poniedziałek, 30 listopada 2015
ON JUŻ PRZESADZA!!! PRZECIEŻ NIC SIĘ NIE STAŁO!
Hejo,
Po tym co się wczoraj stało Elsie, Jack cały czas latał po zamku za nią krzycząc że po takim czymś powinna odpoczywać, bo to pewnie zestresu. Rano wlceciał do mojego pokoju i zaczą krzyczeć
- ANNO! MUSISZ MI POMÓC!!!- wstałam i usłyszałam płacz Leny.
- Jack co się stało że wpadasz do mojego pokoju i budzisz moje dziecko, mnie i mojego męża?!- powiedziałam podniesionym głosem pokazując na drzwi do pkoju Leny na siebie i Kristoff' a ( który mimo hałasu spał)
- Ona wróciła do obowiązków!!!
- Jack uspokuj się i idź uspokój mi dziecko, a ja pójdę do niej.- Jack poszedł do Leny, a ja założyłam mój ulubiony jedwabny, zielony szlafrok i poszłam do sypialni siostry, ale była pusta, więc poszłam do jej gabinetu i zobaczyłam siostrę czytającą listy.
- Elsa?! I to jest niby ten wysiłek, którego nie możesz robić od wczorajszego wydarzenia!!!- trochę się wkurzyłam.
- Co takiego?- zapytała Elsa odkładając listy.
- Jack wpadł do mojej sypialni i obudził Lenę, bo niby powinnaś odpoczywać, ale przecież ty tylko czytasz i odpisujesz na listy.- powedziałam na nednym oddechu.
- Aniu, spokojnie idź do łóżka, a ja zajmę się Jack' iem.- więc wróciłam do łóżka. Resztę dnia spędziłam w sypialni córki, bo nie chciałam wpaść na zdenerwowanego Jack' a, któremu nie można było wytłumaczyć że Elsa tylko czyta i pisze.
- Anna
niedziela, 29 listopada 2015
Co się właściwie stało?
Witajcie,
Dziś postanowiłam przeprowadzić krótką audiencję ze względu na przybycie do Arendelle kilku książąt zza morza. Zapewne chcieliby zamienić ze mną kilka słów, a umawianie się z każdym z osobna zajęłoby o wiele więcej czasu (a Jack zapewne byłby bardzo zazdrosny). Tak więc około dwunastej ubrałam jedną z bardziej wyjściowych sukienek, oraz włożyłam moją koronę (może obejdzie się dzięki temu bez głupich komentarzy z ich strony). Gdy wyszłam na korytarz ujrzałam zmierzającą w moją stronę Annę.
- Wszystko gra? - zapytałam na widok jej głupkowatej miny.
- Jack mi wszystko opowiedział. - uśmiechnęła się szeroko. - Wszyściuteńko.
Westchnęłam i pomyślałam, że później jakoś go ukarzę.
- Ach tak.. - powiedziałam kierując się na dół.
Anka pobiegła za mną.
- Tak. Powiedział, że masz bardzo jędr...
- Tak, tak, to świetnie. - przerwałam jej. - Najmocniej Cię przepraszam, ale teraz muszę rozpocząć audiencję.
Anna przez chwilę przypatrywała mi się z uwagą.
- Idę z tobą. - powiedziała. - Daj mi chwilę.
I zanim zdążyłam coś powiedzieć poleciała na górę. Czekałam więc na nią przez kilka minut modląc się w duchu, aby wszyscy książęta się spóźnili (co jak na razie na szczęście się sprawdzało). W końcu wróciła trzymając za rękę Kristoff'a. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
- Kristoff też może się przydać. - wzruszyła ramionami. - Tyle facetów i jedna, piękna królowa. Mogą się okazać jakimiś zboczeńcami.
Przewróciłam oczami.
- No dobrze. - westchnęłam po czym weszliśmy do sali tronowej.
Ja usiadłam na tronie, a Anna i Kristoff na krzesłach ustawionych pod zachodnią ścianą sali. Pierwszy mężczyzna został wpuszczony przez strażnika po upływie jakichś dwóch minut.
- Wasza Wysokość. - podszedł i ukłonił się nisko.
Był szczupły, ubrany na biało z czerwonym herbem na piersi. Jego blond włosy były dziwnie ułożone na samym czubku jego głowy.
- Słucham. - uśmiechnęłam się zachęcając go do rozpoczęcia przemowy.
- Jestem książę Derek, drugi i młodszy syn króla Ludwika II z krainy Grandhill. Przybyłem z zapytaniem, licząc na naukę. Słyszałem o Arendelle wiele razy, a także o potędze tego kraju i o jego genialnej wręcz władczyni. Mój ojciec niedługo umrze, a brat jest bardzo schorowany, jest więc możliwość, iż to właśnie ja obejmę tron. Mając królową za ideał współczesnego władcy przybyłem po poradę. Jak dobrze rządzić? Jak sprawić, aby poddani byli szczęśliwi, tak jak tutejsi?
- To naprawdę nic trudnego. - odrzekłam łagodnym tonem. - Ważne żeby słuchać poddanych. Oni powinni być najważniejsi. Ich pragnienia i potrzeby. A jednocześnie władca powinien być sobą. Nie udawać. Otwierać się na podwładnych.
- Bardzo, bardzo dziękuję. - ukłonił się ponownie. - Jest Królowa niesamowita. Mówić to z taką... to po prostu niesamowite. Królowa jest...
