sobota, 9 stycznia 2016

Ważna rozmowa i rozważne decyzje.

Witajcie,
Dziś w końcu udało mi się zebrać się w sobie i poprosiłam Jack'a żeby zarezerwował sobie na dzisiejszy dzień chwilę na rozmowę ze mną. Gdy tylko to usłyszał, powiedział, że jestem głuptaskiem i, że zawsze ma dla mnie czas. Tak więc poprowadziłam go do mojego gabinetu, do którego na ogół rzadziej ktoś wchodzi niż do naszej sypialni (co jest wyjątkowo dziwne, ale cóż...), bo nie chciałam żeby ktoś nam przerywał. Usiadłam na moim krześle przy biurku, a Jack przystawił sobie drugie. Miał nieco przestraszoną minę - nie dziwię się, normalnie przecież nie każę mu rozmawiać ze mną sam na sam, siedzieć na przeciwko na krześle jak na jakimś wykładzie. Aby dodać mu otuchy uśmiechnęłam się lekko, a gdy odwzajemnił gest, zaczęłam:
- Posłuchaj, Jack, musimy porozmawiać o pewnej istotnej sprawie. Z tego co niedawno do mnie doszło, poddani już od jakiegoś czasu nad tym rozmyślają i sądzę. że to ty powinieneś mieć w tym największy udział, ponieważ... chodzi o Ciebie.
Nie byłam pewna czy mówię na tyle spójnie, aby mnie zrozumiał, ale nic nie powiedział więc, kontynuowałam:
- Otóż, jak wiesz jestem królową... - zaśmiał się krótko. -... i wiesz też jak zwykle nazywa się męża królowej.
Przybrał poważną minę, w której jednak potrafiłam dostrzec cień radości, albo nawet nadziei.
- Poddani zastanawiają się czy nie powinieneś być koronowany. I dla mnie byłoby to dość logiczne, ale... - odchrząknęłam. - ....chciałabym znać Twoje zdanie.
Przez chwilę siedział w milczeniu, a potem powiedział spokojnym tonem:
- Byłby to dla mnie wielki zaszczyt, Śnieżynko.
Automatycznie poprawiłam rękawiczki.
- Ale... czy jesteś pewien, że dałbyś radę z tak ważnym stanowiskiem? Jack, królowanie to nie bitwa na śnieżki.
Po chwili zdałam sobie sprawę, że mogłam go nieco urazić takim zdaniem, ale on tylko zamyślił się na chwilę po czym uśmiechnął.
- Wiem o tym, Śnieżynko. I masz rację - musiałbym bardzo długo się uczyć, aby być tak dobrym władcą jak Ty.
Zarumieniłam się lekko. Tego się nie spodziewałam.
- Jednak jak sądzę, poddani byliby bardzo szczęśliwi, a oczywiście chcemy przede wszystkim ich szczęścia. Myślę więc, że mógłbym zostać królem, nosić koronę czy takie tam, ale tak naprawdę zostałbym głównie Twoim pomocnikiem. Albo uczniem, jak wolisz. Pomagałbym Ci w drobnych sprawach, towarzyszył na audiencjach, wspierał w tych okropnych obowiązkach...
Uśmiechnęłam się, a on widocznie ucieszył się, że mnie rozbawił.
- ...i pozował do portretów jako Twój mąż, Król Jack. - dodał z dumą.
Zaśmialiśmy się. Po chwili jednak zrozumiałam, że otrzymałam prawie dokładnie taką odpowiedz na jaką liczyłam. Dojrzałą, zrozumiałą. Przemawiał jak prawdziwy król.. no, prawie.
- Czy to co mówiłem miało sens? - zapytał z uśmiechem.
Kiwnęłam głową.
- Tak. Podjąłeś słuszną decyzję. Myślę, że tak będzie najrozsądniej. - odwzajemniłam uśmiech.
- No to super. Kiedy koronacja?
Zaśmiałam się.
- Nie tak szybko. Na razie powiem o tym Annie, jej zdanie również jest ważne. Właściwie nie jestem pewna, czy możemy to zrobić bez jej zgody.
Jack kiwnął głową.
- A pózniej ogłosimy poddanym? - zapytał.
- Dokładnie. - przytaknęłam.
- Na pewno będą zachwyceni. - stwierdził.
- Zapewne. Ale najpierw... - wstałam. - ...zapytamy Anny.
I wyszłam na korytarz zostawiając Jack'a w gabinecie. Nie zdziwię się jeśli zaraz po moim wyjściu usiadł za moim biurkiem i zaczął wcielać się w swoją nową - prawdopodobnie - rolę.




