Hejo,
Przepraszam że nie pisałyśmy, ale razem z Elsą i Jack' iem byliśmy bardzo podekscytowani przygotowaniami Jack' a do bycia królem, ponieważ ja większość czasu spędzałam pomagając Elsie w lekcjach z Jack' iem, Kristoff zajmował się Leną.
- Jack założyłeś to tył na przód znowu.- upomniała go Elsa gdy Jack zakładał koronę królewską ( tak na serio to była to atrapa zrobiona na wzór korony ojca)
- Ale jak rozpoznać przód, a jak tył?
- Jack zobacz z przodu masz zdobienie.
- Faktycznie.- Jack uśmiechną się, a ja wstałam i oświadczyłam że idę do kuchni po obiad dla nich, bo od kąt zaczęli lekcje Jack i Elsa wychodzili z jej gabinetu tylko do sypialni, a ja przy nosiłam im posiłki począwszy od śniadania, a kończywszy na kolacji.
- No i jak tam lekcje Jack' a?- zaczepił mnie Kristoff na korytarzu.
- Robi postępy, a gdzie Lena?
- Śpi w swojej sypialni.- pocałowałam go w policzek i pobiegłam do kuchni. Był tam ogromny hałas wszyscy chcieli, aby ich potrawa smakowała Jack' owi.
- Nie uwierzycie...- zaczęłam wchodząc do gabinetu, ale Elsa mi przerwała.
- Aniu, czy mogłabyś pójść po wszystkie potrzebne rzeczy, abym mogła nauczyć Jack' a dobrych manier przy posiłku.- przytaknęłam i pobiegłam do kuchni, zabrałam po dwie pary z każdego kompletu i zaniosłam do gabinetu.
- Jack, to jest łyżka do zup, to do...- nigdy nie cierpiałam tych lekcji, więc wyszłam i poszłam do własnej sypialni.
- Kristoff?- zapytałam cicho wchodząc do pokoju Lenki, tak aby jej nie obudzić, ale w łóżeczku była tylko śpiąca Leną jedyna osoba, którą zastałam w pokoju, więc przeszłam do sypialni i na łóżku zobaczyłam śpiącego Kristoff' a i poczułam się senna, więc położyłam się obok niego i usnęłam.
Gdy się obudziłam Kristoff właśnie wchodził do naszej sypialni z pokoju Leny.
- Właśnie ją uśpiłem.
- Która jest godzina?- zdziwiło mnie to że jak kładłam się spać to Lena spała, a teraz Kristoff znów ją uśpił.
- Jest już późno, Lena zjadła kolację, umyłem ją i położyłem spać, a Elsa i Jack też już są w sypialni.
- Skąd wiesz?
- Słyszałem jak wchodzili.- Kristoff położył się obok mnie i przytulił mnie do siebie.
- Aniu nie uważasz że za dużo czasu z nimi spędzasz, a za mało z nami?
- Kristoff ja wiem, ale zrozum to jest dla mnie ważne.
- Kwiatuszku wiem, ale czy nie mogłabyś spędzać z nami trochę więcej czasu.
- No...- chciałam coś powiedzieć, ale Kristoff przerwał mi całując mnie w usta i tak spędziliśmy ją bardzo romantycznie.
- Anna
czwartek, 14 stycznia 2016
wtorek, 12 stycznia 2016
Zebraliśmy się tu...
Witajcie,
Postanowiłam, że informację o koronacji Jack'a przekażę ludności dzisiaj. Poprosiłam jednego z służących aby rozwiesił w mieście ogłoszenie o ważnym "zebraniu". Poleciłam w nim, aby przyjść na dziedziniec o szesnastej. Tak jak chciałam, tak się stało. Już przed ustaloną godziną ludzie zaczęli zaciekawieni gromadzić się pod murami. Ja za to od jakiejś godziny usiłowałam nakłonić Jack'a do włożenia czegoś bardziej eleganckiego niż stare, brązowe spodnie i granatowa bluza.
- Tam będzie całe Arendelle. - warknęłam już totalnie zirytowana. - I wszyscy będą się gapić na CIEBIE.
Zleciał z spod sufitu widząc moją minę.
- Dobrze, już dobrze. - powiedział. - Nie denerwuj się.
- Nie denerwuję. - burknęłam, chociaż byłam faktycznie wkurzona, a na dodatek nie miałam przygotowanej przemowy co wzmagało mój stres.
Po chwili Jack prezentował się wyjątkowo elegancko w jasnej marynarce i czarnych spodniach.
- Idziemy? - uśmiechnął się do mnie, udając, że sam się nie stresuje, ale dobrze wiedziałam, że tak.
- A Anna? - zapytałam zdziwiona.
Wzruszył ramionami.
- Powiedziała mi wczoraj żebyśmy załatwili to sami.
Zmarszczyłam brwi. Nie mogła powiedzieć mnie? Kiwnęłam jednak głową i wyszliśmy na korytarz.
Ja ubrałam jedną z moich ulubionych sukni, w kolorze ciemnego grynszpanu z wyhaftowanymi wzorami z Arendelle, z czarnym gorsetem z długimi rękawami, a do tego długą, purpurową peleryną. Założyłam również moją złotą koronę. Razem wyglądaliśmy więc bardzo królewsko. O piętnastej pięćdziesiąt osiem stanęliśmy przed drzwiami na taras, który wychodzi na dziedziniec, skąd słychać było rozmowy tłumu zebranych.
- Wszystko gra? - zapytałam nie odwracając głowy.
W odpowiedzi Jack chwycił mnie za rękę.
- Damy radę. - uśmiechnął się i zdecydowanym ruchem pchnął drzwi. Oślepił nas blask słońca i ogłuszyły oklaski. W końcu przyzwyczailiśmy się do światła, a ja uciszyłam poddanych gestem.
- Witajcie kochani. - przemówiłam.
Jack nie puścił mojej dłoni. Zauważyłam, że mój głos wydaje się wyjątkowo opanowany i spokojny.
- Dziękuję wszystkim za przybycie. Zebraliśmy się, abyście dowiedzieli się o czymś bardzo ważnym. Otóż... jak wiecie od jakiegoś czasu mam męża... co jest jednoznaczne z tym, że Arendelle ma.... królewicza.
Ludzie zaczęli wymieniać podekscytowane spojrzenia.
- Jednak wiemy wszyscy, że będąc moim mężem Jack Frost - wskazałam ręką na Jack'a - powinien zostać królem i towarzyszyć mi w rządzeniu państwem.
Zapadła cisza.
- Tak więc - z woli mojej, jego, a także poniekąd Waszej - się stanie.
Wszyscy zaczęli wiwatować.
- Nie znamy jeszcze daty koronacji, ale gdy tylko ją ustalimy obiecuję Wam ją przekazać. - powiedziałam z uśmiechem.