Nagle poczułam się nieco dziwnie. Rozbolała mnie głowa i stopniowo zaczęłam słyszeć mężczyznę jakby przez mgłę. Zobaczyłam, że uśmiecha się, kłania jeszcze raz i wychodzi. Przetarłam oczy i spróbowałam się skupić na czymkolwiek, ale to nie pomogło. Zobaczyłam kątem oka jak Kristoff i Anna rozmawiają i śmieją się. Słyszałam ich, ale niedokładnie.
- Wołamy następnego? - udało mi się wychwycić głos Anny.
Skinęłam głową - a przynajmniej tak mi się wydawało. Poczułam jakby wszystkie części ciała mi zdrętwiały i jak oparcia tronu pokrywają się szronem. Podniosłam głowę i ujrzałam przed sobą innego mężczyznę. Zaczął coś mówić, ale trudno było wyłapać mi jakiekolwiek słowa. Nagle zaczął rozmazywać mi się również obraz. Najpierw zaczęło się robić coraz ciemniej, jakby mrok spowijał całą salę od ścian, aż w końcu rozmazało mi się wszystko co mogłam zobaczyć. Nie widziałam twarzy księcia, tylko rozmazane urywki tego co mnie otaczało. Poczułam ogromną słabość ogarniającą całe moje ciało i zrobiło mi się niedobrze.
- Elsa? - usłyszałam z lewej strony.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Po chwili usłyszałam inne głosy i udało mi się dostrzec jak dwaj strażnicy wyprowadzają mężczyznę z sali. Spostrzegłam, że po moich obu stronach stoją Anna i Kristoff. Nie mogłam zobaczyć ich twarzy, ale przez mgłę słyszałam jak Anna mówi spanikowanym głosem:
- Elsa?! Elsa, żyjesz?
A Kristoff powtarzał tylko, że jestem cała blada. Ledwo panowałam nad ciałem, ale z pomocą Anny i Kristoff'a wstałam i pomogli mi zejść z podestu, który znajdował się przed tronem (z którego prawie spadłam). Chciałam ich uspokoić, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa. W głowie krążyła mi tylko jedna myśl "Tylko nie zemdlej, tylko nie zemdlej". Nagle jakieś przyjemnie,chłodne dłonie dotknęły moich policzków. Zobaczyłam rozmazane białe włosy i rozmazane, błękitno-szare oczy. Poczułam znajomy, mroźny zapach. "Jack..." - pomyślałam. I gdy tylko wziął mnie na ręce byłam pewna, że już nic mi nie grozi i zemdlałam.
Obudziłam się w moim łóżku, przykryta kołdrą. Widziałam już wszystko i słyszałam dobrze, ale dalej bolała mnie trochę głowa. Rozejrzałam się i wstałam. Wszystko wróciło na szczęście do normy, ale właściwie nie byłam pewna czy to co stało się w sali tronowej było prawdziwe. Nagle do pokoju weszła Anna.
- Elsa! - podbiegła i przytuliła mnie. - Już dobrze? Matko, dostałam przez Ciebie zawału!
- Tak... słyszałam... - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej lekko. - Co się właściwie stało?
- Chyba źle się poczułaś, zemdlałaś. - odrzekła. - Byłaś strasznie blada, nie dało się z tobą nawiązać kontaktu.
Kiwnęłam głową.
- Wszystko słyszałam i widziałam, ale jakby przez jakąś gęstą mgłę. - powiedziałam. - A w dodatku poczułam jakby wszystkie części ciała odmówiły mi posłuszeństwa.
- Ale już jest dobrze? - upewniła się Ania.
- Tak, już wszystko gra. - powiedziałam tak naprawdę jednak dziwiąc się bardzo, że w ogóle coś takiego się stało, nigdy tak nie miałam. - To pewnie jednorazowe. Niedotlenienie, czy coś takiego.
Kiwnęła głową.
- Zawołam Jack'a. - i wyszła.
Do końca dnia zapewniałam Jack'a, że naprawdę nic mi nie jest. A teraz wybaczcie, ale jestem naprawdę zmęczona.
- Elsa.
Dziś postanowiłam przeprowadzić krótką audiencję ze względu na przybycie do Arendelle kilku książąt zza morza. Zapewne chcieliby zamienić ze mną kilka słów, a umawianie się z każdym z osobna zajęłoby o wiele więcej czasu (a Jack zapewne byłby bardzo zazdrosny). Tak więc około dwunastej ubrałam jedną z bardziej wyjściowych sukienek, oraz włożyłam moją koronę (może obejdzie się dzięki temu bez głupich komentarzy z ich strony). Gdy wyszłam na korytarz ujrzałam zmierzającą w moją stronę Annę.
- Wszystko gra? - zapytałam na widok jej głupkowatej miny.
- Jack mi wszystko opowiedział. - uśmiechnęła się szeroko. - Wszyściuteńko.
Westchnęłam i pomyślałam, że później jakoś go ukarzę.
- Ach tak.. - powiedziałam kierując się na dół.
Anka pobiegła za mną.
- Tak. Powiedział, że masz bardzo jędr...
- Tak, tak, to świetnie. - przerwałam jej. - Najmocniej Cię przepraszam, ale teraz muszę rozpocząć audiencję.
Anna przez chwilę przypatrywała mi się z uwagą.
- Idę z tobą. - powiedziała. - Daj mi chwilę.
