack i Kristoff. - powiedziałam. - A ty w czym pójdziesz?
Anna wzruszyła ramionami.
- Jeszcze zobaczę.
Po powieszeniu sukienki w specjalnym miejscu, tak żeby Jack jej nie zobaczył, poszłyśmy spać.
- Elsa.
wtorek, 14 kwietnia 2015
Zaproszenia wysłane!
Witajcie,
Rano po śniadaniu poszłam do Jack'a i Anny czekających już na mnie w sali tronowej. Mieliśmy zaplanować i wypisać zaproszenia na Wieczór Panieński i Kawalerski. Kiedy weszłam do środka siedzieli na podłodze otoczeni mnóstwem kopert i kartek.
- W końcu jesteś, Elsa! - zawołała Anna. - Chodź do nas!
Usiadłam obok Jack'a.
- Dobrze... to... jak to w ogóle będzie wyglądać? - zapytałam.
- To Twój Wieczór Panieński, musisz sama coś wymyślić. - odrzekła Anna.
- W takim razie... - zaczęłam po chwili. - Proponuję, żeby to nie była jakaś wielka impreza. Możemy to urządzić na przykład w mojej komnacie. A Wieczór Kawalerski w komnacie Jack'a. Zaprośmy tylko najbliższych.
- No, alee.... - jęknęła Anna. - No dobrze. Czyli będzie bardzo prywatnie?
Kiwnęłam głową.
- Mi to pasuje. - powiedział Jack. - To nasze wieczory. I może zrobimy oba Wieczory w jedną noc? Tylko w dwóch częściach zamku, u Elsy i u mnie.
- Świetny pomysł! - zawołała Ania. - Ale przydało by się jedno. Zakaz w tą noc kontaktu między dziewczynami z pokoju Elsy i facetami z pokoju Jack'a.
- No tak. - zgodziłam się.
- To co? Ustalone?- zapytał Jack.
- Chwila moment. - przerwałam. - A co z jedzeniem?
- I piciem...? - dodała pod nosem Anna.
- Oj, Elsa! - zawołał Jack. - Jesteś królową, czy nie? Po prostu rozkażesz coś zrobić w kuchni.
- No... dobrze. - powiedziałam.
Jack uśmiechnął się i podniósł pierwszą kartkę.
- To co? Panie mają pierwszeństwo. - podał ją mi. - Kogo zapraszacie?
Wyczarowałam sobie lodowe pióro i zaczęłam pisać:
Droga Merido,
Mam zaszczyt zaprosić Cię do Arendelle na mój Wieczór Panieński. Odbędzie się on...
- No właśnie, kiedy? - zapytała Anna.
- Potrzebujemy trochę czasu na przygotowanie się do tego. - powiedziałam. - Fizycznie i psychicznie.
Jack kiwnął głową.
- To może sobota? - zaproponował.
Zgodziłyśmy się, po czym wypisałam jeszcze zaproszenia dla Astrid i niechętnie dla Roszpunki i Wróżki Zębowej.
- Elsa, coś ty! - zawołała Anna widząc jak podpisuję do nich koperty. - One Ci zepsują cały wieczór!
- Roszpunkę i tak muszę zaprosić. To kuzynka, a jakby się jej matka dowiedziała... - zaczęłam. - A z Wróżką może jakimś cudem uda się zawrzeć pokój.
- No, może po wypiciu kilku butelek... - zaśmiał się Jack.
- Ha-ha-ha. - zaśmiałam się sztucznie i rzuciłam mu resztę pustych kartek i kopert. - Teraz Twoja kolej.
- No dobra. - Jack zaczął wypisywać zaproszenia. - Zaproszę Czkawkę i Flynn'a. Biedak, że musi żyć z Roszpunką, ale sam jest nawet spoko gość.
Anna kiwnęła głową.
- To wysyłamy? - zapytała.
- Wysyłamy. - powiedziałam i poszliśmy do jednego z służących aby dostarczył listy.
Jack uśmiechnął się gdy wracaliśmy do pokojów.
- To teraz trzeba wykombinować stroje, nie? - powiedział. - Razem coś z Kristoff'em wymyślimy.
- My też! - zawołała Ania. - Będziemy miały tysiąc razy lepsze stroje od Was.
- Zobaczymy. - zaśmiał się Jack, pocałował mnie i wszedł do swojego pokoju.
- Elsa.
Rano po śniadaniu poszłam do Jack'a i Anny czekających już na mnie w sali tronowej. Mieliśmy zaplanować i wypisać zaproszenia na Wieczór Panieński i Kawalerski. Kiedy weszłam do środka siedzieli na podłodze otoczeni mnóstwem kopert i kartek.
- W końcu jesteś, Elsa! - zawołała Anna. - Chodź do nas!
Usiadłam obok Jack'a.
- Dobrze... to... jak to w ogóle będzie wyglądać? - zapytałam.
- To Twój Wieczór Panieński, musisz sama coś wymyślić. - odrzekła Anna.
- W takim razie... - zaczęłam po chwili. - Proponuję, żeby to nie była jakaś wielka impreza. Możemy to urządzić na przykład w mojej komnacie. A Wieczór Kawalerski w komnacie Jack'a. Zaprośmy tylko najbliższych.
- No, alee.... - jęknęła Anna. - No dobrze. Czyli będzie bardzo prywatnie?
Kiwnęłam głową.
