Witajcie,
Pobiegłam za Jack'iem. Chciałam przede wszystkim dowiedzieć się o co chodzi z tą kobietą, ale też wygarnąć mu, że zatrzasnął jej pałacowe wrota przed nosem. Jeśli była kimś ważnym, na przykład z wiadomością z jakiegoś królestwa, to chyba go zabiję. Wbiegłam za nim do naszej sypialni i podeszłam do niego szybkim krokiem.
- Jack, co to było?! - krzyknęłam. - Dlaczego tak ją potraktowałeś?!
Do pokoju wbiegła Anna.
- Elsa! Elsa, nie drzyj się na niego! To nie jego wina, to ta baba była jakaś psychiczna! - podeszła do mnie. - Powiedziała, że to on ją zaprosił.
- Słucham? - zapytałam patrząc na Jack'a morderczym wzrokiem.
Pokręcił głową i usiadł na łóżku.
- Naprawdę jej nie znam. - powiedział i spojrzał na mnie. - To pewnie jakaś przyjaciółeczka Roszpunki, nasłała ją czy co.
Spojrzałam na Anię. Wzruszyła tylko ramionami i stwierdziła:
- Pewnie Jack ma rację.
Westchnęłam, jednak po chwili kiwnęłam głową i udałam się do gabinetu. Mimo zapewnień Jack'a i siostry ta sytuacja wydawała mi się dziwna. A Roszpunka? Jak dla mnie, nie ma z tym nic wspólnego. Przecież po co wysyłałaby kogoś do Arendelle...
Wieczorem weszłam do swojej komnaty. Spodziewałam się zastać tam Jack'a, jednak nie było go. Właściwie to nie widziałam go od rozmowy. Nieco zdenerwowana usiadłam przed toaletką i zaczęłam ozdabiać lustro lodowymi wzorkami, żeby nie skupiać się na tej sprawie i ciągłym przeczuciu, że tajemnicza kobieta jednak jest kimś dla Jack'a. Zmroziło mi krew w żyłach gdy nagle usłyszałam z zewnątrz jakieś głosy. Jeden niewątpliwie należał do mojego męża. A drugi... drugi był nieznany. Po cichutku wyszłam na balkon i wychyliłam się lekko. Niestety było już ciemno, a w dodatku rozmawiające osoby zdawały się stać odrobinę w zaroślach. Postanowiłam więc jedynie nasłuchiwać.
- ...mówię Ci po raz pięćdziesiąty, wytłumacz mi jak! Przecież to niemożliwe, powinnaś... - mówił Jack, ale drugi głos (kobiecy) mu przerwał:
- Nie tylko ty masz kontakty ze Strażnikami, złociutki.
- Mów jaśniej. - odezwał się Jack.
Słyszałam w jego głosie zdenerwowanie i niepewność. Za to kobieta mówiła pewnym siebie, nawet rozbawionym tonem:
- Hola, to nie jakieś przesłuchanie. Ty lepiej powiedz jak się tu znalazłeś i jakim cudem mieszkasz w tym cacku...?
- Ja... - w tym momencie Jack spojrzał w górę nerwowo.
Szybko schowałam się za kamienną balustradą, ale nie byłam pewna czy mnie nie widział.
- ...ja... Znalazłem tu nowe życie, szczęśliwe i... idealne. Nie chcę mieć już z tobą nic do czynienia. - powiedział o wiele bardziej zdecydowanym tonem. - Wracaj skąd przybyłaś i daj mi spokój.
Po czym zobaczyłam jak wzbija się w powietrze.
- Jackie! No weź! - krzyknęła za nim kobieta, ale on odleciał szybko w stronę głównej bramy.
Nie mogłam dostrzec co robi kobieta, ale właściwie nie bardzo mnie to obchodziło. Byłam wściekła i przerażona zarazem. Chciałam dopaść Jack'a, nawrzeszczeć na niego i dowiedzieć się co to za kobieta i co go z nią łączy.