I zanim zdążyłam coś powiedzieć poleciała na górę. Czekałam więc na nią przez kilka minut modląc się w duchu, aby wszyscy książęta się spóźnili (co jak na razie na szczęście się sprawdzało). W końcu wróciła trzymając za rękę Kristoff'a. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
- Kristoff też może się przydać. - wzruszyła ramionami. - Tyle facetów i jedna, piękna królowa. Mogą się okazać jakimiś zboczeńcami.
Przewróciłam oczami.
- No dobrze. - westchnęłam po czym weszliśmy do sali tronowej.
Ja usiadłam na tronie, a Anna i Kristoff na krzesłach ustawionych pod zachodnią ścianą sali. Pierwszy mężczyzna został wpuszczony przez strażnika po upływie jakichś dwóch minut.
- Wasza Wysokość. - podszedł i ukłonił się nisko.
Był szczupły, ubrany na biało z czerwonym herbem na piersi. Jego blond włosy były dziwnie ułożone na samym czubku jego głowy.
- Słucham. - uśmiechnęłam się zachęcając go do rozpoczęcia przemowy.
- Jestem książę Derek, drugi i młodszy syn króla Ludwika II z krainy Grandhill. Przybyłem z zapytaniem, licząc na naukę. Słyszałem o Arendelle wiele razy, a także o potędze tego kraju i o jego genialnej wręcz władczyni. Mój ojciec niedługo umrze, a brat jest bardzo schorowany, jest więc możliwość, iż to właśnie ja obejmę tron. Mając królową za ideał współczesnego władcy przybyłem po poradę. Jak dobrze rządzić? Jak sprawić, aby poddani byli szczęśliwi, tak jak tutejsi?
- To naprawdę nic trudnego. - odrzekłam łagodnym tonem. - Ważne żeby słuchać poddanych. Oni powinni być najważniejsi. Ich pragnienia i potrzeby. A jednocześnie władca powinien być sobą. Nie udawać. Otwierać się na podwładnych.
- Bardzo, bardzo dziękuję. - ukłonił się ponownie. - Jest Królowa niesamowita. Mówić to z taką... to po prostu niesamowite. Królowa jest...
Nagle poczułam się nieco dziwnie. Rozbolała mnie głowa i stopniowo zaczęłam słyszeć mężczyznę jakby przez mgłę. Zobaczyłam, że uśmiecha się, kłania jeszcze raz i wychodzi. Przetarłam oczy i spróbowałam się skupić na czymkolwiek, ale to nie pomogło. Zobaczyłam kątem oka jak Kristoff i Anna rozmawiają i śmieją się. Słyszałam ich, ale niedokładnie.
- Wołamy następnego? - udało mi się wychwycić głos Anny.
Skinęłam głową - a przynajmniej tak mi się wydawało. Poczułam jakby wszystkie części ciała mi zdrętwiały i jak oparcia tronu pokrywają się szronem. Podniosłam głowę i ujrzałam przed sobą innego mężczyznę. Zaczął coś mówić, ale trudno było wyłapać mi jakiekolwiek słowa. Nagle zaczął rozmazywać mi się również obraz. Najpierw zaczęło się robić coraz ciemniej, jakby mrok spowijał całą salę od ścian, aż w końcu rozmazało mi się wszystko co mogłam zobaczyć. Nie widziałam twarzy księcia, tylko rozmazane urywki tego co mnie otaczało. Poczułam ogromną słabość ogarniającą całe moje ciało i zrobiło mi się niedobrze.
- Elsa? - usłyszałam z lewej strony.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Po chwili usłyszałam inne głosy i udało mi się dostrzec jak dwaj strażnicy wyprowadzają mężczyznę z sali. Spostrzegłam, że po moich obu stronach stoją Anna i Kristoff. Nie mogłam zobaczyć ich twarzy, ale przez mgłę słyszałam jak Anna mówi spanikowanym głosem:
- Elsa?! Elsa, żyjesz?
A Kristoff powtarzał tylko, że jestem cała blada. Ledwo panowałam nad ciałem, ale z pomocą Anny i Kristoff'a wstałam i pomogli mi zejść z podestu, który znajdował się przed tronem (z którego prawie spadłam). Chciałam ich uspokoić, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa. W głowie krążyła mi tylko jedna myśl "Tylko nie zemdlej, tylko nie zemdlej". Nagle jakieś przyjemnie,chłodne dłonie dotknęły moich policzków. Zobaczyłam rozmazane białe włosy i rozmazane, błękitno-szare oczy. Poczułam znajomy, mroźny zapach. "Jack..." - pomyślałam. I gdy tylko wziął mnie na ręce byłam pewna, że już nic mi nie grozi i zemdlałam.
Obudziłam się w moim łóżku, przykryta kołdrą. Widziałam już wszystko i słyszałam dobrze, ale dalej bolała mnie trochę głowa. Rozejrzałam się i wstałam. Wszystko wróciło na szczęście do normy, ale właściwie nie byłam pewna czy to co stało się w sali tronowej było prawdziwe. Nagle do pokoju weszła Anna.
- Elsa! - podbiegła i przytuliła mnie. - Już dobrze? Matko, dostałam przez Ciebie zawału!
- Tak... słyszałam... - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej lekko. - Co się właściwie stało?
- Chyba źle się poczułaś, zemdlałaś. - odrzekła. - Byłaś strasznie blada, nie dało się z tobą nawiązać kontaktu.
Kiwnęłam głową.
- Wszystko słyszałam i widziałam, ale jakby przez jakąś gęstą mgłę. - powiedziałam. - A w dodatku poczułam jakby wszystkie części ciała odmówiły mi posłuszeństwa.