- Mi to pasuje. - powiedział Jack. - To nasze wieczory. I może zrobimy oba Wieczory w jedną noc? Tylko w dwóch częściach zamku, u Elsy i u mnie.
- Świetny pomysł! - zawołała Ania. - Ale przydało by się jedno. Zakaz w tą noc kontaktu między dziewczynami z pokoju Elsy i facetami z pokoju Jack'a.
- No tak. - zgodziłam się.
- To co? Ustalone?- zapytał Jack.
- Chwila moment. - przerwałam. - A co z jedzeniem?
- I piciem...? - dodała pod nosem Anna.
- Oj, Elsa! - zawołał Jack. - Jesteś królową, czy nie? Po prostu rozkażesz coś zrobić w kuchni.
- No... dobrze. - powiedziałam.
Jack uśmiechnął się i podniósł pierwszą kartkę.
- To co? Panie mają pierwszeństwo. - podał ją mi. - Kogo zapraszacie?
Wyczarowałam sobie lodowe pióro i zaczęłam pisać:
Droga Merido,
Mam zaszczyt zaprosić Cię do Arendelle na mój Wieczór Panieński. Odbędzie się on...
- No właśnie, kiedy? - zapytała Anna.
- Potrzebujemy trochę czasu na przygotowanie się do tego. - powiedziałam. - Fizycznie i psychicznie.
Jack kiwnął głową.
- To może sobota? - zaproponował.
Zgodziłyśmy się, po czym wypisałam jeszcze zaproszenia dla Astrid i niechętnie dla Roszpunki i Wróżki Zębowej.
- Elsa, coś ty! - zawołała Anna widząc jak podpisuję do nich koperty. - One Ci zepsują cały wieczór!
- Roszpunkę i tak muszę zaprosić. To kuzynka, a jakby się jej matka dowiedziała... - zaczęłam. - A z Wróżką może jakimś cudem uda się zawrzeć pokój.
- No, może po wypiciu kilku butelek... - zaśmiał się Jack.
- Ha-ha-ha. - zaśmiałam się sztucznie i rzuciłam mu resztę pustych kartek i kopert. - Teraz Twoja kolej.
- No dobra. - Jack zaczął wypisywać zaproszenia. - Zaproszę Czkawkę i Flynn'a. Biedak, że musi żyć z Roszpunką, ale sam jest nawet spoko gość.
Anna kiwnęła głową.
- To wysyłamy? - zapytała.
- Wysyłamy. - powiedziałam i poszliśmy do jednego z służących aby dostarczył listy.
Jack uśmiechnął się gdy wracaliśmy do pokojów.
- To teraz trzeba wykombinować stroje, nie? - powiedział. - Razem coś z Kristoff'em wymyślimy.
- My też! - zawołała Ania. - Będziemy miały tysiąc razy lepsze stroje od Was.
- Zobaczymy. - zaśmiał się Jack, pocałował mnie i wszedł do swojego pokoju.
- Elsa.
niedziela, 12 kwietnia 2015
Zmartwienia mają zniknąć.
Witajcie,
Wczoraj wieczorem siedziałam z Anną i Leną na łóżku. Zastanawiałam się czy powiedzieć jej o przemyśleniach na temat ślubu.
- Anno... - zaczęłam w końcu.
- Słucham, Elsuś. - uśmiechnęła się.
- Wiesz... ostatnio pomyślałam, że... cóż, ja i Jack... jesteśmy narzeczonymi...
- Wiem. - przerwała Ania. - I chcecie wziąć ślub.
Kiwnęłam głową i westchnęłam.
- Ale to nie takie proste...
- Oczywiście. - powiedziała siostra poprawiając Lenie kołnierzyk w sukience. - Najpierw trzeba ogłosić wszystko poddanym, napisać miliard zaproszeń, unieszkodliwić Roszpunkę, zająć się sprawami koronacji Jack'a, ale przed tym wszystkim.... trzeba się wyluzować!
- To znaczy? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Wieczór Panieński!!! - zawołała Anna. - Ja go nie miałam, bo o wszystkim zapomnieliśmy zajmując się przygotowaniami. - Ale królowa musi mieć! I Jack'owi też należy się porządny Wieczór Kawalerski, nie uważasz?
- Przyznam, że o tym nie myślałam... - powiedziałam.
Anna uśmiechnęła się.
- Pogadaj z Jack'iem. - mrugnęła i popchnęła mnie lekko w stronę drzwi.
Wyszłam na korytarz i nagle Jack wyleciał zza zakrętu.
- Hej, Elso. - pocałował mnie.
- Hej... - westchnęłam. - Możemy porozmawiać?
- Oczywiście. - pociągnął mnie do swojego pokoju i usiedliśmy na łóżku. - Więc?
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam:
- Jack, to bardzo ważna sprawa. Jeśli weźmiemy ślub... jestem królową, a to oznacza, że Ty zostałbyś królem.
Jack podrapał się po głowie i wyszczerzył zęby.
- Mi to pasuje. - powiedział.
- To nie takie proste jak Ci się wydaje. Będziesz miał mnóstwo obowiązków tak jak ja. - powiedziałam poważnym tonem.
- Oj, śnieżynko, przesadzasz. - pogłaskał mnie po głowie. - Razem damy radę.
- No dobrze. Zaufam Ci. - westchnęłam. - A teraz inna sprawa - Anna namawia mnie na zorganizowanie Wieczora Panieńskiego i Kawalerskiego.