Jednak tej nocy nie pojawił się w naszej sypialni.
- Elsa.
wtorek, 20 października 2015
niedziela, 18 października 2015
Co to za baba?
Hejo,
Dziś rano postanowiłam napisać krótki list do Roszpunki, ale nie powiedziałam nikomu, oczywiście napisałam jej wszystkie obelgi które wczoraj wykrzyczałam na cały zamek i podpisałam się " Kochana kuzynka Ania" i poszłam do miasta ( nie mogłam dać go służącej, bo zaraz by zaczeły mówić gdyby zobaczyły odbiorcę) gdy wracałam z miasta zauważyłam jakąś kobietę przed bramą.
- Wpuście mnie.- Krzyczała do straży.
- Przepraszam, ale dlaczego chce pani wejść do tego zamku?- zapytałam.
- Odejdź ode mnie wieśniaczko.- odepchnęła mnie.
- Otworzyć drzwi.- usłyszałam i wrota się otwarły.
- No nareszcie.- powiedziała kobieta i już chciała wchdzić.
- A kim pani jest?- zapytał ją strażnik.
- Ja jestem Hrabina Kordiana.
- Przepraszam, ale czy została Hrabina zaproszona?
- Zostałam zaproszona przez Jack' a Frosta.
- Na pewno nie.- powiedziałam stając przed nią.
- Powiedziałam nie odzywaj się wieśniaczko.- krzyknęła na mnie i już miałam się na nią wydrzeć.
- Jak śmiesz kobieto krzyczeć na moją siostrę.- Elsa kroczyła władczym krokiem, a obok niej Jack.
- Elso, Jack' u możemu zamienić słówko?- zapytałam i odeszliśmy na bok.- Ona mówi że ty ją zaprosiłeś.
- Co ja? Ale ja jej nie znam.- Jack był zdziwiony i wściekły, podszedł do kobiety i wykrzyczał jej prosto w twarz.- JA CIĘ NIE ZNAM KOBIETO. Do widzenia.- i zamknął jej wrota przed twarzą i uciekł na górę, a Elsa pobiegła za nim.
- Anna
sobota, 17 października 2015
Wspaniałe wieści od....?
Witajcie,
Dziś rano, zaraz po wstaniu przeszłam do gabinetu i usiadłam do odpisywania na ważne i mniej ważne listy. Coś jednak przykuło moją uwagę. Zawsze bowiem mam na biurku wszystko poukładane (chyba, że Jack nielegalnie tu grzebał) i dzięki temu wiem, gdzie co jest. Listy na prawym stosie, dokumenty na lewym, a pośrodku wszystko inne. Było tak i tym razem jednak obok prawego stosu kartek leżała luzem jedna koperta. Ze zdziwieniem sięgnęłam po nią.
- Tamaro! - zawołałam.
Służąca przybiegła po trzech sekundach.
- Coś się stało, królowo? - podeszła do mnie.
- Wiesz może kto przyniósł ten list? I czemu nie dostarczono mi go bezpośrednio? - pokazałam jej kopertę.
- Oo... - zrobiła zmartwioną minę. - Wczoraj wieczorem zamorski kurier dostarczył ten list, ale nie ma na nim żadnego herbu. Nie wiedzieliśmy do kogo jest i nie chcieliśmy królowej złościć.
- Zostawiliście go tu bez słowa?
Kobieta kiwnęła głową z lekko przestraszoną miną.
- No dobrze, ale więcej tak nie róbcie. - westchnęłam. - Przynoście mi wszystko niezależnie od tego czy wiadomo co to jest czy nie.
- Dobrze. - ukłoniła się lekko.
- Możesz iść.
Służąca wyszła szybko, a ja usiadłam z powrotem do biurka i przyjrzałam się bliżej kopercie. Faktycznie nie było na niej żadnego herbu czy choćby znaku rozpoznawczego. Otworzyłam ją jednak i wyjęłam pergamin. Było na nim napisane:
Hańba Wam na zawsze!!!
