Witajcie,
Dziś postanowiłam sobie zrobić przerwę od nauczania Jack'a. Zresztą on miał jakieś ważne sprawy do załatwienia na Biegunie Północnym.
- To nie w porządku. - powiedziała Anna gdy przyszłam do niej.
- Co?
- Jack często sobie tak wylatuje na ten Biegun.
- Jest Strażnikiem. - westchnęłam.
- Ale za niedługo też będzie królem. - Anna uniosła wskazujący palec. - Uświadom mu lepiej, że musi to pogodzić.
Kiwnęłam głową. Mówiła mądrze.
- Na razie ogólnie nie mam czego mu wytykać. - powiedziałam jednak po chwili. - Pilnie się uczy, widać, że chce być dobrym władcą. A w dodatku troszczy się o mnie. Strażnikowe sprawy przy tym to nic.
- Może. - Ania wzruszyła ramionami. - A jak się czujesz? - uśmiechnęła się z troską.
- Dobrze. - odwzajemniłam uśmiech.
- Napisałam ostatnio list do Astrid. - powiedziała siostra. - Podobno mała ma się super, polubiła Szczerbatka, a on ją jeszcze bardziej.
- Niewątpliwie. - zaśmiałam się.
Wyszłyśmy potem na krótki spacer dookoła ogrodów, a gdy wróciłam do sypialni zastałam tam Jack'a.
- Cześć, Śnieżyko. - podbiegł do mnie i pocałował mnie czule.
- Szybko poszło. - stwierdziłam, a on pocałował mnie jeszcze raz, tym razem dłużej. - Nie o to mi chodziło, głuptasie. - zaśmiałam się.
- Wiem. - wyszczerzył zęby. - Nie mogłem się powstrzymać.
Usiedliśmy na łóżku.
- Co tam na Biegunie? - zapytałam.
- Nic ciekawego, maszyna do lodów szwankowała. - odrzekł.
- Maszyna do lodów? - uniosłam brwi, ale on tylko kiwnął głową. - I proszę jak ciężkie zadanie ma Strażnik.
Uśmiechnął się.
- Będziemy się uczyć dalej? - zapytał z nieukrywanym entuzjazmem.
Westchnęłam.
- Daj mi czas na odpoczynek.
Nie odpowiadając przykrył mnie kocem i pocałował.
- Oczywiście, Śnieżynko. Musisz odpoczywać. Coś Ci przynieść?
- Hmm... - uśmiechnęłam się lekko na widok jego zatroskanej miny. - Poproszę... ciepłą herbatę, a dodatkowo porcję lodów śmietankowych.
Jack przybrał chytry uśmiech.
- Prosto z drzewa?
Wybuchłam śmiechem.
- Dokładnie.
- Załatwione. - posłał mi lodowego buziaka i wyleciał z pokoju.
- Elsa.
sobota, 23 stycznia 2016
czwartek, 21 stycznia 2016
Wycieczki i ich konsekwencje
Hejo,
Przepraszam że ostatnio nie pisałam,ale wraz z moją rodziną wychodziliśmy z zamku rano i wracaliśmy wieczorem, a po powrocie byłam zbyt męczona żeby cokolwiek zrobić cokolwiek oprócz położenia się spać. Jeździliśmy na lodowy wierch nowymi saniami Kristoff'a, do trolli i do miasta.
Dziś rano wstałam i poszłam do gabinetu Elsa, aby zobaczyć czy Elsa i Jack już są, no i oczywiście z gabinetu dochodziły głosy, więc nie chciałam i przeszkadzać, gdy wróciłam do pokoju usłyszałam kichanie i smarkanie, to był Kristoff.
- Słońce co ci jest?
- Chyba się przeziębiłem.
- Pójdę do Leny sprawdzić czy nie ma gorączki.- gdy weszłam do pokoju zobaczyłam całą czerwoną i mokrą od potu małą dziewczynkę leżącą w łóżku, podeszłam i sprawdziłam czoło dziecka, moja córeczka była gorąca. Szybko pobiegłam do gabinetu medyków, ci szybko przybiegli i zabrali Kristoff'a i Lenę do swojego gabinetu. Wieczorem do pokoju wbiegła Elsa.
- Anna! Nic ci nie jest? Słyszałam o Kristoff' ie i Lenie.
- Elsa, spokojnie mi nic nie jest.- Elsa się uspokoiła i położyła się obok mnie, gdy usnęła do wleciał Jack i zabrał ją do ich sypialni.
Przepraszam że tylko tyle, ale jestem wyczerpana tymi wyprawami i chorobą męża i córki.
- Anna
wtorek, 19 stycznia 2016
Trening czyni mistrza.