- Łuhuu! - wzbił się w powietrze i wywinął koziołka. - Jestem za!
- Ale pomożesz mi w organizacji? W wysyłaniu zaproszeń i... - zaczęłam z przejęciem, ale Jack usiadł z powrotem i przytulił mnie do siebie.
- Elso, najważniejsze jest to, że w końcu będziemy małżeństwem. Niczym się nie martw. Jutro pomyślimy nad wysyłaniem zaproszeń... na razie na Wieczory. - mrugnął do mnie.
Kiwnęłam głową.
- Zobaczysz, ten czas będzie dla Ciebie najpiękniejszym w życiu. Zmartwienia mają zniknąć. - uśmiechnął się i pocałował mnie.
Także się uśmiechnęłam i odwzajemniłam pocałunek.
- Elsa.
Wczoraj wieczorem siedziałam z Anną i Leną na łóżku. Zastanawiałam się czy powiedzieć jej o przemyśleniach na temat ślubu.
- Anno... - zaczęłam w końcu.
- Słucham, Elsuś. - uśmiechnęła się.
- Wiesz... ostatnio pomyślałam, że... cóż, ja i Jack... jesteśmy narzeczonymi...
- Wiem. - przerwała Ania. - I chcecie wziąć ślub.
Kiwnęłam głową i westchnęłam.
- Ale to nie takie proste...
- Oczywiście. - powiedziała siostra poprawiając Lenie kołnierzyk w sukience. - Najpierw trzeba ogłosić wszystko poddanym, napisać miliard zaproszeń, unieszkodliwić Roszpunkę, zająć się sprawami koronacji Jack'a, ale przed tym wszystkim.... trzeba się wyluzować!
- To znaczy? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Wieczór Panieński!!! - zawołała Anna. - Ja go nie miałam, bo o wszystkim zapomnieliśmy zajmując się przygotowaniami. - Ale królowa musi mieć! I Jack'owi też należy się porządny Wieczór Kawalerski, nie uważasz?
- Przyznam, że o tym nie myślałam... - powiedziałam.
Anna uśmiechnęła się.
- Pogadaj z Jack'iem. - mrugnęła i popchnęła mnie lekko w stronę drzwi.
Wyszłam na korytarz i nagle Jack wyleciał zza zakrętu.
- Hej, Elso. - pocałował mnie.
- Hej... - westchnęłam. - Możemy porozmawiać?
- Oczywiście. - pociągnął mnie do swojego pokoju i usiedliśmy na łóżku. - Więc?
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam:
- Jack, to bardzo ważna sprawa. Jeśli weźmiemy ślub... jestem królową, a to oznacza, że Ty zostałbyś królem.
Jack podrapał się po głowie i wyszczerzył zęby.
- Mi to pasuje. - powiedział.
- To nie takie proste jak Ci się wydaje. Będziesz miał mnóstwo obowiązków tak jak ja. - powiedziałam poważnym tonem.
- Oj, śnieżynko, przesadzasz. - pogłaskał mnie po głowie. - Razem damy radę.
- No dobrze. Zaufam Ci. - westchnęłam. - A teraz inna sprawa - Anna namawia mnie na zorganizowanie Wieczora Panieńskiego i Kawalerskiego.
- Łuhuu! - wzbił się w powietrze i wywinął koziołka. - Jestem za!
- Ale pomożesz mi w organizacji? W wysyłaniu zaproszeń i... - zaczęłam z przejęciem, ale Jack usiadł z powrotem i przytulił mnie do siebie.
- Elso, najważniejsze jest to, że w końcu będziemy małżeństwem. Niczym się nie martw. Jutro pomyślimy nad wysyłaniem zaproszeń... na razie na Wieczory. - mrugnął do mnie.
Kiwnęłam głową.
- Zobaczysz, ten czas będzie dla Ciebie najpiękniejszym w życiu. Zmartwienia mają zniknąć. - uśmiechnął się i pocałował mnie.
Także się uśmiechnęłam i odwzajemniłam pocałunek.
- Elsa.
czwartek, 9 kwietnia 2015
Miły spacer z Leną.
Witajcie,
Wczoraj nadszedł zbawienny dzień dla Jack'a, ponieważ Zając Wielkanocny wrócił do swojego... domu, jeśli można tak to nazwać. Oczywiście wygarnęłam Jack'owi, że bardzo niemiło zachowywał się wobec niego, ale za bardzo się tym nie przejął.
Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ciepły i słoneczny więc Anna z samego rana zaproponowała wyjście z Leną na spacer. Nie miałam w planach nic szczególnego więc zgodziłam się. Jack od razu powiedział, że idzie z nami. Kristoff początkowo trochę jęczał, że mu się nie chce, ale w końcu Ania namówiła go. Zniósł na dół śliczny, drewniany wózek Leny i po śniadaniu wyszliśmy.
- Gdzie pójdziemy? - zapytała Anna. - Może do portu?
- To nie najlepszy pomysł. - pokręciłam głową. - Tuż przy porcie handlarze rozkładają stragany i będzie tam mnóstwo ludzi.
- No tak... - powiedziała Anna. - To... w góry?
- Absolutnie nie. Za daleko. - jęknął Kristoff.
- Może chodźmy po prostu jakąś ścieżką w stronę lasu, posiedźmy tam trochę i wróćmy na obiad? - zaproponował Jack wywijając laską.