Poddani wiwatowali jeszcze długo po tym jak wróciliśmy do zamku.
- Następnym razem musisz przejąć ode mnie trochę tekstu, bo nie wyrobię. - zaśmiał się Jack.
Uśmiechnęłam się.
- Proszę bardzo, następnym razem ty będziesz mówił.
Skierowałam się do pokoju Anny, a Jack poleciał za mną mówiąc coś, że żartował i, że woli stać. Gdy opowiedziałam siostrze o reakcji ludzi ucieszyła się i pogratulowała nam.
Po dzisiejszym dniu stwierdziłam, że Jack koniecznie musi dostać szansę tylko... musi nauczyć się częściej wkładać garnitury.
- Elsa.
Postanowiłam, że informację o koronacji Jack'a przekażę ludności dzisiaj. Poprosiłam jednego z służących aby rozwiesił w mieście ogłoszenie o ważnym "zebraniu". Poleciłam w nim, aby przyjść na dziedziniec o szesnastej. Tak jak chciałam, tak się stało. Już przed ustaloną godziną ludzie zaczęli zaciekawieni gromadzić się pod murami. Ja za to od jakiejś godziny usiłowałam nakłonić Jack'a do włożenia czegoś bardziej eleganckiego niż stare, brązowe spodnie i granatowa bluza.
- Tam będzie całe Arendelle. - warknęłam już totalnie zirytowana. - I wszyscy będą się gapić na CIEBIE.
Zleciał z spod sufitu widząc moją minę.
- Dobrze, już dobrze. - powiedział. - Nie denerwuj się.
- Nie denerwuję. - burknęłam, chociaż byłam faktycznie wkurzona, a na dodatek nie miałam przygotowanej przemowy co wzmagało mój stres.
Po chwili Jack prezentował się wyjątkowo elegancko w jasnej marynarce i czarnych spodniach.
- Idziemy? - uśmiechnął się do mnie, udając, że sam się nie stresuje, ale dobrze wiedziałam, że tak.
- A Anna? - zapytałam zdziwiona.
Wzruszył ramionami.
- Powiedziała mi wczoraj żebyśmy załatwili to sami.
Zmarszczyłam brwi. Nie mogła powiedzieć mnie? Kiwnęłam jednak głową i wyszliśmy na korytarz.
Ja ubrałam jedną z moich ulubionych sukni, w kolorze ciemnego grynszpanu z wyhaftowanymi wzorami z Arendelle, z czarnym gorsetem z długimi rękawami, a do tego długą, purpurową peleryną. Założyłam również moją złotą koronę. Razem wyglądaliśmy więc bardzo królewsko. O piętnastej pięćdziesiąt osiem stanęliśmy przed drzwiami na taras, który wychodzi na dziedziniec, skąd słychać było rozmowy tłumu zebranych.
- Wszystko gra? - zapytałam nie odwracając głowy.
W odpowiedzi Jack chwycił mnie za rękę.
- Damy radę. - uśmiechnął się i zdecydowanym ruchem pchnął drzwi. Oślepił nas blask słońca i ogłuszyły oklaski. W końcu przyzwyczailiśmy się do światła, a ja uciszyłam poddanych gestem.
- Witajcie kochani. - przemówiłam.
Jack nie puścił mojej dłoni. Zauważyłam, że mój głos wydaje się wyjątkowo opanowany i spokojny.
- Dziękuję wszystkim za przybycie. Zebraliśmy się, abyście dowiedzieli się o czymś bardzo ważnym. Otóż... jak wiecie od jakiegoś czasu mam męża... co jest jednoznaczne z tym, że Arendelle ma.... królewicza.
Ludzie zaczęli wymieniać podekscytowane spojrzenia.
- Jednak wiemy wszyscy, że będąc moim mężem Jack Frost - wskazałam ręką na Jack'a - powinien zostać królem i towarzyszyć mi w rządzeniu państwem.
Zapadła cisza.
- Tak więc - z woli mojej, jego, a także poniekąd Waszej - się stanie.
Wszyscy zaczęli wiwatować.
- Nie znamy jeszcze daty koronacji, ale gdy tylko ją ustalimy obiecuję Wam ją przekazać. - powiedziałam z uśmiechem.
Poddani wiwatowali jeszcze długo po tym jak wróciliśmy do zamku.
- Następnym razem musisz przejąć ode mnie trochę tekstu, bo nie wyrobię. - zaśmiał się Jack.
Uśmiechnęłam się.
- Proszę bardzo, następnym razem ty będziesz mówił.
Skierowałam się do pokoju Anny, a Jack poleciał za mną mówiąc coś, że żartował i, że woli stać. Gdy opowiedziałam siostrze o reakcji ludzi ucieszyła się i pogratulowała nam.
Po dzisiejszym dniu stwierdziłam, że Jack koniecznie musi dostać szansę tylko... musi nauczyć się częściej wkładać garnitury.
- Elsa.
niedziela, 10 stycznia 2016
To nie ja będę z nim królować, ale jestem za :D
Hejo,
Dziś rano wstałam i zgodnie z moim zwyczajem udałam się do sypialni Elsy i Jack' a, aby sprawdzić czy Elsa czegoś ode mnie nie potrzebuję, ale zastałam tam tylko śpiącego Jack' a, więc udałam się do gabinetu, ale on był pusty, więc udałam się do jadalni myśląc że może Elsa je śniadanie, ale tam również jej nie było, więc wróciłam do sypialni sprawdzić czy mój kochany mąż jeszcze śpi no i oczywiście jak to Kristoff jeszcze spał, gdy miałam przejść do sypialni Lenki, weszła służąca.
- Księżniczko, wzywają pana Kristoff' a do reniferów.
- A co dokładnie się stało?
- Podobno coś jest nie tak z małym reniferem, ale w królestwie nie mamy specjalisty od reniferów dlatego wzywają pana Kristoff' a.- od tej wypowiedzi strasznie się zdyszała.
- Dobrze, zaraz go obudzę.- służąca tylko się ukłoniła i wyszła.- Kristoff, wstawaj, wzywają cię do reniferów.
- Mhm.
- Kristoff, wzywają cię do reniferów.
- Okej.
- KRISTOFF, WZYWAJĄ CIĘ DO RENIFERÓW!!!
- Tak, już biegnę.- gdy miał już wybiec odwrócił się, a ja zaczęłam się śmiać- Ale najpierw się ubiorę.
- Więc ja pójdę do Leny- weszłam do sypialni córki, która już nie spała, wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Dzień dobry.
- Dzien dobly.- powiedziała i mocno mnie przytuliła, w tej chwili usłyszałam trzaśniecie drzwiami co oznaczało że Kristoff wyszedł, ale zaraz drzwi znowu trzasnęły i z sypialni wydobyło się wołanie.
- Aniu, jesteś tu?- to była Elsa.