Witajcie,
Wybaczcie, że tak długo żadna z nas nic nie pisała, ale jak się zapewne domyślacie ja byłam zajęta "nauczaniem", a Anna... właściwie sama nie wiem co ona robiła. Moje wychodzenie z gabinetu ograniczyło się bowiem tylko do kilku na dzień. Dziś nawet spaliśmy przy biurku. Nawet sobie nie wyobrażacie jak dużo Jack już się nauczył. Oczywiście nie oznacza to, że nie będzie już dawnym Jack'iem myślącym tylko o krzakach itp. Nie, nie, z początku sama pomyślałam, że może królewskie sprawy pomogą mu skupić się na ważniejszych sprawach, jednak moje nadzieje okazały się zupełnie nietrafne. Choć nie mówię, żeby jakoś wyjątkowo mi to przeszkadzało...
- Jack, musimy jeszcze przerobić sprawy handlowe z Berk, a potem przejdziemy do... - mówiłam wczoraj nie odrywając wzroku od mapy, jednak nagle przerwał mi jego lubieżny głos:
- Elso...?
Odwróciłam się powoli na krześle i zobaczyłam, że opiera się o framugę drzwi z chytrym uśmiechem.
- Słucham. - udało mi się jakoś powstrzymać od odwzajemnienia uśmiechu.
- Pozwól, że teraz ja Cię czegoś nauczę. - zrobił trzy kroki w moją stronę i przekrzywił lekko głowę.
Uniosłam jedną brew i chwyciłam za oparcia krzesła.
- Wiesz coś może na temat... królewskich krzaków?
Wybuchłam śmiechem, jednak on zrobił wyjątkowo poważną minę (i tak wiedziałam, że udaje).
- Mówię poważnie, Śnieżynko. Nie wypada aby królowa nie znała zasad królewskich krzaków. - powiedział.
- Niewątpliwie. - przestałam się śmiać, ale nie mogłam powstrzymać uśmiechu na widok jego miny.
- W takim razie... - pomógł mi wstać i objął mnie w pasie. - ...zapraszam Cię teraz na moją lekcję. Do sypialni.
Wyszliśmy na korytarz.
- Tędy, madame. - wskazał ręką zakręt w lewo.
- Tak, Jack, wiem gdzie jest moja sypialnia. - odparłam.
On jednak zupełnie niezrażony prowadził mnie dalej, aż w końcu.... doszliśmy. ;)
Jutro i przez następne dni zapewne dalej będziemy ślęczeć nad mapami, ale może Ania napisze Wam coś ciekawszego, bo teraz jestem pewna, że to co robi jest o sto procent ciekawsze od naszych zajęć. Ale cóż... trening czyni mistrza.
- Elsa.
Wybaczcie, że tak długo żadna z nas nic nie pisała, ale jak się zapewne domyślacie ja byłam zajęta "nauczaniem", a Anna... właściwie sama nie wiem co ona robiła. Moje wychodzenie z gabinetu ograniczyło się bowiem tylko do kilku na dzień. Dziś nawet spaliśmy przy biurku. Nawet sobie nie wyobrażacie jak dużo Jack już się nauczył. Oczywiście nie oznacza to, że nie będzie już dawnym Jack'iem myślącym tylko o krzakach itp. Nie, nie, z początku sama pomyślałam, że może królewskie sprawy pomogą mu skupić się na ważniejszych sprawach, jednak moje nadzieje okazały się zupełnie nietrafne. Choć nie mówię, żeby jakoś wyjątkowo mi to przeszkadzało...
- Jack, musimy jeszcze przerobić sprawy handlowe z Berk, a potem przejdziemy do... - mówiłam wczoraj nie odrywając wzroku od mapy, jednak nagle przerwał mi jego lubieżny głos:
- Elso...?
Odwróciłam się powoli na krześle i zobaczyłam, że opiera się o framugę drzwi z chytrym uśmiechem.
- Słucham. - udało mi się jakoś powstrzymać od odwzajemnienia uśmiechu.
- Pozwól, że teraz ja Cię czegoś nauczę. - zrobił trzy kroki w moją stronę i przekrzywił lekko głowę.
Uniosłam jedną brew i chwyciłam za oparcia krzesła.
- Wiesz coś może na temat... królewskich krzaków?
Wybuchłam śmiechem, jednak on zrobił wyjątkowo poważną minę (i tak wiedziałam, że udaje).
- Mówię poważnie, Śnieżynko. Nie wypada aby królowa nie znała zasad królewskich krzaków. - powiedział.
- Niewątpliwie. - przestałam się śmiać, ale nie mogłam powstrzymać uśmiechu na widok jego miny.
- W takim razie... - pomógł mi wstać i objął mnie w pasie. - ...zapraszam Cię teraz na moją lekcję. Do sypialni.
Wyszliśmy na korytarz.
- Tędy, madame. - wskazał ręką zakręt w lewo.