Anna kiwnęła głową z uśmiechem. Kristoff wydał krótkie "Mhm...", a ja pocałowałam Jack'a w policzek.
- Geniusz. - pochwaliłam go.
Tak więc skierowaliśmy się na łąkę niedaleko lasu. Lena leżała w wózku w ślicznej, zielonej sukieneczce pasującej do sukienki Anny i śmiała się, a jej rodzice przyglądali się jej z czułością. Serce przepełniało mi się radością na ten widok. Widok szczęśliwej siostry, która w końcu odnalazła coś z czego może w życiu czerpać radość i miłość.
- Och... ona jest taka piękna. - westchnęła Anna.
- Tak... jak mamusia. - westchnął Kristoff.
- Oj, przestań. - zaśmiała się Anka, a Kristoff pocałował ją.
Jack podrapał się po głowie drugą ręką obejmując mnie zapewne, żebym nie czuła się samotna. Uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział zalotnym mrugnięciem.
- No dobra, koniec tych flirtów, Lena patrzy. - zaśmiała się Anna.
- Niech się uczy. - powiedział Jack z uśmiechem. - Jeszcze chwila i zacznie ją podrywać jakiś książę.
- E tam. - Anna machnęła ręką. - Elso, mogłabyś coś wyczarować żeby Lenka nas nie słuchała? - zwróciła się do mnie.
Kiwnęłam głową z uśmiechem. Ściągnęłam rękawiczki i wyczarowałam dwa lodowe motylki, które pomknęły w stronę wózka i zaczęły powolutku latać nad Leną. Dziewczynka najpierw zrobiła zdziwioną minkę, a potem zaczęła się śmiać i machać rączkami.
- Ale cudowne! - odezwała się Anna. - Och, Elso są śliczne! - przytuliła mnie.
Uśmiechnęłam się i odwzajemniłam uścisk. Jakiś czas później usiedliśmy na trawie i wyjęliśmy Lenę z wózka. Anna podała ją Jackowi i położyła się na trawie. Kristoff położył się przy niej i zaczął głaskać ją po włosach. Jack usiadł trochę dalej od nich z Leną na rękach. Usiadłam przy nim i pogłaskałam siostrzenicę po główce.
- Słodziutka, nie? - uśmiechnął się Jack.
- Tak... - westchnęłam.
- Może... sama być taką chciała...? - zapytał, ale przerwałam mu:
- Jack! Opanuj się.
- No co?
- Nie jesteśmy nawet małżeństwem! - ucięłam.
Jack chciał coś jeszcze powiedzieć, ale uniosłam ostrzegawczo palec wskazujący. Spuścił głowę i zaczął mówić do Leny:
- Widzisz? Twoja ciocia jest bardzo uparta.
Przechyliłam głowę z uśmiechem.
- Mówię Ci. - mówił dalej głaszcząc małą. - Ale musi taka być, w końcu jest królową, wiesz? A to znaczy, że siedzi na tronie, nosi koronę, podpisuje ważne listy i straasznie się rządzi.
Lena zaśmiała się. Jack wyszczerzył do mnie zęby. Pokręciłam głową z uśmiechem.
- Ej, co wy tam robicie z moją córką? - Kristoff przysunął się do nas i odebrał Jack'owi Lenę.
- Może już wrócimy? - zaproponowała Anna. - Jestem strasznie głodna, a i ta mała dama zaraz będzie się domagać karmienia.
- Dobra. - powiedział Jack i wstał.
Po chwili wróciliśmy na obiad, a Anna nakarmiła Lenę.
- Elso... - Jack zaczepił mnie kiedy wracałam do sypialni.
- Słucham. - odwróciłam się.
Podszedł do mnie blisko, i chwycił mnie za ręce.
- Śnieżynko... jesteśmy już narzeczonymi od dawna. W sumie, chyba przydał by się ślub. I nie chodzi mi o... po prostu. Ja... po prostu.... wiesz, o tym dobrze, Elso. Ja... kocham Cię.
Opuścił wzrok i chciał odejść, ale przytuliłam go i pocałowałam. Odwzajemnił pocałunek i uśmiechnął się.
- Jack, nie myśl, że nie chcę naszego ślubu. Oczywiście, że chcę. Też Cię kocham.
Kiwnął głową, pocałował mnie jeszcze raz i odszedł.
- Elsa.
Wczoraj nadszedł zbawienny dzień dla Jack'a, ponieważ Zając Wielkanocny wrócił do swojego... domu, jeśli można tak to nazwać. Oczywiście wygarnęłam Jack'owi, że bardzo niemiło zachowywał się wobec niego, ale za bardzo się tym nie przejął.
Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ciepły i słoneczny więc Anna z samego rana zaproponowała wyjście z Leną na spacer. Nie miałam w planach nic szczególnego więc zgodziłam się. Jack od razu powiedział, że idzie z nami. Kristoff początkowo trochę jęczał, że mu się nie chce, ale w końcu Ania namówiła go. Zniósł na dół śliczny, drewniany wózek Leny i po śniadaniu wyszliśmy.
- Gdzie pójdziemy? - zapytała Anna. - Może do portu?
- To nie najlepszy pomysł. - pokręciłam głową. - Tuż przy porcie handlarze rozkładają stragany i będzie tam mnóstwo ludzi.