- Jestem w sypialni Leny.- Przez drzwi weszła do sypialni Elsa.
- Szukałam cię, ale nigdzie cię nie było.- powiedziałyśmy równocześnie i zaśmiałyśmy się.
- A co chciałaś?- zapytała mnie Elsa.
- W sumie to chciałam sprawdzić co u ciebie słychać, a ty co chciałaś?
- Muszę z tobą porozmawiać o bardzo ważnej sprawie i chciałam cię prosić żebyś przyszła za godzinę do mojego gabinetu i jakbyś mogła przyjść sama.- Elsa była wyjątkowo tajemnicza, a ja idiotka zareagowałam śmiechem.
- A nie możemy teraz porozmawiać?
- Nie musimy porozmawiać w obecności Jack' a, bo to jego dotyczy, jeśli Kristoff, będzie mógł to niech też przyjdzie.- Elsa nie czekałam na odpowiedź i wyszła, a ja poszłam po jakąś służącą żeby zajęła się Leną i poszłam do gabinetu Elsy, gdzie był już Jack.
- No to o czym chcecie ze mną porozmawiać?- zapytałam trochę zdziwiona.
- Aniu, bo wiesz ostatnio poddani zaczęli zastanawiać się czy Jack nie powinien zostać królem.- powiedziała Elsa trochę służbowym tonem.
- To wspaniale, ale co ja mam z tym wspólnego, przecież ja go nie koronuję.
- No tak, ale nie jestem pewna czy ja mogę to zrobić bez twojej zgody.- W sumie to ja też tego nie wiedziałam.
- Elsa przecież to ty jesteś królową i to twoja decyzja kto będzie z tobą rządził, a ja jestem całkowicie za.- Elsa podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
- A kiedy ma się odbyć koronacja?- zapytałam.
- Nie wiem, ale najpierw trzeba to ogłosić poddanym.
- No to na co czekacie?- zapytał Jack.
- Jack, najpierw trzeba ich zebrać na dziedzińcu i na pewno już nie dziś.- rozmowa zakończyła się tym że postanowiliśmy w najbliższym czasie ogłosić to poddanym, a potem zaplanować koronację, ale ponieważ Elsa czuła się dziwnie zmęczona już nic dziś nie postanawialiśmy.
- Anna
Dziś rano wstałam i zgodnie z moim zwyczajem udałam się do sypialni Elsy i Jack' a, aby sprawdzić czy Elsa czegoś ode mnie nie potrzebuję, ale zastałam tam tylko śpiącego Jack' a, więc udałam się do gabinetu, ale on był pusty, więc udałam się do jadalni myśląc że może Elsa je śniadanie, ale tam również jej nie było, więc wróciłam do sypialni sprawdzić czy mój kochany mąż jeszcze śpi no i oczywiście jak to Kristoff jeszcze spał, gdy miałam przejść do sypialni Lenki, weszła służąca.
- Księżniczko, wzywają pana Kristoff' a do reniferów.
- A co dokładnie się stało?
- Podobno coś jest nie tak z małym reniferem, ale w królestwie nie mamy specjalisty od reniferów dlatego wzywają pana Kristoff' a.- od tej wypowiedzi strasznie się zdyszała.
- Dobrze, zaraz go obudzę.- służąca tylko się ukłoniła i wyszła.- Kristoff, wstawaj, wzywają cię do reniferów.
- Mhm.
- Kristoff, wzywają cię do reniferów.
- Okej.
- KRISTOFF, WZYWAJĄ CIĘ DO RENIFERÓW!!!
- Tak, już biegnę.- gdy miał już wybiec odwrócił się, a ja zaczęłam się śmiać- Ale najpierw się ubiorę.
- Więc ja pójdę do Leny- weszłam do sypialni córki, która już nie spała, wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Dzień dobry.
- Dzien dobly.- powiedziała i mocno mnie przytuliła, w tej chwili usłyszałam trzaśniecie drzwiami co oznaczało że Kristoff wyszedł, ale zaraz drzwi znowu trzasnęły i z sypialni wydobyło się wołanie.
- Aniu, jesteś tu?- to była Elsa.
- Jestem w sypialni Leny.- Przez drzwi weszła do sypialni Elsa.
- Szukałam cię, ale nigdzie cię nie było.- powiedziałyśmy równocześnie i zaśmiałyśmy się.
- A co chciałaś?- zapytała mnie Elsa.
- W sumie to chciałam sprawdzić co u ciebie słychać, a ty co chciałaś?
- Muszę z tobą porozmawiać o bardzo ważnej sprawie i chciałam cię prosić żebyś przyszła za godzinę do mojego gabinetu i jakbyś mogła przyjść sama.- Elsa była wyjątkowo tajemnicza, a ja idiotka zareagowałam śmiechem.
- A nie możemy teraz porozmawiać?
- Nie musimy porozmawiać w obecności Jack' a, bo to jego dotyczy, jeśli Kristoff, będzie mógł to niech też przyjdzie.- Elsa nie czekałam na odpowiedź i wyszła, a ja poszłam po jakąś służącą żeby zajęła się Leną i poszłam do gabinetu Elsy, gdzie był już Jack.
- No to o czym chcecie ze mną porozmawiać?- zapytałam trochę zdziwiona.
- Aniu, bo wiesz ostatnio poddani zaczęli zastanawiać się czy Jack nie powinien zostać królem.- powiedziała Elsa trochę służbowym tonem.
- To wspaniale, ale co ja mam z tym wspólnego, przecież ja go nie koronuję.
- No tak, ale nie jestem pewna czy ja mogę to zrobić bez twojej zgody.- W sumie to ja też tego nie wiedziałam.
- Elsa przecież to ty jesteś królową i to twoja decyzja kto będzie z tobą rządził, a ja jestem całkowicie za.- Elsa podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
- A kiedy ma się odbyć koronacja?- zapytałam.
- Nie wiem, ale najpierw trzeba to ogłosić poddanym.
- No to na co czekacie?- zapytał Jack.
- Jack, najpierw trzeba ich zebrać na dziedzińcu i na pewno już nie dziś.- rozmowa zakończyła się tym że postanowiliśmy w najbliższym czasie ogłosić to poddanym, a potem zaplanować koronację, ale ponieważ Elsa czuła się dziwnie zmęczona już nic dziś nie postanawialiśmy.
- Anna
sobota, 9 stycznia 2016
Ważna rozmowa i rozważne decyzje.