Wiem, że jesteście wyjątkowo niewychowani i okropni, ale to już przekroczyło wszelkie granice! Ja w końcu odnalazłam szczęście, a Wy śmialiście mieć to gdzieś?! Niedoczekanie!! Moja mama mówi, że szkoda na Was czasu więc tylko piszę list i nie śmiejcie nawet odpisać!! Nie mam zamiaru się z Wami zadawać! Po prostu musiałam wygarnąć Wam złe zachowanie! Bardzo złe! Nie zjawić się na ślubie własnej kuzynki?! Hańba!!!!
Podpisu również nie było, ale i bez niego mogłam bez trudu domyślić się od kogo jest list.
- Elso? - do gabinetu weszła Anna. - O, jesteś. Wszędzie Cię szukam. Co tak się schowałaś?
Podeszła do mnie i postawiła na biurku dwa kubki gorącej herbaty.
- Wszystko gra?
- Tak, tak. Tylko nasza kochana Roszpuneczka znowu daje o sobie znać. - odrzekłam.
- Jak to?
Podałam jej list. Przeczytała a następnie zaczęła wykrzykiwać na cały zamek najróżniejsze obelgi i przezwiska ze specjalną dedykacją dla Roszpunki. Niestety nie napiszę ich Wam, bo to mogłoby źle zadziałać na Waszą psychikę.
- Ona jest nienormalna. - powiedziała Ania gdy w końcu trochę się uspokoiła.
- Przecież wiem. - uśmiechnęłam się. - Wiesz, Aniu, chyba nie ma się co wydzierać. W końcu to tylko głupi list.
Siostra po chwili odwzajemniła uśmiech i zdecydowanym ruchem wrzuciła list do kosza.
- Elsa.
Dziś rano, zaraz po wstaniu przeszłam do gabinetu i usiadłam do odpisywania na ważne i mniej ważne listy. Coś jednak przykuło moją uwagę. Zawsze bowiem mam na biurku wszystko poukładane (chyba, że Jack nielegalnie tu grzebał) i dzięki temu wiem, gdzie co jest. Listy na prawym stosie, dokumenty na lewym, a pośrodku wszystko inne. Było tak i tym razem jednak obok prawego stosu kartek leżała luzem jedna koperta. Ze zdziwieniem sięgnęłam po nią.
- Tamaro! - zawołałam.
Służąca przybiegła po trzech sekundach.
- Coś się stało, królowo? - podeszła do mnie.
- Wiesz może kto przyniósł ten list? I czemu nie dostarczono mi go bezpośrednio? - pokazałam jej kopertę.
- Oo... - zrobiła zmartwioną minę. - Wczoraj wieczorem zamorski kurier dostarczył ten list, ale nie ma na nim żadnego herbu. Nie wiedzieliśmy do kogo jest i nie chcieliśmy królowej złościć.
- Zostawiliście go tu bez słowa?
Kobieta kiwnęła głową z lekko przestraszoną miną.
- No dobrze, ale więcej tak nie róbcie. - westchnęłam. - Przynoście mi wszystko niezależnie od tego czy wiadomo co to jest czy nie.
- Dobrze. - ukłoniła się lekko.
- Możesz iść.
Służąca wyszła szybko, a ja usiadłam z powrotem do biurka i przyjrzałam się bliżej kopercie. Faktycznie nie było na niej żadnego herbu czy choćby znaku rozpoznawczego. Otworzyłam ją jednak i wyjęłam pergamin. Było na nim napisane:
Hańba Wam na zawsze!!!
Wiem, że jesteście wyjątkowo niewychowani i okropni, ale to już przekroczyło wszelkie granice! Ja w końcu odnalazłam szczęście, a Wy śmialiście mieć to gdzieś?! Niedoczekanie!! Moja mama mówi, że szkoda na Was czasu więc tylko piszę list i nie śmiejcie nawet odpisać!! Nie mam zamiaru się z Wami zadawać! Po prostu musiałam wygarnąć Wam złe zachowanie! Bardzo złe! Nie zjawić się na ślubie własnej kuzynki?! Hańba!!!!