- No tak... - powiedziała Anna. - To... w góry?
- Absolutnie nie. Za daleko. - jęknął Kristoff.
- Może chodźmy po prostu jakąś ścieżką w stronę lasu, posiedźmy tam trochę i wróćmy na obiad? - zaproponował Jack wywijając laską.
Anna kiwnęła głową z uśmiechem. Kristoff wydał krótkie "Mhm...", a ja pocałowałam Jack'a w policzek.
- Geniusz. - pochwaliłam go.
Tak więc skierowaliśmy się na łąkę niedaleko lasu. Lena leżała w wózku w ślicznej, zielonej sukieneczce pasującej do sukienki Anny i śmiała się, a jej rodzice przyglądali się jej z czułością. Serce przepełniało mi się radością na ten widok. Widok szczęśliwej siostry, która w końcu odnalazła coś z czego może w życiu czerpać radość i miłość.
- Och... ona jest taka piękna. - westchnęła Anna.
- Tak... jak mamusia. - westchnął Kristoff.
- Oj, przestań. - zaśmiała się Anka, a Kristoff pocałował ją.
Jack podrapał się po głowie drugą ręką obejmując mnie zapewne, żebym nie czuła się samotna. Uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział zalotnym mrugnięciem.
- No dobra, koniec tych flirtów, Lena patrzy. - zaśmiała się Anna.
- Niech się uczy. - powiedział Jack z uśmiechem. - Jeszcze chwila i zacznie ją podrywać jakiś książę.
- E tam. - Anna machnęła ręką. - Elso, mogłabyś coś wyczarować żeby Lenka nas nie słuchała? - zwróciła się do mnie.
Kiwnęłam głową z uśmiechem. Ściągnęłam rękawiczki i wyczarowałam dwa lodowe motylki, które pomknęły w stronę wózka i zaczęły powolutku latać nad Leną. Dziewczynka najpierw zrobiła zdziwioną minkę, a potem zaczęła się śmiać i machać rączkami.
- Ale cudowne! - odezwała się Anna. - Och, Elso są śliczne! - przytuliła mnie.
Uśmiechnęłam się i odwzajemniłam uścisk. Jakiś czas później usiedliśmy na trawie i wyjęliśmy Lenę z wózka. Anna podała ją Jackowi i położyła się na trawie. Kristoff położył się przy niej i zaczął głaskać ją po włosach. Jack usiadł trochę dalej od nich z Leną na rękach. Usiadłam przy nim i pogłaskałam siostrzenicę po główce.
- Słodziutka, nie? - uśmiechnął się Jack.
- Tak... - westchnęłam.
- Może... sama być taką chciała...? - zapytał, ale przerwałam mu:
- Jack! Opanuj się.
- No co?
- Nie jesteśmy nawet małżeństwem! - ucięłam.
Jack chciał coś jeszcze powiedzieć, ale uniosłam ostrzegawczo palec wskazujący. Spuścił głowę i zaczął mówić do Leny:
- Widzisz? Twoja ciocia jest bardzo uparta.
Przechyliłam głowę z uśmiechem.
- Mówię Ci. - mówił dalej głaszcząc małą. - Ale musi taka być, w końcu jest królową, wiesz? A to znaczy, że siedzi na tronie, nosi koronę, podpisuje ważne listy i straasznie się rządzi.
Lena zaśmiała się. Jack wyszczerzył do mnie zęby. Pokręciłam głową z uśmiechem.
- Ej, co wy tam robicie z moją córką? - Kristoff przysunął się do nas i odebrał Jack'owi Lenę.
- Może już wrócimy? - zaproponowała Anna. - Jestem strasznie głodna, a i ta mała dama zaraz będzie się domagać karmienia.
- Dobra. - powiedział Jack i wstał.
Po chwili wróciliśmy na obiad, a Anna nakarmiła Lenę.
- Elso... - Jack zaczepił mnie kiedy wracałam do sypialni.
- Słucham. - odwróciłam się.
Podszedł do mnie blisko, i chwycił mnie za ręce.
- Śnieżynko... jesteśmy już narzeczonymi od dawna. W sumie, chyba przydał by się ślub. I nie chodzi mi o... po prostu. Ja... po prostu.... wiesz, o tym dobrze, Elso. Ja... kocham Cię.
Opuścił wzrok i chciał odejść, ale przytuliłam go i pocałowałam. Odwzajemnił pocałunek i uśmiechnął się.
- Jack, nie myśl, że nie chcę naszego ślubu. Oczywiście, że chcę. Też Cię kocham.
Kiwnął głową, pocałował mnie jeszcze raz i odszedł.
- Elsa.
wtorek, 7 kwietnia 2015
Poszukiwania pisanek
Witajcie,
Wczoraj rano Zając Wielkanocny przyszedł do jadalni zjeść z nami śniadanie.
- Jeszcze raz dziękuję, że mogę tu zostać. - odezwał się.
Jack przez cały czas miał naburmuszoną minę, a za każdym razem kiedy Zając coś mówił przewracał oczami.
- Ależ to dla nas sama przyjemność. - odrzekł sarkastycznie.
- Jack! - trzepnęłam go w ramię.
- Spokojnie, zdążyłem się przyzwyczaić do charakterku pana Frosta. - powiedział Zając.
Anna spojrzała na mnie porozumiewawczo.
- To... ja chyba pójdę już do Leny. - powiedziała i pociągnęła za sobą Kristoff'a.