Witajcie,
Dziś w końcu udało mi się zebrać się w sobie i poprosiłam Jack'a żeby zarezerwował sobie na dzisiejszy dzień chwilę na rozmowę ze mną. Gdy tylko to usłyszał, powiedział, że jestem głuptaskiem i, że zawsze ma dla mnie czas. Tak więc poprowadziłam go do mojego gabinetu, do którego na ogół rzadziej ktoś wchodzi niż do naszej sypialni (co jest wyjątkowo dziwne, ale cóż...), bo nie chciałam żeby ktoś nam przerywał. Usiadłam na moim krześle przy biurku, a Jack przystawił sobie drugie. Miał nieco przestraszoną minę - nie dziwię się, normalnie przecież nie każę mu rozmawiać ze mną sam na sam, siedzieć na przeciwko na krześle jak na jakimś wykładzie. Aby dodać mu otuchy uśmiechnęłam się lekko, a gdy odwzajemnił gest, zaczęłam:
- Posłuchaj, Jack, musimy porozmawiać o pewnej istotnej sprawie. Z tego co niedawno do mnie doszło, poddani już od jakiegoś czasu nad tym rozmyślają i sądzę. że to ty powinieneś mieć w tym największy udział, ponieważ... chodzi o Ciebie.
Nie byłam pewna czy mówię na tyle spójnie, aby mnie zrozumiał, ale nic nie powiedział więc, kontynuowałam:
- Otóż, jak wiesz jestem królową... - zaśmiał się krótko. -... i wiesz też jak zwykle nazywa się męża królowej.
Przybrał poważną minę, w której jednak potrafiłam dostrzec cień radości, albo nawet nadziei.
- Poddani zastanawiają się czy nie powinieneś być koronowany. I dla mnie byłoby to dość logiczne, ale... - odchrząknęłam. - ....chciałabym znać Twoje zdanie.
Przez chwilę siedział w milczeniu, a potem powiedział spokojnym tonem:
- Byłby to dla mnie wielki zaszczyt, Śnieżynko.
Automatycznie poprawiłam rękawiczki.
- Ale... czy jesteś pewien, że dałbyś radę z tak ważnym stanowiskiem? Jack, królowanie to nie bitwa na śnieżki.
Po chwili zdałam sobie sprawę, że mogłam go nieco urazić takim zdaniem, ale on tylko zamyślił się na chwilę po czym uśmiechnął.
- Wiem o tym, Śnieżynko. I masz rację - musiałbym bardzo długo się uczyć, aby być tak dobrym władcą jak Ty.
Zarumieniłam się lekko. Tego się nie spodziewałam.
- Jednak jak sądzę, poddani byliby bardzo szczęśliwi, a oczywiście chcemy przede wszystkim ich szczęścia. Myślę więc, że mógłbym zostać królem, nosić koronę czy takie tam, ale tak naprawdę zostałbym głównie Twoim pomocnikiem. Albo uczniem, jak wolisz. Pomagałbym Ci w drobnych sprawach, towarzyszył na audiencjach, wspierał w tych okropnych obowiązkach...
Uśmiechnęłam się, a on widocznie ucieszył się, że mnie rozbawił.
- ...i pozował do portretów jako Twój mąż, Król Jack. - dodał z dumą.
Zaśmialiśmy się. Po chwili jednak zrozumiałam, że otrzymałam prawie dokładnie taką odpowiedz na jaką liczyłam. Dojrzałą, zrozumiałą. Przemawiał jak prawdziwy król.. no, prawie.
- Czy to co mówiłem miało sens? - zapytał z uśmiechem.
Kiwnęłam głową.
- Tak. Podjąłeś słuszną decyzję. Myślę, że tak będzie najrozsądniej. - odwzajemniłam uśmiech.
- No to super. Kiedy koronacja?
Zaśmiałam się.
- Nie tak szybko. Na razie powiem o tym Annie, jej zdanie również jest ważne. Właściwie nie jestem pewna, czy możemy to zrobić bez jej zgody.
Jack kiwnął głową.
- A pózniej ogłosimy poddanym? - zapytał.
- Dokładnie. - przytaknęłam.
- Na pewno będą zachwyceni. - stwierdził.
- Zapewne. Ale najpierw... - wstałam. - ...zapytamy Anny.
I wyszłam na korytarz zostawiając Jack'a w gabinecie. Nie zdziwię się jeśli zaraz po moim wyjściu usiadł za moim biurkiem i zaczął wcielać się w swoją nową - prawdopodobnie - rolę.
- Elsa.
Dziś w końcu udało mi się zebrać się w sobie i poprosiłam Jack'a żeby zarezerwował sobie na dzisiejszy dzień chwilę na rozmowę ze mną. Gdy tylko to usłyszał, powiedział, że jestem głuptaskiem i, że zawsze ma dla mnie czas. Tak więc poprowadziłam go do mojego gabinetu, do którego na ogół rzadziej ktoś wchodzi niż do naszej sypialni (co jest wyjątkowo dziwne, ale cóż...), bo nie chciałam żeby ktoś nam przerywał. Usiadłam na moim krześle przy biurku, a Jack przystawił sobie drugie. Miał nieco przestraszoną minę - nie dziwię się, normalnie przecież nie każę mu rozmawiać ze mną sam na sam, siedzieć na przeciwko na krześle jak na jakimś wykładzie. Aby dodać mu otuchy uśmiechnęłam się lekko, a gdy odwzajemnił gest, zaczęłam:
- Posłuchaj, Jack, musimy porozmawiać o pewnej istotnej sprawie. Z tego co niedawno do mnie doszło, poddani już od jakiegoś czasu nad tym rozmyślają i sądzę. że to ty powinieneś mieć w tym największy udział, ponieważ... chodzi o Ciebie.
Nie byłam pewna czy mówię na tyle spójnie, aby mnie zrozumiał, ale nic nie powiedział więc, kontynuowałam:
- Otóż, jak wiesz jestem królową... - zaśmiał się krótko. -... i wiesz też jak zwykle nazywa się męża królowej.
Przybrał poważną minę, w której jednak potrafiłam dostrzec cień radości, albo nawet nadziei.
- Poddani zastanawiają się czy nie powinieneś być koronowany. I dla mnie byłoby to dość logiczne, ale... - odchrząknęłam. - ....chciałabym znać Twoje zdanie.
Przez chwilę siedział w milczeniu, a potem powiedział spokojnym tonem:
- Byłby to dla mnie wielki zaszczyt, Śnieżynko.
Automatycznie poprawiłam rękawiczki.
- Ale... czy jesteś pewien, że dałbyś radę z tak ważnym stanowiskiem? Jack, królowanie to nie bitwa na śnieżki.
Po chwili zdałam sobie sprawę, że mogłam go nieco urazić takim zdaniem, ale on tylko zamyślił się na chwilę po czym uśmiechnął.
- Wiem o tym, Śnieżynko. I masz rację - musiałbym bardzo długo się uczyć, aby być tak dobrym władcą jak Ty.
Zarumieniłam się lekko. Tego się nie spodziewałam.