- Tak, Jack, wiem gdzie jest moja sypialnia. - odparłam.
On jednak zupełnie niezrażony prowadził mnie dalej, aż w końcu.... doszliśmy. ;)
Jutro i przez następne dni zapewne dalej będziemy ślęczeć nad mapami, ale może Ania napisze Wam coś ciekawszego, bo teraz jestem pewna, że to co robi jest o sto procent ciekawsze od naszych zajęć. Ale cóż... trening czyni mistrza.
- Elsa.
sobota, 16 stycznia 2016
Naukę czas zacząć.
Witajcie,
Dzisiaj w końcu znalazłam chwilę aby odetchnąć i napisać Wam kilka słów. Cały wczorajszy dzień siedziałam z Jack'iem w moim gabinecie i pokazywałam mu na mapach wszystkie pobliskie krainy, a nawet uczyłam ukształtowania powierzchni oraz surowców wydobywanych w Arendelle. Sama nigdy nie zaczęłabym uczyć go tak skomplikowanych rzeczy, ale poniekąd sam to wymyślił.
- A to? - zapytał wyjątkowo zainteresowany i rozentuzjazmowany, pokazując palcem kolejną wyspę na mapie.
- To też. - uśmiechnęłam się, choć byłam już strasznie zmęczona. - Południowe Wyspy to... wyspy. Archipelag. Jest ich tam bardzo dużo.
Kiwnął głową i zaczął jeździć palcem po mapie, szepcząc nazwy krain, których już się nauczył, równocześnie pokrywając mapę szronem. Nie spodziewałabym się, że będzie tak chętny do nauki. Ale widocznie napalił się i chce nauczyć się jak być dobrym władcą. To dobrze. Bardzo dobrze. Jednak do tego z całą pewnością będę mu potrzebna ja, a zaledwie po trzecim dniu nauki padam z nóg.
- Jack... - westchnęłam. - Może resztę pokażę Ci jutro? Jestem bardzo...
Nie zdążyłam skończyć, bo oderwał się od mapy i objął mnie czule.
- Oczywiście, Śnieżynko. Nie wolno Ci się przemęczać.
I poprowadził mnie do łóżka, pomógł przebrać w koszulę nocną (nie miałabym z tym żadnego problemu, ale sprawiało mu to wielką satysfakcję) i otulił ciepło kołdrą.
- Dziękuję za wszystko co mi powiedziałaś. - powiedział. - Jesteś fantastyczną nauczycielką.
Zaśmiałam się.
- Już się nie podlizuj.
Zaśmiał się również i pocałował mnie w czubek głowy.
- Dobranoc, Śnieżynko.
- Dobranoc, Lodóweczko. - uśmiechnęłam się i prawie natychmiast zasnęłam.
Teraz zapewne czeka mnie wiele dni nauki z Jack'iem, ale cieszę się, że chce się uczyć. To znacznie nam wszystko ułatwi. A gdy już zostanie koronowany, będzie dla mnie wielkim wsparciem.
- Elsa.
Dzisiaj w końcu znalazłam chwilę aby odetchnąć i napisać Wam kilka słów. Cały wczorajszy dzień siedziałam z Jack'iem w moim gabinecie i pokazywałam mu na mapach wszystkie pobliskie krainy, a nawet uczyłam ukształtowania powierzchni oraz surowców wydobywanych w Arendelle. Sama nigdy nie zaczęłabym uczyć go tak skomplikowanych rzeczy, ale poniekąd sam to wymyślił.
- A to? - zapytał wyjątkowo zainteresowany i rozentuzjazmowany, pokazując palcem kolejną wyspę na mapie.
- To też. - uśmiechnęłam się, choć byłam już strasznie zmęczona. - Południowe Wyspy to... wyspy. Archipelag. Jest ich tam bardzo dużo.
Kiwnął głową i zaczął jeździć palcem po mapie, szepcząc nazwy krain, których już się nauczył, równocześnie pokrywając mapę szronem. Nie spodziewałabym się, że będzie tak chętny do nauki. Ale widocznie napalił się i chce nauczyć się jak być dobrym władcą. To dobrze. Bardzo dobrze. Jednak do tego z całą pewnością będę mu potrzebna ja, a zaledwie po trzecim dniu nauki padam z nóg.
- Jack... - westchnęłam. - Może resztę pokażę Ci jutro? Jestem bardzo...
Nie zdążyłam skończyć, bo oderwał się od mapy i objął mnie czule.
- Oczywiście, Śnieżynko. Nie wolno Ci się przemęczać.
I poprowadził mnie do łóżka, pomógł przebrać w koszulę nocną (nie miałabym z tym żadnego problemu, ale sprawiało mu to wielką satysfakcję) i otulił ciepło kołdrą.
- Dziękuję za wszystko co mi powiedziałaś. - powiedział. - Jesteś fantastyczną nauczycielką.