Podpisu również nie było, ale i bez niego mogłam bez trudu domyślić się od kogo jest list.
- Elso? - do gabinetu weszła Anna. - O, jesteś. Wszędzie Cię szukam. Co tak się schowałaś?
Podeszła do mnie i postawiła na biurku dwa kubki gorącej herbaty.
- Wszystko gra?
- Tak, tak. Tylko nasza kochana Roszpuneczka znowu daje o sobie znać. - odrzekłam.
- Jak to?
Podałam jej list. Przeczytała a następnie zaczęła wykrzykiwać na cały zamek najróżniejsze obelgi i przezwiska ze specjalną dedykacją dla Roszpunki. Niestety nie napiszę ich Wam, bo to mogłoby źle zadziałać na Waszą psychikę.
- Ona jest nienormalna. - powiedziała Ania gdy w końcu trochę się uspokoiła.
- Przecież wiem. - uśmiechnęłam się. - Wiesz, Aniu, chyba nie ma się co wydzierać. W końcu to tylko głupi list.
Siostra po chwili odwzajemniła uśmiech i zdecydowanym ruchem wrzuciła list do kosza.
- Elsa.
czwartek, 15 października 2015
Jesienną zabawa
Hejo,
Jak wiecie od Elsy byłam obrażona na Kristoff' a za to że nie powiedział mi o Gryseldzie, ale czekolada czyni cuda :-D
A dziś postanowiła wybrać się na jesienny spacer. Ubrałam cieplutko Lenkę i założyłam najcieplejszą pelerynę podróżują, a później poszła do sypilani Jack' a i Elsy.
- Puk puk czy jest tu kto?- zapytałam wchodząc z Leną na rękach.
- O Ania.- powiedział Jack że zdziwioną miną.- Chciałaś coś?
- Tak, zapytać czy chcecie iść z nami na spacer jesienny?
- Ją bardzo chętnie.- powiedział Jack.
- Ja do was dołączę później.- powiedziała Elsa uśmiechając się spod kołdry.
-Dobrze, to idzeimy?- spojrzałam na Jack' a.
- Tak.- i wyszliśmy.
- Jack?
- Tak?
- Czy mógłbyś zabrać Lenę?
- Tak, a coś nie tak?- zapytał.
- Chyba za długo stała z nią na rękach i jest mi trochę duszności.
- Aniu? Gdzie ty Chodzież?- zapytał Kristoff' wychodząc z bocznego korytarza.- Aniu co się dzieje?
- Duszności jej, wyprowadziła ją na świerze powietrze.- powiedział Jack i wyszliśmy z zamku.
- I jak lepiej?- zapytał Kristoff'.
- Tak, chodź.- pociągnęła go w stronę Jack' a i Leny którzy robili kupkę liści i w nią skakali.
- Jej, ale zabawa. Uwielbiam jesień.
- A po jesieni jest...- powiedziała Elsa wychodząc z zamku ubrana w ciemną pelerynę bardzo przypominającą tą z koronacji.
- ZIMA!!!- wszyscy krzyjkneli zgodnie.
- Zimą, zima, zima.- krzyczał Leną skacząc do kupki.
- Anna
środa, 14 października 2015
Ania nie oprze się czekoladzie.
Witajcie,
Wybaczcie, że tak długo nic nie pisałyśmy, ale w zasadzie nie było za dużo do opowiadania. Po "zniknięciu" Gryseldy, nasze życie wróciło do codziennej rutyny. No, może z wyjątkiem tego, że na początku tuż po powrocie, Anna była obrażona na Kristoff'a. Uznała, że powinien od razu powiedzieć jej o Gryseldzie, i że poczuła się pominięta, niekochana i po prostu, że śmiertelnie się obraziła. Dlatego też Kristoff nakupował jej chyba z pięćdziesiąt pudełek czekolady, po czym naznosił jej mnóstwo bukietów (nie mam zielonego pojęcia skąd wziął kwiaty w środku jesieni). Na początku nawet nie otwierała mu drzwi.