- Jednak jak sądzę, poddani byliby bardzo szczęśliwi, a oczywiście chcemy przede wszystkim ich szczęścia. Myślę więc, że mógłbym zostać królem, nosić koronę czy takie tam, ale tak naprawdę zostałbym głównie Twoim pomocnikiem. Albo uczniem, jak wolisz. Pomagałbym Ci w drobnych sprawach, towarzyszył na audiencjach, wspierał w tych okropnych obowiązkach...
Uśmiechnęłam się, a on widocznie ucieszył się, że mnie rozbawił.
- ...i pozował do portretów jako Twój mąż, Król Jack. - dodał z dumą.
Zaśmialiśmy się. Po chwili jednak zrozumiałam, że otrzymałam prawie dokładnie taką odpowiedz na jaką liczyłam. Dojrzałą, zrozumiałą. Przemawiał jak prawdziwy król.. no, prawie.
- Czy to co mówiłem miało sens? - zapytał z uśmiechem.
Kiwnęłam głową.
- Tak. Podjąłeś słuszną decyzję. Myślę, że tak będzie najrozsądniej. - odwzajemniłam uśmiech.
- No to super. Kiedy koronacja?
Zaśmiałam się.
- Nie tak szybko. Na razie powiem o tym Annie, jej zdanie również jest ważne. Właściwie nie jestem pewna, czy możemy to zrobić bez jej zgody.
Jack kiwnął głową.
- A pózniej ogłosimy poddanym? - zapytał.
- Dokładnie. - przytaknęłam.
- Na pewno będą zachwyceni. - stwierdził.
- Zapewne. Ale najpierw... - wstałam. - ...zapytamy Anny.
I wyszłam na korytarz zostawiając Jack'a w gabinecie. Nie zdziwię się jeśli zaraz po moim wyjściu usiadł za moim biurkiem i zaczął wcielać się w swoją nową - prawdopodobnie - rolę.
- Elsa.
piątek, 8 stycznia 2016
Wycieczki
Hejo,
Dziś rano wstałam i poszłam do Elsy, ale nie było jej w gabinecie, a gdy pukałam do sypialni nikt nie otwierał, więc weszłam.
- Elsa? Jack?- zapytałam wchodząc.- Jest tu kto?
- Księżniczko?!- nagle z łazienki wyszła Tamara.
- Och, Tamaro nie wiesz gdzie jest Elsa i Jack?
- Wiem. Królowa i pan Jack poszli dziś do pokoju medyków na badanie, a po wizycie pan Jack zabrał Królową na jakąś wycieczkę i mam przekazać że wrócą dopiero wieczorem i mamy nie czekać na nich z kolacją.- to była bardzo wyczerpująca wypowiedź.
- Dziękuję.- wróciłam do sypialni.- Kristoff może zabierzemy renifery do trolli?
- Pewnie, ale nie teraz, bo jestem bardzo zmęczony.Możemy pojechać za godzinkę.
- To ja idę do Leny, bo chyba się obudziła.- weszłam do pokoju córeczki, która stała w łóżeczku trzymając się barierki, była cała zapłakana.
- Lenuś co się stało?- zapytałam biorąc ją na ręce.
- Mamo! Be, sen, bydki.- powiedziała mi do ucha.
- No już się nie martw mama jest przy tobie. Wiesz gdzie dziś pojedziemy?- Lena zrobiła zdziwioną minę.- Do trolli.
- Jej.- ucieszyła się mała i od razu zaczęła się śmiać. Ubrałam ją i siebie i wyruszyliśmy od razu.
- Witajcie moi mili.- powitał nas Baltazar.- Witaj mała księżniczko, sto lat!!! Które to już urodziny?
- Pielwsie, dziadziu.-Leny wyciągnęła ręce do Baltazara, a ten wziął ją na ręce i zaniósł do reszty trolli.Byliśmy tam cały dzień.
- Kristoff, chyba pora już wracać?- powiedziałam gdy zrobiło się ciemno, a Lena zasnęła mi na rękach, a mówiąc szczerze nie była już leciutka.
- Tak masz rację. Żegnajcie, do zobaczenia.- pożegnał się Kristoff.
- Przyjedź za niedługo.- zawołał za nami Baltazar. Gdy wracaliśmy zrobiło mi się zimno, więc przytuliłam się do Kristoff' a i zasnęłam, obudziłam się dopiero w sypialni. Wstałam i poszłam do Leny sprawdzić czy śpi i spała, więc poszłam do sypialni Elsy, zajrzałam, ale Jack i Elsa spali, więc wróciłam do swojej sypialni gdzie spał Kristoff.
- Anna
Dziś rano wstałam i poszłam do Elsy, ale nie było jej w gabinecie, a gdy pukałam do sypialni nikt nie otwierał, więc weszłam.
- Elsa? Jack?- zapytałam wchodząc.- Jest tu kto?
- Księżniczko?!- nagle z łazienki wyszła Tamara.
- Och, Tamaro nie wiesz gdzie jest Elsa i Jack?
- Wiem. Królowa i pan Jack poszli dziś do pokoju medyków na badanie, a po wizycie pan Jack zabrał Królową na jakąś wycieczkę i mam przekazać że wrócą dopiero wieczorem i mamy nie czekać na nich z kolacją.- to była bardzo wyczerpująca wypowiedź.
- Dziękuję.- wróciłam do sypialni.- Kristoff może zabierzemy renifery do trolli?
- Pewnie, ale nie teraz, bo jestem bardzo zmęczony.Możemy pojechać za godzinkę.
- To ja idę do Leny, bo chyba się obudziła.- weszłam do pokoju córeczki, która stała w łóżeczku trzymając się barierki, była cała zapłakana.
- Lenuś co się stało?- zapytałam biorąc ją na ręce.
- Mamo! Be, sen, bydki.- powiedziała mi do ucha.
- No już się nie martw mama jest przy tobie. Wiesz gdzie dziś pojedziemy?- Lena zrobiła zdziwioną minę.- Do trolli.
- Jej.- ucieszyła się mała i od razu zaczęła się śmiać. Ubrałam ją i siebie i wyruszyliśmy od razu.
- Witajcie moi mili.- powitał nas Baltazar.- Witaj mała księżniczko, sto lat!!! Które to już urodziny?
- Pielwsie, dziadziu.-Leny wyciągnęła ręce do Baltazara, a ten wziął ją na ręce i zaniósł do reszty trolli.Byliśmy tam cały dzień.
- Kristoff, chyba pora już wracać?- powiedziałam gdy zrobiło się ciemno, a Lena zasnęła mi na rękach, a mówiąc szczerze nie była już leciutka.
- Tak masz rację. Żegnajcie, do zobaczenia.- pożegnał się Kristoff.