- Elsa.

piątek, 8 stycznia 2016

Wycieczki

Hejo,
Dziś rano wstałam i poszłam do Elsy, ale nie było jej w gabinecie, a gdy pukałam do sypialni nikt nie otwierał, więc weszłam.
- Elsa? Jack?- zapytałam wchodząc.- Jest tu kto?
- Księżniczko?!- nagle z łazienki wyszła Tamara.
- Och, Tamaro nie wiesz gdzie jest Elsa i Jack?
- Wiem. Królowa i pan Jack poszli dziś do pokoju medyków na badanie, a po wizycie pan Jack zabrał Królową na jakąś wycieczkę i mam przekazać że wrócą dopiero wieczorem i mamy nie czekać na nich z kolacją.- to była bardzo wyczerpująca wypowiedź.
- Dziękuję.- wróciłam do sypialni.- Kristoff może zabierzemy renifery do trolli?
- Pewnie, ale nie teraz, bo jestem bardzo zmęczony.Możemy pojechać za godzinkę.
- To ja idę do Leny, bo chyba się obudziła.- weszłam do pokoju córeczki, która stała w łóżeczku trzymając się barierki, była cała zapłakana.
- Lenuś co się stało?- zapytałam biorąc ją na ręce.
- Mamo! Be, sen, bydki.- powiedziała mi do ucha.
- No już się nie martw mama jest przy tobie. Wiesz gdzie dziś pojedziemy?- Lena zrobiła zdziwioną minę.- Do trolli.
- Jej.- ucieszyła się mała i od razu zaczęła się śmiać. Ubrałam ją i siebie i wyruszyliśmy od razu.
- Witajcie moi mili.- powitał nas Baltazar.- Witaj mała księżniczko, sto lat!!! Które to już urodziny?
- Pielwsie, dziadziu.-Leny wyciągnęła ręce do Baltazara, a ten wziął ją na ręce i zaniósł do reszty trolli.Byliśmy tam cały dzień.
- Kristoff, chyba pora już wracać?- powiedziałam gdy zrobiło się ciemno, a Lena zasnęła mi na rękach, a mówiąc szczerze nie była już leciutka.
- Tak masz rację. Żegnajcie, do zobaczenia.- pożegnał się Kristoff.
- Przyjedź za niedługo.- zawołał za nami Baltazar. Gdy wracaliśmy zrobiło mi się zimno, więc przytuliłam się do Kristoff' a i zasnęłam, obudziłam się dopiero w sypialni. Wstałam i poszłam do Leny sprawdzić czy śpi i spała, więc poszłam do sypialni Elsy, zajrzałam, ale Jack i Elsa spali, więc wróciłam do swojej sypialni gdzie spał Kristoff.