Wzięłam głęboki oddech.
- Moi drodzy... - zaczęłam. - Mamy Wielkanoc, nie uważacie, że miło byłoby zachować przyjazną atmosferę?
- Bez obrazy, królowo, ale nie potrzebuję tłumaczenia pojęcia Wielkanocy. - powiedział Zając.
- To może zaczął byś się do niego stosować? - burknął Jack.
- Jack, Ciebie dotyczy to tak samo. - przerwałam. - Nie wiem czemu się tak nie lubicie, ale postarajcie się to naprawić.
Zając pokręcił głową.
- Nie przejmujmy się tym teraz. Czas na szukanie pisanek! Lecę po księżniczkę i jej rodzinkę, poczekajcie na nas! - i wybiegł z jadalni.
Spojrzałam na Jack'a.
- To nie moja wina, nie patrz tak na mnie. - powiedział. - Zając ma jakiś problem i nie zamierzam się nim przejmować.
- Ale nie bądź taki ponury. - zmierzwiłam mu włosy.
Uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek. Po chwili do jadalni wpadli Zając, Kristoff i Anna z Leną na rękach.
- To co? Zaczynamy? - Anna podeszła do mnie z uśmiechem.
- Zaczekajcie! - zawołał Zając. - Podzielcie się na dwie grupy. Ta, która zbierze więcej jaj, wygra.
- Dobra, jak się dzielimy? - zapytał Kristoff.
Kilka minut później byliśmy podzieleni. Wylądowałam z Jack'iem, a Anna i Kristoff (i Lena) byli przeciwko nam.
- Macie czas do obiadu. Szukajcie wszędzie. W zamku, na dziedzińcu i w ogrodach. Powodzenia! - zawołał Zając i pobiegł gdzieś.
- Chodź! Wygramy! - zaśmiała się Anna i pociągnęła Kristoff'a na zewnątrz.
Odwróciłam się do Jack'a.
- To co? - uśmiechnęłam się. - Jakieś propozycje?
- I to dużo. - odrzekł Jack łapiąc mnie za rękę i prowadząc na korytarz. - Krzaki na przykład...
- Jack! - zaśmiałam się. - Przeszukajmy salę tronową.
I pobiegliśmy korytarzem w prawo. W sali tronowej znaleźliśmy trzy pisanki.
- To teraz do... ogrodu? - zaproponował Jack.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się i pociągnęłam go do wrót.
Po przeszukaniu wszystkich możliwych chaszczy i krzewów (Jack miał wielki ubaw) znaleźliśmy jeszcze trzy.
- To... teraz chodźmy do kuchni! - zawołałam.
Jack powlókł się za mną niechętnie.
- A nie moglibyśmy przeszukać sypialni? - jęknął.
- Może potem. - powiedziałam.
Nagle, skręcając w korytarz wpadłam na Kristoff'a. Za nim stanęła Anna z Leną na rękach.
- Och, czyżbyście szli do kuchni? - zapytał Kristoff z udawanym żalem. - Byliśmy pierwsi!
Westchnęłam z uśmiechem.
- Nie martw się, Elsuś. - Anna przechodząc obok nas posłała mi buziaka.
Jack podszedł do mnie.
- Zapewniam, Śnieżynko w sypialni nie byli.
- Mamy jeszcze piętnaście minut. - odrzekłam.
- Zdążymy! - wyszczerzył do mnie zęby.
Trzepnęłam go w ramię i skręciłam do biblioteki. Jack powlókł się za mną.
- Nie wiem czy między książkami znajdziemy jajka. - powiedział.
Właśnie w tym momencie wyciągnęłam pisankę zza mapy. Pocałowałam go z uśmiechem.
- Heej! Ludzie! Koniec czasu! Wszyscy do jadalni! - usłyszeliśmy głos Zająca.
- Chodźmy. - pociągnęłam Jack'a za rękę.
Po chwili wszyscy się spotkaliśmy.
- Koszyki na stół. Policzę ile macie jaj. - powiedział Zając i odebrał od nas koszyki.
Po chwili powiedział:
- Wygrywają.... Anna, Kristoff i Lena!
- Przegrałem z niemowlakiem. - zaśmiał się Jack.
- Jedna pisanka została jeszcze w sypialni pana Frosta. - dodał Zając.
Jack spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Mówiłem! Mówiłem! - zawołał.
Zaśmiałam się.
- Następnym razem Cię posłucham. - powiedziałam. - Szczególnie jeśli będziesz chciał iść do sypialni.
Uśmiechnął się dumnie i pocałował mnie.
- Elsa.
Wczoraj rano Zając Wielkanocny przyszedł do jadalni zjeść z nami śniadanie.
- Jeszcze raz dziękuję, że mogę tu zostać. - odezwał się.
Jack przez cały czas miał naburmuszoną minę, a za każdym razem kiedy Zając coś mówił przewracał oczami.
- Ależ to dla nas sama przyjemność. - odrzekł sarkastycznie.
- Jack! - trzepnęłam go w ramię.
- Spokojnie, zdążyłem się przyzwyczaić do charakterku pana Frosta. - powiedział Zając.
Anna spojrzała na mnie porozumiewawczo.
- To... ja chyba pójdę już do Leny. - powiedziała i pociągnęła za sobą Kristoff'a.
Wzięłam głęboki oddech.