- Przyjedź za niedługo.- zawołał za nami Baltazar. Gdy wracaliśmy zrobiło mi się zimno, więc przytuliłam się do Kristoff' a i zasnęłam, obudziłam się dopiero w sypialni. Wstałam i poszłam do Leny sprawdzić czy śpi i spała, więc poszłam do sypialni Elsy, zajrzałam, ale Jack i Elsa spali, więc wróciłam do swojej sypialni gdzie spał Kristoff.
- Anna
czwartek, 7 stycznia 2016
Spacer i czekolada
Witajcie,
Dzisiaj Anna i Kristoff (jak i kilka zachwyconych służących) zajmowało się Leną, i ogólnie poświęcało jej każdą minutę. Nie bardzo mi to przeszkadzało, uznałam to nawet za plus, bo mogłam na spokojnie usiąść w moim gabinecie i zająć się obowiązkami. Zapomniałam jednak o moim kochanym mężu. Gdy tylko zobaczył mnie za biurkiem obdarzył mnie karcącym spojrzeniem i odsunął krzesło wraz ze mną aż pod sąsiednią ścianę.
- Jack! - krzyknęłam i spróbowałam przysunąć się z powrotem, ale był silniejszy. - Daj mi pracować!
- Absolutnie nie. Obiecałaś. - powiedział.
Westchnęłam.
- Jack... nic mi się nie stanie przez odpisywanie na listy i podpisywanie umów. To nawet relaksuje.
- Elso, proszę... - stanął naprzeciwko mnie i chwycił mnie za dłonie.
Uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Naprawdę. Gdyby coś się działo zawołam Cię. - powiedziałam wiedząc dobrze, że takie zdanie mogłaby wypowiedzieć kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży, a nie na początku drugiego, ale Jack'owi chyba odpowiadało.
Uśmiechnął się bowiem i pogłaskał mnie po brzuchu.
- Dobrze. - i wyleciał z pokoju.
Pracowałam dość długo ciesząc się ze świętego spokoju, ale w końcu zawołałam Jack'a. Wparował do komnaty z prędkością światła i zapytał co się stało gotowy na wszystko.
- Nic się nie stało, spokojnie. - uśmiechnęłam się. - Skończyłam już, możemy gdzieś iść, czy...
Nie pozwalając mi dokończyć zdania pocałował mnie, po czym poprowadził do ogrodów na spacer. Wszystkie krzewy i drzewa pokrył biały puch, a listki i płatki kwiatów były pięknie ozdobione wzorkami ze szronu. Jack zerwał jedną różę i podarował mi ją. Wróciliśmy do zamku dopiero gdy Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Anna i Kristoff jedli akurat kolację, więc dołączyliśmy do nich.
Później wzięłam gorącą kąpiel, po czym położyłam się obok Jack'a i wtuliłam w niego.
- Elso... może powinniśmy już zastanowić się nad pokoikiem dla dziecka? - zaczął Jack cicho.
Spojrzałam na niego i zaśmiałam się cicho.
- Jack, mamy jeszcze masę czasu.
Wiem, że już nie może się doczekać. Ja z resztą też.
- No tak... - westchnął.
- Wiesz co? - zaczęłam po chwili wyczarowując nad naszymi głowami duże śnieżynki.
- Hm?
- Mam ochotę na czekoladę.
Tym razem on spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Teraz?
Kiwnęłam głową z zupełnie poważną miną. Jack zaśmiał się, pocałował mnie w czoło i wstał.
- Cokolwiek rozkażesz, królowo. - ukłonił się i wyszedł.
Wkrótce dostałam wielką dostawę mlecznej czekolady. Mogłam spać spokojnie.
- Elsa.
Dzisiaj Anna i Kristoff (jak i kilka zachwyconych służących) zajmowało się Leną, i ogólnie poświęcało jej każdą minutę. Nie bardzo mi to przeszkadzało, uznałam to nawet za plus, bo mogłam na spokojnie usiąść w moim gabinecie i zająć się obowiązkami. Zapomniałam jednak o moim kochanym mężu. Gdy tylko zobaczył mnie za biurkiem obdarzył mnie karcącym spojrzeniem i odsunął krzesło wraz ze mną aż pod sąsiednią ścianę.
- Jack! - krzyknęłam i spróbowałam przysunąć się z powrotem, ale był silniejszy. - Daj mi pracować!
- Absolutnie nie. Obiecałaś. - powiedział.
Westchnęłam.
- Jack... nic mi się nie stanie przez odpisywanie na listy i podpisywanie umów. To nawet relaksuje.
- Elso, proszę... - stanął naprzeciwko mnie i chwycił mnie za dłonie.
Uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Naprawdę. Gdyby coś się działo zawołam Cię. - powiedziałam wiedząc dobrze, że takie zdanie mogłaby wypowiedzieć kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży, a nie na początku drugiego, ale Jack'owi chyba odpowiadało.
Uśmiechnął się bowiem i pogłaskał mnie po brzuchu.
- Dobrze. - i wyleciał z pokoju.
Pracowałam dość długo ciesząc się ze świętego spokoju, ale w końcu zawołałam Jack'a. Wparował do komnaty z prędkością światła i zapytał co się stało gotowy na wszystko.
- Nic się nie stało, spokojnie. - uśmiechnęłam się. - Skończyłam już, możemy gdzieś iść, czy...
Nie pozwalając mi dokończyć zdania pocałował mnie, po czym poprowadził do ogrodów na spacer. Wszystkie krzewy i drzewa pokrył biały puch, a listki i płatki kwiatów były pięknie ozdobione wzorkami ze szronu. Jack zerwał jedną różę i podarował mi ją. Wróciliśmy do zamku dopiero gdy Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Anna i Kristoff jedli akurat kolację, więc dołączyliśmy do nich.
Później wzięłam gorącą kąpiel, po czym położyłam się obok Jack'a i wtuliłam w niego.
- Elso... może powinniśmy już zastanowić się nad pokoikiem dla dziecka? - zaczął Jack cicho.
Spojrzałam na niego i zaśmiałam się cicho.
- Jack, mamy jeszcze masę czasu.
Wiem, że już nie może się doczekać. Ja z resztą też.
- No tak... - westchnął.
- Wiesz co? - zaczęłam po chwili wyczarowując nad naszymi głowami duże śnieżynki.
- Hm?
- Mam ochotę na czekoladę.
Tym razem on spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Teraz?
Kiwnęłam głową z zupełnie poważną miną. Jack zaśmiał się, pocałował mnie w czoło i wstał.
- Cokolwiek rozkażesz, królowo. - ukłonił się i wyszedł.
Wkrótce dostałam wielką dostawę mlecznej czekolady. Mogłam spać spokojnie.
- Elsa.
wtorek, 5 stycznia 2016
Twoje Pierwsze Urodzinki!!!