- Anna

czwartek, 7 stycznia 2016

Spacer i czekolada

Witajcie,
Dzisiaj Anna i Kristoff (jak i kilka zachwyconych służących) zajmowało się Leną, i ogólnie poświęcało jej każdą minutę. Nie bardzo mi to przeszkadzało, uznałam to nawet za plus, bo mogłam na spokojnie usiąść w moim gabinecie i zająć się obowiązkami. Zapomniałam jednak o moim kochanym mężu. Gdy tylko zobaczył mnie za biurkiem obdarzył mnie karcącym spojrzeniem i odsunął krzesło wraz ze mną aż pod sąsiednią ścianę.
- Jack! - krzyknęłam i spróbowałam przysunąć się z powrotem, ale był silniejszy. - Daj mi pracować!
- Absolutnie nie. Obiecałaś. - powiedział.
Westchnęłam.
- Jack... nic mi się nie stanie przez odpisywanie na listy i podpisywanie umów. To nawet relaksuje.
- Elso, proszę... - stanął naprzeciwko mnie i chwycił mnie za dłonie.
Uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Naprawdę. Gdyby coś się działo zawołam Cię. - powiedziałam wiedząc dobrze, że takie zdanie mogłaby wypowiedzieć kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży, a nie na początku drugiego, ale Jack'owi chyba odpowiadało.
Uśmiechnął się bowiem i pogłaskał mnie po brzuchu.
- Dobrze. - i wyleciał z pokoju.
Pracowałam dość długo ciesząc się ze świętego spokoju, ale w końcu zawołałam Jack'a. Wparował do komnaty z prędkością światła i zapytał co się stało gotowy na wszystko.
- Nic się nie stało, spokojnie. - uśmiechnęłam się. - Skończyłam już, możemy gdzieś iść, czy...
Nie pozwalając mi dokończyć zdania pocałował mnie, po czym poprowadził do ogrodów na spacer. Wszystkie krzewy i drzewa pokrył biały puch, a listki i płatki kwiatów były pięknie ozdobione wzorkami ze szronu. Jack zerwał jedną różę i podarował mi ją. Wróciliśmy do zamku dopiero gdy Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Anna i Kristoff jedli akurat kolację, więc dołączyliśmy do nich.
Później wzięłam gorącą kąpiel, po czym położyłam się obok Jack'a i wtuliłam w niego.
- Elso... może powinniśmy już zastanowić się nad pokoikiem dla dziecka? - zaczął Jack cicho.
Spojrzałam na niego i zaśmiałam się cicho.
- Jack, mamy jeszcze masę czasu.
Wiem, że już nie może się doczekać. Ja z resztą też.
- No tak... - westchnął.
- Wiesz co? - zaczęłam po chwili wyczarowując nad naszymi głowami duże śnieżynki.
- Hm?
- Mam ochotę na czekoladę.
Tym razem on spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Teraz?
Kiwnęłam głową z zupełnie poważną miną. Jack zaśmiał się, pocałował mnie w czoło i wstał.
- Cokolwiek rozkażesz, królowo. - ukłonił się i wyszedł. 
Wkrótce dostałam wielką dostawę mlecznej czekolady. Mogłam spać spokojnie.



- Elsa.

wtorek, 5 stycznia 2016

Twoje Pierwsze Urodzinki!!!