- Ale już jest dobrze? - upewniła się Ania.
- Tak, już wszystko gra. - powiedziałam tak naprawdę jednak dziwiąc się bardzo, że w ogóle coś takiego się stało, nigdy tak nie miałam. - To pewnie jednorazowe. Niedotlenienie, czy coś takiego.
Kiwnęła głową.
- Zawołam Jack'a. - i wyszła.
Do końca dnia zapewniałam Jack'a, że naprawdę nic mi nie jest. A teraz wybaczcie, ale jestem naprawdę zmęczona.
- Elsa.
sobota, 28 listopada 2015
Wolny dzień i dziwna historia Jack' a
Hejo,
Jak wiecie ostatnio moja kochana Svenusia urodziła małego reniferka Hugo, więc większość czasu spędzaliśmy z nimi w stajni, ale nasz mały Hugo zachorował i Kristoff zabronił mi i Lenie chodzić do stajni, bo niby mamy osłabioną odporność po ostatnio przebytej chorobie. Lenka długo spała więc poszłam do gabinetu Elsy.
- Hej, siostra.- powiedziałam wchodząc do gabinetu.
- O Anna.- przywitała mnie uśmiechem.
- Przyszłam zapytać, czy no, wiesz. Czy zdecydowałaś się na dzidziusia?- Elsa zaczęła się rumienić.
- Wiesz Aniu mam dużo obowiązków.
- Ale no powiedz proszę.- Elsa już nic nie odpowiedziała tylko wstała i wypchnęła mnie z gabinetu, a na pożegnanie pomachała mi ręką. Wróciłam do pokoju Lenki i co tam zobaczyłam. Jack' a bawiącego się z Lenką.
- O Jack, co ty tu robisz?- zapytałam ze zdziwieniem.
- Ach uczę się, opieki nad dzieckiem. Mógłbym porwać Lenkę na cały dzień i ją uśpić wieczorem?- zapytał się Jack z łobuzerskim uśmiechem.
- No cóż. Myślę że tak, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Czy Elsa już zdecydowała się na dziecko.- Jack dziwnie się i uśmiechnął i zaczął mi opowiadać wszystko i to nawet z drobnymi szczegółami.
- No dobra możesz ją zabrać, ale tylko na dziś.- powiedziałam, gdy Jack już skończył.
- A mogę ją uśpić?- zapytał mnie, a ja chwilę się zastanowiłam.
- Tak.- Jack zabrał Lenkę i chyba poleciał do ich sypialni, a ja cały dzień spędziłam w sypialni na porządnej kąpieli i poprosiłam o fryzjerkę, która podcieła mi końcówki, a później poszłam do miasta na spacer.
- Anna
piątek, 27 listopada 2015
Tu się dzieją krzaki!
Witajcie,
Wczoraj Anna, Kristoff i Lena przez cały dzień byli poza pałacem. Możliwe, że zajmowali się małym Hugo, albo łazili po mieście. Tak czy inaczej nie było ich, a to oznaczało, że w pałacu jesteśmy tylko ja i Jack (i oczywiście służba).
- Wiesz, Jack... - zaczęłam gdy siedzieliśmy po południu w jednym z ogromnych salono-bibliotek
Spojrzał na mnie wyczekującym wzrokiem.
- Myślałam.
- Myślałaś. - uśmiechnął się.
- I... zdecydowałam, żeby to zrobić. - wypaliłam bez owijania w bawełnę.
Jack najpierw zaśmiał się krótko, a potem przysunął się do mnie i spojrzał mi w oczy.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? - zapytał cicho.
- Jestem pewna. - skinęłam lekko głową.
- W takim razie... - wstał. - ...zaczekaj na mnie w sypialni.
Trochę zestresowana jego powagą wyszłam z pokoju i skierowałam się do mojej komnaty, podczas gdy on skręcił w stronę swojego pokoju, w którym spał przed naszym ślubem. Wiedziałam dobrze, że nie mam czym się stresować, ale jednak gdy tylko usiadłam na łóżku, zobaczyłam, że pościel powoli pokrywa się szronem. Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam się trochę rozluźnić. Po chwili do komnaty wszedł Jack. Uśmiechał się chytrze i chował coś za plecami.
- Co ty tam masz? - uśmiechnęłam się.
Podszedł do mnie i usiadł.
- Coś co jest bardzo, bardzo przydatne i powinniśmy mieć to przy sobie zawsze, ale o tym zapomniałem.
Wyciągnął zza pleców lodową tabliczkę do wieszania na drzwi z napisem "Tu się dzieją krzaki". Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Jack stworzył tą tabliczkę dawno temu, gdy nie mogliśmy już wytrzymać, że Anna ciągle nam przerywa w najmniej stosownym momencie.
- Na wszelki wypadek. - powiedział Jack ze śmiechem i wywiesiliśmy tabliczkę na drzwiach.
Zanim wrócił do pokoju ja usiadłam z powrotem na łóżku. Gdy wszedł uśmiechnęłam się do niego.
- I co teraz? - zapytałam odrobinę zalotnym głosem.
Przybrał najbardziej chytrą i lubieżną minę jaką kiedykolwiek u niego widziałam po czym pocałował mnie namiętnie.
- Elsa.