Zaśmiałam się.
- Już się nie podlizuj.
Zaśmiał się również i pocałował mnie w czubek głowy.
- Dobranoc, Śnieżynko.
- Dobranoc, Lodóweczko. - uśmiechnęłam się i prawie natychmiast zasnęłam.
Teraz zapewne czeka mnie wiele dni nauki z Jack'iem, ale cieszę się, że chce się uczyć. To znacznie nam wszystko ułatwi. A gdy już zostanie koronowany, będzie dla mnie wielkim wsparciem.
- Elsa.
czwartek, 14 stycznia 2016
Robi postępy :D
Hejo,
Przepraszam że nie pisałyśmy, ale razem z Elsą i Jack' iem byliśmy bardzo podekscytowani przygotowaniami Jack' a do bycia królem, ponieważ ja większość czasu spędzałam pomagając Elsie w lekcjach z Jack' iem, Kristoff zajmował się Leną.
- Jack założyłeś to tył na przód znowu.- upomniała go Elsa gdy Jack zakładał koronę królewską ( tak na serio to była to atrapa zrobiona na wzór korony ojca)
- Ale jak rozpoznać przód, a jak tył?
- Jack zobacz z przodu masz zdobienie.
- Faktycznie.- Jack uśmiechną się, a ja wstałam i oświadczyłam że idę do kuchni po obiad dla nich, bo od kąt zaczęli lekcje Jack i Elsa wychodzili z jej gabinetu tylko do sypialni, a ja przy nosiłam im posiłki począwszy od śniadania, a kończywszy na kolacji.
- No i jak tam lekcje Jack' a?- zaczepił mnie Kristoff na korytarzu.
- Robi postępy, a gdzie Lena?
- Śpi w swojej sypialni.- pocałowałam go w policzek i pobiegłam do kuchni. Był tam ogromny hałas wszyscy chcieli, aby ich potrawa smakowała Jack' owi.
- Nie uwierzycie...- zaczęłam wchodząc do gabinetu, ale Elsa mi przerwała.
- Aniu, czy mogłabyś pójść po wszystkie potrzebne rzeczy, abym mogła nauczyć Jack' a dobrych manier przy posiłku.- przytaknęłam i pobiegłam do kuchni, zabrałam po dwie pary z każdego kompletu i zaniosłam do gabinetu.
- Jack, to jest łyżka do zup, to do...- nigdy nie cierpiałam tych lekcji, więc wyszłam i poszłam do własnej sypialni.
- Kristoff?- zapytałam cicho wchodząc do pokoju Lenki, tak aby jej nie obudzić, ale w łóżeczku była tylko śpiąca Leną jedyna osoba, którą zastałam w pokoju, więc przeszłam do sypialni i na łóżku zobaczyłam śpiącego Kristoff' a i poczułam się senna, więc położyłam się obok niego i usnęłam.
Gdy się obudziłam Kristoff właśnie wchodził do naszej sypialni z pokoju Leny.
- Właśnie ją uśpiłem.
- Która jest godzina?- zdziwiło mnie to że jak kładłam się spać to Lena spała, a teraz Kristoff znów ją uśpił.
- Jest już późno, Lena zjadła kolację, umyłem ją i położyłem spać, a Elsa i Jack też już są w sypialni.
- Skąd wiesz?
- Słyszałem jak wchodzili.- Kristoff położył się obok mnie i przytulił mnie do siebie.
- Aniu nie uważasz że za dużo czasu z nimi spędzasz, a za mało z nami?
- Kristoff ja wiem, ale zrozum to jest dla mnie ważne.
- Kwiatuszku wiem, ale czy nie mogłabyś spędzać z nami trochę więcej czasu.
- No...- chciałam coś powiedzieć, ale Kristoff przerwał mi całując mnie w usta i tak spędziliśmy ją bardzo romantycznie.
- Anna
Przepraszam że nie pisałyśmy, ale razem z Elsą i Jack' iem byliśmy bardzo podekscytowani przygotowaniami Jack' a do bycia królem, ponieważ ja większość czasu spędzałam pomagając Elsie w lekcjach z Jack' iem, Kristoff zajmował się Leną.
- Jack założyłeś to tył na przód znowu.- upomniała go Elsa gdy Jack zakładał koronę królewską ( tak na serio to była to atrapa zrobiona na wzór korony ojca)
- Ale jak rozpoznać przód, a jak tył?
- Jack zobacz z przodu masz zdobienie.
- Faktycznie.- Jack uśmiechną się, a ja wstałam i oświadczyłam że idę do kuchni po obiad dla nich, bo od kąt zaczęli lekcje Jack i Elsa wychodzili z jej gabinetu tylko do sypialni, a ja przy nosiłam im posiłki począwszy od śniadania, a kończywszy na kolacji.