- Nie przekupisz mnie czekoladą! - wrzasnęła z wnętrza sypialni.
Kristoff poprosił mnie żebym mu pomogła z tym wszystkim, bo jak uznał "dobrze znam Annę". Dlatego on sterczał pod jej drzwiami, a ja opierałam się o ścianę trochę dalej.
- Aniu! Przecież lubisz czekoladę! - jęknął.
- Ale mnie nią nie przekupisz! - odparła.
Oczywiście nie była to prawda, Anka da się przekupić choćby za jedną kostkę czekolady, ale w tej chwili widocznie zgrywała twardą. Kristoff spojrzał na mnie jakbym była wszystkiemu winna. Wzruszyłam tylko ramionami.
- Radź sobie sam. - powiedziałam i wróciłam do swojej komnaty.
Jakieś dwie godziny potem razem z Jack'iem usłyszeliśmy śmiech Anny, co było wyjątkowo dziwne w zaistniałej sytuacji. Wyjrzeliśmy więc na korytarz, a tam... Kristoff i Anna siedzieli sobie na dywanie dosłownie w przejściu, jedli czekoladę i rozsypywali wszędzie płatki kwiatów.
- Co wy.... - podeszłam do nich.
- O, Elso! - zaśmiała się Anka. - Chcesz kawałek czekolady?
- A jednak.... - uśmiechnęłam się.
Ania nie oprze się czekoladzie. O nie.
- Elsa.
Wybaczcie, że tak długo nic nie pisałyśmy, ale w zasadzie nie było za dużo do opowiadania. Po "zniknięciu" Gryseldy, nasze życie wróciło do codziennej rutyny. No, może z wyjątkiem tego, że na początku tuż po powrocie, Anna była obrażona na Kristoff'a. Uznała, że powinien od razu powiedzieć jej o Gryseldzie, i że poczuła się pominięta, niekochana i po prostu, że śmiertelnie się obraziła. Dlatego też Kristoff nakupował jej chyba z pięćdziesiąt pudełek czekolady, po czym naznosił jej mnóstwo bukietów (nie mam zielonego pojęcia skąd wziął kwiaty w środku jesieni). Na początku nawet nie otwierała mu drzwi.
- Nie przekupisz mnie czekoladą! - wrzasnęła z wnętrza sypialni.
Kristoff poprosił mnie żebym mu pomogła z tym wszystkim, bo jak uznał "dobrze znam Annę". Dlatego on sterczał pod jej drzwiami, a ja opierałam się o ścianę trochę dalej.
- Aniu! Przecież lubisz czekoladę! - jęknął.
- Ale mnie nią nie przekupisz! - odparła.
Oczywiście nie była to prawda, Anka da się przekupić choćby za jedną kostkę czekolady, ale w tej chwili widocznie zgrywała twardą. Kristoff spojrzał na mnie jakbym była wszystkiemu winna. Wzruszyłam tylko ramionami.
- Radź sobie sam. - powiedziałam i wróciłam do swojej komnaty.
Jakieś dwie godziny potem razem z Jack'iem usłyszeliśmy śmiech Anny, co było wyjątkowo dziwne w zaistniałej sytuacji. Wyjrzeliśmy więc na korytarz, a tam... Kristoff i Anna siedzieli sobie na dywanie dosłownie w przejściu, jedli czekoladę i rozsypywali wszędzie płatki kwiatów.
- Co wy.... - podeszłam do nich.
- O, Elso! - zaśmiała się Anka. - Chcesz kawałek czekolady?
- A jednak.... - uśmiechnęłam się.
Ania nie oprze się czekoladzie. O nie.
- Elsa.
niedziela, 11 października 2015
Dobrze być w domu.