Wczoraj Anna, Kristoff i Lena przez cały dzień byli poza pałacem. Możliwe, że zajmowali się małym Hugo, albo łazili po mieście. Tak czy inaczej nie było ich, a to oznaczało, że w pałacu jesteśmy tylko ja i Jack (i oczywiście służba).
- Wiesz, Jack... - zaczęłam gdy siedzieliśmy po południu w jednym z ogromnych salono-bibliotek
Spojrzał na mnie wyczekującym wzrokiem.
- Myślałam.
- Myślałaś. - uśmiechnął się.
- I... zdecydowałam, żeby to zrobić. - wypaliłam bez owijania w bawełnę.
Jack najpierw zaśmiał się krótko, a potem przysunął się do mnie i spojrzał mi w oczy.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? - zapytał cicho.
- Jestem pewna. - skinęłam lekko głową.
- W takim razie... - wstał. - ...zaczekaj na mnie w sypialni.
Trochę zestresowana jego powagą wyszłam z pokoju i skierowałam się do mojej komnaty, podczas gdy on skręcił w stronę swojego pokoju, w którym spał przed naszym ślubem. Wiedziałam dobrze, że nie mam czym się stresować, ale jednak gdy tylko usiadłam na łóżku, zobaczyłam, że pościel powoli pokrywa się szronem. Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam się trochę rozluźnić. Po chwili do komnaty wszedł Jack. Uśmiechał się chytrze i chował coś za plecami.
- Co ty tam masz? - uśmiechnęłam się.
Podszedł do mnie i usiadł.
- Coś co jest bardzo, bardzo przydatne i powinniśmy mieć to przy sobie zawsze, ale o tym zapomniałem.
Wyciągnął zza pleców lodową tabliczkę do wieszania na drzwi z napisem "Tu się dzieją krzaki". Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Jack stworzył tą tabliczkę dawno temu, gdy nie mogliśmy już wytrzymać, że Anna ciągle nam przerywa w najmniej stosownym momencie.
- Na wszelki wypadek. - powiedział Jack ze śmiechem i wywiesiliśmy tabliczkę na drzwiach.
Zanim wrócił do pokoju ja usiadłam z powrotem na łóżku. Gdy wszedł uśmiechnęłam się do niego.
- I co teraz? - zapytałam odrobinę zalotnym głosem.
Przybrał najbardziej chytrą i lubieżną minę jaką kiedykolwiek u niego widziałam po czym pocałował mnie namiętnie.
- Elsa.
wtorek, 24 listopada 2015
Cieszę się, że się cieszysz, Aniu!
Witajcie,
Jak wiecie od kilku dni poważnie myślimy z Jack'iem nad założeniem rodziny. A raczej ja myślę, a on ciągle przekonuje mnie, że to wyśmienity pomysł, powtarzając zdanie "Możemy zrobić to nawet teraz" około piętnaście razy na dzień. O niczym nikomu na razie nie mówiliśmy, nawet Annie. Uznałam, że... jeszcze musimy pomyśleć zanim znów plotki ogarną całe królestwo, a nawet królestwa za morzem.
W międzyczasie doczekaliśmy się nowego członka naszej rodziny - Svenusia urodziła ostatnio maleńkie cielątko (czy jakkolwiek mogę nazwać małego renifera). Z tego względu Kristoff spędzał ostatnie godziny w stajni zajmując się zmęczoną mamą i młodym reniferkiem, który okazał się samcem. Anna od razu wymyśliła dla niego imię (ogłosiła mi je wczoraj rano wskakując na moje łóżko) - Hugo (nie pytajcie czemu, bo nie mam zielonego pojęcia).
- To naprawdę piękne imię... - odparłam gdy tylko mi je obwieściła i raczyła zejść ze mnie. - ...jest zdrowy?
Kiwnęła głową z uśmiechem od ucha do ucha.
- Anno. - mruknął Jack siadając na łóżku. - Bardzo nam miło to słyszeć, ale byłoby jeszcze milej gdybyś dała nam chwilę sam na sam.
Uniosła brwi.
- A cóż to za okazja?
- A, nic wielkiego, Elsa tylko właśnie podejmuje decyzję w związku z tym czy mamy się rozmna... - zaczął ale uciszyłam go niemal zabójczym wzrokiem.
- O co chodzi? - zapytała Anna od razu poznając moją minę. - Elso, co przede mną ukrywasz?
- Nic... - zaczęłam, ale Jack uniósł brwi i przekrzywił głowę, więc tylko rzuciłam w niego poduszką i wyszłam z Anną do pokoju obok.
Usiadłyśmy na dużej, białej kanapie. Anna spojrzała na mnie wyczekującym wzrokiem.
- Anuś... to raczej ważna sprawa więc.. - zaczęłam lekko zdenerwowana, ale siostra przerwała mi salutując ręką:
- Pełne skupienie.
Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się lekko.
- Dużo o tym myślałam... tyle razy ktoś mnie przekonywał, że warto.... patrzyłam na ciebie, może nawet i z zazdrością. Pomyślałam, że już chyba jestem gotowa, że nie ma na co czekać. No wiesz... że to przyniesie nam tylko szczęście.
Anna wpatrywała się we mnie z szeroko otwartymi oczami, a kąciki jej ust powoli unosiły się lekko.
- Masz na myśli... - zaczęła po chwili. - ...że chciałabyś... dzidziusia?
- To jeszcze nic pewnego, dalej się zastanawiam, ale..
Anna bez słowa przytuliła mnie mocno.
- To cudowne. - szepnęła.
Gdy wypuściła mnie z objęć zobaczyłam, że ociera kąciki oczu rękawem sukni.