- No i jak tam lekcje Jack' a?- zaczepił mnie Kristoff na korytarzu.
- Robi postępy, a gdzie Lena?
- Śpi w swojej sypialni.- pocałowałam go w policzek i pobiegłam do kuchni. Był tam ogromny hałas wszyscy chcieli, aby ich potrawa smakowała Jack' owi.
- Nie uwierzycie...- zaczęłam wchodząc do gabinetu, ale Elsa mi przerwała.
- Aniu, czy mogłabyś pójść po wszystkie potrzebne rzeczy, abym mogła nauczyć Jack' a dobrych manier przy posiłku.- przytaknęłam i pobiegłam do kuchni, zabrałam po dwie pary z każdego kompletu i zaniosłam do gabinetu.
- Jack, to jest łyżka do zup, to do...- nigdy nie cierpiałam tych lekcji, więc wyszłam i poszłam do własnej sypialni.
- Kristoff?- zapytałam cicho wchodząc do pokoju Lenki, tak aby jej nie obudzić, ale w łóżeczku była tylko śpiąca Leną jedyna osoba, którą zastałam w pokoju, więc przeszłam do sypialni i na łóżku zobaczyłam śpiącego Kristoff' a i poczułam się senna, więc położyłam się obok niego i usnęłam.
Gdy się obudziłam Kristoff właśnie wchodził do naszej sypialni z pokoju Leny.
- Właśnie ją uśpiłem.
- Która jest godzina?- zdziwiło mnie to że jak kładłam się spać to Lena spała, a teraz Kristoff znów ją uśpił.
- Jest już późno, Lena zjadła kolację, umyłem ją i położyłem spać, a Elsa i Jack też już są w sypialni.
- Skąd wiesz?
- Słyszałem jak wchodzili.- Kristoff położył się obok mnie i przytulił mnie do siebie.
- Aniu nie uważasz że za dużo czasu z nimi spędzasz, a za mało z nami?
- Kristoff ja wiem, ale zrozum to jest dla mnie ważne.
- Kwiatuszku wiem, ale czy nie mogłabyś spędzać z nami trochę więcej czasu.
- No...- chciałam coś powiedzieć, ale Kristoff przerwał mi całując mnie w usta i tak spędziliśmy ją bardzo romantycznie.
- Anna
wtorek, 12 stycznia 2016
Zebraliśmy się tu...
Witajcie,
Postanowiłam, że informację o koronacji Jack'a przekażę ludności dzisiaj. Poprosiłam jednego z służących aby rozwiesił w mieście ogłoszenie o ważnym "zebraniu". Poleciłam w nim, aby przyjść na dziedziniec o szesnastej. Tak jak chciałam, tak się stało. Już przed ustaloną godziną ludzie zaczęli zaciekawieni gromadzić się pod murami. Ja za to od jakiejś godziny usiłowałam nakłonić Jack'a do włożenia czegoś bardziej eleganckiego niż stare, brązowe spodnie i granatowa bluza.
- Tam będzie całe Arendelle. - warknęłam już totalnie zirytowana. - I wszyscy będą się gapić na CIEBIE.
Zleciał z spod sufitu widząc moją minę.
- Dobrze, już dobrze. - powiedział. - Nie denerwuj się.
- Nie denerwuję. - burknęłam, chociaż byłam faktycznie wkurzona, a na dodatek nie miałam przygotowanej przemowy co wzmagało mój stres.
Po chwili Jack prezentował się wyjątkowo elegancko w jasnej marynarce i czarnych spodniach.
- Idziemy? - uśmiechnął się do mnie, udając, że sam się nie stresuje, ale dobrze wiedziałam, że tak.
- A Anna? - zapytałam zdziwiona.
Wzruszył ramionami.
- Powiedziała mi wczoraj żebyśmy załatwili to sami.
Zmarszczyłam brwi. Nie mogła powiedzieć mnie? Kiwnęłam jednak głową i wyszliśmy na korytarz.
Ja ubrałam jedną z moich ulubionych sukni, w kolorze ciemnego grynszpanu z wyhaftowanymi wzorami z Arendelle, z czarnym gorsetem z długimi rękawami, a do tego długą, purpurową peleryną. Założyłam również moją złotą koronę. Razem wyglądaliśmy więc bardzo królewsko. O piętnastej pięćdziesiąt osiem stanęliśmy przed drzwiami na taras, który wychodzi na dziedziniec, skąd słychać było rozmowy tłumu zebranych.
- Wszystko gra? - zapytałam nie odwracając głowy.
W odpowiedzi Jack chwycił mnie za rękę.
- Damy radę. - uśmiechnął się i zdecydowanym ruchem pchnął drzwi. Oślepił nas blask słońca i ogłuszyły oklaski. W końcu przyzwyczailiśmy się do światła, a ja uciszyłam poddanych gestem.