Hejo,
Dziś rano wstałam bardzo podekscytowana i pobiegłam na dół do holu, wszystko było piękne, więc poszłam na dziedziniec, aby zacząć ozdabianie ( wczoraj było już na to za późno), a ku mojemu zdziwieniu wszystko było piękne i gotowe, między słupami wisiały wstęgi, a nad ogromnym stołem na tort wisiał napis " Wszystkiego najlepszego dla małej księżniczki", chciało mi się płakać, więc pobiegłam do sypialni i obudziłam Kristoff' a.
- Wstawaj!!!- szarpałam nim na wszystkie strony.
- Aniu czy coś nie tak?
- Krsitoff ja cię bardzo proszę wstań i idź się ubierz, bo dziś aż do wieczora masz się zająć Leną.
- A ty nie możesz?- wiedziałam że nie chce mu się spać.
- Nie, bo ja będę zajęta przygotowaniami.
- Jakimi znowu przygotowaniami?
- Kristoff!!! Nasza córka ma dziś swoje Pierwsze urodziny.- wykrzyczałam mu to cicho do ucha, ale dla niego na tyle głośno że szybko wstał i pobiegł do łazienki i wciągu pięciu sekund był gotowy.
- Więc ja zajmuję się Leną, a ty i reszta wszystko przygotujecie?- upewniał się Kristoff.
- Tak, dokładnie tak. Więc ja teraz idę po Elsę i Jack' a, a ty słuchaj czy Lena nie wstała, później ją ubierz, a poproszę jakąś służącą żeby przyniosła tobie i Lenie śniadanie, a potem obiad.- Już chciałam wyjść, ale przypomniało mi się jedna bardzo ważna sprawa.- A i pod żadnym pozorem nie wychodź na korytarz, ani sam, a tym bardziej z Leną.- Kristoff tylko przytaknął, a ja pobiegłam do sypialni siostry i szwagra. Gdy miałam pukać właśnie otworzyli drzwi.
- O Anna, właśnie mieliśmy do ciebie iść, chyba umówiliśmy się że przyjdziesz punk 10.- powiedział Jack kiwając groźnie palcem, ale po chwili się roześmiał.
- Słuchajcie nie uwierzycie, ale dziedziniec jest gotowy.- nie mogłam się powstrzymać.
- No to mamy mniej roboty.- powiedziała Elsa wychodząc z pokoju w swojej nowej sukni trochę bardziej luźniej w kolorze turkusu.
- Wow, Elsa ładna suknia.
- Tak prezent od Jack' a, ale wciąż nie wiem z jakiej okazji.- obie spojrzałyśmy na Jack' a.
- Oj, a czy to takie ważne? Poza tym już nawet nie mogę żonie dać prezentu bez okazji?
- No możesz.
- No dobra pora wziąć się do roboty.- powiedziała i poszliśmy do kuchni, ja poprosiłam jedną z kucharek o przygotowanie śniadania dla Kristoff' a i Leny oraz jedną ze służących o zaniesienie go do pokoju.
- To co robimy?- zapytał Jack po śniadaniu.
- Jack, mógłbyś zająć się jakimiś atrakcjami dla Leny?
- No pewnie- i Jack odleciał.
- Elsa pomożesz mi ozdobić torty?
- No pewnie.- i wraz z siostrom poszłam do kuchni ozdabiać torty, potem przygotowałyśmy przyjęcie i sprawdziłyśmy czy wszystko jest gotowe.
- I  jak skończyłyście?- zapytał nadlatujący Jack.
- Tak właśnie wszystko sprawdzamy.- odpowiedziała mu Elsa.
- Dobrze wszystko gotowe, ja idę na górę przygotować Lenę i spakować prezent...
- PREZENT!!!- krzyknęli równocześnie Elsa i Jack.
- Aniu musimy iść do miasta po prezent.- oznajmiła Elsa po czym odlecieli w stronę miasta. Ja natomiast zapakowałam prezent i przygotowałam Lenę na bal.
- Kristoff jesteś już gotowy?- zapytałam gdy chciałam wejść do łazienki zajmowanej przez Kristoff' a.
- Nie, kwiatuszku.- zabrałam ciuchy i poszłam do mojego starego pokoju w którym teraz był pokój gościnny, ale na moje szczęście pusty i skorzystałam z łazienki miałam na sobie prostą białą suknię z czerwonym gorsetem i rękawami do łokcia, a do tego białe rękawiczki sięgające przegubu z czerwonymi zdobieniami, włosy upięłam tak jak na ceremonię koronacji Elsy i założyłam czarne buty na obcasie oraz zrobiłam sobie delikatny makijaż. Weszłam do mojej sypialni i z łazienki wyszedł Kristoff, w czarnym garniturze z białą koszulą i zaczesanymi włosami do tyłu, weszłam do pokoju Leny i zobaczyłam małą blondyneczkę w pięknej niebieskiej sukience i białych rajstopach, a na stópkach miała piękne czarne buciki, włosy miała zaplecione w dwa warkocze, wyglądała uroczo.
- To co idziemy?- zapytał Kristoff z sypialni.
- Tak.- wzięłam Lenę na ręce i zeszliśmy na dół, w jadalni wszystko było gotowe, a gdy weszliśmy Elsa i Jack zaczęli śpiewać "Sto lat", więc ja i Kristoff dołączyliśmy.
- Wszystkiego Najlepszego, kochanie.- złożyła jej życzenia Elsa.
- Proszę Lenuś to prezent od cioci Elsy i wujka Jack' a.- powiedział Jack podając jej paczuszkę, Lena wyciągnęła z niej piękne, małe, białe rękawiczki.
- Przepiękny prezent. Ja i tatuś też coś dla ciebie mamy.- Kristoff podał Lenie paczkę i małe, podłużne pudełko, Lena najpierw wyciągnęła piękną zieloną suknię z paczuszki, a przy pudełku musiałam jej pomóc, była w niej szczotka do włosów z końskiego włosia, miała wygraderowane na rączce " Lena".
- Przepiękny prezent.- powiedział Jack, po czym zjedliśmy po kawałku tortu, Jack zabawiał małą, po czym stwierdziłam że możemy wyjść na chwilę z Leną do poddanych zebranych na dziedzińcu, więc wszyscy się ubraliśmy i wszyliśmy. Na dziedzińcu było dużo ludzi i wszyscy zaczęli śpiewać " Sto lat".
- Dziękujemy wam za przybycie w imieniu naszej córeczki.- powiedziałam do poddanych.
- Poczęstujcie się tortem.- powiedziała Elsa.
- Elso ja pójdę położyć mała, bo już jest późno i zaraz do was wrócę.- wróciłam do zamku i poszłam do pokoju Leny, tam przebrałam ją w piżamkę i położyłam spać, a teraz wybaczcie, ale wracam na dziedziniec świętować Pierwsze Urodzinki mojej malutkiej córeczki.