- Aniu... czy ty...?
- Nie, nie, nie płaczę! - zaśmiała się.
Uśmiechnęłam się do niej.
- Ale musisz mi coś obiecać. - zaczęłam po chwili. - Nikomu na razie nie powiesz. Nawet Kristoff'owi. To nic pewnego.
Kiwnęła głową, chyba nie potrafiąc przestać się uśmiechać. I tak siedziałyśmy i uśmiechałyśmy się do siebie jeszcze długo. W końcu Anna przytuliła mnie trzeci raz i poszła do córki.
- Elsa.
Jak wiecie od kilku dni poważnie myślimy z Jack'iem nad założeniem rodziny. A raczej ja myślę, a on ciągle przekonuje mnie, że to wyśmienity pomysł, powtarzając zdanie "Możemy zrobić to nawet teraz" około piętnaście razy na dzień. O niczym nikomu na razie nie mówiliśmy, nawet Annie. Uznałam, że... jeszcze musimy pomyśleć zanim znów plotki ogarną całe królestwo, a nawet królestwa za morzem.
W międzyczasie doczekaliśmy się nowego członka naszej rodziny - Svenusia urodziła ostatnio maleńkie cielątko (czy jakkolwiek mogę nazwać małego renifera). Z tego względu Kristoff spędzał ostatnie godziny w stajni zajmując się zmęczoną mamą i młodym reniferkiem, który okazał się samcem. Anna od razu wymyśliła dla niego imię (ogłosiła mi je wczoraj rano wskakując na moje łóżko) - Hugo (nie pytajcie czemu, bo nie mam zielonego pojęcia).
- To naprawdę piękne imię... - odparłam gdy tylko mi je obwieściła i raczyła zejść ze mnie. - ...jest zdrowy?
Kiwnęła głową z uśmiechem od ucha do ucha.
- Anno. - mruknął Jack siadając na łóżku. - Bardzo nam miło to słyszeć, ale byłoby jeszcze milej gdybyś dała nam chwilę sam na sam.
Uniosła brwi.
- A cóż to za okazja?
- A, nic wielkiego, Elsa tylko właśnie podejmuje decyzję w związku z tym czy mamy się rozmna... - zaczął ale uciszyłam go niemal zabójczym wzrokiem.
- O co chodzi? - zapytała Anna od razu poznając moją minę. - Elso, co przede mną ukrywasz?
- Nic... - zaczęłam, ale Jack uniósł brwi i przekrzywił głowę, więc tylko rzuciłam w niego poduszką i wyszłam z Anną do pokoju obok.
Usiadłyśmy na dużej, białej kanapie. Anna spojrzała na mnie wyczekującym wzrokiem.
- Anuś... to raczej ważna sprawa więc.. - zaczęłam lekko zdenerwowana, ale siostra przerwała mi salutując ręką:
- Pełne skupienie.
Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się lekko.
- Dużo o tym myślałam... tyle razy ktoś mnie przekonywał, że warto.... patrzyłam na ciebie, może nawet i z zazdrością. Pomyślałam, że już chyba jestem gotowa, że nie ma na co czekać. No wiesz... że to przyniesie nam tylko szczęście.
Anna wpatrywała się we mnie z szeroko otwartymi oczami, a kąciki jej ust powoli unosiły się lekko.
- Masz na myśli... - zaczęła po chwili. - ...że chciałabyś... dzidziusia?
- To jeszcze nic pewnego, dalej się zastanawiam, ale..
Anna bez słowa przytuliła mnie mocno.
- To cudowne. - szepnęła.
Gdy wypuściła mnie z objęć zobaczyłam, że ociera kąciki oczu rękawem sukni.
- Aniu... czy ty...?
- Nie, nie, nie płaczę! - zaśmiała się.
Uśmiechnęłam się do niej.
- Ale musisz mi coś obiecać. - zaczęłam po chwili. - Nikomu na razie nie powiesz. Nawet Kristoff'owi. To nic pewnego.
Kiwnęła głową, chyba nie potrafiąc przestać się uśmiechać. I tak siedziałyśmy i uśmiechałyśmy się do siebie jeszcze długo. W końcu Anna przytuliła mnie trzeci raz i poszła do córki.
- Elsa.
niedziela, 22 listopada 2015
Nowe słówko, niespodzianką i przepychanki w sypialni
Hejo,
Dziś rano wstałam i zastanawiała się gdzie jest Elsa i Jack, więc poszła do ich pokoju, ale nikogo nie było. Postanowiliśmy więc z Leną iść do Svena. Kristoff' posadził Lenę na jego grzbiecie.
- Tato! Tatusiu!- zaczęła krzyczeć.
- Lenka, w końcu!- Kristoff' wziął ją na ręce i zaczął ją tulić, a ja skakałam i klaskałam w ręce. Jeszcze długo wiedzieliśmy mocy rozłożonym na sianie, gdy nagle Svenucha, zaczęła skakać na wszystkie strony.
- Anna, zabierz z Lenę i biegiem do zamku!- krzyknął Kristoff', więc zabrała Lenę i pobiegła do sypialni.
- Co się stało?- zapytałam Kristoff', gdy wrócił.
- Jak mogłem tego nie zauważyć...
- Ale co się stało?- zaczęła się denerwować .
- Nic takiego. Okazało się że Svenucha jest w ciąży.
- Ale dlaczego się tak zachowywała.
- Bo zaczęła rodzić...