Hejo,
Dziś rano wstałam bardzo podekscytowana i pobiegłam na dół do holu, wszystko było piękne, więc poszłam na dziedziniec, aby zacząć ozdabianie ( wczoraj było już na to za późno), a ku mojemu zdziwieniu wszystko było piękne i gotowe, między słupami wisiały wstęgi, a nad ogromnym stołem na tort wisiał napis " Wszystkiego najlepszego dla małej księżniczki", chciało mi się płakać, więc pobiegłam do sypialni i obudziłam Kristoff' a.
- Wstawaj!!!- szarpałam nim na wszystkie strony.
- Aniu czy coś nie tak?
- Krsitoff ja cię bardzo proszę wstań i idź się ubierz, bo dziś aż do wieczora masz się zająć Leną.
- A ty nie możesz?- wiedziałam że nie chce mu się spać.
- Nie, bo ja będę zajęta przygotowaniami.
- Jakimi znowu przygotowaniami?
- Kristoff!!! Nasza córka ma dziś swoje Pierwsze urodziny.- wykrzyczałam mu to cicho do ucha, ale dla niego na tyle głośno że szybko wstał i pobiegł do łazienki i wciągu pięciu sekund był gotowy.
- Więc ja zajmuję się Leną, a ty i reszta wszystko przygotujecie?- upewniał się Kristoff.
- Tak, dokładnie tak. Więc ja teraz idę po Elsę i Jack' a, a ty słuchaj czy Lena nie wstała, później ją ubierz, a poproszę jakąś służącą żeby przyniosła tobie i Lenie śniadanie, a potem obiad.- Już chciałam wyjść, ale przypomniało mi się jedna bardzo ważna sprawa.- A i pod żadnym pozorem nie wychodź na korytarz, ani sam, a tym bardziej z Leną.- Kristoff tylko przytaknął, a ja pobiegłam do sypialni siostry i szwagra. Gdy miałam pukać właśnie otworzyli drzwi.
- O Anna, właśnie mieliśmy do ciebie iść, chyba umówiliśmy się że przyjdziesz punk 10.- powiedział Jack kiwając groźnie palcem, ale po chwili się roześmiał.
- Słuchajcie nie uwierzycie, ale dziedziniec jest gotowy.- nie mogłam się powstrzymać.
- No to mamy mniej roboty.- powiedziała Elsa wychodząc z pokoju w swojej nowej sukni trochę bardziej luźniej w kolorze turkusu.
- Wow, Elsa ładna suknia.
- Tak prezent od Jack' a, ale wciąż nie wiem z jakiej okazji.- obie spojrzałyśmy na Jack' a.
- Oj, a czy to takie ważne? Poza tym już nawet nie mogę żonie dać prezentu bez okazji?
- No możesz.
- No dobra pora wziąć się do roboty.- powiedziała i poszliśmy do kuchni, ja poprosiłam jedną z kucharek o przygotowanie śniadania dla Kristoff' a i Leny oraz jedną ze służących o zaniesienie go do pokoju.
- To co robimy?- zapytał Jack po śniadaniu.
- Jack, mógłbyś zająć się jakimiś atrakcjami dla Leny?
- No pewnie- i Jack odleciał.
- Elsa pomożesz mi ozdobić torty?
- No pewnie.- i wraz z siostrom poszłam do kuchni ozdabiać torty, potem przygotowałyśmy przyjęcie i sprawdziłyśmy czy wszystko jest gotowe.
- I jak skończyłyście?- zapytał nadlatujący Jack.
- Tak właśnie wszystko sprawdzamy.- odpowiedziała mu Elsa.
- Dobrze wszystko gotowe, ja idę na górę przygotować Lenę i spakować prezent...
- PREZENT!!!- krzyknęli równocześnie Elsa i Jack.
- Aniu musimy iść do miasta po prezent.- oznajmiła Elsa po czym odlecieli w stronę miasta. Ja natomiast zapakowałam prezent i przygotowałam Lenę na bal.
- Kristoff jesteś już gotowy?- zapytałam gdy chciałam wejść do łazienki zajmowanej przez Kristoff' a.
- Nie, kwiatuszku.- zabrałam ciuchy i poszłam do mojego starego pokoju w którym teraz był pokój gościnny, ale na moje szczęście pusty i skorzystałam z łazienki miałam na sobie prostą białą suknię z czerwonym gorsetem i rękawami do łokcia, a do tego białe rękawiczki sięgające przegubu z czerwonymi zdobieniami, włosy upięłam tak jak na ceremonię koronacji Elsy i założyłam czarne buty na obcasie oraz zrobiłam sobie delikatny makijaż. Weszłam do mojej sypialni i z łazienki wyszedł Kristoff, w czarnym garniturze z białą koszulą i zaczesanymi włosami do tyłu, weszłam do pokoju Leny i zobaczyłam małą blondyneczkę w pięknej niebieskiej sukience i białych rajstopach, a na stópkach miała piękne czarne buciki, włosy miała zaplecione w dwa warkocze, wyglądała uroczo.
- To co idziemy?- zapytał Kristoff z sypialni.
- Tak.- wzięłam Lenę na ręce i zeszliśmy na dół, w jadalni wszystko było gotowe, a gdy weszliśmy Elsa i Jack zaczęli śpiewać "Sto lat", więc ja i Kristoff dołączyliśmy.
- Wszystkiego Najlepszego, kochanie.- złożyła jej życzenia Elsa.
- Proszę Lenuś to prezent od cioci Elsy i wujka Jack' a.- powiedział Jack podając jej paczuszkę, Lena wyciągnęła z niej piękne, małe, białe rękawiczki.
- Przepiękny prezent. Ja i tatuś też coś dla ciebie mamy.- Kristoff podał Lenie paczkę i małe, podłużne pudełko, Lena najpierw wyciągnęła piękną zieloną suknię z paczuszki, a przy pudełku musiałam jej pomóc, była w niej szczotka do włosów z końskiego włosia, miała wygraderowane na rączce " Lena".
- Przepiękny prezent.- powiedział Jack, po czym zjedliśmy po kawałku tortu, Jack zabawiał małą, po czym stwierdziłam że możemy wyjść na chwilę z Leną do poddanych zebranych na dziedzińcu, więc wszyscy się ubraliśmy i wszyliśmy. Na dziedzińcu było dużo ludzi i wszyscy zaczęli śpiewać " Sto lat".
- Dziękujemy wam za przybycie w imieniu naszej córeczki.- powiedziałam do poddanych.
- Poczęstujcie się tortem.- powiedziała Elsa.
- Elso ja pójdę położyć mała, bo już jest późno i zaraz do was wrócę.- wróciłam do zamku i poszłam do pokoju Leny, tam przebrałam ją w piżamkę i położyłam spać, a teraz wybaczcie, ale wracam na dziedziniec świętować Pierwsze Urodzinki mojej malutkiej córeczki.