- Witajcie kochani. - przemówiłam.
Jack nie puścił mojej dłoni. Zauważyłam, że mój głos wydaje się wyjątkowo opanowany i spokojny.
- Dziękuję wszystkim za przybycie. Zebraliśmy się, abyście dowiedzieli się o czymś bardzo ważnym. Otóż... jak wiecie od jakiegoś czasu mam męża... co jest jednoznaczne z tym, że Arendelle ma.... królewicza.
Ludzie zaczęli wymieniać podekscytowane spojrzenia.
- Jednak wiemy wszyscy, że będąc moim mężem Jack Frost - wskazałam ręką na Jack'a - powinien zostać królem i towarzyszyć mi w rządzeniu państwem.
Zapadła cisza.
- Tak więc - z woli mojej, jego, a także poniekąd Waszej - się stanie.
Wszyscy zaczęli wiwatować.
- Nie znamy jeszcze daty koronacji, ale gdy tylko ją ustalimy obiecuję Wam ją przekazać. - powiedziałam z uśmiechem.
Poddani wiwatowali jeszcze długo po tym jak wróciliśmy do zamku.
- Następnym razem musisz przejąć ode mnie trochę tekstu, bo nie wyrobię. - zaśmiał się Jack.
Uśmiechnęłam się.
- Proszę bardzo, następnym razem ty będziesz mówił.
Skierowałam się do pokoju Anny, a Jack poleciał za mną mówiąc coś, że żartował i, że woli stać. Gdy opowiedziałam siostrze o reakcji ludzi ucieszyła się i pogratulowała nam.
Po dzisiejszym dniu stwierdziłam, że Jack koniecznie musi dostać szansę tylko... musi nauczyć się częściej wkładać garnitury.
- Elsa.
Postanowiłam, że informację o koronacji Jack'a przekażę ludności dzisiaj. Poprosiłam jednego z służących aby rozwiesił w mieście ogłoszenie o ważnym "zebraniu". Poleciłam w nim, aby przyjść na dziedziniec o szesnastej. Tak jak chciałam, tak się stało. Już przed ustaloną godziną ludzie zaczęli zaciekawieni gromadzić się pod murami. Ja za to od jakiejś godziny usiłowałam nakłonić Jack'a do włożenia czegoś bardziej eleganckiego niż stare, brązowe spodnie i granatowa bluza.
- Tam będzie całe Arendelle. - warknęłam już totalnie zirytowana. - I wszyscy będą się gapić na CIEBIE.
Zleciał z spod sufitu widząc moją minę.
- Dobrze, już dobrze. - powiedział. - Nie denerwuj się.
- Nie denerwuję. - burknęłam, chociaż byłam faktycznie wkurzona, a na dodatek nie miałam przygotowanej przemowy co wzmagało mój stres.
Po chwili Jack prezentował się wyjątkowo elegancko w jasnej marynarce i czarnych spodniach.
- Idziemy? - uśmiechnął się do mnie, udając, że sam się nie stresuje, ale dobrze wiedziałam, że tak.
- A Anna? - zapytałam zdziwiona.
Wzruszył ramionami.
- Powiedziała mi wczoraj żebyśmy załatwili to sami.
Zmarszczyłam brwi. Nie mogła powiedzieć mnie? Kiwnęłam jednak głową i wyszliśmy na korytarz.
Ja ubrałam jedną z moich ulubionych sukni, w kolorze ciemnego grynszpanu z wyhaftowanymi wzorami z Arendelle, z czarnym gorsetem z długimi rękawami, a do tego długą, purpurową peleryną. Założyłam również moją złotą koronę. Razem wyglądaliśmy więc bardzo królewsko. O piętnastej pięćdziesiąt osiem stanęliśmy przed drzwiami na taras, który wychodzi na dziedziniec, skąd słychać było rozmowy tłumu zebranych.
- Wszystko gra? - zapytałam nie odwracając głowy.
W odpowiedzi Jack chwycił mnie za rękę.
- Damy radę. - uśmiechnął się i zdecydowanym ruchem pchnął drzwi. Oślepił nas blask słońca i ogłuszyły oklaski. W końcu przyzwyczailiśmy się do światła, a ja uciszyłam poddanych gestem.
- Witajcie kochani. - przemówiłam.
Jack nie puścił mojej dłoni. Zauważyłam, że mój głos wydaje się wyjątkowo opanowany i spokojny.
- Dziękuję wszystkim za przybycie. Zebraliśmy się, abyście dowiedzieli się o czymś bardzo ważnym. Otóż... jak wiecie od jakiegoś czasu mam męża... co jest jednoznaczne z tym, że Arendelle ma.... królewicza.
Ludzie zaczęli wymieniać podekscytowane spojrzenia.