-... Co takiego?
- No tak, właśnie jest u niej weterynarz.- długo wiedzieliśmy w ciszy, aż w końcu Leną usunęła, więc zaniosłam ją do łóżeczka i postanowiła iść do siostry. Gdy zapytałam nikt nie odpowiedział, więc weszła.
- Anna!- krzyknął Jack i zaczął mnie wypychać z pokoju, a ja zauważyła jak Elsa chowa się pod kołdrę, a Przecież widziałam rękawy jej ulubionej niebieskiej sukni. No trudno, musiałam wyjść i wróciłam do pokoju, ale Kristoff' a nie było, więc położyła się spać.
- Anna
sobota, 21 listopada 2015
Nie ma co zwlekać!
Witajcie,
Dziś rano obudziłam się wcześnie i wyszłam na balkon. Włosy rozwiał mi zimny, jesienny wiatr. Uśmiechnęłam się do siebie. Nagle wpadłam na pewien pomysł.
- Jack. - weszłam do pokoju.
Spod kołdry dobiegło mruknięcie.
- Zróbmy coś fajnego. - powiedziałam otwierając szafę.
Wybrałam śliczną, biało-brązową suknię. Podeszłam do łóżka i zobaczyłam, że Jack wychylając jedynie głowę spod kołdry uśmiecha się do mnie chytrze.
- Nie chodziło mi o to. - uśmiechnęłam się lekko i zamknęłam się w łazience żeby się przebrać.
Uczesałam włosy, umyłam twarz i nałożyłam lekki, lodowy makijaż. Następnie ubrałam suknię.
- W takim razie o co? - z pokoju dobiegł głos Jack'a, który najwyraźniej dopiero teraz przetworzył moje słowa.
- No... nie wiem.. - otworzyłam drzwi od łazienki i oparłam się o framugę.
Jack zmierzył mnie wzrokiem (jakimś cudem znalazł się w powietrzu tuż przy łazience) i znów przybrał chytry uśmiech. Przewróciłam tylko oczami z uśmiechem i ubrałam złote buty na niedużym obcasie.
- Ubieraj się. - rzuciłam.
- Po co?
Spojrzałam na niego.
- Czekam w jadalni.
Na dole spotkałam Annę i Kristoff'a więc usiedliśmy razem do śniadania.
- A gdzie nasz królewicz? - zapytała Anka.
- Cierpliwości. - uśmiechnęłam się.
Po chwili Jack zszedł na dół ubrany (jak zawsze) w swoje ukochane brązowe spodnie i bluzę, a w ręku (również jak zawsze) trzymał laskę.
- Chodźże bracie, dołącz do wieczerzy! - zawołał Kristoff.
Jack zaśmiał się krótko po czym dokończyliśmy śniadanie.
- Jakieś plany na dzisiaj? - zapytała Ania. - My standardowo pomęczymy Lenkę legendami Arendelle czy coś takiego.
- Chyba gdzieś wyjdziemy. - odrzekłam. - Potrzebujemy trochę czasu sam na sam.
Jack poruszył zalotnie brwiami, a Kristoff parsknął śmiechem.
- Świetny plan. - uśmiechnęła się Anna. - My się już będziemy zmywać. Chodź, słoneczko.
Pociągnęła Kristoff'a za rękę na górę.
- To... gdzie niby się wybieramy? - zapytał Jack.
- Do miasta. - odparłam wstając od stołu.
Dwie służące natychmiast podbiegły i zaczęły sprzątać naczynia.
- Pomyślałam, że powinnam częściej odwiedzać poddanych. Sprawdzać czy wszystko gra i tak dalej. - powiedziałam, a Jack również wstał, po czym poszliśmy do wyjścia.
- Myślę, że gdyby coś było nie tak, powiedzieli by ci. - stwierdził.
- Możliwe... ale nigdy nie wiadomo.
Wyszliśmy z zamku i skierowaliśmy się do miasta.
- A tak w ogóle to chciałam z tobą porozmawiać. - powiedziałam po chwili.
- Słucham. - uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę.
Wzięłam głęboki oddech.
- Tak sobie myślałam... może to już czas...?
Jack zatrzymał się.
- Oczywiście nie, że musimy, absolutnie nie i tak naprawdę... nie, nie tak zaraz, ale może...
- Elso.. - przerwał mi, ale byłam zbyt zestresowana żeby dać mu mówić:
- ... no chyba, że nie chcesz, oczywiście możesz nie...nie chcieć, ale wiesz... nie, tak tylko w sumie myślałam..
- ELSO! - zastąpił mi drogę i przytulił mnie tak mocno, że uniosłam się lekko nad ziemię. - Jeśli tego chcesz to możemy to zrobić nawet teraz!!
Trochę wystraszyłam się jego entuzjazmem więc dodałam szybko:
- Nie, nie, bez żadnego pośpiechu, bądźmy rozważni..
Postawił mnie na ziemi i kiwnął głową powoli uśmiechając się od ucha do ucha. Nie wytrzymałam i zaśmiałam się.
- Zachowujesz się jakbyś był największym szczęściarzem na świecie.
- Bo jestem, Śnieżynko. - pocałował mnie.
Doszliśmy do miasta rozmawiając o tym co mnie przekonało do chęci założenia rodziny. Właściwie nie było to nic szczególnego. Myślałam o tym już od dawna, przypatrywałam się jak Anna cieszy się korzystając z bycia matką. I pomyślałam po prostu, że to musi być piękne uczucie.