Witajcie,
W piątek zanieśliśmy pozbawioną wspomnień i nieprzytomną Gryseldę w pobliże małej wioski, aby po przebudzeniu uznała, że ją zamieszkuje. Uważałam, że to bardzo niesprawiedliwy los, ale gdy powiedziałam o tym Annie, wzruszyła tylko ramionami i stwierdziła:
- Sama się o to prosiła. I tak planowałam dla niej o wiele gorszy los więc... ma szczęście.
Nie zamierzałam się z nią kłócić więc wycofałam się do tyłu. Szczerze, tęskniłam już za Jack'iem i chciałam wrócić do Arendelle jak najszybciej. Gdy tylko ułożyliśmy Gryseldę na niewielkiej stercie liści, wróciliśmy do doliny trolli.
- Wynieśliście ją? - zapytał Bazaltar podchodząc do nas powoli.
- Tak, nic jej nie będzie. - odrzekł Kristoff.
- Dobrze, dzieci, dobrze. Wracajcie do domu. - Bazaltar uśmiechnął się, a następnie zmienił się w kamień i chyba zasnął.
- No to co? - Kristoff odwrócił się do nas. - Wracamy?
Kiwnęłam głową i jako pierwsza dotarłam do karocy.
- Elso.. - zaczęła Anna gdy jechaliśmy.
- Hm?
- Pamiętam. Wszystko pamiętam.
- To znaczy?
Anna przysunęła się bliżej.
- Pamiętam jak byłyśmy małe i wiedziałam jeszcze o twojej mocy. No i... co się stało, że trolle musiały wymazać mi wspomnienia. - powiedziała.
- Przypomniałaś sobie? - zdziwiłam się. - Jak?
- Nie wiem... może to przez obecność czaru pamięci? Wiesz, może...
- Ale przecież Gryselda miała usuwane wspomnienia. - przerwałam jej. - To nielogiczne.
Anna kiwnęła głową powoli.
- A, co tam! - zaśmiała się. - Ważne, że pamiętam.
Uśmiechnęłam się. Ania potrafi z każdej sytuacji wybrnąć pozytywnie.
Do Arendelle dojechaliśmy w sobotę rano. Od razu pobiegłam do Jack'a.
- Ktoś tu się stęsknił. - zaśmiał się przytulając mnie mocno.
Uśmiechnęłam się tylko i pocałowałam go. Dobrze być w domu...
- Elsa.
W piątek zanieśliśmy pozbawioną wspomnień i nieprzytomną Gryseldę w pobliże małej wioski, aby po przebudzeniu uznała, że ją zamieszkuje. Uważałam, że to bardzo niesprawiedliwy los, ale gdy powiedziałam o tym Annie, wzruszyła tylko ramionami i stwierdziła:
- Sama się o to prosiła. I tak planowałam dla niej o wiele gorszy los więc... ma szczęście.
Nie zamierzałam się z nią kłócić więc wycofałam się do tyłu. Szczerze, tęskniłam już za Jack'iem i chciałam wrócić do Arendelle jak najszybciej. Gdy tylko ułożyliśmy Gryseldę na niewielkiej stercie liści, wróciliśmy do doliny trolli.
- Wynieśliście ją? - zapytał Bazaltar podchodząc do nas powoli.
- Tak, nic jej nie będzie. - odrzekł Kristoff.
- Dobrze, dzieci, dobrze. Wracajcie do domu. - Bazaltar uśmiechnął się, a następnie zmienił się w kamień i chyba zasnął.
- No to co? - Kristoff odwrócił się do nas. - Wracamy?
Kiwnęłam głową i jako pierwsza dotarłam do karocy.
- Elso.. - zaczęła Anna gdy jechaliśmy.
- Hm?
- Pamiętam. Wszystko pamiętam.
- To znaczy?
Anna przysunęła się bliżej.
- Pamiętam jak byłyśmy małe i wiedziałam jeszcze o twojej mocy. No i... co się stało, że trolle musiały wymazać mi wspomnienia. - powiedziała.