- Anna

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Wiesz co jest jutro?

Hejo,
Dziś rano wstałam i pobiegłam do gabinetu Elsy, wbiegłam do gabinetu bez pukania.
- Elsa wiesz co jest...- nie dokończyłam, bo w gabinecie nikogo nie było, więc pobiegłam do sypialni Elsy, ale tym razem zapukałam cichutko na korytarz wyszła Elsa w szlafroku.
- Aniu czy coś się stało?- zpytała zaspanym głosem.
- Elsa, wiesz co jest jutro?
- Jutro, jutro jest 5 stycznia.
- No właśnie.
- No i? Aniu to zwykły dzień.- Elsa nie rozumiała.
- Elsuś, co było rok temu?- zapytałam naprowadzając Elsę na właściwą drogę.
- Aha... PIERWSZE URODZINY LENY!!!- wykrzyczała to tak głośno że zaraz obok niej pojawił się przerażony Jack.
- Elsa, czy coś się stało?
- Jack, Lena ma jutro swoje pierwsze urodziny.
- Jeeeeeeeej- Jack krzyknął i wzbił się w powietrze.- Trzeba przygotować bal.
- Nie, ja myślałam o małym przyjęciu dla nas i dla was.
- Dobrze.- zgodziła się Elsa, a ja poszłam do kuchni i poprosiłam o upieczenie małego tortu.
- Księżniczko, a czy nie lepiej zrobić dwa torty, jeden mały na przyjęcie, a drugi duży dla poddanych i wystawić jutro na dziedziniec, skoro to pierwsze urodziny małej ksężniczki.- zaproponowała jedna z kucharek.
- Dobry pomysł, więc jeden mały, a drugi duży. Więc ja teraz idę po prezent do miasta, a jak wrócę to przyjdę pomóc.- i pobiegłam do miasta, a jak wróciłam to poszłam do kuchni pomóc w pieczeniu ciasteczek, tortów i kolacji, a gdy skończyłyśmy poszłam wykąpać Lenę i gdy już usnęła przygotowałam jej ubranko na jutro i pobiegłam po Elsę, Jack'a i Kristoff'a. Zaczęliśmy ozdabiać cały pałac, skończyliśmy bardzo późno, więc poszliśmy się wykąpać i teraz idziemy spać.



- Anna

niedziela, 3 stycznia 2016

Annowe opowieści i rozmyślania.