- Moi drodzy... - zaczęłam. - Mamy Wielkanoc, nie uważacie, że miło byłoby zachować przyjazną atmosferę?
- Bez obrazy, królowo, ale nie potrzebuję tłumaczenia pojęcia Wielkanocy. - powiedział Zając.
- To może zaczął byś się do niego stosować? - burknął Jack.
- Jack, Ciebie dotyczy to tak samo. - przerwałam. - Nie wiem czemu się tak nie lubicie, ale postarajcie się to naprawić.
Zając pokręcił głową.
- Nie przejmujmy się tym teraz. Czas na szukanie pisanek! Lecę po księżniczkę i jej rodzinkę, poczekajcie na nas! - i wybiegł z jadalni.
Spojrzałam na Jack'a.
- To nie moja wina, nie patrz tak na mnie. - powiedział. - Zając ma jakiś problem i nie zamierzam się nim przejmować.
- Ale nie bądź taki ponury. - zmierzwiłam mu włosy.
Uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek. Po chwili do jadalni wpadli Zając, Kristoff i Anna z Leną na rękach.
- To co? Zaczynamy? - Anna podeszła do mnie z uśmiechem.
- Zaczekajcie! - zawołał Zając. - Podzielcie się na dwie grupy. Ta, która zbierze więcej jaj, wygra.
- Dobra, jak się dzielimy? - zapytał Kristoff.
Kilka minut później byliśmy podzieleni. Wylądowałam z Jack'iem, a Anna i Kristoff (i Lena) byli przeciwko nam.
- Macie czas do obiadu. Szukajcie wszędzie. W zamku, na dziedzińcu i w ogrodach. Powodzenia! - zawołał Zając i pobiegł gdzieś.
- Chodź! Wygramy! - zaśmiała się Anna i pociągnęła Kristoff'a na zewnątrz.
Odwróciłam się do Jack'a.
- To co? - uśmiechnęłam się. - Jakieś propozycje?
- I to dużo. - odrzekł Jack łapiąc mnie za rękę i prowadząc na korytarz. - Krzaki na przykład...
- Jack! - zaśmiałam się. - Przeszukajmy salę tronową.
I pobiegliśmy korytarzem w prawo. W sali tronowej znaleźliśmy trzy pisanki.
- To teraz do... ogrodu? - zaproponował Jack.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się i pociągnęłam go do wrót.
Po przeszukaniu wszystkich możliwych chaszczy i krzewów (Jack miał wielki ubaw) znaleźliśmy jeszcze trzy.
- To... teraz chodźmy do kuchni! - zawołałam.
Jack powlókł się za mną niechętnie.
- A nie moglibyśmy przeszukać sypialni? - jęknął.
- Może potem. - powiedziałam.
Nagle, skręcając w korytarz wpadłam na Kristoff'a. Za nim stanęła Anna z Leną na rękach.
- Och, czyżbyście szli do kuchni? - zapytał Kristoff z udawanym żalem. - Byliśmy pierwsi!
Westchnęłam z uśmiechem.
- Nie martw się, Elsuś. - Anna przechodząc obok nas posłała mi buziaka.
Jack podszedł do mnie.
- Zapewniam, Śnieżynko w sypialni nie byli.
- Mamy jeszcze piętnaście minut. - odrzekłam.
- Zdążymy! - wyszczerzył do mnie zęby.
Trzepnęłam go w ramię i skręciłam do biblioteki. Jack powlókł się za mną.
- Nie wiem czy między książkami znajdziemy jajka. - powiedział.
Właśnie w tym momencie wyciągnęłam pisankę zza mapy. Pocałowałam go z uśmiechem.
- Heej! Ludzie! Koniec czasu! Wszyscy do jadalni! - usłyszeliśmy głos Zająca.
- Chodźmy. - pociągnęłam Jack'a za rękę.
Po chwili wszyscy się spotkaliśmy.
- Koszyki na stół. Policzę ile macie jaj. - powiedział Zając i odebrał od nas koszyki.
Po chwili powiedział:
- Wygrywają.... Anna, Kristoff i Lena!
- Przegrałem z niemowlakiem. - zaśmiał się Jack.
- Jedna pisanka została jeszcze w sypialni pana Frosta. - dodał Zając.
Jack spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Mówiłem! Mówiłem! - zawołał.
Zaśmiałam się.
- Następnym razem Cię posłucham. - powiedziałam. - Szczególnie jeśli będziesz chciał iść do sypialni.
Uśmiechnął się dumnie i pocałował mnie.
- Elsa.
niedziela, 5 kwietnia 2015
Zając Wielkanocny przybywa
Witajcie,
Dziś w nocy usłyszałam na korytarzu dziwny hałas. Kiedy chciałam wyjść z komnaty ktoś wszedł do środka uderzając mnie drzwiami.
- Śnieżynko?! Boże, Elsa, żyjesz? - usłyszałam głos Jack'a.
- Och... - jęknęłam masując sobie nos. - Żyję... Co ty tu robisz?
Jack złapał mnie za rękę i szybko pociągnął do łóżka.
- Co robię? Ee... nic. Nic nie robię. - wyjąkał. - Przyszedłem do mojej narzeczonej...tak po prostu...
- Co to za hałasy na korytarzu? - zapytałam.
- To nic takiego. - Jack uśmiechnął się nerwowo i położył się obok mnie przykrywając nas kołdrą. - Może idźmy spać, dobrze?