- Jednak wiemy wszyscy, że będąc moim mężem Jack Frost - wskazałam ręką na Jack'a - powinien zostać królem i towarzyszyć mi w rządzeniu państwem.
Zapadła cisza.
- Tak więc - z woli mojej, jego, a także poniekąd Waszej - się stanie.
Wszyscy zaczęli wiwatować.
- Nie znamy jeszcze daty koronacji, ale gdy tylko ją ustalimy obiecuję Wam ją przekazać. - powiedziałam z uśmiechem.
Poddani wiwatowali jeszcze długo po tym jak wróciliśmy do zamku.
- Następnym razem musisz przejąć ode mnie trochę tekstu, bo nie wyrobię. - zaśmiał się Jack.
Uśmiechnęłam się.
- Proszę bardzo, następnym razem ty będziesz mówił.
Skierowałam się do pokoju Anny, a Jack poleciał za mną mówiąc coś, że żartował i, że woli stać. Gdy opowiedziałam siostrze o reakcji ludzi ucieszyła się i pogratulowała nam.
Po dzisiejszym dniu stwierdziłam, że Jack koniecznie musi dostać szansę tylko... musi nauczyć się częściej wkładać garnitury.
- Elsa.
niedziela, 10 stycznia 2016
To nie ja będę z nim królować, ale jestem za :D
Hejo,
Dziś rano wstałam i zgodnie z moim zwyczajem udałam się do sypialni Elsy i Jack' a, aby sprawdzić czy Elsa czegoś ode mnie nie potrzebuję, ale zastałam tam tylko śpiącego Jack' a, więc udałam się do gabinetu, ale on był pusty, więc udałam się do jadalni myśląc że może Elsa je śniadanie, ale tam również jej nie było, więc wróciłam do sypialni sprawdzić czy mój kochany mąż jeszcze śpi no i oczywiście jak to Kristoff jeszcze spał, gdy miałam przejść do sypialni Lenki, weszła służąca.
- Księżniczko, wzywają pana Kristoff' a do reniferów.
- A co dokładnie się stało?
- Podobno coś jest nie tak z małym reniferem, ale w królestwie nie mamy specjalisty od reniferów dlatego wzywają pana Kristoff' a.- od tej wypowiedzi strasznie się zdyszała.
- Dobrze, zaraz go obudzę.- służąca tylko się ukłoniła i wyszła.- Kristoff, wstawaj, wzywają cię do reniferów.
- Mhm.
- Kristoff, wzywają cię do reniferów.
- Okej.
- KRISTOFF, WZYWAJĄ CIĘ DO RENIFERÓW!!!
- Tak, już biegnę.- gdy miał już wybiec odwrócił się, a ja zaczęłam się śmiać- Ale najpierw się ubiorę.
- Więc ja pójdę do Leny- weszłam do sypialni córki, która już nie spała, wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Dzień dobry.
- Dzien dobly.- powiedziała i mocno mnie przytuliła, w tej chwili usłyszałam trzaśniecie drzwiami co oznaczało że Kristoff wyszedł, ale zaraz drzwi znowu trzasnęły i z sypialni wydobyło się wołanie.
- Aniu, jesteś tu?- to była Elsa.
- Jestem w sypialni Leny.- Przez drzwi weszła do sypialni Elsa.
- Szukałam cię, ale nigdzie cię nie było.- powiedziałyśmy równocześnie i zaśmiałyśmy się.
- A co chciałaś?- zapytała mnie Elsa.
- W sumie to chciałam sprawdzić co u ciebie słychać, a ty co chciałaś?
- Muszę z tobą porozmawiać o bardzo ważnej sprawie i chciałam cię prosić żebyś przyszła za godzinę do mojego gabinetu i jakbyś mogła przyjść sama.- Elsa była wyjątkowo tajemnicza, a ja idiotka zareagowałam śmiechem.
- A nie możemy teraz porozmawiać?
- Nie musimy porozmawiać w obecności Jack' a, bo to jego dotyczy, jeśli Kristoff, będzie mógł to niech też przyjdzie.- Elsa nie czekałam na odpowiedź i wyszła, a ja poszłam po jakąś służącą żeby zajęła się Leną i poszłam do gabinetu Elsy, gdzie był już Jack.
- No to o czym chcecie ze mną porozmawiać?- zapytałam trochę zdziwiona.
- Aniu, bo wiesz ostatnio poddani zaczęli zastanawiać się czy Jack nie powinien zostać królem.- powiedziała Elsa trochę służbowym tonem.
- To wspaniale, ale co ja mam z tym wspólnego, przecież ja go nie koronuję.
- No tak, ale nie jestem pewna czy ja mogę to zrobić bez twojej zgody.- W sumie to ja też tego nie wiedziałam.