Witajcie,
Po tym jak obudziłam się w Nowy Rok przytulona do Jack'a, wstałam i wyszłam na balkon zakładając satynowy szlafrok. Owiało mnie lodowate powietrze, ale niezbyt mi to przeszkadzało. Rozejrzałam się po oszronionych ogrodach w dole. Przypomniały mi się słowa dziewcząt, z którymi rozmawiałam ostatnio. Czy powinnam doprowadzić do koronacji Jack'a? Na razie pełni funkcję królewicza i szczerze wolałabym aby tak zostało. Nie jestem pewna czy potrafiłby dobrze sprawić się jako król. Myślę, że to dla niego zbyt ważna posada. Oczywiście nie uważam, że nie jest na tyle mądry, bynajmniej, Jack jest wyjątkowo inteligenty, ale po prostu nie potrafię wyobrazić go sobie za biurkiem czy na audiencji. Ale może to tylko moje głupie uprzedzenia. Może jednak należy mu się szansa. Tyle przecież dla mnie zrobił, a w dodatku jest osobą, którą darzę największym zaufaniem (może prócz Anny) i spędziliśmy razem tak dużo czasu... i w ogóle jesteśmy małżeństwem. Mimo wszystko mam mętlik w głowie. Poddani na pewno byliby wniebowzięci koronacją i królem. Od tak dawna czekali przecież, aż znajdę mężczyznę odpowiedniego do objęcia tronu i rządzenia państwem wraz ze mną. Byliby zachwyceni parą królewską. No i w dodatku, przecież spodziewamy się dziedzica tronu. To kolejny, jeden z najmocniejszych argumentów, abym "zrobiła" Jack'a królem Arendelle. Przecież i tak byłabym głównym władcą, jako prawowita dziedziczka tronu... mógłby mi pomagać, wspierać, doradzać.
Tak wiele różnych myśli kołatało mi się w głowie, jednak dalej nie potrafiłam podjąć ostatecznej decyzji. Nagle usłyszałam pukanie w głębi pokoju, więc szybko weszłam do środka, zamknęłam drzwi balkonowe i otworzyłam cicho drzwi, nie chcąc budzić Jack'a. Ujrzałam za nimi Annę z bardzo podekscytowaną miną.
- Wszystko gra? - zapytałam, podczas gdy ona weszła do środka i usiadła przy mojej toaletce.
- Jak najbardziej! - zawołała nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Położyłam palec na ustach i pokazałam na śpiącego w dość dziwnej pozycji Jack'a. Ania wyciągnęła mnie na korytarz.
- Muszę Ci opowiedzieć co robiliśmy w Sylwestra. - powiedziała. - Było po prostu genialnie!
Uśmiechnęłam się i przestawiłam mózg na tryb "Słucham, Aniu." W ciągu najbliższych minut dowiedziałam się, że Anna i Kristoff spędzili wieczór na śpiewaniu Lenie kołysanek własnego autorstwa, a gdy ją uśpili, razem z niektórymi służącymi świętowali, tańczyli i puszczali fajerwerki z samego dachu. Pomyślałam, że nie pochwalam wizji służby, ani siostry na takich wysokościach z niebezpiecznymi fajerwerkami, ale na głos powiedziałam tylko, że to cudnie i uśmiechnęłam się ciepło.
- A wy co robiliście? - zapytała z chytrym uśmiechem.
Opowiedziałam jej więc... większość zdarzeń z Sylwestrowej nocy. Niektóre niewątpliwie musiały zostać między mną, a Jack'iem, chociaż Anna na pewno uznałaby inaczej. W końcu Anka pobiegła do Leny, która zaczęła płakać, a mi udało się wrócić do sypialni i zastać Jack'a nadal pogrążonego w śnie. Położyłam się obok niego i zaczekałam aż się obudzi.
- Hej, Śnieżynko. - przywitał mnie uroczym, zaspanym uśmiechem.
- Jack... - uśmiechnęłam się mimowolnie na ten widok.
Początkowo chciałam z nim porozmawiać o propozycji koronacji, ale nie chciałam psuć mu humoru - zakładając oczywiście, że nie zareagowałby pozytywnie. A w dodatku sam nie dał mi dojść do słowa całując mnie czule i przytulając do siebie.
Postanowiłam jednak porozmawiać z nim na ten temat. Jak najszybciej.