- Ale... na pewno wszystko w porządku?
- Na pewno. - pocałował mnie.
Jakieś dwie godziny później znowu coś mnie obudziło. Wstałam cichutko, żeby nie obudzić Jack'a i wychyliłam się na korytarz. Nagle spostrzegłam jakąś wielką postać wychodzącą z pokoju Anny. Było strasznie ciemno więc widziałam tylko jej zarys. Miała jakiś metr osiemdziesiąt i dziwne długie "coś" na głowie. Nagle postać odwróciła się w moją stronę. Stanęłam nieruchomo ze strachu zamrażając podłogę.
- Ee... Wasza Wysokość, tak? Przepraszam, że tak biegam w nocy po korytarzu, ale cóż... - zaczęła postać męskim głosem.
W miarę jak się do mnie zbliżała rozpoznałam w niej Zająca Wielkanocnego.
- Och... - odetchnęłam. - Pan Zając.
Drzwi za mną otworzyły się i obok mnie stanął Jack.
- Zając! - krzyknął. - Miałeś im zrobić niespodziankę!
- Co mogłem zrobić, królowa sama wyszła. - odrzekł Zając. - I nie drzyj się, Frost w środku nocy.
Jack przewrócił oczami.
- Wasza Wysokość. - Zając podszedł do mnie. - Może ja wrócę do chowania jaj, a jutro porozmawiamy ze wszystkimi. Przy okazji chciałem prosić, aby pozwoliła mi królowa zatrzymać się w pałacu na kilka dni.
Kiwnęłam głową. Zając uśmiechnął się i "odkicał" w prawy korytarz.
- No świetnie. - jęknął Jack ciągnąc mnie z powrotem do sypialni. - Będzie się wymądrzał i mi rozkazywał.
- Nie przesadzaj, na pewno nie jest taki zły. - powiedziałam. - Chociaż mógłby postarać się nie doprowadzać mnie następnym razem do śmierci na zawał.
Jack uśmiechnął się.
- Biedna Śnieżynka, najpierw biją ją drzwiami, a potem straszą. - powiedział głaszcząc mnie po głowie. - Wynagrodzić Ci to?
- Chyba się obejdzie... - odrzekłam, ale Jack nie za bardzo przejął się tymi słowami.
- Elsa.
Dziś w nocy usłyszałam na korytarzu dziwny hałas. Kiedy chciałam wyjść z komnaty ktoś wszedł do środka uderzając mnie drzwiami.
- Śnieżynko?! Boże, Elsa, żyjesz? - usłyszałam głos Jack'a.
- Och... - jęknęłam masując sobie nos. - Żyję... Co ty tu robisz?
Jack złapał mnie za rękę i szybko pociągnął do łóżka.
- Co robię? Ee... nic. Nic nie robię. - wyjąkał. - Przyszedłem do mojej narzeczonej...tak po prostu...
- Co to za hałasy na korytarzu? - zapytałam.
- To nic takiego. - Jack uśmiechnął się nerwowo i położył się obok mnie przykrywając nas kołdrą. - Może idźmy spać, dobrze?
- Ale... na pewno wszystko w porządku?
- Na pewno. - pocałował mnie.
Jakieś dwie godziny później znowu coś mnie obudziło. Wstałam cichutko, żeby nie obudzić Jack'a i wychyliłam się na korytarz. Nagle spostrzegłam jakąś wielką postać wychodzącą z pokoju Anny. Było strasznie ciemno więc widziałam tylko jej zarys. Miała jakiś metr osiemdziesiąt i dziwne długie "coś" na głowie. Nagle postać odwróciła się w moją stronę. Stanęłam nieruchomo ze strachu zamrażając podłogę.
- Ee... Wasza Wysokość, tak? Przepraszam, że tak biegam w nocy po korytarzu, ale cóż... - zaczęła postać męskim głosem.
W miarę jak się do mnie zbliżała rozpoznałam w niej Zająca Wielkanocnego.
- Och... - odetchnęłam. - Pan Zając.
Drzwi za mną otworzyły się i obok mnie stanął Jack.
- Zając! - krzyknął. - Miałeś im zrobić niespodziankę!
- Co mogłem zrobić, królowa sama wyszła. - odrzekł Zając. - I nie drzyj się, Frost w środku nocy.
Jack przewrócił oczami.
- Wasza Wysokość. - Zając podszedł do mnie. - Może ja wrócę do chowania jaj, a jutro porozmawiamy ze wszystkimi. Przy okazji chciałem prosić, aby pozwoliła mi królowa zatrzymać się w pałacu na kilka dni.
Kiwnęłam głową. Zając uśmiechnął się i "odkicał" w prawy korytarz.
- No świetnie. - jęknął Jack ciągnąc mnie z powrotem do sypialni. - Będzie się wymądrzał i mi rozkazywał.
- Nie przesadzaj, na pewno nie jest taki zły. - powiedziałam. - Chociaż mógłby postarać się nie doprowadzać mnie następnym razem do śmierci na zawał.
Jack uśmiechnął się.
- Biedna Śnieżynka, najpierw biją ją drzwiami, a potem straszą. - powiedział głaszcząc mnie po głowie. - Wynagrodzić Ci to?
- Chyba się obejdzie... - odrzekłam, ale Jack nie za bardzo przejął się tymi słowami.
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)