- Elsa przecież to ty jesteś królową i to twoja decyzja kto będzie z tobą rządził, a ja jestem całkowicie za.- Elsa podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
- A kiedy ma się odbyć koronacja?- zapytałam.
- Nie wiem, ale najpierw trzeba to ogłosić poddanym.
- No to na co czekacie?- zapytał Jack.
- Jack, najpierw trzeba ich zebrać na dziedzińcu i na pewno już nie dziś.- rozmowa zakończyła się tym że postanowiliśmy w najbliższym czasie ogłosić to poddanym, a potem zaplanować koronację, ale ponieważ Elsa czuła się dziwnie zmęczona już nic dziś nie postanawialiśmy.
- Anna
Dziś rano wstałam i zgodnie z moim zwyczajem udałam się do sypialni Elsy i Jack' a, aby sprawdzić czy Elsa czegoś ode mnie nie potrzebuję, ale zastałam tam tylko śpiącego Jack' a, więc udałam się do gabinetu, ale on był pusty, więc udałam się do jadalni myśląc że może Elsa je śniadanie, ale tam również jej nie było, więc wróciłam do sypialni sprawdzić czy mój kochany mąż jeszcze śpi no i oczywiście jak to Kristoff jeszcze spał, gdy miałam przejść do sypialni Lenki, weszła służąca.
- Księżniczko, wzywają pana Kristoff' a do reniferów.
- A co dokładnie się stało?
- Podobno coś jest nie tak z małym reniferem, ale w królestwie nie mamy specjalisty od reniferów dlatego wzywają pana Kristoff' a.- od tej wypowiedzi strasznie się zdyszała.
- Dobrze, zaraz go obudzę.- służąca tylko się ukłoniła i wyszła.- Kristoff, wstawaj, wzywają cię do reniferów.
- Mhm.
- Kristoff, wzywają cię do reniferów.
- Okej.
- KRISTOFF, WZYWAJĄ CIĘ DO RENIFERÓW!!!
- Tak, już biegnę.- gdy miał już wybiec odwrócił się, a ja zaczęłam się śmiać- Ale najpierw się ubiorę.
- Więc ja pójdę do Leny- weszłam do sypialni córki, która już nie spała, wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam.
- Dzień dobry.
- Dzien dobly.- powiedziała i mocno mnie przytuliła, w tej chwili usłyszałam trzaśniecie drzwiami co oznaczało że Kristoff wyszedł, ale zaraz drzwi znowu trzasnęły i z sypialni wydobyło się wołanie.
- Aniu, jesteś tu?- to była Elsa.
- Jestem w sypialni Leny.- Przez drzwi weszła do sypialni Elsa.
- Szukałam cię, ale nigdzie cię nie było.- powiedziałyśmy równocześnie i zaśmiałyśmy się.
- A co chciałaś?- zapytała mnie Elsa.
- W sumie to chciałam sprawdzić co u ciebie słychać, a ty co chciałaś?
- Muszę z tobą porozmawiać o bardzo ważnej sprawie i chciałam cię prosić żebyś przyszła za godzinę do mojego gabinetu i jakbyś mogła przyjść sama.- Elsa była wyjątkowo tajemnicza, a ja idiotka zareagowałam śmiechem.
- A nie możemy teraz porozmawiać?
- Nie musimy porozmawiać w obecności Jack' a, bo to jego dotyczy, jeśli Kristoff, będzie mógł to niech też przyjdzie.- Elsa nie czekałam na odpowiedź i wyszła, a ja poszłam po jakąś służącą żeby zajęła się Leną i poszłam do gabinetu Elsy, gdzie był już Jack.
- No to o czym chcecie ze mną porozmawiać?- zapytałam trochę zdziwiona.
- Aniu, bo wiesz ostatnio poddani zaczęli zastanawiać się czy Jack nie powinien zostać królem.- powiedziała Elsa trochę służbowym tonem.
- To wspaniale, ale co ja mam z tym wspólnego, przecież ja go nie koronuję.
- No tak, ale nie jestem pewna czy ja mogę to zrobić bez twojej zgody.- W sumie to ja też tego nie wiedziałam.
- Elsa przecież to ty jesteś królową i to twoja decyzja kto będzie z tobą rządził, a ja jestem całkowicie za.- Elsa podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
- A kiedy ma się odbyć koronacja?- zapytałam.
- Nie wiem, ale najpierw trzeba to ogłosić poddanym.
- No to na co czekacie?- zapytał Jack.
- Jack, najpierw trzeba ich zebrać na dziedzińcu i na pewno już nie dziś.- rozmowa zakończyła się tym że postanowiliśmy w najbliższym czasie ogłosić to poddanym, a potem zaplanować koronację, ale ponieważ Elsa czuła się dziwnie zmęczona już nic dziś nie postanawialiśmy.
- Anna
Subskrybuj:
Posty (Atom)