- Elsa.

piątek, 1 stycznia 2016

Szczęśliwego Nowego Roku!

Witajcie,
Wczoraj wieczorem Anna i Kristoff wzięli Lenę i siedzieli razem z nią w jadalni. Nie robiłam żadnego balu z okazji Sylwestra, bo jak ostatnio widziałam ludzie sami świetnie przygotowali sobie "imprezę".
- Na pewno nie zostaniecie z nami? - zapytała Anna.
Przechodziłam właśnie przez jadalnię w poszukiwaniu moich purpurowych rękawiczek. Miałam na sobie dość wąską, srebrno-liliową suknię i długi, purpurowy płaszcz zapinany na srebrną broszkę oraz srebrne buty na niewysokim obcasie.
- Obiecałam Jack'owi, że będzie mógł gdzieś mnie zabrać. - uśmiechnęłam się.
- Hej, Śnieżynko! - wleciał do pokoju ze swoją laską i wylądował przede mną. - Gotowa?
- Nie, nie, nie wiem gdzie są moje... - zamilkłam, bo Jack wystawił jedną rękę, sięgnął za moją głowę i po chwili zamachał mi przed twarzą parą purpurowych rękawiczek.
- Magia. - szepnął i pocałował mnie w czubek nosa, po czym pociągnął za rękę i wybiegliśmy na zewnątrz tylnym wyjściem.
Chciałam zapytać dokąd idziemy, ale Jack podniósł mnie, więc objęłam go mocno wiedząc, że zaraz wzbijemy się w powietrze. I faktycznie, po chwili lecieliśmy już  tuż nad taflą wody. Niebo zrobiło się różowo-pomarańczowe i Słońce zaczęło znikać za morzem. Jack skierował się w stronę miasta, jednak w ostatniej chwili wzbił się wysoko do góry i w końcu wylądowaliśmy na jednym ze wzgórz wznoszących się nad miastem. Przeszliśmy kilka kroków i napotkaliśmy niewielki, krystalicznie czysty wodospad. Na dole woda wpadała do niedużego stawu, a zachodzące Słońce pięknie się w niej odbijało. Spojrzałam z góry na Arendelle. Ludzie już bawili się w najlepsze na swoim ukochanym placu przy wieży zegarowej.
- Wiesz, Jack. - westchnęłam, a on objął mnie czule. - Czasem gdy patrzę na moich poddanych... na to jak się bawią, cieszą... zazdroszczę im. Zazdroszczę im tego wolnego życia... w pewności, że żyją dobrze, że zawsze ktoś nad nimi czuwa i nie da ich skrzywdzić.
- Masz rację.
Odwróciłam się do niego.
- Tylko wiesz, twoja rola jest o wiele ważniejsza. Tylko dzięki Tobie, oni mogą żyć tak jak żyją. Jeśli można im zazdrościć, możesz sobie pogratulować.
Uśmiechnęłam się lekko i jeszcze raz spojrzałam na rozświetlone miasto i wsłuchałam się w dochodzące z niego śmiechy. Poczułam dumę.
Gdy Słońce zaszło całkiem, udaliśmy się do miasta. Zamieniłam kilka słów z poddanymi i z radością patrzyłam jak się bawią. Jack posłusznie chodził wszędzie razem ze mną, ale widziałam dobrze, że na widok rozchichotanych dziewcząt pojawiających się niedaleko nas co jakiś czas nie do końca wiedział jak się zachować. Normalnie zapewne poruszałby zalotnie brwiami i wypinał pierś, ale chyba zrozumiał, że to jego poddane. Jak się zachować?
- Jack. - szepnęłam do niego.
- Hm?
- Chodź, te dwie dziewczęta chyba chciałaby się z Tobą zapoznać. - lekko pokazałam głową na dwie rozchichotane, zarumienione dziewczyny mniej więcej w wieku Anny, stojące pod jednym z domów.