Ostatecznie umówiliśmy się, że nie zrobimy niczego pochopnie i za szybko. Wszystko musimy jeszcze raz przemyśleć i obgadać. Ale prawda jest taka, że po dzisiejszym dniu czuję się bardzo szczęśliwa. Zupełnie jakby nowa, piękna droga życiowa stała przede mną otworem.
- Elsa.
Dziś rano obudziłam się wcześnie i wyszłam na balkon. Włosy rozwiał mi zimny, jesienny wiatr. Uśmiechnęłam się do siebie. Nagle wpadłam na pewien pomysł.
- Jack. - weszłam do pokoju.
Spod kołdry dobiegło mruknięcie.
- Zróbmy coś fajnego. - powiedziałam otwierając szafę.
Wybrałam śliczną, biało-brązową suknię. Podeszłam do łóżka i zobaczyłam, że Jack wychylając jedynie głowę spod kołdry uśmiecha się do mnie chytrze.
- Nie chodziło mi o to. - uśmiechnęłam się lekko i zamknęłam się w łazience żeby się przebrać.
Uczesałam włosy, umyłam twarz i nałożyłam lekki, lodowy makijaż. Następnie ubrałam suknię.
- W takim razie o co? - z pokoju dobiegł głos Jack'a, który najwyraźniej dopiero teraz przetworzył moje słowa.
- No... nie wiem.. - otworzyłam drzwi od łazienki i oparłam się o framugę.
Jack zmierzył mnie wzrokiem (jakimś cudem znalazł się w powietrzu tuż przy łazience) i znów przybrał chytry uśmiech. Przewróciłam tylko oczami z uśmiechem i ubrałam złote buty na niedużym obcasie.
- Ubieraj się. - rzuciłam.
- Po co?
Spojrzałam na niego.
- Czekam w jadalni.
Na dole spotkałam Annę i Kristoff'a więc usiedliśmy razem do śniadania.
- A gdzie nasz królewicz? - zapytała Anka.
- Cierpliwości. - uśmiechnęłam się.
Po chwili Jack zszedł na dół ubrany (jak zawsze) w swoje ukochane brązowe spodnie i bluzę, a w ręku (również jak zawsze) trzymał laskę.
- Chodźże bracie, dołącz do wieczerzy! - zawołał Kristoff.
Jack zaśmiał się krótko po czym dokończyliśmy śniadanie.
- Jakieś plany na dzisiaj? - zapytała Ania. - My standardowo pomęczymy Lenkę legendami Arendelle czy coś takiego.
- Chyba gdzieś wyjdziemy. - odrzekłam. - Potrzebujemy trochę czasu sam na sam.
Jack poruszył zalotnie brwiami, a Kristoff parsknął śmiechem.
- Świetny plan. - uśmiechnęła się Anna. - My się już będziemy zmywać. Chodź, słoneczko.
Pociągnęła Kristoff'a za rękę na górę.
- To... gdzie niby się wybieramy? - zapytał Jack.
- Do miasta. - odparłam wstając od stołu.
Dwie służące natychmiast podbiegły i zaczęły sprzątać naczynia.
- Pomyślałam, że powinnam częściej odwiedzać poddanych. Sprawdzać czy wszystko gra i tak dalej. - powiedziałam, a Jack również wstał, po czym poszliśmy do wyjścia.
- Myślę, że gdyby coś było nie tak, powiedzieli by ci. - stwierdził.
- Możliwe... ale nigdy nie wiadomo.
Wyszliśmy z zamku i skierowaliśmy się do miasta.
- A tak w ogóle to chciałam z tobą porozmawiać. - powiedziałam po chwili.
- Słucham. - uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę.
Wzięłam głęboki oddech.
- Tak sobie myślałam... może to już czas...?
Jack zatrzymał się.
- Oczywiście nie, że musimy, absolutnie nie i tak naprawdę... nie, nie tak zaraz, ale może...
- Elso.. - przerwał mi, ale byłam zbyt zestresowana żeby dać mu mówić:
- ... no chyba, że nie chcesz, oczywiście możesz nie...nie chcieć, ale wiesz... nie, tak tylko w sumie myślałam..
- ELSO! - zastąpił mi drogę i przytulił mnie tak mocno, że uniosłam się lekko nad ziemię. - Jeśli tego chcesz to możemy to zrobić nawet teraz!!
Trochę wystraszyłam się jego entuzjazmem więc dodałam szybko:
- Nie, nie, bez żadnego pośpiechu, bądźmy rozważni..
Postawił mnie na ziemi i kiwnął głową powoli uśmiechając się od ucha do ucha. Nie wytrzymałam i zaśmiałam się.
- Zachowujesz się jakbyś był największym szczęściarzem na świecie.
- Bo jestem, Śnieżynko. - pocałował mnie.
Doszliśmy do miasta rozmawiając o tym co mnie przekonało do chęci założenia rodziny. Właściwie nie było to nic szczególnego. Myślałam o tym już od dawna, przypatrywałam się jak Anna cieszy się korzystając z bycia matką. I pomyślałam po prostu, że to musi być piękne uczucie.
Ostatecznie umówiliśmy się, że nie zrobimy niczego pochopnie i za szybko. Wszystko musimy jeszcze raz przemyśleć i obgadać. Ale prawda jest taka, że po dzisiejszym dniu czuję się bardzo szczęśliwa. Zupełnie jakby nowa, piękna droga życiowa stała przede mną otworem.
- Elsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)