- Anna
Dziś rano wstałam bardzo podekscytowana i pobiegłam na dół do holu, wszystko było piękne, więc poszłam na dziedziniec, aby zacząć ozdabianie ( wczoraj było już na to za późno), a ku mojemu zdziwieniu wszystko było piękne i gotowe, między słupami wisiały wstęgi, a nad ogromnym stołem na tort wisiał napis " Wszystkiego najlepszego dla małej księżniczki", chciało mi się płakać, więc pobiegłam do sypialni i obudziłam Kristoff' a.
- Wstawaj!!!- szarpałam nim na wszystkie strony.
- Aniu czy coś nie tak?
- Krsitoff ja cię bardzo proszę wstań i idź się ubierz, bo dziś aż do wieczora masz się zająć Leną.
- A ty nie możesz?- wiedziałam że nie chce mu się spać.
- Nie, bo ja będę zajęta przygotowaniami.
- Jakimi znowu przygotowaniami?
- Kristoff!!! Nasza córka ma dziś swoje Pierwsze urodziny.- wykrzyczałam mu to cicho do ucha, ale dla niego na tyle głośno że szybko wstał i pobiegł do łazienki i wciągu pięciu sekund był gotowy.
- Więc ja zajmuję się Leną, a ty i reszta wszystko przygotujecie?- upewniał się Kristoff.
- Tak, dokładnie tak. Więc ja teraz idę po Elsę i Jack' a, a ty słuchaj czy Lena nie wstała, później ją ubierz, a poproszę jakąś służącą żeby przyniosła tobie i Lenie śniadanie, a potem obiad.- Już chciałam wyjść, ale przypomniało mi się jedna bardzo ważna sprawa.- A i pod żadnym pozorem nie wychodź na korytarz, ani sam, a tym bardziej z Leną.- Kristoff tylko przytaknął, a ja pobiegłam do sypialni siostry i szwagra. Gdy miałam pukać właśnie otworzyli drzwi.
- O Anna, właśnie mieliśmy do ciebie iść, chyba umówiliśmy się że przyjdziesz punk 10.- powiedział Jack kiwając groźnie palcem, ale po chwili się roześmiał.
- Słuchajcie nie uwierzycie, ale dziedziniec jest gotowy.- nie mogłam się powstrzymać.
- No to mamy mniej roboty.- powiedziała Elsa wychodząc z pokoju w swojej nowej sukni trochę bardziej luźniej w kolorze turkusu.
- Wow, Elsa ładna suknia.
- Tak prezent od Jack' a, ale wciąż nie wiem z jakiej okazji.- obie spojrzałyśmy na Jack' a.
- Oj, a czy to takie ważne? Poza tym już nawet nie mogę żonie dać prezentu bez okazji?
- No możesz.
- No dobra pora wziąć się do roboty.- powiedziała i poszliśmy do kuchni, ja poprosiłam jedną z kucharek o przygotowanie śniadania dla Kristoff' a i Leny oraz jedną ze służących o zaniesienie go do pokoju.
- To co robimy?- zapytał Jack po śniadaniu.
- Jack, mógłbyś zająć się jakimiś atrakcjami dla Leny?
- No pewnie- i Jack odleciał.
- Elsa pomożesz mi ozdobić torty?
- No pewnie.- i wraz z siostrom poszłam do kuchni ozdabiać torty, potem przygotowałyśmy przyjęcie i sprawdziłyśmy czy wszystko jest gotowe.
- I jak skończyłyście?- zapytał nadlatujący Jack.
- Tak właśnie wszystko sprawdzamy.- odpowiedziała mu Elsa.
- Dobrze wszystko gotowe, ja idę na górę przygotować Lenę i spakować prezent...
- PREZENT!!!- krzyknęli równocześnie Elsa i Jack.
- Aniu musimy iść do miasta po prezent.- oznajmiła Elsa po czym odlecieli w stronę miasta. Ja natomiast zapakowałam prezent i przygotowałam Lenę na bal.
- Kristoff jesteś już gotowy?- zapytałam gdy chciałam wejść do łazienki zajmowanej przez Kristoff' a.
- Nie, kwiatuszku.- zabrałam ciuchy i poszłam do mojego starego pokoju w którym teraz był pokój gościnny, ale na moje szczęście pusty i skorzystałam z łazienki miałam na sobie prostą białą suknię z czerwonym gorsetem i rękawami do łokcia, a do tego białe rękawiczki sięgające przegubu z czerwonymi zdobieniami, włosy upięłam tak jak na ceremonię koronacji Elsy i założyłam czarne buty na obcasie oraz zrobiłam sobie delikatny makijaż. Weszłam do mojej sypialni i z łazienki wyszedł Kristoff, w czarnym garniturze z białą koszulą i zaczesanymi włosami do tyłu, weszłam do pokoju Leny i zobaczyłam małą blondyneczkę w pięknej niebieskiej sukience i białych rajstopach, a na stópkach miała piękne czarne buciki, włosy miała zaplecione w dwa warkocze, wyglądała uroczo.
- To co idziemy?- zapytał Kristoff z sypialni.
- Tak.- wzięłam Lenę na ręce i zeszliśmy na dół, w jadalni wszystko było gotowe, a gdy weszliśmy Elsa i Jack zaczęli śpiewać "Sto lat", więc ja i Kristoff dołączyliśmy.
- Wszystkiego Najlepszego, kochanie.- złożyła jej życzenia Elsa.
- Proszę Lenuś to prezent od cioci Elsy i wujka Jack' a.- powiedział Jack podając jej paczuszkę, Lena wyciągnęła z niej piękne, małe, białe rękawiczki.
- Przepiękny prezent. Ja i tatuś też coś dla ciebie mamy.- Kristoff podał Lenie paczkę i małe, podłużne pudełko, Lena najpierw wyciągnęła piękną zieloną suknię z paczuszki, a przy pudełku musiałam jej pomóc, była w niej szczotka do włosów z końskiego włosia, miała wygraderowane na rączce " Lena".
- Przepiękny prezent.- powiedział Jack, po czym zjedliśmy po kawałku tortu, Jack zabawiał małą, po czym stwierdziłam że możemy wyjść na chwilę z Leną do poddanych zebranych na dziedzińcu, więc wszyscy się ubraliśmy i wszyliśmy. Na dziedzińcu było dużo ludzi i wszyscy zaczęli śpiewać " Sto lat".
- Dziękujemy wam za przybycie w imieniu naszej córeczki.- powiedziałam do poddanych.
- Poczęstujcie się tortem.- powiedziała Elsa.
- Elso ja pójdę położyć mała, bo już jest późno i zaraz do was wrócę.- wróciłam do zamku i poszłam do pokoju Leny, tam przebrałam ją w piżamkę i położyłam spać, a teraz wybaczcie, ale wracam na dziedziniec świętować Pierwsze Urodzinki mojej malutkiej córeczki.
- Anna
Subskrybuj:
Posty (Atom)