Spojrzał na mnie z zaskoczeniem, jednak zanim zdążył coś powiedzieć przywołałam dziewczyny gestem. Ukłoniły się natychmiast i zaśmiały.
- Wasza Wysokość... - zaczęła jedna z nich. - ...to taki zaszczyt widzieć tu królową i... i... - spojrzały na Jack'a i zarumieniły się.
On na szczęście wziął się w garść, bo przybrał pewną siebie minę i zaczął przyjaznym tonem:
- Miło Was poznać, moje drogie. Jestem Jack. - uśmiechnął się.
Obie zaczerwieniły się po same uszy i dygnęły lekko.
- Wiecie co... - sięgnął do kieszeni bluzy. - Chyba mam coś dla Was.
Po chwili wyciągnął dwie śliczne, lodowe bransoletki ze śnieżynkami po bokach. Wręczył jedną każdej z dziewczyn.
- Dziękujemy bardzo, są przepiękne! - pisnęły jednocześnie, skłoniły się nisko i pobiegły gdzieś. 
Jack spojrzał na mnie z dumną miną.
- Gratuluję pierwszych interakcji z poddanymi. - uśmiechnęłam się.
Nagle podbiegła do nas inna dziewczynka, około siedmio, może ośmioletnia. Za nią nadeszła zdyszana kobieta, zapewne jej matka. Ukłoniły się obie.
- W czymś mogę pomóc? - zapytałam.
- Nie, Wasza Wysokość, przepraszamy, moja córka tylko... - zaczęła kobieta, ale dziewczynka pociągnęła mnie lekko za rąbek płaszcza.
- Pani Królowo... - zaczęła. - A Pani będzie miała dzidziusia?
Jej matka miała minę, jakby zaraz miała zemdleć. Zaśmiałam się i spojrzałam na Jack'a. Uśmiechał się.
- Tak. - odrzekłam.
Dziewczynka zrobiła zachwyconą minę i pobiegła z powrotem.
- Naprawdę przepraszam. - jęknęła kobieta.
- Ależ nic się nie stało, naprawdę. - uśmiechnęłam się.
Kobieta ukłoniła się i odeszła.
- Chodź, Elso. - Jack złapał mnie za rękę. - Chcę Cię zabrać gdzieś jeszcze.
I polecieliśmy daleko za zamek, aż na Lodowe Pola. Tam wylądowaliśmy wśród kilku krzewów (Jack spojrzał na nie i uśmiechnął się do mnie figlarnie, ale poprowadził mnie dalej), po czym weszliśmy w nieduży zagajnik.
- Co to za miejsce? - zapytałam.
- Nie wiem. - zaśmiał się Jack. - Ale ładnie tu wygląda.
Uśmiechnęłam się, a on poprowadził mnie jeszcze kilka kroków, po czym się zatrzymaliśmy. Było już całkiem ciemno, tak że niewiele widziałam.
- Spójrz na niebo. - szepnął Jack.
Uniosłam głowę i ujrzałam piękną, zielono-seledynowo-fioletowo-różową zorzę. Mieniła się na niebie od miejsca, w którym byliśmy, aż do portu, albo jeszcze dalej.
- Tak dawno nie widziałam zorzy... - westchnęłam. - A tak uwielbiam na nią patrzeć. Jest przepiękna.
Jack uśmiechnął się i zbliżył się do mnie.
- Jak ty, Śnieżynko. - chłodną dłonią dotknął mojego policzka i pocałował mnie delikatnie.
W tym samym momencie nad Arendelle wystrzeliło mnóstwo kolorowych fajerwerków. Obejrzeliśmy się za siebie i ujrzeliśmy jak kolory zorzy łączą się z nimi w jedną wielką (nieco wybuchową) tęczę. Pospacerowaliśmy jeszcze jakiś czas, po czym Jack zabrał nas prosto na balkon naszej sypialni.




- Elsa.