- Przypomniałaś sobie? - zdziwiłam się. - Jak?
- Nie wiem... może to przez obecność czaru pamięci? Wiesz, może...
- Ale przecież Gryselda miała usuwane wspomnienia. - przerwałam jej. - To nielogiczne.
Anna kiwnęła głową powoli.
- A, co tam! - zaśmiała się. - Ważne, że pamiętam.
Uśmiechnęłam się. Ania potrafi z każdej sytuacji wybrnąć pozytywnie.
Do Arendelle dojechaliśmy w sobotę rano. Od razu pobiegłam do Jack'a.
- Ktoś tu się stęsknił. - zaśmiał się przytulając mnie mocno.
Uśmiechnęłam się tylko i pocałowałam go. Dobrze być w domu...
- Elsa.
piątek, 9 października 2015
The end Gryzeldo.
Hejo,
Po wczorajszym dniu miałam dość Gryseldy. Ona cały wczorajszy dzień biegała za Kristoff' em i nie mogłam z nim porozmawiać, więc rozmawiałam z Elsą.
- Mam jej dość, to mój mąż- pożaliłam się siostrze, a ona już miała coś powiedzieć, gdy nagle.
- Zostaw go w spokoju.- Gryselda nie wyglądała tak słodko i miło jak przy Kristoff' ie.
- To ty się odczep to mój mąż.
- Jeśli tak to zostaw go.
- Nie chcę i nie mogę.- miałam już jej dość
- Niby dlaczego nie możesz?- teraz udawała głupią.
- Bo mamy ślub od królowej i tylko królowa może go unieważnić...- chciałam jej powiedzieć że moja siostra jest królową.
- To niech ta lalunia która nosi królewską czapeczkę i myśli że jest ważna unieważni wam ten głupi ślub.
- Tak się składa że to ja jestem tą lalunią noszącą królewską czapeczkę i tak się składa że nie mam zamiaru unieważniać ślubu mojej siostry.
- Oo..- coś z siebie wydała i odwróciła się do nas plecami- myślałam że ta królowa będzie ładniejsza no trudno trzeba się będzie jej i jej siostry pozbyć.- i bańka nienawiści pękła i rzuciłam się na nią.
- Ania nie.- usłyszałam krzyk Elsy i poczułam chłód pod nogami i nagle ktoś mnie odciągnął to buła Elsa, a Gryseldę odciągnął Kristoff.
- Stajesz po jej stronie.- przytuliłam się do Elsy
- Chyba trzeba coś z tym zrobić.- to był Baltazar.-Podejdź drogie dziecko.- powiedział do Gryseldy, a ona podała mu rękę i uśmiechnęła się do nas złośliwie, byłam pewna że Baltazar zadecyduje że to ona zostanie żoną Kristoff' a.- Usuniemy z pamięci Kristoff' a i naszą dolinę.- Gryselda patrzyła na niego otępiałym wzrokiem. - Anno, chciałbym cię przeposić w imieniu nas wszystkich i prosić was, abyście zabrali Gryseldę gdzieś daleko od naszej doliny.
- Oczywiście.- powiedziała Elsa i Baltazar psryknął palcami, a ja nagle zapadłam wspomnienia, to było moje wspomnienie z dzieciństwa, ale go nie pamiętałam. Bawiłyśmy się w sali tronowej, Elsa wyczarowywała górki, a ja na nie skakałam na nie i nagle Elsa się poślizgnęła i uderzyła mnie zaklęciem w głowę. To był koniec wspomnienia, obudziłam się leżąc na ziemi w dolinie trolli.
- Aniu co się stało?- zapytała mnie Elsa.
- Przypomniałam sobie dlaczego się oddaliłyśmy od siebie w dzieciństwie.
- Co?- zapytała ponownie Elsa.
- No tak, ponieważ ja usunęłam Gryseldzie pamięć tak jak Annie.
Odprowadzilismy Gryzelde na drugi brzeg lasu.
Anna
Subskrybuj:
Posty (Atom)